negritha
16.06.06, 17:02
Muszę się wyżalić. :-(
Od dłuższego czasu nie mogę sobie poradzić z uczuciem pustki. Kiedy patrzę na
swoje życie w sposób obiektywny to widzę, że mam powody do zadowolenia.
Studiuje i rozpoczęłam w miare ciekawy staż w fajnej firmie.
Jestem w związku z człowiekiem, którego kocham. Pomijając drobne dolegliwości
jestem raczej zdrowa. Jest kilkoro ludzi na których moge liczyć w razie
problemów. Teoretycznie jestem więc szczęściarą.
Natomiast od jakichś 3 tygodni nic mnie już nie cieszy. Bo moje studia są
nudne i kierunek mnie kompletnie nie interesuje (ale z drugiej strony brak
pomysłów na inne studia0. Z facetem coś się od dłuższego czasu psuje i wiem,
że jestem w jego hierarchii na 3 miejscu. Wiem, że stan zakochania przechodzi
wszystkim, ale żeby facet znudził się już po roku? :-( Widzę to po jego
czynach, bo słowne zapewnienia co jakiś czas się pojawiają- oczywiście żadne
poważne deklaracje, po prostu "kocham Cie". Kiedy słysze ten tekst od niego
mimowolnie się krzywie bo nie wierze już w szczerość tych słów. Nie wierzę, bo
za słowami nie idą czyny. Spotkania są 1-2 razy w tygodniu jak znajdzie czas.
Jeszcze 3 miesiące temu bardzo mnie to bolało i głowiłam się nad tym co zrobić
żeby znów było dobrze, żebyśmy byli ze sobą blisko.
Najgorsze jest to że już mi wszystko jedno. W dniu naszej pierwszej rocznicy,
ktorą spędziłam samotnie, coś we mnie pękło. Tego dnia nie czułam już nawet
żalu, po prostu pustka. Teraz ja też traktuje go tak jak on mnie, a może nawet
chłodniej. Teraz też spotykam się z nim tylko wtedy gdy mam na to ochotę. Nie
poświęcam już dla niego niczego. Stałam się tak jak on - egoistką w związku.
Nasz związek stał się układem, z którego oboje czerpiemy korzyści. Przeraża
mnie to jednak. Zawsze wierzylam w to, że miłość to, poza przyjemnością,
również pokrewieństwo duchowe, przyjażń, identyfikowanie się z drugą osobą i
obupólne poświęcenie. Teraz przestałam w to wierzyć. Nadal go kocham, ale
zawiodłam się na tej miłości.. :-( Jestem niby w związku, ale czuje się samotna.
Znajomi też niby są, ale już mi się nie chce wyjeżdzać pierwszej z
propozycjami spotkań. Poza tym taki czas, że wszyscy zajęci :-(
A ja siedzę kolejny wolny dzień w domu przed komputerem z czekoladą i odliczam
czas do poniedziałku, żeby wreszcie pójść na cały dzień do pracy i zapomnieć o
tej niewygodnej pustce w uczuciach.
Ech, nawet nie czuje się jakoś specjalnie smutna, tylko taka pusta w środku.
Wyprana z radości i entuzjazmu. Tak bardzo bym chciała znów cieszyć się z
całego serca.. Nie z dowcipu, filmu czy zabawnej sytuacji. Chciałabym znów
cieszyć się z własnego życia. Bo przecież powinnam..
pozdrawiam każdego kto dobrnął do końca..