dzikaroza1981
13.09.06, 12:21
Hmmm, mam taki nietypowy problem i nie wiem jak go rozwiązać. Mam fajnego
chłopaka, z którym dobrze się czuję, rozumiem, który mnie kocha i ja jego
tez, lecz niestety moje uczucia są chwiejne co mne samą zastanawia. Mam 25
lat, chciałabym już sobie pomału układać życie, ciągle mieszkam z rodzicami a
on (28lat) z mamą. Nie, to nie jest maminsynek, tak się ułożyło jego życie,
że jeszcze z nią mieszka, śmierć ojca, feralny kredyt który musieli spłacać
za kogoś więc nie miał jak się wyprowadzic, bo nie miał kasy. Problemem jest
jego dom...fatalnie się tam czuję. Moja miłość do niego gaśnie w tym domu, ja
jestem spięta i nieszczęśliwa, choć normalnie bardzo dobrze mi z nim jest. W
tym domu jest niesprzątane od wieków, zagracone, zadymione, nie mam tam
ochoty nawet nic jeść, nie lubię tam w ogóle przebywać. Na moje uwagi i
pytania o stan rzeczy odpowiadał, że on tylko marzy żeby się stqmtąd
wyprowadzic i nie będzie tam nic robił, poza tym jego matka jako osoba
starsza i chora nic nie sprząta i jemu nie pozzwala nic wyrzucać, stad
zagracanie mieszkania wszystkim. U mnie w domu jest schludnie i czysto,
wszyscy o to dbamy. Boję się że może w naszym przyszłym domu też panowałby
taki nieład. Nie wiem co myśleć. Naprawdę mam takie huśtawki nastroju i uczuć
że sama się męczę ze sobą. Zależy mi na nim, ale jak pomyślę jak on żyje chce
mi się płakać. JUż z tego powodu nawet chciałam odchodzić, przestraszyłam się
po prostu. Nie umiem być szczęśliwa do końca. To naprawdę fajny inteligentny
facet, ale czasami nie wiem czy wytrzymam jeszcze te kilka m-cy zanim on się
wyprowadzi. Jak coś zaradzić i pomóc sobie??? Przestraszyłam się długów jego
rodziny, choroby mamy, tego mieszkania, to mnie przerasta, czy ja jestem za
słaba?U mnie w domu nie chcę o tym rozmawiać, nie umiem i wstydze się.