Gość: ida
IP: *.csk.pl
06.03.03, 20:51
Tak mnie ostatnio na rozmyslanie wzięło...
Gdzie leży taki złoty środek zdrową a niezdrową empatią? No bo co do tego, ze
pewien stopień umiejetności wczuwania sie w uczucia innych ludzi jest w zyciu
potrzebny, ale...
W któryms momencie zaczyna się wpadać w paranoję i wczuwac sie (lub
przypisywać)w uczucia i mysli dosłownie wszystkich dookoła...
Jak to wyposrodkować? Z jednej strony skrajny egoizm uczuciowy(liczą sie
tylko moje uczucia, i g.... mnie obchodzi co czują inni, nawet jesli jestem
bezposrednim sprawcą tych uczuć) a z drugiej- empatia zawsze, wszędzie i
wobec wszystkich... a moje uczucia są zagłuszone tym co czują w moim
przekonaniu inni... A stąd juz tylko krok, zeby moim zyciem zaczęli rządzic
inni. I to nie tylko uczuciowo...
A wydawać by sie mogło, że empatia jest ze wszech miar pozytywna...