malenkajalenka
29.09.06, 08:40
Napisalam juz o tym na innym forum, ale skopiuję tez tutaj, moze to dobry
pomysl..
To już chyba koniec. Nie z narzeczonym, tylko z teściami... Przez kilka dni
się zbierało, zbierało, aż w końcu wczoraj... katastrofa. A wszystko z powodu
naszego ślubu.
Jego rodzice właściwie wyrzucają nas ze swojego mieszkania, z którego
dotychczas mogliśmy korzystać (oni mieszkają gdzie indziej). Tylko dlatego,
że nie chcemy wziąć ślubu wtedy, kiedy oni sobie życzą. Wczorajsza rozmowa
przez telefon doprowadziła mnie do łez, bo teść i teściowa, nakrzyczawszy na
mnie, rzucili słuchawką, stwierdzając, że nie mamy co na nich więcej liczyć,
bo my też nie liczymy się z ich zdaniem. Nie rozumiem też o co cała awantura..
Teść nakrzyczał, że do wesela ręki nie przyłoży ( i nie musi, dajemy sobie
radę, ale wesela chyba nie będzie, bo trzeba przeznaczyć te pieniądze na
wynajem następnego mieszkania). Mój N powiedział ojcu, że nie oczekuje od
niego pomocy w finansowaniu wesela, zależy nam tylko, żeby byli na naszym
ślubie.(Chociaż pierwszemu synowi, który zawsze był ich pupilkiem zrobili
wielkie wesele, ale to już pomijam.)I tu znowu awantura, że nikt na ślub nie
przyjedzie w maju. Ma być sierpień i koniec.
Z moimi rodzicami też się nie liczą, z tym że mieszkają ponad 500km stąd i w
sierpniu będą u taty żniwa. Szlag mnie trafia..
Nie wiem co będzie dalej, bo z dnia na dzień coraz gorzej, ale jestem
naprawdę zdumiona ich reakcją, rozmawiam sobie z nimi jakby nigdy nic, a tu
taki wrzask- ze musimy się z nimi zgodzić, bo jesteśmy na nich utrzymaniu
(pierwsze słyszę ???????)
Mój N jest załamany reakcją rodziców, bo już wcześniej zauważyliśmy, że mają
nas w nosie i skaczą tylko koło starszego synka, zwłaszcza odkąd ma dzieci,
ale mieliśmy nadzieję, że mimo wszystko kochają nas tak samo. Ja też nie
czuję się z tym ok, ciągle wysłuchuję o lepszej synowej ( w której teściowa
jest zakochana, a mnie ledwo zauważa). Kiedy jesteśmy wszyscy razem,np.na
obiedzie, traktuje nas bardzo niesprawiedliwie.. Zawsze siada tylko koło
niej, z nią rozmawia, ją ściska, a na mnie nie zwraca uwagi. Do niej
mówi "K., Kochanie, może jeszcze zupki Ci dolać?", a po chwili reflektuje, że
siedzę przy nich i pyta mnie o zupę "Chcesz jeszcze?"...
To sytuacja z ostatnich wakacji. Czułam się jak piąte koło u wozu. Ale tak
jest cały czas, gdy się spotykamy.
Ja i moj Narzeczony jestesmy traktowani zupełnie inaczej niż szwagier i jego
zona. A jego brat jest tylko 2 lata starszy od N.
Wczorajszy telefon mnie dobił i praktycznie w nocy nie spałam, połowę
przepłakałam. Zawsze byłam dla teściowej miła, w takich idiotycznych dla mnie
sytuacjach nie zwrocilam jej uwagi i nigdy nie powiedziaŁam zlego slowa. Ona
tez RACZEJ nie mowila nic zlego, chociaz jej krytyka ma czesto malo z krytka
wspolnego, ale faworyzuje jednego syna, a nas tym krzywdzi. Do tej pory jej
to wybaczalam, ale wczoraj przekonalam sie, że to prawda i bardzo mnie to
boli. Nie chcialam byc tą drugą, złą synową, ale chyba juz nia jestem...
Mowcie co chcecie, ze kazda synowa narzeka na tesciowa i jak z fajnych kobiet
robia sie takie potwory.. Duzo juz na tym forum widzialam. I moze faktycznie
tak jest, ze zazdrosnym mamusiom po jakims czasie cos sie robi z głową, ale
po mojej niczego takiego nie widać i moj N trochę mi tego zazdrości. Przez
całą tę chorą sytuację moja mama wspiera mnie i mojego N, powiedziała mu, że
ma jej wsparcie i naprawdę nas kocha.
Kocham bardzo moją mamę za to co dla nas robi, że znami jest.. Byłam pewna (i
naiwna)że teściowa będzie dla mnie jak mama i tak ją traktowałam,
rozmawiałyśmy praktycznie o wszystkim i teraz tego żałuję.
Nie wiem, jak wybrnąć z tej sytuacji, nie oczekuję że zasypiecie mnie radami,
sami musimy się z tym uporać, chociaż nasze próby dogadania sięz rodzicami
nie przynoszą efektu, ale jak większośc na tym forum- chciałam się wygadać.
Może będziecie bardziej obiektywni.. Krytyka owszem, ale niektórzy niech
darują sobie złe słowa, jestem wystarczająco zdolowana.
Pozdrawiam!