Gość: Bez plemnika
IP: *.intercom.pl
22.01.03, 11:32
Mam 27 lata..Moja żona jest 2 lata młodsza ode mnie. jesteśmy po ślubie już 3
lata. Nie mieliśmy żadnych problemów z seksem aż do teraz...Było to
tak...Swoją żonę poznałem w akademiku, w którym zresztą mieszkała. Od razu
wpadła mi w oko, chyba z tego względu, że miała wyzywający styl ubierania i
zachowania. pomyślałem sobie, że niezła z niej lufka i ciekawe jaka jest w
łóżku...Po za tym miała niezłą opinię na swój temat, raczej niepochlebną dla
dziewczyn mieszkających w akademiku..owiem dosłownie..lubiła się puszczać.
Chciałem to sprawdzić...rzeczywiście, nie było problemów z zaciągnięciem jej
do łóżka, nawet nie musiałem sporo "pracować" nad nią... Boże, jaka ona była
sprawna w łóżku...jakie numery wyrabiała, aż się w głowie nie mieści. Muszę
przynać,że ja też byłem nieżle zakręcony w tym temacie, ale to co ona mi
pokazała, to przeszło najśmielsze wyobrażenie, co kobieta może zrobić. Po
prostu kaskaderka...potrafiła stawać na głowie i siorpać małego, rakietę
robić stopami i wiele innych numerów. Po prostu Demon Seksu. zakochałem się w
niej na zabój. To była dziwna miłość, ponieważ nie kochałem jej jako osoby,
ponieważ można było ją łatwo manipulować, ale bez pamięci zakochałem się w
jej postaci fizycznej, cielesności. Szybko zaproponowałem jej małżeństwo,
chociaż koledzy przestegali mnie przed niechlubną przeszłości Magdy. Nie
zważałe na to. i można powiedzieć, że miałem rację... Z Magdy była niezła
żona, kochająca, usłużna, pracowita i marząca o dzieciach, zresztą ja też.
Ale w tym był problem...Wiodło nam się materialnie nieżle, więc na dziecko
było nas stać. Problem był gdzie indziej..."Pracowaliśmy" nad dzieckiem 1,5
roku i nic. magda nie była w ciąży. Pewnego razu, kolega powiedział mi, że
może ja albo Magda jest bezpłoda...wyśmiałem go, ale ziarno niepokoju we mnie
zasiał. po tygodniu od rozmowy z kolegą, poszedłem do ginekologa, przebadać
się. Po kilku dniach przyszły testy...okazało się, że mam za mało plemników i
nie będę miał dzieci, przynajmniej własnych...Byłem w szoku. Nic nie
powiedziałem żonie. Tego samego wieczoru, żona powiedziała mi, że może byśmy
poszli do lekarza specjalisty. Wymigałem się, że nie mam czasu, ale jak chce
niech sama pójdzie. Rzeczywiście poszła...chodziła do niego pół roku. mówiła
mi, że ginekolog przeprowadza na niej specjalną metodę udrażniania macicy.
Wiedziałem, że nie ma to sensu, ale mówiłem, że ok, może chodzić dalej, może
to coś pomoże. Aż stało się..! Kiedyś pewnego dnia, przyszła do mnie i
powiedziała mi, że jest w ciąży... Znowu byłem w szoku, chociaż
utrzymywaliśmy stosunki seksualne non-stop. Znowu poszedłem do swoego
lekarza, żeby jeszcze raz mnie przebadał i znowu okazało się, że to na pewno
nie mogę być ojcem...Zaczełem coś podejrzewać...Zapytałem się żony, co to za
metoda udrażniania macicy, ale nic nie powiedziała. Powiedziałem jej, że na
następną wizytę pójdę razem z nią. Była speszona, ale się zgodziła. Okazło
się już na miejscu, że jest strasznie długa kolejka do tego lekarza. W sumie
7 par czekało na swoją kolej. Wszystkie kobiety, jak się okazało były w
ciąży, a ich mężowie miały jakieś niewyrażne miny, zresztą jak moją. Ale nic
siedziałem cicho i nie rozmawiałem z innymi. Zresztą za drzwiami gabinetu,
rozpętało się istne piekło. Słychać było zaognioną dyskusję, a raczej
kłótnię. Okazało się, że jeden z mężów zaatakował ginekologa. personel
medyczny zadzwonił na policję. Policja bardzo szybko przyjechała. Jednak z
krzyków mężczyzny było słychać coś o tym, że to nie jest jego dziecko, że on
jest bezpłodny i jakiego faktu, nagle jego żona zaszła w ciążę. Lekarz
tłumaczył się nową metodą zachodzenia w ciąże, coś o przepychaniu macicy, czy
coś w tym stylu. Na innych mężów, oraz na mnie padł blady strach...nagle
wszyscy faceci powiedzieli, że oni są tak samo bezpłodni i to niemożeliwe,
żeby byli ojcami....Zaczełem podejrzewać lekarza, pytałem się żony, ale nie
chciała nic powiedzieć, widocznie się rumieniąc...Lekarz też nie chciał
wytłumaczyć nam na czym polega ta jego wspaniała metoda urążania macicy.
Złożyliśmy skargę do orynatora tego szpitala na owego ginegologa. Sprawą
zainteresowała się też prokuratura. Pobrano krew od dzieci, które sie już
narodziły u kobiet, które były pacjęntkami tego pana. Pobrano też krew
ginekolga. Wyniki były zdumiewające...!! Okazało się, że krew dzieci był w
99,7% zgodna genetycznie z krwią lekarza. Wyszło też na jaw, że za parawanem
w gabinecie ginekolog rzeczywiście udrażniał żonom macicę, ale własnym
penisem (sic!) Zapłodnił w ten sposób 96 pacjentek... Z żoną już się
rozwiadłem, mówiąc jej niech sobie wychowuje dziecko razem z tym ginekologiem
i niech się razem udrażniają ile tylko chcą. Czy jestem potworem??!