Dodaj do ulubionych

chłopak mojej koleżanki...

15.10.05, 21:36
Znamy sie od roku. POlubilismy sie i czesto spedzalismy razem czas. Ja
samotna, oni zawsze razem. swatali mnie nawet ze swoim znajomym, ale nie
wyszlo. Od zawsze z NIM rozumialam sie troche lepiej niz z nia, ale nie
podrywalam go i nie zastawialam sidel, bo to byl chlopak mojej bliskiej
kolezanki. Wygladali na rewelacyjna pare.
nagle zaczelismy na siebnie przypadkowo wpadac, wysylał mi sms-y - do ktorych
wlasciwie trudno sie przyczepic, telefonowal. POdobalo mi sie to, ale
traktowalam to jako przyjazn i niewinny flirt. POtem dzwonil wieczorami,
kiedy ona wyjezdzala na weekend do rodzicow. Rozmawialismy cale noce,
urywalismy sie wczesniej z pracy, zeby isc wspolnie na kawe. Niby wszystko
jasne, ale jednoczesnie niedopowiedziane.
Wczoraj powiedzial, ze mnie kocha i ze wystarczy jedno slowo, zeby od niej
odszedl.
Nie zrobie tego, bo nie moglabym spojrzec jej w oczy. Kocham go. Co robic???
Obserwuj wątek
    • dj_dlugi Re: chłopak mojej koleżanki... 15.10.05, 22:39
      ciężko będzie. byłe w podobnej sytuacji. ale jakoś na szczęście mi przeszło. To
      znaczy z premedytacją ograniczyłem chwilowo kontakty do niezbędnego minimum. I
      już jes ok. Spróbuj się zająć czymś co pozowli Ci zapomnieć na jakiś czas o nim.
      Opóść tą grę zanim będzie za późno i razem zepsujecie coś co może ma jakąś tam
      przyszłość, chyba że nie ma... ale z drugiej strony to czy warto tracić przyjaciół ?
      • jula09 Re: chłopak mojej koleżanki... 15.10.05, 23:07
        Całe szczęście że nie mam takich wrednych koleżanek.
        • roza06 Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 12:36
          skąd wiesz myślisz że jej koleżanka wie o tym? Z drugiej strony miłość nie
          wybiera i nie można ich potępiać
      • aganesca do joasi.sadowskiej 23.10.05, 17:09
        zalosna jestes....zalosna i ograniczona....
        widac niewiele mialas okazje przezyc; widac Twoje zycie zawsze bylo poukladane i
        nudnie szablonowe...
        szukanie sukni slubnej... mam to juz za soba... zrezygnowalam...w pore;) i nie
        uwazam, zeby fakt, ze wychodzisz za maz, uprawnial Cie do mentorskiego tonu! bo
        mimo wszytstko poukladane zycie nie zawsze bywa szczytem marzen...
        a wyrazanie sadow o kimkolwiek na podstawie kilku zdan zapisanych w internecie
        uwazam za wysoce nieostrozne...
        w tym przypadku- rowniez za wysoce niesmaczne!!! ta krytyka byla ponizej granicy
        godnosci... wstyd! wstyd i nic wiecej!!!
        • aganesca ups!!! 23.10.05, 17:13
          ups, poprzedni post mial sie znalezc zdecydowanie nizej, pod tymi bluzgami,
          ktore wypisala joasia.sadowska, wybaczcie ;)
    • exwitch Re: chłopak mojej koleżanki... 15.10.05, 23:38

      Właściwie wiedziałaś przez cały czas do czego ten flirt wiedzie, ale nie
      przerwałas go na samym początku. Mówił ci ktoś, że na czyimś nieszczęsciu, nie
      zbudujesz swojego szczęscia.Żachowaj się z honorem i zostaw tego chłopa, widać
      nic nie wart, skoro uwodzi koleżankę swojej dziewczyny, po jakims czasie może ci
      się wydarzyć to samo........
      ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫
      • frida20 Re: chłopak mojej koleżanki... 15.10.05, 23:41
        święte słowa!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! exwich
    • kleopatryx Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 19:37
      Kilka faktów:
      1. Skoro zakochał się w innej kobiecie to już i tak jego związek z twoją
      przyjaciółką jest stracony. A twój związek z nim być może się uda.
      2. Spotykałaś się z nim i rozmawiałaś w te noce, kiedy jej nie było. Czy ona
      wie o tym? Jżeli nie wie, to już nie jesteście przyjaciółkami i tak. Nawet
      jeśli z nim nie będziesz to już NIE JESTEŚCIE PRZYJACIÓLKAMI, przyjaźń
      skończyła się. Tu nie masz nic do stracenia.
      3. Kochasz go? O miłość trzeba walczyć. Zapytaj ludzi w wieku twoich dziadków i
      rodziców jak się poznali. Odkryjesz historie podobne do twojej, ja znam takich
      kilka.
      4. Nie są jeszcze małżeństwem. Bycie parą to nie jest zobowiązanie na zawsze.
      5. On nie jest z nią szczęśliwy, być może jest z nią od jakiegoś czasu tylko po
      to, aby mieć kontakt z tobą. Taki przypadek też znam, ciągneło się przez 2 lata.
      6. Jeżeli wycofasz się to wsztscy coś bezpowrotnie utracicie. On i tak już z
      nią nie będzie, gdyż nie kocha jej. Ty i tak już się z nią nie będziesz
      przyjaźnić. Ona i tak byłaby nieszczęśliwa z facetem, któy jej nie kocha,
      odeszłaby do innego, ludzie wyczuwają takie rzeczy.

      POMYŚL, CO ZROBIŁABYŚ, GDYBYŚ SIĘ NIE BAŁA. STRACH TO TYLKO UCZUCIE.
    • meiji Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 19:47
      kleopatryx dziekuje za slowa otuchy. Gdyby tylko istnial jakis sposob, zeby byc
      z NIM i nie ranic JEJ jednoczesnie. Macie wszyscy racje przestalam byc jej
      przyjaciolka, gdy pozwolilam na ten niewinny flirt. Teraz jest chyba ostatni
      moment, zebym mogla sie wycofac z twarza nie raniac nikogo, niezaleznie czy oni
      beda razem czy nie. A tak na marginesie sa ze soba od 5 lat...
      • exwitch Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 19:58
        kleopatryx dziekuje za slowa otuchy. Gdyby tylko istnial jakis sposob, zeby byc
        z NIM i nie ranic JEJ jednoczesnie.
        • kleopatryx Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 21:00
          Słuchajcie. Dziewczyna tego chłopaka JUŻ JEST ZRANIONA. Nie ma sensu odkładać
          tego w czasie, im młodsza tym łatwiej jej bedzie znaleźć sobie faceta.
          Dlaczego wszyscy chcą, żeby ona żyła w zakłamanym związku? W fikcji, która i
          tak się sypnie, tylko kiedy? Jak już bedzie z kolesiem po ślubie czy jak zrobi
          jej dziecko?
          Autorka wątku nie weszła w ich związek na siłę, sytuacja wyklarowała się
          powoli, bo związek już był martwy.
    • meiji Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 20:25
      exwitch, wiem co ona czuje i nie chce usunac jej z obrazka, tylko sama chce
      sie usunac z ich zycia. Od 2 dni jestem wielkim wyrzutem sumienia. Moze trudno
      w to uwierzyc, ale nie planowalam tego, a sytuacja sama wymknela się spod
      kontroli. Chociaz chyba nie ma dla mnie usprawiedliwienia. I niezaleznie od
      tego jak bedzie mnie bolalo, musze z niego zrezygnowac.
      • kleopatryx Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 21:55
        Nie wolno ci rezygnować.
        • exwitch Re: :)))) 16.10.05, 22:04
          kleopatryx napisała:

          > Nie wolno ci rezygnować.


          Oj dziewczyno ale ty mnie rozsmieszasz...:)))))
          Wyluzuj trochę Twoje ciasne horyzonty....

          ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫
    • kasia830 Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 20:40
      powiem ci tak przyjacielem sie jest a nie bywa, wiec jesli zalezy ci na kolezance i na nim, powiedz mu o tym ze ty nie mozesz tak zyc, a z kolezanka tez porozmawiaj tak szczerze. ja mysle ze to jest tylko chwilowe zauroczenie i jesli nie bedziesz sie w to angazowac to to przejdzie
      badz silna i postaraj sie uratowac obie znajomosci. zycze ci tego =))
    • baabett Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 20:55
      > Wczoraj powiedzial, ze mnie kocha i ze wystarczy jedno slowo, zeby od niej
      > odszedl.

      asekurant
      gdyby to była prawda, już dawno by od niej odszedł
      i nie stawiałby Ciebie w takiej sytuacji

      nie wierzyłabym takiemu człowiekowi
      Tobie zrobi to samo później, być może

      • exwitch Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 21:12

      • werciula Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 21:41
        > asekurant
        > gdyby to była prawda, już dawno by od niej odszedł
        > i nie stawiałby Ciebie w takiej sytuacji
        >
        > nie wierzyłabym takiemu człowiekowi
        > Tobie zrobi to samo później, być może


        Podpisuję się pod tym obiema rękami. Temu kolesiowi nie zalezy na prawdziwej
        relacji. Nie odszedł od Twojej koleżanki, bo sobie zostawił furtkę, na wypadek,
        gdybyś Ty go sobie odpuściła:/ Spróbuj NAPRAWDĘ go sobie odpuscić, a sprawdzisz
        tę tezę. Niestety ryzyko jest wielkie, że za 5 lat koleś zacznie
        się "przyjaźnić" z jakąs Twoją przyjaciółką...

        Obserwuję taką sytuację z bliska, wsród moich bliskich znajomych.
        Cóż... życzę Ci dużo sił i mądrych decyzji. Może jeszcze mądrzejszych niż to
        wszystko, co tu piszemy;) Trzymam kciuki.
        • moc_ca Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 22:13
          alez werciula i witch ..
          każde uczucie ma prawo do mijania i umierania. Najgorsze jest to że nie mamy na
          ten proces wpływu, nie da się rozkazem zmusić serca do miłości.
          Po prostu coraz częściej myślisz .. czy to jeszcze miłość .., czy ja go/ją
          nadal kocham...., az dnia pewnego stwierdzasz że już nie ma w tobie żaru, nie
          drżysz kiedy dotyka, nie tęsknisz kiedy go/jej nie ma obok ... i co, masz tak
          trwać oszukując jego i siebie?
          Sądzę że w takim momencie był chłopak koleżanki a obok była ona .. :-)
          Oczywiście nikt nie może zagwarantować że chłopak nie powtórzy scenariusza ale
          czy kiedykolwiek ktokolwiek może zagwarantować że będzie kochal do ostatnich
          swoich dni?! Nie wierzę w takie obietnice - choc to nie oznacza że tak się nie
          stanie.
          • exwitch Re: Ależ to oczywiste,że nie ma żadnych 16.10.05, 22:34
            gwarancji,że miłość będzie kwitnącą jabłonią przez wieki i w nieskończoność.
            Jeżeli opiera się tylko i wyłącznie na uczuciach to juz w momencie samego startu
            dostajesz ippon i leżysz jak pokonany neptek.... Bo nie ma uczuć, które się nie
            zmieniają i nieprzemijają, ale oprócz uczuć człowiek posiada jeszcze wolę, siłę
            charakteru, osobowość,szacunek jaki się ma do siebie, przywiązanie, respekt,
            lojalność i wiele wiele innych ważnych spraw, które tworzą ten związek silnym i
            odpornym na zewnętrzny hokus- pokus ze strony ponętnych koleżanek czy innych osób.

            A tu jest jedynie szczeniackie, nieodpowiedzialne zachowanie faceta, ktory
            bezczelnie za plecami swojej partnerki uwodzi jej koleżanke, ktora jest poza tym
            zdesperowana...Mężczyzny chce, tak bardzo,że nie ma kontroli nad swoimi
            uczuciami i głupim flirtem.....


            ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫
            • moc_ca Re: Ależ to oczywiste,że nie ma żadnych 16.10.05, 22:42
              exwitch napisała:

              > A tu jest jedynie szczeniackie, nieodpowiedzialne zachowanie faceta, ktory
              > bezczelnie za plecami swojej partnerki uwodzi jej koleżanke, ktora jest poza
              ty
              > m
              > zdesperowana...Mężczyzny chce, tak bardzo,że nie ma kontroli nad swoimi
              > uczuciami i głupim flirtem.....

              Otóż tego nie wiemy, to nie wynika z postu.

              Może byc tak jak Ty piszesz ale może też facet nie kocha już dziewczyny.
              Choć intuicja (tylko intuicja) mi mówi że autorka postu mogła prowokować, może
              podświadomie, faceta i stąd zainteresowanie nią ... hmmm, któż to wie jak było
              naprawdę ..
              >
              > ♪♫♪♫♪♫♪♫♪♫♪&#
              > 9835;♪♫♪♫♪♫♪♫
          • werciula Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 22:43
            Miłość to nie jest wyłącznie uczucie, jakieś tam dreszczyki itp. rodem z
            kolorowych czasopism.

            Słyszałałaś o kryzysach w związku? Jeśli druga osoba jest dla Ciebie prawdziwą
            wartością, to jakieś chwilowe problemy się zwalcza i żyje razem dalej.

            Oczywiście można jednak stwierdzić, że to nie to. W tym wypadku koleś jest
            jednak tchórzem. Gdyby naprawdę chciał postępować fair, to najpierw
            zakończyłby poprzedni związek i dopiero po jakimś czasie rozglądał się za nową
            osobą.
            Inaczej jest to skakanie z kwiatka na kwiatek a nie chęć budowania czegoś
            sensownego.
            I tyle:)

            • moc_ca Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 22:49
              werciula napisała:

              > Miłość to nie jest wyłącznie uczucie, jakieś tam dreszczyki itp. rodem z
              > kolorowych czasopism.

              Mówisz???? :-)))

              > Słyszałałaś o kryzysach w związku? Jeśli druga osoba jest dla Ciebie
              prawdziwą
              > wartością, to jakieś chwilowe problemy się zwalcza i żyje razem dalej.

              A jeśli nie jest "druga osoba prawdziwą wartością" choc może ja jestem dla niej
              prawdziwa wartością , to co? To co mam zwalczyć, hę? Po co dalej razem żyć?
              • werciula Re: chłopak mojej koleżanki... 16.10.05, 23:02
                > > Miłość to nie jest wyłącznie uczucie, jakieś tam dreszczyki itp. rodem z
                > > kolorowych czasopism.
                >
                > Mówisz???? :-)))

                Mówię, bo w Twoim poprzednim poście zabrzmiało z tymi dreszczykami trochę
                niebezpiecznie;)



                > A jeśli nie jest "druga osoba prawdziwą wartością" choc może ja jestem dla
                niej
                >
                > prawdziwa wartością , to co? To co mam zwalczyć, hę? Po co dalej razem żyć?

                Nie no, jasne, że dwoje musi chcieć naraz:)) Współpraca przede wszytkim!;)
    • meiji Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 00:33
      exwitch,
      zarzucasz mi, ze nie kontroluje swoich uczuc. Wiec jak okreslisz to co robie w
      tej chwili... Moze faktycznie moglam skonczyc te relacje troche wczesniej i nie
      dopuscic do tej sytuacji, ktora powstala... , moze jak tu piszecie podswiadomie
      go prowokowalam. Ale z drugiej strony nie powiedzialam, ze z nim bede. Wrecz
      przeciwnie uznalam sprawe za zamknieta. To co do niego czuje, to moje emocje,
      ktorych nie jestem w stanie kontrolowac - bo o to chyba chodzi w uczuciach, ze
      raczej trudno je wczesniej zaprogramowac. A jezeli juz jakies sa, to zeby byc
      fair wobec swiata, trzeba pocierpiec w milczeniu.
      problem chyba nie lezy w pytaniu, czy byc z nim czy nie byc, bo tu odpowidez
      narzuca sie sama, ale w pytaniu co zrobic, zeby tak mnie nie bolalo.
      Dzieki za cieple slowa i za slowa krytyki tez.
      • ruda61 Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 09:42
        mam nadzieje,że nie jesteś moją koleżanka...

        pozdrawiam i zycze rozwiązania sprawy tak aby jak najmniej bolało każdą ze
        stron.
        B.
    • moofka Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 10:21
      ile macie lat?
      ty, chlopak, kolezanka?
    • okrutny_kamikadze Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 11:29
      Kochasz go? Ją bardzo lubisz? On kocha ją i ciebie. Ona kocha jego i ciebie
      bardzo lubi. Rozwiązanie jest jedno: stwórzcie szczęśliwe trio. Kto powiedział
      że związek ma być tylko twóch osób? Tu mamy wzorcową sytuację na stworzenie
      związku trzech. Młodości ty nad poziomy wylatuj!
    • ewelanna Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 11:36
      Gdyby mu nie zależało na Twojej koleżance, gdyby nic do niej nie czuł to
      zostawiłby ją i odszedł. Jeśli się nie chce z kimś być to się z nim nie jest.
      Po prostu. Odszedłby od niej bez wzgledu na to jak byłaby Twoja decyzja.
    • meiji Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 14:48
      ja mam 25 lat, oni po 28
      Jak czytam te Wasze posty, to tak sobie mysle, ze przeciez nigdy nie jest tak,
      ze wina lezy wylacznie po jednej stronie. To nie tylko ja jestem odpowiedzialna
      za to co sie stalo. on nie jest na tyle bezwolny, zeby nie miec wplywu na to co
      sie dzieje.
      A najgorsze jest to, ze on caly czas dzwoni do mnie, a ja odrzucam telefony.
      Nie wspominajac o tym, ze unikam jego dziewczyny jak tylko moge.
      psgratuluje pomyslu z trio - nawet zabawne :-))),
      • j_ar Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 15:37
        sprobuj z nim, widocznie sama musisz sie przekonac....
    • chaynik Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 15:39
      Chlopak kolezanki to tez facet. Proponuje to zrobic i najwyzej bedziesz miala
      kaca ktory i tak szybko minie a problem bedzie z grzywki.
    • moofka Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 16:38
      fajne to nie jest, fakt
      jakoś tak miałam że moja przyzwitość kazał mi sie trzymać z dala od chlopaków
      kolezanek
      ale...
      kto to jest chlopak?
      rodzina, mąż ojciec dzieciom? nie
      ludzie schodzą sie i rozchodzą
      umawiają na randki i zrywają
      próbują sie w związkach z roznymi ludźmi z czego większość jest niudana zanim
      trafią na tego jedynego z ktorym chca spedzic zycie
      ale wtedy to nie jest "chlopak"
      pewnie, ze sytuacja nie jest fajna, ale z drugiej jesli to on jest ci pisany a
      ty jemu,
      a on nic do niej nie czuje top moze zal stracic te milosc?
      w sumie nikogo nie krzywdzicie
      nie rozbijacie rodziny, nie krzywdzicie dzieci
      a jesli on juz teraz swierdza, ze jej nie kocha
      to moze lepiej teraz niz za kolejne 5 lat, kiedy trudniej bedzie sie rozstac
      a rozstanie nie bedzie juz zwyklym "zerwaniem" a dramatem rodziny i podzialem
      majątku?
      ale obawiam sie, ze nie uda sie uratowac obydwu tych relacji
      musisz wybrac tę wazniejsza
      na pewno niemoralne jest ladowanie sie w rodzine na trzeciego
      ale tu rodziny nie ma
      jest tez taka mozliwosc, ze za czas jakis twoja kolezanka mu sie spodoba, tez
      niewykluczone

      • ewelanna Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 16:50
        Nie rozumiem, o co walczyć w obecnej sytuacji...? Skoro nie chce być z tamtą
        koleżanką, to niech zakończy najpierw tamten związek.
    • maisab Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 17:14
      opowiem Ci swoją historię, podobna

      nie romansowałam za plecami koleżanki
      trzymaliśmy się we czwórkę przez dwa lata
      kiedy opuścił mnie chłopak, trochę przeżywałam
      koleżanka wyjechała w tym czasie do rodziny
      on więc zastapił mi ją, aby mnie pocieszać
      i wtedy powiedział mi to samo, co chłopak Twojej koleżanki Tobie

      to było jak prysznic, przestałam szukać jego towarzystwa

      kiedy koleżanka po przyjeździe zaczęła mi się zwierzać
      i szukać winy w sobie za ich nieudane ostatnio relacje
      zrobiłam największe głupstwo: powiedziałam jej o tym, co
      mi powiedział

      ona najpierw skonfrontowała to z nim, on się wszystkiego wyparł
      więcej, powiedział jej że to ja go prowokowałam
      (dowiedziałam się o tym od niej dopiero po 14 latach)

      ona zerwała ze mną natychmiast wszelkie kontakty
      moje próby rozmowy z nią spełzały na niczym, odkładała słuchawkę
      chciała wierzyć jemu, a jednoczesnie już nie chciała być z nim

      przez kolejny rok nasza czwórka juz nie istniała
      straciłam chłopaka, straciłam najlepszą przyjaciółkę...

      zaczęłam chodzić na rozmaite kursy, on nie odpuszczał
      był zawsze wszędzie tam gdzie ja, dzwonił, pytał, czarował...

      po roku zaczęłam się z nim spotykać
      po dwóch kolejnych latach scenariusz sie powtórzył
      zaczął adorowac moją koleżankę, nic o tym nie wiedziałam

      tylko jej choroba (poważna) pokrzyżowała mu zapewne plany
      (dowiedziałam się o tym od niej dopiero po rozstaniu z nim, czyli po kolejnym
      roku)

      rozstaliśmy się z powodu niezgodności charakteru :)

      ożenił się z dziewczyną, którą znał 3 miesiące

      odnowiłam przyjaźń z moją przyjaciółką po 14 latach, dopiero wtedy uwierzyła w
      moją wersję

      ale w Twoim przypadku może być zupełnie inaczej
      dokonaj wyboru
    • meiji Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 18:36
      maisab,
      dziekuję za te historie. Dala mi do myslenia, bo chwilami mialam takie
      przekonanie, ze powinnam sie przyznac i sprobowac jej wszystko wyjasnic. Ale
      boje sie, ze szczerosc najczesciej obraca sie przeciwko nam...i ze nie wolno mi
      obarczac jej moimi wyrzutami sumienia. Tylko, ze udawanie, ze wszystko jest
      nadal ok, tez nie jet zbyt uczciwe.
      Chcialabym miec go dla siebie chociaz przez chwile, ale nie mozna budowac
      szczescia na poczuciu winy, a poza tym moj instykt samozachowawczy podpowiada
      mi, ze on potem moglby mnie bardzo skrzywdzic, dokladnie w taki sam sposob jak
      robi to teraz
      wiem, ze to glupie, ale jestem tchorzem, balabym sie reakcji otoczenia,
      trudnosci, a przede wszystkim spotkan z nia.
      • maisab Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 19:51
        słuchaj zawsze tylko głosu swego serca

        czasami jest lepiej żałować, że się coś zrobiło,
        niż żałować, że się czegoś nie zrobiło
        • wiosenna2 jestes szmata i tyle............. 19.10.05, 10:28
          • maisab Re: jestes szmata i tyle............. 19.10.05, 10:56
            możesz to jakoś uzasadnić?
            co złego jest w podążaniu za głosem serca?
          • roza06 Re: jestes szmata i tyle............. 21.10.05, 12:40
            Najłatwiej jest kogoś obrażać ciekawe co ty bys zrobiła w tej sytuacji.
            Przeciez dziewczyna nie chce nikogo zranić
            • maisab Re: jestes szmata i tyle............. 21.10.05, 13:29
              roza06 napisała:

              > Najłatwiej jest kogoś obrażać ciekawe co ty bys zrobiła w tej sytuacji.
              > Przeciez dziewczyna nie chce nikogo zranić

              miała zły weekend, musiała wylać gdzieś swoją frustracje
          • malma29 Re: jestes szmata i tyle............. 21.10.05, 14:43
            a bez obrażania nie umiesz wyrazić swojej opinii?
      • mila1009 Re: chłopak mojej koleżanki... 20.10.05, 17:55
        Bądź szczera, powiedz jej. Ja też się kiedyś tak samo bałam, nic nie
        powiedziałam i skończyło się bardzo źle. Powiedz ze względu na nią: powinna
        przecież wiedzieć, z jakim facetem jest, i ze względu na siebie: będziesz
        uczciwa i na pewno będzie ci z tym lepiej.
    • aganesca Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 19:33
      powiem tak: nie sluchaj tych, ktorzy (ktore;)) mowia, ze bedziesz sie zmazyc w
      piekle i ze jestes zla... bo to jest Twoje zycie i jesli mialabys byc z nim
      szczesliwa... jesli go kochasz... (bo tej sprawy nie wyjasnilas w swoim
      poscie!)- po prostu zadecyduj tak, abys to Ty byla szczesliwa!!! w milosci
      niestety egoizm bywa podstawa... sama sie o tym przekonalam! bylam kiedys w
      podobnej sytuacji i... do teraz zaluje, ze nie potrafilam zachowac sie jak
      egoistka!!! ostatecznie mozna przyjac, ze za jakis czas bedziecie sie z tego
      smiali, wtulajac sie w siebie i czujac prawdziwe szczescie...:)
      nie miej do siebie pretensji, bo nie tedy droga! czasem zycie jest cholernie
      pogmatwane!! a niestety nie mozna zawsze patrzec tylko na cudze szczescie i
      zadowolenie... tak rodza sie frustracje i niezrealizowane marzenia... stad
      bierze sie brak poczucia szczescia i swego miejsca w swiecie!!! jesli kochasz-
      nie ogladaj sie za siebie i rob, co Ci serduszko dyktuje- jakkolwiek banalnie to
      zabrzmialo;)
      pozdrawiam:)))
    • wichrowe_wzgorza Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 19:40
      Wiesz, co zrobiłabym na Twoim miejscu? Poczekałabym az on załatwi sprawę z
      Twoją "koleżanką" do końca, bez dawania mu słowa. Cóz to za wygodnictwo? Musi
      wiedzieć, że ma dokąd odejść??? Jesli Ktos chce odejść - odchodzi, nie szukając
      zapewnień "zmienniczki". Sorki, ale gdybym ja chciala rzucic partnera dla jego
      najbliższego kumpla, wzięlabym winę na siebie, ot.
      :)
      • maisab Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 19:46
        wichrowe_wzgorza napisała:

        > Wiesz, co zrobiłabym na Twoim miejscu? Poczekałabym az on załatwi sprawę z
        > Twoją "koleżanką" do końca, bez dawania mu słowa. Cóz to za wygodnictwo? Musi
        > wiedzieć, że ma dokąd odejść??? Jesli Ktos chce odejść - odchodzi, nie
        szukając
        >
        > zapewnień "zmienniczki". Sorki, ale gdybym ja chciala rzucic partnera dla
        jego
        > najbliższego kumpla, wzięlabym winę na siebie, ot.
        > :)


        to właśnie chciałam podpowiedzieć autorce wątku
        • wichrowe_wzgorza Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 19:52
          Ciesze się, że mamy podobne zdanie
          pzdr
          • maisab Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 19:52
            wichrowe_wzgorza napisała:

            > Ciesze się, że mamy podobne zdanie
            > pzdr

            ja też:)
        • fati02 Re: chłopak mojej koleżanki... 25.10.05, 14:25
          Zgadzam sie w 100% tez bym to tak zalatwila, ale...
          oni tak nie robia, a przynajmniej w zyciu sie nie spotkalam z sytuacja zeby
          facet wzial to na siebie...
          a to ze sie wyprze wszystkiego zeby ratowac to co ma to uwazam za najbardziej
          przewidywalne zachowanie kazdego faceta.
          Tylko ja nic z tego nie rozumiem. Tacy z nich tchorze? Czy o co chodzi?
      • ewelanna Re: chłopak mojej koleżanki... 17.10.05, 19:52
        dokładnie tak. niech załatwi swoje zaległe sprawy, niech uczyni wszystko abys
        mogła z nim być bez przeszkód w postaci Twojej kolezanki, niech zrobi coś w tym
        kierunku, a nie każe wybierać i decydować Tobie. To on ma nieuporządkowane
        życie, Twoja sytuacja jest czysta. Dałaś mu do zrozumienia, że nie jest Ci
        obojętny, podczas tych spotkań waszych i wszystkich wspólnie spędzonych chwil.
        Jest olbrzymia różnica, między tym co się mówi, a tym co się robi. Jeśli Cię
        kocha i chce być z Tobą niech to uczyni, zamykając pewien rozdział w swoim
        życiu.
    • solaris_38 proste 17.10.05, 23:09
      1. nie spotykaj się z nim przez pewien czas - niech przemyśli swoją decyzję
      2. niech będac samemu nie spotykajac się z tobą zerwie z koleżanką jesli
      naprawdę sobie odpowie - że to nie ona (koleżanka)
      3. niech sobie pobędzie sam chwilkę
      4 wróci do ciebie i odpowe czy nadal czuje to samo ., czy to nie była tylko
      chceć ucieczki przez nieudanym związkiem albo obawa przed pogłębieniem nawet
      bardzpo dobrego związku bo boi się (jeszcze ?) głębszych zobowiazań
      • metokard Re: proste 18.10.05, 20:29
        zgadzam sie ze wszystkimi, ktorzy mowia, ze jego postawa jest asekurancka. wiem
        ze bedac zakochanym ciezko spojrzec na kogos krytycznie przez pryzmat jego
        zachowan, ale warto podjac wysilek. mowiac ci "powiedz tylko slowo" chlopak
        przerzuca cala odpowiedzialnosc na ciebie. to ty masz powiedziec slowo,
        zadecydowac za wszystkich i czuc sie wszystkiemu winna. jesli zatem nie czuje
        sie on dosc odpowiedzialny za swoj zwiazek, to tego samego mozesz spodziewac
        sie w przyszlosci, jesli bedziecie razem. poniewaz, jak twierdzi, kocha ciebie,
        to znaczy ze nie kocha swojej dziewczyny. jesli jej nie kocha, powienien od
        niej odejsc, uporzadkowac swoje zycie, a dopiero potem budowac cos nowego,
        pozwalajac i sobie i nowej partnerce zaczac to budowanie z czystym sumieniem.
        nie widze powodu dla ktorego masz byc obarczona takim ciezarem moralnym, tylko
        dlatego ze on woli wygodnie i gladko przejsc z jednego zwiazku w drugi. takie
        rozwiazanie bedzie tez najbardziej bolesne dla jego obecnej dziewczyny.

        dla porownania jedna historia:
        moj chlopak dawno temu odszedl od swojej owczesnej dziewczyny. ich zwiazek byl
        juz jalowy, a na koniec on zakochal sie w kims innym. czul sie z tym podle,
        pewnie jak ty teraz, choc uklad inny. powiedzial o tym szczerze swojej
        dziewczynie. rozstali sie, choc bylo to ciezkie dla obojga i trwalo jakis czas.
        powodow do rozstania bylo oczywiscie wiecej, i przeciez gdyby nie one, nie
        doszlo by do tego zakochania. w miedzyczasie staral sie nie spotykac z tamta.
        nigdy miedzy nimi do niczego nie doszlo i nigdy nie byli razem. mimo tego
        zauroczenia, czul ze to nie osoba, z ktora naprawde chce byc, a nie jest
        zwolennikiem romansow.

        jesli chcesz o tym pogadac napisz na maila.
        poki co moze daj sobie troche czasu na ochloniecie, a potem sie okaze..
        • metokard Re: proste 18.10.05, 21:23
          z rozpedu nie napisala tego co mialam:) o swoim chlopaku napisalam, bo
          podziwiam, ze w ciezkiem sytuacji postapil odwaznie i honorowo. nie poszedl na
          wygodnictwo, asekuracje, furtki. a to dobrze rokuje na przyszlosc.
          mysle, ze powinnas wsluchac sie w siebie i odpowiedziec sobie na pytanie, czy
          to naprawde milosc, czy tylko zauroczenie podsycane aura czegos zakazanego. nie
          obwiniaj sie, bo serce nie sluga. wazne ze nic sie miedzy wami nie wydarzylo i
          tak trzymaj, dopoki nic sie nie wyjasni. nie warto chyba ulegac chwili, i juz
          zawsze czuc wstyd na to wspomnienie. moze jesli na jakis czas przerwiecie
          kontakt, sytuacja sama sie wyklaruje i kazdy zrozumie czego chce, pomysli
          trzezwo. kolezance na razie nic nie mow, to by jej tylko przysporzylo
          cierpienia. a jesli sie okaze, ze naprawde chcecie byc razem, nie pozwol, by to
          na tobie spoczywala cala odpowiedzialnosc.
          no, w kazdym razie ja tak mysle:)
          pozdrawiam i zycze spokoju i rozwagi.
    • joasia.sadowska Re: chłopak mojej koleżanki... 19.10.05, 10:19
      dziwka jestes, a on kawal gnoja. przepraszam,za mocne slowa, ale tak mysle.
      • moc_ca Re: chłopak mojej koleżanki... 19.10.05, 10:45
        joasia.sadowska napisała:

        > dziwka jestes, a on kawal gnoja. przepraszam,za mocne slowa, ale tak mysle.

        Rzeczywiście mocno powiedziane ..
        Za co ta "dziwka"? Za wahanie..? Za nie uleganie uczuciu mimo że wyraźnie czuje
        iż ono kiełkuje? Za rozterki moralne?
        Może "kawał gnoja" łatwiej przełknąć bo jeśli nawet przestał kochać to powinien
        zakończyć historię i odczekać by sprawdzić czy to następne uczucie nie jest li
        tylko ciśnieniem na zmianę obiektu ..
        ale ta "dziwka" ..., paskudnaś, joasiu.sadowska, paskudna!
        • weathlehow uczciwie 19.10.05, 12:31
          najuczciwiej byłoby powiedzieć koleżance jakim bydlakiem jest jej facet i
          trzymać się jak najdalej od niego.

          Tyle że to nie da ci żadnej korzyści. będziesz bez faceta i bez przyjaciółii
          • mila1009 Re: uczciwie 20.10.05, 17:59
            Dlaczego bez przyjaciółki??? Za to, że będzie wobec niej uczciwa?
        • joasia.sadowska Re: chłopak mojej koleżanki... 20.10.05, 19:26
          "...nagle zaczelismy na siebnie przypadkowo wpadac, wysylał mi sms-y - do
          ktorych
          wlasciwie trudno sie przyczepic, telefonowal. POdobalo mi sie to, ale
          traktowalam to jako przyjazn i niewinny flirt. POtem dzwonil wieczorami,
          kiedy ona wyjezdzala na weekend do rodzicow. Rozmawialismy cale noce,
          urywalismy sie wczesniej z pracy, zeby isc wspolnie na kawe. Niby wszystko
          jasne, ale jednoczesnie niedopowiedziane..."

          za powyzsze ta dziwka.
          • shachar Re: chłopak mojej koleżanki... 20.10.05, 21:15
            Joasiu Sadowska, ochlon troche i przestan obrazac ludzi. Wyglada na to,ze albo
            jestes swiezo zostawiona kobieta (bolesne, wspolczuje),albo masz taki arogancki
            styl po prostu, albo i jedno i drugie...
            Podpisuje sie obiema rekami pod postami sugerujacymi poczekanie na jakis
            uczciwy ruch ze strony tego chlopaka. Sama kiedys bylam w sytuacji, gdzie
            chlopak, ba! mezczyzna to byl 40letni,bylam w nim strasznie zakochana, mowil ze
            chce byc ze mna ,ze chce miec ze mna dziecko, a jednoczesnie nie mogl/nie
            chcial powiedziec swojej dziewczynie ,ze odchodzi od niej. Mezczyzni to na ogol
            straszni asekuranci ,mysle ze tak tez bedzie tym razem...niestety
            • joasia.sadowska Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 12:21
              w chwili obecnej szukam sukni slubnej wiec raczej obstawiam arogancki styl. coz
              nie dziwe sie, ze dziewcze bronisz bo kiedys ty bylas na jej miejscu.

              a dla mnie kobieta, ktora odbija chlopaka kolezance to dziwka:) i chce ja
              obrazac.
              • rezurekcja Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 14:37
                joasia.sadowska napisała:

                > a dla mnie kobieta, ktora odbija chlopaka kolezance to dziwka:) i chce ja
                > obrazac.

                wiesz, w zyciu roznie bywa.
                poczekamy, az trafi na ciebie.
              • meiji Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 18:30
                Joasiu, jestes bardzo surowa w swoich osadach. Sa rozne sytuacje w zyciu, na
                ktore mamy wiekszy lub mniejszy wplyw. Juz to przyznalam na tym forum, ze
                pozwolilam, aby ten flirt sie rozwinal - bo bylam nim troche oczarowana i sama
                zastanawialam sie czy to przyjazn czy moze cos wiecej.
                Tak naprawde nie odbilam chlopaka, bo przeciez odsunelam sie w cien, nie
                odbieram telefonow ani od niego ani od niej,
                Ale tak na marginesie nie kazda dziewczyna, ktora wiaze sie z cudzym facetem to
                dziwka. W pewnym wieku trudno poznac kogos, kto nie bylby z kims zwiazany, nie
                mialby jakichs doswiadczen, czy tez nie tkwilby w dziwnym ujkladzie. Nie kazdy
                ma tyle szczescia, co ty i nie kazda milosc konczy sie na oltarzu.
                • joasia.sadowska Re: chłopak mojej koleżanki... 22.10.05, 13:21
                  coz to, ze teraz usuwasz sie w cien nie ma znaczenia. nie usnelas sie wtedy
                  kiedy powinnas. i nie usprawiedliwiaj sie wiekszym i mniejszym wplywem na nasze
                  zycie.

                  nie pisalabym, ze jestes dziwka gdybym sama nie byla kiedys w podobnej sytacji.
                  tez idiota jeden zaczal sobie wyobrazac za duzo tylko ja w przeciwienstwie do
                  ciebie powiedzilam mu zaraz na poczatku, zeby spadal.

                  i niestety za wszystko co robimy musismy ponosic konsekwencje jak rowniez
                  jestesmy w stanie zapanowac nad flirtem.

                  jak masz zasady i nie uwazasz facetow kolezanek za potencjalnych partnerow to
                  nie masz tez problemu z przywroceniem ich do rzeczysiwstosci.

                  wspolczuje ci bo:
                  raz bedziesz miec etykietke zlodziejek facetow
                  dwa kolezanka cie oleje
                  trzy facet za jakis czas tez
                  cztery jestes pewna, ze z czystym sumieniem patrzysz w lustro?
                  • aganesca do joasi.sadowskiej 23.10.05, 17:11

                    zalosna jestes....zalosna i ograniczona....
                    widac niewiele mialas okazje przezyc; widac Twoje zycie zawsze bylo poukladane i
                    nudnie szablonowe...
                    szukanie sukni slubnej... mam to juz za soba... zrezygnowalam...w pore;) i nie
                    uwazam, zeby fakt, ze wychodzisz za maz, uprawnial Cie do mentorskiego tonu! bo
                    mimo wszytstko poukladane zycie nie zawsze bywa szczytem marzen...
                    a wyrazanie sadow o kimkolwiek na podstawie kilku zdan zapisanych w internecie
                    uwazam za wysoce nieostrozne...
                    w tym przypadku- rowniez za wysoce niesmaczne!!! ta krytyka byla ponizej granicy
                    godnosci... wstyd! wstyd i nic wiecej!!!
                    • joasia.sadowska Re: do joasi.sadowskiej 25.10.05, 15:32
                      aganesca napisała:
                      > zalosna jestes....zalosna i ograniczona.... - nie sadze, zebym byla i
                      zalosna i ograniczona
                      > widac niewiele mialas okazje przezyc; widac Twoje zycie zawsze bylo
                      poukladane i nudnie szablonowe... - nie, nie bylo.
                      > szukanie sukni slubnej... mam to juz za soba... zrezygnowalam...w pore;) i nie
                      > uwazam, zeby fakt, ze wychodzisz za maz, uprawnial Cie do mentorskiego
                      tonu! - wyscie za maz do niczego mnie nie uprawnia i tak nie twierdze.
                      stwierdzam tylko fakt.
                      > mimo wszytstko poukladane zycie nie zawsze bywa szczytem marzen... - moim
                      jest

                      > a wyrazanie sadow o kimkolwiek na podstawie kilku zdan zapisanych w internecie
                      > uwazam za wysoce nieostrozne...w tym przypadku- rowniez za wysoce
                      niesmaczne!!! - no wlasnie jezeli tak uwazasz to dlaczego na podstawie
                      kilku slow piszesz o mnie ze jestem zalosna i ograniczona.????

                      ta krytyka byla ponizej granicy i godnosci... wstyd! wstyd i nic wiecej!!!
                      - trudno, mi nie jest wstyd. takie jest moje zdanie. wstyd powinno byc tym,
                      ktorzy zawodza przyjaciol.
        • luty10 Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 12:39
          moc_ca napisała:

          > joasia.sadowska napisała:
          >
          > > dziwka jestes, a on kawal gnoja. przepraszam,za mocne slowa, ale tak mysl
          > e.
          >
          > Rzeczywiście mocno powiedziane ..
          > Za co ta "dziwka"? Za wahanie..? Za nie uleganie uczuciu mimo że wyraźnie
          czuje
          > iż ono kiełkuje? Za rozterki moralne?
          > Może "kawał gnoja" łatwiej przełknąć bo jeśli nawet przestał kochać to
          powinien
          > zakończyć historię i odczekać by sprawdzić czy to następne uczucie nie jest
          li
          > tylko ciśnieniem na zmianę obiektu ..
          > ale ta "dziwka" ..., paskudnaś, joasiu.sadowska, paskudna!

          przyganial kociol garnkowi...:)))
    • zosia94 Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 12:23
      Ja jestem takiehgo zdania, że jeżeli już zapomniał o Twojej przyjaciółce to nie
      są już dawno para tylklo się okłamuja. Jeżeli Ty jesteś w nim zakochana i on w
      Tobie to robisz tylko przysługe kolżance. Będzie się gniewała, ale szybko
      zrozumie i bedzie Ci wdzieczna, bo po co mam byc z kims kto jej nie kocha tylko
      jest zakochany w Tobie im nie wyszło a wam może wyjdzie. Ona znajdzie sobie
      faceta który ja pokocha i zrozumie, że to co zrobisz bedzie dla niej i również
      Ty z tego skorzystasz. Ale zrobisz jak uważasz :) jakby co to życze wam
      wszystkiego najlepszego :)
    • kamka9 Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 12:39
      Jeśli naprawdę Go kochasz i on kocha Ciebie to nie marnuj tej miłości.Między
      Wami jest,tak mi się wydaje,wyjątkowe porozumienie czyli coś na czym należy
      budować związek.Ja nie przejmowałabym się koleżanką,tym bardziej,że oni i tak
      się pewnie rozstaną,bo widać,że on jej nie kocha.
    • ewelinasss Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 14:45
      Nie chciałabym mieć takiej koleżanki jak Ty. Ale może ktos kiedyś ci wywinie
      takie numer jak Ty swojej koleżance i wtedy zrozumiesz.
    • modesta.kler Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 15:45
      Mam do Ciebie pytanie czy pomyślałaś, że scenariusz może się ułożyć tak:
      On biedny, zagubiony przeżywa fascynację twoją osobą bo w jego życie wkradła
      się rutyna. Potrzebuje czegoś nowego i świeżego i ty możesz mu to dać. Zostawi
      ją, - ona pogrążona w bólu i rozpaczy będzie odchodziła od zmysłów. Zaczniecie
      być razem, a on po chwili uświadomi sobie, że to ją tak naprawdę kocha, za nią
      teskni, ją wspomina, porównuje. To z nią chce spędzić resztę życia, to ona jest
      tą jedyną, to ona tak cierpi, to ona go tak bardzo kocha, bo tak cierpi.
      Zrozumie, że byłaś odskocznią, odmianą, bodzcem dla pobudzenia jegoo uczuć do
      niej. Byłąś tylko kaprysem. Potem powie tobie, że musi wszystko przemyśleć, że
      się pogubił, że nie wie co czuje i kogo kocha. I wróci do niej, będzie płakał i
      mówił, że jest najważniejsza, że ją kocha - tylko ją. ze popełnił błąd pomylił
      się. I co zrobi ona - przyjmie go bo go kocha już od 5 lat. I co wtedy????
      Zostaniesz sama z wielkim bólem i złamanym sercem. Oszukana i samotna. Trudno
      będzie Ci później komukolwiek uwierzyć.
      Ale nie musi tak wcale być.
      • meiji Re: chłopak mojej koleżanki... 21.10.05, 18:24
        modesta, ja sie tego nie boje - ja jestem w 100 procentach przekonana, ze tak
        by bylo. To ja jestem intruzem, ktory wkoriczyl w ich swiat i narozrabial.
        Boje sie, ze jego uzcucie wynika z jakiejs proby odwetu, odreagowania na
        niej.Niezaleznie co wybiore i tak zostane z niczym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka