snc
23.10.02, 13:17
Prosze doradzcie cos kochani,
co z tym zrobic bo wariuje. Od lat kocham sie nieszczesliwie. Od LAT szesciu
sie mecze i mecze i nie moge sie wyplatac.
Dla mnie to szczescie i nieszczescie w jednym. Oddalabym wszystko, zeby byc z
nim, zeby sie z nim kochac, miec dzieci...
Nie moge sobie z tym poradzic, to jest we mnie za gleboko, spotkalam wielu
facetow, ale nikt nie jest taki wspanialy. Nikt. Nie ma nawet porownania.
Czekam na niego latami, ciagle mam nadzieje, ze moze, ze kiedys.....
To idiotyczne, tyle lat. I przez te wszystkie lata nie bylo miedzy nami nic -
zupelnie nic, nawet dotyku dloni, czy jakiejkolwiek czulosci. Dystans
niesamowity.
Nie moge tak dluzej. Juz konczylam te znajomosc, wyjezdzalam, juz nawet przez
pare tygodni sie nie odzywalam, ale mam straszliwe napady tesknoty. Wtedy
placze i nie mam sily zyc. Nie mam sily nawet wstac z lozka.
Wlasciwie moge na jakis czas zapomniec z wielka bieda, ale to uczucie mnie
tak uskrzydla, sprawia, ze czuje ze zyje, ze zycie ma sens. I znow czekam bo
czekanie ma sens, a zapomnienie nie ma... Nie moge pokochac kogos innego, a
jego tez nie moge przestac kochac, bo jeszcze bardziej jestem nieszczesliwa
jak nie kocham niz jak kocham.
Bledne kolo.