moja matka mnie zabiła

IP: 212.160.235.* 26.03.03, 10:15
mówi się, że istotą psychicznego wyzdrowienia jest to, że przebaczyliśmy
naszym "oprawcom".
Ale jak zapomnieć, skoro wiem, że mi osobie, która urodziła się
ambitna,mająca tendencje do przewodzenia innym, pragnąca osiągnięć,
inteligentna, i kreatywna, wszczepiono przekonanie, że jest beznadziejna, nie
powinna wygłaszać swojego zdania, wszystko co powie jest głupie i bez sensu.
Jak przebaczyć to, że dzięki osobie której powinnością było mnie kochać i
wspierać nigdy nie będę sobą, nigdy moje życie nie będzie wyglądało tak, jak
powinno, tak jak bym chciała, bo zawsze będę czuła się gorsza, słabsza,
zawsze będe się załamywała pod byle ciosem. Właściwie poniosłam już tyle
porażek, że nie chce mi się żyć. Wiem, że nidgy nie będzie tak, jak bym
chciała, zawsze będę sfustrowana i niezadowolona, zawsze będę miała niedosyt,
bo to. co zaszczepione w okresie dzieciństwa pozostanie już we mnie na
zawsze, próbowałam tozmienić, chcodziłam na psychoterapie przez kilka lat, w
pracy w ogóle się nie roziwjam, ciągle jest tak samo, nie potrafię się
zmienić, nie potrafię...
    • procesor jeszcze zyjesz skoro piszesz 26.03.03, 10:29
      Urodziłaś się ambitna?! Z tendencja do przewodzenia innym?! Kreatywna..

      Przebaczyć zawsze warto.
      A jeszcze bardziej przestac ssię podpierać przekonaniem że "to wszystko przez
      mamusię, bo to złą mamusia była".

      Są luidzi ektóryz pochodza z rodzij patologicznych - a jednak ich życie nie
      jest powtórka życi arodziców - wykształcili się, stworzyli dobre rodziny, sa
      ludźmi szczęsliwymi.

      Spójrz na matke jak na człowieka - dlaczego ci to robiła? Sama zostałą tak
      wychowana? Czuła się krzywdzona w małżeństwie? Co ja tak skrzywiło?
      I nie zajmuj się tym jak matka cie skrzywdziął. Po prostu zajmij się sobą.

      Potrafisz sie zmienic, potrafisz. :))

      Tylko zostaw juz w spokoju matke. Przebacz jej i juz. Bo bez tego nie pójdzisz
      dalej. :)
    • alfika Re: moja matka mnie zabiła 26.03.03, 12:17
      Mario, nie zawsze tak będzie, choć dużo w sobie nosisz żalu. Pewnie masz ku
      niemu dużo powodów. Ale tylko czasem będzie się odzywał - to zresztą już teraz
      pewnie wiesz.
      Życie dalej będzie się toczyć i im bardziej będziesz starała się wydobywać
      swoją kreatywność, im bardziej będziesz chciała mamie przebaczyć, tym lepiej
      będzie szło.
      Spróbuj zobaczyć w mamie dziecko, które potrzebuje zrozumienia i ciepła, które
      popełnia błedy czy wysuwa kolce w stronę bliskich, bo samo nie dostało tyle
      ciepła i miłości i zrozumienia, ile potrzebowało.
      To daje ulgę - głównie Tobie. A i mamie może łatwiej kiedyś przyjdzie Cię
      docenić. Po prostu próbuj tak w najgorszych chwilach. Powinno ulżyć.
      Trzymaj się :)
    • Gość: gitman nie przebaczaj IP: debian:* / 192.168.9.* 26.03.03, 13:21
      zyj tak jak ty chcesz zyc i pozbadz sie ludzi ktorzy cie ograniczaja. a z
      matka daj sobie spokoj, nie mysl o niej wiecej, za to pomysl co mozesz zmienic
      w swoim zyciu. powodzenia.
      • alfika Re: nie przebaczaj 26.03.03, 13:32
        Jeśli miałabym być tą osobą ograniczającą, to bardzo proszę o możliwie
        skuteczne pozbywanie się - żebym nie musiała nieestetycznie czołgać się w
        agonii do domu...
        Strasznie by to mogło ograniczyć zdolność tolerancji moim bliskim...
    • Gość: xyz:)) Re: moja matka mnie zabiła IP: *.bos.east.verizon.net 26.03.03, 15:50
      wiesz, nie chce byc niemila, ale...pieprzysz jak potluczona
      "matka mnie zabila" - skoro wypisujesz te bzdury, to chyba jeszcze zyjesz
      nie rozczulaj sie tak nad soba i nie probuj zwalic na innych winy za Twoje
      niepowodzenia
      KAZDY - rozumiesz? - kazdy mial na swoj sposob trudne dziecinstwo
      jeden bardziej
      inny mniej
      Ale ludzie wstaja, otrzasaja sie i ZYJA
      a Ty zachowujesz sie jak roztkliwiajaca sie nad soba LENIWA cipka
      pewnie Ci z tym dobrze, bo KTOS jest winny
      ale ja tego belkotu nie kupuje
      :-))
      pozdr
      • tofu9 Re do xyz 26.03.03, 16:33
        Na takie zwierzenia (konstatacje ) ludzie najczesciej re4aguja dwojako .Albo
        usiluja zrozumiec i okazac troch ewspolczucia, serca , otuchy ....albo , tak
        jak Ty , xyz, opieprzaja , nawyzywaja i ..odchodza .Otoz nie wszyscy czuja i
        przezywaja tak samo , choc moze Ci sie wydaje , ze to takie proste , ot,
        zwyczajnie odciac sie od przeszlosci , "narzucic" sobie inne, "swieze "
        myslenie i ..po prostu stac sie innym czlowiekiem.Jedni (po takich przejsciach
        jak maria radza sobie swietnie , zyja pelnia zycia i nie wracaja do
        przeszlosci .Drudzy maja z tym wielkie problemy (trauma) i jest im cholernie
        ciezko.Znam to z autopsji , bo mialam (mam) ojca , ktory zatruwal mi zycie
        przez wiele lat.Blednie mnie ocenial , nie ufal w niczym , ciagle nazywal
        mnie "fujara", trutniem , mial w stosunku do mnie wymagania , ktore mnie
        przerastaly.I mimo tego , ze teraz zyjemy w oddaleniu , mam rodzine i mozna
        powiedziec, troche sukcesow zyciowych - do tej pory nie moge sie wyleczyc z
        jecgo wplywu , opinii, wartosciowania .....Dlatego nie osadzaj innych , xyz, bo
        to jest najprostsze.Zadaj sobie troche trudu , aby zrozumiec czlowieka , ktory
        cierpi.A jesli tego nie potrafisz- przynajmniej nie obrazaj.
        • kwieto Re: Re do xyz 26.03.03, 20:20
          teoretycznie masz racje, a xyz troche przesadzil.
          Tyle ze chyba nikt nie urodzil sie w "idealnej rodzinie"
          Matka mogla miec wplyw na dziecinstwo, wychowanie, zgoda.

          Ale zwalanie wszystich zyciowych porazek na wlasna matke jest zwykla ucieczka od stawienia czola sobie samej i wlasnym problemom.
          Maria jest juz duza dziewczynka i skoro wie jakie ma ze soba problemy, powinna zakrzatnac sie by je uleczyc. Obwinianie matki (wszystko jedno czy sluszne czy nie) niczego nie przyniesie, niczego nie zmieni.

          P.S.
          Mysle ze matka kochala Marie tak, jak tylko to potrafila. A ze nie potrafila? Coz, zdarza sie. Lepiej postarac sie zrozumiec, dlaczego matka nie potrafila dac Marii ciepla, niz na niej odreagowywac.
      • Gość: Roman Re: moja matka mnie zabiła IP: *.wawel.org.pl / 172.16.40.* 27.03.03, 09:25
        Gość portalu: xyz:)) napisał(a):

        > wiesz, nie chce byc niemila

        Ale jesteś. Również wulgarna.

        Uważasz, że jeśli ty nie masz jakiegoś problemu, to inni nie mają prawa go
        mieć. A jeśli tej normy nie spełniają, to dla Ciebie już się nie liczą. I
        trzeba ich zbesztać. Bo liczą się kły i pazury. A gdzie szacunek dla
        słabszych, ich akceptacja? Gdzie zrozumienie dla bliźnich?

        Tak, xyz, odebrałem Twoją wypowiedź.

        Wierzę, że problem Marii nie jest urojony. Jej wypowiedż brzmi b. wiarygodnie.

        Roman
      • Gość: Margaret Re: moja matka mnie zabiła IP: *.cf.pl / 192.168.7.* 27.03.03, 13:42
        Gość portalu: xyz:)) napisał(a):

        > ale ja tego belkotu nie kupuje
        > :-))
        > pozdr

        a ja nie kupuje Twojego bełkotu. Aha, i nie każdy miał TRUDNE
        dziecinstwo..przynajmniej tak sądze. Ty rozumiem, wiesz DOKŁADNIe-ze KAZDY miał
        cięzko?..zweryfikowałaś jakoś..
        A juz wiem, jesteś SW MIkołajem :), w grudniu przez kominki do domków i stąd
        wiesz-jak gdzie u kogo ;)
        "Uwielbiam"takich ludzi jak Ty.Zero empatii. POgratuluj sobie.

    • Gość: xyz:-)) Re: moja matka mnie zabiła IP: *.bos.east.verizon.net 26.03.03, 16:52
      rozumiec, a "glaskac" po glowce, tworzac towarzystwo wzajemnej adoracji, to
      dwie rozne rzeczy
      wlasnie dlatego, ze rozumiem, to nie bede glaskac, bo pare lat terapii chyba
      powinno Marii wystarczyc, zeby przestac sie nad soba uzalac
      Uzalanie sie do niczego nie prowadzi
      a za jakosc naszego zycia SAMI ponosimy odpowiedzialnosc
      zwalanie winy na innych to po prostu wygodnictwo
      taplanie sie w przeszlosci jest chore
      trzeba w koncu powieedziec sobie "dosc"
      czego Ci Mario zycze
      i nie namawiam do wybaczania (sa sprawy, ktorych wybaczyc sie naprawde nie da0
      ale...
      ZACZNIJ ZYC!
      :-))
      ps.a poprzednia rspondentke pozdrawiam
      :-)
      • Gość: Martyna Re: moja matka mnie zabiła IP: *.proxy.aol.com 26.03.03, 21:02
        Gość portalu: xyz:-)) napisał(a):

        > rozumiec, a "glaskac" po glowce, tworzac towarzystwo wzajemnej adoracji, to
        > dwie rozne rzeczy
        > wlasnie dlatego, ze rozumiem, to nie bede glaskac, bo pare lat terapii chyba
        > powinno Marii wystarczyc, zeby przestac sie nad soba uzalac

        Terapia czasami nie dziala moze byla nieodpowiednia, albo psycholog nie byl
        zbyt dobry czy moze sama Maria nie otworzyla sie wystarczajaco.


        > Uzalanie sie do niczego nie prowadzi
        > a za jakosc naszego zycia SAMI ponosimy odpowiedzialnosc

        Zgodze sie z Toba , ze w pewnej mierze ponosimy odpowiedzialnosc za jakosc
        naszego zycia ale samo pojscie na psychoterapie wymaga odwagi w stawieniu czola
        problemow i wielepracy nad soba samym wiec jest ono etapem do osiagniecia
        lepszej jakosci zycia.
        > zwalanie winy na innych to po prostu wygodnictwo
        > taplanie sie w przeszlosci jest chore
        > trzeba w koncu powieedziec sobie "dosc"
        > czego Ci Mario zycze

        Czasami powiedzenie sobie dosc nie wystarcza bo nasze emocje i uczucia nie
        zawsze sluchaja rozumu i mysli- Maria nie wie jak wplynac i zmienic zle emocje
        co nie jest latwe bo pewne rzeczy tkwia w podswiadomosci.

        Mozna oczywiscie nie uzalac sie nad soba ale Maria jest swiadoma wlasnych
        odczuc i negatywnych emocji, ktorych doswiadcza o sobie samej -co proponujesz ?

        Zaguszenie , nie myslenie o tych emocjach spowoduje tylko zepchniecie ich do
        podswiadomosci , z ktorej moga wyplynac w kazdej chwili.
        I uwierz mi wlasnie takie zepchniecie , nie myslenie nie bycie swiadomym
        wlasnych emocji, uczuc jest wlasnie najlatwiejsze i nie boli. Znacznie trudniej
        jest byc uczciwym i prawdziwym z samym soba.

        Ja bym na miejscu Marii sprobowala jednak powrocic na terapie moze sprobowac
        terapii kognitywnej lub Gestalt.
        Pozdrawiam
        • kwieto Re: moja matka mnie zabiła 26.03.03, 21:16
          Gość portalu: Martyna napisał(a):

          > Terapia czasami nie dziala moze byla nieodpowiednia, albo psycholog nie byl
          > zbyt dobry czy moze sama Maria nie otworzyla sie wystarczajaco.
          >

          Slowa, slowa, slowa...
          Jesli nie otworzyla sie wystarczajaco, to raczej jej problem...
          jesli terapia byla nie odpowiednia, albo psycholog nie byl zbyt dobry - mozna poszukac innego.

          Poza tym, wiekszosc problemow, zwlaszcza tych dotyczacych rodzicow i traum z dziecinstwa mozna rozwiazac samemu, jesli sie bardzo chce.
          Trzeba tylko CHCIEC.


          > > zwalanie winy na innych to po prostu wygodnictwo
          > > taplanie sie w przeszlosci jest chore
          > > trzeba w koncu powieedziec sobie "dosc"
          > > czego Ci Mario zycze
          >
          > Czasami powiedzenie sobie dosc nie wystarcza bo nasze emocje i uczucia nie
          > zawsze sluchaja rozumu i mysli- Maria nie wie jak wplynac i zmienic zle emocje
          > co nie jest latwe bo pewne rzeczy tkwia w podswiadomosci.
          >

          Nie jest to tez niewykonalne - trzeba probowac, probowac, probowac. Przeszlosci nie zmieni, matki nie zmieni - oskarzanie jej nie ma sensu, bo zwyczajnie nic nie przyniesie, a podbuduje tylko wizje "jestem biedna zaszczuta dziewczynka, ktorej zrobiono krzywde", ktore tylko poglebi kryzys.


          > Mozna oczywiscie nie uzalac sie nad soba ale Maria jest swiadoma wlasnych
          > odczuc i negatywnych emocji, ktorych doswiadcza o sobie samej -co proponujesz ?
          >
          > Zaguszenie , nie myslenie o tych emocjach spowoduje tylko zepchniecie ich do
          > podswiadomosci , z ktorej moga wyplynac w kazdej chwili.
          > I uwierz mi wlasnie takie zepchniecie , nie myslenie nie bycie swiadomym
          > wlasnych emocji, uczuc jest wlasnie najlatwiejsze i nie boli. Znacznie trudniej
          >
          > jest byc uczciwym i prawdziwym z samym soba.
          >

          Ale oprocz zduszenia emocji, oraz wyrazania ich w taki sposob jaki Maria zrobila to w swoim poscie, jest jeszcze caly wachlarz mozliwosci. Problem nie polega w emocjach, tylko w tym, ze Maria sama swoje emocje napedza - nie szukajac wyjscia, nie probujac zrozumiec - a tylko z pozycji "wysokiego sadu" wskazujac winnego.

          Nie tedy droga
          • Gość: tofu9 Re: moja matka mnie zabiła IP: *.tc.ph.cox.net 26.03.03, 23:05
            Tak , probowac mozna i trzeba , tylko taki proces trwa czasem bardzo
            dlugo ..Robimy 3 kroki naprzod i 2 wstecz.Wspomnienia wracaja , chwilami nie
            sposob sie z nimi uporac...Rozne sa i niekiedy bardzo zmudne etapy
            samouzdrawiania ...I zgadzam sie w pelni z Martyna w kwestii"zagluszania
            emocji ".Nie tak prosto zepchnac wszystko na bok i powiedziec sobie "tego nie
            bylo , to mnie nie dotyczy.....".A postawa "jestem sobie dzielny gosc i
            twardziel , wszystko jest i bylo oraz bedzie dobrze, nie dam sie ....."
            przychodzi nieraz dopiero pod koniec zycia ...Dlatego mysle , ze Maria ma
            wlasnie takie zalamanie na drodze autoterapii i ....chciala sie wykrzyczec ,
            uslyszec slowa otuchy , a na pewno nie litosci.Przynajmniej ja to tak odbieram.
            • kwieto Re: moja matka mnie zabiła 27.03.03, 06:42
              zgadzam sie, ze nie jest latwo.
              Jednak krzyczac to co wykrzyczala, cofnela sie jeszcze bardziej.

              Poza tym, nie pasuje mi opis cech, ktore mialaby miec od urodzenia. Wesze tu jakis podstep - maria chcialaby te wszystkie cechy posiadac, ma problem z odnalezieniem ich w sobie i "wine" za to zrzuca na matke...

              Nie tedy droga.
          • Gość: Martyna Re: moja matka mnie zabiła IP: *.proxy.aol.com 26.03.03, 23:34
            > Poza tym, wiekszosc problemow, zwlaszcza tych dotyczacych rodzicow i traum z
            dz
            > iecinstwa mozna rozwiazac samemu, jesli sie bardzo chce.
            > Trzeba tylko CHCIEC.
            > Ok.Ok Drogu Kwieto czemu nie pnapiszesz tych wspanialych sposobow moze Maria
            i inniz nich korzystaja
            >
            > Nie jest to tez niewykonalne - trzeba probowac, probowac, probowac. pRACOWAC,
            PROBOWAC ALE JAK ?
            >
            >
            > > Mozna oczywiscie nie uzalac sie nad soba ale Maria jest swiadoma wlasny
            > ch
            > > odczuc i negatywnych emocji, ktorych doswiadcza o sobie samej -co proponuj
            > esz ?
            > >
            > > Zaguszenie , nie myslenie o tych emocjach spowoduje tylko zepchniecie ic
            > h do
            > > podswiadomosci , z ktorej moga wyplynac w kazdej chwili.
            > > I uwierz mi wlasnie takie zepchniecie , nie myslenie nie bycie swiadomym
            > > wlasnych emocji, uczuc jest wlasnie najlatwiejsze i nie boli. Znacznie tru
            > dniej
            > >
            > > jest byc uczciwym i prawdziwym z samym soba.
            > >
            >
            > Ale oprocz zduszenia emocji, oraz wyrazania ich w taki sposob jaki Maria
            zrobil
            > a to w swoim poscie, jest jeszcze caly wachlarz mozliwosci. Problem nie
            polega
            > w emocjach, tylko w tym, ze Maria sama swoje emocje napedza - nie szukajac
            wyjs
            > cia, nie probujac zrozumiec - a tylko z pozycji "wysokiego sadu" wskazujac
            winn
            > ego.
            >

            jA Z NIECIERPLIWOSCIA czekam na ten wachlarz mozliwosci , ktory znasz a swoja
            droga to czemu terapeuta nie pomogl jej znalezc wyjscia z sytuacji
            >
            • kwieto Wachlarze i parasolki 27.03.03, 08:08
              Czemu terapeuta nie potrafi zaoferowac pomocy - nie wiem. Widac taki to terapeuta... szczegolnie ze owa psychoterapia trwala kilka lat!

              Wahlarz mozliwosci?

              Przede wszystkim, staralbym sie rozumiec - dlaczego matka zachowywala sie tak a nie inaczej, co bylo zrodlami takiego zachowania?
              Moja matka byla bardzo chlodna uczuciowo, do tego chyba nigdy nie slyszalem od niej komplementow - za to kazdy blad byl wytkniety.
              Sek w tym, ze ona taki model zycia wyniosla z domu, inaczej nie potrafila, dla niej wlasnie rugowanie i krytykowanie bylo sposobem okazania milosci - inaczej zwyczajnie nie potrafila. I jakos nie potrafie wsciekac sie i zlozeczyc na kogos, kto sam jest niezle "pokaleczona" istota. Ale - trzeba najpierw sprobowac ZROZUMIEC, a takiej potrzeby u Marii nie widze.

              Poza tym, Maria pisze:
              "Ale jak zapomnieć, skoro wiem, że mi osobie, która urodziła się
              ambitna,mająca tendencje do przewodzenia innym, pragnąca osiągnięć, inteligentna, i kreatywna"

              I to jest wlasnie to, czym nalezaloby sie zaja.
              Takie cechy jak te wyzej mozna ZDOBYC, ale zdecydowanie nie mozna sie z nimi urodzic :")
              Zapewne, mozna miec predyspozycje, ale ani "tendencja do przewodzenia innym", ani ambicja, ani "pragnienie osiagniec", nawet inteligencja i kreatywnosc nie sa cechami, ktore ma sie "z urodzenia" i juz. wszystkie te cechy mozna rozwinac, mozna tez je pograzyc. Pamietajmy, ze wg Marii, byla ona pograzana od najmlodszych lat, wiec moim zdaniem cechy te zwyczajnie nie wyksztalcilyby sie. Mozemy polemizowac na temat bazowej inteligencji czy kreatywnosci (ktore to cechy ma KAZDY czlowiek), ale z pozostalymi urodzic sie zwyczajnie nie mozna.

              Wniosek - albo Maria boleje nad tym, ze cech takich nie posiada i zwala wine za ich brak na matke (i tutaj nalezaloby sie zajac raczej wybujala ambicja Marii),
              albo Ta matka nie byla taka jednoznacznie zla, jak Maria to opisuje. A wtedy, moze zamiast skupiac sie na wszelkich rodzicielskich bledach, lepiej docenic rowniez te dobre strony?

              Na marginesie dodam, ze samo zachowanie Marii jest znamienne - jesli rzeczywiscie matka tylko i wylacznie ja krytykowala, to Maria w tym momencie... zachowuje sie wobec niej dokladnie tak samo! Jest dokladnie lustrzanym odbiciem!
              Znowu mi wychodzi, ze cos z ta terapia nie tak...

              Jeszcze mala uwaga - np. moi rodzice popelnili wiele bledow - przynajmniej ja ich zachowania odbieram jako bledy wychowawcze. Ale z drugiej strony... jestem calkiem zadowolony z tego kim jestem. I zdaje sobie sprawe, ze gdyby moi rodzice wychowywali mnie inaczej (obojetnie czy lepiej czy gorzej), bylbym kims zupelnie innym. Moze lepszym, moze gorszym - ale naprawde, za bardzo lubie siebie, zeby kombinowac i sprawdzac "co by bylo gdyby".

              Wracajmy do Marii:
              " Jak przebaczyć to, że dzięki osobie której powinnością było mnie kochać i wspierać nigdy nie będę sobą, nigdy moje życie nie będzie wyglądało tak, jak powinno, tak jak bym chciała..."

              No wlasnie - a co to znaczy - "zycie nie bedzie wygladalo tak jak powinno"? Naprawde, wbrew temu co propaguje tu Witold, nie jestesmy wszechmocni - i trzeba sie z tym pogodzic.
              Problem polega na tym, ze niczyje zycie nigdy nie bedzie "wygladalo tak jak powinno".
              Bo owo "powinno" jest najczesciej zbiorem mrzonek, wyobrazen jakimi chcielibysmy byc. I im bardziej porownujemy sie, rozwarstwiamy pomiedzy tym jacy, naszym zdaniem "powinnismy byc" a jacy "jestesmy", tym wieksza depresja nas ogarnia. Bo zawsze znajdzie sie cos, co mogloby byc lepiej, sprawniej, madrzej...
              Tylko ze jest to galop do nikad. Naprawde dziwie sie, ze terapeuta nie zauwazyl np. tego problemu.
              Moim zdaniem, Maria powinna probowac zaakceptowac siebie taka jaka JEST, a nie taka jaka w swoim mniemaniu "Powinna byc".

              odwolywanie sie do tego jakie zycie "powinno byc", jest zawsze gdybaniem. Moglbym np. stwierdzic, ze moje zycie POWINNO byc dostatnie, czyli willa, prywatny helikopter itd. Stad proste rozumowanie - to wina moich rodzicow, bo gdyby mnie lepiej wychowali, bylbym teraz genialny i napewno udaloby mi sie zostac multimilionerem. Tylko ze wcale nie jest takie pewne, ze gdybym byl lepiej wychowany przez rodzicow, rzeczywiscie owym "milionerem" (tu wstawic dowolne slowo z puli tych wszystkich "powinienem byc") bym zostal.

              Moim zdaniem, Maria ma problem NIE z matka ktora ja zle wychowala (bo tego juz nie zmieni), ale z odejsciem od wyobrazania sobie jaka powinna byc, a zajeciem sie zyciem "tu i teraz".
              Paradoksalnie, lepsze osadzenie sie w rzeczywistosci i odstapienie od wizji siebie jako "idealnej istoty" nie oznacza rezygnacji - przeciwnie, pomaga odzyskac wolnosc i radosc zycia. A przeciez haslowe slowo "sukces", cokolwiek by nie oznaczalo, sprowadza sie w gruncie rzeczy do swego rodzaju "poczucia szczescia", nie sadzisz?

              We "wladcy pierscieni" Tolkiena jest taka scena (mowie o filmie), gdy Frodo zwierza sie Gandalfowi:
              "Chcialbym by pierscien nidgy do mnie nie trafil, chcialbym, by to wszystko nigdy sie nie zdarzylo"
              Gandalf odpowiada: "jak kazdy, komu przyszlo zyc w takich czasach, ale to nie byl jego wybor. My mozemy jedynie decydowac jak wykorzystac czas ktory zostal nam dany"

              Wlasnie to trzeba zrozumiec - nie mozemy wplynac na to, jacy sa nasi rodzice.
              Jednak od nas zalezy, co zrobimy z reszta swojego zycia, jak wykorzystamy to co zostalo nam dane.



              "bo zawsze będę czuła się gorsza, słabsza, zawsze będe się załamywała pod byle ciosem. Właściwie poniosłam już tyle
              porażek, że nie chce mi się żyć. Wiem, że nidgy nie będzie tak, jak bym chciała, zawsze będę sfustrowana i niezadowolona, zawsze będę miała niedosyt,
              bo to. co zaszczepione w okresie dzieciństwa pozostanie już we mnie na zawsze, próbowałam tozmienić"

              No wlasnie. "nie jestem taka jaka chcialabym byc, wiec jestem gorsza, sfrustrowana, niezadowolona..." A moze wcale nie trzeba zmieniac tego "co zostalo zaszczepione w okresie dziecinstwa"?

              Wracam do tego co pisalem powyzej - im bardziej zatapiam sie w wyobrazeniach jaki "chcialbym" czy "powinienem" byc, tym wieksza frustracje przezywam. I to jest rzeczywisty problem Marii.
              Jej problemem nie jest to, jak wychowala ja matka, tylko to, ze chcialaby byc kims zupelnie innym niz jest - zbudowala wyobrazenie o sobie jako "idealnej osobie" i codziennie przezywa bolesne zderzenie wlasnych WYOBRAZEN z rzeczywistoscia.

              I tu jest potrzebna przede wszystkim AKCEPTACJA - siebie, takiej jaka jest w tej chwili, bez stawiania wstepnych warunkow. Tego ze np. jestem niesmialy, glupi, jakam sie, nie mam swietnej pracy, nie mam domu z basenem itd...

              P.S
              Jakos nie wierze w ta kilkuletnia terapie.
              Albo stan Marii przed terapia byl po prostu tragiczny, albo potwierdzi sie moje wrazenie, ze swoje problemy trzeba przede wszystkim rozwiazywac samemu, a psycholog moze pomoc bardzo niewiele.
              • Gość: aiszka4 Re: Wachlarze i parasolki - Kwieto IP: 217.8.186.* 27.03.03, 17:06
                kwieto napisał:
                > im bardziej zatapiam sie w wyobrazeniach ja
                > ki "chcialbym" czy "powinienem" byc, tym wieksza frustracje przezywam.
                > I tu jest potrzebna przede wszystkim AKCEPTACJA - siebie, takiej jaka jest w
                te
                > j chwili, bez stawiania wstepnych warunkow.

                To może trochę z boku tematu tego wątku, ale nie raz się nad tym zastanawiałam.
                Jeśli zaakceptuję siebie taką, jaka jestem, to nie będę frustrować się dążeniem
                do jakiegoś wyobrażenia o sobie, jaką chciałabym być. Ale z drugiej strony,
                gdyby praczłowiekowi dobrze było na drzewie, to nie pisałabym dziś na forum:))
                Jak to zrobić, żeby nie stać w miejscu, ale żeby dążenie do "doskonałości" nie
                było aż tak dołujące?
                • kwieto Re: Wachlarze i parasolki - Kwieto 28.03.03, 07:52
                  Ale to ze komus jest ze soba dobrze, nie oznacza wcale stagnacji! Bo problem nie w tym, zeby udawac, ze jest sie wspanialym, genialnym idealnym, itd., ale w tym, zeby zauwazac wszelkie swoje wady (i pracowac nad nimi), ale mimo to, lubic siebie jako osobe, jako caloksztalt.

                  Np. moge dostrzegac, ze czasami jestem niekonsekwentny itd. - ale mimo tego lubic siebie generalnie, OGOLNIE byc zadowolony z siebie jako osoby.

                  Najbardziej niebezpieczna moim zdaniem jest "tesknota" za cechami, ktore w duzym stopniu nie zaleza od nas - jesli np. nie potrafie myslec matematycznie, to chocbym nie wiem jak sie wsciekal, nie zostane np. analitykiem, statystykiem...

                  Odciecie sie od tego kim "powinienem byc" w moim przekonaniu pozwala zlapac dystans do siebie samego - i odpuscic sobie frustracje z powodu braku cech, ktorych nijak nie uda mi sie wypracowac - bo po prostu nie mam w tym kierunku predyspozycji.
                  I przestaje plakac, ze (majac debowy sluch) nie zostalem wielkim pianista

                  A i z pospolitymi wadami latwiej jest "walczyc" gdy zywi sie do nich sympatie. a pracuje nad nimi dlatego, ze sprawia mi przyjemnosc taka "gra" z samym soba.
                  • kwieto Dopisek - co wazne 28.03.03, 08:11
                    Zapomnialem dodac o jeszcze jednym (dosc podstawowym) plusie z rozumowania ktore proponuje.

                    W momencie gdy przestaje usilowac sprostac idealowi, ktory sam sobie postawilem, czyli zaczynam lubic to kim jestem "tu i teraz", o wiele ciekawsza staje sie PRZEDE WSZYSTKIM praca nad wadami. Bo w sytuacji gdy porownuje sie z jakims tam wyimaginowanym wizerunkiem siebie, to kazde swoje potkniecie bede traktowal jako porazke - to bedzie rodzic coraz wieksze frustracje ("ciagle mi sie nie udaje", "nigdy mi sie nie udaje" itd.), az w koncu wybuchy takie jak ten, ktory zaprezentowala nam Maria.

                    W sytuacji gdy podchodze do siebie z pewna sympatia, swoje potkniecia traktuje z wieksza wyrozumialoscia - "ok, tym razem sie nie udalo, trudno".

                    Czyli zamiast klapiacej zebami hydry, stajemy sie dla samych siebie rodzicami - takimi jak Ci, ktorych nigdy nie mielismy.
                    • alfika Re: Dopisek - co wazne 28.03.03, 08:49
                      Bardzo mi się podoba, co napisałeś, kwieto. Dodam jeszcze, że z akceptacją
                      siebie jest dokładnie tak, jak z akceptacją ukochanego człowieka: wiem, że ma
                      konkretne wady, ale przecież nie umniejsza to mojej miłości do niego (czy do
                      niej).
                      Pozdrawiam wszystkich całkiem wiosennie i piąteczkowo :)))
                      • kwieto Re: Dopisek - co wazne 28.03.03, 13:27
                        Dokladnie :")))
                      • Gość: aiszka4 Re: Dopisek - co wazne Alfika IP: 217.8.186.* 28.03.03, 17:00
                        alfika napisała:

                        > Bardzo mi się podoba, co napisałeś, kwieto. Dodam jeszcze, że z akceptacją
                        > siebie jest dokładnie tak, jak z akceptacją ukochanego człowieka: wiem, że ma
                        > konkretne wady, ale przecież nie umniejsza to mojej miłości do niego (czy do
                        > niej).
                        > Pozdrawiam wszystkich całkiem wiosennie i piąteczkowo :)))

                        Wiesz Alfiko - o tym nigdy nie pomyślałam. A przeważnie tak jest - nie
                        przeszkadza mi, że ktoś pali, ale frustruję się, że sama nie potrafię przestać.
                        A jak próbuję przestać, to chodzę wściekła. Jak ktoś w pracy coś zawali, to
                        szukam okoliczności łagodzących, usprawiedliwienia, a jak mi się zdarzy
                        potknięcie, to uważam, że jestem do niczego, nie śpię po nocach itd. Ale z
                        drugiej strony, jak zaakceptuję swoje niedociągnięcia, to nie będę miała ochoty
                        się starać.
                        Łatwiej mi przychodzi kochać kogoś z wadami niż siebie z "niedociągnięciam".
                        Więc chyba nie kocham siebie:))


                        • alfika Re: Dopisek - co wazne Alfika 28.03.03, 22:13
                          Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

                          Ale z
                          > drugiej strony, jak zaakceptuję swoje niedociągnięcia, to nie będę miała
                          ochoty
                          >
                          > się starać.

                          Ale pomimo miłości do partnera i akceptacji jego palenia wolałabyś, by nie
                          palił?
                          Ja bym wolała, pomimo brania z całym "dobrem inwentarza".
                          Cos jak: możesz sobie palić, ja i tak Cię kocham i nie zamęczę cię z tego
                          powodu, ale będę się cieszyć, jeśli zechcesz zerwać z nałogiem i chętnie ci w
                          tym pomogę jeśli będziesz chciał.
                    • Gość: aiszka4 Re: Dopisek - co wazne Kwieto IP: 217.8.186.* 28.03.03, 17:06
                      kwieto napisał:

                      > Zapomnialem dodac o jeszcze jednym (dosc podstawowym) plusie z rozumowania
                      ktor
                      > e proponuje.
                      >
                      > W momencie gdy przestaje usilowac sprostac idealowi, ktory sam sobie
                      postawilem
                      > , czyli zaczynam lubic to kim jestem "tu i teraz", o wiele ciekawsza staje
                      sie
                      > PRZEDE WSZYSTKIM praca nad wadami. Bo w sytuacji gdy porownuje sie z jakims
                      tam
                      > wyimaginowanym wizerunkiem siebie, to kazde swoje potkniecie bede traktowal
                      ja
                      > ko porazke - to bedzie rodzic coraz wieksze frustracje ("ciagle mi sie nie
                      udaj
                      > e", "nigdy mi sie nie udaje" itd.), az w koncu wybuchy takie jak ten, ktory
                      zap
                      > rezentowala nam Maria.
                      >
                      > W sytuacji gdy podchodze do siebie z pewna sympatia, swoje potkniecia
                      traktuje
                      > z wieksza wyrozumialoscia - "ok, tym razem sie nie udalo, trudno".
                      >
                      > Czyli zamiast klapiacej zebami hydry, stajemy sie dla samych siebie
                      rodzicami -
                      > takimi jak Ci, ktorych nigdy nie mielismy.


                      Mnie to jakoś nie wychodzi. Nie stresuję się, że nie mam słuchu ani talentu
                      aktorskiego i nie zostanę gwiazdą. Nie zoperuję sobie nosa, choć wolałabym mieć
                      ładniejszy.
                      Ale jeśli pogodzę się z tym, że np. kiepsko władam angielskim, to jaką będę
                      miała motywację, żeby zacząć się uczyć. A teraz się tym przejmuję i zmuszam
                      się, żeby coś poczytać, potłumaczyć.
                      Uważam, że jestem nienajlepszą matką, a jak to zaakceptuję, to skąd wezmę chęć,
                      żeby się zmienić.
                      Jeśli się z czymś godzę, to nie mam powodu, motywacji, by to zmienić. Chyba, że
                      źle do tego podchodzę:((

                      Ale się zrobił wątek w wątku:)) Przenosimy się na nowy, czy kontynuujemy
                      dyskusję pod tym samym adresem?
    • sellma Re: moja matka mnie zabiła 26.03.03, 17:10
      > Ale jak zapomnieć, skoro wiem, że mi osobie, która urodziła się
      > ambitna,mająca tendencje do przewodzenia innym, pragnąca osiągnięć,
      > inteligentna, i kreatywna

      A tego to juz Ci chyba nie wmowila? Chyba wiec tak zle nie jest, a rozczulac
      sie nad soba najprosciej.
      pzdr,
      selma
      • pani_domu Re: moja matka mnie zabiła 26.03.03, 17:20
        To juz przynajmniej wiesz dokladnie czego nie robic gdy bedziesz wychowywac
        wlasne dzieci - cos wiec jednak tej swojej matce zawdzieczasz. Ciekawe skad
        masz to przekonanie, ze urodzilas sie ambitna i kreatywna a Ona to w Tobie
        wszystko pozabijala? Jakies olsnienie mialas, czy co?
        Nie kwestionuje Twojego zalu do matki o cos tam ale skoro juz to wiesz, to nie
        ma co do tego wracac - dziesiec lat jak wilk ges zjadl a jeszcze mu sie gega -
        zabila Cie ta matka, zniszczyla, sponiewierala - bylo minelo. Teraz ciag dalszy
        zalezy juz wylacznie od Ciebie, przebaczac nie musisz ale tez nie mozesz Jej
        oskarzac do konca zycia za cokolwiek, co Ci sie nie powiedzie.
        • Gość: tofu9 Re: moja matka mnie zabiła IP: *.tc.ph.cox.net 26.03.03, 17:32
          Sorry , ale uwazam , ze w rodzicach jest zrodlo naszego szcescia , naszej
          samoakceptacji i wiary we wlasne mozliwosci .Jezeli przez lata ze strony
          ojca , czy matki (najblizszych ludzi ), plynie message "jestes do niczego " ,
          to jak ta osoba moze zaczac wierzyc w siebie , jak ma znalezc sie w swiecie ?
          Powtarzam , ci ktorzy sa silni , dadza sobie rade mimo bolu, slabsi , niestety
          dlugo miotaja sie i gryza , a obwiniajac takich rodzicow szukaja po prostu
          zrodla swoich porazek .
          Nie twierdze, ze to dobra postawa, ale uwazam ze teksty w stylu "Wez sie w
          garsc' , czy "nie uzalaj sie nad soba" , niewiele moga pomoc.
          • Gość: xyz:-)) Re: moja matka mnie zabiła IP: *.bos.east.verizon.net 26.03.03, 17:35
            a mowienie : "taka jestes biedna" - moze Twoim zdaniem pomoc?
            (nie komus, kto wlasnie odkryl "zrodlo zla", ale komus, kto jest juz po
            kilkuletniej terapii!)
            :-))
            • Gość: tofu Re: moja matka mnie zabiła do xyz IP: *.tc.ph.cox.net 26.03.03, 17:46
              Nie , absolutnie nie .Ja sama tego nie znosze , ale czesto ciepla rozmowa,
              zrozumienie , chec pomocy , wspolne zastanowienie sie nad przyszloscia , czy
              tez obiektywna (bezstronna)ocena sytuacji , moze pomoc duzo bardziej , niz
              uzalanie sie , a tym bardziej agresywne teksty w stylu "cipka, uzalasz
              sie " , "przesadzasz" , "nie lituj sie nad soba , bo kazdy ma przezycia " .To
              tylko oznacza , ze bagatelizujesz czyjs problem , sprowadzasz go do rangi jeno
              glupiego uzalania sie nad soba , czyli .....olewasz .
          • Gość: cleo Re: moja matka mnie zabiła IP: *.ppp.clsm.epix.net 26.03.03, 23:44
            ale co innego pozostaje? po latach spedzonych z toksyczna matka, ktora wmawia
            ze jest sie gowno wartym ma sie dwie mozliwosci: zgodzic sie z nia i zyc byle
            jeak, alebo naprawde wziasc sie w garsc i udowodnic jej ze nie miala racji.
            trzreba probowac!!! what won't kill you, will make you stronger!!!
    • Gość: xyz:-)) Re: moja matka mnie zabiła IP: *.bos.east.verizon.net 26.03.03, 17:52
      masz prawo tak myslec oczywiscie
      :-))
      pozdr
    • Gość: Martyna Re: moja matka mnie zabiła IP: *.proxy.aol.com 26.03.03, 20:48


      Droga Mario!

      Ciekwi mnie jaki rodzaj terapii przeszlas? i co nt sytuacji z matka mowil
      terapeuta. Czy rozmawialas z matka , czy wyrazilas w asertywny sposob swoje
      uczucia, odczucia, nt dziecinstwa i wychowania? Czego potrzebujesz aby
      przebaczyc ja w moim wypadku potrzebowalam przeprosin mojej matki, co mozna
      powiedziec stalo sie w czeesci w moim przypadku. Czy zrozumialas matke lepiej w
      trakcie trapii?
      • procesor HALO!! Mario! 27.03.03, 12:02
        Żeby móc dalej sensownie dyskutowac przydałaby się odpowiedź Marii na nasze
        pytania i watpliwosci..
        • Gość: nadine Re: HALO!! Mario! IP: *.ld.euro / 10.100.1.* 27.03.03, 17:03
          A ja, jako osoba ciekawska, chciałabym wiedzieć, jaka była rola tatusia w tej
          rodzinie?
    • cossa Re: moja matka mnie zabiła 27.03.03, 17:11
      chyba wiem o co chodzi Marii z tym "urodzilam sie z
      takimi cechami, a matka je skutecznie wytepila". mozna
      urodzic sie kreatywnym, mozna urodzic sie inteligentnym.
      jak po lapkach dostajesz, gdy siegasz po to co Cie
      interesuje jako dziecko - marne szanse na to, by cechy te
      przetrwaly. gdy jestesmy mali zalezy nam przede wszystkim
      na akceptacji rodzicow czy tez opiekunow. jesli rodzice
      nie pozwalaja sie rozwijac (co w pozniejszym wieku staje
      sie juz czescia naszej swiadomoci) bardzo trudno pozniej
      powrocic do samego siebie sprzed lat.
      jesli pisze malo zrozumiale podam przyklad. daleko nie
      musze siegac. sama mam z tym "klopot", choc staram sie
      nie miec zalu do nikogo i codziennie powtarzam sobie, ze
      to moje zycie i ja jestem za nie odpowiedzialna i to co
      sie stalo juz sie nie odstanie. moja mama ma podejscie do
      zycia praktyczne. w podstawowce bylam w elicie uczacych
      sie, aktywnych itp. heh.. nawet testy robione na
      inteligencje wykazywaly wybitne zdolnosci itp (z czasem
      niestety klaplo). wybor szkola srednia. przekonala mnie
      mama do technikum (zawod, dluzej sie ucze itp:). "Cala
      reszta swiata" uwazala, ze powinnam rozwijac sie w
      liceum. w technikum bylam "debesciara" bez wysilku, ale
      zaplacilam za to gorzko (co okazalo sie pozniej). Nie
      rozwijalam sie w bardzo waznym momencie mojego zycia.
      Pozniej studia. Brak ambicji dal sie we znaki, pojcie na
      latwizne. Kiedys marzylam o tym, by ksztalcic sie w
      szkole plastycznej. W domu zawsze slyszlalam, ze moge to
      traktowac jako hobby, ale zawod musze miec jakis inny.
      Konkretny. W okresie dojrzewania mama tepila we mnie
      jakakolwiek inicjatywe. Owszem, chodzilam na dodatkowe
      zajecia, ale tylko tam, gdzie mialam poparcie mamy. Gdy
      mialam 15 lat zaczelam uczeszczac na zajecia
      asertywnosci. Mama byla niezadowolona, a jak sie pozniej
      okazalo - nasz konflikt, ktory trwa do dzisiaj rozpoczal
      sie wlasnie wtedy. dziwie sie sama sobie, ze wytrwalam
      tam dwa lata. (bez aprobaty mamy). do dzis potrafi mi je
      wygadywac i to, ze glupot mi tam naopowiadali. a ja
      zawsze chcialam jednego od niej. akceptacji.
      mam brata. on wyszedl z domu zupelnie inny niz ja.
      mezczyznom chyba latwiej jest dogadac sie mama, a moze
      odwrotnie - mamy wola synow - bardziej im poblazaja,
      usprawiedliwiaja. nie tworze tu generalnej opinii -
      korzystam ze swoich obserwacji. swoja droga - nie lubie
      tego okreslenia, ale jestem "wrazliwsza" niz moj brat.
      Emocje sa dla mnie wazne w zyciu (co mysle bylo jednym z
      glownych powodow konfliktu z mama).
      Tyle o sobie. POdsumowujac. Okreslenie, ze matka kogos
      zabila jest chyba zbyt mocne, ale moze byc w tym wiele
      prawdy. Matka to ktos na kim sie wzorujemy, pragniemy jej
      akceptacji. Gdy tego nie ma - robimy wszystko by zdobyc
      jej uznanie i czesto za cene samego siebie. mozna sie
      buntowac, mozna sprytnie robic swoje, a ukazywac w domu
      takie dziecko jakie chca rodzice miec i mozna tez dla
      swietego spokoju poddac sie slowom matki i zyc wg tego
      jak ona nami kieruje. Sposoby na zycie moga byc rozne jak
      rozni sa ludzie. Przykre jest odkrycie, ze najblizsza
      osoba wyrzadzila nam duza krzywde, ktora praktycznie jest
      nienamacalna. Gdy ojciec bil i pil - jest
      usprawiedliwienie, ale gdy ktos nie szanowal naszych
      uczuc i emocji, a czasem nawet probowal nimi sterowac w
      dziecinstwie - nie ma miary by to zmierzyc i
      niejednokrotnie moze sie to spotkac z ogolna ignorancja i
      stwierdzeniem - przesadzasz.

      c.
    • Gość: muniek Re: moja matka mnie zabiła IP: *.com.pl 28.03.03, 10:29
      Mam propozycje:

      Najlepiej bądź nieszcześliwa przez całe życie
      i użalaj sie nad sobą, dobra metoda to może jakaś
      astma albo migrena,
      a potem Twoja córka nauczy sie że należy być nieszczesliwym
      itd.
      itd.
      Muniek

      ps

      Najlepiej jednak uszczęśliw córke na siłe!
      - niech robi wszystko to na co Ty miałaś ochote
      - wybierz jej idealnego męża który będzie Ci sie podobał, szkołe, właśćiwy
      zawód i kolażanki...

      itd
      itd

    • Gość: Karina Re: moja matka mnie zabiła IP: 80.48.253.* 31.03.03, 17:39
      Yhh stwierdzenia typu urodziłam sie ineligentna kreatywna z tendencjami do
      przewodzenia z zadatkami na gwiazde (szkoda ze nie miał Cie kto wylansowac;) )
      uważam za mega jebanki (sorx nie mogłam sie powstrzymac)- abstrachując
      ostatnio zauważyłam dziwne tendencje na tym forum , chyba zaczyna sie ono
      dzielic na tych ktorzy wchodzą sobie w dupę i na tych co pozbawieni są empatii.
      • procesor a ty Karino w jakiej grupie jestes?? 31.03.03, 20:09
        Gość portalu: Karina napisał(a):
        > Yhh stwierdzenia typu urodziłam sie ineligentna kreatywna z tendencjami do
        > przewodzenia z zadatkami na gwiazde (szkoda ze nie miał Cie kto wylansowac;) )
        > uważam za mega jebanki (sorx nie mogłam sie powstrzymac)- abstrachując
        > ostatnio zauważyłam dziwne tendencje na tym forum , chyba zaczyna sie ono
        > dzielic na tych ktorzy wchodzą sobie w dupę i na tych co pozbawieni są
        empatii.

        To moze jeszcze dołózmy podział na tych któryz nie potrafia wypowiedzieć się
        bez wularyzmów lub potrafia..
        Tych co wytykaja innym błędy - swoich nie widząc..
        EEEEEEE tam z podziałami!!

        Uważasz że w dupe włażą innym ci NIE pozbawieni empatii?? :)
        I w ogóle co ma jedno z drugim..
        • Gość: Karina Re: a ty Karino w jakiej grupie jestes?? IP: 80.48.253.* 31.03.03, 20:19
          procesor napisała:

          > Gość portalu: Karina napisał(a):
          > > Yhh stwierdzenia typu urodziłam sie ineligentna kreatywna z tendencjami do
          >
          > > przewodzenia z zadatkami na gwiazde (szkoda ze nie miał Cie kto wylansowac
          > ;) )
          > > uważam za mega jebanki (sorx nie mogłam sie powstrzymac)- abstrachując
          > > ostatnio zauważyłam dziwne tendencje na tym forum , chyba zaczyna sie ono
          >
          > > dzielic na tych ktorzy wchodzą sobie w dupę i na tych co pozbawieni są
          > empatii.
          >
          > To moze jeszcze dołózmy podział na tych któryz nie potrafia wypowiedzieć się
          > bez wularyzmów lub potrafia..
          > Tych co wytykaja innym błędy - swoich nie widząc..
          > EEEEEEE tam z podziałami!!
          >
          > Uważasz że w dupe włażą innym ci NIE pozbawieni empatii?? :)
          > I w ogóle co ma jedno z drugim..
          >
          >


          To moze jeszcze dołózmy podział na tych któryz nie potrafia wypowiedzieć się
          > bez wularyzmów lub potrafia..
          > Tych co wytykaja innym błędy - swoich nie widząc..
          Ja jestem ta pozbawiona empatii :((((
    • Gość: Zachary Re: moja matka mnie zabiła IP: *.acn.waw.pl 02.04.03, 00:02
      Z psychoterapeutami trzeba uwazac. Kiedys wybralem sie do pani psycholog, ktora
      na pierwszej i jedynej sesji zwrocila moja uwage na role rodzicow w moich
      zyciowych klopotach. Niestety terapii nie kontynuowalem, natomiast od tego
      czasu bardzo wrogo nastawilem sie do rodzicow. Wiele lat podobnie jak Ty
      winilem ich za wszystkie moje niepowodzenia. Jej posuniecie jako
      profesionalistki oceniam zle, bo do dotychczasowych klopotow typu "mam slaba
      wole, jestem do niczego" doszlo "mam slaba wole, jestem do niczego + moi
      rodzice sa wszystkiemu winni i tez sa do niczego". Miala racje co do faktu, ze
      rodzice troche "narozrabiali", ale jako terapeutka mi tylko zaszkodzila mowiac
      mi to na samym poczatku.

      Jesli moge cos zasugerowac, to musisz stwierdzic w pewnym momencie, ze masz to
      co masz w tej chwili i nie ma sensu gdybac co bys miala gdyby mama wychowywala
      cie inaczej. Pewnie byloby lepiej, ale to bez znaczenia. Liczy sie przyszlosc.
      Nie wazne ile stracilas wczoraj. Musisz wziac to co ci zostalo i wykorzystac
      jak najlepiej ci sie uda. A masz na to jeszcze kilkadziesiat lat czyli dosc
      duzo czasu. Mimo wszystko lepiej nie czekac.

      Bez wzgledu na to, co jak mamusia cie wychowywala i co ci mowila kiedys teraz
      mozesz sama siebie wychowywac. Najlepiej trzymaj sie od niej z daleka,
      wyprowadz sie, jesli tego jeszcze nie zrobilas. Nie ma sensu na sile
      przebaczac. Jak zobaczysz kiedys w niej stara bezbronna i schorowana kobiete
      przebaczenie przyjdzie samo. Ja moim na razie nie potrafie przebaczyc, bo nie
      czuje aby oni tego pragneli. Ale kiedys na pewno.

      Niepotrzebnie tez zakladasz, ze urodzilas sie ambitna i stworzona do
      przewodzenia. Rozumiem, ze sa to ulubione rzeczy, jakie psychoterapeuci
      wmawiaja ludziom, ale dla mnie brzmi to sztucznie. Takie myslenie blokuje Ci
      mozliwosc czerpania satysfakcji z czegokolwiek, bo zadne osiagniecie nie bedzie
      godne "ambitnej", co bedzie potwierdzac, ze jestes "beznadziejna", a w dodatku
      wszystkiemu bedzie winna mama. To bledne kolo. Lepiej przyjac, ze jestes ani
      beznadziejna, ani nadzwyczajna. Juz lepiej pogodzic sie z tym, ze jest sie
      normalnym czlowiekiem, moze nawet przecietnym. Wtedy mozesz sie zaczac cieszyc
      tym co masz, wszystkimi malymi sukcesami. Moze kiedys przyjda wieksze, moze w
      innej dziedzinie, ale przynajmniej bedziesz miala szanse cieszyc sie zyciem.

      W moim przypadku duzo poprawilo sie kiedy usamodzielnilem sie, zalozylem wlasna
      rodzine i rodzicow widuje rzadziej nie raz na tydzien. Moze nie gram na razie w
      zyciu jakos nadzwyczajnie ambitnie, ale przynajmniej z dna sie wydobylem. Mam
      32 lata i duzo nadziei na przyszlosc.


      • lisette Re: moja matka mnie zabiła 02.04.03, 12:59

        Wlasnie siadlam, zeby napisac dokladnie to samo co Zachary, ale powtarzac sie
        nie bede, bo on to ujal doskonale.
        Mario, zaakceptuj siebie jakas jestes w tej chwili i nie frustruj sie
        wmowionymi przez psychologa ambicjami, zdolnosciami itp. To cie niszczy w tej
        chwili najbardziej.
        Idz dalej i ciesz sie z tego co osiagasz, jakkolwiek drobne i male to by nie
        bylo. Nie mysl, co by bylo gdyby nie matka... Zyjesz tu i teraz, docen to.
        Zauwaz w koncu wszystkie dobre strony swojego zycia.
      • procesor Re: moja matka mnie zabiła 02.04.03, 17:25
        Gość portalu: Zachary napisał(a):
        > przebaczac. Jak zobaczysz kiedys w niej stara bezbronna i schorowana kobiete
        > przebaczenie przyjdzie samo. Ja moim na razie nie potrafie przebaczyc, bo nie
        > czuje aby oni tego pragneli. Ale kiedys na pewno.

        Tylko jedno krótkie spostrzeżenie - twoi rodzice moga nigdy tego nie pragnąć.
        Nie poczują że sa nie w porządku. I może byc OK.
        To nie oni maja czuć potzrebe rozgrzeszenia. To ty poczujesz potzrebę
        przebaczenia bez względu na wszystko.
        I nie bedziesz o tym trąbił jak niektórzy . :)) Bez urazy "niektórych".
    • Gość: Tora_Tora Re: moja matka mnie zabiła IP: *.uznam.net.pl / 192.168.6.* 07.08.03, 20:16
      Myślę,że Maria nie jest w stanie siebie zaakceptować, bo to jest w konflikcie
      z ambicjami jej matki pakowanymi jej do głowy przez kilkanaście lat.
      Jeżeli podejmuje decyzje zgodnie ze swoim sumieniem to jest przeciwko matce.
      Jeżeli podejmuje decyzję zgodną z oczekiwaniem matki jest przeciwko sobie.
      Ta wewnętrzna sprzeczność będzie jej towarzyszyła przez całe życie.
      Gdyby była osobowością, która nie potrzebuje akceptacji najbliższych, nie było
      by problemu, ale ludzie są różni.
      Tego nie da się wyrwać jak zęba.
      • komandos57 Re: moja matka mnie zabiła 07.08.03, 20:18
        Przeciez klikasz idiotko!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja