Dodaj do ulubionych

tolerancja czy obojetność?

18.11.02, 21:42
Gdzie przebiega granica?
Co jest jeszcze tolerancja, a co juz obojętnością? Czy tolerancja nie jest
właśnie wymówką dla obojętnych?
Co jest juz wtrącaniem sie w nie swoje sprawy - a co jeszcze troską o dobro
innych?
Jak wiele zależy od punktu widzenia?

Same pytania...
i_s
Obserwuj wątek
    • Gość: Melba Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.02, 21:47
      Dla mnie tolerancja to życzliwa obojętność.
      • Gość: .... Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.bnet.pl / 10.10.21.* 18.11.02, 22:36
        Witaj Inko

        Moze kluczem do tolerancji jest swiadomosc ze wszyscy w rownym stopniu
        jestesmy pelni wad i ograniczen,antypatyczni lub godni szacunku?
        Powsciagliwosc,dystans to jakis płomyczek nadziei tolerancji,ale obojętnosc-
        jej zupelne przeciwienstwo brak dialogu,porozumienia ktore sprawia ze tracimy
        nadzieje na...cokolwiek...

        Ech zycie...
        • Gość: inka_sama Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.11.02, 23:24
          Gość portalu: .... napisał(a):
          > Witaj Inko
          > Moze kluczem do tolerancji jest swiadomosc ze wszyscy w rownym stopniu
          > jestesmy pelni wad i ograniczen,antypatyczni lub godni szacunku?
          > Powsciagliwosc,dystans to jakis płomyczek nadziei tolerancji,ale obojętnosc-
          > jej zupelne przeciwienstwo brak dialogu,porozumienia ktore sprawia ze tracimy
          > nadzieje na...cokolwiek...
          > Ech zycie...

          Chyba jak zwykle problem w tym że każdy co innego rozumie pod tym pojęciem.

          Pytania zadałam bo dialog z Przemkiem w wątku "jak sie odkochac?" sprawił że
          myślę o relacjach między ludźmi.
          Bo wyszło że jeśli zawiedziemy czyjeś oczekiwania, zawiedziemy jego nadzieje,
          zranimy go - jestesmy nic nie warci. Nie umiem jasno sformułowac tego co
          szaleje w mojej głowie, chyba najbliżej nazwać to tolerancja dla naszych
          niedoskonałości?
          Obserwuję sytuację gdzie pewna para żyje ze sobą - a oddzielnie. I gdyby żyli
          tylko dla siebie i ze soba - to niech dręczą sie dalej... Problem w tym że ich
          relacje maja wpływ na innych - rodzina odczuwa (czasem boleśnie) delikatnie
          mówiąc dyskomfort. O szczegółach aż nie chcę pisać.
          No ale - właśnie! - tolerować ich sposób życia bo maja do niego prawo - to
          odmawiać prawa innym do spokojnego życia!!!!
          Czasem język mnie świerzbi by wygarnąć co o tym myślę - ale potem myśl "to nie
          moja sprawa! każą mi się nie wtrącac - i będą mieli rację".
          Ale to negatywnie wpływa nawet na mnie choc niby nie jestem w centrum
          zdarzeń...

          Tolerancja.
          Patrzę jak bliskie mi osoby cierpią - i nie robię nic poza byciem w porządku
          wobec nich. Ale to nie załatwi sprawy. Bo to nie ode mnie zalezy ich spokój.
          Cholera!
          • kamfora Re: tolerancja czy obojetność? 18.11.02, 23:45
            Gość portalu: inka_sama napisał(a):
            > Obserwuję sytuację gdzie pewna para żyje ze sobą - a oddzielnie. I gdyby
            żyli tylko dla siebie i ze soba - to niech dręczą sie dalej... Problem w tym
            że ich relacje maja wpływ na innych - rodzina odczuwa (czasem boleśnie)
            delikatnie mówiąc dyskomfort.

            /ciach/

            > Tolerancja.
            > Patrzę jak bliskie mi osoby cierpią - i nie robię nic poza byciem w porządku
            > wobec nich. Ale to nie załatwi sprawy. Bo to nie ode mnie zalezy ich spokój.
            > Cholera!

            Wydaje mi się , że to jest własnie tolerancja - pozwolić ludziom żyć swoim
            życiem. Zaakceptować, ze mogą być inni.
            Ale jednocześnie powiedzieć,( o ile są bliscy i nieobojętni),
            jakie uczucia wzbudza ich zachowanie.
            Nie: "wygarnąć". Ale powiedzieć spokojnie. I bez względu na to, czy
            zareagują zażenowanym "przepraszam, nie wiedziałem", czy też
            " nie twoja sprawa" - nie zmieniać tak całkowicie do nich stosunku :-).

            Pozdrwiam
            (raczej smętnie dziś...:-(
            • Gość: inka_sama Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 18.11.02, 23:54
              kamfora napisała:
              > Pozdrwiam
              > (raczej smętnie dziś...:-(

              Dziś zaraz zmieni się w jutro! I będzie kolejny dzień - lepszy mam nadzieję.

              A co do tej sytuacji to obawaim sie ze nie umiem spokojnie, ż ewybuchnę jak
              zacznę....
              Zaczęłam rozważać formę pisemna - papier jest ciepliwy, komputer ułatwi kolejne
              zmiany, można zastanowić się by nie napisac za dużo... Al eco napisane -
              zaistnieje na wieki! I nie wiem czy dobrze to czy źle.
              Na razie siedzę cicho.
              I idę spać...
            • trzcina Re: tolerancja czy obojetność? 19.11.02, 00:02

              Tolerancja (wyrozumiałość dla pogladów, itd. odmiennych od uważanych przez nas
              za słuszne)kończy się tam, gdzie jest szkodliwość tychże (zagrożenie, krzywda),
              nie wyimaginowana, naturalnie. I tam też, zaczyna się obojętność, jeśli nie
              reagujemy, bo nie postrzegamy, nie czujemy takiej potrzeby.
              Tak mi się to o północku widzi, Inko.
              Łatwo się w ocenie zaistnienia szkodliwości pomylić. Ci, którzy zbyt szybko ją
              wietrzą, włażą często, a pochopnie na poletko sąsiada, inni, czekajacy na znak
              bardzo wyraźny, moment dla interwencji właściwej dogodny na ogół przegapią.


              pss
              Kamforo, smętkom odpór daj:)

              zdrowienia
              t,))

    • joanna_1 Re: tolerancja czy obojetność? 19.11.02, 12:45
      Zarówno tolerancja jak i obojętność kojarzą mi się z pewną wolnością dla
      jednostki, swobodą w dokonaniu wyboru, podjęciu decyzji.
      Jednak słowa te maja zupełnie inne zabarwienia emocjonalne. Obojetność nie ma
      zabarwienia emocjonalnego, jest takim stanem bezwładnym na czyjeś działania.
      Natomiast tolerancja wprost przeciwnie, jest zabarwiona pozytywnie, tzw. dobrą
      myslą o słuszności wyboru kogoś, mimo iż czasem nie do konca będzie
      potwierdzeniem naszych przekonań. Byc tolerancyjnym to szanować czyjąś inność.
      Granica moim zdaniem przebiega wzdłóż linii odczuć właśnie, jesli chodzi o
      zestawienie: tolerancja - obojętność. Natomiast obydwie z nich maja swoje
      własne granice. I to jest to co powiedziała Trzcina, końcża sie tam gdzie rodzi
      się zagrożenie, czy też obawa, ze sprawa niebezpiecznie wymknie się spod
      kontroli. Moim zdaniem i tolerancja i obojetność , która wynika z nas kończy
      się tam gdzie instymkt samozachowawczy mówi nam UWAGA! Wszyscy jesteśmy chyba
      do pewnego momentu tolerancyjni lub obojętni.
      Tak to ogólnie mi się widzi. Tak to odczuwam.
      • Gość: blubus Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.proxy.aol.com 19.11.02, 13:28
        "nie sadz drugiego" jest starozytna zasada wiary iz konsekwencje pewnych czynow
        zachowan sa adekwatna cena. Kwestia czasu. Ponadto, iz akceptacja innosci i nie
        uszczesliwianie innych na wlasne kopyto jest bardzo cenna zasada.
        Obojetnosc jest juz nieczuloscia, a przeciez "kochaj blizniego...", "kochaj
        grzesznika, nienawidz zla", etc. W zaleznosci od poszczegolnej sytuacji,
        czlowieka, mozna, a nawet pewnie trzeba reagowac (a nie wybuchac), bo w koncu
        obojetnosc prowadzi do pasywnosci, frustracji, a natura czlowieka jest
        wspolistnienie. Konfliktowosc jest objawianiem stanu chorobowego. Wowczas
        zwieksza sie szanasa na zmiane (ale agresywnosc lub destrukcyjnosc tez).
        Natomiast w wypadku wtracania sie w czyjes zycie, kiedy wlasciwie do nas to nie
        nalezy, jest pewnego rodzaju naiwna desperacja. Przeciez nie bede krzyczec na
        wszystkich palacych papierosy ze szkodza sobie i innym. Pomimo tego iz wszyscy
        w jakis sposob ponosimy tego konsekwencje. Swiadomosc rosnie powoli, niestety z
        reguly pod wplywem wlasnych doswiadczen, a nie dzieki dobrym radom juz
        doswiadczonych. Mozna sie tez za kogos takiego co bladzi pomodlic, westchnac w
        duchu: O, Boze, daj zeby to dziecie nie musialo za bardzo cierpiec azeby
        zmadrzec, ani zeby nie krzywdzilo innych (jednoczesnie mozna przywalic ostrym
        slowem lub soczystym pomidorem). W kazdym razie odwazne zachowywanie
        pozytywnosci jest juz kropelka swiatla w oceanie ciemnosci.
      • Gość: inka_sama Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.11.02, 22:46
        Dla mnie obojetność ma negatywne zabarwienie emocjonalne!

        To co dla jednego jest tolerancją - dla innego obojetnością będzie. A nazwanie
        swojej obojetności (bo obojetność bywa bardzo wygodna!) tolerancją jest
        usprawiedliwianiem własnej bezczynności.
        Czy czasem nie okłamujemy samych siebie?...
    • vicca Re: tolerancja czy obojetność? 19.11.02, 14:28
      Tolerancja wynika ze zrozumienia.
      Obojętność z egoizmu.

      nie mają ze sobąnic wspólnego.

      Pzdr ciepło Vicca
      • saana Re: tolerancja czy obojetność? 19.11.02, 15:04
        vicco ale granica jest cieniutka, ostatnio przekonalam sie o tym ,moj
        przyjaciel ma problem, w moich oczach jego rodzice mogliby zareagowac i pomoc
        mu, moim zdaniem, ich zachowanie swiadczy o obojetnosci , przyjaciel zas
        stwierdzil ze swiadczy to o ich tolerancji wobec jego wolnosci wyboru.
        A ..co sadzcie o takim stwierdzeniu , toleruje cos bo wiem ze jestem madrzejsza
        i musze tak postepowac a w duchu moje patrzec na cos z goryz pozycji
        wszystkowiedzacej. Takiego,argumentu uzywa sie np. wobec starszego z
        rodzenstwa.
        • Gość: inka_sama Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.11.02, 22:59
          saana napisała:
          > A ..co sadzcie o takim stwierdzeniu , toleruje cos bo wiem ze jestem
          > madrzejsza i musze tak postepowac a w duchu moje patrzec na cos z goryz
          > pozycji wszystkowiedzacej. Takiego,argumentu uzywa sie np. wobec starszego z
          > rodzenstwa.

          Zaraz - ale czy to prawdziwa tolerancja? Patzrenie z góry to nie ten rodzaj
          emocji... Czasem ktoś wymusza na nas "tolerowanie" czegoś - ale przecież mamy
          wewnętrzną świadomość własnej niezgody. Presja, wymuszeni zgody na coś nie da w
          efekcie tolerancji - tylko pogodzenie sie z faktami!
          Dochodzi tu element wewnętrznej zgody, przyzwolenia na to co tolerujemy.
      • Gość: inka_sama Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 19.11.02, 22:54
        vicca napisała:
        > Tolerancja wynika ze zrozumienia.
        > Obojętność z egoizmu.

        O! To jest to co mi uciekało!
        Zrozumienie!
        I umiejętność wybaczania błędów.
        Skojarzenie przyniosło mi obraz dewotek klepiących pacierze - i dręczących
        bliźniego... Jak we fraszce mistrza Jana K.

        Nie wszystko da sie tolerować. Granica jest tam gdzie czyjaś krzywda, tak?
        Czyli brak tolerancji dla zła. Czy to juz nie tolerancja? Pozostaje kwestia
        rozróżnienia tolerancji wobec osób i ich zachowań! Czyli nie toleruje tego
        zachowania - ale człowiek budzi raczej moje współczucie niz gniew?
        To wyzsza szkoła jazdy...
        Udaje sie wam to? Jeśli tak to mogę sie prawie założyć że raczej wobec bliskich
        niz obcych. A czasem nawet z bliskimi może być różnie :)
    • Gość: Martyna Re: tolerancja czy obojetność? IP: *.proxy.aol.com 21.11.02, 02:41
      inka_sama napisała:

      > Gdzie przebiega granica?
      > Co jest jeszcze tolerancja, a co juz obojętnością? Czy tolerancja nie jest
      > właśnie wymówką dla obojętnych?
      > Co jest juz wtrącaniem sie w nie swoje sprawy - a co jeszcze troską o dobro
      > innych?
      > Jak wiele zależy od punktu widzenia?
      >
      > Same pytania...
      > i_s


      Dla mnie obojetnosc zaczyna sie w momencie gdy tolerujemy jawne krzywdzenie
      drugiego czlowieka , sytuacje, ktore sa nie fair czy tez nieprawiedliwosc.
      Czasami jednak trudno jest dostrzec, ustalic ta granice- juz lepiej chyba kazda
      sytuacje rozpatrywac indywidualnie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka