Dodaj do ulubionych

Szkoła zaoczna - MAM TEGO DOŚĆ

02.01.07, 21:28
Miałem problemy ze zdrowiem i niestety zawaliłęm szkołę. I u nas w mieście
jest takie głupie rozporządzaenie, że jeśli osobo po ukończenu 18-go roku
życia nie zda do następnej klasy, to idzie do zaocznej lub wieczorowej
szkoły "dla dorosłych". Rok temu właśnie mnie tam usadzili, ale wtedy dopiero
zaczynałem zdrowieć ale szkołę gó.. to obchodziło i niestety nie zaliczyłęm
pierwszego semstru. I tak oto w styczniu (czy w lutym, nie pamętam) wraz z
końcem pierwszego semestru syszę "przykro nam, zapraszamy znów od września".
Przeniosłem papiery do innej szkoły (też zaocznej). I od września 2006
zacząłem tam chodzić. No tak. Zajęcia co drugi weekend. A co mam (i reszta
klasy) robić w tygodniu w dnio powszednie to już nikogo nie obchodzi w tej
szkole spośród nauczycieli i dyrekcji.

Szkoły zaoczne są dla tych co pracują. A żeby pracować to tzreba mieć jakieś
kwalifikacje, tymbardziej wykształcenie. A skoro jesteśmy po gimnazjum to nie
mamy pracy. A skoro nie mamy pracy to co do jasenj cholery ammy robić w
tygodniu? Skoro nie pracujemy (bo nikt nas nie chce pzryjąć) to dlaczego
musimy chodzić do zaocznego liceum??? Co za chory przepis. Szkołą zaoczna
powinna być tylko dla tych którzy już wcześniej ukończyli jakąś szkołę. Np.
studenci którzy studiują zoacznie, w tygodniiu rzecz jasna pracują, ponieważ
już mają srednie, lub policealne wykształcenie. I to im daje solidny grunt
pod nogi, na którym mogą śmiało stanąć.

A dlaczego chodzę do zaocznej a nie wieczorowej. Dobre pytanie. A oto
odpwiedź (przykra, ale niestety prawdziwa). Bo w naszym mieście już od paru
lat "nie ma naboru" do szkół wieczorowych przez co nie tworzą już
wieczorowych klas, a tylko i wyłącznie zaoczne. Ku... Studia są i dzienne i
wieczorowe i zaoczne. Tam nie ma głupiej presji związaniem z brakiem innego
wyjścia niż tylko studia zaoczne. Sa trzy opcje tak jak wspomniałem, nauka
dzienna, wieczorowa i zaoczna. Tak jak każdemu jest wygodnie.

Pewnie myślicie że ja pracuję w tygodniu. Nie. Cała nasza klasa jest na
podbudowie gimnazjum, jako LO 3-letnie. Bo LO 2-letnie jest na podbudowie
zawodówki, a skoro ci ludzie mają zawodówkę to i mają pracę w której są w
tygodniu. A my - bez wykszatłcenia - dlaczego jesteśmu zmuszeni chodzić do
zaocznego liceum??????? Szczególnie w naszym malutkim mieście szanse na pracę
dla osób z wyższym i średnim wykształceniem są nikłe (tak tak, taka prawda) a
o osobach z kompletbym brakiem wykształcenia to wogóle mozna zapomnieć,
ponieważ u nas kombinacja "osoba po gimnajzum/podstawówce + praca" zawsze
równa się "niestety, nie mamy żadnej pracy, ani sezonowej, ani dorywczej".

No może troszkę przesadziłem, bowiem "praca" gdzieniegdzie jest, ale to nie
tak miało wyglądać.

Załapałem się na roznoszenie ulotek. Szefowa woziła nas po najgorszych
wioskach. Myślałem ze będę roznosić ulotki po mieście. Razem ze mną na tych
ultokach było tajkie towarzystwo w moim wieku, ale niestety jakeiś menele,
ćpuny itd. Ani nie było z nimi o czym pogadać, ani nic. Co gorsza, każdy
ulotkarz SAMEMU (czyli tak jak listosz) roznosił te ultoki po wyznaczobym dla
siebie terenie. I to jeszcze po wiochach. Zrezygnowałem, ponieważ nastrój
obniżył się jeszcze bardziej, niż gdy tam nie pracowałem.

Jakiś tydzień później pzrecyztalkm ogłoszenie an pizzerii ze szukają
pracowników i nic od nich nie wymagają. Popracowałem tez troszkę, ale co to
ma być - tylko ja i kasjerka. W dodatku szczątkowe ilosci klientów w ciągu
dnia. i 90% tego klimatu to "robota" atylko 10% to "komunikacja
międzyludzka" (a na ulotkach było jeszcze gorzej). Zrezygnowałem, zrsztą ową
pizzerię i tak miesiąc później zlikwidowali.

W czym tkwi sekret tego bólu? Otóż w tym, że taka praca, to praca kładąca
największy ancisk na "robienie" a towarzyskość i atmosfera towarzyska jest na
ostatnim planie. W szkole to pamiętam 50% nauki a drugie 50% to olbrzymie
grono osób z klasy, z innych klas i wogóle z całej szkoły. To jest dopiero
świetny klimat. W szkole "robota" (czyli nauka) IDZIE W PARZE z
towarzyskością i komunikacją międzyludzką. Gdybym miał średnie lub wyższe
wykształcenie, to teraz pracowałbym np. w jakimś wielkim centrum handlowym i
tam miałbm od cholery kolegów i koleżanek z sąsiednich działów, z innych
pięter itd. Bo ludzie w takich meijscach pracy mają swobodne pole do
romawiania z przyjaciółmi z pracy, tysiące razy widziałem jak kasjer w
sklepie RTV sprzedaje mi np. płyty CD-R i jednocześnie wesoło gawędzi z dwoma
kolegami zza lady, do tego jeszcze dwie kasjerki-koleżanki śmieją się,
opowiadają dowcipy i to podnosi ich efektywnosc pracy. Taki koleś wogóle nie
zwraca uwagi na to że pracuje, ponieważ co to jest obsłużyć klienta,
zademonstrować mu towar jak jeśli nawet nie w tym samym czasie będzie
atmosfera towarzysko-rozrywkowa, to i tak po chwili wraca do kumpli na
zaplecze i tam razem piją kawę i mają miłą atmosferę. Tak jest w sklepach z
ubraniami, w centrach handlowych, w barach, klubach itd. I to by była
najleposza praca dla mnie (ale nie teraz bo jak bez wykształcenia)

Bo taki listonosz, kierowca tira, wartownik, pracownik małego pawiloniku lub
malutkiej pizzeri, to każdy z nich SAM wykonuje tą robotę, kierowca sam
siedzi w kabinie i jeździ po jakichś pustkowiach, listonosz samotnie "błąka
się" po domach, itd. a sama robota bez tej atmosfery o której wspomniałem
jest tylko kolejnym obciążnmikiem już i tak choilernie niskiego nastroiju.
Gdy jest na odrrót, nastrój błyskawicznie idzie w górę. Oczywiście
introwertycy czują się dobzre w roli samotnika który pracuje samemu, bo mu
nie ejst potzrebne żadne towarzystwo. Ale ja tak nie potrafię. jestem
ekstrawertykiem i wielu z was to też ekstrawertycy i jestem pewien ze w
takiej pracy nsamotnika bardzo szybko uschlibyście z frustracji :(
Psycholodzy proponują mi jakieś zajęcia z karate, z malarstwa itd. Wiem jak
tam jest, jednoi takie zajęcie dwa razy w tygodniu po godzieni. To jest NIC.
Jedynie kropla w morzy wody. Trcohę chodizłęm na takie, ale to nei zatsąpi
klimatów szkoły - 8 GODZIN DZIENNIE spędzone AKTYWNIE I WŚRÓD WIELU, WIEELU
LUDZI. Żadna muzyka, żaden internet, żadna jazda na rowerze nie zastępuje mi
tego pragnienia pzrebywania w układzie i wzajemnych relacjach elementów
stanowiących całość.

To niesamowite jak jestem zmuszony do bycia nieszczęśliwym psychicznie i
psycholodzy oferują mi rozwiązanie w postaci słuchania muzyki, oglądania tv,
lub jakichś tam zajęć w różnych sekcjach. Ale o tym już pisałęm i wiadomo o
co chodzi.

Pracodawcy rozkładają ręce, urząd pracy nic mi nie znalazł, pośrednictwo
poracy również. Samemu ile chodziłęm i się dowiadywałem to albo nikogo nei
portzrebują, albo potzerbują aole z wykształceniem.

Dlatego tysiące razy bnardziej wolę powrócić do codziennej szkoły, tzn. albo
codziennje w dzień, albo codziennej-wieczorowej. Tak będzie najbardziej
sprawiedliwie. Człowiek bez wyszkatłcenia zeby miał zajęcie sprowadzajace sie
do bycia aktywnym i do pzrbywania wśród zintegrowanej społeczności. Wolę
właśnie to alternatywne rozwiązanie... No ale u nas w mieście nie ma szkół
wieczorowych... O Boże, koło się zamyka... No chyba że bym gdzieś dojeżdżał
do wiecxzorówki,a le czy to ma sens? Myślę ze tak, ponieważ to o wiele
lkepsze niż codzienne rwanie włosów z głowy "co mam robić? dokad mam
pójść???" itd. Pomóżcie. Półtora roku nicnnierobienia z zakichanym domu, lub
jakieś pseudozadowalające zajęcia w postaci roweru czy jakiegoś tam zjaęcia
dwa razy w tygodniu. Co robić? Dalej szukać na siłe tejh pracy, czy lepiej
szukać szkoły wieczorowej? Moge nawet dojeżdżać bo mój stan psychiczny coraz
bardziej się pogarsza z dnia an dzień.
Obserwuj wątek
    • dziki.macho Re: Szkoła zaoczna 02.01.07, 21:49
      Napisz konkretnie trollu:), ze chodzi ci o system edukacyjny, a nie pisz
      pie.. bo teog nie da sie czytac:)
      • bszalacha Re: Szkoła zaoczna 02.01.07, 23:32
        Jemu w ogóle chodzi o to,żeby KTOŚ mu stworzył warunki/komfort/bez jego
        udziału.Daleko nie zajedziesz na takim sposobie na życie.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka