Gość: ida
IP: *.csk.pl
11.11.01, 13:22
Często zdarza mi się walczyć sama z sobą, bo mój zdrowy rozsądek każe mi
myśleć,że jestem skończoną idiotką bo nikt o zdrowych zmysłach by tego nie
zrobił, a coś w środku mi mówi, że dobrze się stało, chociaż wszystkie
obiektywne próby oceny sytuacji sugerują, że jest źle.
I sama nie wiem co o tym wszystkim sądzić. I jak to jest z tym zaufaniem do
intuicji? Z drugiej jednak strony gdybym jej nie ufała, to dzisiaj nie byłabym
gdzie jestem i jaka jestem. A to jaka jestem, może nie tak do końca, ale mi się
podoba. Nawet jeśli się to nie podoba innym.
I jescze jedno pytanie, które mnie niesamowicie nurtuje. Już od dawna próbuję
interpretować swoje sny. Trochę posługując się sennikami, ale nie za bardzo,
raczej staram się powiązać to co mi się przyśni z tym co się następnie dzieje w
moim życiu. I muszę powiedzieć, że znalazłam symbole, które sprawdzają się w
100%. I to mnie przeraża. Bo skoro ja już teraz wiem co się wydarzy np. za
tydzień, czy za miesiąc, to czy to przypadkiem nie oznacza, że nasze życie
zostało już napisane i nie da się już nic zrobić? Ja jakoś nie potrafię tego
zaakceptować. Oglądałam kiedyś na BBC cykl programów poświęconych względności
czasu i taki jeden wątek szczególnie utkwił mi w pamięci. Stoimy sobie na
moście i zastanawiamy wrzucić ten kamień czy nie, "but the splash is already
there". No właśnie, czy nie macie przynajmniej czasami uczucia, że coś się
zdarzyło, bo miało się zdarzyć?
Czy ktoś mógłby polecić coś do przeczytania w tym nurcie? Nigdy tak specjalnie
nie interesowałam się filozofią i podejrzewam, że mam ogromne dziury w tym
względzie. Może ktoś już kiedyś te dylematy przemyślał?