getting_better
08.10.05, 12:43
Przychodzisz do psychologa a on każe Ci mówić.
Mówisz już pół godziny a jego wzrok nadal tkwi na Twoim czole.
Przytakuje. Czeka aż "sam do tego dojdziesz".
Zadaje pytanie, no postęp.
Już człowiek sam nie wie co mówi, i co mówić ma.
Czy praca psychologa polega na tym, że przez godzinę siedzi wpatrzony w ciebie
jak w kosmitę i zwraca się do ciebie jka do dziecka? Człowiek zaczyna mieć
wrażenie że traktują go jak opóźnionego w rozwoju.
Czy psycholog ma dawać receptę? Ma wskazać drogę?
Co- psycholog?