kwieto
24.09.02, 19:30
Dalej plyne sobie na fali ostatnich watkow:
Tym razem pytanie o celowosc wszystkiego. Pare osob na roznych
watkach przekonuje mnie, ze wszystko co mi sie przydarza, co robie - ma
jakis glebszy sens. Ze jest to odpowiedz na moje niewypowiedziane leki,
iluzje, ze nic nie dzieje sie przypadkiem, ale jest w tym zakodowana
jakas celowosc. Nawet jesli idac chodnikiem wdepne w .... :"))
Jedni mowia, ze to Bog nas doswiadcza, testuje nasza przydatnosc do
zycia w raju roznymi milymi (rzadziej) i niemilymi (czesciej) zdarzeniami.
Inni mowia, ze to Karma, ze w ten sposob przejawia sie droga do
oswiecenia, ze przykrosci ktore mnie spotykaja, to kara za przeszle
(czasem nawet wiele wcielen wstecz) grzechy, lub nagroda za dobre
uczynki.
Jeszcze inni (najbardziej ostatnio), ze wszystko zamyka sie w jednym
zyciu, a te wszystkie zdarzenia to odpowiedz na moje gleboko
zakodowane preferencje, leki, potrzeby i tak dalej.
Wszystkie teorie laczy jedno - to co sie nam przydarza, wedlug nich ma
jakis SENS. Wszystko co sie z nami dzieje dzieje sie tak, by przekazac
nam jakas wazka informacje.
A mnie ciekawi - skad sie bierze potrzeba takiego sensu? Dlaczego tak
bardzo staramy sie udowodnic, ze to co nas otacza MA SENS? Co by sie
stalo, gdyby okazalo sie nagle, ze tego sensu nigdzie nie ma? Ze jest on
tylko uluda zrodzona w glowach wymyslajacych dana koncepcje?
Co brak SENSU wlasciwie by zmienil?
Dlaczego SENS jest tak bardzo potrzebny?