Dodaj do ulubionych

jak to jest

IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 18.07.01, 19:09
jak to jest, ze czekajac na tego jedynego, wysnionego ksiecia z bajki, pozwalam wszystkim
"porzadnym facetom" przejsc przez moje zycie? wiem, ze nie zyjemy w bajce, ale czy wiara w wielka
milosc, to zgubny idealizm??
Obserwuj wątek
    • Gość: Budda Re: jak to jest IP: *.unl.edu 18.07.01, 19:57
      Witaj karo. Powiem wprost. Tak, to zgubny idealizm. Im "wiekszy" ow ksiaze
      w Twoich marzeniach, tym mniejsza Ty sama w rzeczywistosci. Poszukiwanie milosci
      to w gruncie rzeczy ucieczka przed smiercia, proba "wydobycia" dowodu i powodu
      swej egzystencji w tym materialnym swiecie. Ktos, kto wie ze jest czescia
      nieodlaczna tego universe, kto pulsuje wraz z tym universe, ktos kto wie
      o swojej niesmiertelnosci, nie poszukuje tego "stanu ducha" zwanego miloscia.
      Pozdrawiam, Budda.
      • allex Re: jak to jest 18.07.01, 21:19
        Buddo - czy Ty wierzysz w to co piszesz? "Zgubny idealizm"
        a twój idealizm;
        >"Ktos, kto wie ze jest czescia nieodlaczna tego universe, kto pulsuje wraz z
        tym universe, ktos kto wie o swojej niesmiertelnosci, nie poszukuje tego "stanu
        ducha" zwanego miloscia"< to "idealizm niezgubny"
        Karo wierzy, że spotka faceta.- Mężczyznę - swojego mężczyznę. Wierzy, że
        wtedykiedy go spotka to poczuje - "to jest ten" i że to będzie głos serca. A
        nie tylko głos rozumu, który ocenia "porządność" dotychczas spotykanych.
        Wierzę Karo, że go spotkasz. Słuchaj serca.
        • Gość: Budda Re: jak to jest IP: *.unl.edu 18.07.01, 22:41
          Allex, nie tylko wierze. Wiem ze to jest prawda. Musialbys glebiej wejsc w
          prawdziwe powody, dla ktorych "szukamy milosci", zrozumiec czym jest ten stan
          umyslu do ktorego tak wszyscy daza. Pobieznie wszystko wyglada tak jak Ty
          piszesz. Tylko ze pod ta warstwa pobieznego rozumienia jest cala glebia
          procesow o ktorych nie wielu zdaje sobie sprawe.
          Pozdrawiam, Budda.
          • Gość: gadula Re: jak to jest IP: *.ym1.on.wave.home.com 18.07.01, 22:54
            uważam budda, ze żeś się bardzo sparzyłes w życiu.
            twoja rana jest tak głęboka, ze twój buddyzm daje ci balans w życiu.
            gdyby było inaczej to nikt by cię to na tym forum nigdy nie spotkał.
            nie mniej jednak, masz ogromne serce, które kryjesz za swym buddyzmem.
            g.


            Gość portalu: Budda napisał(a):

            > Allex, nie tylko wierze. Wiem ze to jest prawda. Musialbys glebiej wejsc w
            > prawdziwe powody, dla ktorych "szukamy milosci", zrozumiec czym jest ten stan
            > umyslu do ktorego tak wszyscy daza. Pobieznie wszystko wyglada tak jak Ty
            > piszesz. Tylko ze pod ta warstwa pobieznego rozumienia jest cala glebia
            > procesow o ktorych nie wielu zdaje sobie sprawe.
            > Pozdrawiam, Budda.

            • allex Re: jak to jest 19.07.01, 02:52
              Dalej nie rozumiem.
              Jeżeli chcę z kimś być i być dla kogoś to znaczy, że dążę do określonego stanu
              umysłu?
              Jak wiedza o mojej śmiertelności czy nie może wpłynąć na szczęście, które
              doświadczam tu i teraz?
              Czy przekładanie rzeczywistości na spekulacje filozoficzne to nie ucieczka od
              rzeczywistości jaka doświadcza się także zmysłami i emocjami?
              Jeżeli poznanie świata opierasz wyłącznie na rozumieniu, zaś doświadczanie
              uczuć (oraz pragnienie ich doswiadczania)uznajesz za pewne upośledzenie to
              wybacz ale jesteś jak daltonista. Znasz opis koloru, ale świat to rózne
              odcienie szarości.
              Nie bój się poznawać świat, uczuciami, to wbrew pozorom nie jest takie straszne.
              Pozdrawiam.
              • Gość: gadula Re: jak to jest IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 04:21
                are you ok?

                allex napisał(a):

                > Dalej nie rozumiem.
                > Jeżeli chcę z kimś być i być dla kogoś to znaczy, że dążę do określonego stanu
                > umysłu?
                > Jak wiedza o mojej śmiertelności czy nie może wpłynąć na szczęście, które
                > doświadczam tu i teraz?
                > Czy przekładanie rzeczywistości na spekulacje filozoficzne to nie ucieczka od
                > rzeczywistości jaka doświadcza się także zmysłami i emocjami?
                > Jeżeli poznanie świata opierasz wyłącznie na rozumieniu, zaś doświadczanie
                > uczuć (oraz pragnienie ich doswiadczania)uznajesz za pewne upośledzenie to
                > wybacz ale jesteś jak daltonista. Znasz opis koloru, ale świat to rózne
                > odcienie szarości.
                > Nie bój się poznawać świat, uczuciami, to wbrew pozorom nie jest takie straszne
                > .
                > Pozdrawiam.

        • Gość: karo Re: jak to jest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.07.01, 14:06
          dzieki, allex,
          tylko powiedz, czy samotnosc, w ktorej tkwimy poniewaz czekamy na kogos - niekoniecznie ksiecia z
          bajki, tylko kogos kogo kocha sie bezinteresownie - nie dlatego, ze piekny, bogaty czy "na stanowisku"
          jest tego warta? ryzykujemy przeciez, ze nigdy tej osoby nie spotkamy..
          zakladam, ze nie bede chciala (przynajmniej jeszcze mam ta przyzwoitosc) byc z kims, zeby nie byc
          sama.
          ktos kiedys powiedzial - "byc z kims kogo sie nie kocha, to najgorsze stadium samotnosci"
    • Gość: gadula Re: jak to jest IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 00:12
      Po idealizm, o którym piszesz sięgamy często na wskutek potrzeby szczęścia,
      które na pewno ideał jest w stanie nam dostarczyć. Jeżeli dajesz szanse komuś
      to tylko, dlatego, ze masz nadzieje w sobie, jaki i potrzebę szczęścia.
    • Gość: jona Re: jak to jest IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 19.07.01, 08:05
      a jak to jest, ze jak mamy tego co nas kocha, moze nie jest piekny i super, ale
      dobry i nie wymaga duzo, to szukamy ksiecia z bajki. a potem okazuje sie, ze
      ksiaze z bajki nie jest nawet hrabia. a powrotu na stare smiecie nie ma. szkoda.

      zula9@poczta.wp.pl
    • Gość: Stasia Re: jak to jest IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.07.01, 08:47
      Droga Karo! Przede wszystkim - serce nie sługa. Ja osobiście nie chcę się do
      niczego zmuszać w temacie MIŁOŚĆ-ZWIĄZKI, rezygnować z wielkiej, a nawet
      romantycznej miłości - znam już jej smak i uważam, że niedobrze jest się tego
      pozbawiać. Z drugiej strony staram się nie odrzucać "porządnych facetów", tylko
      od razu im uświadamiać, na co mogą liczyć z mojej strony - kumpelstwo,
      spotkania "na stopie" towarzyskiej, a z czasem zobaczymy. Wiem, że wyczekiwanie
      na wielką miłość wymaga bardzo duzo cierpilwości, ale cóż, taka karma.
      To tyle ode mnie - jest nas już dwie idealistki.
      • Gość: mikołaj Re: jak to jest IP: *.netia.pl 19.07.01, 09:05
        oj strasznie motacie z tymi uczuciami,

        cały problem polega na tym że w swerze emocjonalnej poznajemy i uczymy się
        miłości z klasyki literatury czy też bajek o królewiczach... czasach wielkich
        uczuć poświęceń, dążeń... i oczekujemy tego samego w naszym tu i teraz.
        A tu i teraz to zwykła płaszczyzna naszej pop - kultury , szybki sex, szybka
        kariera , płytkie związki - konsumpcja.
        Prawda jest taka że nie ma już królewiczów z bajki, i wy też nie jesteście
        królewnami (za wyjątkiem chwil kiedy oddajecie się marzeniom w zadkich chwilach
        samotności)
        • Gość: Czarny Re: jak to jest IP: *.chello.pl 19.07.01, 10:54
          Milosc to fajna sprawa, lecz bardzo trudno jest spotkac ta jedyna osobe.Rok
          temu spotkalem ta jedyna (tak mi sie wydawalo i czasami jeszcze o niej mysle)
          okazalo sie ze to zaklamana SUK...... byla, wiec nadal kocham swoja rodzine i
          swojego psa!!!Pozdrawiam cie i zycze ci bys znalazla !!!!
          P.S. Jak znajdziesz to dbaj ile sil!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    • Gość: Sceptyk Re: jak to jest IP: 157.25.130.* 19.07.01, 11:46
      Miłość to taka forma szczęścia, no nie?
      Zgadzam się z tymi przedmówcami, którzy uważają, że zbytnio koncentrując się na
      ideałach czujemy się potem nieszczęśliwi bo rzeczywistość skrzeczy.

      Pragnienie miłości, w moim odczuciu, prowadzi często do poszukiwania ideału.
      Potem nie chcemy przyjąć do wiadomości, że wyśniony ideał nie jest aż tak
      doskonały.

      Ale czyż sami nie pragniemy by ludzie przyjmowali nas takimi jacy jesteśmy? Czy
      nie miło czuć, że ktoś nas rozumie i umie wybaczać nasze wady?, że nas
      akceptuje? To dlaczego w odniesieniu do innych stosujemy inną miarę? Dlaczego
      mój partner/ka ma być idealny/a?

      Niestety to o czym piszę to nie teoria. Kobieta z którą jestem i z którą mam
      dziecko nie może mi wybaczyć, że nie jestem księciem z bajki. Ciągle jestem
      porównywany do innych ludzi ale w specyficzny sposób, wybiera sobie z każdego
      to co tamten ma najlepsze i w nosie ma, że Ci inni mają też wady.

      Dodam jeszcze do tego, że za szkodliwe uważam oczekiwanie, że po to się
      związujemy z drugim człowiekiem, żeby dał nam szczęście. A jak nie daje to ...

      Czego więc najbezpieczniej pragnąć? Teraz wydaje mi się, że połączenia
      fascynacji erotycznej z przyjaźnią. Problem tylko, że jak się komuś jakaś pani
      bardzo, bardzo podoba to może mieć problem z oceną jej osobowości.

      Jak więc tę osobowość zbadać? Ostatnio skłaniam się do wypicia z tym kimś
      większej ilości alkoholu. Jeśli człowiek ma pełno pretensji do świata to nie ma
      siły, ujawni się wtedy, jak ujawniła się ostatnio pewna pani, która mi się
      bardzo podobała. Więc teraz używam już czasu przeszłego w odniesieniu do niej.

      Pozdrawiam
      i życzę wszystkim sukcesu w tej niełatwej drodze.
      Sceptyk
      • Gość: iwona Re: DO SCEPTYKA IP: *.3miasto.net 19.07.01, 13:19
        Zgadzam sie z Tobą w 100% . Ponieważ sama nie jestem ideałem nie wymagam tego od
        innych a jedyne czego oczekuję to zrozumienie moich wad ( lub uznanie, że mogę je
        mieć) tak ja rozumiem - akceptuję czyjes wady. Szkoda tylko, że w życiu zazwyczaj sie
        tak układa, że spotykają się dwie osoby, z których jedna akceptuje i rozumie natomiast
        druga niestety, nie. Moj partner jest - a raczej był - idealistą , ode mnie oczekiwał
        wszystkiego - od siebie nic, Ja jego wady akceptowałam, z jego kompleksów go leczyłam,
        dawałam mu wsparcie jak mnie potrzebował - a on - uwielbiał rozmawiać o moich wadach
        przez co miałam wrażenie , że jestem jedna wielka wada ( pozytywów - zero), analizował i
        roztrząsał moje kompleksy - i nie wiem czy to po prostu takie spaczenie charakteru , że
        umiesz dostrzegać tylko to co nie najlepsze. Ciekawa jestem jak jest teraz, bo od trzech
        miesiecy nie jestesmy razem, czy teraz z perspektywy widzi , że było też to dobre - mam
        nadzieję,że tak , bo wiem , że samemu jest mu teraz źle. Nie wiem tylko czy nawet gdyby
        zaistniała szansa na powrót to czy warto, bo co to za szczescie byc z człowiekiem, który
        twoje dobre cechy dostrzega tylko z odległosci - chyba jednak cała sztuka polega na tym,
        zeby umieć siebie dostrzec na co dzień.
      • Gość: q Re: jak to jest IP: *.3miasto.net 19.07.01, 15:05
        q
      • Gość: Stasia Jestem leń IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.07.01, 15:21
        Zgadzam się, że nie należy od nikogo wymagać, że będzie idealnym partnerem.
        Ale tak sobie myślę, że jeśli mam podjąć trud budowania związku z drugą osobą,
        to muszę mieć do tego dobry powód. Fakt, że ktoś jest "porządnym człowiekiem" i
        ja temu komuś odpowiadam to dla mnie za mało.
        • Gość: iwona Re: Jestem leń IP: *.3miasto.net 19.07.01, 15:23
          a co jest dobrym powodem?
          • Gość: gadula Re: Jestem leń IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 15:33
            Gość portalu: iwona napisał(a):

            > a co jest dobrym powodem?

            moze byc tym nadzieja.
            • Gość: iwona Re: do gaduły IP: *.3miasto.net 19.07.01, 15:48
              Ale nadzieja musi być czyms podparta - np tym, że jest to porządny facet więc mam
              nadzieję, że cos z tego wyjdzie - czyli warto spróbowac.

              Przeczytaj list Stasi, dla której nie jest to wystarczający powód - więc pytam sie co nim jest?
              • Gość: gadula Re: do gaduły IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 15:54
                cytuje: że jeśli mam podjąć trud budowania związku
                g.


                Gość portalu: iwona napisał(a):

                > Ale nadzieja musi być czyms podparta - np tym, że jest to porządny facet więc
                > mam
                > nadzieję, że cos z tego wyjdzie - czyli warto spróbowac.
                >
                > Przeczytaj list Stasi, dla której nie jest to wystarczający powód - więc pytam
                > sie co nim jest?

                • Gość: iwona Re: do gaduły IP: *.3miasto.net 19.07.01, 16:03
                  No własnie co jest potrzebne, żeby podjąć trud budowania związku - nadzieja - ok, ale
                  czym podparta , bo na czyms musisz opierac swoją nadzieję ( decydujesz się podjac trud
                  budowania zwiazku z danym facetem na jakies podstawie - na nadziei, ze z tym facetem
                  to bedzie własnie "to", bo : on jest porządny ( to podobno jest nie wystarczjące ) więc
                  pytam się co jest potrzebne?
                  • Gość: gadula Re: do gaduły IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 16:10
                    Gość portalu: iwona napisał(a):

                    >... ale czym podparta

                    pomysl o swojej rodzinie
    • Gość: gadula Re: jak to jest IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 14:46
      Dla tych, co chcą pozostać wierni swoim ideałom proponuje dać upust swoim
      ideałom malując, pisząc, robiąc to, co przynosi wam spełnienie - taka mała
      sublimacja. W ten sposób pomożecie partnerom zawiązując nogi smokowi.
      • Gość: Budda Re: jak to jest IP: *.unl.edu 19.07.01, 15:27
        No to juz nagadaliscie sie ? Zupelnie jak w kaciku porad "Przyjaciolki" albo
        w dyskusyjnej grupie o nowelach romantycznych. Wasze rozumowanie jest poprawne
        w kontekscie popularnego rozumienia zycia i nic ponadto. I nikt nie wymaga od
        Was czegos wiecej. Celem jest zakochanie sie, tylko ze nikt juz nie zadaje
        sobie trudu by odpowiedziec na pytanie: czym jest ten proces zakochiwania, co
        go generuje, czy jest to konieczne, dlaczego niektorzy popelniaja samobojstwa
        z powodu tzw. zawodow milosnych itp itd. Jak sie pojawi na forum klient (np. ja)
        ktory chce spojrzec glebiej na to zagadnienie, dojsc do sedna, to zaraz wszyscy
        marzyciele lawa na takiego, ze to niby ktos okaleczony, zdradzony, moze
        niespelna rozumu.
        Gadula pisal(a): a co ma niesmiertelnosc do mojego kochania ? Ma i to duzo.
        Dopoki nie uswiadomisz sobie swojej niesmiertelnosci (np. medytujac) milosc
        lub poszukiwanie jej jest wygodnym (i wlasnie nieuswiadamianym) substytutem.
        My nie tyle szukamy kogos, kogo moglibysmy kochac, my szukamy kogos kto moglby
        kochac nas. Przyjrzyjcie sie temu dokladnie. MY CHCEMY BYC KOCHANYMI i w
        znacznie mniejszym stopniu chcemy kochac, choc na pierwszy rzut oka wygladac
        to moze odwrotnie. Co sie kryje za tym pragnieniem bycia kochanym ? Jest to
        balsam, ktory nadaje sens naszej egzystencji (istniec to znaczy byc zauwazanym).
        Opuszczone, walesajace sie samotnie dzieci nie pragna niczego innego tylko
        wlasnie bycia kochanym. Ci z doroslych, marzacy o ksieciu czy o kims kto pokocha
        to wlasnie male dzieci, ktorym czegos zabraklo wtedy gdy byl czas ku temu.
        Czy zastanawialiscie sie kiedys dlaczego takie giganty jak Jezus, Budda, Matka
        Teresa nie wchodzili w zwiazki malzenskie, nie stekali po nocach o swych
        niezrealizowanych milosciach ? Bo ci ludzie sa odwrotnoscia nas samych. ONI
        KOCHALI i nie dbali o to by byc KOCHANYM. Bo prawdziwa milosc to kochanie
        bez wzgledu na odzew. Poza tym, prawdziwa milosc nie ma tak naprawde jednego
        obiektu swej adoracji, prawdziwa milosc to milosc do wszystkiego co zyje i co
        nie zyje. Teraz przyjrzyjcie sie swoim wyobrazeniom o milosci. Co wy o niej
        wiecie tak naprawde ? To o czym Wy mowicie to jakis maly fragment Waszego EGO
        ktore broniac sie przed odejsciem w nicosc szuka napedu w postaci czyjejs
        adoracji.
        Pozdrawiam, Budda.
        • Gość: gadula Re: jak to jest IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 15:57
          To nie bylo do Ciebie - spoko.


          Gość portalu: Budda napisał(a):

          > No to juz nagadaliscie sie ...
    • daragusi Re: jak to jest 19.07.01, 15:03
      Ja też parę ładnych lat czekałam na mojego, wyśnionego księcia z bajki. Czasami
      miałam wątpliwość czy go kiedykolwiek spotkam, czy ze mną aby na pewno wszystko
      jest w porządku, itp. Ale warto było. Spotkałam go w dyskotece(ostatnie
      miejsce, w którym spodziewałam się spotkać miłość mojego życia) ale "znaliśmy"
      się już od 12 lat (byliśmy wtedy razem na koloniach i od tego czasu nie
      utrzymywaliśmy kontaktu). Przez prawie całą dyskotekę rozmawialiśmy. I po tym
      jednym wieczorze (w zasadzie nocy) wiedziałam, że to jest mój wyśniony książe z
      bajki. Jest cudownie!!! Nie potrafię sobie wyobrazić życia bez niego i nie wiem
      jak ja mogłam wcześniej bez niego żyć. W zasadzie trudno mówić o życiu - ja
      egzystowałam. Dopiero teraz zaczęłam żyć.
      Nie jest ideałem ale dla mnie jest idealny. Ma swoje wady (które akceptuję),
      zalety, pasujące mi poczucie humoru, potrafi się ze mnie nabijać (ja z niego
      też), rozumiemy się bez słów, podtrzymuje mnie na duchu w trudnych chwilach,
      troszczy się o mnie, szaleje za mną, chodzi na "męską wódkę" (ja na babskie
      pogaduchy), kocha mnie i lubi taką jaka jestem, czasami mnie wkurza (to sobie
      na niego pokrzyczę), itp., itd. Po prostu jest MOIM DOPEŁNIENIEM. I kocham go
      najbardziej na świecie pomimo a może dlatego, że nie jest ideałem.
      pozdrowiam
      • Gość: iwona Re: jak to jest IP: *.3miasto.net 19.07.01, 15:09
        Takie to proste, że aż mi mowę odjęło - zazdroszcze Ci i życzę wszystkiego dobrego, oy i
        mnie sie tak udało.
        • daragusi Re: jak to jest 19.07.01, 15:24
          Gość portalu: iwona napisał(a):

          > Takie to proste, że aż mi mowę odjęło - zazdroszcze Ci i życzę wszystkiego dobr
          > ego, oy i
          > mnie sie tak udało.

          Dzięki za życzenia.
          Myślę, że każdemu kiedyś w końcu się uda. Po tym co mi się przytrafiło zaczęłam
          wierzyć w przeznaczenie, że gdzieśtam jest zapisane jak ułoży się nasze życie. Bo
          jak inaczej wytłumaczyć ponowne spotkanie z facetem, którego poznałam 12 lat
          temu, nie utrzymywałam z nim kontaktu i odkrycie, że to jest mój książe z bajki?
          Więc życzę dużo cierpliwości i wiary w siebie i w odnalezienie szczęścia a na
          pewno uda Ci się spotkać na swojej drodze wyśnionego księcia (przeznaczenie
          zadba, żebyś go nie przeoczyła).
          Powodzenia.
          pozdrawiam

          • Gość: iwona Re: jak to jest IP: *.3miasto.net 19.07.01, 15:35
            Wierzę w przeznaczenie - i chcę wierzyć , że też kiedys spotkam tego jedynego -
            tylko.........to chyba syndrom Bridget Jones - jako prawie 30-latce zaczęło mi się dziwnie
            spieszyć, a najgorsze jest to, że z przeznaczeniem tak jest , że jak starasz się co wymusić
            i za bardzo się o to starasz to nie przychodzi ? Czy tak jest ? czy też mimo wszystko
            przyjdzie ? - bo chyba nie umiem przestać się starać - jakos trudno w pojedynke żyć.
            • daragusi Re: jak to jest 19.07.01, 15:46
              Gość portalu: iwona napisał(a):

              > Wierzę w przeznaczenie - i chcę wierzyć , że też kiedys spotkam tego jedynego -
              >
              > tylko.........to chyba syndrom Bridget Jones - jako prawie 30-latce zaczęło mi
              > się dziwnie
              > spieszyć, a najgorsze jest to, że z przeznaczeniem tak jest , że jak starasz si
              > ę co wymusić
              > i za bardzo się o to starasz to nie przychodzi ? Czy tak jest ? czy też mimo ws
              > zystko
              > przyjdzie ? - bo chyba nie umiem przestać się starać - jakos trudno w pojedynke
              > żyć.

              Też czasami tak myślałam, że chyba za bardzo się staram, więc w pewnym momencie
              powiedziałam sobie, że już nie będę tego robić. Ale oczywiście nic z tego nie
              wyszło. Czasem trzeba wyjść przeznaczeniu naprzeciw i mu pomóc (to
              ja "poderwałam" mojego księcia z bajki - poraz pierwszy w życiu odważyłam się
              zrobić pierwszy krok bo wiedziałam, że nie mogę pozwolić mu znowu zniknąć z
              mojego życia). Więc uwierz, że na pewno, niezależnie od tego jak bardzo będziesz
              się starać, to prędzej czy później spotkasz tego jedynego, wyśnionego.

              • Gość: iwona Re: pierwszy krok IP: *.3miasto.net 19.07.01, 16:09
                Ale ile to odwagi potrzeba, żeby ten pierwszy krok zrobić - szczególnie dla kobiety. Czy to
                np wypada zaproponowac nieznanemu facetowi kino? I dlaczego JA KOBIETA muszę to
                robić - serce mam w gardle jak mysle, że miałabym pierwsza wyjsć z propozycją.
                Jak to zrobiłas ??
                • Gość: daragusi Re: pierwszy krok IP: 192.168.1.* / *.atlas.com.pl 20.07.01, 15:20
                  Gość portalu: iwona napisał(a):

                  > Ale ile to odwagi potrzeba, żeby ten pierwszy krok zrobić - szczególnie dla kob
                  > iety. Czy to
                  > np wypada zaproponowac nieznanemu facetowi kino? I dlaczego JA KOBIETA muszę to
                  >
                  > robić - serce mam w gardle jak mysle, że miałabym pierwsza wyjsć z propozycją.
                  > Jak to zrobiłas ??

                  Spotkaliśmy się w ostatnią sobotę karnawału w klubie studenckim (tak naprawdę to
                  dyskoteka). Przegadaliśmy całą noc ale to nie wtedy zrobiłam pierwszy krok. Tak w
                  ogóle to okazało się, że jest on kolegą z roku narzeczonego mojej przyjaciółki
                  (to on "zapoznał" nas ponownie). Pierwszy krok zrobiłam podczas zabawy ostatkowej
                  w tym samym klubie. Ponieważ w sobotę rozstaliśmy się nie podając sobie żadnego
                  kontaktu, to miałam nadzieję, że go tam wtedy spotkam. I na szczęście tak było,
                  bo porza pierwszy w życiu poszłam do klubu sama (moja przyjaciółka nie mogła)
                  i miałam obawy czy to ma sens. Ale do rzeczy. Jak weszłam do klubu od razu go
                  zobaczyłam ale nie podeszłam do niego. Stanęłam kawałek dalej i
                  próbowałam "ściągnąć" go wzrokiem. I udało się. I znowu gadaliśmy i gadaliśmy
                  igadaliśmy... Zaczął się mnie dopytywać czy podoba mi się tutaj jakiś chłopak,
                  czy już sobie jakiegoś wybrałam. Staliśmy blisko siebie, na schodkach (ja o 1
                  stopień wyżej). Powiedziałam, że tak wybrałam sobie tego, który stoi przede mną
                  i.... pocałowałam go (dosyć"namiętnie"). I tak to się zaczęło. Nie mogliśmy się
                  od siebie oderwać przez prawie całą noc a na zakończenie dyskoteki tańczyliśmy
                  przy piosence z Dirty Dancing "I had the time of my life"...
                  To by było na tyle.
                  pozdrawiam i życzę powodzenia i odwagi
      • Gość: gadula Re: jak to jest IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 15:20
        daragusi napisał(a):

        > Ja też parę ładnych lat czekałam na mojego, wyśnionego księcia z bajki...

        czy to czasami nie o mnie?
        skromny.
        • Gość: Budda Re: jak to jest IP: *.unl.edu 19.07.01, 15:28
          No to juz nagadaliscie sie ? Zupelnie jak w kaciku porad "Przyjaciolki" albo
          w dyskusyjnej grupie o nowelach romantycznych. Wasze rozumowanie jest poprawne
          w kontekscie popularnego rozumienia zycia i nic ponadto. I nikt nie wymaga od
          Was czegos wiecej. Celem jest zakochanie sie, tylko ze nikt juz nie zadaje
          sobie trudu by odpowiedziec na pytanie: czym jest ten proces zakochiwania, co
          go generuje, czy jest to konieczne, dlaczego niektorzy popelniaja samobojstwa
          z powodu tzw. zawodow milosnych itp itd. Jak sie pojawi na forum klient (np. ja)
          ktory chce spojrzec glebiej na to zagadnienie, dojsc do sedna, to zaraz wszyscy
          marzyciele lawa na takiego, ze to niby ktos okaleczony, zdradzony, moze
          niespelna rozumu.
          Gadula pisal(a): a co ma niesmiertelnosc do mojego kochania ? Ma i to duzo.
          Dopoki nie uswiadomisz sobie swojej niesmiertelnosci (np. medytujac) milosc
          lub poszukiwanie jej jest wygodnym (i wlasnie nieuswiadamianym) substytutem.
          My nie tyle szukamy kogos, kogo moglibysmy kochac, my szukamy kogos kto moglby
          kochac nas. Przyjrzyjcie sie temu dokladnie. MY CHCEMY BYC KOCHANYMI i w
          znacznie mniejszym stopniu chcemy kochac, choc na pierwszy rzut oka wygladac
          to moze odwrotnie. Co sie kryje za tym pragnieniem bycia kochanym ? Jest to
          balsam, ktory nadaje sens naszej egzystencji (istniec to znaczy byc zauwazanym).
          Opuszczone, walesajace sie samotnie dzieci nie pragna niczego innego tylko
          wlasnie bycia kochanym. Ci z doroslych, marzacy o ksieciu czy o kims kto pokocha
          to wlasnie male dzieci, ktorym czegos zabraklo wtedy gdy byl czas ku temu.
          Czy zastanawialiscie sie kiedys dlaczego takie giganty jak Jezus, Budda, Matka
          Teresa nie wchodzili w zwiazki malzenskie, nie stekali po nocach o swych
          niezrealizowanych milosciach ? Bo ci ludzie sa odwrotnoscia nas samych. ONI
          KOCHALI i nie dbali o to by byc KOCHANYM. Bo prawdziwa milosc to kochanie
          bez wzgledu na odzew. Poza tym, prawdziwa milosc nie ma tak naprawde jednego
          obiektu swej adoracji, prawdziwa milosc to milosc do wszystkiego co zyje i co
          nie zyje. Teraz przyjrzyjcie sie swoim wyobrazeniom o milosci. Co wy o niej
          wiecie tak naprawde ? To o czym Wy mowicie to jakis maly fragment Waszego EGO
          ktore broniac sie przed odejsciem w nicosc szuka napedu w postaci czyjejs
          adoracji.
          Pozdrawiam, Budda.
          • Gość: gadula Re: jak to jest IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 15:44
            Gość portalu: Budda napisał(a):

            >...czy zastanawialiscie sie kiedys dlaczego takie giganty jak Jezus,
            >Budda, Matka Teresa nie wchodzili w zwiazki malzenskie, nie stekali
            >po nocach o swych niezrealizowanych milosciach ?
            >Bo ci ludzie sa odwrotnoscia nas samych.

            g.
          • Gość: EdWar Re: do BUDDY IP: 157.25.130.* 19.07.01, 16:18
            Gość portalu: Budda napisał(a):
            > Bo prawdziwa milosc to kochanie bez wzgledu na odzew.

            Miły Buddo
            a gdybym zapytał Cię o to jak się miewasz, ile masz lat, czy masz dzieci, a ile,
            a jak ich zdrowie, jak tam na wywiadówkach, a jak tam żona, czy ma pracę, a czy
            ty masz, a jak tam sprawy mieszkaniowe ...

            Tyle chyba by wystarczyło.
            Walę wprost, z tego co piszesz to podejrzewam, żeś młody dość jeszcze i zaraz się
            obrazisz, że zarzucam Ci, że życia nie znasz. Ale ja się na Twe ewentualne
            oburzenie nie zdenerwuję zbytnio bo jako nastolatek sam wiele głupstw plotłem
            bardzo ich będąc pewnym.

            Zapisz więc sobie kolego gdzieś na przyszłość swoje głębokie myśli i wróć do nich
            za 20 lat.

            Podsumowując: teoria to wspaniała rzecz, tylko gdyby jeszcze tej cholernej
            rzeczywistości nie było.

            Pozdrawiam
        • Gość: karola do buddy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.07.01, 15:58
          wiesz, zazdroszcze ci,
          przy czym moj idealizm w porownaniu do twojego, jest jak strumyczek przy oceanie.
          chcialabym w tak - nie wiem altruistyczny, nieegoistyczny, IDEALNY sposob kochac. ale jestem tylko (i
          az) czlowiekiem i chociaz to moze uposledzone albo niezupelnie fair - latwiej mi kochac, gdy wiem, ze
          jestem kochana.
          oczywiscie sa przypadki, gdy kochasz niezaleznie od niczego, nikogo i wszystkich okolicznosci.
          kochasz rodzicow, psa, przyjaciol - ale ale , no wlasnie - przeciez oni wszyscy LOVE YOU BACK! cos w
          tym jest.
          z drugiej strony, to masochizm kochania kogos bez wzajemnosci jest po prostu naiwnoscia.
          • Gość: karo Re: do buddy IP: *.warszawa.sdi.tpnet.pl 19.07.01, 16:01
            ps, karola to ja karo
            • Gość: Budda Re: do buddy IP: *.unl.edu 19.07.01, 17:46
              Pst... to ja Budda. Juz nie mlodziaszek panie Edwar. 47 lat przezylem na tej
              ziemii, z niejednego pieca chleb jadlem, prac mialem wiecej niz kilka, kilka zon
              piatke dzieci, panic attacks, alkoholizm, nikotynizm, od lat cwicze joge,
              biegam, chodze, czytam wszystko na temat kondycji czlowieczej, chodze naraz do
              dwoch kosciolow, bedac dusza w trzecim.... a Wacpan mi tu od malolatow !
              Do tego dodaj Wasc lata studiowania hinduizmu, buddyzmu, taoizmu, jogi,
              teozofii, zenu i samego Jezusa( troche inna interpretacje niz KK) to moze
              da to troche inny obraz mnie samego.
              Nie, nie krzycze w tym miejscu. Pojmowanie zycia przez przecietnego czlowieka
              w Europie zamyka sie gdzies miedzy katolicyzmem a darwinizmem. I ani rusz.
              Albo jestesmy takimi jak nas bozia stworzyla (dla jednych) albo wypisz wymaluj
              kuzynami szympansa (dla drugich). W tym tyglu niemocy i braku samowiedzy
              dusimy sie, tworzac kolka zainteresowan i wlasnego samopopierania sie w naszej
              ignorancji. Kochani, zacznijcie plynac w kierunku prawdziwej, spirytualnej
              wiedzy o Was samych a nie sluchac andronow z pulpitow koscielnych albo
              pana Lwa Starowicza. Nie chce tu nikogo obrazic, zaznaczam.
              Pozdrawiam, Budda.
              • Gość: EdWar Re: do buddy IP: 157.25.130.* 19.07.01, 18:01
                No to się cieszę, że moja wypowiedź była warunkowa.
                Ale życiorys masz Pan zabójczy. A czy nie ma w Twojej obecnej postawie jakichś
                elementów pokuty za swoje postępki? Czy nie chcesz pomóc innym, którzy biedni,
                młodzi mogą pobłądzić?

                Ja w takim układzie to na świętego wyglądam. Tylko, że kiedyś zetknąłem się z
                buddyzmem i dałem sobie z nim spokój, gdy odkrywałem, że wielu spośród polskich
                buddystów to ludzie, którzy uciekli przed problemami. Jak się już nie ma żony,
                dzieci, odpowiedzialności za drugiego to chyba łatwiej takich rad się udziela?,
                mam wrażenie.

                Kłaniam się.
                • Gość: Budda Re: do buddy IP: *.unl.edu 19.07.01, 18:27
                  To tylko czesc zyciorysu Panie EdWar. Reszta nie wytrzymalaby cenzury
                  ( to znaczy wprowadzonoby cenzure tylko dla mojego watku).
                  Prawdziwy buddysta nie ucieka przed problemami a po pierwsze stara sie ich nie
                  produkowac a po drugie gdy juz sie pojawia to prawdziwy buddysta nie stara sie
                  ich rozwiazywac tylko przyjac odpowiednia perspektywe widzenia. Tu buddysci
                  zaczerpneli duzo z taoistycznego WU-WEI, czyli z tzw. nierobienia nic, co nie
                  jest w zadnym wypadku lenistwem, tylko raczej poddaniem sie biegowi wypadkow.
                  Nie wszyscy, ktorzy mowia ze sa buddystami tak naprawde rozumieja o co w tym
                  wszystkim chodzi.
                  Pozdrawiam, Budda.
                  • Gość: EdWar Re: do buddy IP: 157.25.130.* 20.07.01, 09:03
                    Gość portalu: Budda napisał(a):
                    > Nie wszyscy, ktorzy mowia ze sa buddystami tak naprawde rozumieja o co w tym
                    > wszystkim chodzi.
                    > Pozdrawiam, Budda.

                    Nie wszyscy, którzy mówią, że są liberałami, są nimi naprawdę, nie wszyscy którzy
                    mówią, że są chrześcijanami ...

                    Mnie interesuje rozwiązywanie codziennych kłopotów i problemów tu i teraz w
                    relacji z konkretnym człowiekiem, z którym ma się dzieci, dalszą rodzinę ... Nie
                    ma nic łatwiejszego niż powiedzieć, że kocham wszystkich ludzi, ale nie ma nic
                    trudniejszego niż zachować się miło gdy wracasz zmęczony po pracy do domu, a żona
                    wita Cię z pretensjami ...

                    Kłaniam się
              • Gość: gadula Re: do buddy IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 18:28
                każdy ma jakiś cel w życiu, do którego podąża w ten czy inny sposób.
                mnie bardziej ciekawią twoje doświadczenia, jakie wyniosłeś podczas tych 47 lat.
                jeżeli nic nie stoi na przeszkodzie to czy nie mógłbyś nam zdradzić jak
                doszedłeś do sposobu na życie, jaki obecnie masz?
                pod warunkiem, ze będziesz szczery.
                • Gość: Budda Do gaduly IP: *.unl.edu 19.07.01, 19:55
                  Gość portalu: gadula napisał(a):

                  > każdy ma jakiś cel w życiu, do którego podąża w ten czy inny sposób.
                  > mnie bardziej ciekawią twoje doświadczenia, jakie wyniosłeś podczas tych 47 lat
                  > .
                  > jeżeli nic nie stoi na przeszkodzie to czy nie mógłbyś nam zdradzić jak
                  > doszedłeś do sposobu na życie, jaki obecnie masz?
                  > pod warunkiem, ze będziesz szczery.

                  Wybacz gadulo, opisalem swe zycie dokladnie w watku DEPRESJA, ktory to watek juz
                  nie istnieje. Cos jest w powiedzeniu, ze trzeba upasc w bagno, by moc naprawde
                  ujrzec piekno gwiazd. Tak bylo ze mna. Moje zycie podszyte bylo lekiem przed
                  smiercia i oschloscia moich rodzicow. Moze to wlasnie bylo motorem sprawczym
                  moich z jednej strony absurdalnych zachowan (bagno) a z drugiej strony
                  niesamowitej checi wydobycia sie ponad nudne, utylitarne zycie (do gwiazd).
                  Twoja czy kogokolwiek transformacja duchowa tak naprawde nie nastapi do czasu,
                  gdy nie uswiadomisz sobie ciaglosci i wielowymiarowosci zycia. Ciaglosc rozumiem
                  tu jako niekonczace sie z momentem smierci zycie a wielowymiarowosc zycia jako
                  egzystowanie naszej swiadomosci na wielu energetycznych poziomach (co zwiazane
                  jest z ciagloscia zycia). Widzisz gadulo, droga do poznania ( zastrzegam sie ze
                  dla mnie)prowadzila nie poprzez chrzescijanska doktryne ani nie poprzez
                  ewolucjonizm. Czegos mi tam zawsze brakowalo. Sprobuj zaglebic sie na jakis czas
                  w filozofie buddyzmu, taoizmu czy hinduizmu (filozofie a nie dogme, rytualy czy
                  droge zycia)a zobaczysz zupelnie nowy swiat.
                  Mieszkam od 10 lat w Stanach i mialem szczescie w tym wzgledzie, ze dostep do
                  literatury jest tutaj niepomiernie wiekszy niz w Europie. Czerpalem z tego jak
                  tylko moglem.
                  To tyle gadulo. Jesli moglbym byc Ci pomocny w czyms, daj mi znac. W szczegolnosci
                  jesli chodzi o prostowanie obrazu wschodu w oczach Europejczyka.
                  Pozdrawiam, Budda.

                  • Gość: gadula Re: Do gaduly IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 20:27
                    nie wiele mi powiedziałeś o sobie, jaki i o dojściu do sposobu na życie, jaki
                    masz dziś. lektura, książki oraz twój sposób (buddyzm) nie wiele mi mówią o tobie.
                    nie mniej jednak, w twoim życiu było nie mało cierpienia. skoro miałeś rodzinę,
                    dzieci to i musiałeś darzyć ich jakimś uczuciem.
                    napisz, kiedy tak na poważnie zacząłeś rozwijać swoje zainteresowania buddyzmem w
                    odniesieniu do twojego małżeństwa, rodziny jak i alkoholizmu.


                    Gość portalu: Budda napisał(a):

                    > Gość portalu: gadula napisał(a):
                    >
                    > > każdy ma jakiś cel w życiu, do którego podąża w ten czy inny sposób.
                    > > mnie bardziej ciekawią twoje doświadczenia, jakie wyniosłeś podczas tych 4
                    > 7 lat
                    > > .
                    > > jeżeli nic nie stoi na przeszkodzie to czy nie mógłbyś nam zdradzić jak
                    > > doszedłeś do sposobu na życie, jaki obecnie masz?
                    > > pod warunkiem, ze będziesz szczery.
                    >
                    > Wybacz gadulo, opisalem swe zycie dokladnie w watku DEPRESJA, ktory to watek ju
                    > z
                    > nie istnieje. Cos jest w powiedzeniu, ze trzeba upasc w bagno, by moc naprawde
                    > ujrzec piekno gwiazd. Tak bylo ze mna. Moje zycie podszyte bylo lekiem przed
                    > smiercia i oschloscia moich rodzicow. Moze to wlasnie bylo motorem sprawczym
                    > moich z jednej strony absurdalnych zachowan (bagno) a z drugiej strony
                    > niesamowitej checi wydobycia sie ponad nudne, utylitarne zycie (do gwiazd).
                    > Twoja czy kogokolwiek transformacja duchowa tak naprawde nie nastapi do czasu,
                    > gdy nie uswiadomisz sobie ciaglosci i wielowymiarowosci zycia. Ciaglosc rozumie
                    > m
                    > tu jako niekonczace sie z momentem smierci zycie a wielowymiarowosc zycia jako
                    > egzystowanie naszej swiadomosci na wielu energetycznych poziomach (co zwiazane
                    > jest z ciagloscia zycia). Widzisz gadulo, droga do poznania ( zastrzegam sie ze
                    >
                    > dla mnie)prowadzila nie poprzez chrzescijanska doktryne ani nie poprzez
                    > ewolucjonizm. Czegos mi tam zawsze brakowalo. Sprobuj zaglebic sie na jakis cza
                    > s
                    > w filozofie buddyzmu, taoizmu czy hinduizmu (filozofie a nie dogme, rytualy czy
                    >
                    > droge zycia)a zobaczysz zupelnie nowy swiat.
                    > Mieszkam od 10 lat w Stanach i mialem szczescie w tym wzgledzie, ze dostep do
                    > literatury jest tutaj niepomiernie wiekszy niz w Europie. Czerpalem z tego jak
                    > tylko moglem.
                    > To tyle gadulo. Jesli moglbym byc Ci pomocny w czyms, daj mi znac. W szczegolno
                    > sci
                    > jesli chodzi o prostowanie obrazu wschodu w oczach Europejczyka.
                    > Pozdrawiam, Budda.
                    >

                    • Gość: Budda Re: Do gaduly IP: *.unl.edu 19.07.01, 21:01
                      Nastapilo to jakies 6 lat temu, po serii panic attacks, gdy wydawalo mi sie, ze
                      juz umieram. Wtedy zaczalem intensywnie cwiczyc joge, czytac co tylko popadlo na
                      temat zycia, zycia po smierci, itp. To byl proces, moje zycie jest odmienione
                      w 90 procentach. Zajelo mi to tych kilka lat, zeby doprowadzic siebie do
                      porzadku. A dlaczego buddyzm ? Dlatego moze ze jest zgodny z moja nie wiara
                      w osobowego boga i dusze ludzka, moze dlatego ze jest bardzo praktyczny
                      w podejsciu do zycia. Nie wiem.
                      Musz juz isc. Pozdrawiam. Budda.
                      • Gość: gadula Re: Do gaduly IP: *.ym1.on.wave.home.com 19.07.01, 21:22
                        powodzenia.
                        w dalszym ciagu wierze, ze masz ogromne serce.
                        g.
                        • Gość: allex Re: Do Buddy IP: *.lublin.cvx.ppp.tpnet.pl 22.07.01, 23:05
                          Piszesz Buddo o tym jak Twoje doświadczenia życiowe doprowadziły Cię do
                          buddyzmu. Wiem, że dużo daje świadomość wynikająca z odpowiedzi na pytanie
                          DLACZEGO? Wiem też posiadając bogate doświadczenie życiowe, że ważna jest
                          odpowiedź na pytanie JAK? Miłość przekłada się na konkretne czyny. Życie na
                          ziemi ma pierwiastek czasu. Mija kolejny dzień i jak w tym konkretnym dniu
                          dawałem miłość?
                          Jeżeli możesz powiedz jak buddyzm pomógł Ci np. kochać. Jak pomógł Ci rozwiązać
                          problemy?
                          Czy polegało to na poprawie samopoczucia czy na czymś więcej?
                          Co dałeś innym zmieniając się z żebraka miłości na pana miłości?
                          Czy po prostu rozwiązywanie problemów polega na olewaniu ludzi (dzieci, byłych
                          żon) i tłumaczeniu sobie wiecznością wyrządzonych im róznych życiowych psikusów.
                          Nie miej do mnie urazy za postawione pytania nie wynikają one z uprzedzeń ale z
                          ciekawości.
                          Pierwszy raz spotykam osobę deklarującą podobne przekonania.
                          Pozdrawiam.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka