Dodaj do ulubionych

Czy to jest norma obecnie?

IP: *.lodz.dialog.net.pl 28.09.02, 14:06
Jak kazdy posiadam jakies grono znajomych, kolegow, kolezanek. Od pewnego
dluzszego czasu zauwazylam dosc smutna rzecz. Kompletnie nie moge na nich
polegac. Sa nieslowni, skoncentrowani tylko na sobie. Czesto o kiedys
pozyczone im rzeczy musze sie upominac pare razy, bo sami nie raczą ich
zwrocic. Na dodatek wywoluje to u nich jakąs dziwną agresje, niechec. Ktos
pomysli, ze pewnie sposob mojego zachowania moze wywolywac takie reakcje.
Ale wiele razy to analizowalam i przyznam, ze nie bardzo znajduje powod.
Jestem zyczliwa i chetna do pomocy (choc sie z nia nie narzucam), nie naleze
do egoistow, potrafie dzielic sie tym co mam. Czasem jednak ja tez potrzebuje
wsparcia jak normalny czlowiek - nigdy go nie otrzymuje niestety. Jestem
totalnie lekcewazona. Kiedy probuje z ludzmi na ten temat rozmawiac slysze
jedynie, ze jestem "przewrażliwiona"! O co tu chodzi? Czy faktycznie jestem
przewrazliwona? Czy w waszych przyjazniach, znajomosciach, kolezenstwach tez
tak jest, ze zauwazaja was tylko wtedy gdy czegos potrzebuja, a kiedy wy
potrzebujecie ich wsparcia, omijaja was z daleka? Czy o kazda rzecz ktora
komus pozyczycie musicice sie upominac, by ktos ja raczyl wam zwrocic i robia
to z nadąsaną miną? Czy na spotkania umowione z wami tez nie przychodzą, nie
racząc nawet was powiadomic telefonicznie? Mam masę takich doswiadczen i choc
staram sie byc dla ludzi wyrozumiala (kazdemu sie przeciez zdarza cos
zawalic) zaczyna mnie to irytowac coraz bardziej. Wszelkie moje proby rozmowy
ze znajomymi na ten temat (czy zartami czy bardziej serio) koncza sie
stwierdzeniem, ze jestem "przewrazliwiona" na swoim punkcie, co mnie
dokumentnie dobija. Co tym sądzicie? Miał ktos moze podobne doswiadczenia i
sobie z tym poradzil?
Obserwuj wątek
    • kwieto ISO to to nie jest :")) 28.09.02, 14:09
      Zastosuj metode "jak ty komu tak on Tobie" i zobacz jaka bedzie reakcja
      :")
      No i w koncu ci nie slowni nie musza byc przyjaciolmi, wystarczy przestac
      sie z nimi umawiac...
      • Gość: Wenus Re: ISO to to nie jest :')) IP: *.lodz.dialog.net.pl 28.09.02, 14:22
        Wyobraź sobie Kwiato, że tez o tym mysle juz od dluzszego czasu, ale to
        spowoduje, ze zostane zupelnie sama jak kolek, bo wiekszosc moich znajomych sie
        ode mnie odwroci. Troche sie tej samotnosci chyba boje, choc zawsze myslalam,
        ze mnie to nie dotyczy...... a jednak. Z drugiej strony i tak jestem sama w
        tłumie..... smutne to, ale czemus to ma chyba sluzyc, tylko czemu?
        pozdrawiam cieplo :-)
        • kwieto Re: ISO to to nie jest :')) 28.09.02, 14:46
          Sama zauwazylas, ze tak naprawde i tak jestes sama jak kolek wiec co za
          roznica? Samotnosci nie ma co sie bac, znajdz sobie znajomych, na
          ktorych bardziej mozna polegac.

          Swoja droga przypomnial mi sie niejaki Pan Karpinski, tworca prototypu
          polskiego komputera bijacego na glowe owczesne pierwsze PC-ty czy inne
          Amstrady.
          Oczywiscie wladze socjalistyzczne ukrecily sprawie leb, bo nie wypadalo
          odmowic produkcji licencjonowanych z ZSRR komputerow klasy BRDA i
          ODRA.
          Konstruktoz zalozyl wiec hodowle swin, twierdzac, ze jesli musi przebywac
          wsrod swin, to woli te prawdziwe :"))
    • kamfora Re: Czy to jest norma obecnie? 28.09.02, 14:21

      A może rzecz w czym innym? Ty jestes jedna, a ich wielu.

      Jeżeli Tobie zdarzy się o czymś zapomnieć - postrzegasz to jako
      wyjątek, potwierdzający regułę o Twojej słowności. Jeżeli każdemu
      z przyjaciół przytrafi się taki wyjątek - postrzegasz to jako
      regułę.;-)

      A na dodatek, to chyba zawsze ważniejsze jest to, czego najbardziej
      w tej chwili JA potrzebuję, a to, co inni - jakby mniej ważne,
      i może poczekać, jako takie... Bardzo łatwo przesadzić w użalaniu się
      nad "niedobrym otoczeniem"...
      Więc gdy zdarzy Ci się jakiś
      wyjątek, który będzie słowny, nie spóźni sie,
      odda rzecz pożyczoną w terminie - nie zapomnij tego docenić!
      Nie traktuj, jako "normy, która powinna być" więc nie trzeba
      specjalnie się nią zachwycać...
      Pozdrawiam.
      • mevillian Re: Czy to jest norma obecnie? 28.09.02, 15:46
        kamfora napisała:
        czesc -
        > A może rzecz w czym innym? Ty jestes jedna, a ich wielu.
        >
        > Jeżeli Tobie zdarzy się o czymś zapomnieć - postrzegasz to jako
        > wyjątek, potwierdzający regułę o Twojej słowności. Jeżeli każdemu
        > z przyjaciół przytrafi się taki wyjątek - postrzegasz to jako
        > regułę.;-)
        >
        no i moze byc to racja, ale niekoniecznie...

        > A na dodatek, to chyba zawsze ważniejsze jest to, czego najbardziej
        > w tej chwili JA potrzebuję, a to, co inni - jakby mniej ważne,
        > i może poczekać, jako takie... Bardzo łatwo przesadzić w użalaniu się
        > nad "niedobrym otoczeniem"...
        > Więc gdy zdarzy Ci się jakiś
        > wyjątek, który będzie słowny, nie spóźni sie,
        > odda rzecz pożyczoną w terminie - nie zapomnij tego docenić!
        > Nie traktuj, jako "normy, która powinna być" więc nie trzeba
        > specjalnie się nią zachwycać...
        a z mojej strony moge zaproponowac Ci pewne cwiczenie, ktore mi kiedys bardzo
        pomoglo. zajmuje troche czasu, ale moze Ci pomoze? Mi w kazdym razie pomoglo.
        wez kartke [przynajmniej a4. moze tez stukac na kompie, ale kartka jest.. chyba
        lepsza]. Podziel ja na trzy czesci - jedna niewielka, druga i trzecia rowne, po
        prostu trzy kreski z gory na dol.

        teraz w pierwszej czesci wpisz imiona kumpli/znajomych/przyjaciol.
        w drugiej - odpowiednio - co dla nich zrobilas, gdy Cie o cos prosili.
        w trzeciej - co zrobily dla Ciebie te osoby, gdy Ty je o cos prosilas.
        Przypomnij sobie sytuacje. Moze ktos nie mogl Ci pomoc, bo gonil go wazny
        termin w pracy/na studiach/szkole? Moze byl chory? moze nie zadzwonil, bo nie
        mial dostepu do telefonu, albo zgubil Twoj numer [zdarza sie..]?
        postaraj sie wczuc w ich sytuacje - wyjdz poza postrzeganie sytuacji tylko z
        Twojej strony. Byc moze nie bedzie to latwe, ale sproobuj.
        I przemysl wyniki. Zobacz, co jest w poszczegolnych czesciach tabeli.
        moze ktos jednak pomogl Ci, aczkolwiek niekoniecznie tak, jak bylo to przez
        Ciebie oczekiwane?
        i jeszcze cos: jesli jednak okaze sie, ze sa tacy, ktorzy jednak pomagaja -
        docen to :) i z nimi trzymaj [z takiej czysto egoistycznej potrzeby :>].
        A moze okaze sie, ze ktos pomaga Ci nawet wtedy, gdy go o to nie prosisz?


        pozdrawiam i zycze powodzenia.
        Mevillan
        P.S. swego czasu musialam tez zrobic taka tabelke - sposob moze nie jest
        najmadrzejszy, ale pomogl. Do tej pory zdarzaja sie sytuacje, ze ktos
        mnie "olewa" - ale zawsze moze byc taka sytuacja, ze nie dzieje sie to dlatego,
        ze ten ktostego chcial. no i ja tez czasem zawalam. nie jestem absolutnie
        niewinna i dobra [niestety] ;)
    • Gość: ida Re: Czy to jest norma obecnie? IP: *.csk.pl / *.csk.pl 28.09.02, 16:25
      Gość portalu: Wenus napisał(a):

      > Jak kazdy posiadam jakies grono znajomych, kolegow, kolezanek. Od pewnego
      > dluzszego czasu zauwazylam dosc smutna rzecz. Kompletnie nie moge na nich
      > polegac. Sa nieslowni, skoncentrowani tylko na sobie. Czesto o kiedys
      > pozyczone im rzeczy musze sie upominac pare razy, bo sami nie raczą ich
      > zwrocic. Na dodatek wywoluje to u nich jakąs dziwną agresje, niechec. Ktos
      > pomysli, ze pewnie sposob mojego zachowania moze wywolywac takie reakcje.
      > Ale wiele razy to analizowalam i przyznam, ze nie bardzo znajduje powod.
      > Jestem zyczliwa i chetna do pomocy (choc sie z nia nie narzucam), nie naleze
      > do egoistow, potrafie dzielic sie tym co mam. Czasem jednak ja tez potrzebuje
      > wsparcia jak normalny czlowiek - nigdy go nie otrzymuje niestety. Jestem
      > totalnie lekcewazona. Kiedy probuje z ludzmi na ten temat rozmawiac slysze
      > jedynie, ze jestem "przewrażliwiona"! O co tu chodzi? Czy faktycznie jestem
      > przewrazliwona? Czy w waszych przyjazniach, znajomosciach, kolezenstwach tez
      > tak jest, ze zauwazaja was tylko wtedy gdy czegos potrzebuja, a kiedy wy
      > potrzebujecie ich wsparcia, omijaja was z daleka? Czy o kazda rzecz ktora
      > komus pozyczycie musicice sie upominac, by ktos ja raczyl wam zwrocic i robia
      > to z nadąsaną miną? Czy na spotkania umowione z wami tez nie przychodzą, nie
      > racząc nawet was powiadomic telefonicznie? Mam masę takich doswiadczen i choc
      > staram sie byc dla ludzi wyrozumiala (kazdemu sie przeciez zdarza cos
      > zawalic) zaczyna mnie to irytowac coraz bardziej. Wszelkie moje proby rozmowy
      > ze znajomymi na ten temat (czy zartami czy bardziej serio) koncza sie
      > stwierdzeniem, ze jestem "przewrazliwiona" na swoim punkcie, co mnie
      > dokumentnie dobija. Co tym sądzicie? Miał ktos moze podobne doswiadczenia i
      > sobie z tym poradzil?

      Na początek pytanie- jak czesto potrzebujesz tego wsparcia? I w jakich
      sytuacjach? Przyznam się szczerze, że ludzi, którzy potrzebują wsparcia w byle
      dupereli, sama omijam szerokim łukiem. Miałam kiedyś koleżankę, która w celu
      przestawienia głupiej szafki musiała się wesprzeć na meskim ramieniu... sorry,
      że wypowiadam się tak obcesowo, ale postaw się w sytuacji tej drugiej osoby i
      zastanów się czy aby Twoje żadanie od niej wsparcia jest uzasadnione.

      A tak w ogóle to poradzic sobie można bardzo prosto - radząc sobie ze wszystkim
      samemu, nie proszac nikogo o pomoc... Pomijając bardzo "ekstremalne" sytuacje,
      jest jak najbardziej mozliwe. Uniezalezniasz sie od znajomych, przyjaciół, co
      wcale nie oznacza, że ich tracisz.

      A w kwestii pożyczania- czy mówisz konkretnie, że "pożyczam ci na tyle i na
      tyle, bo niestety :-) ale póxniej to cos bedzie mi bardzo, bardzo
      potrzebne..."?
      Czy tylko pozyczasz, a o zwracaniu ani słowa? Jeśli tak, to skąd on/ona maja o
      tym wiedzieć? No i zawsze można przytoczyc jakąś historyjkę (prawdziwa bądź
      zmysloną :-) o tym jakie to teraz ludzie są strasznie niesłowne jakieś ... i że
      musisz siłą odbierać pożyczone im rzeczy... ;-)
      Działa! Oddają w terminie...:-)
      • Gość: Wenus Re: Czy to jest norma obecnie? IP: *.lodz.dialog.net.pl 28.09.02, 21:58
        Kochani! bardzo dziekuje za odpowiedz na moj "problem". Kwieto rozbawiles mnie
        z tymi swiniami, naprawde sie ubawilam. Mevillan dzięki za pomysł z kartką -
        spróbuje to wykorzystac, skoro Tobie pomogl, moze i mi pomoze. Kamfora nie do
        konca sie zgadzam z Toba. Swieta z pewnoscia nie jestem, totez w wielu
        sytuacjach staram sie zrozumiec innych, mam bardzo empatyczna osobowosc i
        doskonale rozumiem, ze ktos w danej chwili moze nie miec dla mnie czasu.
        Te same osoby jednak potrafia sie mi "naprzykrzac" w chwilach kiedy ja czasu
        nie mam, mimo mojego grzecznego uprzedzenia: "sluchaj teraz nie moge, odezwe
        sie". Mimo to staram sie miec dla ludzi czas, kiedy chca sie ze mna pilnie
        zobaczyc, bo maja problem. Szanuje ludzi i czesto rozumiem, jak ktos sie czuje
        gdy ma problem i nie ma z kim sie tym podzielic. Potrafie aktywnie sluchac,
        totez moi znajomi traktuja mnie jak spowiednika, czesto slysze ze po rozmowach
        ze mna czuje sie znacznie lepiej, ze swietnie sie ze mna rozmawia, ze jak nikt
        potrafie zrozumiec sedno sprawy. Jest to mile, choc sie tym nie chelpie. Coz
        jednak z tego? Kiedy mnie dopada jakis problem - nie mam do kogo ust otworzyc,
        bo ci sami ludzie, ktorzy byli niedawno z problemem u mnie, albo nie maja czasu
        dla mnie, bo wola towarzystwo innych, albo zaczynaja: "a mi to sie przydarzylo
        to i to". Przyznasz chyba, ze nie jest to mile, a cholernie egoistyczne i
        dlatego wkurzajace. Nie sadze tez droga Ido, ze z byle czym lece do znajomych
        by im zatruwac zycie. Jest wrecz odwrotnie. Czesto musze ludziom tlumaczyc,
        zeby nie panikowali, ze bedzie wszystko dobrze, zawsze wspolnie rozwazamy
        wszystkie za i przeciw ich problemow, mnie lub bardziej powaznych. Sama mam
        czasem dolki, kiedy swiat widze w gorszych kolorach, ale zdarza sie to czasem
        czyli znacznie rzadziej niz innym, ktorzy do mnie przychodza ze swoimi
        problemami. Co do pozyczania, jasno okreslam kiedy chcialabym cos miec z
        powrotem...... i guzik z tego. Bo ludzie tego nie szanuja. Najswiezszy
        przyklad, kuzynka pozycza dla swojej siostry ode mnie ksiazke "jak pisac cv".
        Byl koniec lipca. Mimo ze pracy rowniez szukam i z niej korzystam, pozyczam, z
        prosba o zwrot w ciagu tygodnia (w koncu tydzien mnie nie zbawi). Ksiazka mimo
        mojej prosby do mnie nie wraca na czas. Kuzynka wyjezdza na urlop na dwa
        tygodnie. Po powrocie z urlopu odzywa sie po miesciacu, umawiamy sie na
        konkretny dzien z zaznaczeniem, ze gdyby cos ktorejs wypadlo telefon kom. w
        pogowtowiu. W wyznaczonym dniu oczywiscie sie nie pojawia, nie powiadamia mnie
        telefonicznie, ze nie przyjdzie, ja czekam. Od tego dnia mijaja znowu dwa
        tygodnie....... To tylko jeden z wielu przykladow i choc brak ksiazki to nie
        jakas tragedia (poradzilam sobie jakos bez niej bo musialam), to jednak boli
        mnie, ze ktos moze tak nie szanowac drugiego czlowieka.
        Mysle osobiscie, ze czesto jestem zbyt gotowa ludziom sluzyc pomoca,
        przyzwyczaili sie, ze zawsze moga na mnie liczyc, tylko w swoim egoizmie nie
        potrafia zrozumiec, ze jestem zwyklym czlowiekiem i tez potrzebuje byc
        wysluchana od czasu do czasu. Im sie wydaje, ze ja problemow nie mam albo jak
        mam, to sama sobie z nimi poradze. I radze sobie, oczywiscie, choc czasem
        chcialabym zostac wysluchana uwaznie ze zrozumieniem - tak jak ja staram sie
        sluchac ich. Nie ma na to jednak szans. A najbardziej zaskakaujacy dla mnie
        jest fakt, ze zdarza sie tym samym osobom byc calkiem niezlymi "sluchaczami"
        innych ludzi...... tylko nie mnie. Nic z tego nie rozumiem.

        pozdrawiam was wszystkich serdecznie! :-)



        • kamfora Re: Czy to jest norma obecnie? 28.09.02, 22:28
          Gość portalu: Wenus napisał(a):

          > Kamfora nie do
          > konca sie zgadzam z Toba.

          A wiesz, Wenus, że ja także nie do końca się zgadzam ze swoją
          wypowiedzią? ;-)
          Pewnie dlatego, że bardzo często czuję dokładnie to, co Ty opisałaś
          w swoim poście. Staram się więc znaleźć jakieś racjonalne wyjaśnienie,
          ale...nie zawsze się daje. Co więc pozostaje? Nauczyć się mówić
          "nie" wtedy, kiedy czujesz, że jestes wykorzystywana. I...przestać
          sie bać, że jak komuś coś odmówisz - to on Ciebie nie będzie chciał
          znać. Raczej będzie odwrotnie.
          • Gość: Wenus Re: Czy to jest norma obecnie? IP: *.lodz.dialog.net.pl 28.09.02, 22:47
            kamfora napisała:

            > Co więc pozostaje? Nauczyć się mówić
            > "nie" wtedy, kiedy czujesz, że jestes wykorzystywana. I...przestać
            > sie bać, że jak komuś coś odmówisz - to on Ciebie nie będzie chciał
            > znać. Raczej będzie odwrotnie.

            Do tego samego wnisoku doszlam! Po prostu trzeba bardziej zadbac o siebie
            i czasem czesciej powiedziec "nie". W sumie nic czlowiek wtedy nie traci,
            bo jakby nie powiedzial ("tak" lub "nie") wychodzi na to samo: zostajesz sama
            ze swoim problemem. Uwazam podobnie, ze czestsze odmawianie na rzecz wlasnych
            spraw, powinien dac do myslenia innym. Moze zrozumieja, ze moja zgoda na
            spotkanie, czy pozyczenie czegokolwiek jest wyrazem tylko dobrej woli a nie
            obowiazkiem!

            pozdraiwam :-)
            • kwieto Re: Czy to jest norma obecnie? 28.09.02, 22:51
              Jest takie powiedzenie - wybadczaj, ale nie zapominaj. Ja po prostu na
              drugi raz nie pozyczam niczego osobie ktora mnie zawiodla. kumpluje sie,
              bawie sie, lubie ja - ale wiem, ze akurat pozyczac jej niczego nie moge...
              • proo Co jest normą? 28.09.02, 23:24
                Wiesz Wenus ..? Mnie się wydaje że Ty rzeczywiście jesteś przewrażliwiona.
                Z Twoich wypowiedzi wyłowiłam mocną nutę pretensji o brak wdzięczności ,
                "bo tym im .. , bo Ty jesteś taka dobra a oni dla Ciebie nie mają NIC
                i są tacy egoistyczni i źli."
                Może zbyt natarczywie oczekujesz akceptacji własnej teorii przyjaźni , pochwał
                za swoją gotowość do słuchania i niesienia pomocy a wreszcie wdzięczności za
                ową gotowość?
                Przyjaźń nie karmi się tylko wdzięcznością , nie zawsze oczekuje spłaty długu.
                Zweryfikuj swoje oczekiwania wobec przyjaciół.

                proo
                • Gość: inka-sama Re: Co jest normą? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.09.02, 23:29
                  Ej, proo, przeinterpretowałas chyba.
                  Wydaje mi sie że po prostu wśród znajomych wenus wytworzył sie jej obraz jako
                  osoby nie do zdarcia, która ze wszystkim SAMA sobie poradzi. I nie przyjmuja do
                  wiadomości że to nie musi być prawda.
                  Dobrze że ja mam komu sie wygadac. Al emusze pisemnie bo ta HAmeryka cholernie
                  daleko.
                  No i pewnie dlatego trafiłam na forum przy okazji - tu to dopiero jest się komu
                  wygadać!...
                  ;)
                  i_s
                  • proo Re: Co jest normą? 28.09.02, 23:32
                    A co w moim poście jest nadinterpretacją , inko sama ?

                    Pozdrawiam Cię serdecznie :-)
                    proo
                    • Gość: inka_sama Re: Co jest normą? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 28.09.02, 23:44
                      Napisałaś:
                      "Może zbyt natarczywie oczekujesz akceptacji własnej teorii przyjaźni , pochwał
                      za swoją gotowość do słuchania i niesienia pomocy a wreszcie wdzięczności za
                      ową gotowość?"
                      A z tego co opisała ta dziewczyna nie wyczuwam takiej postawy - tak wyczuwm z
                      tego rozbudowanego opisu. Zreszta - chorobcia - kiedyś sama byłam trochę taką
                      gabka do wycierania łez. Ale ci wypłakujący są często jako te wampiry
                      energetyczne - albo i inne. Wyssa z ciebie życzliwe energie - ale czasem samemu
                      poratowac jakąs dawką energii - co to to nie! I tu nie chodzi o wyrachowanie -
                      bo nie jestem życzliwa na zasadzie będę miła dla kogoś - to on potem też.
                      raczej jestem życzliwa bo tak jest w porządku. I gdy potrzeba wsparcia - dziwię
                      sie ze ten ktos nie uważa że to w porządku...
                      I Wenus chyba tez tak ma.
                      No ale całkowita prawdę znaja ci co w realu...
                      • proo Re: Co jest normą? 29.09.02, 00:01

                        Napisałaś , Inko sama : .. raczej jestem życzliwa bo tak jest w porządku ..
                        Tak Cię postrzegam. Sama także kieruję się sercem w tych sprawach
                        i nie oczekuję wdzięczności choc jeśli spotyka mnie owa wdzięczność -
                        jestem szczęśliwa ponad miarę.
                        I pewnie tu się ukrywa subtelna różnica między moim i Twoim pojmowaniem
                        istoty przyjażni a tym ktore reprezentuje Wenus , Ineczko sama :-)

                        Buziaczki i spaaaaaaaać! :-)
                        proo
                        • kwieto Re: Co jest normą? 29.09.02, 00:15
                          Nie, Proo, zagalopowalas sie troche.
                          Przeczytaj jeszcze raz posty Wenus, zwlaszcza historyjke o kuzynce. Tam
                          nie ma wymuszania wdziecznosci, jest egzekwowanie wczesniejszych
                          ustalen i swoich praw.
                          • proo Re: Co jest normą? 29.09.02, 10:25
                            kwieto napisał:

                            > Nie, Proo, zagalopowalas sie troche.
                            > Przeczytaj jeszcze raz posty Wenus, zwlaszcza historyjke o kuzynce. Tam
                            > nie ma wymuszania wdziecznosci, jest egzekwowanie wczesniejszych
                            > ustalen i swoich praw.
                            >
                            >
                            • kwieto Re: Co jest normą? 29.09.02, 13:00
                              Aczkolwiek, jak w milosci, najbardziej pozadanym stanem jest wymiana :")
                              Wszystko zalezy od tego jak wygladaja te relacje - osobiscie, gdyby ktos
                              ciagle chcial abym mu pomogl, a nawet nie kiwnal palcem gdy ja go
                              poprosze - troche bym sie zdenerwowal.
                              Zreszta - ostatnio mialem taka sytuacje - poproszono mnie o konsultacje w
                              jakiejs sprawie, dobrodusznie kupilem bilety na pewna gielde (mialem
                              drobne) - potem okazalo sie, ze ten ktos nawet nie poczuwa sie do
                              oddania mi pieniedzy za swoj bilet, nie mowiac juz o tym, ze wg mnie
                              wypadaloby zeby zwrocil mi rowniez moje koszty - ja na tej imprezie
                              zadnego interesu nie mialem...
                              I moze jestem skapy (sprawa jest "groszowa" tak naprawde), ale cos mi w
                              srodku mowi, ze tak sie nie robi.
                              • kamfora Re: Co jest normą? 29.09.02, 13:17
                                kwieto napisał:

                                > Zreszta - ostatnio mialem taka sytuacje - poproszono mnie o konsultacje w
                                > jakiejs sprawie, dobrodusznie kupilem bilety na pewna gielde (mialem
                                > drobne) - potem okazalo sie, ze ten ktos nawet nie poczuwa sie do
                                > oddania mi pieniedzy za swoj bilet, nie mowiac juz o tym, ze wg mnie
                                > wypadaloby zeby zwrocil mi rowniez moje koszty - ja na tej imprezie
                                > zadnego interesu nie mialem...

                                Kwieto,
                                poznałam kiedyś pewną panią, która w przypływie szczerosci
                                uchyliła mi rąbka tajemnicy oszczędzania na wszystkim ;-)

                                Owa pani miała wszyściutko notowane (pewnie gdyby jej notatki
                                zginęły też by pamiętała)
                                Stało tam wyraźnie gdzie i kiedy "zaoszczędziła" na obiedzie, na toalecie(!)
                                na bilecie, na gazecie...na jakiejś rzeczy wyproszonej, której już
                                nie musiała kupować, na usłudze nie opłaconej, bo wykonanej przez znajomego...
                                Wszystkie te "zaoszczędzone" w ten sposób pieniądze były skrzętnie odkładane!
                                Każdy rabat, każdy "post" nawet!
                                Nie wyobrażasz sobie nawet, do jakiej niesamowitej kwoty można dojść
                                przez 10 lat! Konsekwentnie nie ruszając tej "kupki oszczędności",
                                w żadnym przypadku!

                                (ale do tego to trzeba mieć odpowiedni charakter...;)
                                • kwieto Obgadujac... 29.09.02, 13:32
                                  Wiesz, zauwazylem jednak a propos tej osoby cos ciekawego. Otoz
                                  uslyszalem kiedys padajace z jego slow zdanie: ja nie przywiazuje uwagi do
                                  drobiazgow, dwa zlote w ta, czy w tamta, raz ja wyloze wiecej ze swojej
                                  kieszeni, raz kto inny...
                                  A zdarzylo mi sie widziec (zupelnie niezaleznie od powyzszego) jak jadac
                                  taksowka "na spole" (jechalismy we trojke czy czworke i taksowkarz
                                  zatrzymywal sie po drodze, wysadzajac kolejne osoby - oczywiscie
                                  zrzucilismy sie, w miare proporcjonalnie, na transport) zaczal marudzic,
                                  zeby jeszcze mu dorzucic kase, bo sie nierowno podzielilismy kosztami i on
                                  musi zaplacic najwiecej - a w gre wchodzila kwota rzedu 3 czy 4 zlotych...

                                  Rozumiem, jesli ktos nie ma pieniedzy, wtedy jestem w stanie przymknac
                                  oko na jego zwiekszona sklonnosc do "oszczedzania" w ten sposob. Ale w
                                  tym przypadku wiadomo bylo, ze owa osoba zupelnie swobodnie moze
                                  sobie na taki "wydatek" (bo co to za wydatek - 2 zlote?) pozwolic...
                              • rysiu8 Re: Co jest normą? 29.09.02, 16:01
                                kwieto napisał:


                                > Zreszta - ostatnio mialem taka sytuacje - poproszono mnie o konsultacje w
                                > jakiejs sprawie, dobrodusznie kupilem bilety na pewna gielde (mialem
                                > drobne) - potem okazalo sie, ze ten ktos nawet nie poczuwa sie do
                                > oddania mi pieniedzy za swoj bilet, nie mowiac juz o tym, ze wg mnie
                                > wypadaloby zeby zwrocil mi rowniez moje koszty - ja na tej imprezie
                                > zadnego interesu nie mialem...
                                > I moze jestem skapy (sprawa jest "groszowa" tak naprawde), ale cos mi w
                                > srodku mowi, ze tak sie nie robi.
                                >
                                > i tu jest "pies pogrzebany":))))))) pozdrowka dla biedaczka:)))))
                                dla adwokatow duuuza:))))))))))))
                            • Gość: Wenus Re: Co jest normą? IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 13:17
                              proo napisała:

                              > Masz rację i zgadzam się z Tobą. Sama także tych praw dochodzę
                              > z bezwzględnością okrutną ale bywają sytuacje kiedy już w momencie udzielania
                              > pomocy wiem ze nigdy się nie upomnę o przedmiot tejże bowiem jej odzyskanie
                              > jest niemożliwe a i ja chcę aby moja pomoc pod pretekstem czasowej np pozyczki
                              > stała się darowizną. To takie maluśkie oszustwo. Ot , semantyka! :-))))
                              > Niemniej powtarzam że przyjaźń nie karmi się oczekiwaniem na wdzięczność.
                              > Wenus tej wdzięczności oczekuje.
                              > I tu Ci nie ustąpię. :-)
                              >
                              > pozdrawiam Cię z ranka
                              > proo

                              Przeczytalam uwaznie twoją dyskusję z kwiato odnosnie tego co napisalam wyzej
                              i skomentuję to tak: owszem, zbyt duze oczekiwania powodują, ze nigdy nie
                              zostaną spelnione. Ale czy ja naprawde wg. ciebie tak wiele oczekuje? Nie sądzę.
                              Proponujesz zachowanie w stylu: niczego nie oczekiwac, zamiast pozyczac - dawac.
                              Wybacz, moja droga proo, ale nie jestem Jezusem Chrystusem tylko zwyklym
                              czlowiekiem. Nie zauwazam niczego zdrozengo w tym, iz chcialabym zeby mnie
                              szanowano, rozumiano (bez jakiegos patosu oczywiscie). Zeby to co Ty
                              proponujesz "zagralo" musisz trafic na ludzi pokrewnych Tobie samej, o podobnej
                              swiadomosci - ktorzy fakycznie docenia to co dla nich robisz, bez wiekszych
                              oczekiwan z twojej strony. Stad tylko krok zeby pomyslec, ze niczego nie
                              oczekujac dostajesz to wlasnie. Ale to musza byc ludzie wrazliwi, empatyczni.
                              Jesli jestes otoczona takimi wlasnie, ktorzy Cie szanuja i rozumieja, bez
                              twojego upominainai sie o to - moge tylko pogratulowac. Wokol mnie chyba takich
                              nie ma......
                              Zreszta nie bardzo rozumiem, jak wg. Ciebie ma wygladac przyjazn bez
                              jakichkolwiek oczekiwan? Owszem pewnych slow nie wypowiadamy na glos, ale chyba
                              oczywistym jest fakt, ze liczymy na przyjaciol w trudnych chwilach, najczesciej
                              na duchowe wsparcie (czyli jednak oczekujemy) i sami staramy sie byc pomocni,
                              kiedy tego od nas oczekuja (przychodza ze swoimi problemami). Nie bez powodu
                              utarlo sie powiedzenie: "prawdziwych przyjaciol poznaje sie w biedzie". Jak
                              zostane zawodowym terapeutą to zgodnie z twoja "teoria" nie bede wymagac od
                              pacjentow, zeby mnie wspierali. Nie bede miala zadnych oczekiwan, a jak mi sie
                              uda im pomoc i uslysze to od nich, bedzie to dla mnie sam miod na ma dusze. Ale
                              poki co, czego innego OCZEKUJEMY od ludzi, ktorzy sa tylko na chwile w naszym
                              zyciu a czego innego od tych, ktorych uwazamy za przyjaciol. Szanuje twoje
                              zdanie jednak - ja mam zgola inne i pozwol, ze pozostane przy swoim

                              pozdrawiam
                              • proo Re: Co jest normą? 29.09.02, 13:44
                                Ależ pozostań przy swoim zdaniu! Nie miałam zamiaru na nie wpływać.
                                Pytałaś w poście inicjującym - odpowiedziałam zgodnie z własną teorią. :-)
                                Tak , w moim otoczeniu są tacy ludzie o jakich piszesz , dlatego ze takimi
                                ich oczekuję. I o tym mowił Ci Kwieto , wprost radził jak do takiego stanu
                                w przyjaźni dojść.
                                Pytasz jak ma wyglądać przyjaźń bez jakichkolwiek oczekiwań?
                                Pytasz czy Ty naprawdę tak wiele oczekujesz?
                                Tak , Wenus. Twoja postawa wobec przyjaciół jest bardzo ROSZCZENIOWA.
                                Ja nie oczekuję niczego od moich przyjaciół a jednak mam co powinnam dostawać.
                                Bo to jest prawdziwa PRZYJAŹŃ , Wenus.

                                proo , przyjazna :-)

                                • Gość: Wenus male przejezyczenie? :-) IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 14:12
                                  proo napisała:


                                  > Tak , w moim otoczeniu są tacy ludzie o jakich piszesz , dlatego ze takimi
                                  > ich oczekuję.

                                  > Ja nie oczekuję niczego od moich przyjaciół a jednak mam co powinnam dostawać.
                                  > Bo to jest prawdziwa PRZYJAŹŃ , Wenus.


                                  No wlasnie, droga proo, zarzucasz mi oczekiwania, a jednak sama
                                  czegos "OCZEKUJSZ" od swoich przyjaciol, choc za chwile zmieniasz zdanie!
                                  Drobna niekonsekwnecja?

                                  Roznimy sie tylko tym, ze masz chyba wiecej szczescia do ludzi,
                                  niz mam ja, stad nie czujesz problemu. Zreszta "syty glodnego nigdy
                                  nie rozumial i nie zoruzmie".

                                  > Twoja postawa wobec przyjaciół jest bardzo ROSZCZENIOWA.

                                  Naprawde nie sadze, zeby miala styl roszczeniowy w stosunku do ludzi.
                                  Wiele jestem im w stanie dac od siebie, bez wyliczania ile, za co, ale
                                  kazde zrodlo kiedys wyschnie jesli sie czerpie z niego bez umiaru a nie
                                  zasila nowa woda (wymiana miedzyludzka, o ktorej wspominal kwieto). Moje
                                  wlasnie wyschlo, stad i refleksje ktorymi sie z wami dziele

                                  >
                                  > proo , przyjazna :-)
                                  >

                                  rowniez pozdrawiam przyjaznie :-)
                                  • proo Re: male przejezyczenie? :-) 29.09.02, 14:41
                                    Gość portalu: Wenus napisał(a):
                                    > proo napisała:
                                    > > Tak , w moim otoczeniu są tacy ludzie o jakich piszesz , dlatego ze takimi
                                    > > ich oczekuję.
                                    > > Ja nie oczekuję niczego od moich przyjaciół a jednak mam co powinnam dosta
                                    wać.
                                    > > Bo to jest prawdziwa PRZYJAŹŃ , Wenus.
                                    proo
                                    > No wlasnie, droga proo, zarzucasz mi oczekiwania, a jednak sama
                                    > czegos "OCZEKUJSZ" od swoich przyjaciol, choc za chwile zmieniasz zdanie!
                                    > Drobna niekonsekwnecja?



                                    Masz racje , Wenus! Powinnam napisać " .. w moim otoczeniu są tacy ludzie
                                    ponieważ właśnie takich i wyłącznie takich chcę mieć obok siebie."
                                    To wystarczy żeby niczego nie oczekiwać.
                                    Ale to tylko zamiana słów , treść pozostaje ta sama , nie ma tylko drażniącego
                                    w tym wątku słowa OCZEKIWAĆ.

                                    proo
                                    • kwieto Re: male przejezyczenie? :-) 29.09.02, 16:20
                                      Oj, Proo, Proo... :")))
                                      nie oczekujesz ale masz to co POWINNAS (znaczy oczekujesz) miec. Nie
                                      oczekujesz, ale chcesz (znaczy pragniesz danego zachowania - czyli takiego
                                      zachowania oczekujesz). Jakkolwiek tego nie nazwiesz - jesli postawa
                                      Wenus jest roszczeniowa, to Twoja nie mniej :"))))
                                      • proo Re: male przejezyczenie? :-) 29.09.02, 16:51
                                        Tak , Kwieto.. Masz rację , moja postawa wobec przyjaciół jest wybitnie
                                        roszczeniowa! Identyczna z tą jaka reprezentuje Wenus. Ja daję i żądam w zamian!
                                        W dodatku jeśli nie otrzymuję tego co chcę jestem pełna pretensji i czuję
                                        ogromny żal z powodu egoizmu moich przyjaciół! Zastanawiam się wówczas co jest
                                        we mnie złego że tak mnie nie szanują i lekceważą? Gdzie popełniam błąd?
                                        Tak , Kwieto! Zdemaskowałeś mnie! I za to będę Ci wdzięczna do grobowej deski!

                                        Czy ten post jest zgodny z Twoim pojmowaniem istoty przyjaźni?
                                        No to mamy sprawę z głowy ,czyż nie? :-))))))))))))))))))))))))))))))))

                                        proo
                                        PS.
                                        A ja i tak powtórzę : istotą przyjaźni jest umieć dawać nie oczekując
                                        niczego w zamian. I ja nie oczekuję N I C Z E G O ! To czego Wenus (sic!)
                                        oczekuje samo przychodzi może właśnie dlatego mam - choć nie oczekuję ,
                                        bo nie pragnę. Spada na mnie jak majowy deszczyk na roślinki,
                                        niespodziewanie , ciepluśko i tyle ile trzeba żeby żyć i cieszyć się życiem !:-)
                                        • Gość: Wenus Re: male przejezyczenie? :-) IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 17:01
                                          proo napisała:

                                          > ... Masz rację , moja postawa wobec przyjaciół jest wybitnie
                                          > roszczeniowa! Identyczna z tą jaka reprezentuje Wenus. Ja daję i żądam w
                                          zamian
                                          > !
                                          > W dodatku jeśli nie otrzymuję tego co chcę jestem pełna pretensji i czuję
                                          > ogromny żal z powodu egoizmu moich przyjaciół! Zastanawiam się wówczas co
                                          jest
                                          > we mnie złego że tak mnie nie szanują i lekceważą? Gdzie popełniam błąd?

                                          Strasznie splycasz problem i generalizujesz moja droga......
                                          tak jak powiedzialam juz raz: "syty glodnego nigdy nie zrozumie".......

                                          pozdrawiam
                                        • kwieto Re: male przejezyczenie? :-) 29.09.02, 17:17
                                          Zastanawia mnie tylko jedno - jakbys zareagowala, gdyby to, co do Ciebie
                                          naturalnie przychodzi, nagle sie przestalo pojawiac? Gdyby kazdy znajomy,
                                          przyjaciel, pytany o rade wymowil sie brakiem czasu?
                                          Jak wtedy bys zareagowala?
                                          I prosze, nie wymiguj sie od odpowiedzi stwierdzeniem, ze Ty tak nie masz, i
                                          miec nie bedziesz. Odpowiedz szczerze - jak bys sie wtedy poczula?
                                          • proo Re: Proo, a mi odpowiesz? 29.09.02, 23:18
                                            Oj , Kwieto ...
                                            Kiedy ja naprawdę tak nie mam i miała nie będę ponieważ to co mnie spotyka jest
                                            odbiciem moich przekonań. Ja naprawdę uważam że my sami kreujemy swoją
                                            rzeczywistość , również to z jakimi ludźmi się spotykamy zależy tylko od nas.

                                            Staram się odpowiedzieć na Twoje pytania choć moja odpowiedź będzie absolutnie
                                            hipotetyczna. Gdyby jeden z moich przyjaciół tak się zachował pomyślałabym że
                                            on ma problem. Gdyby wszyscy moi przyjaciele zachowali się podobnie
                                            pomyślałabym że to ze mną jest coś nie tak.
                                            Ale to mi się nie zdarzy bo nie mam problemow ani ze sobą ani z przyjaciółmi ,
                                            wierz mi , Kwieto.

                                            proo
                                            • kwieto Re: Proo, a mi odpowiesz? 30.09.02, 00:08
                                              Relacje z innymi ludzmi sa zawsze wypadkowa tego co my soba prezentujemy i co
                                              inni prezentuja. Zycze Ci, bys nie musiala sie nigdy przekonac, ze slowa "ja
                                              tak nie mam" sa tylko zyczeniowym mysleniem.

                                              A swoja droga mnie zadziwiasz. Przypomnialem sobie Twoje wypowiedzi dotyczace
                                              dziewczyny ktora chciala "odbic" chlopaka innej dziewczynie (zdaje sie Rose). I
                                              tam, mimo jej zyczeniowej postawy do kwadratu niemalze (cyt: "dlaczego ona ma
                                              prawo do szczescia a ja nie?"), nie mowiac o tym, ze cala sprawa brzydko
                                              pachniala - albo on puszczal w trabe swoja dziewczyne, albo owa Rose podbierala
                                              jej chlopaka - bardzo bronilas zranionych uczuc autorki watku, pomijajac
                                              dyplomatycznie wlasnie roszczeniowa postawe oraz swinstwo wyrzadzane tej
                                              drugiej dziewczynie.
                                              Natomiast na tym watku, skupilas sie glownie na krytykowaniu postawy
                                              roszczeniowej Wenus, zupelnie ignorujac jej zranione uczucia.
                                              Skad taki kontrast w tych dwoch, podobnych w gruncie rzeczy sprawach? Obie
                                              dziewczyny czuly sie zawiedzione. Dlaczego jedna wspierasz a druga dolujesz?
                                              jestem ciekaw, naprawde!
                                              • proo Re: Proo, a mi odpowiesz? 30.09.02, 00:38
                                                Wiesz Kwieto..?
                                                Ja skończyłam dyskusję zarówno w wątku Rosy jak i Wenus.
                                                Miło mi było rozmawiać z Tobą. :-)

                                                proo
                                                • kwieto Re: Proo, a mi odpowiesz? 30.09.02, 00:42
                                                  Wykrecasz sie od odpowiedzi - Twoja sprawa.
                                                  Mnie po prostu dziwi, dlaczego w jednym watku ludzi, ktorzy krytykuja
                                                  ewidentnie roszczeniowa postawe, tudziez zwykle zachoawanie nie fair - z
                                                  podziwu godnym uporem usilujesz przekonac, ze nie maja racji (argumentami
                                                  sortu: "jestescie nieczuli" i tak dalej). A w innym watku sama zachowujesz sie
                                                  jak osoby ktore gdzie indziej krytykowalas.

                                                  Ale jak juz powiedzialem - Twoja sprawa, ja tylko wyslowilem sie ze swoimi
                                                  spostrzezeniami.
                                                  • Gość: Wenus Proo Ci nie odpowie kwieto..... ale odpowiem Ci ja IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 02:09
                                                    Kwieto, przyznaje, ze twoj obiektwyizm i odwaga, jest godny podziwu - bardzo Ci
                                                    za to dziekuje. A mowia ze to kobiety sa bardziej empatyczne i ze sa lepszymi
                                                    psychologami od mezczyzn :-)

                                                    To co napisales dalo mi wiele do myslenia na temat proo...... hmmm..... zdaje
                                                    sie ze mowila, ze nie ma ze soba zadnych problemow? Pewnosc godna podziwu co z
                                                    gruntu falszywa. Tak tez myslalam. Pogubila sie biedaczka...... i kto tu mowi o
                                                    otwartym sercu i szczerych uczuciach i zabiera sie za wydawanie kategorycznych
                                                    opinii o kims? Nie bede sie wiecej rozpisywac - to co mialam do powiedzenia,
                                                    powiedzialam w poscie "zakonczmy ten temat".

                                                    W kazdym razie kwieto dziekuje Ci bardzo za wyrozumialosc i madrosc.

                                                    Pozdrawiam serdecznie
                                                    Wenus

                                                    kwieto napisał:

                                                    > Wykrecasz sie od odpowiedzi - Twoja sprawa.
                                                    > Mnie po prostu dziwi, dlaczego w jednym watku ludzi, ktorzy krytykuja
                                                    > ewidentnie roszczeniowa postawe, tudziez zwykle zachoawanie nie fair - z
                                                    > podziwu godnym uporem usilujesz przekonac, ze nie maja racji (argumentami
                                                    > sortu: "jestescie nieczuli" i tak dalej). A w innym watku sama zachowujesz
                                                    sie
                                                    > jak osoby ktore gdzie indziej krytykowalas.
                                                    >
                                                    > Ale jak juz powiedzialem - Twoja sprawa, ja tylko wyslowilem sie ze swoimi
                                                    > spostrzezeniami.
                                                    >
                                                    >
                                                    >
                                        • Gość: Wenus "małe" P.S. do poprzedniego postu...... IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 20:08
                                          Nie wierze, ze mozna przejsc przez zycie majac na nosie "rozowe okulary",
                                          niczego nie oczekiwac, bo wtedy sie nie rozczarujemy innymi tylko bedziemy
                                          pozytywnie zaskoczeni jak na nas zwroca uwage! Chcesz powiedziec, ze ten stan
                                          odczuwasz PERMANENTNIE????? Wybacz, ale nie wierze w to!
                                          Ja tez miewam chwile, ze ciesza mnie obloki plynace po niebie, slonce
                                          ogrzewajace moja twarz, a żukowi, ktory utknal gdzies miedzy kamykami, chetnie
                                          pomoge, by ruszyl dalej w droge i dotarl do celu swej podrozy. Czasem potrafie
                                          plakac ze szczescia, cieszyc sie spiewem ptakow i tym, ze kolejnego dnia sie
                                          obudzilam. To zaiste piekne chwile, ale nie sposob zyc nimi caly czas. Proza
                                          zycia robi swoje! Na dluzsza mete nie jest mozliwe ten stan utrzymac - chyba ze
                                          zyje sie pod kloszem bez trosk, problemow, wszystko idzie jak po masle. Wtedy
                                          mozna miec takie podejscie do przyjazni jakie Ty prezentujesz. I masz do tego
                                          prawo, choc ja sie z nim nie do konca zgadzam, bo w gruncie rzeczy jest
                                          niemozliwe do ciąglego utrzymania w czasie. Kwieto, wyjales mi to z ust:
                                          Czy nie miewasz gorszych dni? Czy w sytuacjach, kiedy jest Ci źle, rowniez
                                          cieszysz sie ze zyjesz, niczego nie oczekujesz, ogladasz trawke na łące i
                                          czujesz desczyk padajacy na twa twarz? Zalozmy, ze nagle nie ma przyjaciol,
                                          nikt sie nie interesuje Tobą lub nie maja czasu..... jak sie czujesz?

                                          Zaryzykuje i napisze to, co mi przyszlo do glowy od razu, jak tylko
                                          przeczytalam kilka twych postow. Jestes typowym przykladem osoby, ktora ma
                                          silnego Neptuna w swoim kosmogramie. Neptun powoduje, ze bardzo idealizujemy
                                          innych i otaczajacy nas swiat. Karmimy sie iluzjami. Dzialanie tej planety moze
                                          byc pozytywne jak i negatwyne. Plusem jest umiejetnosc cieszenia sie
                                          drobnostkami, prawdziwa umiejetnosc kochania innych, slowem otwarta natura
                                          duchowa, wizjonerstwo - minusem - naiwnosc, karmienie sie zludzeniami i
                                          niewrazliwosc na innych czyli wlasnie egoizm. Wedle astrologii niezwykle rzadko
                                          spotyka sie pozytywne dzialanie Neptuna u ludzi a jesli juz, to jest to
                                          chwilowe (po prostu wibracje tej planety sa na tak subtelnym poziomie, ze tylko
                                          chwilami jestesmy w stanie sie dostroic do tego poziomu, by je odebrac). W
                                          dluzszym czasie doswiadczaja tego jedynie mistycy, jogini, ktos bedacy awatarem
                                          (Jezus Chrystus).
                                          Nie traktuj tego jako oceny twej osoby - to tylko moje odczucie (na podstawie
                                          tego, co do tej pory napisalas), do ktorego mniemam mam prawo i je wyrazam.

                                          pozdrawiam
                                          • proo O ilości i jakości. 29.09.02, 22:50

                                            Wenus ,
                                            długość Twojego postu bardzo mi pochlebia , świadczy o tym jak
                                            bardzo Cię zafacynowałam. Niestety nie mogę tego powiedzieć o treści.
                                            To tylko pseudonaukowy bełkot. Nic o mnie nie wiesz.

                                            proo
                                            • kwieto Proo, a mi odpowiesz? 29.09.02, 22:59
                                              Zadalem tylko proste pytanie...
                                            • Gość: Wenus Re: O ilości i jakości. IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 23:47
                                              proo napisała:

                                              > Wenus ,
                                              > długość Twojego postu bardzo mi pochlebia , świadczy o tym jak
                                              > bardzo Cię zafacynowałam.

                                              Rozumiem ten cynizm moja droga, ale nic z tego. Nie wynika to z fascynacji
                                              Toba. To raczej proba zrozumienia innosci. W przeciwienstwie do ciebie, nie
                                              probuje stworzyc aury, ze pozjadalam wszystkie rozumy.

                                              > Niestety nie mogę tego powiedzieć o treści. To tylko pseudonaukowy bełkot.
                                              > Nic o mnie nie wiesz.

                                              hmmmm..... twoje wypowiedzi tez nie blyszcza moja droga intelektem, a raczej
                                              trącą straszną naiwnoscią. Czyzby zawarta w moim "belkocie" prawda Cie tak
                                              urazila, ze zareagowalas w ten sposob wlasnie? A co do tego czy wiem cos czy
                                              nie wiem - wiem wiecej niz Ci sie zdaje......

                                              Wenus
                                              • proo Re: O ilości i jakości. 30.09.02, 00:32
                                                I po co te osobiste wycieczki , Wenus?
                                                Zadałaś pytanie w pierwszym poście - ja na nie odpowiedziałam.
                                                Mam inne zdanie niż Ty. Oczekiwałaś współczucia i potwierdzenia swoich
                                                oskarżeń wobec przyjaciół? Nie mogę Ci go dać bo inaczej myślę.

                                                Która z nas tworzy wokół siebie aurę , cyt.".. wiem wiecej niż Ci się zdaje..."
                                                Kto ocenia na (podstawie Neptuna) mój charakter , moje reakcje , mój intelekt?
                                                Przecież Ty chciałaś rozmawiać o swoim problemie - ja nie proszę o ocenę
                                                mojej osoby więc mnie nie recenzuj.
                                                Przykro mi że nieprzyjemnie iskrzy w naszej dyskusji. To nie było moim zamiarem.


                                                Pozdrawiam Cię mimo wszystko serdecznie :-)
                                                proo

                                                • Gość: Wenus Zakonczmy ta dyskusje pro......... IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 01:35
                                                  Moze i faktycznie mnie ponioslo za bardzo. Sorry. To prawda, mamy zupelnie
                                                  odmienne zdanie na pewne sprawy. Nie oczekiwalam wcale, ze zaczniesz uzalac sie
                                                  nade mna lub oczerniac moich znajomych - w koncu to ja znam sprawe od
                                                  podszewki. Przyznam jednak szczerze, ze zirytowal mnie twoj szorstki i "jedynie
                                                  sluszny wedlug Ciebie" ton, sposob wypowiadania sie i jakby nie bylo rowniez
                                                  oceniania mojej osoby, bo tez moge Ci odpowiedziec twoimi slowami: "nie znasz
                                                  mnie, nic o mnie nie wiesz". W zyciu nie tylko jest czern i biel, jak mozna
                                                  sadzic po twych wypowiedziach, ale jest mnostwo szarosci. Nie wiedzialas o tym?
                                                  Piszesz, czesto powolujac siena milosc, umiejetnosc kochania. Wybacz, ale ja
                                                  milosc kojarze z cieplem, tolerancja, wyrozumialoscia, empatia. Sa dla mnie
                                                  nierozerwalnie zwiazane ze soba i sa jednoczesnie ostatnimi, ktore
                                                  przypisalabym Tobie. Stad tez to co napisalas wydalo mi sie pustoslowiem.
                                                  Frazesami osoby ktora wie, ale nie czuje! Nieprawdziwe? A skad wiesz ze mam
                                                  roszczeniowy stosunek do ludzi, skoro tez tylko oceniasz mnie po tym co
                                                  napisalam. Jesli Cie urazilam przykro mi, ale zalozylam ten watek nie po to,
                                                  zeby sie uzalac nad soba, jak pewnie myslisz. Przezywam gorsze chwile. Mam do
                                                  tego prawo. Nie wstydze sie i nie uwazam tego za slabosc. Po prostu chcialam
                                                  sie z kims podzielic swoim problemem, bo czuje taka potrzebe w tej wlasnie
                                                  chwili. Robie to w ogole bardzo rzadko i po raz pierwszy tu na forum - czasem
                                                  latwiej zrobic to anonimowo, podzielic sie tym co boli z obcym, bo predzej
                                                  zrozumie - moze nie kazdy, sa wyjatki, ale wiekszosc wypowiedzi osob mi pomogla
                                                  i za to wszystkim dziekuje.
    • Gość: Wenus Re: Czy to jest norma obecnie? IP: *.kopernik.gliwice.pl 29.09.02, 10:56
      Hajka Wenus
      Doskonale cie rozumiem, naprawdę wiem o co ci chodzi. Miałam kiedys podobna sytuacje. Ja dla
      wszystkich, ale nic w zamian. Boleśnie sie o tym przekonałam kiedy potrzebowałam kogoś do kogo
      mogłabym sie po prostu wygadać. Nikt nie miał czasu.
      Wiem ze boisz sie samotności, ale to nie jest takie straszne! Ja osobiscie przestałam pozwalac sobie na
      wykorzystywanie sie przez ludzi i zostało ich niewielu ale takich na których moge polegać i ktorzy
      zrozumieli, że ja też jestem człowiekiem i czasem i mnie nalezy wysłuchać chociażby. Na pocieszenie
      powiem ci, że naprawde lepiej poswiecic czas chocby na czytanie dobrej książki albo na wyprawe do
      kina(chodze sama) niz na czekanie na kogos kto ma cie na tyle gdzies że nawet nie raczy zadzwonić że
      jest zajety.
      Kiedys ciągle przejmowałam sie ludzmi i tak bardzo zależało mi na podtrzymaniu niektórych kontaktów
      ale to jest bez sensu, nic nie nalezy robić na siłe. Idz na joge albo na kurs języka hiszpańskiego ale nie
      trac czasu na daremnych ludzi.
      pozdrawiam serdecznie
      • Gość: Wenus Wenus do Wenus :-) IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 11:52
        Coś za dużo tych "planet" w jednym wątku :-) Ale dzięki za zrozumienie. Widzę,
        że ludzie, ktorzy tego samego doswiadczyli w zyciu, rozumieja to znacznie
        lepiej niz inni - stara prawidlowosc. Pewnie ze masz racje! Ja nie naleze do
        osob, ktore strasznie o towarzystwo zabiegaja, bo jak zostane sama, to sobie
        cos zrobie. Mam swoje pasje: psychologie, muzyke, jezyk angielski, astrolgie,
        ktora praktykuje i zglebiam - wole sie temu poswiecic ostatnio niz tracic czas
        na kogos kto mnie nie szanuje. To co napisalam w poscie glownym to tylko taka
        moja refleksja na temat zycia i innych ludzi.

        pozdrawiam rownie serdecznie :-)
      • Gość: Wenus P.S. do watku Wenus do Wenus IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 11:59
        Zapomnialam tylko dodac, ze jak kazdy czlowiek od czasu do czasu potrzebuje
        kontaktu z drugim czlowiekiem, pasowaloby dodac WRAZLIWYM czlowiekiem. Coz jest
        warta przyjazn bez wzajemnego szacunku i mozliwosci liczenia na siebie. Nic.

        pozdrawiam
        • kamfora do Wenus z Łodzi ;-) 29.09.02, 12:16

          Tylko jedno jeszcze chciałam dopisać, tak na marginesie
          (nie muszę chyba dodawać, że przekonuję również siebie? ;-)

          Gdy Ty proszona jesteś o pomoc (jakąkolwiek) prawdopodobnie
          traktujesz to bardzo serio. I nawet, jak nie masz czasu, a ktoś
          bardzo Cię prosi - starasz się "sprostać". A jesli sama potrzebujesz
          czegoś, a ktoś odmawia - już nie ponawiasz prośby - jestes na to
          zbyt dumna, wolisz, żeby to było albo z radością dane, albo wcale...

          Pewnie wśród proszących Cię o pomoc również są osoby takie, jak Ty.
          Ale bardzo łatwo zgubić ich w tłumie tych "natrętów".
          Może także kiedyś odpowiedziały pozytywnie na Twoją prośbę (pożyczyły coś,
          Ty oddałaś - jest ok.) A teraz wspomniały o czymś, czego być może bardzo
          potrzebują. A Ty nie zaproponowałaś pożyczenia. (Bo niektórzy potrzebują
          "wychodzenia naprzeciw"...)

          A...może to trochę za skomplikowane jak na niedzielny poranek ;-)

          Pozdrawiam serdecznie
          • Gość: Wenus Do kamfory IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 13:52
            kamfora napisała:

            >
            > Tylko jedno jeszcze chciałam dopisać, tak na marginesie
            > (nie muszę chyba dodawać, że przekonuję również siebie? ;-)
            >
            > Gdy Ty proszona jesteś o pomoc (jakąkolwiek) prawdopodobnie
            > traktujesz to bardzo serio. I nawet, jak nie masz czasu, a ktoś
            > bardzo Cię prosi - starasz się "sprostać". A jesli sama potrzebujesz
            > czegoś, a ktoś odmawia - już nie ponawiasz prośby - jestes na to
            > zbyt dumna, wolisz, żeby to było albo z radością dane, albo wcale...

            Jest duzo racji w tym co piszesz. Mniemam, ze jestes z natury podobna, skoro
            to zauwazylas. Z tym pomaganiem serio jest roznie - tzn. staram sie pomoc
            chocby slowem, smiechem, zartem, ale masz racje: mysle, ze na tyle szanuje
            ludzi, ze gdy chca porozmawiac, mam swiadomosc ile dla nich znaczy "wyrzucenie"
            z siebie pewnych zlych emocji. Sama bowiem zdaje sobie sprawe jakie to dla mnie
            jest przykre gdy ja mam problem i nie moge sie z nikim podzielic. Tyle ze ja
            mam podwojna przykrosc, bo nie dosc ze musze sama trawic w sobie swoje
            problemy, to jeszcze nie moge liczyc na kogokolwiek, zeby mnie w skupieniu choc
            przez chwile wysluchal. Stad boli mnie to troche, a juz zarzucanie
            mi "przewrazliwenia" trąci totalnym lekcewazeniem. Oczywiscie, zeby bylo jasne,
            nie mierze kazdego wsparcia miarka - ja ci tyle, ty mi tyle. Bylaby to bzdura.
            Moj odruch, zeby podzielic sie z kim, co mnie boli, bierze sie ze zwklego
            stwierdzenia: "na kogo mam liczyc, jak nie na przyjaciol"?????
            Mysle, ze jestem dumna, ale w granicach zdrowego rozsadku i szacunku do samej
            siebie. Nie mam zwyczaju narzucania sie komus wielokrotnie, bez reakcji z
            drugiej strony. A skoro pozniej przy okazji, rozmowy ze znajomymi na ten temat
            (ze tez czasem potrzebuje tej "pomocy"), nie odnosza skutku, dojrzewam powoli
            do tego, zeby wszystkie te kontakty zerwac! I zrobie to juz niedlugo! Kwestia
            czasu!

            > Pewnie wśród proszących Cię o pomoc również są osoby takie, jak Ty.
            > Ale bardzo łatwo zgubić ich w tłumie tych "natrętów".
            > Może także kiedyś odpowiedziały pozytywnie na Twoją prośbę (pożyczyły coś,
            > Ty oddałaś - jest ok.) A teraz wspomniały o czymś, czego być może bardzo
            > potrzebują. A Ty nie zaproponowałaś pożyczenia. (Bo niektórzy potrzebują
            > "wychodzenia naprzeciw"...)

            Masz troche racji w tym wychodzeniu naprzeciw, ale wiesz co zauwazylam? Osoby,
            ktorym ja wyjde naprzeciw po krotkim czasie zaczynaja to rowniez wykorzystywac
            i sytuacja sie powtarza. Moze cos we mnie tkwi, ze ludzie tak reaguja? Sama nie
            wiem.....

            > A...może to trochę za skomplikowane jak na niedzielny poranek ;-)
            >
            samo zycie.......

            > Pozdrawiam serdecznie

            ja rowniez :-)

            >
    • fnop Re: Czy to jest norma obecnie? 29.09.02, 12:22
      z tego co piszesz wynika, że twoi znajomi cię zwyczajnie nie szanują; jeżeli
      nie przychodzą na spotkania, nie informują cię o tym, że coś im wypadło i nie
      czują się w obowiązku przeprosić za to - to jest to zwykła olewka; dla mnie to
      by było wkurwiające
      być może, świadonmie lub nie, pozwalasz sobie na takie traktowanie - mów im, co
      sądzisz o każdym takim konkretnym przypadku wobec konkretnych osób, jeśli nie
      spodoba im się to - to cóż, pozbędziesz się co najwyżej złudzeń, z czasem lukę
      po nich wypełnisz nowymi znajomymi i przyjaciółmi; jeśli pogodzisz się z tym,
      że inni cię nie szanują, przestaniesz szanować sama siebie, a nie ma chyba, nic
      gorszego.

      pozdrawiam,
      • Gość: Wenus Re: Czy to jest norma obecnie? IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 14:29
        wydaje sie to najrozsadniejsze wyjscie z calej tej sytuacji fnop.
        Odciąc sie od takich ludzi. Starac sie otaczac takimi, na ktorych
        mozna bardziej polegac. Nie latwe to zadanie w dzisiejszych czasach,
        ale probowac zawsze trzeba.....
        Zastanawiam sie tylko nad tym, czy jak zauwazyles, ja sama nie powoduje
        ze ludzie sie tak zachowuja w stosunku do mnie? Tylko gdzie robie blad?

        pozdrawiam :-)
        • laurie Re: Czy to jest norma obecnie? 29.09.02, 18:35
          droga Wenus

          ja tez tak mam i bardzo cie rozumiem. Mila jestes, odpowiedzialna, z szacunkiem
          podchodzisz do innych ludzi i masz z tego guzik z petelka delikatnie mowiac.
          Kiedy teraz odmowisz jakies przyslugi, na ktora zawsze sie zgadzalas -
          towarzystwo sie odwroci i uzna za ostatniego nieuzytka, posadzi o "przewrocenie
          w glowie", "staropanienstwo", postawi diagnoze typu "chlopa ci trzeba'itp itd .

          Tak to jest - jak jakis cool-koles nigdy nie wyswiadcza zadnej przyslugi a raz
          wyswiadczy - to go wychwalaja pod niebiosa, a jak ktos zawsze sie zgadza, a raz
          odmowi - to wrog numer jeden.
          Co do wyswiadczania innym przyslug - jestem jak najbardziej za - ale
          wdziecznosci nie ma sie co spodziewac. Jedyna nagroda powinno byc poczucie, ze
          fajna jestem osoba, ze stac mnie na taki gest. I tyle.

          Za dobra jestes Wenus, za powaznie podchodzisz do zycia. Olej to towarzystwo i
          znajdz ludzi podobnych do siebie. Powaznych, sensownych. Da sie zrobic.

          • Gość: Wenus Re: Czy to jest norma obecnie? IP: *.lodz.dialog.net.pl 29.09.02, 19:04
            Laurie, dziekuje za zrozumienie. Widze, ze temat przerobilas od deski do deski,
            bo trudno z jakimkolwiek twoim slowem sie nie zgodzic. Jedyne co bym tu lekko
            skorygowala - nie sluze pomocą innym, zeby mi byli za to wdzieczni - zawsze
            staram sie pomagac z nadzieja ze ktos tak jak ja pozostanie empatyczny i
            zareaguje troska na moj problem. Nigdy nie wyliczam ludziom: "ja tyle dla
            ciebie zrobilam, to teraz oddaj mi tyle". Jestem wrecz przeciwna temu. Boli
            mnie tylko, ze ludziom brakuje wlasnie tej empatii, wrazliwosci na drugiego
            czlowieka. Byloby dziwne gdybym oczekiwala tego od ludzi obcych, ale ci z
            ktorymi mnie łączą jakies sympatie, wspolne doswiadczenia, radosci, smutki - to
            inna sprawa.
            Dziękuję Ci za dobre slowa, życzę wszystkiego dobrego i wartosciowych przyjazni!
    • trzcina Re: Czy to jest norma obecnie? 29.09.02, 22:03
      Może być i tak. Jeśli Ty, proszona o przysługę, po drodze z Gdańska do Krakowa,
      podrzucisz komuś paczkę marysieńki do Kolumbii, a kiedy ktoś zawala
      sprawę, "nie szkodzi" opuszcza Twe wargi, zanim mózg włączysz - wypalisz się,
      nie wiedząc kiedy, a i na wsparcie ze strony przyjaciół trudno Ci będzie
      liczyć.
      Współtworzysz typ relacji z nimi. Nawet całkiem przyzwoici błyskawicznie
      przyzwyczają się do komfortowej sytuacji dawania, kiedy IM pasuje i brania,
      kiedy IM pasuje.A Ty stajesz się coraz bardziej "przewrażliwiona", ze zmęczenia.
      A żeby to zmienić,nie trzeba ciąć kontaktów, trzeba raczej nad takimi relacjami
      i zwyczajami w związkach z ludźmi popracować. Część, oburzona drastycznymi (dla
      nich) zmianami odejdzie być może, inni przyzwyczają się do nowej Ciebie.
      Zaczniesz może mniej wyczerpująco dawać i będziesz miała gdzie "naładować
      baterie". Bez przymusu dla którejkolwiek ze stron.

      Nie wiem, na ile powyższe Cię dotyczy (Kolumbia z pewnością nie;), ale o znanym
      mi piszę, w efekty wierzę. Tobie ich życzę))
      t.
      • Gość: Wenus Re: Czy to jest norma obecnie? IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 11:40
        trzcina napisała:

        > Może być i tak. Jeśli Ty, proszona o przysługę, po drodze z Gdańska do
        Krakowa,
        >
        > podrzucisz komuś paczkę marysieńki do Kolumbii, a kiedy ktoś zawala
        > sprawę, "nie szkodzi" opuszcza Twe wargi, zanim mózg włączysz - wypalisz się,
        > nie wiedząc kiedy, a i na wsparcie ze strony przyjaciół trudno Ci będzie
        > liczyć.
        > Współtworzysz typ relacji z nimi. Nawet całkiem przyzwoici błyskawicznie
        > przyzwyczają się do komfortowej sytuacji dawania, kiedy IM pasuje i brania,
        > kiedy IM pasuje.A Ty stajesz się coraz bardziej "przewrażliwiona", ze
        zmęczenia
        > .
        > A żeby to zmienić,nie trzeba ciąć kontaktów, trzeba raczej nad takimi
        relacjami
        >
        > i zwyczajami w związkach z ludźmi popracować. Część, oburzona drastycznymi
        (dla
        >
        > nich) zmianami odejdzie być może, inni przyzwyczają się do nowej Ciebie.
        > Zaczniesz może mniej wyczerpująco dawać i będziesz miała gdzie "naładować
        > baterie". Bez przymusu dla którejkolwiek ze stron.
        >
        > Nie wiem, na ile powyższe Cię dotyczy (Kolumbia z pewnością nie;), ale o
        znanym
        >
        > mi piszę, w efekty wierzę. Tobie ich życzę))
        > t.

        Trzcina dziekuję Ci za wsparcie i życzenia! Kolumbia of course nie wchodzi w
        grę:-), ale reszta porad się z pewnością przyda! Dojrzewam cały czas do tego
        żeby cos ze swoim "problemem" zrobic. Jestem pewna, że porady uzyskane od was
        tu na forum pomogą mi się z tym uporać.

        dzieki za zyczliwosc - pozdrawiam :-)
    • hookean Kazdy wyrabia sobie własna norme 30.09.02, 11:58
      Piszesz Wenus tak jakbys poznała tych swoich znajomych 1-2 miesiace temu, lekko
      nie w pore sie obudziłas z tym swoim zawiedzeniem ich postawą.

      I jest to częsciowo efektem Twojego podejscia do swych "znajomych", powinnaś od
      samego początku egzekwowac to, na czym Ci teraz zalezy, a nie zagryzac zeby i
      czekac az wybuchnie w Tobie pytanie o owa "norme przyjaźni".
      Najpewniej nie wychodowałabys sobie bandy znanych Ci z imienia i naziska pseudo-
      przyjaciół olewajacych Cie w zywe oczy, gdyz wykruszyłabys za wczasu tych,
      którzy uznaliby ześ "PRZEWRAZLIWIONA", bo zwyczajnie to byłaby Twoja NORMA w
      podejsciu do innych, a nie przewrazliwienie.

      Reasumujac, nie dziwi mnie wcale ich podejacie do Ciebie, nawet jesli strasznie
      z Ciebie fajna kobieta, która gotowa jest byc sama wsród tłumu, jedynie dla
      złudzenia ze moze ten tłum to jednak przyjaciele ;o)

      Pozdrawiam


      P.
      • Gość: Wenus Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 12:43
        A mnie strasznie zadziwia twoje podejscie do problemu...... traktujesz wszystko
        w kategoriach czarne, biale, jasne, oczywiste, constans,.... zycie ma wiele
        odcieni i ludzie sa rozni, nie zawsze daja sie poznac nawet w dluzszym okresie
        czasu ("beczke soli z kims zjesz, a go nie poznasz"), a i my pewne rzeczy
        dostrzegamy po uplywie jakiegos czasu, bo sie zmieniamy, dojrzewamy, zmianie
        ulegaja wartrosci ktore cenimy...... widze, ze trudno Ci to zrozumiec, sam ton
        listu tlumaczy wiele...... i wiele o tobie mowi.....

        Wszystko wydaje sie nam takie proste, dopoki nas samych nie spotka......
        • hookean Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme 30.09.02, 12:54
          Gość portalu: Wenus napisała:


          Toz, kiedy u Ciebie własnie wszystko takim czarnym i białym sie zdaje, bo
          nagle "biali" stali sie "czarnymi", sama napisałas ze od pewnego czasu( czyli
          wczesniej oddawali bez chwili zwłoki porzyczone przedmioty, wysłuchiwali Cie
          sumiennie, mogłas na nich liczyc itd.)KOMPLETNIE nie mozesz na nich polegac, sa
          niesłowni...toz CZARNOŚC nastała ;o)
          I ja nie mówie, ze zycie nie ma odcieni, to dla mnie zrozumiałe, ale dziwne ze
          jednoczesnie wszyscy (? tak to zabrzmiało przynajmniej)przyjaciele okazali sie
          byc takimi nieodgadnionymi, a twe wyobrazenia ( !) o nich upadły.
          Owszem zdarza mi sie, ale nie tak masowo i nagle.
          I jesli Twe cenione wartosci uległy zmianie, to masz juz odpowiedź dlaczego,
          znajomi uwazaja Cie za "przewrazliwiona"( rozumiem ze wczesniej tak nie mysleli)
          Ty zwyczajnie jestes inna juz ZNAJOMĄ.

          • Gość: Wenus Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 13:21
            hookean napisał:
            > Toz, kiedy u Ciebie własnie wszystko takim czarnym i białym sie zdaje, bo
            > nagle "biali" stali sie "czarnymi", sama napisałas ze od pewnego czasu( czyli
            > wczesniej oddawali bez chwili zwłoki porzyczone przedmioty, wysłuchiwali Cie
            > sumiennie, mogłas na nich liczyc itd.)KOMPLETNIE nie mozesz na nich polegac,
            sa niesłowni...toz CZARNOŚC nastała ;o)

            Ay, hookenan, nie udawaj ze nie wiesz o co chodzi! :-) Byli tacy sami,
            wiekszosc z nich, nie wszyscy, ale znaczna wiekszosc. Na moje proby rozmow
            i "wychowywania" ich reagowali zdziwieniem. Jakies dyskusje byly, ale nic w
            gruncie rzeczy nie przynosily. To typowi biorcy, a ja niestety jestem dawca.
            Poniewaz staram sie ludzi akceptowac wraz z ich wadami, bo i ja doskonala nie
            jestem, myslalam czesto pozniej, ze to moze ze mna jest cos nie tak, ze
            oczekuje w jakis sposob traktowania mnie tak jak ja traktuje ich, bez jakiegos
            mierzenia "ty mi tyle to ja ci tyle". Nawet spotkalam sie tu na forum z
            przedziwnym podejsciem, zeby niczego nie oczekiwac (tylez abstrakcja, co utopia
            do zastosowania w realnym zyciu). I trwalo to dalej. Na tyle mi to jednak
            obecnie przeszkadza i mnie frustruje, ze postanowilam cos z tym zrobic - czuje
            sie po prostu wykorzystywana i tyle. Dojrzalam nareszcie do tego, zeby to
            przerwac. Tak, to ja sie zmienilam i nie chce byc jedynie rękawem, w ktory
            mozan sie wyplakac. Dlatego zalozylam z ciekawosci watek tu na forum, zeby
            przejrzec sie w "waszych opiniach" ....... wiele slow, ktore tu padly dodaly mi
            naprawde otuchy i w jakis sposob rozjasnily mysli.
            • bezprecedensowa_staruszka Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme 30.09.02, 13:33
              Dziwne zwyczaje panuja na tym forum , wywlekasz siebie i swoich znajomych ku
              publicznej ocenie potem oceniana atakujesz jak wsciekly pies. Nie analizujac
              swego problemu z rozmowcami rzucasz sie do gardla stosujac idiotyczne oceny
              rodem Bog wie skad.Czytaj i analizuj co mowia do ciebie ludzie ktorych o to
              prosisz.
              Zadna z teorii nie jest twoja teoria? Tylu ludzi poswieca ci czas i tlumaczy co
              czarne a co biale ze pora zrozumiec.To sie robi niesmaczne.
              • Gość: Wenus Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 14:14
                Droga staruszko, skoro jest to dla ciebie niesmaczne to daruj sobie, zaoszczedz
                czasu i zajmij swoimi sprawami.....
            • hookean Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme 30.09.02, 13:48
              Bede wiec teraz udawał, ze wiem o co chodzi ;o)

              A jednak,sama lekko czyniłas swe zycie czarno-białym na zasadzie Ty DAWCZYNI
              oni BIORCY, a tak naprawde, Ty tez jestes ( i byłas, dlatego oczekiwałas
              traktowania siebie jak Ty innych )biorczynia "łapczywa" na "prezenty" .
              Cóz teraz, najlepiej poszukac sobie znajomych ( nowych ) wsród tych, co
              postrzegaja Ciebie, nie tylko przez pryzmat tego, co mozesz im ofiarowac, ale
              co oni moga Tobie zaproponowac. I moze to,nie do uwierzenia, ale to sie w
              ludziach wyczuwa, jakimi z grubsza sa, ja przynajmniej tak mam( i to wcale nie
              po 2-3 latach), naturalnie nie wobec wszystkich, ale wystarczajaco.

              P.


              • Gość: Wenus Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 14:27
                hookean napisał:

                > Bede wiec teraz udawał, ze wiem o co chodzi ;o)
                >
                > A jednak,sama lekko czyniłas swe zycie czarno-białym na zasadzie Ty DAWCZYNI
                > oni BIORCY, a tak naprawde, Ty tez jestes ( i byłas, dlatego oczekiwałas
                > traktowania siebie jak Ty innych )biorczynia "łapczywa" na "prezenty" .

                Wiesz, z tą "łapczywością na prezenty" mocno przesadziles hookean. Oczywiscie,
                ze bywam rowniez i biorca, ale kazdy z nas jest znacznie czesciej jednym typem
                lub drugim, tzn. dawca albo biorca. Trudno sie jednak z Toba nie zgodzic, ze
                sama jestem sobie troche winna, bo nie ustawilam odpowiedno granic dla tych
                osob. Nie mialam swiadomosci ktora mam teraz. Ciezko bedzie zastaly stan
                radykalnie zmienic. Ale innego wyjscia nie ma - poradze sobie!


                > Cóz teraz, najlepiej poszukac sobie znajomych ( nowych ) wsród tych, co
                > postrzegaja Ciebie, nie tylko przez pryzmat tego, co mozesz im ofiarowac, ale
                > co oni moga Tobie zaproponowac.

                Dokladnie to mam zamiar zrobic!

                pozdrawiam
                • Gość: Adam Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: 217.153.10.* 30.09.02, 16:10
                  Nie rozbijalbym tego pod katem oczekiwan na prezent, bycia dajacym itp.
                  To po prostu kwestia wychowania i szacunku. Mnie tez wychowano w
                  przeswiadczeniu, ze powinno sie byc bezinteresownym, chetnie pomoc by
                  moc na kogos liczyc (bynajmniej nie na prezenty, bez sensu) i dlatego trudno
                  mi zrozumiec, ze nie kazdy taki jest. Nie kazdego tak wychowano. Nauczylem
                  sie z tym zyc. W skrajnych przypadkach (np. propozycja wspolnego biznesu
                  pozostawiona bez odzewu) zrezygnowalem z takich znajomosci, a kilka mimo
                  wpadek podtrzymuje, bo to mimo wszystko mentalnie wartosciowi ludzie.
                  Jestem tylko bardziej ostrozny w wysluchiwaniu obietnic i prozb. Ciagle
                  jednak zbyt latwo daje sie wykorzystac.
                  • Gość: Wenus Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: *.lodz.dialog.net.pl 30.09.02, 17:45
                    Gość portalu: Adam napisał(a):

                    > Nie rozbijalbym tego pod katem oczekiwan na prezent, bycia dajacym itp.
                    > To po prostu kwestia wychowania i szacunku. Mnie tez wychowano w
                    > przeswiadczeniu, ze powinno sie byc bezinteresownym, chetnie pomoc by
                    > moc na kogos liczyc (bynajmniej nie na prezenty, bez sensu) i dlatego trudno
                    > mi zrozumiec, ze nie kazdy taki jest. Nie kazdego tak wychowano. Nauczylem
                    > sie z tym zyc.

                    Masz racje Adamie, zgadzam się w zupelnosci. O ten szacunek mi wlasnie chdzilo.
                    Nigdy nie cenilam tak bardzo przedmiotow, rzeczy, jak ludzi. Zawsze powtarzam,
                    wazne kto siedzi przy stole a nie co na tym stole jest (oczywiscie to
                    przenosnia). I dlatego napisalam w glownym, poscie, ze boli mnie wlasnie ten
                    brak szacunku - dostrzeglam to dopiero niedawno, taki mam teraz czas, ze
                    podsumowuje pewne rzeczy, stad ten watek. Nie ktorzy zupelnie opatrznie
                    rozumieja, to o co mi chodzi. Probuja mi wmawiac wyrachowanie, jakies niezdrowe
                    oczekiwania, roszczeniowosc, z czym zupelnie sie nie zgadzam.

                    > W skrajnych przypadkach (np. propozycja wspolnego biznesu
                    > pozostawiona bez odzewu) zrezygnowalem z takich znajomosci, a kilka mimo
                    > wpadek podtrzymuje, bo to mimo wszystko mentalnie wartosciowi ludzie.
                    > Jestem tylko bardziej ostrozny w wysluchiwaniu obietnic i prozb. Ciagle
                    > jednak zbyt latwo daje sie wykorzystac.

                    Hm.... do niedawna moja dobra znajoma co kilka dni wyplakiwala mi sie w
                    telefon, nie raczac nawet zapytac co u mnie slychac. Wyjezdzala za granice,
                    umiescila matke w szpitalu, ktora w trakcie jej pobytu za granica w szpitalu
                    zmarla. Zgodnie z umowa, gdyby sie cos takiego stalo (brala to pod uwage)
                    poprosila o zalatwienie tylko wstepnych formalnosci. Wystawiono wiec akt zgonu -
                    po czym po powrocie zrobila mi karczemna awanture, ze w akcie zgonu nie
                    widnieje czarno na bialym, ze jej matka byla hrabiną!!!!! I co bys powiedzial
                    na takie zachowanie? Nie oczekiwalam specjalnie niczego, bo zdecydowalam sie
                    zrobic jej przysluge - zaopiekowac sie domem, corka, odwiedzic matke w
                    szpitalu. Ale oczekiwalam szacunku i slowa dziekuje. Spotkaly mnie tylko same
                    nieprzyjemnosci. Kontakt oczywiscie urwalam z ta osoba. Totez owszem, ja
                    aboslutnie nie mierze nigdy miarka tego co dla innych zrobie, ale oczekuje
                    jakiegos zrozumienia, kultury..........
                    ja rowniez podobnie do Ciebie z pewnych znajomosci zrezygnowalam i za chwile z
                    jeszcze paru zrezygnuje. Ucze sie asertywnosci, chronic siebie, choc pewnie
                    jeszcze nie raz dam sie wykorzystac - albo i nie.

                    pozdrawiam
                    • Gość: Adam Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: 217.153.10.* 01.10.02, 09:42
                      "Zgodnie z umowa, gdyby sie cos takiego stalo (brala to pod uwage) poprosila
                      o zalatwienie tylko wstepnych formalnosci."

                      To juz nie zwykla przysluga, ale powazne, odpowiedzialne zadanie. Mysle, ze
                      przyzwyczailas swoich znajomych do tego, ze moga "zlecic Ci" prawie
                      wszystko i jeszcze potem miec pretensje. Niezaleznie od stopnia zazylosci
                      staralbym sie zdystansowac od takich propozycji. Nie znam sytuacji
                      kolezanki, ale ja bym nie wyjezdzal majac mame w powaznym stanie.
                      Pozdr.
                      • Gość: Wenus Re: Kazdy wyrabia sobie własna norme IP: *.lodz.dialog.net.pl 01.10.02, 10:12
                        Adamie, to byla zupelnie wyjątkowa historia, bardzo nieprzyjemna. Bardzo mnie
                        wtedy zabolala reakcja znajomej, dlatego nasze stosunki wyraźnie się ochlodzily.
                        Wyjasnilysmy sobie to i owo i nasze kontakty staly sie bardzo ofiacjalne i
                        sporadyczne. Duzo by pisac...... W kazdym razie dziekuje Ci za zainteresowanie
                        moim problemem.

                        pozdrawiam serdecznie
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka