Dodaj do ulubionych

co zrobic, zeby poszedl do pracy??

IP: *.blich.krakow.pl 27.09.02, 12:18
Witam
Postanowilam zapytac Was ozdanie w takiej oto kwestii...
Mieszkam z moim mezczyzna od kilku lat. niekiedy bywa bardzo ciezko - glownie
finansowo. Od paru lat pracuje na umowe o dzielo, zarabiajac bardzo niewielka
kase; dodatkowo moj facetjest na utrzymaniu rodzicow. Jego rodzice [zwlaszcza
ojciec, w jaki sposob to robi, to juz inna sprawa]bardzo wyraznie daja mu do
zrozumienia, ze najwyzszy czas isc do pracy. Zgadzam sie z tym zdaniem w
zupelnosci - bo jak dlugo mozna byc na garnuszku rodzicow, nie studiujac i
nie pracujac??!
mimo mojego wyksztalcenia nie jestem w stanie znalezc pracy w zawodzie [ale
szukam, i mam nadzieje, ze znajde] - jednak nawet wiekszy naklad pracy z
mojej strony nie zmieni faktu, ze rodzice mego faceta nie chca juz go
utrzymywac, i ze z jednej pensji nie utrzymam dwojki osob i mieszkania. I
coz: rozwiazania moga byc tylko takie, ze albo sie rozstajemy i on wraca na
garnuszek do mamusi do miasta oddalonego o ponad 500 km [a ja wracam do
swojej], albo on znajdzie prace. Drugie rozwiazanie byloby najlepsze - jednak
On nie ma chyba zamiaru do niego doprowadzic. usilowalam juz z nim rozmawiac
[wielokrotnie w ciagu tych paru lat]; wykazac, jakie ma mozliwosci i jakie
umiejetnosci i kwestia znalezienia pracy przez niego nie jest tak trudna;
naswietlalam mu sytuacje z kilku stron - i wszytsko na nic. przede mna leza
ogloszenia, na ktore mial dzis odpowiedziec; oczywiscie bez odzewu.
nie wiem,jak to wszystko sie skonczy - niekiedy nachodza mnie mysli, ze moze
bardziej zalezy mu na wygodnym zyciu byle gdzie i z byle kim, niz na zyciu ze
mna, wymagajacym troche odpowiedzialnosci...
czy ktos ma jakis pomysl, jak zmusic [to zle okreslenie, ale inne mi na mysl
teraz nie przychodzi] go do pojscia do pracy? Problem polega natym, ze on
_nawet_ nie probuje...
pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: mikawi Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 217.153.44.* 27.09.02, 12:33
      a w jakim wieku jesteście?
    • Gość: Kaśka Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 212.14.38.* 27.09.02, 12:59
      Byłam w podobnej sytuacji. Mój wtedy jeszcze chłopak, a teraz mąż był uroczym,
      niodpowiedzialnym człowiekiem, który nie mógł znależć rzadnej pracy, ja
      zarabiałam tak sobie wykorzystująć i krecąć jak tylko się da, byle tylko
      uytrzasnąć trochę gotówki, za co zapłacić czynsz, skąd wziąść pieniądze na
      opłaty, za co pojechać na wakacje. On właściwie szukał pracy, ale jakoś tak bez
      przekonania.
      W pewnym momencie zrozumiałam, że tak właściwie to moja wina - to ja przejmując
      na siebie myślenie o finansach sprawiłam, że on nawet podświadmie czuł się z
      tej odpowiedzialności zwolniony, nie czuł na plecach tej presji.
      W moim przypadku zadziałał przypadek - zaszłam w ciążę, wylądowałam na dłużej w
      szpitalu, a on została sam na sam z pustą lodówką i niezapłaconymi rachunkami.
      Miałam wtedy duuuuużo czasu na myślenie i po powrocie schowałam pięćdziesiąt
      złotych w skarpetę (na czarną godzinę)i wzięłam głęboki oddech i powiedziałam
      sobie - od dzisiaj o finansach decyduje ON - odetną światło, to odetną, wyniosą
      telewizor to wyniosą, jakoś to będzie, na razie to nie mój problem. Albo coś
      się zmieni, albo sie rozstaniemy. Wydoroślał i jest cudownym ojcem.
      Przestań mu matkować. To jest tak jak z alkoholikiem - jeżeli sprzątasz po nim
      i pomagasz leczyć kaca to będzie pił zawsze. Musi upaść aby się podnieść. Być
      może jego upadek -zaboli również ciebie - patrz pusta lodówka, ale spróbój
      zrobić tak aby odczuł to na własnej skórze. Chyba że chcesz go cholować przez
      całe życie inaczej się nie zmieni.
      • Gość: Renka Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 5.3R2D* / *.home.cgocable.net 27.09.02, 13:25
        Skad sie biora bezdomni intelektualisci? W mojej okolicy jest hotel Salvation
        Army. Widzialam kilka razy osoby, ktore w Warszawie na Nowym Swiecie nie
        wyroznialyby sie niczym, poza kulturalnym wygladem.Jak to sie stalo, ze tam
        wyladowaly? Musialy byc praktycznie bez srodkow do zycia.Jak mogly do tego
        dopuscic? Takie pytania zadaje czlowiek, ktory nigdy nie byl w ich
        sytuacji.Takie pytania zdaja ludzie, ktorzy szczesliwi, nie maja problemow z
        zaplaceniem rachunkow, bo tak sie im szczesliwie uklada zycie, a nie dlatego,
        ze sa tacy zapobiegliwi.Poznalam rowniez ludzi zapobiegliwych, ktorzy stracili
        wiele i wyglada, ze naprawde NIE Z ICH WINY.Wystapily takie okolicznosci, ze
        stali sie bezradni jak dzieci.To nie jest takie proste, byc aktywnym i dzialac
        przeciwko losowi.Trzeba miec duzo sil i motywacje.
        • Gość: ida Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 27.09.02, 13:40
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          > Poznalam rowniez ludzi zapobiegliwych, ktorzy stracili
          > wiele i wyglada, ze naprawde NIE Z ICH WINY.Wystapily takie okolicznosci, ze
          > stali sie bezradni jak dzieci.To nie jest takie proste, byc aktywnym i
          dzialac
          > przeciwko losowi.Trzeba miec duzo sil i motywacje.

          Renka, ale czy chciałabys byc z kims kto nie jest w stanie wykrzesac z siebie
          ani grama sil i motywacji...?
          Owszem, ja sie zgadzam, ze zdarzaja sie rożne rzeczy, tak jak mowisz, naprawde
          bez winy zainteresowanych, ale wtedy normalny (moze sie okazac, ze "normalny"
          tylko w moim pojeciu, ae zaryzykuje...) czlowiek zaczyna od nowa...
          A z tego co zrozumialam, to on w ogole nie ma zamiaru nawet zaczac po raz
          pierwszy, juz nic nie wspominajac nawet o zaczynaniu po ktorejs tam porażce...
          Nie zwalajmy wszystkiego na los...
        • Gość: kol5 Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.09.02, 18:24
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          > Skad sie biora bezdomni intelektualisci? W mojej okolicy jest hotel
          Salvation
          > Army. Widzialam kilka razy osoby, ktore w Warszawie na Nowym Swiecie nie
          > wyroznialyby sie niczym, poza kulturalnym wygladem.Jak to sie stalo, ze tam
          > wyladowaly? Musialy byc praktycznie bez srodkow do zycia.Jak mogly do tego
          > dopuscic? Takie pytania zadaje czlowiek, ktory nigdy nie byl w ich
          > sytuacji.Takie pytania zdaja ludzie, ktorzy szczesliwi, nie maja problemow z
          > zaplaceniem rachunkow, bo tak sie im szczesliwie uklada zycie, a nie
          dlatego,
          > ze sa tacy zapobiegliwi.Poznalam rowniez ludzi zapobiegliwych, ktorzy
          stracili
          > wiele i wyglada, ze naprawde NIE Z ICH WINY.Wystapily takie okolicznosci, ze
          > stali sie bezradni jak dzieci.To nie jest takie proste, byc aktywnym i
          dzialac
          > przeciwko losowi.Trzeba miec duzo sil i motywacje.


          Bardzo mi się spodobała Twoja wypowiedź.
          Tak właśnie jest.

          Pozdrawiam
          • Gość: ida Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 27.09.02, 19:19
            Gość portalu: kol5 napisał(a):

            > Gość portalu: Renka napisał(a):
            >
            > > Skad sie biora bezdomni intelektualisci? W mojej okolicy jest hotel
            > Salvation
            > > Army. Widzialam kilka razy osoby, ktore w Warszawie na Nowym Swiecie nie
            > > wyroznialyby sie niczym, poza kulturalnym wygladem.Jak to sie stalo, ze ta
            > m
            > > wyladowaly? Musialy byc praktycznie bez srodkow do zycia.Jak mogly do tego
            >
            > > dopuscic? Takie pytania zadaje czlowiek, ktory nigdy nie byl w ich
            > > sytuacji.Takie pytania zdaja ludzie, ktorzy szczesliwi, nie maja problemow
            > z
            > > zaplaceniem rachunkow, bo tak sie im szczesliwie uklada zycie, a nie
            > dlatego,
            > > ze sa tacy zapobiegliwi.Poznalam rowniez ludzi zapobiegliwych, ktorzy
            > stracili
            > > wiele i wyglada, ze naprawde NIE Z ICH WINY.Wystapily takie okolicznosci,
            > ze
            > > stali sie bezradni jak dzieci.To nie jest takie proste, byc aktywnym i
            > dzialac
            > > przeciwko losowi.Trzeba miec duzo sil i motywacje.
            >
            >
            > Bardzo mi się spodobała Twoja wypowiedź.
            > Tak właśnie jest.


            Bardzo kategoryczne stwierdzenie...

            No dobra, przyznam, ze nie wiem jak to jest z tym " bo tak sie im szczesliwie
            układa zycie" bo konsekwencja takiego stwierdzenia jest wniosek, ze wszystko
            jest juz z góry zaplanowane i przyklepane i czlowiek na nic nie ma wplywu,
            jednym sie uklada szczesliwie innym nie bardzo... Owszem można probowac dzialac
            przeciwko losowi, ale jest to z gory skazane na niepowodzenie, niepowodzenie
            niekoniecznie w sensie, ze bedzie zle, ale w sensie, ze i tak stanie sie tak
            jak zaplanowaly okolicznosci, tudziez inne takie czynniki...

            Co do sil, motywacji, aktywnosci... owszem dobrze jest takie cechy posiadac,
            ale przewaznie wystarczy umiejetnosc dokonywania dobrych wyborow.
            Dlaczego dla mnie jest sprawa oczywista, ze w takiej a takiej sytuacji nalezy
            wybrac A, a nie B (co wiecej zrowno wybor A jak i B sa podobne pod
            wzgledem "wydatkowanej" energii, czasu, stopnia umotywowania, itp), i wszystko
            uklada sie dobrze, podczas gdy ze zdumieniem obserwuje, ze inni w identycznej
            (lub prawie identycznej) sytuacji wybieraja B, i potem maja pretensje do calego
            swiata, ze to nie ich wina, bo im sie zycie nie uklada, bo bla bla bla...

            A sprawa byla prosta- wystarczylo wybrac A, nie B...
            Dlaczego tego nie zrobili?
            • Gość: kol5 Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy??-ida IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 27.09.02, 19:37
              Bardzo kategoryczne stwierdzenie...

              No dobra, przyznam, ze nie wiem jak to jest z tym " bo tak sie im szczesliwie
              układa zycie" bo konsekwencja takiego stwierdzenia jest wniosek, ze wszystko
              jest juz z góry zaplanowane i przyklepane i czlowiek na nic nie ma wplywu,
              jednym sie uklada szczesliwie innym nie bardzo... Owszem można probowac
              dzialac
              przeciwko losowi, ale jest to z gory skazane na niepowodzenie, niepowodzenie
              niekoniecznie w sensie, ze bedzie zle, ale w sensie, ze i tak stanie sie tak
              jak zaplanowaly okolicznosci, tudziez inne takie czynniki...
              **********************
              To nie tak.
              Los podsuwa nam coś do przemyślenia, a my nic, tylko z uporem maniaka jesteśmy
              ciągle tacy sami. Wydaje nam się że jak skończyliśmy uczelnię, to nie warto
              się uczyć, że to co szkoła daje to wystarcza, by zrozumieć wszystko.
              I za którymś razem pada wszystko, po to by człowiek odnalazł siebie.
              Wówczs nie pracujesz, stajesz się bezsilna jak dziecko. A najgorsze w tym
              wszystkim jest to, że bladego pojęcia nie masz o co chodzi.
              ***************

              Co do sil, motywacji, aktywnosci... owszem dobrze jest takie cechy posiadac,
              ale przewaznie wystarczy umiejetnosc dokonywania dobrych wyborow.
              Dlaczego dla mnie jest sprawa oczywista, ze w takiej a takiej sytuacji nalezy
              wybrac A, a nie B (co wiecej zrowno wybor A jak i B sa podobne pod
              wzgledem "wydatkowanej" energii, czasu, stopnia umotywowania, itp), i wszystko
              uklada sie dobrze, podczas gdy ze zdumieniem obserwuje, ze inni w identycznej
              (lub prawie identycznej) sytuacji wybieraja B, i potem maja pretensje do
              calego
              swiata, ze to nie ich wina, bo im sie zycie nie uklada, bo bla bla bla...

              A sprawa byla prosta- wystarczylo wybrac A, nie B...
              Dlaczego tego nie zrobili?
              ***********************
              A albo B. A coś Ci każe wybrać C.
              I Konflikt wewnętrzny.

              Wiem, że to co mówię brzmi głupio.
              Gdybym jakiś czas temu uczestniczyła w takiej dyskusji, wyśmiałabym samą
              siebie.


              Może faceta na jogę?
              To dobra metoda na posłuchanie siebie. Albo rozwód. Mało kto rozumie taki stan
              rzeczy. Lenistwo, niechęć do pracy - to trudne do zrozumienia nawet dla niego
              samego. Nie bronię go.Nie wiem o nim zbyt wiele. Może zawsze
              dostawał/pieniądze/. I tak trzyma...
              • Gość: ida Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy??-ida IP: *.csk.pl / *.csk.pl 28.09.02, 16:42
                Gość portalu: kol5 napisał(a):


                > **********************
                > To nie tak.
                > Los podsuwa nam coś do przemyślenia, a my nic, tylko z uporem maniaka
                jesteśmy
                > ciągle tacy sami. Wydaje nam się że jak skończyliśmy uczelnię, to nie warto
                > się uczyć, że to co szkoła daje to wystarcza, by zrozumieć wszystko.
                > I za którymś razem pada wszystko, po to by człowiek odnalazł siebie.
                > Wówczs nie pracujesz, stajesz się bezsilna jak dziecko. A najgorsze w tym
                > wszystkim jest to, że bladego pojęcia nie masz o co chodzi.

                Ale Renka wspomniała tu o intelektualistach. czy ktos kto z uporem maniaka
                jest "ciągle taki sam", wierzy ze "to co daje szkoła wystarcza, żeby zrozumiec
                wszystko" jest intelektualistą czy półgłówkiem? Bo ja bym się raczej skłaniała
                ku temu drugiemu okressleniu...
                Zgadzam się, bywa, że w zyciu pada wszystko, ale dlaczego jedni ludzie
                doskonale wiedzą o co chodzi, gdzie popełnili bład, są w stanie wyciągnąc
                konstruktywne wnioski na przyszość, a inni nie maja bladego pojęcia co, jak i
                dlaczego...?



                > ***********************
                > A albo B. A coś Ci każe wybrać C.
                > I Konflikt wewnętrzny.

                Nie zawsze jest wyjście C. Przykład: Napisałaś list. I masz do wyboru:
                A- wysłać go
                B- nie wysłać go

                Gdzie tu jest wyjście C?


                • kamfora Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy??-ida 28.09.02, 16:53
                  Gość portalu: ida napisał(a):

                  > Nie zawsze jest wyjście C. Przykład: Napisałaś list. I masz do wyboru:
                  > A- wysłać go
                  > B- nie wysłać go
                  >
                  > Gdzie tu jest wyjście C?

                  Może zawieźć osobiście? ;-)

                  (tak tylko staram się coś wymyśleć...:-))))
                  • Gość: ida Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy??-ida IP: *.csk.pl / *.csk.pl 28.09.02, 16:58
                    kamfora napisała:

                    >
                    > Może zawieźć osobiście? ;-)
                    >
                    > (tak tylko staram się coś wymyśleć...:-))))

                    ale to będzie taka podopcja A-bo rezultat będzie jak przy "wysłać"
                    • kamfora :-)) 28.09.02, 17:06
                      Gość portalu: ida napisał(a):

                      >
                      > ale to będzie taka podopcja A-bo rezultat będzie jak przy "wysłać"

                      No, ale również podopcja B, bo jednak nie wysłany, tylko dostarczony
                      osobiście, może nawet przeczytany osobiście? ;-)

                      (chyba straciłam watek ;-)
                      • Gość: ida Re: :-)) IP: *.csk.pl / *.csk.pl 28.09.02, 17:25
                        kamfora napisała:

                        > Gość portalu: ida napisał(a):
                        >
                        > >
                        > > ale to będzie taka podopcja A-bo rezultat będzie jak przy "wysłać"
                        >
                        > No, ale również podopcja B, bo jednak nie wysłany, tylko dostarczony
                        > osobiście, może nawet przeczytany osobiście? ;-)

                        Moim zdaniem jednak (biorąc pod uwagę REZULTAT KOŃCOWY,i pomijając ileśtam
                        procent prwdopodobieństwa, że coś co zostało wysłane niekoniecznie musi dotrzeć
                        do adresata...), dostarczyć osobiście to będzie jednak "wysłać"...:-)))
                • Gość: kol5 Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy??-ida IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 28.09.02, 17:34
                  Gość portalu: ida napisał(a):

                  > Gość portalu: kol5 napisał(a):
                  >
                  >
                  > > **********************
                  > > To nie tak.
                  > > Los podsuwa nam coś do przemyślenia, a my nic, tylko z uporem maniaka
                  > jesteśmy
                  > > ciągle tacy sami. Wydaje nam się że jak skończyliśmy uczelnię, to nie wart
                  > o
                  > > się uczyć, że to co szkoła daje to wystarcza, by zrozumieć wszystko.
                  > > I za którymś razem pada wszystko, po to by człowiek odnalazł siebie.
                  > > Wówczs nie pracujesz, stajesz się bezsilna jak dziecko. A najgorsze w tym
                  > > wszystkim jest to, że bladego pojęcia nie masz o co chodzi.
                  >
                  > Ale Renka wspomniała tu o intelektualistach. czy ktos kto z uporem maniaka
                  > jest "ciągle taki sam", wierzy ze "to co daje szkoła wystarcza, żeby
                  zrozumiec
                  > wszystko" jest intelektualistą czy półgłówkiem? Bo ja bym się raczej
                  skłaniała
                  >
                  > ku temu drugiemu okressleniu...

                  Intelektualiści też często idą nie w tym kierunku co powinni.
                  Nie dlatego, że są półgłówkami. Tylko dlatego, że nie potrafią wyjść poza
                  ogólnie aprobowane schematy. Mit autorytetu, oraz fakt, że nie wypada im
                  popełniać błedów/ośmieszyć się/, blokuje ich nowatorskie spojrzenie.
                  Kręcą się w kółko, bez większych rezultatów.
                  Dopiero pokonanie tego lęku w sobie - może dać wymierne korzyści/sukces/.


                  > Zgadzam się, bywa, że w zyciu pada wszystko, ale dlaczego jedni ludzie
                  > doskonale wiedzą o co chodzi, gdzie popełnili bład, są w stanie wyciągnąc
                  > konstruktywne wnioski na przyszość, a inni nie maja bladego pojęcia co, jak
                  i
                  > dlaczego...?
                  >


                  Gonili przez życie, zapomnieli kim są. Żeby się odnaleźć potrzebują czasu.
                  Ci, którzy znajdują wyjście od razu znają doskonale siebie, albo jeszcze im
                  się udaje trafić w 10.
                  >


                  > > ***********************
                  > > A albo B. A coś Ci każe wybrać C.
                  > > I Konflikt wewnętrzny.
                  >
                  > Nie zawsze jest wyjście C. Przykład: Napisałaś list. I masz do wyboru:
                  > A- wysłać go
                  > B- nie wysłać go
                  >
                  > Gdzie tu jest wyjście C?
                  >
                  >
                  Pisanie listów często odkrywa nasze wnetrze.
                  I może to jest wyjście C
                  Ani wysłać, ani nie wysłać - dotrzeć do swoich potrzeb, oczekiwań .
                  Napisć, samemu przeczytać, zrozumieć, wyrzucić albo schować na pamiątkę jako
                  dowód na to że jesteśmy w stanie sami powiedzieć sobie o tym co nas trapi.

                  Pozdrawiam
                  • Gość: ida Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy??-ida IP: *.novartis.com 29.09.02, 14:39
                    Gość portalu: kol5 napisał(a):

                    >
                    > > > ***********************
                    > > > A albo B. A coś Ci każe wybrać C.
                    > > > I Konflikt wewnętrzny.
                    > >
                    > > Nie zawsze jest wyjście C. Przykład: Napisałaś list. I masz do wyboru:
                    > > A- wysłać go
                    > > B- nie wysłać go
                    > >
                    > > Gdzie tu jest wyjście C?
                    > >
                    > >
                    > Pisanie listów często odkrywa nasze wnetrze.
                    > I może to jest wyjście C
                    > Ani wysłać, ani nie wysłać - dotrzeć do swoich potrzeb, oczekiwań .
                    > Napisć, samemu przeczytać, zrozumieć, wyrzucić albo schować na pamiątkę jako
                    > dowód na to że jesteśmy w stanie sami powiedzieć sobie o tym co nas trapi.
                    >


                    To nie jest wyjscie C tylko B.
                    Listy pisze aby kogos o czyms poinformowac, czyli taki "endpoint" w przypadku
                    listu jest jego dotarcie do adresata, adresat otwiera, czyta i w tym momencie
                    dowiaduje sie co chcelismy mu zakomunikowac.
                    CZyli:
                    A- wysylamy, adresat zostaje poinformowany
                    B-nie wysylamy, adresat jest dalej nieswiadomy...

                    NApisac, przeczytac, wyrzucic czy schowac na pamiatke itd, to opcja B.

                    W przypadku pisania listu do samego siebie nie ma wiekszego sensu rozpatrywac
                    zadnych opcji bo i tak wiemy co w tym liscie jest... niezaleznie od tego czy
                    list zostanie wyslany, czy schowany do szuflady...
                    • Gość: ida dopisek IP: *.novartis.com 29.09.02, 14:43
                      Czyli: Nie doszukujmy sie na sile opcji C tam gdzie jej po prostu nie ma...
                      • Gość: kol5 Re: dopisek IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.09.02, 09:28
                        Gość portalu: ida napisał(a):

                        > Czyli: Nie doszukujmy sie na sile opcji C tam gdzie jej po prostu nie ma...

                        Masz absolutną rację

                        Białe-----------------------------------czarne
                        Prawda----------------------------------fałsz

                        • Gość: ida Re: dopisek IP: *.csk.pl / *.csk.pl 30.09.02, 13:05
                          Gość portalu: kol5 napisał(a):

                          > Gość portalu: ida napisał(a):
                          >
                          > > Czyli: Nie doszukujmy sie na sile opcji C tam gdzie jej po prostu nie ma..
                          > .
                          >
                          > Masz absolutną rację
                          >
                          > Białe-----------------------------------czarne
                          > Prawda----------------------------------fałsz
                          >

                          Sorry, ja jakaś niekumata jestem, co ma białe-czarne, prawda-fałsz do
                          wysłania-nie wysłania listu?

                          A 2+2=4 Prawda to, czy fałsz? Gdzie tu opcja C?
                          • Gość: kamfora Re: dopisek IP: 62.29.248.* 30.09.02, 13:52
                            Gość portalu: ida napisał(a):

                            > A 2+2=4 Prawda to, czy fałsz? Gdzie tu opcja C?


                            iiii..da ;-)
                            to przecież proste: opcja C bedzie, jak pod liczby podstawimy...
                            ludzi! (w zależności od płci, będzie albo 4, albo inna liczba ;-)

                            No, przepraszam, ale nie mogłam się powstrzymac - taka urocza wymiana
                            zdań! ;-)

                            :-))

                            Ba.
                            • Gość: ida Re: dopisek IP: *.csk.pl / *.csk.pl 30.09.02, 14:31
                              Gość portalu: kamfora napisał(a):

                              > Gość portalu: ida napisał(a):
                              >
                              > > A 2+2=4 Prawda to, czy fałsz? Gdzie tu opcja C?
                              >
                              >
                              > iiii..da ;-)
                              > to przecież proste: opcja C bedzie, jak pod liczby podstawimy...
                              > ludzi! (w zależności od płci, będzie albo 4, albo inna liczba ;-)


                              Taaa, idąc dalej... Podstawiamy ludzi i robimy z tego jakąs funcje w czasie...
                              i wychodzi nam, że tu i teraz 1+1=2 i to jest jak najbardziej prawda... Ale juz
                              po kolacji i upojnej nocy, jest to fałsz, bo 1+1=3...

                              No, dobra, kończę te dyskusję bo już sama nie bardzo wiem o czym to ja
                              dyskutuję... ;-)))
                              • Gość: kol5 Re: dopisek IP: *.wroclaw.sdi.tpnet.pl 30.09.02, 15:37
                                Gość portalu: ida napisał(a):


                                > >
                                > > > A 2+2=4 Prawda to, czy fałsz? Gdzie tu opcja C?
                                > >


                                Matematyka jest wielka.
                                Tylko w tym układzie, powinniśmy rozpatrzeć przykład nie 2+2=4 a 1+2=3
                                W Twoim przypadku jest to alternatywa, czyli rozwiązaniem będzie zawsze 1 albo
                                2.
                                W moim przypadku jest to koniunkcja czyli 1+2=3
                                Czyli: wysłałam i nie wysłałam, ponieważ nie wysyłam do osoby do której
                                zamierzałam wyłać, ale wysyłam. Do swoich emocji, do swojego mózgu. Coś
                                zrozumiałam pisząc.
                                I w tym przypadku następuje koniuncja 1+2=3
                                1- wysłać
                                2- nie wysłać
                                3= wyłałam i nie wysłałam

                                Prawda pustka (--------)fałsz. A ta pustka to tyle rozwiązań, poszukiwań.
                                Obalamy teorie by dowieść prawdziwości tych, dotychczas postrzeganych za
                                fałszywe.
                                Widzimy białe i czarne. A tyle kolorów natura stworzyła.

                                Skończyłam przynudzać. Żegnam
                                • Gość: ida Re: dopisek IP: *.csk.pl / *.csk.pl 30.09.02, 17:51
                                  Pzyznam, że zaczynam sie dziwic jak ja zdołałam dozyc tak sędziwego wieku nie
                                  mając zielonego pojęcia o takich zawiłościach...


                                  > Widzimy białe i czarne. A tyle kolorów natura stworzyła.

                                  No tak, ale z decyzjami to jest trochę inaczej. Między dwiema skrajnymi (czyli
                                  odpowiednikami białe-czarne) ta szarość to cała gama półśrodków , które
                                  (zależnie oczywiście od sytuacji) często na dobra sprawę niczego nie
                                  załatwiają... Powiem więcej, mam wrażenie, że gdyby ludzie przestali operować w
                                  zakresie szarości, a częsciej mieli odwage wybrać zdecydowanie, albo białe,
                                  albo czarne, życie stałoby sie dla nich o wiele łatwiejsze...
      • Gość: ida Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 27.09.02, 13:31
        Gość portalu: Kaśka napisał(a):

        >Musi upaść aby się podnieść.

        Jesli dobrze zrozumialam to taka sytuacja ma miejsce juz od paru lat, a to juz
        troche dlugo... Nawet biorac od uwage obecna sytuacje na rynku pracy, i dlatego
        bede brutalna i dodam, ze jak sie nie podniesie (lub nie zechce upaśc, bo
        zgłosi sie po pomoc do rodzicow), a Ty nie zdecydujesz sie na "holowanie" go
        przez nastepne kilka, kilkanascie, kilkadziesiat lat, to odpowiedz na pytanie
        jakie jest najlepsze wyjscie z tej sytuacji jest moim skromnym zdaniem dosc
        oczywista...
        • Gość: renka Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 5.3R2D* / *.home.cgocable.net 27.09.02, 14:03
          Nie bylabym z nim, gdyby nie chcial pracowac. Mezczyzni sa stworzeni do pracy,
          kobiety do przyjemnosci.I taka jest moja dewiza.Niestety, frustruje sie, bo
          zycie jest brutalne i kaze kobiecie, czyli mnie, pracowac na rowni z mezczyzna,
          a czasem nawet gorzej, bo dochodza do tego rodzenie dzieci i ich wychowywanie,
          bycie sprzataczka i kucharka dla wszystkich i w ogole efekty typowego dla
          wspolczesnych kobiet przerostu ambicji.I po co to wszystko? Mezczyzna widzacy
          tak poswiecajaca sie kobiete, tylko zaciera raczki. Racja, wywal go na zbity
          leb, niech szuka sobie innej frajerki.
          • olek13 Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 30.09.02, 10:23
            Gość portalu: renka napisał(a):

            > Nie bylabym z nim, gdyby nie chcial pracowac. Mezczyzni sa stworzeni do pracy,
            > kobiety do przyjemnosci.I taka jest moja dewiza.Niestety, frustruje sie, bo
            > zycie jest brutalne i kaze kobiecie, czyli mnie, pracowac na rowni z mezczyzna,

            To może Twoja dewiza jest do d***? :-)

            Pozdrawiam
    • margot81 Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 27.09.02, 13:52
      On nawet nie próbuje, a Ty podejmujesz odpowiedzialność za Was oboje???
      Pozwól mu, żeby sam nauczył się życia, bo inaczej się zamęczysz.
      Pozdrawiam.
    • Gość: jo Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 213.158.195.* 27.09.02, 17:10
      Mam ochotę Tobą potrząsnąć - ale tylko i wyłącznie dlatego, że serce mi się
      łamie, gdy to czytam. Kolejny przykład - załamać się można - skąd się biorą ci
      młodzi, dobrze zapowiadający się mężczyźni, w pełni sił oraz zdrowi, którzy bez
      zażenowania dają się utrzymywać rodzicom albo swojej kobiecie??? Jak mogą sobie
      spojrzeć w twarz w lustrze?
      Kolejny wątek na ten temat... Mam ochotę powiedzieć: związałaś się z
      nieodpowiedzialnym i rozmemłanym leniem i zostaw ten związek w cholerę. Ale OK,
      jesteś zaangażowana uczuciowo i pewnie wzbudzi to w Tobie przekorę: wcale nie,
      on taki nie jest, tylko wszystko się przeciwko niemu sprzysięgło...
      Może zrewiduj swój związek i zastanów się nad tym, jaką widzisz dla Was
      przyszłość. Odpowiedz sobie na pytanie: czy chcę być juz zawsze jedyną osobą
      odpowiedzialną za związek, za rachunki, za to, gdzie i jak będziemy mieszkać,
      jeść, wyjeżdżać, za co wychowamy dzieci?
      Czy czujesz szacunek do leniwego młodego byka, którego utrzymują starzy rodzice
      i który po prostu nie widzi w tym problemu?
      Nie sądzę, żebyś to Ty mogła cos zrobić, żeby on poszedł do pracy. Dopóki sam
      nie będzie czuł takiej potrzeby, nie ma szans go do tego zmusić.
      Gdybym Cię znała i gdybys była moją przyjaciółką, poradziłabym Ci, żebys
      uciekała, gdzie pieprz rośnie.
      • proo Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 27.09.02, 17:27

        Oj , jo! :-)
        Jakże to prosto powiedzieć miłości :
        .. cóż moja droga , nie kochamy dłużej tego "leniwego młodego byka
        i rozmemłanego lenia" .. pstryk i światło zgasło! Serce nie boli,
        dusza nie jęczy.

        Chciałabym poradzić TheCat co powinna zrobić ale nie umiem znależć
        odpowiedniego rozwiązania. Bez strat i bólu się nie obejdzie.
        Cokolwiek zrobi.

        proo
        • Gość: Imagine Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.unl.edu 27.09.02, 19:26
          proo napisała:

          >
          > Oj , jo! :-)
          > Jakże to prosto powiedzieć miłości :
          > .. cóż moja droga , nie kochamy dłużej tego "leniwego młodego byka
          > i rozmemłanego lenia" .. pstryk i światło zgasło! Serce nie boli,
          > dusza nie jęczy.
          >
          > Chciałabym poradzić TheCat co powinna zrobić ale nie umiem znależć
          > odpowiedniego rozwiązania. Bez strat i bólu się nie obejdzie.
          > Cokolwiek zrobi.
          >
          > proo

          A Ty gdzie bylas, jak Cie nie bylo ? Smutno mi bylo ostatnimi dniami bez
          Ciebie. Nawet watek o umieraniu zmajstrowalem z tesknoty.
          Pozdr, Imagine.
          • proo Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 28.09.02, 00:55
            Gość portalu: Imagine napisał:
            >
            > A Ty gdzie bylas, jak Cie nie bylo ? Smutno mi bylo ostatnimi dniami bez
            > Ciebie. Nawet watek o umieraniu zmajstrowalem z tesknoty.
            > Pozdr, Imagine.


            Imagine , kochany ...
            Gdzie jestes????
            Dopiero teraz mogę zacząć Cię szukac!
            Imagineeeeeeeeeeeeeeeeeeeee ...!

            proo /tęskniąca/ :-)
    • Gość: Nardek Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 27.09.02, 19:45

      Jeżeli masz swój rozum to nie pytaj.Szkoda twojego czasu dla lenia on
      i tak nie zrezygnuje z wygodnictwa. Czym szybciej tym lepiej.Po jaką cholerę
      masz tracić czas.
      • mysiekpysiek Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 28.12.02, 11:24
        Gość portalu: Nardek napisał(a):

        >
        > Jeżeli masz swój rozum to nie pytaj.Szkoda twojego czasu dla lenia on
        > i tak nie zrezygnuje z wygodnictwa. Czym szybciej tym lepiej.Po jaką
        cholerę
        > masz tracić czas.


        zgadzam się z przedmówcą
    • Gość: ryba Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.cableinet.co.uk / *.blueyonder.co.uk 28.09.02, 00:02
      Mysle ze powinnas jego uwolnic ze swoich sidel. On sie po prostu zmeczyl. Musi
      odpoczac. Nabrac oddechu......Wiesz, moj dobry kumpel kiedys mi powiedzial:
      Ludzie nie sa stworzeni do pracy, a najlepszym dowodem na to jest, ze jak
      pracuja to sie mecza, a to jest katorga..............Zrozum to.:)
    • Gość: samanta Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 5.2.1R1D* / *.kabel.telenet.be 28.09.02, 02:37
      Mam tutaj takie pytanie do autorki postu :
      Czy twoj pan robi w domu za kobiete? Mam na mysli pranie , gotowanie ,
      sprzatanie,zakupy i te wszystkie obowiazki , ktore zwykle wykonuje kobieta
      niepracujaca?
      Bo jezeli tak to musze powiedziec , ze slyszalam o takim modelu rodziny gdzie
      maz siedzial nawet na macierzynskim poniewaz dla niektorych pan kariera
      zawodowa okazuje sie byc rzecza najwazniejsza poza tym swietnie sobie z tym
      radza i zarabiaja wiecej niz maz wiec czasem to idealne rozwiazanie i jesli
      obydwie strony maja z takiego ukladu satysfakcje i uklada im sie finansowo
      to dlaczego nie odciazyc kobiety od obowiazkow domowych skoro ona chce robic
      za "zywiciela rodziny " ? Jak sie ludzie dobiora na tej zasadzie i sa
      szczesliwi to nie mam nic przeciwko bo czasy sie zmieniaja i wszystko teraz
      jest "do gory nogami"

      Ale z twojego postu wynika , ze raczej tak nie jest i pieniadz sie nie
      przelewa w waszym zwiazku a o tym panu trudno powiedziec jako o mezczyznie
      ambitnym skoro godzi sie na utrzymanie kobiety oraz rodzicow .
      Taka osobnik jesli nawet zaczepi sie gdzies (dla swietego spokoju) to mysle ,
      ze nie na dlugo i nastepnie bedzie dalej siedzial na garnuszku .

      Moja rada to - podziekuj mu za towarzystwo ,jego rodzice tez podobno maja go
      dosyc i albo sam stanie na nogi i kiedys zajedzie pieknym autem za wlasne
      pieniadze albo poszuka sobie nastepnej partnerki , ktora uwierzy w jego
      dobre checi dopoki sie nie zorientuje , ze cos tu nie gra .



      • Gość: theCat Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.blich.krakow.pl 28.09.02, 15:29
        witam -
        po pierwsze, bardzo dziekuje za odzew i slowa wsparcia oraz rady. pomogliscie
        samymi slowami - spojrzalam trocheinaczej na sytuacje.

        po drugie, odpowiedzi na pytania samanty i innych osob -

        Gość portalu: samanta napisał(a):

        > Mam tutaj takie pytanie do autorki postu :
        > Czy twoj pan robi w domu za kobiete? Mam na mysli pranie , gotowanie ,
        > sprzatanie,zakupy i te wszystkie obowiazki , ktore zwykle wykonuje kobieta
        > niepracujaca?
        niekiedy tak, zwykle nie. Zajmuje sie glownie komputerem - ostatnio stawal
        naglowie, zebym mogla jednak napisac prace zaliczeniowe na swoje studia [czyli:
        musial go naprawic]. Jak widac, naprawil.
        innymirzeczami niestety sie nie zajmuje tak czesto, jakbym chciala. Ale i tak
        jest lepiej pod tym wzgledem niz np. rok temu.


        > Bo jezeli tak to musze powiedziec , ze slyszalam o takim modelu rodziny
        gdzie
        > maz siedzial nawet na macierzynskim poniewaz dla niektorych pan kariera
        > zawodowa okazuje sie byc rzecza najwazniejsza poza tym swietnie sobie z tym
        > radza i zarabiaja wiecej niz maz wiec czasem to idealne rozwiazanie i jesli
        > obydwie strony maja z takiego ukladu satysfakcje i uklada im sie finansowo
        > to dlaczego nie odciazyc kobiety od obowiazkow domowych skoro ona chce robic
        > za "zywiciela rodziny " ? Jak sie ludzie dobiora na tej zasadzie i sa
        > szczesliwi to nie mam nic przeciwko bo czasy sie zmieniaja i wszystko teraz
        > jest "do gory nogami"
        >
        szczerze? mi by to pasowalo. :) tylko wczesniej musze zaczac dobrze platna
        prace, a na to nie zanosi - dlatego tez wypadaloby, gdyby moj partner do pracy
        jednak poszedl, przynajmniej, dopoki ja czegos odpowiedniego nie znajde, a on
        bedzie mogl spokojnie sprzatac, gotowac, robic zakupy i pranie.

        > Moja rada to - podziekuj mu za towarzystwo ,jego rodzice tez podobno maja go
        > dosyc i albo sam stanie na nogi i kiedys zajedzie pieknym autem za wlasne
        > pieniadze albo poszuka sobie nastepnej partnerki , ktora uwierzy w jego
        > dobre checi dopoki sie nie zorientuje , ze cos tu nie gra .

        niewiem, czy do tego nie dojdzie, jednak: widzisz, gdy klade na szale [bo nie
        raz i nie dwa myslalam o zerwaniu tego zwiazku] jego cechy charakteru, jego
        chec pojscia do pracy i nasze uczucia - to coz, waga pozostaje bez ruchu.

        po trzecie - nie wiem jak sprawa sie potoczy. zapewne decydujacy bedzie ten
        miesiac. moze jednak on sam zmusi sie do wziecia odpowiedzialnosci, jak pisala
        Kaśka opowiadajac o swoim malzenstwie [bardzo dziekuje za odpowiedz, dodalas mi
        otuchy ;)].
        Prawdopodobnie zdecyduje sie na rozmowe z nim. Kolejna, tym razem powazniejsza.
        Moze odwaze siewykazac mu wprost, dlaczego musi isc dopracy - izrobicto tak, by
        zrozumial.
        a z drugiej strony czasem mam wrazenie, ze ta odpowiedzialnosc go przeraza.
        czasem mam wrazenie, ze on wcale nie chce spelniac oczekiwan rodzicow [i
        moich] -i z "przekory" [wyraz przestarzalego mlodzienczego buntu?] nie idzie do
        pracy, mimo, ze sam zdaje
        sobie poniekad sprawe z tego, ze jest to juz niezbedne.

        co do innych pytan - mikawi: jestem od niego starsza o 3 lata. on 23, ja 26.
        Tak, czuje sie odpowiedzialna za niego [niestety]. To byl autentyczny
        przypadek, ze jestesmy razem i na poczatku nie "wygladal" na mlodszego
        i "wymagajacego opieki" - i nie zaczelam z nim byc, by uwolnic gdzies swoj
        instynkt macierzynski :) szczezre mowiac owo "matkowanie", ktore gdzies
        pojawilo sie w postach, strasznie mnie irytuje - nie dlatego, ze go nie widze,
        ale dlatego, ze niby czmeu mam matkowac czlowiekowi doroslemu i
        pelnosprawnemu?. wniosek: relacje w zwiazku sa zaburzone [bo przynajmniej
        jednej osobie to nie odpowiada.]

        ryba: moze masz racje? moze powinnam go rzeczywiscie uwolnic z tychsidel? tylko
        wiesz, on na mnie tez ma swoje sidla. tkwimy w tym oboje.
        co do propozycji uciekania od tego goscia... nie do konca wykonalne. tak,
        kocham go. ale nie akceptuje niecheci do pracy. wiec na razie pozostaje
        rozmowa. i jeszcze jednasprawa..

        kol5: zastanowilo mnie Twoje stwierdzenie o opcji A i B, z ktorej ktos wybiera
        C.
        ale to sprawa na innego posta, ktorego moze kiedys napisze i moze bedzie Ci sie
        chcialo o tym porozmawiac :)


        dziekuje raz jeszcze - mam nadzieje, ze sprawa rozwiaze sie pozytywnie i tak,
        jakbym tego chciala. jesli nie - trudno. To bedzie po prostu kolejne,
        aczkolwiek pewnie bolesne dosiwadczenie.

        pozdrawiam -
        theCat
        • kamfora jedno pytanie 28.09.02, 15:47

          Czy jego rodzice akceptują Wasz związek?
          • Gość: theCat Re: jedno pytanie IP: *.blich.krakow.pl 28.09.02, 17:42
            kamfora napisała:

            >
            > Czy jego rodzice akceptują Wasz związek?
            >
            >
            teraz tak.
            ale o akceptacje - ze strony jego ojca - musialam troche powalczyc. Musial
            przestac mnie postrzegac jako panienke, ktora uwiodla jego jedynego synka i
            chce go ze soba zwiazac za wszelka cene, bo marzy jej sie majatek [grrrrrrr].
            theCat



            • kamfora Re: jedno pytanie 28.09.02, 17:53
              Gość portalu: theCat napisał(a):

              > > Czy jego rodzice akceptują Wasz związek?
              > >
              > >
              > teraz tak.
              > ale o akceptacje - ze strony jego ojca - musialam troche powalczyc. Musial
              > przestac mnie postrzegac jako panienke, ktora uwiodla jego jedynego synka i
              > chce go ze soba zwiazac za wszelka cene, bo marzy jej sie majatek [grrrrrrr].

              A w jaki sposób "walczyłaś" o tę akceptację?
              Czy Twój wybranek wspierał Cię w tej "walce"? W jaki sposób?
              • Gość: theCat Re: jedno pytanie IP: *.blich.krakow.pl 28.09.02, 18:17
                kamfora napisała:

                > A w jaki sposób "walczyłaś" o tę akceptację?
                to byla dyskusja. stalosietak, ze ojciec mojego faceta przyjechal do nas - a
                mojfacet wlasnie wyszedl, zeby - zdaje sie - zrobic zakupy. No i sie zaczelo...
                najpierw jego ojciec przekonywal mnie, ze wcale mojego faceta /a jego syna/ nie
                kocham, tylko jestem w nim zakochana, a potem wymknelo mu sie, ze wcale go nie
                kocham, tylko licze na spadek po nim [czyli ojcu wybranka, jak to ladnie
                ujelas/ujales]. Tego juz nie wytrzymalam, dostalam.. eee...histerii [nawet
                teraz mi glupio, ze nie potrafilam sie opanowac ;/ to bylo 1,5 roku temu i
                wtedy nie bylam przygotowana ze strony ojca wybranka na taka sytuacje. a miewa
                takie... chwile.] i wtedy wlasnie wszedl moj facet.

                > Czy Twój wybranek wspierał Cię w tej "walce"? W jaki sposób?
                >
                szczerze? stanal w tej sytuacji natychmiast po mojej stronie, widzac, jak
                szlocham. Wiedzial, ze o cos poklocilam sie z jego ojcem - i gdy dowiedzial sie
                juz czegos wiecej [znaczy: bylam w stanie cos z siebie wydusic] - po prostu
                sytuacje rozwiazal. Wyjasnil ojcu to i owo, i od tamtej pory nie uslyszalam od
                ojca wybranka zadnego negatywnego slowa. Pozytywne - owszem.
                Byc moze reakcja faceta wiaze sie z jego ..hmm.. buntem wobec ojca, ale chyba
                nie tylko z tym.
                pozdrawiam
                theCat
                • kamfora Re: jedno pytanie 28.09.02, 18:32
                  Gość portalu: theCat napisał(a):
                  > Tego juz nie wytrzymalam, dostalam.. eee...histerii [nawet
                  > teraz mi glupio, ze nie potrafilam sie opanowac ;/ to bylo 1,5 roku temu i
                  > wtedy nie bylam przygotowana ze strony ojca wybranka na taka sytuacje. a
                  miewa
                  > takie... chwile.] i wtedy wlasnie wszedl moj facet.

                  Histeria - to znaczy płacz? Czy zaczęłaś krzyczeć?

                  > szczerze? stanal w tej sytuacji natychmiast po mojej stronie, widzac, jak
                  > szlocham. Wiedzial, ze o cos poklocilam sie z jego ojcem - i gdy dowiedzial
                  sie juz czegos wiecej [znaczy: bylam w stanie cos z siebie wydusic] - po
                  prostu sytuacje rozwiazal. Wyjasnil ojcu to i owo, i od tamtej pory nie
                  uslyszalam od ojca wybranka zadnego negatywnego slowa.

                  Właśnie chodzi mi o to "to i owo".
                  Co konkretnie mówił? Czy to, że sami jesteście w stanie się utrzymać?
                  Czy też, ze Ty jesteś w stanie utrzymać Was oboje?
                  (Czy też w ogóle o czym innym?)

                  > Byc moze reakcja faceta wiaze sie z jego ..hmm.. buntem wobec ojca, ale
                  chyba nie tylko z tym.

                  Dlaczego Twój mężczyzna buntuje sie przeciwko ojcu?
                  (Przyznaję, że w wieku 23 lat to trochę dziwne, dla mnie oczywiscie)
    • Gość: ToeToe Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.world-net.co.nz 28.09.02, 11:03
      Nie zmienisz go. On juz taki jest... A dookola tylu fajnych facetow :))
      • iwa.ja Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 28.09.02, 15:45
        Z mojego doświadczenia wynika, że, powiem brutalnie, trzeba zmienić faceta. I
        zamki. Wierz mi!!!
    • Gość: Ola Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 5.2.1R1D* / *.cpe.net.cable.rogers.com 28.09.02, 21:06
      Sluchaj sprawa jest zupelnie prosta: rzuc faceta i to w szybkim tempie. Nie
      marnuj czasu. Inaczej bedziesz wegetowac do konca zycia i ciagle sie martwic
      jak jego , siebie a moze i dzieci utrzymac. Rodzice mowia mu dosc i bardzo
      slusznie. Najwyzsza pora samemu sie utrzymywac. On jednak widzi ze ma nowa
      mamusie ( ciebie) ktora przejmie na siebie obowiazki opieki nad dzieckiem (
      nim ). Odpowiada ci takie zycie i taka rola?????
      • mamosz Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 29.09.02, 01:55
        Zadzwoń po wóz meblowy, spakuj jego i jego rzeczy i każ jechać przed
        siebie......a nastepnie kup skomplikowany zamek i zainstaluj.Chyba,że lubisz
        być matką,żoną i kochanką.Pozdrawiam
    • duszek_ Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 30.09.02, 09:17
      Czytalem ten watek kilka razy, zastanawiajac sie podswiadomie, czemu tak mnie
      przyciaga... W koncu dotarlo do mnie - przeciez znam podobna historie. Znam z
      perspektywy czasu...
      On - 22, ona - 26. Oboje na studiach zaocznych, na jednym roku. Zakochani w
      sobie - przynajmniej jemu sie tak wydawalo. On ima sie roznych zajec, ona ma
      bogatych rodzicow. Niby jeszcze wszystko pod kontrola. Jeszcze przed obrona
      pracy (która nota bene on jej napisal) on znajduje stala prace. Taka jakiej
      szukal, zgodna z wyksztalceniem i zainteresowaniami. Pol roku pozniej, bardziej
      realnie myslac o wspolnej przyszlosci, on zmienia prace na nudna, bez zadnych
      perspektyw na rozwoj i awans, ale o wiele lepiej platna. Ona siedzi w domu,
      niby tez sie rozglada, ale nawet nie otwiera gazety, nie reaguje na podtykane
      pod nos ogloszenia. W koncu - jakims dziwnym zbiegiem okolicznosci - znajduje,
      ale ucieka z niej po dwoch tygodniach, nikomu o tym nie mowiac, nawet jemu.
      Udajac, ze wszystko jest w porzadku. W tajemnicy zatrudnia sie na lewo jako
      opiekunka do dziecka. Biora slub, mieszkaja z jej rodzicami. On - 26, ona - 30.
      Dalej wszystko w porzadku. Po pewnym czasie kupuja mieszkanie, ona rezygnuje z
      pracy [zachowujac pozory dla rodzicow], zabiera sie za prace wykonczeniowe w
      mieszkaniu, pilnowanie robotnikow etc. On skupia sie na pracy, dorabiajac po
      godzinach. Wszystko pieknie, nieprawdaz? Mieszkanie wreszcie gotowe, a kwestia
      jej pracy staje sie tematem tabu, powodem klotni [choc dla rodzicow pozory
      wciąż sa pielegnowane]. Ona zajmuje sie domem, on pracuje. Ideal. Tylko, ze
      jest coraz ciezej, zaciagniete kredyty trzeba jednak splacac. Często brakuje do
      pierwszego. Trzeba pozyczac. On pozycza. Znow klotnie. Ognisko domowe dawno
      wygaslo. Ona tak „zajeta” praca w domu, ze nie ma czasu zejsc do sklepu po
      zakupy, czy na poczte. Dzwoni do niego, żeby zrobil zakupy po drodze, bo ona
      nie ma pieniedzy. Zaczynaja sie przypadki podkradania jemu pieniedzy z portfela
      [choc budzet domowy jest wspolny - wystarczy przeciez powiedziec]. On już nie
      nosi gotowki, znow klotnie, zlosliwosci, coraz ostrzej. On zaczyna wracac
      pozniej do domu. Prowadza zupelnie oddzielne zycie. Zadnych wspolnych wyjazdow,
      wspolnych wyjsc towarzyskich - ona od poczatku nie akceptowala jego przyjaciol,
      wiec znajomosci dosc szybko urwaly sie. Pojawiaja sie pierwsze glosy o
      rozwodzie. Jeszcze kilka prob ratowania, bezskutecznie. Pozew za kilka dni
      laduje w sadzie. On - 30, ona - 34...

      Dam Ci serdeczna rade - uciekaj, poki jeszcze nie jest za pozno. Potraktuj
      powyzsza opowiesc jako ostrzezenie. On tez byl dobrej mysli, ze wszystko jednak
      sie ulozy... Jaki efekt? Schrzanione 8 lat zycia - minusy w koncu przeciazyly
      szalke, mimo poczatkowej rownowagi...

      D.
    • Gość: Kaśka Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: 212.14.38.* 30.09.02, 10:48
      Wszyscy są bardzo - kategoryczni - rzuć go, podstaw wóz meblowy itp.
      Ja nie, bo jak napisałam wcześnie mnie się udało (może nie trafiłam na
      ostatniego h....).
      Radzę ci dać sobie i jemu ostatnią szansę. Postaw go twarz w twarz przed
      problemami. Pusta lodówa - ojej, co my teraz zrobimy (ostatecznie najesz się w
      pracy)itp. Nie zgadzaj się na to żebyś to znowu ty pozyczała, starała się,
      odkładała swoje potrzeby na później. Jeśli bedą pieniądze nie czekaj z
      fryzjerem na później, bo trzeba oszczędzać - bo nigdy się nie doczekasz.
      Mnie się udało, ale również dlatego, że pobyt w szpitalu był dla mnie
      możliwością przemyślenia wszystkiego i zrozumiałam, że we mnie jest coś
      takiego, że to JA potrzebowałam się kimś opiekować. Zastanów sie, co jest w
      tobie takiego, że przez tak długi okres czasu pozwalałaś mu wisieć na sobie??
      Aby to wszystko zmienić, musisz zmienić się sama i dać sobie prawo do
      posiadania partnera, który będzie dla ciebie wsparciem.
      Inaczej wszystko na nic - to jest praca na długi okres czasu, ale musisz ją
      wykonać dla siebie samej. Jeszcze nie raz będziesz się łapała za język żeby nie
      powiedzieć "ja to załatwię" (taka jestem dzielna, że hej!).
      Już teraz podejmij decyzję - daję mu miesiąc - albo coś się zmieni, albo
      odejdę. I nie zgadzam się z tymi, którzy mówią, że jest ciężko i nie można
      znależć pracy - przez kilka lat młody chłopak przy dobrych chęciach nie moze
      poprostu nie znaleźć pracy - chociażby kierowcy, sprzedawcy kogokolwiek lub się
      zacząć się uczyć.
      Pozdrawiam i życzę wytwałości.
      (Polecam książki Eichelbergera).
    • Gość: Anka Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? IP: *.met.pl 30.09.02, 16:22
      Też wplątałam się w taką historię. Nie mam pojęcia dlaczego przygarnęłam pod
      skrzydła i obdarzyłam uczuciami faceta, który kompletnie na to nie zasługiwał.
      Był inteligentny, uroczy, wyluzowany, prezentujący cudownie zrelaksowane
      podejście do życia. Niemal zen... Łączyło się to również z olewającym
      podejściem do pracy i jakiegokolwiek wysiłku. Wszystko w życiu dokładnie
      przesrał, ma syna, z którego matką nie miał ochoty się ożenić, ani utrzymywać
      rodziny, chociaż chętnie korzystał z jej mieszkania i jej pracy. Nic dziwnego,
      że po paru latach po prostu wywaliła go na bruk. I co wtedy zrobił słodki
      misio? Oczarował starszą od siebie nieco kobietę, która oprócz tego, że ma
      mieszkanie w Wawie, a pracuje w POznaniu, zastanawia się czy nie jest
      lesbijką, więc on że tak powiem robił za eksperyment: przyjeżdżała na weekendy
      i sprawdzała, czy jeszcze lubi z facetami. Ja się nie wygłupiam! To szczera
      prawda. Przy okazji lubiła go za inteligencję, urok no i ten zen... itd. Miał
      co chciał: mieszkanie, spokój przez cały tydzień, jakieś tam minimalne
      wysiłki, żeby mieć na jedzenie i jedyne co musiał robić to świadczyć usługi
      seksualne w weekendy. Jednak coś mu zaczęło nie grać w tej idylli, bo wtedy
      pojawiłam się ja. Twierdził, że się zakochał, ja mogę zmienić jego życie i
      takie tam brednie - a ja to łyknęłam! Odpowiadałam kryteriom, miałam własne
      mieszkanie, dobry zawód, jestem zaradna, widać, że zawsze sobie poradzę, ale
      przydałby się mi mały relaks - idealny cel. Nie potrwało to długo na
      szczęście, bo odkryłam mały układzik, który łączy go z panią od mieszkania. W
      końcu ciężko ukryć zajęte weekendy, szczególnie gdy się nie przykłada
      specjalnie do szczegółów swoich kłamstw. Przedstawiłam sytuację jasno:
      wyprowadza się od niej, rzuca ten chory układ, zabiera się do przyzwoitej
      roboty, do której ma kwalifikacje (całkiem niezłe!), partnersko dokładamy się
      do utrzymania się i mieszkania. Skoro mnie tak kocha i chce się zmienić, daję
      mu wszelkie szanse. Po wielu tygodniach myślenia, zwodzenia i zmieniania
      tematu usłyszałam, że on się nie czuje na siłach. W tym układzie jaki ma,
      przynajmniej wie czego się spodziewać i na czym stoi! No jasne, że nie ma
      wszystkiego, ale przynajmniej ma spokój, nie musi się wysilać, ma czas dla
      siebie. I właściwie, to moglibyśmy dalej taki układ utrzymać, spotykać się w
      tygodniu, i byłoby tak miło... Skąd się biorą takie trutnie???? Czas dla
      siebie polegał na oglądaniu telewizji i zapuszczaniu brzucha piwkiem. Jasne,
      że uciekłam... i to z krzykiem! Niestety jest takich więcej! I coraz częściej
      trafiam na takie sytuacje, gdy facet zdobywszy kobietę, uważa, że się
      wystarczająco wysilił. One takie wyempancypowane, niech się męczą, jak
      chciały. Równouprawnienie w końcu mamy, to o co chodzi? Najgorzej gdy pojawi
      się dziecko - wtedy kobieta ma większe wyrzuty sumienia przed wywaleniem
      trutnia na bruk... A zresztą, może mają rację, wykorzystując te zwariowane
      czasy i zabiegane, targane instyntkem macierzyńskim kobiety. Sama już nie
      wiem.

      • proo co zrobic, zeby poszedl do pracy??Anka 30.09.02, 17:23
        A to dobre! :-)
        Pomysłowy ten Twój facet , sprytu nie można mu odmowić.
        A swoją drogą podziwiam Cię za siłę i odwagę , bowiem będąc
        juz uwikłaną w chory związek trudno podjąć tak ostateczne
        decyzje i radykalnie ciąć znajomość tzn. pępowinę! :-)
        Przecież zwykle jakieś uczucie zdążyło już wykiełkować ,
        coś nas wiąże z trutniem i budzi się żal a z nim nadzieja
        że może nie jest do końca zły .. może się zmieni (naiwnie myśląc)
        pod wpływem uczucia , może zechce się zmienić ... dla mnie.
        Pewnie dlatego tak trudno ,TheCat ,rozwiązać problem.
        Ty umiałaś odróżnić ziarno od plew i nie dałaś się
        ponieść złudnym marzeniom.

        Gratuluję instynktu samozachowawczego! ;-)

        proo
    • mysiekpysiek Re: co zrobic, zeby poszedl do pracy?? 28.12.02, 11:19
      mozna żyć z kims gdy on nie pracuje, bo stracił pracę, nie może CHWILOWO
      znależć, ale jeśli NIE CHCE MU SIE SZUKAC, to nie wyobrażam sobie takiego
      związku. ten facet chyba jest niepoważny niestety Ty razem z nim.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka