rozmowa z chorym

15.01.03, 18:08
staje sie Twoj znajomy ma operacje mozgu, potem powinno byc dobrze - nie
jest. I idziesz na spotkanie i nie wiesz o czym mowic, probujesz wybrnac
pytasz jak bylo w Wigilie- tragicznie mialem atak padaczki. I rozmowa jest
coraz trudniejsza, bladzisz unikajac tematow trudnych coraz bardziej niepewny
gdzie bezpiecznie zaczac i nie wiesz juz czy ten czlowiek chce oparcia czy
rozrywki a jego nerwy strzeskane przez mozg pokazuja Ci ze kiepsko Ci idzie.
Ja te spotkanie zawalilam. Co dalej?
    • hermina Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 18:21
      Ja bym radziła zmienic perspektywę.

      Dziwny ten Twój post. Wcale nie jest o rozmawianiu z chorym. Tylko o
      Twoim "wystąpieniu" w obecności tego kogoś. Dziwne. Czy jak z nim rozmawiałaś,
      to naprawdę myślałaś o tym, jak sama wypadniesz, jak wybrniesz z krępujących
      momentów, jakie "zrobisz wrażenie"? Tak napisałaś, może to z emocji, może nie
      tak było? I to podsumowanie jeszcze - "zawaliłam to spotkanie"... Czyli to Ty
      byłaś jego główną bohaterką???

      Nie wiem... trochę mnie zjeżył ten post. Cholera, no przecież jeśli chcesz
      komuś pomóc, to to jest strasznie mało ważne, jak "wypadniesz"... Ważne, co ta
      osoba poczuje, a nie, co będziesz przed nią udawac i czy bedziesz
      przekonująca... Chociaż trochę ten wzrok odchyl od siebie...

      Przepraszam, jeśli uraziłam. Pozdrawiam i powodzenia życzę następnym razem.
      • saana Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 18:33
        nie nie urazilas mnie, napisalam jak sie wilam widzac reakcje tej drugiej
        osoby. I chcialam napisac, ze wydawalo mi sie ze potrafie stawic czola takiej
        sytuacji a okazalo sie ze nie potrafie. I ze zamiast pomoc, mam niemile
        wrazenie ze lepiej bylo tam nie isc, z powodu swojej choroby ten znajomy nie
        nawiazuje kontaktow z ludzmi- zostalam wiec w jakis sposob przez niego wybrana-
        czuje troche odpowiedzialna za przebieg spotkania bo jako osoba zdrowa chyba
        powinnam wziac na siebie inicjatywe w rozmowie itd. ten znajomy jest naprawde w
        zlym stanie wiec nie nalezy chya oczekiwac ze bedzie mnie zabawiac.
        • saana Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 18:35
          i nie wiem co sie mowi osobie chorej.
          • saana Re: rozmowa z chorym dodam 15.01.03, 18:43
            moj znajomy mial operacje na mozgu nie wiem czy to powoduje ze czasem w
            trakcie tej rozmowy mialam wrazenia ze On jest nieobecny a czasem ze nie
            rozumie co do niego mowie a czasem jego odpowiedzi byly dziwne. gubilam sie
            wiec w sygnalach ktore odbieralam. O to czy jest zmeczony i powinnam wyjsc
            pytalam pare razy- takie mialam wrazenie od poczatku.
        • hermina Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 18:38
          Mnie się wydaje (na podstawie własnych doświadczeń to mówię), że zwyczajnośc
          jest chyba najfajniejszą metodą. A tak naprawdę to nie ma uniwersalnych recept
          na takie sytuacje... Może opowiesz więcej o tym człowieku, byłoby prościej coś
          sugerowac.
          • saana Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 18:48
            to znajomy z pracy kiedys w trudnej sytuacji mu pomoglam a potem on staral sie
            utrzymac znajomosc, fajnie nam sie rozmawialo i pomimo ze ja zmienilam prace
            pozostalismy w kontakcie. I nigdy sie sobie nie zwierzalismy takie troche
            codzienne wymiany zdan.
            • saana Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 18:57
              jak malo o nim wiem uswiadomilam sobie w czasie tego spotkania, zawyczaj jak
              sie wczesniej sie spotykalismy ja mu opowiadalam o ostatnih podrozach imprezach
              a On sprawial wrazenie ze podaza myslami za mna, lubil tego sluchac, tym razem
              balam mu sie opowiadac o barwnych stronach zycia. Spotykalismy sie rzadko ja
              sie wynioslam gdzies indziej. ostatnio widzielismy sie 1.5 roku temu.
        • roseanne a ja cie doskonale rozumiem 15.01.03, 18:49
          bo to normalne, ze chcesz dobrze, chcesz "rozbawic" rozmowa. Pomoc rozproszyc
          zle mysli. Ale nikt nie mowi ,ze to latwe. Przeciez nie masz spisu tematow,
          ktore nalezy omijac, nie masz tez tych preferowanych.
          A same odwiedziny SA wazne - twoja obecnosc, potrzymanie za reke moze,
          poopowiadanie o czyms nieistotnym.

          Ciezko doradzac nie woedzac jak to wszystko wyglada. Idz raz jeszcze, dodaj
          otuchy, a na to ,ze wydaje Ci sie, ze nie ma wyraznego kontaktu nie zwracaj
          zbytniej uwagi. Kieryj sie instynktem

          Pozdrawiam
          • saana Re: a ja cie doskonale rozumiem 15.01.03, 19:00
            tchorz ze mnie ale itak okolicznosci powoduja ze moge tylko zadzwonic.
            Instynkt mnie wlasnie zawiodl.
            • Gość: Ismena Re: a ja cie doskonale rozumiem IP: *.crowley.pl 15.01.03, 19:09
              A moze po prostu spytaj znajomego, o czym chce rozmawiac. Moze boi sie czegos w
              zwiazku ze swoja choroba i chce Ci o tym powiedziec - wtedy go wysluchasz. A
              moze przeciwnie - nie chce rozmawiac o chorobie, tylko chce sluchac o imprezach
              i barwnych stronach zycia - opowiedz mu.
              Nie masz obowiazku wiedziec, o czym on chce rozmawiac, ale mozesz go o to
              spytac.
              Rozmawianie z chorym jest bardzo trudne, bo boimy sie go urazic. Ale to taki
              sam czlowiek jak my, wiec rozmawiac z nim mozna zupelnie normalnie.
              Poza tym nie musisz mu opowiadac od razu o rozrywkach i imprezach. Opowiedz mu
              o tym, co robilas w ciagu dnia, to tez moze byc dla niego ciekawe.
              Najlepiej spytaj go, o czym chce mowic.
              Pozdrawiam.
              PS. To normalne, ze balas sie jak wypadniesz. Kazdy sie tego boi. Nie lubimy
              czegos zawalac, nie lubimy, gdy nie udaje nam sie kogos pocieszyc. Nie przejmuj
              sie, ze pomyslalas o sobie. Masz do tego prawo.
              • saana Re: a ja cie doskonale rozumiem-Ismena 15.01.03, 19:18
                Idac na te spotaknie wyobrazalam sobie ze wlasnie zapytam czy chce rozmawiac o
                tym czy nie. Ale juz na miejscu ja mialam wraznie ze On wogole nie chce o
                niczym rozmawiac i ze ja wogole tam nie powinnam byc. To a propos
                wrazen.Najchetniej bym milczala ale milczenie bylo bardzo krepujace.
                • saana Re: a ja cie doskonale rozumiem-Ismena 15.01.03, 19:20
                  nie wiedzialam czy mam wyjsc czy nie- ale to zachowanie zwalilam na chorobe i
                  brnelam dalej.
                  • Gość: Malwina z chorym IP: proxy / *.w.club-internet.fr 15.01.03, 19:37
                    rozmawia sie jak ze zdrowym.
                    • saana Re: z chorym 15.01.03, 19:49
                      ze zdrowym rozmawiasz o wszytskim i wyczuwasz kiedy przekraczasz granice. A co
                      z chotrym jezeli go nie wyczuwasz?a jzeli widzis ze ten chory robi sie nerwowy
                      jak go pytasz jak sie czuje jak sobie psychicznie daje rade co robi zeby sie
                      przelamac-czyli o rzeczy ktore zapytasz kazdego zdrowego o ktorym wiesz ze ma
                      jakis problem.
                    • Gość: inka_sama Re: z chorym IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.01.03, 20:04
                      Gość portalu: Malwina napisał(a):
                      > rozmawia sie jak ze zdrowym.

                      Łatwo powiedzieć. :)
                      Ludzie BOJĄ się rozmawiac z chorymi. Z osobami w żałobie. Z ludźmi ciężko
                      dotkniętymi przez los.

                      I jak ktos napisał - nie ma uniwersalnej recepty.
                      Łatwiej w takiej sytuacji osobie która sama przeszła coś trudnego. Bo ona wie
                      jak to MOŻE - ale nie musi! - wyglądać z drugiej strony.
                      Milczenie jest czasem trudne. Ale czasem to właśnie jest najlepsze co można
                      zrobic - razem pomilczeć.

                      I choć niektórym się to wyda dziwne - część takich osób chce rozmawiać o tym co
                      ich boli. I nie ma z kim bo każdy się boi.
                      Może dlatego ja wtedy wybrałam forum? Bo tu nie widziałam spłoszonych spojrzeń?
                      To co chciałaś zrobić w pierwszej chwili - spytać - mogło byc najlepsze -
                      mogłoo ale nie musiało, kłopot w wyczuciu. My go nie znamy - i ty sama nie
                      bardzo.
                      Jak to było że on ciebie wybrał?
                      Nie bój się tak bardzo .

                      Ostatecznie i ja na forum nie dostałam samych "głasków po głowie". niektórzy
                      nieźle na mnie nakrzyczeli. :)
                      I oceniając z rocznej perspektywy - niepotrzebnie. Chcieli mnie zmobilizować -
                      a nie był to właściwy czas.
                      A ja pamiętam którzy to. :))
                      I nie mam za złe.
                      Choc sama wiem że tak nie należy robic. bo to mnie dodatkowo raniło zamiast
                      pomóc.

                      Znajomy jest nadal w szpitalu - czy w domu?
    • saana Malwina rozwin 15.01.03, 19:50
      • Gość: Malwina Re: Malwina rozwin IP: proxy / *.w.club-internet.fr 15.01.03, 20:02
        zdrowy gdy nie chce poruszyc tego czy innego tematu to ci daje tez do
        zrozumienia i postepujesz wedle czego chcesz, jak mozesz. I wchodzisz nieraz w
        konflikty i masz niesmak, i nie tak chcialas powiedziec wytlumaczyc a nie
        wyszlo...Dlaczego mialoby byc inaczej z chora osoba ? Czy ona ma bardziej niz
        ktokolwiek zdrowy wspolpracowac z toba, cos ma odkupic ? za cos przeprosic ?
        Bardziej sie starac ? Co ma do diaska choroba wspolnego z brakiem komunikacji ?
        Jak sobie to wyobrazalas ? Jak w filmach amerykanskich ?
        Mam dwie kolezanki z zaawansowanym rakiem piersi - jedna o tym mowi i jak
        placze to placze z nia a druga jest zamknieta i nie widze jak moglabym ja
        otworzyc wiec jestem tez zamknieta.
        Moze poprostu nie mialas wspolnych tematow ani wspolnych odczuc z ta osoba ...?
        i pal licho chorobe
        • saana Re: Malwina rozwin 15.01.03, 20:10
          napisalam ze w tym wszystkim bierze udzial mozg, gosc musial po operacji zaczac
          zycie od nowa- nauczyl sie a teraz sie pogorszylo. rak to choroba ale nie ma
          nic wspolnego z mozgiem. Ale masz racje ze jest to bardziej ogolny problem
          kazdy przezywa swoja chorobe inaczej.
      • julla Re: Malwina rozwin 15.01.03, 20:04
        No moze niekoniecznie jak ze zdrowym, bo przeciez nie bedziesz opowiadać mu
        kawałów o pogrzebach. Może, jeśli widzisz ze rozmowa go męczy, to po prostu
        posiedź w ciszy koło niego. Ja tak wysiadywałam przy łóżku mojej babci, która
        była juz na morfinie, i za każdym razem kiedy się podnosiłam do odejścia, to
        ona otwierała oczy i pytała "idziesz już?" więc siedziałam dalej. Nie chciało
        jej sie juz wtedy rozmawiać, ale bała się zostac sama.
        • Gość: Malwina z chorym IP: proxy / *.w.club-internet.fr 15.01.03, 20:16
        • saana Re: Malwina rozwin 15.01.03, 20:16
          ja sie balam ze w jego stanie, z powodu lekarstw jest bardzo nerwowy, cos go
          moze zdenerwowac, cos drobnego i moze dotac jakiegos ataku. On sie bal ze
          dostanie tego ataku w mojej obecnosci tak bardzo, ze juz z samego tego powodu
          byl zdenerwowany. Chcialam jakos przelamac jego lek.Ze nawet gdyby to sie nic
          nie stanie. Ale sama rozmowa na ten temat go denerwowala.
        • julla jeszcze cos 15.01.03, 20:17
          I jesli on na twoje grzecznościowe pytanie o Wigilię mówi o ataku padaczki, to
          się zupełnie nie przejmuj. Tak wygląda teraz jego życie i pewnie niewiele
          wiecej go w tym paskudnym czasie interesuje. Czasem ludzie maja ogromną
          potrzebe pogadania o swojej chorobie, a Ci zdrowi wiją się jak pisokrze,żeby
          tylko nie musnąć tego tematu.

          Byle do Wiosny!
          • saana Re: jeszcze cos-Julia 15.01.03, 20:24
            Julia wiedzialm to wszystko przed spotkaniem. Tak mi sie przynajmniej wydawalo.
            Co mam zrobic teraz wyslac prezent zatelefonowac zapytac jak sie czuje?
            przeproscic ze chyba nasze spotkanie nie blo zbyt udane bo sie nie oswoilam z
            nim chorym, mam byc szczera ?
        • Gość: Malwina samo poszlo :-( IP: proxy / *.w.club-internet.fr 15.01.03, 20:20
          znam takich ktorym bede opowiadac kawaly o pogrzebach
          znam faceta na wozku (w pracy) z ktorym robimy wyscigi na korytarzach i kawaly
          o jego znakomitym belwederze na damskie uroki. Inny by pewnie zatlukl.
          Najlepiej bylo powiedziec ze nie bardzo wiesz co mowic i czujesz sie nie swojo -
          jak znam ciezko chorych - pewnie by cie pocieszyl. Zauwazcie jak czesto to sie
          zdarza...
          • saana Re: samo poszlo :-( 15.01.03, 20:25
            Na to mi nie starczylo odwagi. Nie chcialam pokazac ze czuje sie nieswojo.
    • kamfora Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 20:24
      Najważniejsze, żeby wejsć do tego szpitala.
      Dać choremu poczucie, że nie jest już skazany na
      zapomnienie, że ten świat sobie doskonale bez niego
      radzi...
      Ja bym chyba powiedziała, że nie wiem, o czym rozmawiać
      i że się boję w ogóle wizyt w szpitalu.
      Chorzy (szczególnie poważnie chorzy) nie za bardzo interesują
      się czymś innym, poza swoją chorobą. A właściwie poza szansą na
      wyzdrowienie. Ale ponieważ bardzo potrzebują odwiedzin,
      również starają się w miarę możliwości, żeby "wypaść" dobrze.

      Wydaje mi się, że w czasie odwiedzin nie ma co się pytać,
      czy wolałby, żeby sobie pójść. Lepiej zapytać, czy czegoś może
      potrzebuje, to następnym razem przyniesiesz. (właśnie tak - a nie:
      czy chcesz, żebym jeszcze przyszła?)

      Nie trzeba siedzieć długo. Naprawdę lepiej kilka razy po 15 minut,
      niż raz "odbębnione" 2 godziny.
      • saana Re: rozmowa z chorym-kamfora 15.01.03, 20:28
        ja bylam w domu i stol byl zastawiony ogromna iloscia ciast..gdyby to byl
        szpital gdybym byla w tym miescie na stale a nie bardzo rzadko ponawiem pytanie
        (patrz do julii)
      • saana Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 20:29
        ale czy ktos kto tak bardzo boi sie ze dostanie atak ze wlasnie cos stanie sie
        w jego oczach kompromitujacego pragnie tych odwiedzin?
        • saana co dalej? 15.01.03, 20:33
          Co mam teraz zrobic wyslac prezent, zatelefonowac zapytac jak sie czuje?
          przeproscic ze chyba nasze spotkanie nie bylo zbyt udane bo sie nie oswoilam z
          nim chorym, mam byc szczera ? nie moge odwiedzic go osobiscie(przynajmniej nie
          w najblizszej przyszlosci)

          • kamfora Re: co dalej? 15.01.03, 20:53
            saana napisała:

            > Co mam teraz zrobic wyslac prezent, zatelefonowac zapytac jak sie czuje?
            > przeproscic ze chyba nasze spotkanie nie bylo zbyt udane bo sie nie oswoilam
            z
            > nim chorym, mam byc szczera ? nie moge odwiedzic go osobiscie(przynajmniej
            nie
            > w najblizszej przyszlosci)

            A jak się właściwie to spotkanie skończyło?

            Wydaje mi się, że warto być szczerą.Ale nie mów, że spotkanie "nieudane".
            Powiedz, że się bałaś, że byłaś sztywna. Że następnym razem już będziesz
            "oswojona" Ile to jest "najbliższa przyszłoć"? Miesiąc? Rok?
            Czy naprawdę go nie możesz odwiedzić, czy nie chcesz? Bo że on chce
            odwiedzin - możesz być pewna.
          • julla Re: co dalej? 15.01.03, 20:54
            saana napisała:

            > Co mam teraz zrobic wyslac prezent, zatelefonowac zapytac jak sie czuje?
            > przeproscic ze chyba nasze spotkanie nie bylo zbyt udane bo sie nie oswoilam
            z
            > nim chorym, mam byc szczera ? nie moge odwiedzic go osobiscie(przynajmniej
            nie
            > w najblizszej przyszlosci)
            > ***********
            Bądź szczera, chyba tak. Nie przepraszaj, bo nie masz za co. Może poczuć
            się "winny"
            Pytaj jak się czuje, czy w czymś mu pomóc. Powiedz, że wpadniesz kiedy tylko
            będziesz mogła i pogódź się, że różnie być może z jasnością jego umysłu- to
            naprawdę niczyja wina. Nie przejmuj się za bardzo swoim zachowaniem, myślę, że
            kolega docenia, że go odwiedziłasz, ale być może jest w kiepskim stanie
            psychicznym i fizycznym, więc daj mu prawo do dziwnych zachowań i swojego
            zakłopotania.
            W końcu to niecodzienna sytuacja.
            Nic więcej nie przychodzi mi do głowy.
            Pozdrawiam!
          • Gość: inka_sama Re: co dalej? IP: *.poleczki.dialup.inetia.pl 15.01.03, 21:27
            saana napisała:
            > Co mam teraz zrobic wyslac prezent, zatelefonowac zapytac jak sie czuje?
            > przeproscic ze chyba nasze spotkanie nie bylo zbyt udane bo sie nie oswoilam z
            > nim chorym, mam byc szczera ? nie moge odwiedzic go osobiscie(przynajmniej
            nie w najblizszej przyszlosci)

            Może napisz list?
            A tak w ogóle - on jest sam? Bo jakoś w tej twojej opowieści brak kogokolwiek
            innego. Tak jakos dziwnie.
            Nie koncentruj się tak na sobie i swoich odczuciach. Nie chciałaś mówic że
            jestes spięta? Przeciez to było widac i czuć...

            A to jego napięcie - to chyba nie obawa przed kompromitacją jak to określiłaś.
            Może bał się że przestraszy cię i uciekniesz?

            • saana wiec.. 15.01.03, 21:53
              dziekuje za rady. Chyba zadzwonie bo nie wiem jak napisac a rozmowa
              telefoniczna nie jest az tak stresujaca. chcialabym sobie przygotowac pare
              wariantow rozmowy. Wczesniej latwiej mi sie rozmawialo przez telefon i nic nie
              wrozylo ze tak potoczy sie spotkanie wprost.
              Z powodu choroby jest pod stala opieka rodzicow. Musial wrocic do rodzinnego
              domu. Nie jest samowystarczalny. A dziewczyna go porzucila. To mlody facet ma
              28 lat. A przy okazji ..jestesmy takim delikatnym kruchym stworzeniem.
              Trzymajcie za mnie kciuki.
            • saana Re: co dalej? 15.01.03, 22:11
              bylam bardzo nieswoja- ale wciaz nie wiem czy gdy slysze 'mialem atak w
              swieta 'powinnam milczec czy tez rzucic jakis slogan w stylu w przyszlym roku
              bedzie lepiej. O ilez latwiej mi rozmawiac ze starsza siasiadka, ktora'umiera'
              na kazde przyszle swieta'zartuje z niej i to dobra metoda.
              • kamfora Re: co dalej? 15.01.03, 22:21
                saana napisała:

                > bylam bardzo nieswoja- ale wciaz nie wiem czy gdy slysze 'mialem atak w
                > swieta 'powinnam milczec czy tez rzucic jakis slogan w stylu w przyszlym
                roku bedzie lepiej.


                Może porozmawiać, jak w czasie takiego (ewentualnego)ataku
                mogłabyś mu pomóc?
                To jest trudne na początku, ale potem, jak już "pęknie ten balon" - można
                rozmawiać całkiem swobodnie.
                Ty wiesz, że on jest chory, on to wie. Po co udawać, silić się na jakieś
                slogany?
    • joanna51 Re: rozmowa z chorym 15.01.03, 20:57
      Saana, bardzo chcialabym Tobie cos doradzic, ale kompletnie nie wiem co.
      "Traktowac jak zdrowego" czy tez jak chorego, a zatem jakby niepelnowartosciowego?
      Trudno znalezc uniwersalny scenariusz postepowania. Jedna osobe moga wesole
      opowiesci rozbawiac, inna denerwowac. Mysle, ze najwazniejsze to patrzec na te
      osobe oraz przebywac w jej otoczeniu bez paniki, bez nadmiernego, niepotrzebnego
      skrepowania faktem, ze ten ktos wlasnie jest chory a my jestesmy zdrowi. Najgorsze
      co moze zdarzyc sie to okazywac komus sympatie tylko dlatego, ze zachorowal, a juz
      nie daj Boze litosc. Smiem przypuszczac, ze chyba najlepiej to tak...naturalnie, w ten
      sam sposob jakby byl zdrowy, w ten sam sposob, w jaki odnosilas sie do znajomego
      z pracy przed choroba. Sama nie wiem czy dobrze mowie.. :-(. Pozdrawiam Cie
      jednak serdecznie! oraz podpisuje sie dwoma rekami- byle do wiosny i to w pelnym
      zawodowym zespole!

      Joaska (bez zespolu, taka praca, niestety)
      • saana Re: rozmowa z chorym-Joanna51 15.01.03, 22:01
        Bardzo dzekuje- wiesz czulam ze na tyle zmarnowalam jakas szanse ze musialam
        zapytac jak wybrnac. Moze z czasem oswoje sie a On uwierzy ze atak jest
        niczym. Mam nadzieje ze przelamie swoj lek. To jest cos co moze sie zdarzyc w
        kazdej chwili, stad ten lek.Ale mam nadzieje ze gdyby ten atak sie zdarzyl uda
        mi sie ukryc wrazenie bo mysle ze widziec po raz pierwszy atak epilepsji musi
        byc wstrzasajacy. Wiec wole nie myslec o tym.
        • Gość: Malwina Re: rozmowa z chorym-Joanna51 IP: proxy / *.w.club-internet.fr 15.01.03, 23:23
          a co dopiero przezyc moja panno.
          No nic, masz dobra wole, pewnie z wiekiem przyjdzie reszta
        • joanna_1 Re: rozmowa z chorym-saana 16.01.03, 11:28
          Przyjaźniłam się przez wiele lat z koleżanka, która cierpiała na ta właśnie
          chorobę. Z kolei mój brat ożenił się właśnie z taką osobą, są 16 lat
          szczęśliwym małżeństwem.
          Wiem jak wygląda taki atak i faktycznie przebywając z taka osobą trzeba brac na
          siebie odpowiedzialność. Strach trzeba w sobie zwalczyć, bo to Ty masz być tą
          osobą, na której w danej chwili będzie ktoś zdany. Trzeba mieć świadomość jak
          nalezy się w takich sytuacjach zachować, zawsze nalezy błyskawicznie rozpatrzyć
          ewentualne miejsce ułozenia i kontrolowanie ścisku szczęk, po to by sam sobie
          nie zrobił krzywdy. Jeśli uważnie obserwujesz zachowanie takiego człowieka, to
          wiesz jakie będa symptomy początku ataku, często jest to nielogiczna rozmowa,
          jakies niewładne gesty, powtarzenie kilkunastokrotne jakiejs kwestii,
          podenerwowanie, poszerzone źrenice, czy zupełne wyłączenie się podczas jakiejs
          czynności. Co zrobić? Jedyne czym mozna pomoc , to czułą rozmową, uspakajaniem
          delikatnym, głaskaniem po głowie, nie ingerowaniem w bezładne ruchy, a jedynie
          zabezpieczanie przed uszkodzeniem. Spokój, twoje opanowanie, Twoja naturalność.
          Wszystko jest do przejścia, również długoletnia opieka nad takim człowiekiem,
          często niezdolnym do pracy.
          • saana Re: rozmowa z chorym-Malwina 16.01.03, 12:11
            Odczytalam twoj post jako ironie staram sie nie byc hipokrytka i pisze tak jak
            mysle. I podejrzewam ze duzo ludzi napwet nie przyznajac sie, czuloby sie
            nieswojo w takiej sytuacji.
            • Gość: Malwina Re: rozmowa z chorym-Malwina IP: proxy / *.w.club-internet.fr 16.01.03, 12:58
              to nie byla ironia. Wyjdz nieco z siebie, stan obok - bedziesz miala inna wizje
              rzeczy.
              owszem, tez bym sie czula nieswojo . Ale nie dramatycznie.
              • procesor do saany 16.01.03, 23:30
                Spytam trochę obok - czy miałaś jakąkolwiek stycznosć z kursem pierwszej pomocy?
                Czy widok krwi jest dla ciebie nie do zniesienia?
                Czy miałaś do czynienia z ludźmi chorymi przedtem - odwiedzałaś kogoś w
                szpitalu?
                Czyli po prostu czy to twoje pierwsze zetknięcie z poważnie chorym i chorobami??
                Jest to dla mnie istotne.
    • Gość: alicja Re: rozmowa z chorym IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.01.03, 11:04
      Pracuję wolontaryjnie z ludźmi zakażonymi HIV i chorymi na AIDS. Moim zdaniem
      nie możesz unikać tematu choroby i śmierci w rozmowach ze swoim znajomym, ale
      tylko wtedy, gdy sam zechce o tym rozmawiać. A poza tym - to dalej Twój
      znajomy, lubisz go - powiedz, że masz wyrzuty sumienia dotyczące ostatniej
      rozmowy i dlaczego. Szczerośc to podstawa, jeśli naprawdę chcesz pomóc.
      Pozdrawiam :)
    • Gość: alicja Re: rozmowa z chorym IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.01.03, 11:05
      Pracuję wolontaryjnie z ludźmi zakażonymi HIV i chorymi na AIDS. Moim zdaniem
      nie możesz unikać tematu choroby i śmierci w rozmowach ze swoim znajomym, ale
      tylko wtedy, gdy sam zechce o tym rozmawiać. A poza tym - to dalej Twój
      znajomy, lubisz go - powiedz, że masz wyrzuty sumienia dotyczące ostatniej
      rozmowy i dlaczego. Szczerośc to podstawa, jeśli naprawdę chcesz pomóc.
      Pozdrawiam :)
    • Gość: alicja Re: rozmowa z chorym IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 17.01.03, 11:12
      Pracuję wolontaryjnie z ludźmi zakażonymi HIV i chorymi na AIDS. Moim zdaniem
      nie możesz unikać tematu choroby i śmierci w rozmowach ze swoim znajomym, ale
      tylko wtedy, gdy sam zechce o tym rozmawiać. A poza tym - to dalej Twój
      znajomy, lubisz go - powiedz, że masz wyrzuty sumienia dotyczące ostatniej
      rozmowy i dlaczego. Szczerośc to podstawa, jeśli naprawdę chcesz pomóc.
      Pozdrawiam :)
      • saana pytanie tez 17.01.03, 18:42
        ktos zapytal czy mam przygotowanie i czy kiedykolwiek mialam do czynienia z
        chorymi. Jednoznacznie odpowiem ze nie. Nie mam przygotowania i nie wiem jak
        sie zachowac wobec chorych. To ewnie przykre taka ulomnosc, jedyne czego mnie
        nauczono to jak bylam dzieckiem zeby sie nie przygladac.
        Mam nadzieje ze klasy integracyjne moga to zmienic.A Wy co sadzicie?
        I skad ta potrzeba pomocy innym.
        • Gość: alicja Re: pytanie tez IP: *.dhcp.adsl.tpnet.pl 20.01.03, 14:01
          Napisałaś "nie przyglądać się" - łatwe. Tylko, że czasami jest tak, że choroby
          nie widać. Sloganem to będzie, ale byłabym za zmianą podejścia, mentalności,
          etc. przeciętnych obywateli. Z tym jest źle.
          • saana Re: pytanie tez 20.01.03, 19:08
            nie wiem zmiana mentalnosci a to ze wszytscy musza byc wciaz mlodzi, ze
            przemysl kosmetyczny i chirurgia plastyczna ma taki dochody nie jest
            dowodem ,ze wlasnie mentalnosc zmienila sie ...ale na gorsze. A choroba jest
            niewygodna. Chyba zeby przeskoczyc potraeba jakiegos dobrego programu
            edukacyjnego. Zeby jedni w koncu dowiedzieli co robic a inni mowili czego
            potrzebuja. Ale jak to zrobic kiedy nie ma pieniedzy na nic.
            • Gość: alicja Re: pytanie tez IP: derwisz:* / 10.5.6.* 21.01.03, 11:35
              To o czym piszesz to nie jest mentalność, tylko moda. Niebezpiecznie jest
              wtedy, kiedy moda zaczyna kształtować światopogląd. Masz rację, potrzebna jest
              edukacja, ale sama piszesz, że nie ma na to pieniędzy. No właśnie - pewnym
              wysiłkiem, a przecież nie materialnym, można wypracować w sobie umiejętność
              słuchania innych. I wcale nie wymagałabym od nich, żeby "nauczyli się mówić" -
              myślę, że to potrafią, tylko my ich nie słuchamy. Myślę też, że każdy może
              pomagać innym. Pod warunkiem, że nie robi tego dla siebie. Przepraszam, ale mam
              wrażenie, że patrzysz na innych ludzi przez pryzmat swojej nieumiejętności
              porozumienia się z nimi. To Ty jesteś najważniejsza? Może upraszczam, ale
              napisz mi jak to widzisz
              pozdrawiam
              • saana Re: pytanie tez-do Allicji 21.01.03, 17:02
                mam nadzieje ze nie jestem skoncentrowana tylko na sobie. Ale rzeczywiscie
                wyglada na to ze boje sie pokazac ze cos mnie brzydzi zniecheca oniesmiela.
                Boje sie okazac reakcje ktora moglaby jakos urazic osobe chora. Wiesz kiedys
                dostalam naprawde okropnego uczulenie na twarzy bylam strasznie przeczulona na
                tym punktcie. I zamiast pomagac przeszkadzalo mi gdy inni doradzali mi co mam
                zrobic. Przypominali mi tym samym ze to cos istnieje. Denerwowaly mnie
                spojrzenia ludzi na ulicy. I wtedy to ja czulam sie poddenerwowana takimi
                dobrymi duszami, wiec w obliczu naprawde czlowieka chorego wyobrazam sobie ze
                On naprawde jest milion razy bardziej przeczulony , wyczulony i dlatego wazne
                jest co zrobie. Mysle blednie?
                • aallicja Re: pytanie tez-do Allicji 22.01.03, 12:36
                  Cześć!
                  Nie chciałam sprawić Ci przykrości pisząc, ze patrzysz na innych przez pryzmat
                  swoich uczuć, przeżyć, itp. To jest przeciez normalne. Ale nie można dać się
                  swemu subiektywnemu spojrzeniu zdominować. Opowiem Ci pewną historię. Do
                  miejsca w którym pracuję przychodziło przed świętami bardzo dużo ludzi po pomoc
                  materialną - tj. jedzenie, ubrania, zabawki. Mimo tego, że nie zajmujemy się
                  tym zawodowo. To były różne osoby - głównie kobiety. Byłam wtedy akurat sama i
                  dwoiłam się, żeby każdą z nich sprawiedliwie obdarować. Przyszedł w
                  międzyczasie ktoś znajomy i powiedział, że jedna z tych pań handluje potem tymi
                  darami. Wściekłam się, akurat przyszła następna rodzina, a ja nie miałam już
                  siły na bycie miłą, zatroskaną osóbką. Jednak zaczęłam z nimi rozmawiać, to
                  byli bardzo nieszczęśliwi ludzie. I dotarło wreszcie do mnie, że ludzie są
                  różni i nie mam prawa ich oceniać. Wtedy o tym zapomniałam. To kwestia ich
                  sumienia, jak żyją. Strasznie się to wydaje naiwne. Wydaje mi się, że tak samo
                  różne są osoby chore - niektórzy chcą rozmawiać, inni nie. Nie możemy ich do
                  tego zmuszać, tylko po to, byśmy sami poczuli się lepiej. Słuchać - to jest
                  najtrudniejsze i ja się ciągle tego muszę uczyć. Pozdrawiam Cię.
    • kasia28 Re: rozmowa z chorym 17.01.03, 19:58
      Ja Ci powiem z mojej strony, człowieka chorego jak taka rozmowa wygląda.
      Jesteś sobie normalna kobieta, ładną, mądrą, zadowoloną z życia, kochaną itd.
      nagle zachorujesz, dostajesz wyrok i wszyscy wokól nagle zaczynają cię
      traktować jak dziecko, jak osobę biedną, nieszczęśliwą, brzydką, głupią,
      niekochaną, samotną itd. A przecież nic się nie zmieniło poza tym, ze jesteś
      chora, to i tylko to. Ludzie nie chcą rozmawiać z tobą o wielu sprawach: o
      przyszłości, bo ona cie nie dotyczy, o radościach, szczęściu, seksie, miłości,
      bo to ci nieprzystoi, w końcu stoisz nad grobem; o śmierci, bo jakoś nie
      wypada. A w końcu akurat mnie ten temat jak najbardziej dotyczy i interesuje.
      Ważne dla mnie jest zagadnienie smierci, jak umrę, gdzie itp. Ale nikt ze mna
      o tym nie porozmawia. I nie lubie rozczulania sie nade mna, głaskania i
      wmawiania, ze będzie lepiej, bo ja sama wiem najlepiej jak jest. Chciałabym
      móc porozmawiać normanie o wszystkim, i o życiu i o śmierci, o szczęściu i
      miłości. Przecież wciąż żyję i jestem normalna. Gdy mąż wiedział o mojej
      chorobie też chodził koło mnie jak koło jajka. Wreszcie nie wytrzymałam i
      powiedziałam: Co się dzieje, czy ja jestem inna? Mąz po krótkim zastanowieniu
      stwierdził, że nie, ale boi sie ze mna poruszać pewne tematy. A mnie właśnie
      teraz tych tematów tak bardzo potrzeba i potrzeba mi miłości i seksu również,
      bo wiem, ze tych rzeczy nie zakosztuję już wiele. Teraz w rodzinie jestem
      traktowana normalnie, z tym, ze na różne rzeczy patrzymy wszyscy inaczej i
      nauczyliśmy sie rozmawiać o niektórych rzeczach otwarcie, np. o mojej śmierci,
      o tym jak oni będą żyć, jak ja będę umierać. To nam wszystkim pomaga. A inni?
      Nic nie wiedzą. Jak umrę będą zdziwieni, że taka młoda, zdrowa i tak nagle...
      Ale chciałam uniknąć właśnie takiego innego traktowania.
      Ale nie można stwierdzic jednoznacznie, ze mozna z osobą chora rozmawiać jak
      ze zdrową. Po pierwsze osoba chora ma inne, głębsze, boleśniejsze
      doświadczenia w życiu od zdrowej, po drugie chorzy sa różni i inaczej reagują
      na swoją chorobę. Jedni manifestują sie swoim bólem, cierpieniem, chcą, by
      wszyscy wiedzieli o ich chorobie, wydaja sie sobie kimś wyjątkowym, chcą
      rozmawiać, a raczej mówić o sobie i swoich dolegliwościach. Inni potrzebują
      szczerej rozmowy, bez owijania w bawełnę, chcą powiedzieć o swoich odczuciach,
      ale tez chcą wiedzieć jak inni sie czują, co myslą o tej sytuacji itd.
      Jednocześnie nie zamykaja sie w kokonie swej choroby, chcą życ nadal
      normalnie. Jeszcze inni unikaja tego tematu, starają się zapominać, ze są
      chorzy, udaja zdrowych, wmawiaja innym, ze tak jest. Nie chca rozmawiać ani
      zrozumieć swej choroby. I w zależności jakiego chorego masz przed sobą inaczej
      trzeba z nim rozmawiać.
      Tak na marginesie. Dzwoniła do mnie przyjaciółka i pierwsze pytanie brzmiało:
      Kiedy wybierasz sie na tamten swiat? Stwierdziłam, ze nie musi sie spieszyc z
      kupowaniem czarnej sukienki, jeszcze sobie poczeka:) To są żarty i obie to
      rozumiemy i obie je "lubimy", bo obie wiemy, że będziemy cierpieć, gdy to się
      juz stanie, ale nie zamierzamy płakać już teraz nad tym, a podśwaidomie moze
      chcemy śmiechem wystraszyc to widmo? A propos moja przyjaciółka ma właśnie
      czwarty nawrót raka i za przeproszeniem ma go w ...Nie zamierza sie mu poddać
      i nieraz żartujemy sobie z jej łysej głowy albo alergii na zapachy(zatruta
      chemią wątroba). Jesteśmy normalne, wesołe i szczęśliwe, a moze właśnie teraz
      jeszcze bardziej radosne, bo w obliczu straty kochamy życie jeszcze bardziej
      niż inni zdrowi.

      pozdrawiam
      Kasia
      • procesor Re: rozmowa z chorym 17.01.03, 20:54
        Kasiu jak dobrze że się odzywasz!
        Dobrze wiedzieć ze nadal jestes!

        Myślę że Saana ma te "nieumiejętność" z dzieciństwa. Nauczono ja "nie patrzeć".
        DlaczegO??
        Pewnei że nie wytykac palcem i szeptać po kątach. Ale przeciez ludzie chorzy i
        kalecy sa wśród nas. Zamykać ciągle oczy??
        Pewnie że trzeba zacząc wychowywac dzieci inaczej. Ale czemu zaraz klasy
        integracyjne? Nie można od małego uczyć że to tez normalny człowiek ale
        potrzebna mu czasem pomoc, czasem coś inaczej musi zrobic.
        A jak Saana reagujesz na widok kogoś na wózku?

        Wygląda Saana że ty cały czas skupiasz sie na sobie i swoich reakcjach. Na
        swoim strachu. Tego nie da sie od ręki zmienić ale spróbuj stopniowo.
        A kurs pierwszej pomocy nikomu jeszcze chyba nie zaszkodził?? To zawsze jakies
        przełamywanie bezradności - "wiem w razie czego jak sie zachowac".
        • saana Re: rozmowa z chorym-procesor 20.01.03, 18:39
          jak sie nadarzy okazja sprobuje przejsc przez taki kurs.
          Ale wczoraj bylam na basenie i widzialam wozek inwalidzki stojacy tuz przy
          krawiedzi basenu.,Potem pod prysznice wjechala tym wozkiem strasza pani. I
          widzialam ile czasu zajmuje jej i klopotu zsuniecie sie z wozka. Miala problemy
          zeby sie zsunac z siedzenia I sie oplukac. Nikt nie reagowal. Nie wiedzialam
          czy podejsc i przytrzymac jej wozek. WQydawalo mi sie ze skoro plywa wsrod
          innych nie chcialaby zeby jej pomagano, zwracano na nia szczegolna uwage. ??
          Na codzien widze mnostwo ludzi na wozkach. Nawet kiedys widzialam faceta w
          krotkich spodenkach z proteza nogi. Ale to wciaz co innego miec znajomego
          chorego ,Kasia napisala ze chce rozmawiac o tym co ja teraz czeka. Ale nie jest
          latwo rozmawiac z osoba ktora sie kocha o smierci. Z drugiej strony to
          wspamiale ze stronu Kasi,ze stara sie uporzadkowac sprawy przed smiercia. Ale w
          liscie Kasi znalazlam odpowiedz ,ze trzeba wczuwac sie w osobe chora zeby
          wyczuc czego Ona chce. A na to potrzeba czasu.
      • saana Re: rozmowa z chorym-do Kasi 20.01.03, 19:02
        dzieki za list. Do tej pory nikt z chorych sie nie wypowiadal. A wracajac do
        tego znajomego pytalam czy czyta o swojej chorobie, On stwierdzil ze wogole to
        go nie interesuje. Mnie chyba podobnie jak Ciebie interesowaloby co sie dzieje.
        Ale poniewaz smierc jezt tak nieodwolalna, wiec tez sie kiedys zastanawialam i
        absolutnie nic nie wymyslilam poza tym ze lepiej byc osoba wierzaca to daje
        jakies podstawy wiary ze to nie koniec drogi. ale wyobrazam sobie czasem
        spotkanie z tymi co juz nie tu i pogadanie o tym na co bylam za mala jak Oni
        umierali.
        Ale nad tym seksem wogole sie nie zastanawialam. Z punktu widzenia malzenstwa
        malzonek zostaje po tej stronie wiec trzeba cierpliwie czekac ;-) inaczej jakby
        niebylo to zdrada.
        napisz jeszcze.
        I na marginesie, mnie zblokowala reacja tej drugiej strony bo ja wyroslam w
        rodzinie gdzie wiekszosc trudnych sytuacji rozwalalo sie humorem.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja