Dodaj do ulubionych

Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców

21.10.06, 23:29
Witajcie,

Znacie ten problem? Może dotyczy Was? Może udało Wam się z tego wyjść? A może
właśnie siedzicie w tym po uszy?

Tu można o tym poczytać:
tinyurl.com/y5pmml



Na wstępie mam jedno pytanie - można jakoś wyjść z tego błędnego koła? Jest
dla mnie 20-latka jakaś szansa?
Na razie jestem na etapie: "czy to NA PEWNO ONA, czy NA PEWNO się nie
pomyliłem" - potem albo stwierdzam, że jednak nie (bo sobie ubzduram np., że
to nie miłość tylko rozpaczliwa chęć bycia z kimś), albo okazuje się, że
czekała zbyt długo i jest już za późno.


może rozwinie się ciekawa dyskusja, nie kryjcie tego - może warto o tym
porozmawiać.
zapraszam
Obserwuj wątek
    • jan_stereo Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 21.10.06, 23:34
      Co Ty piepszysz z czego mam niby wychodzic,ze nie wychowywal mnie ojciec tylko
      matka, osobiscie nie ma z tym zadnego problemu.

      Jakiego kola ?
      • ddrr Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 21.10.06, 23:49
        jan_stereo napisał:

        > Co Ty piepszysz z czego mam niby wychodzic,ze nie wychowywal mnie ojciec tylko
        > matka, osobiscie nie ma z tym zadnego problemu.

        zazdroszczę


        > Jakiego kola ?
        najedzony głodnego niestety nie zrozumie
        • ddrr Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 21.10.06, 23:50
          ale dzięki za odpowiedź


          pozdrawiam
        • jan_stereo Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 21.10.06, 23:53
          ddrr napisał:

          > najedzony głodnego niestety nie zrozumie

          Najadlem sie matka,braku pustki nie czuje.

    • nottm1 Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 22.10.06, 00:05
      Witaj,
      jestem dorosłym dzieckiem rodziców, którzy postanowili się rozwieść. Sporo
      z "objawów", o których piszę Kuba Jabłoński do mnie się odnosi. Przyznam też,
      że wolę ani siebie, ani innych nie etkietować, ponieważ to sugeruje, ze mamy
      ograniczone możliwości manewru, ze cośod nas silniejszego determinuje nasze
      postępowanie. Z drugiej jednak strony jakoś trzeba wytłumaczyć te wszystkie
      lęki i zachowania, o których piszesz Ty też Kuba Jabłoński. Nie wiem, czy z
      tego się jakoś wychodzi. Za kilka mieśecy wychodzę za mąż, więc wszystkie lęki
      wychodzą za zdwojoną siła;) Chcesz z kimś być, wiesz, ze kochasz (i jesteś
      kochany/a), a jednak lęk, ze to się za chwilę skończy jest ciągle obecny.
      Zaczynasz więc być nie spokojny/a, szukasz problemów, pojawiają sie
      kłótnie...Resztę znasz;) Moze mamy szczęście, ze mniej więcej wiem, skąd biorą
      się nasze problemy. Mozemy próbować z nimi walczyć, możey tez tłumaczyć naszym
      partnerom. Czasami pomaga...Ostateczny wniosek jest, oczywiście, raczej smutny-
      jest ciężko, mamy pewnie większe predesypozycje do burzenia niż budowania. Ale
      czy ludzie pochozdących z pełnych rodzin nie walczą ze swoimi lękami...?
      Trzymam kciuki za Twoje i swoje powoedzenie w miłosci;)
      • jan_stereo Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 22.10.06, 00:15
        Ty, na serio piszez ze mamy z natury jakies problemy ze zwiazkami ?

        ps. polrodzinniak ;")
      • ddrr Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 22.10.06, 03:07
        Dzięki za słowa wsparcia :-)

        > możey tez tłumaczyć naszym
        > partnerom. Czasami pomaga...

        hehe - dzięki :-)
        ale chyba nie będę musiał - po co tłumaczyć coś co i druga osoba zna- hmm - z
        doświadczenia.

        Co w połączeniu z:
        > jest ciężko, mamy pewnie większe predesypozycje do burzenia niż budowania

        wcale mnie nie podnosi na duchu, ale jakoś będzie.



        Nadziei mi dodało to, że można z tego wyjść - że można to przełamać. Że Tobie
        się udało. Może i mi się kiedyś uda.


        powodzenia na Nowej Drodze :-)

        pozdrawiam
      • michasia1111 Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 25.10.06, 17:49
        Lepiej ,ze sie rozeszli,moi sie kłoca i żrą,wiec jest jeszcze gorzej,na domiar
        złego nadal mnie wciagaja w swoje manewry,mimo,ze leciwa lestem:)
    • solaris_38 miłosc 22.10.06, 13:21
      nie wierzę w JEGi i NIA
      oczekiwanie na to sadze że jest niedojzrałoscia
      człowke pragnie zawierzac związki i dobrze, i potzrebuje od tego znalesc
      partnera ktorego cechy mu sie podbają ktre podziwia
      tylko ze zwajemnego,podziwu i miłosci moga powstać gebnetycznie dobre dzieci
      (dobry nei zawsze znacyz zdrowy mamam na myśli to co odsobik moze wnieść do
      życia innych i spółecześństwa)

      dziecmi takze tzrba sie opiekowac ale to na dłuższy dystensie wymaha wielkiej
      nie wierzę w JEGO i NIA
      oczekiwanie na to sadze że jest niedojrzałością
      ale jednocześnie wierzę w miłość J

      człowiek pragnie zawierać związki i dobrze, i potrzebuje od tego znaleźć
      partnera którego cechy mu się podobają które podziwia
      tylko ze wzajemnego podziwu i miłości mogą powstać genetycznie dobre dzieci
      (dobry nie zawsze znaczy zdrowy mam na myśli to co osobnik może wnieść do życia
      innych i społeczeństwa)

      dziećmi także trzeba się opiekować ale to na dłuższy dystansie wymaga wielkiej
      harmonii między parterami
      ona jest trudna . .. najczęściej ludziom nie wychodzi

      sadze że dzieci rodziców rozwiedzionych mają taka samą szansę na szczęście niż
      nie-rozwiedzionych ponieważ
      1. po rozwodzie istnieje możliwość założenia wartościowych związków które będą
      miały ta harmonią i miłość - może tez niedoskonała ale ona BĘDZIE
      2. jest częste że w małżeństwach które się nie rozpadły są takie pokłady
      poniżania się, braku miłości i obojętności które ekstremalnie destrukcyjne są
      o wiele większą przeszkoda do nauczenia się jak kochać i szanować drugiego
      człowieka

      zatem nie trzeba „wychodzić „ z bycia dzieckiem rozwiedzionym tylko wejść na
      ścieżkę miłości a to piękna trudna i bardzo bogata ścieżka

      • krytyk2 Re: miłosc 25.10.06, 15:46
        Jest jednak coś takiego ,jak wzorowanie i większe prawdopodobieństwo kroczenia
        po sladzie,zwlaszcza gdy jest on mocno wycisnięty w psychice.
        Lepiej iść złą ale znaną scieżką niz teoretycznie lepszą ale zupełnie nieznaną-
        taki jest przekaz podswiadomy DDRR.
        Uwazam ,ze problem nie jest wydumany.Pokazuja to statystyki mówiace ,ze dzieci
        z rodzin rozbitych maja kilkakrotnie większe szanse stworzyc następną rozbitą
        rodzinę..:-(
        • solaris_38 prawdopodobieństwo 25.10.06, 23:33
          to preferencja ale nie konieczność

          MOŻNA inaczej i to jest warte podkreślenia :)
    • shangri-la Re:Kilka rad od DDRR..... 23.10.06, 09:31
      .....wychowującej DDRR.:)

      Po pierwsze , przestań patrzeć na siebie jak na osobę upośledzoną.
      Jest mnóstwo wspaniałych ludzi, z takich lub innych przyczyn ,wychowującech się
      w rodzinach niepełnych , co w żaden sposób nie przeszkadza im świetnie
      funkcjonować w społeczeństwie, tworzyć trwałe i głębokie związki itp
      Po drugie, brak ojca dla dziewczyy jest pewnym problemem, ale wychowany przez
      czułą i kochająca matkę chłopiec ma znakomity kontakt z innymi kobietami (mój
      syn jest uwielbiany przez swoje koleżnaki , ich mamy i babcie , głównie z powodu
      nienagannych manier i szarmanckiego traktowania kobiet)
      Po trzecie, nie myśl o przyszłości ze strachem....problemy i tak przyjdą ,
      niezależnie od Twoich doświadczeń i trzeba będzie się z nimi zmierzyć na miarę
      własnego człowieczeństwa.
      Trzymaj się milutko:)))))
    • shangri-la Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 24.10.06, 20:45
      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=45&w=49723485&a=49882136
    • mskaiq Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 25.10.06, 08:53
      To strach ze u Ciebie moze sie powtorzyc to co u rodzicow. Strach zniszczy
      kazdy zwiazek albo nie pozwoli aby zwiazek powstal.
      Nie ma innej drogi, musisz ignorowac strach, nie wolno myslec w taki sposob
      jaki Ci narzuca strach. Musisz wierzyc ze zwiazek sie nie rozpadnie, ta wiara
      musi byc silniejsza od strachu.
      Ty boisz sie na zapas, nawet nie ma osoby z ktora jestes. To podejscie jest
      bardzo powszechne. Wiele osob ktore nie sa ddrr ma podobne problemy.
      Serdeczne pozdrowienia.

      • pas.ja Re: Dorosłe Dzieci Rozwiedzionych Rodziców 25.10.06, 09:57
        i solaris, i shangri-la, i mskaiq mają rację.
        jestem dzieckiem nierozwiedzionych rodziców, które ma więcej traum z powodu braku rozwodu matki i ojca, niż niejedno dziecko rozwiedzionych rodziców.
        takiego syndromu jak DDnieRR nie ma. a szkoda.
    • ravny Re: Dorosłe Dzieci N s R 25.10.06, 12:07
      Jako dorosłe dziecko cale lata nienawidzacych sie rodzicow, ktorzy bynajmniej
      sie nie rozwiedli, mowie : przestan sie skupiac na czyms czego nie ma bo to u
      siebie "wyprojektujesz". Wielu ma problemy z rodzicami i chory dom wyjsciowy.
      Czesto przenosi swoje leki wyprodukowane w dziecinstwie na swoje dorosle
      zwiazki. Jak dlugo bedziesz kierowac sie strachem ze "ciebie na pewno tez to
      czeka co rodzicow" tak dlugo sie nie uwolnisz. To kwestia przestawienia swojego
      myslenia. Wyluzuj i nie skupiaj sie na problemie rodzicow, ciesz sie zyciem a co
      bedzie w przyszlosi to przeciez los na wode rzucony a w twoich rekach
      kierownica. Odwagi.
      • julia30bb Re: Dorosłe Dzieci N s R 26.10.06, 08:50
        Solaris napisała
        sadze że dzieci rodziców rozwiedzionych mają taka samą szansę na szczęście niż
        nie-rozwiedzionych ponieważ
        1. po rozwodzie istnieje możliwość założenia wartościowych związków które będą
        miały ta harmonią i miłość - może tez niedoskonała ale ona BĘDZIE
        2. jest częste że w małżeństwach które się nie rozpadły są takie pokłady
        poniżania się, braku miłości i obojętności które ekstremalnie destrukcyjne są
        o wiele większą przeszkoda do nauczenia się jak kochać i szanować drugiego
        człowieka

        To wszystko zależy jakich ma się rodziców. U jednych zabrakło miłości, ale
        szanują się na wzajem, mają ze sobą kontakt i układają sobie życie na nowo.
        Dzieci takich rodziców nauczyły się co to znaczy kochać.

        U drugich bijatyki, poniżanie, alkoholizm, co za tym idzie brak miłości. Trudno
        takim dzieciom w przyszłości kochać drugą osobę. Wtedy rządzi stach przed
        miłością.

        Moi rodzice rozwodu nie mają, ale nie żyją razem. Mi brakowało i brakuje ojca w
        życiu. Kiedyś bardzo chciałam żebym miała możliwość pokochać mężczyznę
        przynajmniej 20 lat starszego, byłby moim mężem i może w dorosłym zyciu zastąpi
        mi ojca.
        Obecnie nie żyję tym co się działo u mnie w domu rodzinnym, mam swoje zycie i
        rocznego syna.

        pozdrawiam
        Julia

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka