Dodaj do ulubionych

Powoli umieram...

23.09.05, 20:14
ON wyjechal na weekend do NIEJ.Ja zostalam w domu z dzieckiem.Powiedzial,że
nie chce mnie oszukiwać.Chcialabym umrzeć,to co się teraz dzieje to
powolna,potwornie bolesna agonia:((
Jak to przetrwać?Powoli umieram.
POMOCY!!!!!
Obserwuj wątek
    • psychopata.z.borderline Re: Powoli umieram... 23.09.05, 20:15
      trudno, ciul z nim

      wszystko
    • baba_ta_sama Re: Powoli umieram... 23.09.05, 20:17
      Masz dziecko. Nie umierasz. Zyjesz. I nadal bedziesz zyc :)
    • moc_ca Re: Powoli umieram... 23.09.05, 20:18
      Jakaś Ty wybredna, kobieto???!!!! Wybrałaś pierwszą lepszą męską szmatę i masz
      tego konsekwencje! Bosheeeeeeeeeee, jak ja kocham takie pipy jak Ty!!!!
      jak to pojechał do innej? Kim jest inna? Kim Ty jestes dla niego?
    • blue_a Re: Powoli umieram... 23.09.05, 20:23
      Sorry...ale nie umiem uwierzyć, że ten post jest prawdą.
    • nyggus Re: Powoli umieram... 23.09.05, 20:26
      Ale kto do kogo wyjechał? - bo nie czaję.
      • wybredna Re: Powoli umieram... 23.09.05, 20:30
        Mój mąż pojechal do innej kobiety,do innego miasta w "odwiedziny".Nie byl
        pierwszym lepszym,myślalam,że go znam...
        Ciul z nim,ale nie potrafię usiedzieć na miejscu.
        • wybredna Re: Powoli umieram... 23.09.05, 20:31
          Wcale nie ciul z nim,ja go nadal kocham...:((
          • psychopata.z.borderline jakaś Ty głupia 23.09.05, 20:32

            • wybredna Re: jakaś Ty głupia 23.09.05, 20:35
              Dziękuję za pomoc:(
              • psychopata.z.borderline prosze bardzo 23.09.05, 20:36
                dać numer GG?
    • solaris_38 Re: Powoli umieram... 23.09.05, 23:02
      cóż .. to JEST jak umieranie i współczuję
      ale to MIJA

      mija bezpowrtonie
      potem trudno zrozumieć że coś było AŻ TAK


      to trudne sprawy i czeka cię trudny vczas

      bo za wczęsnie aby go skreślić i za późno aby mu ufać tak bezgranicznei jak ..
      pzredtem :)

      trzymaj się

      to tak jak poród nasz kobieca trudna strona życia ale jakże warta swoich owoców
      czytaj uczuciowosci i zyciodajności

      w tej chwili przetaczają się przez ciebie wielkie moce a ty jesteś na głodzie
      chemicznym głodzie i czujesz to co narkomani i sam nie wiesz co sie dziej z
      toba ani za co

      ale to zwyczajna sprawa dla nas kobiet i wszystkie to przezywamy czasem chociaż
      raz


      walcz

      bądz dobrą i silną KOBIETĄ






    • mskaiq Re: Powoli umieram... 24.09.05, 02:15
      Kochaj Go nadal, nie mozna przestac kochac, milosc jest czescia Ciebie. Kazda
      proba zabicia milosci, pozbycia sie jej przynosi bol trudny do zniesienia. Ty
      dzialasz wtedy przeciwko Sobie. Ta milosc do Niego jesli przestaniecie byc
      razem zniknie sama. Czas wykresli Jego z Twojej pamieci a milosc zostanie.
      Bedzie to milosc do Twojego Dziecka, do wszystkiego wokol i do innego czlowieka
      ktorego spotkasz.
      Jesli zostaniecie razem to wtedy ta milosc pozwoli Ci wybaczyc Jemu.
      Decyzja co dalej nalezy do Ciebie.
      • wybredna Re: Powoli umieram... 24.09.05, 06:46
        Gdyby decyzja rzeczywiście zależala ode mnie,on nigdzie by nie pojechal:(Nie
        mogę spać,śnią mi się koszmary,nie chce mi się jeść-żolądek ściśnięty do bólu...
        Lzy same podchodzą pod powieki...
        Wyobrażacie sobie,że powiedzial przed wyjazdem,że zadzwoni w trakcie weekendu
        bo się boi,że coś sobie zrobię!!!Przecież to sadyzm!Jak mogę z nim rozmawiać
        wiedząc,że obok niego siedzi/leży inna???Wylączylam telefon.
        Boże,jaka jestem durna!Ciągle czekam na to,że postanowi wrocić,że wybierze mnie
        zamiast niej...Po co?Lepiej zapomnieć,nic nie czuć,uczucia zmienić w glaz i już
        w nic nie wierzyć:((
        • speer Re: Powoli umieram... 24.09.05, 09:38
          no coz, jestes uzalezniona psychicznie od tego faceta.
          Musisz przecierpiec swoje, pewnie potrwa to z pol roku,albo i dluzej, najlepiej
          jednak by sie stalo, gdyby on juz nie wrocil, bo jak bedzie wracal, to bedziesz
          caly czas wykonczona.
          Na takie cierpienie z uzaleznienia od drugiej osoby sie nie umiera. Bo i po co?
          • moc_ca Re: Powoli umieram... 24.09.05, 10:02
            O nieeee, jest dużo 'prościej' .. ona po prostu GO kocha, ale masz rację to
            rodzaj uzależnienia.
            • speer Re: Powoli umieram... 24.09.05, 11:18
              milosc to rodzaj uzaleznienia, wywolany roznymi substancjami chemicznymi w
              mozgu, ktore to substancje powoduja, ze czujemy sie na haju, czyli bardzo
              dobrze, a wytwarzane sa one przez mozg w obecnosci "milowanego" czlowieka. a
              jak tej osoby nagle zabraknie, to cierpienia syndromu odstawienia sie
              zaczynaja, tak jakby przez lata brac heroine i nagle ja odstawic. poza tym u
              autorki postu dochodzi jeszcze urazona duma wlasna, utrata poczucia wlasnej
              wartosci, byc moze chec zemsty. skomplikowana sytuacja.
              • q02121974 Re: Powoli umieram... 24.09.05, 11:26
                związek dwojga ludzi nie jest klatką, a małżeństwo aktem własności. Niestety w
                krajach mentalnie zacofanych cały czas jest to w taki sposób traktowane
                • wybredna Re: Powoli umieram... 24.09.05, 12:33
                  Wszystko jest jasne i proste-odszedl od żony z dzieckiem do innej.
                  Rozwiązenie:kopnąć w dupę i żyć dalej.
                  I co z tego,że powtarzam to do znudzenia.Swoje muszę odchorować,tego się nie
                  przeskoczy i żadne logiczne argumenty nie pomogą.
                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 24.09.05, 13:55
                    ważne, żeby z czegoś takiego podnieść sie jak najszybciej. Ja Ci będą mówić,
                    jaka Ty nieszczęśliwa, zaczekaj, może zmieni decyzję, rób wszystko, stracisz
                    czas i siebie. A po co?
                    Zapisz sie do fajnego klubu fitness, są takie miejsca, gdzie możesz zostawić
                    dziecko na ten czas na zorganizowanych zajęciach, kup dziecku coś ładnego, z
                    czego obie będziecie sie cieszyć, rób cokolwiek, co lubisz, a do czego nie był
                    Ci potrzebny mąż. Bo on nie jest potrzebny we wszystkim. Znam osobiście
                    przypadek, gdy mąż zmarł na zawał zostawiając 2 dzieci, w tym jedno półroczne.
                    Co ta kobieta ma powiedzieć, oni byli bardzo szczesliwym małżeństwem.
    • maisab Re: Powoli umieram... 24.09.05, 13:02
      Wiem, że Ciebie to nie pocieszy, ale czuję się podobnie.
      Rozumiem Twój ból. Niestety też nie wiem co zrobić, aby go nie czuć.
      Inaczej się nie da. Trzeba to przeczekać.
      Nie ma sensu tkwić w czymś, co nas rani, co nas wykańcza psychicznie,
      co odbiera nam radość istnienia.
      Musimy znaleźć w samych sobie siłę. Znać swoją wartość.
      Nie dać sobą pomiatać i nad nami się znęcać.
      Nie mamy innego wyjścia.
      • speer Re: Powoli umieram... 24.09.05, 13:13
        trzeba troche odchorowac i za pol roku mozna znowu sie ladowac w idiotyczny
        zwiazek bez przyszlosci za to z duza iloscia probleow! ;-)
    • lisavera Re: Ależ nie! 24.09.05, 14:20
      Piszesz,że powoli umierasz, nie umierasz,bo to czujesz jest oznaką,ze jeszcze
      żyjesz! Nie znam szczegółów twojego związku, nie wiem jakim typem kobiety
      jesteś, nie znam twojego faceta, nie wiem co sprawiło,ze tak postąpił.Jest wiele
      niewiadomych. Jednak zawsze koniec jednego jest początkiem dla drugiego.
      "Umierając" W ten oto sposób "umiera" część ciebie aby ta "nowa" mogła się
      nawrodzić.Powiem ci, nigdy już nie będziesz taka jaka byłaś. Uwazam,że zamiast
      rozckliwiać się nad sobą i "utratą" tego człowieka, weź i zacznij się cholernie
      wkurzać! Bądź zła, twoja złośc to twoja osłona przed złem, ktore w siebie
      kierujesz. On tak zrobił i szczerze powiedział bo wiedział jaką reakcje u ciebie
      wywoła. Może z jego strony to wielka miłość do tej drugiej? He, he, he, wątpię w
      to! Twój mężczyzna do końca nie jest dojrzały i przyglądając się ludzkiewmu
      gatunkowi,z doświadczenia wiem, że w grę wchodza sprawy, których na zewnątrz nie
      widać. Twój facet to misogyna, a tacy korztystają z kobiet ale nigdy ich nie
      kochają. Żeby zmienić tego człowieka musisz sama się bardzo zmienić, z ofiary
      jaką jesteś musisz stać się twarda jak żelazo. Musisz pokazać mu,że to co się
      dzieje wokół ciebie nie daje i tak ci w kość, to powinno go zastanowić. Wiem, że
      go kochasz, ale nigdy nie pozwól ludziom, których kochasz aby cię zeszmacili,
      zgnoili itp. Mogłabym ci napisać wiele więcej, ale czuję ,że i tak z moich rad
      nie skorzytasz, więc to tylko tyle na dzisiaj. Trzymaj się!:)
      • q02121974 Re: Ależ nie! 24.09.05, 14:29
        ludzie się nie zmieniają, a niektórzy podświadomie dążą do wchodzenia w związki
        sadomasochostyczne.

        Słowa wydawałoby sie niezależnej kobiety: "bije mnie (widać siniaki), poniża,
        zmusza do nielubianych przeze mnie praktyk seksualnych, zdradza, już nie wiem,
        co mam robić, kazałam mu odejść"

        za 3 dni "jak mogłaś powiedzieć, że to s.syn, on mnie przecież bardzo kocha"
    • zlotoslanos Re: Powoli umieram... 24.09.05, 15:44
      Jeżeli zależy Ci na tym związku mimo to,musisz powiedzieć sobie " ciul z
      nim".Tylko otrząśnięcie się i życie swoim życiem Ci pomoże ,jak przedmówcy
      mówili: masz dziecko, znajomych zapewne, jakieś hobby...pokaż mu ,że tak
      naprawdę nie jest Ciebie wart.Z zasady wracają jednak do żonki z podwiniętym
      ogonem ale postawa typu " umrę bez Ciebie" do tego nie skłoni.Musisz pokazać
      moc i siłę,że jesteś warta...lepszego.Pozdrawiam.
      • q02121974 Re: Powoli umieram... 24.09.05, 15:57
        jak dojdzie do siebie to będzie jak to mądra znajoma mówi "passez adieu blaguer"
        • zlotoslanos Re: Powoli umieram... 24.09.05, 16:38
          Fakt.Dobrze otaczać się mądrymi znajomymi.I mężami mądrymi też :-)
          • q02121974 Re: Powoli umieram... 24.09.05, 17:22
            z drugiej strony, kto powiedział, ze autorka jest nieskazitelna. Nikt nie wie
            czemu facet odszedł, a to i tak chyba lepsze niż oszukiwanie, że jest OK
            pomimo, że zdradza.
            • zlotoslanos Re: Powoli umieram... 24.09.05, 17:39
              Jasne.Jak pije - to ma powody.Jak bije - to żona go prowokuje i jak zdradza -
              pewnie jest drętwa. Cały facet wyszedł z Ciebie.Bez odbioru.
              • q02121974 Re: Powoli umieram... 24.09.05, 17:44
                czy autorka napisała, że pił i bił ją? nie

                jestem przeciwna przemocy, ale jak wiadomo, za brak emoticona moze sie oberwać
                wiec bez odbioru
                • wybredna Re: Powoli umieram... 24.09.05, 20:02
                  Nie pil,nie bil,za to jest pracocholikiem.Dlatego z początku uwierzylam w tę
                  dodatkową "pracę".Nigdy nie mial dla mnie czasu,bo praca..Dla niej ma-niech i
                  tak będzie!
                  Wychodzę "na miasto",zabawić się.
                  Trzymajcie kciuki.
                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 24.09.05, 20:05
                    baw sie dobrze:)
                    praca jest priorytetem, kiedy w domu nie jest dobrze, ale podobno cuda sie
                    zdarzaja, chociaż ja w nie nie wierze
                    • wybredna Re: Powoli umieram... 25.09.05, 09:53
                      Bawilam się nieźle.Teraz staram się podtrzymać ten dobry nastrój.
                      Jestem spokojna.Czuję się pusta,jakbym nie miala nic w środku.Ale takie
                      odrętwienie jest dobre-nie boli.
                      • ptasiara Re: Powoli umieram... 25.09.05, 15:13
                        powiem cos.. może czego bys nie chciała usyszeć: nie umrzesz, choćbys nie wiem
                        jak chciała, będziesz cierpieć, płakać az się .. wypłaczesz, wycierpisz do
                        takiego bólu, że będzie Cię rozrywał, a potemm.. będzie tylko lepiej..
                        zauwazysz u siebie, że zyjesz, oddychasz- choć go nie ma- ile to bedzie
                        trwało?? nie wiem- każdy związek ma swoja dynamikę- jego, którym jest
                        zauroczony, wasz wspólny który kiedyś stworzyliście.
                        Bezdusznośc jego będzie Cię zadziwać:(.
                        Wierzę, że wyjdziesz z tego- tak jak wielu z nas wyszło, czas.. ten cholernie
                        wlokacy się czas oswobodzi Cię z tego. Trzymaj się- życzę Ci żebys jak
                        najszybciej odnalazła w sobie siłę, a ten.. (wstaw słowo niecenzuralne)
                        zapłakał Twoimi łzami.
                      • baabcia Re: Powoli umieram... 25.09.05, 17:48
                        czy będziesz z nim czy nie to się okarze póżniej i nad tym pomyślisz później.
                        najważniejsze na dziś: był super facet i nie kombinuj niczego w tej sprawie.
                        Zostaw sobie wspanialy okres życia takim jak był. Wiele osób nigdy nie przeżyło
                        miłości. Nie rozważaj nie obwiniaj. Było i to jest dobre.
                        Teraz jest inny facet, który myśli inaczej niż byś mogła przypuszczać. Nie
                        staraj się go zrozumieć, oskarżać potępiać ..daj sobie spokój z myśleniem o nim.
                        Książke by trzeba o tym napisać ale nie mam czasu. Doceń to, że cię nie
                        okłamuje. TZN że cos ztamtego fajnego zostało, pewnie to dzięki tobie -
                        zapamietał jak mu tłumaczyłas, że nie wolno sie okłamywać.
                        Wybrałaś go jak był porządny, fajny... i miałaś racje. Dzis coś mu sie
                        przestawiło , trudno nie rozumiesz tego ale zmienic nie możesz.
                        Możesz myśleć o sobie. MOżesz starać sie o siebie zadbać. Możesz starać się o
                        nim- tym nowym nie myślec/ nie mówię ze to proste czy możliwe ale jedyne i
                        wskazane. Wiesz, że nienawidzić możesz tylko osby które są ważne dla ciebie albo
                        je kochasz? Toż ludzi obojetnych nam nie nawidzimy. Czyli tylko wchodzi w grę
                        myślenie o sobie, o wspaniałej przeszłości . Jeśli przyszłośc to bez faceta,
                        oczywiście bez faceta bo tamten ma zniknąc z twoich myśli a o nowym nie myślimy.
                        Jeśli bardzo kochałaś to martwisz się teraz czy on sie nie przeziębi i inne
                        takie. Spoko masz prawo, ty sie nie zmieniłas. Ale pomyś czy tobie nie jest
                        teraz chłodno.
                        Poproś przyjaciól - waszych przyjaciól - o wsparcie.
                        Ja mówiłam, że nie wiem co mam zrobić niech radzą co i do głowy przyjdzie,
                        wysłucham tylko nie obiecuje, że zastosuje się. Radzili, żebym wzięła młotek i
                        waliła go w łeb. Poprostu nie wierzyli, ze tak zrobił. No nie waliłam
                        Oszczędź dziecku ...wszystkiego .
                        To co najważniejsze na dziś: rozwalasz sobie teraz zdrowie, nerwy niszczą cię
                        nieodwracalnie. Zrób wszystko, żeby nie zwariować. Życie ułoży się z nim i bez
                        niego ale ty bedziesz już inna na zawsze. Mnie wysiadło serce. Kiedy pomyślałam,
                        że umieram nie z bólu /to masz teraz/ ale fizycznie tak sie przeraziłam że
                        zrobie to moim dzieciom że się pozbierałam
                        Mój też sie martwił żebym nie wykorkowała - nie wiem czy z resztek miłości, czy
                        ze strachu, że nie mógłby być szczęsliwy z poczuciem winny za moja śmierć.
                        No okazało sie jeszce że nie chciał zabrać dzieci. Byłam na tyle zakochana, że
                        myślałam tak: jestem dla niego za kiepska cierpi nie mówił nigdy o tym, ale na
                        pewno on jest lepszy ode mnie i dlatego odchodzi. No to pomyślałam że oddam mu
                        dzieci i zniknę. Bardzo kochałam nie? NIe chciał dzieci. Troche to mnie - no
                        ocknęłam sie.
                        Trwało to wszystko trochę. I nie liczę na to, że kiedykolwiek bedzie mi ten
                        człowiek obojętny. Miałam super meża i przyjaciela i to wszystko. Teraz to jest
                        obcy człowiek. Trzymaj się. Możesz na priv sie odezwać.
                        Ufaj znajomym nie okłamuj ich. NIe wiem ile ma twoje dziecko. Zadbaj żeby tatuś
                        mu powiedział sam co zrobił, mój nie mógł się na to zdobyć. Powiedziałam sama,
                        żeby dzieci nie dowiedziały się od obcych. Nie mówienie jest kłamstwem.
                        I żadnego błota, nigdy. Masz prawo być słaba biedna zrozpaczona nie daj sobie
                        prawa do zła. Pozbierasz sie tym szybciej im mniej razy chlapniesz coś złego.
                        Nigdy dziecku nic złego. Miało super tatusia i zostaw mu takie wspomnienia. I
                        tak od życia dostanie po dupie bez twojego udziału.
                        To brzmi strasznie ale łatwiej jest pogodzić się z e śmiercią meża i ojca niż z
                        porzuceniem. Tak że szukaj wsparcia u bliskich. MNie wszyscy nasi wspólni
                        znajomi bardzo pomogli. Nikt nigdy nie zrobił nic co by mnie uraziło.
                        Poproś lekarza o coś uspakajającego ale staraj się tego nie brać.
                        A jeszcze coś : im szybciej się facet wyprowadzi / a na początku to on sie
                        bedzie na to zgadzał, potem nie chcą/ tym lepiej. Jak by zmieni zdanie to
                        prędzej po wyprowadzce niż siedzac z tobą. I wyprowadzka raz. To kilka lat przed
                        moja katastrofą powiedziała mi kiedyś koleżanka. Wyprowadzka raz. Inaczej wraca
                        po młotek po papierek i wszystko mu sie przyda.
                        Nie myś że byłam materialistk, wprost przeciwnie. Powiedziałam że może zabrać
                        wszystko bo nic dla mnie nie było ważniejsze od niego. Po latach wiem że dobrze
                        że ujął się honorem i nie zabrał prawie nic. Ale się musiał czuć wtedy nie ?
                        Dzieci chciałam oddać, rzeczy chciałam oddać. Mówił, że to co się stało to nie
                        moja wina tylko on ma coś nie tak i zakochał się. Dobre i to. Pewnie że myślę co
                        to złego zrobiłam, że inna okazała sie lepsza. Ale to bez sensu.
                        Trzymaj sie
                        • ewa511 Re: Powoli umieram... 25.09.05, 18:41
                          Z nadzieją przeczytałam to co napisałaś ,przechodzę obecnie też taki trudny
                          okres w moim życiu, po odejsciu ukochanego, tego jedynego chciałam umierać z
                          miłości. Teraz rozumiem ,że miłość może istnieć tylko w wolności.Piszesz
                          mądrze i dojrzale , ale dlaczego żeby zrozumieć to wszystko trzeba tak wiele
                          wycierpieć...
                          • baabcia Re: Powoli umieram... 26.09.05, 11:57
                            Dobrze, ze tobie przydały sie moje myśli.
                            Pani Wybredna jest zainteresowana zupełnie
                            innymi sprawami. I z tego co pisze dziś widzę,
                            że wcale nie uświadamia sobie co myśli.
                            Cały czas czeka na niego, a wydaje jej sie,
                            że nie chce żeby przyszedł.
                            A tak przy okazji.
                            Problem który jest bardzo trudny potem:
                            -pogodzi sie człowiek ze swiatem ułozy sobie wszystko
                            i przychodzi pytanie co by było, gdyby
                            tatuś przyszedł a dzieci rzuciłyby się mu na
                            szyję. Macie poczucie jak trudno wtedy podjać decyzję
                            czy mógłby zostać. Jak ktos wie jak bardzo dzieci cierpią
                            przez nieobecnośc ojca i jak trudno sobie wobrazi
                            życie z takim ojcem bez odgrywania sie i pretensji...
                            Wiele lat byłam przerażona takim pytaniem: co bym zrobiła gdyby
                            przyszedł. Na szczęście nie przyszedł.
                            A tak na prawdę to zaczynam przypuszcać, ze ten wątek
                            nie jest prawdziwy. Może ktos powieśc pisze?
                            • zuzka111 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 12:06
                              A znasz uczucia dzieci, które nie miały okazji rzucić się na szyje tatusiowi,
                              bo nie przyszedł???
                              Znasz uczucia dzieci tęskniących i wstydzących przyznać się do tego uczucia, bo
                              mamusia by cierpiała, bo przecież tatus jest zły??

                              • baabcia Re: Powoli umieram... 26.09.05, 18:39
                                cholera żle mnie zrozumiałaś.
                                Aż mi ciarki po plecach przeleciały.
                                Ja znam jak mało kto cierpienie dzieci bo tatuś miał
                                mało czasu, bo zapomniał, albo tracił kontakt, bo
                                rzadko sie z nimi spotykał.
                                Wyobraź sobie, że nigdy dzieci mi nie
                                pozwoliły mruknąć złego słowa o ojcu.
                                One mogły czasem ponarzekać bo je zawiódł
                                ale nawet wtedy nie pozwalały mi powiedzieć
                                najmniejszego drobiazgu na jego niekorzyść.
                                I nie gadałam bo iedziałam, że dzieci cierpią.
                                Wytłumacze dokładnie jak to było z tym myśleniem
                                co by było gdyby wszedł i dzieci rzuciły mu sie na szyję.
                                Przez pierwsze lata wiedziałam, że na pewno by
                                został i zrobiłabym wszystko, żeby stworzyć szczęśliwą
                                rodzinę. Nie próbowałam sobie wobrażać jak bym to
                                zrobiła żeby darować, bo po co było nad tym mysleć.
                                Wiedziałam, ze to trudne ale wiedziałam również, że dzieciom ojca nie
                                zastąpię. Puki był był wspaniałym ojcem i pamietałam o tym.
                                Ciekawostka było to, czemu jak nie był
                                koło mnie to i ojcem przestał być. Widać codzienne
                                moje starania o rodzinę sprawiały, ze tatuś szalał za
                                dziećmi. Tego do końca świata nie zrozumiem jak można
                                przestać kochać albo no powiedzmy zacząć nagle kochać
                                mniej swoje dzieci. Dajmy spokój tym rozważaniom.
                                I po dobrych paru latach po rozwodzie moi znajomi
                                zaczeli mnie namawiać, żebym sie z kimś
                                związała pomyślała o sobie jeśli już sie odkochałam .....
                                Uznali, że nie ma powrotu do starego związku.
                                Uznali, ze dla mnie byłoby to niekorzystne i mieli rację.
                                Wtedy spytałam ich czy gdyby tata zapukał i spytał dzieci
                                czy chca żeby wrócił a one rzuciły by się na szyje to
                                tak łatwo by wiedzieli jak ja miałabym postąpić.
                                I zdanie, ze naszczęście nie wrócił dotyczyło
                                wyłącznie moich rozterek.
                                Dzieci nie musiały udawać przede mną, ze nie lubia tatusia, bo
                                by mi było przykro. Wiedziały, że mnie jest przykro
                                kiedy on ich zawodził. Zrezygnowałam z bardzo wielu
                                rzeczy, zeby kontakty dzieci z tatą były - no cholera
                                jasna jakie takie.
                                Ja uważałam, ze jeśli staje się taka tragedia i chłop
                                sie odkocha to nie należy pogarszać sprawy.
                                Trudno czego sie nie da zmienić...
                                Ale dlaczego w jego nowym domu nie było dla jego dzieci miejsca?
                                Co stoi na przeszkodzie, żeby dzieciaki tam też miały
                                pokój? Co stoi na przeszkodzie, żeby je dalej kochać
                                nawet bardziej. Jestem wyrozumiała ale nie mieści mi
                                sie w głowie odkochiwanie sie we własnych dzieciach.
                                Zuzka111 napisałam jeszce raz to bo poczułam, że coś żle zrozumiałaś
                                a ja na prawdę do dziś marze o tym żeby moje dzieci
                                chociaz pamietały czasy kiedy były oczkiem
                                w głowie tatusia. Miał na ich punkcie bzika
                                i do dziś sa do niego podobne jak dwie
                                krople wody. Wyobraź sobie, ze tak się ułozyło,
                                że realzuja w życiu to co było jego pasją.
                                Te wspólne zainteresowania wcale ich dziś nie
                                zbliżają. Co ciekawe to on dzis też cierpi,
                                bo nie potrafi nawiazać z nimi kontaktu.
                                Może jak będzie się przewracał ze starości
                                to ... ee i znowu bedą miały gorzej niz inni
                                bo nauczyłam je troskliwości.
                                Do dupy jest życie bez ojca, gorsze jest jedynie
                                życie ze złym ojcem. To dopisałm na wszelki wypadek, żeby
                                się nie odezwały dzieci których rodzice spędzili życie
                                razem kłócac sie bez przerwy. To jest dwa razy do dupy:)))


                                • psychopata.z.borderline Re: Powoli umieram... 26.09.05, 18:41
                                  podziwiam, że Ci sie chce tyle pisać:)
    • kate-gun Re: Powoli umieram... 26.09.05, 02:01
      ja bym juz planowala MORD
      [oczywiscie parszywego i w dodatku bezczelnego zdrajcy]
      • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 08:12
        Czytam posty i wiem,że wszystkie macie rację-to kiedyś minie,przejdzie mi,on
        nie jest tego wart....Tylko dlaczego logika nie ma tu nic do rzeczy?Chcialambym
        podejść do tego z racji rozumu,ale...nie potrafię:((
        Tato pomógl mi się przeprowadzić,mialam mieszkanko po babci.Jak on wrocil-mnie
        nie bylo i wiecie co???Bezczelnie zadzwonil zapytać czy może Nas odwiedzić!!!
        Wrocil od tej swojej kochanicy i jakby nigdy nic dzwoni żeby odwiedzić żonkę i
        dziecko!!!!To rzeczywiście jest calkiem inny facet.
        Rzygać mi się chce jak sobie pomyślę,że będę musiala znosić jego wizyty:((
        Jessssssssssssssu! Jak to znieść???
        • zuzka111 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 08:28
          w jeden weekend on wyjechał, Ty zdążyłaś się przeprowadzić, pójść w miasto i
          siedzieć na forum.
          Kochasz go (jak piszesz wcześniej) i rzygać ci się chce jak pomyslisz, ze cię
          odwiedzi.
          Czego tak naprawde chcesz?
          • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 09:32
            zuzka111 napisała:

            > w jeden weekend on wyjechał, Ty zdążyłaś się przeprowadzić, pójść w miasto i
            > siedzieć na forum.

            Z tego wszystkiego siedzenie na forum zajęlo mi najwięcej czasu.

            > Kochasz go (jak piszesz wcześniej) i rzygać ci się chce jak pomyslisz, ze cię
            > odwiedzi.
            > Czego tak naprawde chcesz?

            Chcę umieć znaleźć się w sytuacji,chcę przestać o nim myśleć,chcę normalnie
            żyć,nie czuć już tego ucisku w żolądku na samą myśl o nim,nie myśleć,nie
            analizować...
            • zuzka111 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 10:15
              Nie tak prędko te wszystkie chcenia :(

              A co gdyby powiedział, ze to był największy błąd jego zycia, że musi być z Tobą?
              Dalej chcesz zapomnieć, czy...?

              Jeżeli nigdy już i nic... to - rozwód, ustalenie kto i kiedy widzi się z
              dzieckiem - i kompletne zerwanie kontaktów.
              Wyrzucasz rzeczy, wszystko co z nim sie kojarzy, wszystko. Może po jakimś
              czasie - pół roku, rok, zaczniesz normalnie żyć.
              • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 11:06
                zuzka111 napisała:

                > Nie tak prędko te wszystkie chcenia :(
                >
                > A co gdyby powiedział, ze to był największy błąd jego zycia, że musi być z
                Tobą
                > ?
                > Dalej chcesz zapomnieć, czy...?
                >

                Gdyby tak powiedzial...Szczerze?Wrócilabym jak na skrzydlach:((Glupota?
                Pogubilam się już w tym wszystkim.
                • zuzka111 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 11:24
                  nie głupota, a życie, uczucie, :) namiętność... uzależnienie.
                  porozmawiajcie.
                  spokojnie.
                  Ty posłuchaj jego, on niech posłucha Ciebie.
                  I niech życie się toczy dalej.
                  • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 11:38
                    Chyba lepiej będzie jeżeli dzisiaj nie będę go widziala.Muszę to wszystko
                    przemyśleć i uspokoić się.
                    Dzięki za komentarz.Najlepiej problem widzą ludzie niezaangażowani w niego
                    osobiście.
        • q02121974 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 08:30
          Wiesz co, nie dziwie sie temu facetowi tak naprawde. Kto wytrzymałby z taka
          histeryczka.

          Powiedz jeszcze, czy wujek stefciu pomagał wam w przeprowadzce i co od cioci
          dostałaś na mikołaja
          • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 09:30
            Wyprowadzka nie byla trudna-zabralam tylko kilka rzeczy...
            Naprawdę robi mi się niedobrze(doslownie) jak sobie pomyślę,że on przyjdzie i
            jakby nigdy nic przytuli nasze dziecko,będzie się z nim bawil...Z pozoru będzie
            to scena jaką widzialam setki razy,a jednak ja będę na nią patrzyla z zupelnie
            innej perspektywy...Nie wiem jak się zachować,co mówić,może nie powinnam się
            wogole odzywać?Przecież już nie jestem ważna,gdyby nie dziecko pewnie wogóle by
            się nie pokazal.
            CZy to histeria?Raczej nie.Po prostu nigdy nie bylam w takiej sytuacji.Jak mogę
            na niego patrzeć wiedząc,że on ma jeszcze w oczach odbicie tamtej?Jak to znieść?
            Jak zapomnieć o tym,że to mężczyzna,z któym chcialam się zestarzeć,któremu
            urodzilam dziecko?Jak zapomnieć o tym,że byl dla mnie wszytkim?
            • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 09:41
              Jak mam się zachować?Zrobić awanturę?Chyba już za późno.
              Prosić o wytlumaczenie?A co tu tlumaczyć:(
              Plakać?Po co?Jego to już nie obchodzi.
              Udawać wynioslą i niedostępną gdy serce pęka na tysiąc kawalków?Wydaje mi się
              to najlepszym wyjściem,ale nie wiem czy dam radę:(
              Nie potępiajcie mnie bo uważam,że sobie na to nie zaslużylam.Ale może się mylę?
              • q02121974 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 09:49
                normalnie, ustalić na spokojnie spotkania ojca z dzieckiem, bo ma do nich prawo
              • zuzka111 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 11:36
                Awantura - raczej nie, nie wiesz jakie sa jego uczucia.
                Niech powie o co chodzi. Przecież tak do końca nie wiesz.
                Nie wiesz, czy go obchodzisz, czy nie.
                Udawać wyniosłą?? NIe, trzeba być spokojną i zrównoważoną.
                Przed rozmową zastanowić się czego chcesz się dowiedzieć, co chcesz osiągnąć. I
                to zrealizować. Chłodno.
                Płacz - z całą pewnością nie.

                Czy byłaś bardzo zazdrosna?
                • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 11:40
                  Bylam POTWORNIE zazdrosna!!!Gdybym ich spotkala-bylyby trzy trupy(sama
                  zabilabym się na końcu).Nie mogę nawet myśleć,że on z inną...Nie umiem tego
                  nawet wyrazić.
                  • zuzka111 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 11:46
                    cóż...
                    A jesteś pewna, że do czogokolwiek doszło?
                    Że to coś więcej niż znajomość?
                    Spotkanie, gadanie, ucieczka od zazdrości i mała zemsta?
                  • q02121974 ja zadzwonie po kaftany, mogę? 26.09.05, 12:08
                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 12:10
                    mało tego, powinien zabrać Ci dziecko
            • q02121974 Re: Powoli umieram... 26.09.05, 09:48
              co Ty JEMU urodziłaś dziecko, kobieto na boga (Twojego, bo ja nie wierze)!

              Ty ubezwłasnowolniona jesteś, oddział zamkniety
              • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 09:57
                Chyba rzeczywiście nadaję się tylko na oddzial zamknięty-to on tak bardzo
                prosil o dziecko,że uleglam:((Tak-jestem glupia i pewnie sobie na to wszystko
                zaslużylam.
                • cheeringup Re: Powoli umieram... 26.09.05, 12:18
                  nikt nie zasłużył sobie na takie coś..., pamiętaj!! i się nie obwiniaj..
                  • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 13:28
                    Mam taki mętlik w glowie...Sama nie wiem co tak naprawdę czuję ani co robić.
                    Nie piszę książki(jak sugeruje Baabcia) tylko nie potrafię sobie poradzić ze
                    swoimi myślami.Mam taką huśtawkę uczuć,że jestem sama sobą przerażona.Raz
                    wydaje mi się,że już mnie to nie obchodzi,żeby za chwilę zalać się lzami i
                    rozpaczać.Mam plan żeby być twardą,ale godzinę później marzę tylko o tym żeby
                    zadzwonil i wrocil.
                    Czy to normalne?Chyba tak.Nigdy nie bylam w takiej sytuacji i miotam się jak
                    dzikie zwierzę w klatce.
                    Musi minąć sporo czasu żeby udalo mi się to wszystko poukladać.

                    Wlaśnie przyszedl i wziąl dziecko na spacer-tak po prostu:((
                    A ja siedzę i nie wiem co o tym wszystkim myśleć.
                    • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 14:10
                      Tysiąc myśli...
                      Byl,zająl się dzieckiem,będąc na spacerze kupil mi chleb(!).
                      Ale nie bylam gotowa na rozmowę więc wymieniliśmy raptem kilka slów...
                      Tysiąc myśli...
                      • cheeringup Re: Powoli umieram... 26.09.05, 14:15
                        przyniósł chleb...i dokąd poszedł??
                        • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 14:21
                          Wyszedl...
                          Ja musialam polożyć dziecko spać.
                          • cheeringup Re: Powoli umieram... 26.09.05, 14:32
                            daszsobie radę sama?? finansowo i wogóle...bez niego..
                            • wybredna Re: Powoli umieram... 26.09.05, 20:10
                              Chyba dam sobie radę.Pracuję na pól etatu ale za nienajgorsze pieniądze.
                              Znowu dzisiaj wieczorem pojechal,wróci w środę...Po co mi to mówil?Chcial być
                              szczery,czy kopać leżącego?
                              • wybredna Re: Powoli umieram... 27.09.05, 07:32
                                Nie spalam pól nocy:((Serce bilo mi szybko i mocno,nie moglam odpędzić
                                myśli...Boję się,że zanim zapomnę,wykończę się nerwowo:(
                                • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 10:43
                                  może poproś żeby się wyprowadził...przynajmniej na jakiś czas. przemyślisz
                                  spokojnie wszystko.. i przynajmniej nie będziesz widziała jak wyjeżdża do niej..
                                  PS.. on tobą manipuluje, nie daj się. sprawdza Cię, to bardzo nieuczciwe
                                  • wybredna Re: Powoli umieram... 27.09.05, 10:55
                                    Jak to SPRAWDZA?Sprawdza kiedy będę doprowadzona do oblędu i zrobię sobie
                                    krzywdę???Wszystko do tego zmierza:(Umówilam się na wizytę u psychiatry-bez
                                    specjalisty sobie teraz nie poradzę:(
                                    • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:08
                                      on sprawdza ile jeszcze dla niego jesteś w stanie wytrzymać dla niego. ja
                                      myślę, że z niego niezły manipulant jest... w momencie gdy wyrzucisz go za
                                      drzwi po miesiącu bedzie na kolanach wracać...
                                      • wybredna Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:13
                                        Z jego mieszkania go nie wyrzucę(nawet nie chcę,mam swoje).To ja się
                                        wyprowadzilam.Ale jakoś tego nie widzę żeby chcial wracać-ma już kogoś
                                        innego,po co ma się mną przejmować??
                                        • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:17
                                          bo faceci nie lubią porażek, a jego największą będzie jak się odwrócisz od
                                          niego.. jak pokazesz, że dasz sobie radę sama.. że nie jest ci potrzebny. twoją
                                          sprawę kokplikue dziecko oczywiście ale trzeba coś takiego wymyśleć żeby tylko
                                          wpadał po nie, zabierał na spacer i odprowadzał... najlepiej żebyś go nie
                                          widziała. pamiętaj też że czas leczy najgorsze rany...
                                          bardzo dobrze, ze planujesz wizytę u psychiatry, widać że myślisz trzeźwo,
                                          soecjalista na pewno ci bardzo pomoże...
                                      • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:15
                                        a może facet chce miec kontakt z dzieckiem, ma do niego prawo. jak jest
                                        nieszczesliwy z matka dziecka to chyba lepiej jak odszedł.
                                        chęć kontaktu z dzieckiem nie jest manipulacją
                                        • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:18
                                          manipulacją jest np to, że informuje ja gdzie jedzie... po co jej to mówi??
                                          • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:20
                                            może zostało mu przyzwyczajenie sprzed lat, musi minąć troche czasu zanim
                                            obowiązek spowiedzi wyjdzie mu z głowy
                                            • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:25
                                              to manipulacja..przykro mi, ale wiem ze tak jest. sama praktkowałam
                                              • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:30
                                                masz rację, chęć pozostawienia sobie furtki jak coś nie wyjdzie

                                                tylko po co? to takie nieuczciwe
                                                • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:32
                                                  nieuczciwe okropnie!! to jest takie sprawdzanie...trzymanie dwóch srok za
                                                  ogon... niedojrzałe. nie dość że robi tej dziewczynie okropne świństwo
                                                  zdradzając ją to jeszcze niszczy ją psychicznie..
                                                  nie wiem jak im było razem, być może swięta nie jest...ale skoro już zdecydował
                                                  się na taki krok, niech konsekwentnie się tego trzyma...
                                                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:35
                                                    to prawda, ale dziewczyna też jest zwykłą histeryczką ("padną 3 trupy), która
                                                    ma lęk przed samotnością a dziecko, co wynika z wypowiedzi autorki jest dla
                                                    niej ciężarem i obciążeniem psychicznym (urodziłam JEMU dziecko)
                                                  • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:40
                                                    hmmmm... wiesz jak świat Ci się wali to trudno nie histeryzować. teraz tu widzę
                                                    jeszcze jeden haczyk. może jest tak, że to dziecko jest "czymś" w rodzaju karty
                                                    przetargowej... rzeczywiście mówienie "urodziłam JEMU" jest bardzo
                                                    przedmiotowe. może jest tak, że ona nalega aby przychodził po dziecko i żeby
                                                    widział jak cierpi.. niestety póki manipulują sobą ON nie wróci, sytuacja się
                                                    nie polepszy... jedna ze stron musi to urwać.
                                                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:46
                                                    o czym Ty mówisz "póki manipulują on nie wróci"

                                                    u nich nawet w razie powrotu zawsze będzie manipulacja, bo miłości tam nie ma i
                                                    nie będzie, przeciez to proste
                                                  • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:53
                                                    w sensie powrotu "na kolanach", bo oboje do tego chcą doprowadzić, bardziej lub
                                                    mniej świadomie. oczywiście że szczęśliwi nie będą.. i manipulacja w tym
                                                    zwiazku byłaby na porządku dziennym, każda drobna sprzeczka kończyłaby się tak
                                                    samo...wypominaniem sobie tego i owego... poza tym, on będzie i tak zdradzać,
                                                    co tu dużo mówić, romans to nie przypadkowy skok w bok...
                                                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 11:57
                                                    oczywiście, że tak
                                                  • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 12:01
                                                    i dlatego właśnie trzeba jej pomóc... pomimo wszystko wydaje mi się że jest
                                                    twardsza w tym "zwiazku"
                                                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 12:11
                                                    jak jej pomóc, przecież teraz najlepszym rozwiązaniem będą dla niej
                                                    antydeprechy i lekarz. jak Ty możesz jej jeszcze pomóc?
                                                  • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 12:17
                                                    uważasz że leki są najlepszym rozwiązaniem?? co będzie jak je kiedyś odstawi??
                                                    ps..pewnie że ja jej nie pomogę, ale wskazać ścieżkę można...
                                                  • q02121974 Re: Powoli umieram... 27.09.05, 14:17
                                                    nic nie będzie jak odstawi antydepresanty, to nie są pschotropy, po których nie
                                                    można np. prowadzić
                                                  • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 12:17
                                                    poza tym, pisząc tu prosi o pomoc...
                                                  • wybredna Re: Powoli umieram... 27.09.05, 13:43
                                                    Nie "gram" dzieckiem!Na pewno nie będę mu bronić się z nim widywać,ani go do
                                                    tego zmuszać(nie rozumiem skąd to przypuszczenie?).
                                                    Tak-histeryzowalam,plakalam,świat mi się zawalil...Bylam w szoku,nie
                                                    spodziewalam się tego.
                                                    Teraz trochę ochlonęlam.Wiem,że już nie wroci,a jak będzie chcial to i tak nie
                                                    będę w stanie mu zaufać.
                                                    A to,że chcę iść do dobrego psychiatry to chyba nie grzech?Skąd wiesz,że od
                                                    razu przepisze leki?A jakby nawet to przecież wszystko jest dla ludzi.
                                                  • cheeringup Re: Powoli umieram... 27.09.05, 13:46
                                                    nikt Cię nie oskarża, to tylko dywagacje. najważniejsze, że sama zdajesz sobie
                                                    sprawę z jego poczynań. terapia powinna pomóc...
                                                    ja tylko mowię żebyś nie dała sobą manipulować... chyba na to nie zasłużyłaś??
                                                  • q02121974 w końcu rozsądnie 27.09.05, 14:18
    • komandos57 [...] 27.09.05, 18:21
      Post niedostępny ze względu na naruszenie prawa lub regulaminu.
      • psychopata.z.borderline Komek 04.10.05, 17:03
        masz rację

        jak można takie głupoty pisać.
        tak mi sie moja mama przypomniała, którą spotkała straszna tragedia na jej
        oczach i niech mi taka pi.. powie, ze kocha
    • foamclene Re: Powoli umieram... 27.09.05, 18:39
      on ne jest jedyna godna Twojego zainteresowania osoba...
      ja wzielabym na przeczekanie... wroci szybciej niz myslisz a potem na spokojnie
      zastanowisz sie co zrobic ze swoim zyciem
      i pamietaj ze to Ty jestes najwazniejsza nie on i ona
      niczym tak wiele i skutecznie nie zdzialano na siwecie jak cierpliwoscia
      • buba77 Re: Powoli umieram... 28.09.05, 20:07
        Moim zdaniem Cheeringup przesadza i dramatyzuje. Wybredna, Twój mąż zachowuje
        sie normalnie (oczywiście na te niecałkiem jednak normalną sytuację). Ma
        dystans do tego co sie dzieje, bo miał czas przyzwyczaic sie do mysli, ze od
        Ciebie odejdzie. Myślę też, że Cie nie kocha (przykro mi, ale raczej tak jest,
        przynajmniej na te chwile - moze kiedys sobie uswiadomi, ze to "nowe" nie bylo
        milością, a kochał Ciebie, ale nie musi tak być) i to tez mu ułatwia sytuację.
        Ty miałaś za mało czasu, reagujesz w szoku - to tez calkiem normalne i daj
        sobie na to pozwolenie iczas. Korzystaj z pomocy bliskich, żety zajeli sie
        dzieckiem i miej czas to przeżyć. Jednocześnie pracuj, znajdź sobie zajęcia -
        będzie Ci łatwiej. Powoli sie przyzwyczajaj do nowej sytuacji. Nic nie
        wymuszaj. Czy musisz przy nim grac? Co w tym złego, ze bedziesz histeryzować?
        Niech wie, ze zrobił Ci krzywde. Tobie tez bedzie łatwiej, jak mu to powiesz.
        Nie wdawajcie sie za bardzo tylko w sprzeczki, nie daj mu odpowiadać - to Ty
        cierpisz, nie on to wie i niech to widzi. Przyjdzie czas, ze spojrzysz na to z
        dystansem, choc nie bedzie to prędko.
        Wydaje mi sie, ze on nawet troszczy sie o ciebie, na swój sposób martwi.
        Odszedł tak jak potrafił, pewnie w sposób najłatwiejszy dla siebie - znając
        facetów. No i chce sie widywac z dzieckiem. I to jest bardzo wazne. Od Twojej
        reakcji troche chyba tez zalezy, zeby chcial sie z nim kontaktowac jak
        najdłużej. Ale zadbaj o siebie i widuj sie z nim jak najmniej. Powiedz mu o
        tym, jak to cie rani i o innych swoich oczekiwaniach.
        Jeszcze jedno. Wydaje mi sie ze troche sie "podkladasz" i mu ulatwiasz
        (natychmiastowa wyprowadzka, zero wymagań) - myśl, dziewczyno, o sobie!
        Odwagi.
        Przechodziłam to półtora miesiaca temu, a bylismy razem 20 lat...
        • baabcia Re: Powoli umieram... 03.10.05, 17:21
          racja racja. Nazywaj swoje uczucia.
          Mów, że potrzebna jest pomoc przy dziecku.
          Zajmuj się sobą, jeśli tylko możesz zostawiaj
          dziecko ojcu. Niech widzi ile dziecko traci
          jeśli ojca nie ma blisko.
          Bo jeśli sie nie pogodzicie to warto mu pokazać
          jak jest potrzebny dziecku. To że odchodzi
          wskazuje na to, ze nie kapuje po co
          dzieciom tatusiowie.
    • q02121974 a wszelka przyczyna zdrad to totem i tabu 28.09.05, 20:47
      a pluli na Freuda
      • q02121974 Re: a wszelka przyczyna zdrad to totem i tabu 28.09.05, 20:48
        nie mówię o przypadkach oszust matrymonialnych
    • rybolog Re: Powoli umieram... 03.10.05, 18:12
      Uczciwy czlowiek, trzeba bylo mu dziecko dac na weekend w prezencie...
      • wybredna Re: Powoli umieram... 03.10.05, 21:11
        Trochę sobie poukladalam,chociaż bylo ciężko.
        Staram się znaleźć sobie zajęcie,nie myśleć za dużo o calej sytuacji.Najgorsza
        jest bezsilność.Przecież na dobrą sprawę nic nie mogę zrobić,muszę siedzieć z
        zalożonymi rękami:(Ale powoli dochodzę do "normalności".
        Niestety to potrwa,zdaję sobie z tego sprawę i oby udalo się jak najszybciej.
        • necia100 Re: Powoli umieram... 04.10.05, 09:48
          Będzie to trwało jescze długo,niestety znam to z autopsji....Odbierz e-maila.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka