amaterasu1
06.11.05, 09:22
O człowieku, który miał siedem masek
Żył kiedyś człowiek, który miał siedem masek, po jednej na każdy dzień
tygodnia. Rano, gdy tylko wstał, zakrywał twarz jedną z nich. Potem ubierał
się i szedł do pracy. Żył tak, nigdy nie pokazując prawdziwej twarzy.
Pewnej nocy, gdy ów mężczyzna spał, złodziej ukradł jego siedem masek.
Mężczyzna, gdy tylko obudził się i zorientował, co się stało, zaczął co sił w
płucach krzyczeć: "Na pomoc, okradziono mnie". Potem wyruszył, by przejść
wszystkie ulice w mieście w poszukiwaniu swych masek. Ludzie widzieli, jak
wygrażał całemu światu, przeklinał go i groził mu największymi
nieszcześciami, jeśli jego maski się nie znajdą. Szukał złodzieja cały dzień,
bezskutecznie. Zdesperowany i niepocieszony załamał się i rozpłakał jak
dziecko. Ludzie próbowali go pocieszyć, ale nic nie było w stanie mu ulżyć.
Przechodząca obok kobieta zatrzymała się i spytała go: "Co się stało
przyjacielu? Dlaczego tak rozpaczasz?" Mężczyzna podniósł wzrok i
powstrzymując łzy powiedział: "Ukradziono moje maski, a ja czuję się
bezbronny, mając odsłoniętą twarz". "Pociesz się - powiedziała kobieta. -
"Moja twarz jest odsłonięta od dnia moich narodzin".
Mężczyzna patrzył na nią długo i ujrzał, że jest bardzo piękna. Kobieta
pochyliła się, uśmiechnęła się do niego i otarła mu łzy. Mężczyzna po raz
pierwszy w życiu poczuł pieszczotę dotyku na swojej twarzy.