Dodaj do ulubionych

pustka w życiu

16.06.06, 17:02
Muszę się wyżalić. :-(
Od dłuższego czasu nie mogę sobie poradzić z uczuciem pustki. Kiedy patrzę na
swoje życie w sposób obiektywny to widzę, że mam powody do zadowolenia.
Studiuje i rozpoczęłam w miare ciekawy staż w fajnej firmie.
Jestem w związku z człowiekiem, którego kocham. Pomijając drobne dolegliwości
jestem raczej zdrowa. Jest kilkoro ludzi na których moge liczyć w razie
problemów. Teoretycznie jestem więc szczęściarą.
Natomiast od jakichś 3 tygodni nic mnie już nie cieszy. Bo moje studia są
nudne i kierunek mnie kompletnie nie interesuje (ale z drugiej strony brak
pomysłów na inne studia0. Z facetem coś się od dłuższego czasu psuje i wiem,
że jestem w jego hierarchii na 3 miejscu. Wiem, że stan zakochania przechodzi
wszystkim, ale żeby facet znudził się już po roku? :-( Widzę to po jego
czynach, bo słowne zapewnienia co jakiś czas się pojawiają- oczywiście żadne
poważne deklaracje, po prostu "kocham Cie". Kiedy słysze ten tekst od niego
mimowolnie się krzywie bo nie wierze już w szczerość tych słów. Nie wierzę, bo
za słowami nie idą czyny. Spotkania są 1-2 razy w tygodniu jak znajdzie czas.
Jeszcze 3 miesiące temu bardzo mnie to bolało i głowiłam się nad tym co zrobić
żeby znów było dobrze, żebyśmy byli ze sobą blisko.
Najgorsze jest to że już mi wszystko jedno. W dniu naszej pierwszej rocznicy,
ktorą spędziłam samotnie, coś we mnie pękło. Tego dnia nie czułam już nawet
żalu, po prostu pustka. Teraz ja też traktuje go tak jak on mnie, a może nawet
chłodniej. Teraz też spotykam się z nim tylko wtedy gdy mam na to ochotę. Nie
poświęcam już dla niego niczego. Stałam się tak jak on - egoistką w związku.
Nasz związek stał się układem, z którego oboje czerpiemy korzyści. Przeraża
mnie to jednak. Zawsze wierzylam w to, że miłość to, poza przyjemnością,
również pokrewieństwo duchowe, przyjażń, identyfikowanie się z drugą osobą i
obupólne poświęcenie. Teraz przestałam w to wierzyć. Nadal go kocham, ale
zawiodłam się na tej miłości.. :-( Jestem niby w związku, ale czuje się samotna.
Znajomi też niby są, ale już mi się nie chce wyjeżdzać pierwszej z
propozycjami spotkań. Poza tym taki czas, że wszyscy zajęci :-(
A ja siedzę kolejny wolny dzień w domu przed komputerem z czekoladą i odliczam
czas do poniedziałku, żeby wreszcie pójść na cały dzień do pracy i zapomnieć o
tej niewygodnej pustce w uczuciach.
Ech, nawet nie czuje się jakoś specjalnie smutna, tylko taka pusta w środku.
Wyprana z radości i entuzjazmu. Tak bardzo bym chciała znów cieszyć się z
całego serca.. Nie z dowcipu, filmu czy zabawnej sytuacji. Chciałabym znów
cieszyć się z własnego życia. Bo przecież powinnam..
pozdrawiam każdego kto dobrnął do końca..



Obserwuj wątek
    • mizuho Re: pustka w życiu 16.06.06, 18:40
      dobrnęłam do końca.. :)

      pewnie dlatego, że przez długi okres czasu byłam w dokladnie takiej samej
      sytuacji..

      ( negritha, niesamowite jest to, jak podobne jest moje zycie do tego
      opisywanego w Twoich postach .. )

      moj zwiazek przetrwal 2 lata. wielka milosc, zauroczenie, rozmowy, plany.. po
      roku skupilam sie bardziej na nauce, ale wciaz wierzylam, ze po maturze
      bedziemy w stanie zrobic wsyztsko.. zaczelo sie cos psuc, chcialam jakos to
      naprawiac, zmienic cos.. coraz rzadsze spotkania, brak czasu.. z jeszcze ta
      coraz wieksza obojetnosc z jego strony.. przestalo nas laczyc cokolwiek..
      rozmowa zawsze ta sama, schematyczna.. pol godziny rozmowy i kilka
      godzin 'zapomnienia'.. taki uklad nie mial sensu..

      probowalam go sprowokowac do jakiejs rozmowy, jakis czynow.. zawsze konczylo
      sie tak: 'ale przeciez ja Cie kocham", kwiaty, mile slowa przez kilka dni itd
      itp.. przez caly tydzien potrafilismy nie odzywac sie do siebie, zeby np. w
      piatek wieczor umowic sie na sobote..
      przestalo mnie to bawic, zero przyjemnosci z kontaktow fizycznych, wszystko to
      wyparowalo.. oczywiscie, jak tylko zaczelam o tym rozmawiac ogarnial go szał
      uczuć..

      chłód z mojej strony, brak Jego sprzeciwu..

      wiedzialam, ze nie ma sensu rozmawiac o "rozstaniu"..
      pewnego dnia, spontanicznie, po prostu "wpadlam do niego", zeby sie
      przejsc..przy okazji przynioslam wszystkie jego rzeczy, ktore byly u mnie..
      (watpie, czy to zauwazyl )

      i tak pozegnalismy sie na przystanku tekstem "do zobaczenia" :)

      tak bylo z 3 tyg temu

      i.. bardzo dobrze sie czuje, to byla duza ulga dla mnie..

      wierze, ze spotkam kogos kto zaakceptuje mnie w pelni i ze bede mogla z nim
      rozmawiac godzinami :)


      przyczyna rozpadu tego zwiazku byl brak rozmowy w ospowiednim czasie i zupelnie
      inne priorytety ( ja stawialam na rozwoj psychiczny, nauka.. on na rozwoj
      fizyczny, praca )

      juz wiem, ze czlowieka nie mozna zmienic.. po prostu


      negritha! walcz z tym paskudnym uczuciem pustki !

      nie masz wrazenia, ze to wsyztsko o czym mowisz jest tak jakby "z boku", ze
      wrecz nie mozna uwierzyc, ze taka "dobra, ladna i szczesliwa dziewczyna" ma
      takie problemu - ze to nie dotyczy Ciebie ...

      czas uporzadkowac swoje zycie ! czas zaprzyjaznic sie z wygladem ! ;)

      zycie jest za krotkie !!

      oj, moja wypowiedz jest b.chaotyczna, ale to glownie dlatego, ze bardzo chce Ci
      pomóc.. :)
      choc sama mam problem z ktorym musze sobie poradzic

      pozdrawiam Cie serdecznie :)

      • negritha Re: pustka w życiu 16.06.06, 19:31
        Dziękuje Ci za ciepłe słowa i szybką reakcję.
        Przykro mi że ak się Twój związek zakończył. Czasem mam wrażenie, że bardzo
        wiele związków rozpada się właśnie po 2 latach. Z moim ex też przetrwaliśmy
        troche ponad 2.
        W tym związku coś się zaczęło psuć z chwilą kiedy wróciliśmy zza granicy. Przez
        5 miesięcy mieszkaliśmy razem i było świetnie. Wiadomo, że była rutyna i
        schematy, ale to też było piękne. A potem każde z nas wróciło do swojego domu.
        Kilka razy wspominałam o tym, że marze żebyśmy znów mieszkali razem, bo brakuje
        mi go na codzień. Ponieważ jednak od niego tego nie usłyszałam, to z czasem
        przestałam o tym wspominać..:-(
        Potem były coraz rzadsze spotkania, które w zasadzie ograniczyły się do
        weekendów. Straciliśmy nasze małe rytuały (typu krótkie rozmowy na gg po wstaniu
        z łóżka)mimo, że kilka razy zaznaczałam, że są dla mnie ważne.
        Teraz już mi wszystko jedno, nie czekam na telefony i sama też nie dzwonie.
        Nawet nie wiem czy chciałabym jeszcze z nim zamieszkać...zresztą, to tylko
        teoretyczne rozważania, bo nie wierze żeby mój facet wyprowadził się "od mamusi"
        i się usamodzielnił.
        Wiem, że powinnam z tą pustką walczyć.. ale nie wiem już co mam robić..
        Nie rozstane się z nim bo go kocham.
        Poza tym mój aktualny związek to jest ten, który miał być w końcu udany! :-(
        To jest ten człowiek, który był moim przyjacielem i który kochał mnie ze
        wszelkimi wadami. Nigdy tak poważnie nie myślałam o małżeństwie jak podczas tych
        miesięcy, gdy mieszkaliśmy razem. A teraz? Mam wrażenie, że nasz związek się
        cofa zamiast się rozwijać :-/
        Z drugiej strony nie mam już siły walczyć o jego uwagę. Nie jestem typem, który
        przejmuje inicjatywe w związku. Starałam się wykorzystać wszystkie kobiece
        sztuczki, żeby wzbudzić jego zainteresowanie. Ale nie będę tą stroną która
        zdobywa.. Taka już jestem, troche zbyt dumna :-/
        Może powinnam z nim o tym porozmawiać. Tylko że naprawde mi się wszystkiego
        odechciało. Nie mam ochoty na trudną rozmowę w trakcie której wyjdzie pewnie, że
        się czepiam... Zresztą, dla niego wszystko jest ok.
        Nie chcę więc poruszać tematu. Jest jak jest. Poza tym ciągle zależy mi na tym,
        żeby zyskać w jego oczach. Obnoszenie się ze smutkiem i niezadowoleniem może tu
        tylko zaszkodzić.
        Ech... przyznaje że jestem w tej kwestii bezradna..:-(((((
        Naprawde czujesz, że Ci ulżyło po zerwaniu?
        Jeśli tak, to podjęłaś najlepszą decyzję. Też tak kiedyś zrobiłam.
        Nie boisz się czasem, że każdy związek będzie tak wyglądał?
        Na początku super, ale po 2 latach wypalenie i koniec?
        Ja się zaczynam bać.
        Byłam pewna że mój drugi związek będzie na 100% udany, czułam to. Zaczynam
        jednak wątpić ogólnie w miłość. :-(
        Pozdrawiam i dzięki za wysłuchanie. Już przez samo wygadanie się jest mi lepiej,
        bo przynajmniej zamiast pustki czuje smutek..


        • mizuho Re: pustka w życiu 16.06.06, 21:24
          teraz jestem mimo wszystko w takim dolku, ze tak.. boje sie, ze nie spotkam
          mojej drugiej polowki.. ale mam na to jeszcze czas.. bedzie co ma byc

          smutny jest Twoj post..

          nie wiem co powiedziec.. dezycje jak malzenstwo sa jeszcze daleko przede mna..

          jedyne co moge poradzic to wyjatkowo szczera rozmowa.. moze juz nie ma sensu
          czekac az zauwazy co Cie trapi.. a moze Jego tez cos meczy w Tobie, czego nie
          zauważasz.. jezeli Mu zalezy, to razem wybrniecie z tej sytuacji, w przeciwnym
          razie lepiej wczesniej sie dowiedziec 'na czym sie stoi' niz przezyc takie
          rozczarowanie za jakis czas..

          powiedz dokladnie co Cie boli.. zaznacz, ze traktujesz ten zwiazek powaznie i
          delikatnie go wypytaj co on mysli o malzenstwie..

          fakt, w romantycznych komediach to on zaczyna ta rozmowe ;), ale trzeba
          szczerze sobie wyjasnic

          a miłość ? eech czasem zaluje, ze nie jestem slodka idiotka prozesmiana i
          naiwna, ktora nie mysli o 'glebszych rzeczach' i 'zyje miloscia'

          heh ;)


          zaczyna sie weekend, dzwon, umow sie i rozmawiajcie do switu
          co ma byc to bedzie
          trzymaj sie i badz dzielna !
          pamietaj, ze co Cie nie zniszczy to wzmocni ( eech jaki banal :> )

          pozdrawiam :)
          • negritha Re: pustka w życiu 18.06.06, 17:52
            No i spotkałam się z nim.
            Cały czas się zastanawiałam czy poruszyć temat. Odkładałam tą rozmowę z godziny
            na godzinę, aż wkońcu cały czas wspólny minał. Chyba nie chciałam po prostu psuć
            nastroju i wolałam cieszyć się tym że w ogóle się widzimy. Cóż, może na
            następnym spotkaniu, czyli za tydzień.. Na szczeście już jutro poniedziałek i
            praca wypełni mi jakoś kolejne dni.
            Ech, mam wrażenie, że mam inne oczekiwania co do związku niż mój partner. On
            chce związku bardziej na poziomie liceum: spotykamy sie ze soba, dobrze sie
            bawimy, ale nie mamy jeszcze wspolnych planow, bo kazde z nas jest jeszcze
            dzieckiem swoich rodzicow.
            Ja czuje się już "odchowana". Owszem, czasem zachowuje sie niedojrzale, jak
            dzieciak itp ale mam też ogromną potrzebę usamodzielnienia się, oddzielenia się
            od rodziców. Mój facet powiedział z kolei, że on nie chciałby się wogóle
            wyprowadzać z domu rodzinnego, bo mu tam dobrze :-/
            Rodzice się o wszystko troszczą i pomagają we wszystkim, nie musi się o nic
            martwić. Ma dorywczą pracę, naukę i czasochłonne hobby, które stoi dla niego na
            pierwszym miejscu. Gdzieś tam po drodze są spotkania ze mną raz w tygodniu. Jemu
            tak dobrze i dlatego, mimo że się kochamy, nie snujemy wspólnie żadnych planów.
            Brakuje mi tego. Bo nie chodzi już nawet zaraz mieszkaniu razem. Fajnie byłoby
            po prostu usłyszeć, że myśli o mnie poważnie, że planuje jakoś życie ze mną.
            Brakuje mi tego i zaczynam myśleć, że jestem tylko epizodem w jego życiu.
            Z drugiej strony przecież nie będę na nim wymuszać wyznań, więc nie wiem czy
            rozmowa o tym ma sens..
            Ech, to wszystko jest dla mnie problemem. Rozwiązanie tego problemu zależy tylko
            w polowie ode mnie więc postanowiłam się tym nie przejmować. Ale to odbija się
            na moim stanie. Coraz więcej jem i dokładnie wiem dlaczego.
            Wiem że konfrontacja jest jedynym sposobem na wyjście z tego nieprzyjemnego
            stanu, ale z drugiej strony boje się, że moge pogorszyć sytuacje :-(
            ech, musiałam się wyżalić....
            pozdrawiam
            • mizuho Re: pustka w życiu 19.06.06, 19:27
              pomimo, ze nie nie mam wielu lat, a co za tym idzie doświadczenia, czuję się
              jak na swój wiek całkiem dojrzała pod względem psychicznym ( fizycznym też ) -
              takie wychowanie..

              mnie osobiście męczyłaby taka relacja "na poziomie liceum" - między innymi
              dlatego zerwałam ten związek o którym mówiłam..

              negritha !! ja czuję, że jesteś niezwykle wartościową osobą !! pomyśl, czy jest
              sens kontynuować coś co nie jest w Twoim stylu..

              mówię Ci..

              źle się czujesz w obecnej sytuacji.. ja sama wiem, że człowieka nie da się
              zmienić.. i sama przyznasz, że tylko w utopijnych myslach znajdzie się jakiś
              bodziec, który pozwoliłby zmienić tok rozumowania Twojego faceta..

              powoli oswój się z myślą, że "to nie jest to czego szukałaś"

              i .. uśmiechnij się :) to pomaga..

              i powoli planuj wyjazd hmm do Namibii :D - a czemu nie !!??
              • mizuho Re: pustka w życiu 19.06.06, 20:27
                ah i cos jeszcze powiem.. tak od siebie tzn. jak teraz radze sobie z "kwestia
                zywienia"

                naczytałam się o diecie niskowęglowodanowej/atkinsa/low-
                carb/optymalnej/CKD/ketogeniczna - jak zwał tak zwał

                jestem na niej 4 dzień i .. jestem zaskoczona !

                grunt to nie jeść węglowodanów.. prawie żadnych..

                zauwazylas napewno, ze po zjedzeniu czegos bogatego w weglowodany, nawet te
                zdrowe - ryz, owoce, czujesz jakby spuchly policzki, szyja jest bardziej
                nabrzmiala i ogolnie czujesz sie ciezka, a po chwili znowu masz chec na cos do
                jedzenia, cos slodkiego.. zaczynasz od zdrowych platkow owsianych, potem zdrowe
                jablko, drugie zdrowe jablko, to moze zdrowe siemie lniane, a po chwili "tą
                czekolade zaraz spalę, pobiegam będzie dobrze", jak czekolada, no to i te
                krówki - róznicy nie będzie, krówki ? zapijmy to mlekiem.. mleko ? hmm mam
                ochote na jogurt.. taki sam? niech bedzie z kakao! a moze wsypac gold flakesów?
                kurde ! raz się zyje !, "cholera ile ja zjadlam .. cudow nie ma, nie spale
                tego, nie mam sil.... aaaa pieprzyc to ! i siegasz po bulke z maslem i miodem,
                nie moze byc juz gorzej = standard i tak i tak bede gruba, po jaka cholere
                jadlam to i to.. a w dupe ! nigdy nie bede ładna, wiec nastepny kawalek ciasta
                nie zrobi roznicy"

                obłęd .. który miałam średnio raz na tydzień.. :/ bo takiej dawce jedzenia nie
                można było poruszyc się na kanapie, bo wszystko „rozrywalo od srodka”,
                siedzialo się spoconym, splakanym, „brzydkim” – oczywiście w samotności

                koszmar.. tak bardzo nie chce tego kiedykolwiek jeszcze przezywac

                i to wina głupich węglowodanów, które „zachęcają” nas do jedzenia..


                i nagle wyczytuje, ze najlepiej wprowadzic się w stan ketozy, który jest
                definiowany jako „normalny fizjologiczny stan” – i ja się z tym zgadzam –
                człowiek zaczal jesc te snistwa jak chleb stosunkowo niedawno.. ewolucja nie
                jest tak szybka, dlatego wielu ludzi jest genetycznie przystosowana do miesnych
                pokarmow..

                i zdanie, które mi utkwilo w pamieci : „jesz wegle, spalasz wegle, jesz
                tluszcz, spalasz tluszcz”

                nieważne 


                wazne jest to, żeby glod zajadac jedzeniem bogatym w bialko i tluszcze..
                koniec liczenia składników ala sfd ( trzymanie się planu było dla mnie
                niemzoliwe przez dlugi okres czasu)

                jedząc sam pokarm białkowo-tluszczowy dziennie wciśniesz w siebie max.1400
                kcal.. wiecej nie da rady !! bo syci bardzo szybko i nie ma się ochoty na
                deser..

                i najważniejsze – nie planuje !!!!!

                dzis, spontanicznie = nie myslam co mam zjesc i w jakich ilościach –
                alleluja !!– zjadlam :

                serek wiejski z ok.30 g pestek dyni – czyli b.duzo
                kilka kostek pełnotłustego sera pleśniowego

                potem pojechałam na zajecia, nagle patrze na zegarek : 13.00 = „ o tej
                godzinie ? bez drugiego sniadania ??!! i ja nie umieram z glodu ??!! „

                obiad :
                zanim cos przygotowalam to zjadlam kiełbache zwyczajna i kilka kostek sera
                pleśniowego ( mmm ! od lat go nie tykałam – w koncu „tuczy” )

                kawał łososia z olejem lnianym, zapiekany w serze żółtym, z pestkami
                słonecznika – niebo !!

                godz.16.00

                200g twarogu
                3 plastry wedliny
                30 g sera żółtego

                ( symboliczny domowy trening )

                Godz.18.00

                Garść słonecznika

                I zaraz zjem twarog lub serek

                W magicznym kalkulatorku ;) wyszlo : max 1300 kcal …….. czyli : szok !
                Ile jeszcze mogłabym zjesc ! – bo w koncu cos spalam ucząc
                się/chodząc/sprzątając

                Do tego zakupiłam błonnik jabłkowy + multiwitamine : tak dla spokoju 
                + trzeba duzo pić – standard..


                I to jest mój plan powolnego wychodzenia z pieprzonego BEM, tak bardzo nie chce
                myśleć, ważyć co gdzie ile i jak !! jedynym postanowieniem teraz to nie-
                jedzenie węglowodanów.. a przynajmniej ograniczenie max do 50g dziennie


                Napisze za kilka dni, jak się czuje.. – nieważne ile schudłam, ile cm mi ubylo
                = ja tylko nie chce nigdy wiecej lezec na kanapie po tych pieprzonych atakach,
                dlatego wole się objadac serami niż dietetycznymi jogurtami ( czysty wegiel )

                Na razie czuje się lekka, najedzona,mniejsza, trzeźwo myslaca… bez
                wybałuszonych oczu z glodu, co było standardem..



                Uff, rozpisałam się.. ale to dobrze = terapia przez Internet ;) hehhe

                Pozdrawiam serdecznie 
                • negritha Re: pustka w życiu 19.06.06, 20:47
                  Cóż ja mam mieszane odczucia jeśli chodzi o dietę niskowęglowodanową.
                  Próbowałam kiedyś ją stosować, ale nie było mi z tym dobrze.
                  Po pierwsze dlatego, że jestem osobą, która uwielbia chleb, kasze, makaron i
                  wszelkie węglowodany złożone. Co więcej, jeśli udaje mi się jeść w rozsądnych
                  ilościach te potrawy to czuje się wyśmienicie. Może to dlatego, że nie mam
                  problemów z wahaniami cukru i ogólnie dobrze toleruje węglowodany.
                  Wiem, że jeśli chodzi o wyeliminowanie głodu to wprowadzenie się w stan ketozy
                  jest bardzo pomocne. U mnie jednak nie eliminowało to jednak głodu psychicznego,
                  który jest moim zasadniczym problemem.
                  Kiedyś stosowałam dietę MM i była dla mnie świetna. Pamiętam że jadłam po ok
                  2000kcal i chudłam. Do dziś stosuje wiele z jej zaleceń.
                  Jeśli dobrze czujesz się na niskiej ilości ww to czemu nie? Choć ja bym na Twoim
                  miejscu nie liczyla ww z warzyw (z wyjątkiem buraków, ziemniaków i
                  strączkowych). Warzyw nie ma co ograniczać, choćby ze względu na zdrowie i stan
                  cery, włosów itd.
                  I jeszcze jedno: pamiętaj,że uśmiech i dobry nastrój na codzień jest czasem
                  najlepszą dietą w przypadku osób chorych na ED..
                  pozdrawiam


              • negritha Re: pustka w życiu 19.06.06, 20:34
                Heh, w sumie chętnie bym zaplanowała wyjazd, z tymże raczej do Nepalu a nie
                Namibii ;-)
                Masz rację, że nie czuje się najlepiej w obecnej sytuacji. Z drugiej strony
                bardzo Go kocham i nie chce nikogo innego.. Czuje, że mogłabym tego żałować do
                końca życia :-(
                Mam zamiar poczekać na rozwój wydarzeń. Owszem, nie jest mi z tym łatwo :-( ale
                tak jak pisałaś: co cie nie zabije to cie wzmocni. Mam nadzieje że z czasem
                pogodzę się z tym, że nie wszystko może być takie jak bym chciała. Mam nadzieje,
                że i on z czasem dojrzeje (jesteśmy równieśnikami) do takiego związku o jakim
                marzę. Za jakić rok lub dwa lata definitywnie wyprowadzam się z domu. To będzie
                dobra próba..Jeśli on nie będzie chciał ze mną zamieszkać to wtedy na pewno
                bedzie to nasz koniec. Póki co uzbroje się jednak w cierpliwość.
                Ale nie powiem, życie lubi być przewrotne.... Jakieś 2,5 roku temu mój ex miał
                ze mną dokładnie taki sam problem, bo nie chciałam z nim jeszcze zamieszkać.
                Heh, teraz byłby idealny ;-)
                pozdrawiam i dziękuje Ci bardzo za zainteresowanie moim problemem i pomoc w
                zrozumieniu kilku spraw :-)
                Trzymaj sie cieplo!

    • theophanu666 Re: pustka w życiu 12.10.24, 19:00
      Cześć dziewczyny...
      Trafiłam na to forum szukając wsparcia w podobnej sytuacji. Teraz jestem na etapie godzenia się ze stratą.. stało się to 4 dni temu. Jestem w kompletnej rozsypce.

      Ja - mąż, pies. On - żona, trójka dzieci.

      Poznaliśmy się w pracy. Na początku nawet mi się nie podobał. Był moim leadem w zespole. Zawsze bardzo wspierający, motywujący, nie tylko dla mnie ale dla każdego członka zespołu.

      Na początku nic między nami nie było, ale potem zaczęły się rozmowy. Złapaliśmy niesamowity kontakt w sferze intelektualnej, aktywnosciowej, mieliśmy to samo poczucie humoru. Imponował mi w tym, jak potrafił podchodzić do ludzi, jakie miał zainteresowania, jak dobrze czułam się w jego towarzystwie. Rozmawialiśmy więcej i więcej, nawzajem recenzowaliśmy swoje książki (oboje piszemy), motywowaliśmy się do dalszych rozdziałów. W miarę czasu zaczęło się, tak naprawdę od tego, jak po jednej imprezie integracyjnej uczyłam go tańczyć.. poczułam taka chemię, że sama nie wiedziałam, dlaczego aż tak mocna. Kolejne imprezy, w końcu się pocałowaliśmy, prawie wylądowaliśmy wtedy w łóżku.. na kolejnych spotkaniach już poszło. Spędziłam z nim.. dokładnie 3 noce, nie było możliwości na więcej. Seks był cudowny. Nie tylko przez wzgląd na pożądanie i namiętność, ale też na masę czułości, romantyzmu, pięknych slow.. zakochałam się w nim. On we mnie też. Próbowaliśmy kilka razy to przerwac, ale w końcu któreś pękało i się odzywało, szło dalej. Setki smsow, wiadomości w pracy.
      Kiedy w końcu się przyznał, że się we mnie zakochał, ja też to przyznałam. Byłam jak na haju, kiedy on oświadczył, że nie może tak dalej, że musi powiedzieć żonie, że nie może tak oszukiwać. Wtedy.. spanikowalam, ostudziłam jego zapał, poprosiłam o czas. Potrzebowałam go, żeby ułożyć własne sprawy też z mezem, żeby zrozumieć, czy chciałabym czegoś takiego. Z mezem mi się nie układało, nie potrafiłam już być z nim blisko, zrobił mi wiele złego. W skrócie, było wiele sytuacji z pogranicza przemocy psychicznej, w trakcie których zdarzyło się, że robił to przy innych ludziach, którzy interweniowali. Potem przepraszal, starał się być milszy.. i ot mam taki syndrom sztokcholmski.
      W każdym razie mój kochanek się trochę uspokoił, obiecał że da mi czas. Ja poszłam w tym czasie do psychologa, chciałam żeby mi pomógł ułożyć sobie w głowie własne lęki, żebym potrafiła odejść od męża.
      Tego samego dnia K napisał jeszcze, że życzy mi powodzenia na terapi, że mnie kocha. Ja się na samej terapii rozpłakałam, mówiąc że choć mam wyrzuty sumienia z powodu romansu, to czas z tym mężczyzna był dla mnie tak szczęśliwy jak dawno nic..

      Tego samego wieczoru K napisał, że mnie przeprasza. Za co? Otóż żona zapytała, czy on ją kocha. A on nie potrafi kłamać, więc powiedział jej że nie wie.. I przyznał się do wszystkiego. Ona zażądała urwania kontaktu ze mną. W nocy mi pisał, że nie wie co robić, że nie chce mnie tracic, ale ja byłam tak zmęczona że spałam.. przegapiłam to..

      A o 6 rano dostałam enigmatyczna wiadomość, że zdecydował. Nie zostawi żony i dzieci. Idzie na terapię, a nasz kontakt będzie wyłącznie służbowy. Plus, że sklada wypowiedzenie.

      Nie dał mi żadnej możliwości na wyrażenie swojego zdania ani na dyskusje. To nie jest tak, że na siłę zamoerzalabym go wyciągać "że szponów rodziny" ale że po prostu wolałabym się sama zwolnić, żeby przez ten romans nie cierpiało więcej osób w pracy. Bo moja rola jest tam mniejsza, a ludzie pracowali tam często przez wzgląd na to, jak on opiekował się zespołem.

      I co? Zrobiło się piekło. Złożył wypowiedzenie, informując o tym zespół wyglądał jak trup i głos mu się łamał. Ludzie zagubieni, zaczynają szukać nowej pracy, cały świetny zespół po prostu zaczął się sypac. Nie wiem, czy rzeczywiście wszyscy się pozwalniają, ale dorzucił to do moich już ogromnych wyrzutów sumienia.
      Do tego jego kontakt służbowy do mnie to teraz oschle, zawsze zakończone kropka zdania. Ja.. naprawdę rozumiem, że dokonał wyboru, że chce się trzymać teraz tej decyzji. Ale czuje się potraktowana jak wór że śmieciami, który on wynosi jak najszybciej żeby nie śmierdział. Jednego dnia mówi że kocha, drugiego zaś nie ma dla mnie kompletnie żadnej empatii. Po prostu wziął, zrzucił to, stwierdził że on się zwalnia żebym ja nie musiala i tyle, rycerz w lśniącej zbroi.

      Wolałabym, żeby potraktował mnie z jakimkolwiek szacunkiem. Partnerstwem. Jeżeli by że mną normalnie porozmawial, przedstawił decyzję, to moglabym sama odejść i zaoszczędzić wszystkim innym cierpienia i frustracji. A tak czuje się winna.
      Tego samego dnia co złożył wypowiedzenie musiałam zamykać się w łazience, bo dosłownie wyłam. Nie potrafiłam jesc. Wymiotowałam wodą że stresu. Kolejne dni są koszmarne - nie potrafie normalnie spać. Budzę się zawsze o 4 nad ranem. Płacze, zwinięta w kłębek na podłodze w łazience, bol rozsadza mnie cała. Bol, tęsknota, niedowierzanie, że straciłam tak bliska mi osobę i to tak, jakby ktoś po prostu bez wahania odciął mi łeb jak hydrze. Jestem na lekach uspokajających, umówiłam się też do psychiatry, po tym jak znalazłam jakiś ostry przedmiot i beznamiętnie zaczęłam nim jeździć po skórze, ciesząc się kiedy w końcu ja przebił. To mnie otrzezwilo, że chyba tonę...
      Kiedy to minie...
      • eagle.eagle Re: pustka w życiu 12.10.24, 20:27
        Z tego co piszesz to ty nie byłaś pewna czy chcesz aby odszedł od żony. Więc nie mogło się to inaczej skończyć.
        A co z twoim małżeństwem, jest źle ale dalej jesteś żoną?
        • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 07:31
          Tak, nie byłam pewna. To trwało za krótko, żeby podejmować takie decyzje - całość jakieś 9mcy (taa romansowa ciąża), przy czym nabrało rozpędu w ciągu ostatnich 3-4 miesięcy, a wyznania miłosne tak naprawdę dopiero padły. To zwyczajnie za wcześnie, żeby być pewnym, czy coś takiego byłoby dobra decyzja (z powodu dzieci w jego małżeństwie, gdyby ich nie miał, to skończyłoby się to inaczej).

          A z moim małżeństwem.. tak, jestem. Od jakichś dwóch miesiecy jest lepiej - nie wytrzymałam, spisywałam konkretnie jego zachowania i słowa, a następnie zrobiłam mu długa poważna rozmowę na ten temat z konkretnymi działaniami do podjęcia. Plus, że jeżeli będzie mnie tak traktował, to ja po prostu od niego odchodzę. Trochę go to otrzezwilo... wcześniej potrafił moje uwagi zbywać, że wcale aż tak źle się nie zachowywał, ale teraz miałam już wszystko na papierze. Tak, wiem jak to brzmi.
          Też do tej rozmowy motywował i zachęcał mnie moj K, żebym się wreszcie postawiła i zaczęła walczyć o swoje, niezależnie od rezultatu. I nie, nie obiecywał mi wtedy, że jeżeli ja odejdę od mojego to on odejdzie od żony, raczej mówił że w ich sytuacji byłoby to bardzo trudne.

          Obecnie jak pisałam mój mąż zachowuje się w porządku. Jest miły, nawet się nie drze, potrafi przyjść i przytulić. Nie powiem, w mojej obecnej rozsypce to nawet dobre, tylko zawsze gdzieś tam z tyłu głowy kołacze myśl "ciekawe ile to będzie trwalo" "ile zanim znowu wyskoczy z kurwami i krzycząc, że coś pierdole". Może się to nie zdarzy, bo wysłałam go na terapię, zaczyna od przyszłego tygodnia. Może.
          • chocolate_dog123 Re: pustka w życiu 13.10.24, 10:19
            Z jakich powodów on się tak zachowuje agresywnie / cholerycznie w stosunku do ciebie?
            • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 10:58
              Ma problemy z kontrolowaniem własnych emocji. Nakłada się na to stres/wypalenie zawodowe/uzależnienie (komputer, piwo). Ze mną nie chciał nigdy rozmawiać na ten temat, jak tylko próbowałam mu pomóc zlczy zmotywować do jakiejkolwiek aktywności to ucinał rozmowę.
              Przez długi czas odmawiał też pójścia na terapię. Dopiero teraz, jak zagroziłam właśnie ze odejdę to się zgodził pod warunkiem, że sama go na te terapię umowie. Znalazłam terapeutę specjalizującego się właśnie w takich problemach... zobaczymy jak to będzie wyglądało.

              A triggerowac go potrafi wszystko. Od źle zamkniętej paczki z kasza po rozlany sok. Chyba najbardziej absurdalna była awantura o.. uwaga uwaga.. nalanie do czajnika 0 ,7 wody zamiast 0,5, jak sobie zażyczył na kawę. Jak ja mogłam zrobić coś takiego, przecież widziałam że się spieszy na spotkanie, to 0,7 będzie się gotowało dużo dłużej, musiałam zrobić to specjalnie (tak, naprawdę sprawdzil miarkę która jest w środku czajnika).

              Mam nadzieję że zobrazowałam sytuacje. Oczywiście kłótnie są też na poważniejsze tematy, ale w dużej większości były to dokładnie takie bzdury.
              • chocolate_dog123 Re: pustka w życiu 13.10.24, 13:00
                Jak tak będzie do życia podchodzić to skończy jako pacjent kardiologiczny z nadciśnieniem i chorobami serca. Nie rozumiem jak można z byle pierdoły robić zagadnienie. To tak wygląda jakby nie miał większych problemów. Poza tym Ciebie wpędzi w nerwicę.
                A może czuje że go walisz po rogach. Dzieci macie?
                • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 15:12
                  Nie, nie mamy.
                  Jakby czuł że go wale po rogach to problemy zaczęłyby się dużo później;) a on jest taki od lat. Także rogów się nabawil na skutek tego, że właśnie doprowadza mnie z wolna do nerwicy i poczucia braku swobody we własnym domu.
                  • eagle.eagle Re: pustka w życiu 13.10.24, 15:54
                    Jak się dowie to już wtedy nie będziesz miała żadnej karty przetargowej i będzie już tylko gorzej.

                    Tak na marginesie, to twój post dał mi do myślenia. Jestem kochanką i w sumie taki stan mi odpowiada, ale coraz częściej myślę że może nie byłoby tak bardzo źle żyć razem, więc chyba na jego zapytania czy jakby co to bym chciała z nim zamieszkać, chyba muszę zacząć odpowiadać że tak.

                    Nie uważam że kochanek potraktował Cię jak rzecz, wcześniej miał jasny komunikat że ty ratujesz swoje małżeństwo, nie myślisz nawet o tym że możecie być razem. Więc nic innego nie mógł postanowić. Znaczy mógł, ale wtedy musiałby wziąć odpowiedzialność za swoje czyny, a to znacznie cięższe.
                    • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 16:23
                      Może masz rację.. choc pewnie inaczej by było, jakby ze mną normalnie porozmawiał, a nie zrzucił to o godzinie 22 smsowo. Ale tak, na pewno dało mu to do myślenia, zresztą tak nawet napisał, że moja reakcja go otrzezwila.
                      Tylko ze jak mówię.. to było dość wcześnie. Nie wiedzialam na czym stoję, czego mogę się spodziewać, sama byłam w trakcie przygotowywania gruntu pod ewentualne rozstanie. Jakby dał mi trochę czasu, poczucia jakiejkolwiek stabilizacji to może by to inaczej wyglądało. Takich decyzji nie podejmuje się ot tak, z dnia na dzień, jeżeli się o tym wcześniej nie rozmawiało.
                      Natomiast dziękuję za słowa.. może po prostu pod wpływem bardzo silnych emocji poczułam się tak potraktowana, a to nie było w jego intencji. Po prostu też cierpi i ma ogromny stres, skoro się przyznał do wszystkiego. W moim przypadku przyznanie się jest bez sensu, albo będę próbowała to jeszcze naprawiać, albo odejdę.
                      • eagle.eagle Re: pustka w życiu 13.10.24, 16:35
                        Ale on tego czasu też nie miał. Więc nie zarzucaj mu że Ci go nie dał.

                        • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 18:01
                          Nie wiem czy nie miał. Nie próbował o tym rozmawiać ani czegokolwiek ustalic
                    • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 16:28
                      A Ty rzeczywiście jeżeli tak czujesz to zacznij odpowiadać tak. Bo może być potem za późno i dostaniesz podobna bomba jak ja.
                      • eagle.eagle Re: pustka w życiu 13.10.24, 16:37
                        Tylko wiesz, ja bym chciała aby, jak już, odszedł od żony dla siebie samego. Bo jak odejdzie dla mnie i się okaże że jednak ciężko z nim będzie żyć na codzień?
                        • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 18:00
                          W punkt. Myślę że w obu przypadkach. Jakby moj chciał odejść dla siebie samego, to miałabym pewność, że on nie chce być z tą rodzina - i wtedy można próbować budowac coś, bez świadomości, że się rozbiło rodzinę i on zaraz zacznie tego żałować. Bo to było dla mnie główna bariera - u mnie się nie układa, dzieci nie mamy, więc gdyby on podjął taka decyzje po prostu dla siebie, to ja też bym odeszła.
                          I myślę że u Ciebie jest podobnie. Bo ok, można się związać ale co, jeżeli jednak ukradkowe spotkania co jakiś czas były świetne, a życie na co dzień pokaże że to jednak nie to? Czy nie będzie potem wyrzutów w drugą stronę? Także rozumiem Cię w 100% że tak byś wolała. Może musiałabyś mu o tym powiedzieć, uświadomić w ten sposób
                          • eagle.eagle Re: pustka w życiu 13.10.24, 18:22
                            Nasze spotkania nie są takie rzadkie. Mamy nawet kilka ponad tygodniowych wspólnych wyjazdów. Więc trochę się już znamy, no i mamy ok 50 lat więc też znamy samych siebie i wiemy jak ze sobą postępować.
                            • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 18:29
                              To myślę, że jesteście na innym etapie- dużo dojrzalszym i możecie bardziej świadomie to zrobić.
                              Czego trochę zazdroszczę;)
                              U nas sytuacja jest inna, jestemy dużo młodsi i może przez to mniej to było poukładane. Oboje jesteśmy po 30tce. Też wolałabym mieć choć jeden tygodniowy wyjazd wspolny, zanim zdecydowałabym się na poważniejsze kroki. Bo u nas max 1 dzień z racji zobowiązań rodzinnych
                              • eagle.eagle Re: pustka w życiu 13.10.24, 18:49
                                My się spotykamy 2-3 razy w tyg w hotelu plus ok 2 razy u mnie , to już tylko grzecznie. Mamy siebie bardzo dużo i tak od ponad 2 lat, plus weekendowe wyjazdy raz na miesiąc.
                              • yadaxad Re: pustka w życiu 13.10.24, 19:39
                                Według mnie ten pan nie chciał odejść od rodziny, miał jakąś słab Tak akurat szybciej poszło.ą chwilę, ale nawet w przypadku pozytywnej odpowiedzi, jak by ją przespał, to by sytuację zaczął przeciągać rozpatrując, by doprowadzić i tak do zerwania relacji.
                                • yadaxad Re: pustka w życiu 13.10.24, 19:40
                                  *słabą chwilę
                                • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 20:15
                                  A później byłoby pewnie jeszcze trudniej.
                                  • eagle.eagle Re: pustka w życiu 13.10.24, 20:27
                                    Byliście w fazie zakochania, motylków, zauroczenia , zachwytu.

                                    Powiedz mi, dlaczego jesteś ze swoim mężem?
                                    Facet jest nie do życia, musisz go zdradzać aby czuć się kochaną. Więc w jakim celu z nim jesteś ?
                                    • yadaxad Re: pustka w życiu 13.10.24, 21:08
                                      Bo trudno jest się rozstać. Jak gdzieś się śpi, to trudno dom podpalić, nawet jak jest brzydki bo gołe niebo straszy. A tu jeszcze do rękoczynów nie doszło, przed którymi człowiek ucieka nie zastanawiając się nad pogodą.
                                      • eagle.eagle Re: pustka w życiu 13.10.24, 21:30
                                        Więc uważasz że życie jest po to aby się umęczać, być nieszczęśliwą, wysłuchiwać czyiś krzyków i kłótni?
                                        • yadaxad Re: pustka w życiu 13.10.24, 21:42
                                          Im szybciej ktoś zrozumie, że nie, tym lepiej, ale psychika tak ma, że przywiązuje się do własnego kąta, nawet jak śmierdzi.
                                        • ikonieckropka Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:07
                                          Nie, pierwsze odchodzi to, które ma mniejszą stawkę. Inaczej nie ma co oczekiwać, że to drugie to zrobi. Nie zrobi.
                                  • yadaxad Re: pustka w życiu 13.10.24, 21:01
                                    Trudniej oznacza bardziej brzydko, a tak było cięcie, które krwawi, ale bez ropy rozmów, które musiały paść.
                              • ikonieckropka Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:05
                                Nie, musisz zdać sobie sprawę, że Ty i on jesteście na zupełnie innych poziomach, no chyba, że to złamas, jak wcześniej napisałam
                          • ikonieckropka Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:03
                            Z tą rodziną? Ups, jeśli chcesz być świadomą kochanką, to wiedz, że odchodzi się od żony, nie rodziny. No chyba, że wybierasz skończonego złamasa.
                  • chocolate_dog123 Re: pustka w życiu 13.10.24, 17:06
                    Myślę, że jakby miał gorsze problemy typu choroba czy wojna, to na drugi plan zeszlyby niuanse typu niedokręcony sok czy plama na lustrze.
                    • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 18:03
                      Wiesz jak jest.. ludzie jak nie mają mocnych problemów to tworzą sobie mniejsze. Ot tak, chyba dla emocji ;)
                      • ikonieckropka Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:11
                        Nie tak jest, kompletnie nie tak. Ludzie nie tworzą sobie problemów, ale pod pretekstem błahostek wybuchają z poważnymi.
                        Ostrzegam, nie znoszę kochanek. I może dlatego płakanie po facecie, który ma dzieci u kobiety, która ma tylko beznadziejnego męża, mnie trochę... No nie wiem, jak to określić. Dziwi. Czego oczekiwałaś? Ruch był najpierw po Twojej stronie.
                        • ikonieckropka Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:17
                          Krótko mówiąc: nie byłaś gotowa, nie dziw się więc, że on tym bardziej nie był gotowy. Wiem, może boleć, ale może racjonalne podejście do sprawy, że jednak on wcale Cię nie przekonał (bo inaczej byś rzuciła męża), więc nie ma o co płakać, dobrze Ci zrobi. Myślę, że wcale sprawa nie zasadza się na tym kochanku, a jakimkolwiek atrakcyjniejszym od męża. Dopóki się nie uwolnisz od niego, każdy przygodowy będzie lepszy.
                          • ikonieckropka Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:20
                            I jeszcze: nie oczekuj, że ktoś inny zrobi porządek w Twoim życiu, jeśli sama nie umiesz go zrobić. Brutalne, ale prawdziwe.
                            Przepraszam, jak już mówiłam - na kochanki mam alergię. Mimo przerobienia wielu spraw.
                            • ikonieckropka Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:28
                              I jeszcze dalej. Mimo, że nie znoszę kochanek, to jednak pewne działania potrafię docenić nawet u nich. Chcesz zachować honor i może chcesz mieć na co liczyć? Też zrezygnuj. I ze swojego małżeństwa i ze swojej pracy. Pokaż mu, że też ponosisz jakiekolwiek konsekwencje.
                              • theophanu666 Re: pustka w życiu 14.10.24, 06:29
                                Trochę się pomieszały te odpowiedzi, ale postaram się jakoś łącznie to ująć;)
                                Ano właśnie dlatego, że trudno jest zrezygnować ze sprawdzonego kąta. Ok, jest mi źle, ale łatwiej jest wspólnie spłacać kredyt czy zajmować się bardzo ruchowym psem, szczególnie jak dużo pracuje. Plus on ma też pewne zalety - jak dzieje się coś poważniejszego w życiu, to mogę na niego liczyć. Więc też nie jest tak, że to człowiek Ino-Wada.

                                Natomiast.. tak, straszne, że żeby poczuć się swobodna i kochana to muszę iść w bok. Co mnie najbardziej zaskoczyło, to fakt jaka była różnica w moim własnym zachowaniu w łóżku. Niebo a ziemia.

                                Co ikonieckropka i konsekwencji.. tak, sama szukam teraz pracy. Dlatego mu proponowałam, że ja się zwolnie bo i tak to zrobię. Jestem już w kontakcie z jedną firma, zobaczymy jak będzie bo to dopiero parę dni, a też przez tą depresję ciężko mi się zmotywować do szukania. Natomiast.. to prawda, że wezmę na siebie konsekwencje. I dlatego też zaczęłam terapię, żeby odważyć się żyć w pojedynkę.. bo po prostu chciałabym móc też kochać na co dzień, a nie od święta I nie czuć się winna.
                                • eagle.eagle Re: pustka w życiu 14.10.24, 07:34
                                  Nie rozumiem tych konsekwencji. W jakim celu samemu się karać ? Twoimi konsekwencjami jest kiepskie samopoczucie i strata części zespołu w pracy, ale nie konieczność zwolnienia się samej - tego nikt od Ciebie nie wymaga - od niego wymaga żona.

                                  Co do małżeństwa, nikt nie jest tylko dobry lub tylko zły. I alkoholicy miewają trzeźwe dni, albo chociażby po alkoholu są mili.
                                  Ja sobie kiedyś wyznaczyłam taką granicę, że jak będę szukać kochanka tzn że trzeba zakończyć związek bo jest już naprawdę źle.
                                  • theophanu666 Re: pustka w życiu 14.10.24, 15:53
                                    Jest mi też po prostu trudno być w tym miejscu. Wszystko się kojarzy. Nie widujemy się w pracy, bo każde z nas specjalnie przychodzi w inne dni. Wiadomo, że za 2 miesiące miałabym już spokój, bo jego nie będzie, ale... nie wiem, jak będzie z moim stanem emocjonalnym tutaj.
                                    Widzę że zaczyna się sytuacja w pracy normować, pomimo pierwszej burzy i gromów. Ale tak, chujowe samopoczucie jest taka konsekwencja, że już nigdy w życiu nie pozwolę sobie na coś takiego. Człowiek uczy się całe życie.
                                    Natomiast nic nie dzieje się bez powodu. Przez to, że odezwałam się do jednej firmy dowiedziałam się, że będą mieli otwarte stanowisko, na jakim tak czy tak chciałam się rozwijać, tylko do tej pory nie miałam odwagi.. może właśnie ten kop od życia kopnie mnie także do większych wyzwań. Teraz się już nawet nie boję, bo jakkolwiek byłoby trudno, to nie będzie to trudniejsze niż to co teraz przechodzę;)
                                • yadaxad Re: pustka w życiu 14.10.24, 08:42
                                  No. nie wiem. Twoja życiowa i zawodowa pozycja jest bardzo ważna, bo w depresji, że źle się wiedzie i jest się na dołującej pozycji, podejmuje się zawsze złe decyzje uczuciowe. Taki już jest mechanizm, że te dwie rzeczy chodzą w parze. Ten epizod miłosny i tak nie miał szans na na szczęśliwe pożycie. Sposób w jaki się rozwiązał świadczy, że pana poczucie winy wobec żony było silniejsze od uczucia do ciebie i nawet gdyby -musiał- odejść do ciebie, wasze szczęście, by miało tyle zadr, że wcale by cię nie satysfakcjonował ten związek. U konieckropki, jej mąż po wrócił do pierwszego małżeństwa, po stworzeniu rodziny z zauroczeniem miłosnym kochanką. Jak twój pan się miotał, a nie szybko zrobił huragan w swoim życiu, to źle rokowało. Bo facet wybacza sobie i jest gotowy na zupełnie nowe podejście jeśli ma świadomość obezwładniającego go uczucia gotowego na wszystko.
                                  • eagle.eagle Re: pustka w życiu 14.10.24, 08:57
                                    > Bo facet wybacza sobie i jest gotowy na zupełnie nowe podejście jeśli ma świadomość obezwładniającego go uczucia gotowego na wszystko.>

                                    Jesteś marzycielką.

                                    Facet sobie wybacza wszystko, to tylko kobieta nie zawsze chce mu wybaczyć.
                                    • yadaxad Re: pustka w życiu 14.10.24, 09:06
                                      Marzycielką, jeśli bym myślała o oddaniu miłosnym tej kochance, ale u faceta jest to uczucie do siebie, które pozwala mu sobie wybaczyć.
                                  • ikonieckropka Re: pustka w życiu 14.10.24, 12:15
                                    Nie tak do końca. Mój wrócił osiem lat po tym, jak zdecydował się odejść. Łącznie romans i ich związek już małżeński trwały ok. 10 lat. Więc zauroczeniem to nie było, no ale właśnie, on nie odszedł po kilku miesiącach tej znajomości, a znacznie, znacznie później. Parę lat wahań.
                                  • theophanu666 Re: pustka w życiu 14.10.24, 15:56
                                    Dokładnie, i tego się bałam. To byłoby dopiero słabe! Rozwalić związek z dziećmi a potem nie umieć się cieszyć szczęściem z drugą osobą. Więc jakkolwiek by bolalo, najpewniej dobrze się stało. Dobre decyzje wcale nie muszą być łatwe i bezbolesne
                                    • ikonieckropka Re: pustka w życiu 14.10.24, 16:21
                                      Wiesz, wszystko zależy od człowieka, to nie kwestia przeznaczenia, czy cieszysz się z kimś szczęściem czy nie, tylko sprawczości, pracy. Dajmy na to ani mój mąż, ani jego była żona nie żałują swojego związku.
                                      Co do decyzyjności... Podnosisz tę kwestię, a czy czasem właśnie nie jest tak, że Ty decyzji nie podjęłaś żadnej? Choć brak decyzji to też w sumie decyzja. O romansie. Teraz może czas szykować się na podjęcie jakiejś decyzji w kwestii małżeństwa.
                                      • theophanu666 Re: pustka w życiu 15.10.24, 04:24
                                        To prawda. Ta decyzje też muszę podjąć i wydaje mi się że jestem dalej niż bliżej.. tylko chce najpierw dojść do jakiejś psychicznej równowagi. Na razie jestem zbyt rozbita i rozchwiana emocjonalnie żeby sobie dokładać jeszcze rozwody i przeprowadzkę.
                                        • yadaxad Re: pustka w życiu 15.10.24, 10:00
                                          Czego się boisz, jeśli mąż jest tylko marudą odpowiadać mu adekwatnie do głupich pretensji?
                                        • hrasier_2 Re: pustka w życiu 15.10.24, 14:26
                                          theophanu666 napisała:

                                          > To prawda. Ta decyzje też muszę podjąć i wydaje mi się że jestem dalej niż bliż
                                          > ej.. tylko chce najpierw dojść do jakiejś psychicznej równowagi. Na razie jest
                                          > em zbyt rozbita i rozchwiana emocjonalnie żeby sobie dokładać jeszcze rozwody i
                                          > przeprowadzkę.
                                          Ale do końca nie ma się co nad sobą użalać, życie za krótkie na to jest. Tyle milionów ludzi, że nie ma problemu by się zdecydować. Ty wybierasz, twoje życie, twój los. Albo zmieniasz, albo tkwisz w tym. Tu jedynie mogą ci podsunąć sugestie. Wybór do ciebie należy. Jeśli jest gorzej to tylko może być lepiej. Ja tam myślę. Ze zawsze spotkasz kogoś co cię pokocha.
                                          • theophanu666 Re: pustka w życiu 15.10.24, 17:20
                                            Czego się boję.. ano różnych rzeczy! Jakby niczego to już dawno bym tym pieprznela w kat ;)
                                            Myślę że tego co każdy. Świadomości, że zainwestowałam w tego człowieka tyle lat i wszystko właśnie idzie w piach. Samotności. Strachu, że a może sobie nie poradzę (mimo tego że radzę sobie nieźle, ale to już tkwi w psychice, nad czym już moja psycholog zapowiedziała że będziemy pracować i z tego wyjde).
                                            Bardzo chciałabym kogoś takiego spotkać. Szkoda, że był zajęty ;) ale jeżeli będę tkwić w tym związku to oczywiste że nawet jak spotkam, to nic z tego nie będzie. Więc zbieram siły by to zakończyć.
                                            Także życzcie mi powodzenia, jak się uda to tutaj napisze ;)
      • chocolate_dog123 Re: pustka w życiu 12.10.24, 21:06
        Płacze, zwinięta w kłębek na podłodze w łazience..
        X
        Kolejne story gdzie kobieta płacze na podłodze w łazience. Czy mężatki zawsze płaczą w łazience, a panny w każdym dowolnym pokoju? Można też na dywanie, w kotłowni, na strychu czy balkonie.
        Podłoga łazienki traci grafomania.
        • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 07:35
          Czemu w łazience? Bo to miejsce, z którego najmniej słychać, a do tego zimne kafelki przypominają o tym, jak bardzo żałośne jest położenie:) plus w łazience można szybko umyć twarz i udawać, że tak naprawdę nic się nie działo.
          Ewentualnie mężatka pobeczeć może sobie jeszcze w lesie i w aucie, jadąc do pracy. Tylko trzeba pamiętać by odpowiednio wcześnie skończyć.
      • mona.blue Re: pustka w życiu 12.10.24, 22:32
        Idź faktycznie do psychiatry i w początkowym okresie bierz leki. Współczuję. Powoli będzie mijać, jak nie będziesz miała z nim kontaktu. A ile to potrwa to chyba nikt nie podejmie się wyrokować.
        • theophanu666 Re: pustka w życiu 13.10.24, 07:42
          Mam nadzieje. Kontaktu niby nie ma, ale jednak widzę go na kamerkach na spotkaniach. Oczywiście będzie to krótko, parę miesięcy aż mu się skończy okres wypowiedzenia (ma do grudnia), ewentualnie może mi uda się odejść wcześniej, ja mam tylko miesiąc.
          Za mocne były te uczucia. Powiem wam że nigdy w życiu nie wpakowałam się w coś tak kretyńskiego i chciałabym odzyskać jakąś godność. Nie wiem, czy to przez fakt że to było zakazane, te emocje urosly do takiego poziomu - widziałam po wypowiedziach innych kobiet tutaj, ze one także ledwo sobie z tym radzą, to co opisują jest bardzo podobne do moich uczuć.

          I nic nie dało mi takiej wewnętrznej ulgi jak czytanie tego forum. To, że nie jestem jakaś pierdolnieta, tylko coś takiego może spotkać. I trzeba się z tego wygrzebać, nawet jeśli jest to przytlaczajace.
          • yppah Re: pustka w życiu 15.10.24, 14:52
            Nie zgadzam sie z Mona, nie zawsze zmiana chemii mozgu jest konieczna. Rower, silownia, cele treningowe - na to bym Ci w pierwszej kolejnosci wypisala recepte ;)

            Ludzie, ktorzy sa wazni, a z jakichs powodow przemijaja w naszym zyciu, czegos nas ucza. Znaczy, jesli jestemy madrzy i chcemy sie czegos nauczyc. Za jakis czas bedziesz umiala na tego mezczyzne spojrzec bez tych emocji i zostanie w Tobie sama wdziecznosc. Moim zdaniem Twoje malzenstwo to zgliszcza, tak to wyglada na podstawie Twojego wlasnego opisu, a ten czlowiek, z ktorym mialas romans, pokazal Ci, jak powinno byc (minus oczywiscie to, ze byl uwiklany w cos innego, wiec on tez sie nie nadawal).

            Co mnie najbardziej zaskoczyło, to fakt jaka była różnica w moim własnym zachowaniu w łóżku. Niebo a ziemia.

            Mysle, ze to jest uwaga klucz do odczytania Twojej historii.


            • theophanu666 Re: pustka w życiu 15.10.24, 17:26
              Jeśli mam być szczera, to oczywiście poza ogromem obecnym negatywnych emocji to już jestem mu wdzięczna za wiele rzeczy. Przede wszystkim za to, że mogłam się przy nim tak otworzyć, że poznałam siebie od zupelnie innej strony. Za to że zmotywował mnie do wielu rzeczy, często przekraczania strefy komfortu - jak przyszłam do firmy to bałam się nawet małych wystąpien publicznych, a teraz jestem po sporej prezentacji przed całym zarządem która.. poszła świetnie. A do ktorej to on mnie zmotywował, przekonał, i która musiałam teraz zrobić pomimo stanu psychicznego, bo się zadeklarowałam.
              Także.. pomimo tego, że jestem zraniona i to fest, życzę żeby jemu się też wszystko poukładało. On też wiele nowych rzeczy przy mnie doświadczył i sam powiedział, że to czego brakowało mu najbardziej w związku to.. czułość i intymność, szczere rozmowy, dopiero teraz przejrzał na oczy i wiem, że będą nad tym z żoną pracować. Nawet jeśli mnie to boli to życzę mu, żeby mu się to udało. I sobie też życzę spotkania podobnego człowieka na dalszej drodze.. tylko tym razem kierwa bez żony i dzieci ^^
              • yppah Re: pustka w życiu 15.10.24, 18:14
                mogłam się przy nim tak otworzyć, że poznałam siebie od zupelnie innej strony. Za to że zmotywował mnie do wielu rzeczy, często przekraczania strefy komfortu

                To znaczy, ze to byl jak najbardziej wlasciwy mezczyzna, mimo ze na krotki etap i mimo ze ten etap byl burzliwy. Glebokie zwiazki z ludzmi zawsze kosztuja. Porzucamy sie, umieramy sobie itd.

                Zycze Ci nastepnym razem nie tylko braku ogona, o ktorym piszesz. Ale tez, zebys na niego trafila we wlasciwym momencie zycia - swojego i jego. Zeby nic tego nie wysadzilo z wlasciwego toru.

                Mysle, ze masz dobra kontrole intelektualna nad tym, co sie dzieje, wiec Ci sie uda.

                Powodzenia :)
      • mona.blue Re: pustka w życiu 13.10.24, 23:35
        Co do terapii to nie wiem czy nie lepiej w takiej sytuacji iść razem na terapię małżeńska, jeżeli chcesz ratować wasz związek.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka