Gość: Imagine
IP: *.unl.edu
25.11.02, 20:02
Nie zyjac, zyjemy dopiero. Swiadomosc, ktora jestesmy, jest wszedzie i
nigdzie. Zaden partykularyzm nie ugniata nas, zadne tu, teraz, potem, tam
nie ma miejsca. Przychodzac na swiat, umieramy dla calosci, stajemy sie
skanalizowanym, przypadkowym bytem, ktory i tak musi sie zakonczyc. Jakiez
piekne musi byc poczucie NIEBYTU. Czujemy sie w cialach, coraz nowszych,
nie znajac innego zycia, jak w nowym ciele. Nie pamietamy nic sprzed
przyjscia. Celowo. Pamiec tej nieustannej euforii pchalaby nas wszystkich,
bez wyjatku, ku zbiorowemu samobojstwu. Im blizej ku zyciu prawdziwemu, tym
wiecej wigoru, tym mniej prob by utrzymac sie w stanie smierci, ktore
ironicznie nazywamy zyciem.
Pozdr, Imagine.