Gość: Wenus
IP: *.lodz.dialog.net.pl
28.09.02, 14:06
Jak kazdy posiadam jakies grono znajomych, kolegow, kolezanek. Od pewnego
dluzszego czasu zauwazylam dosc smutna rzecz. Kompletnie nie moge na nich
polegac. Sa nieslowni, skoncentrowani tylko na sobie. Czesto o kiedys
pozyczone im rzeczy musze sie upominac pare razy, bo sami nie raczą ich
zwrocic. Na dodatek wywoluje to u nich jakąs dziwną agresje, niechec. Ktos
pomysli, ze pewnie sposob mojego zachowania moze wywolywac takie reakcje.
Ale wiele razy to analizowalam i przyznam, ze nie bardzo znajduje powod.
Jestem zyczliwa i chetna do pomocy (choc sie z nia nie narzucam), nie naleze
do egoistow, potrafie dzielic sie tym co mam. Czasem jednak ja tez potrzebuje
wsparcia jak normalny czlowiek - nigdy go nie otrzymuje niestety. Jestem
totalnie lekcewazona. Kiedy probuje z ludzmi na ten temat rozmawiac slysze
jedynie, ze jestem "przewrażliwiona"! O co tu chodzi? Czy faktycznie jestem
przewrazliwona? Czy w waszych przyjazniach, znajomosciach, kolezenstwach tez
tak jest, ze zauwazaja was tylko wtedy gdy czegos potrzebuja, a kiedy wy
potrzebujecie ich wsparcia, omijaja was z daleka? Czy o kazda rzecz ktora
komus pozyczycie musicice sie upominac, by ktos ja raczyl wam zwrocic i robia
to z nadąsaną miną? Czy na spotkania umowione z wami tez nie przychodzą, nie
racząc nawet was powiadomic telefonicznie? Mam masę takich doswiadczen i choc
staram sie byc dla ludzi wyrozumiala (kazdemu sie przeciez zdarza cos
zawalic) zaczyna mnie to irytowac coraz bardziej. Wszelkie moje proby rozmowy
ze znajomymi na ten temat (czy zartami czy bardziej serio) koncza sie
stwierdzeniem, ze jestem "przewrazliwiona" na swoim punkcie, co mnie
dokumentnie dobija. Co tym sądzicie? Miał ktos moze podobne doswiadczenia i
sobie z tym poradzil?