Dodaj do ulubionych

dorastające córki

IP: *.to.krakow.pl 10.04.03, 02:29
Mam ponad 40 lat. Czasami nie mogę dojść do porozumienia z własnymi córkami.
Już sama nie wiem, może za dużo od nich wymagam?! Obie mają ukończone 20 lat
(24 i 21). Gdy miały kilka lat do ich stałych obowiązków należała dbałość o
posprzątanie zabawek po skończonej zabawie. Od 5 klasy szkoły podst. miały
niekiedy (1 raz na tydzień) umyć naczynia, czasem wyjść do sklepu (lekkie
zakupy)i pozamiatać. Zawsze pilnowałam natomiast aby sprzątały po sobie
(biurko, ubrania po przyjściu ze szkoły itp). Wszystko było OK. aż do mniej
więcej ukończenia przez nie 15 roku życia... Wtedy się zaczęło! Wiadomo,
okres buntu - ale czy może on trwać tyle lat? Nie było już mowy o
posprzątaniu po sobie czegokolwiek. Tak właściwie jest do dzisiaj. Łóżko nie
pościelone do godz. 14:00, kurtka na dywanie, na środku pokoju, na biurku
jest ogrom rzeczy: brudne szklanki, resztki jedzenia, kartki, ogryzki itd.
Staram się tam nie wchodzić, jednak bez przewrwy giną z pokoju nożyczki itp.
Córka nie mogąc znaleźć czegoś u siebie zabiera innym. Wiele rzeczy ginie
gdzieś u niej bezpowrotnie. Rozmowy, prośby nie przyniosły rezultatu. Były
krzyki, nerwy, moje łzy. Czsami tego nie wytrzymuję. Mnie już nie obchodzi,
że ma bałagan (piszę ma, ponieważ starsza mieszka już ze swoim mężem), ale
chciałabym by nie zostawiała wszędzie swoich rzeczy (łazienka, pokoje,
kuchnia). Nie jestem i nigdy nie byłam pedantką ale nie można żyć w takim
otoczeniu. Jestem także chora i chodzenie sprawia mi ból. A ciągle jest tyle
pracy. Czuję się strasznie rozżalona.... Napiszcie do mnie. Czy macie
podobne problemy? Ulaska
Dzięki Ewa49 za radę... (w końcu ktoś odpisał, ale mnie strasznie
potraktował - a ja po prostu nie mogłam wtedy znaleźć forum "PSYCHOLOGIA"
(byłam bardzo zdenerwowana)

Obserwuj wątek
    • Gość: Mevillian Re: dorastające córki IP: *.blich.krakow.pl 10.04.03, 08:26
      Witam :>
      Mozna zrobic to na dwa sposoby...
      po pierwsze: wyraznie okreslic zasady, jesli chodzi o utrzymywanie porzadku w
      domu. Nalezy zrobic to spokojnie, nie denerwujac sie; wyraznie dac do
      zrozumienia, czego oczekuje sie w zwiazku z utrzymywaniem porzadku w domu.
      Mozna nawet zrobic w miare szczegolowy plan rozkladu obowiazkow, z ktorego
      wywiazuja sie obie strony.
      I jest jeszcze jeden sposob; zaproponowac corce przeprowadzke z domu. Ona jest
      dorosla, ma swoje zycie, swoj rytm dnia. Moze balaganic u siebie - a co udalo
      mi zaobserwowac u swoich znajomych, mlodzi ludzie juz na "swoim" zdecydowanie
      bardziej dbaja o porzadek niz w rodzinnym gniezdzie [gdzie zawsze jest ktos
      inny, kto moglby posprzatac za nich..]

      Mozna tez zastanawiac sie nad przyczyna takiego zachowania Pani corki - jednak
      za malo o niej Pani napisala, aby mozna bylo wyciagnac z tego bardziej
      konkretne wnioski niz buntownicza postawa czy tez po prostu - balaganiarstwo.

      Pozdrawiam, Mevillian
      • qw5 Re: dorastające córki 10.04.03, 09:18
        Tytuł wątku powinien brzmieć -"dorosłe córki " bo w tym wieku juz się nei
        dorasta. Generalnie zgadzam się z radami Mevillian. Dałaś się "sterroryzować"
        we własnym mieszkaniu . Rozmowa i postawienie jasnych zasad .Tu by można
        dyskutować nad wyprowadzką córki - bo to jednak również jej dom , ale wszystko
        gra ( faktycznie może irytować bałagan na jej terytorium - ostatecznie można
        zamknąć pokój i spróbować zaakceptować , wszak jest dorosła ) dopóki nie
        wykracza poza to jej terytorium i póki nie narusza czyichś praw , a narusza - i
        na to absolutnie nie wolno Ci się zgodzić . Wiem że ustalenie tutaj przyczyn
        tego stanu rzeczy to jak wróżenie z fusów... ale mimo to wiesz o kim pomyślałam
        czytając ten wątek , o ojcu. Jakoś tak mi go tu zabrakło.
    • default Re: dorastające córki 10.04.03, 09:55
      Naprawdę dałaś się sterroryzować! Piszesz, że "prośby" nie dają rezultatu -
      czemu ją w ogóle prosisz? Ma nie rozszerzać bałaganu poza swój pokój i kropka.
      Nie płacz tylko twardo trzymaj się swojego stanowiska - poza pokojem córki ma
      nie być żadnego bałaganiarstwa. I przestań się przejmować, że u niej jest syf -
      w końcu jest dorosła, co cię obchodzi jak ma w pokoju, po prostu tam nie
      wchodz. Moja córka ma 19 lat, od pół roku mieszka sama. Zawsze była potworną
      bałaganiarą, ale wiedziała, że bałagan nie ma prawa przekroczyć drzwi jej
      pokoju. Kiedy widziałam jej porozwalane rzeczy np. w łazience czy przedpokoju,
      po prostu zgarniałam je na kupę i wrzucałam do jej pokoju i tyle. Teraz, kiedy
      jest sama, o dziwo utrzymuje mieszkanie w zupełnie przyzwoitym stanie.
      I nie kłóćcie się o takie trywialne sprawy, są w życiu ważniejsze rzeczy niż
      porządek w mieszkaniu, nie warto z takiego powodu psuć sobie relacji z własnym
      dzieckiem.
    • ananke42 Re: dorastające córki 10.04.03, 11:15
      Napisz do mnie , mam tez dwie córki i chciałabym z Toba porozmawiac, pomóc i
      wesprzec, mozesz pisac na adres gazety .Pozdrawiam
    • pandora_ Re: dorastające córki 10.04.03, 11:37
      Witaj,
      Ja odezwe sie z drugiej strony lustra - kiedy chodzilam do liceum, bylam
      balaganiara - do dzisiaj mi zostalo. Niektorzy ludzie "tak maja" - ale prawda
      jest, ze balaganilam tylko u siebie w pokoju i to byl raczej tworczy
      nieporzadek - nigdy nie zostawilabym ogryzka na biurku - natomiast sterty
      ksiazek i papierow zawsze gdzies sie panoszyly, ciuchy tez. Po ktorejs tam
      awanturze i probie ingerencji mojej mamy zareagowalam ja (zawsze bylam
      wygadana) i powiedzialam, ze to moj pokoj, jak ktos przyjdzie do mnie to ja sie
      bede wstydzic w razie czego i zapanowala cisza. Wyprowadzilam sie od razu po
      liceum - najpierw studia, potem samodzielne mieszkanie i do dzisiaj jestem
      balaganiarz, co nie znaczy, ze nie sprzatam. Czesto ludzie maja na
      temat "porzadku" odmienne zdania (moj TZ zawsze marszczy nos na stosy
      slownikow) i trzeba je uszanowac.
      Szanuj swoje zdrowie - wrzucaj rzeczy corki do jej pokoju, absolutnie nigdy tam
      nie zagladaj i NIE SPRZATAJ jej rzeczy. Nie znam nikogo, kto nie mialby progu
      wytrzymalosci w balaganie. Czy odwiedzaja ja znajomi? Moze powinni :) Na
      przyklad facet - to mobilizuje :)
      _______________________________________
      Don't drink water. You should KNOW why.
      • bibelot Re: dorastające córki 10.04.03, 11:52
        Twój opis pasuje do mojej córki jak ulał - jest identyczna, nie sprząta,
        nie zrobi zakupów, nie ma czasu
        przestałam walczyć, nie proszę, sprzątam sama, nic nie wskórałam prosząc o
        malutką pomoc, ale za to nie ma już kłótni, pewnie nie tak powinno
        być
        mąż mówi, że to maja wina, bo we wszystkim ją wyręczałam gdy była dzieckiem
        skapitulowałam ... nie mogę ciągle kłócić się z własnym dzieckiem, nie chcę być
        antypatyczną, natarczywą zrzędą, teraz chociaż jest cicho

        widać nie spełni się moje marzenie: przychodzę z pracy, a moje dorosłe dziecko
        już zajęło się domowymi obowiązkami

    • ulaska Re: dorastające córki 10.04.03, 12:28
      Poprosiliście abym napisała coś więcej o córce i ewentualnie o mężu. Córka nie
      jest już buntowniczką - jest straszną bałaganiarą. Przychodzą do niej od czasu
      do czasu znajomi (także chłopak) ale jej bałagan w niczym nie przszkadza....
      Twierdzi, że w ich mieszkaniach (a właściwie ich pokojach jest tak samo). Ja
      ustalałam z dziećmi ich obowiązki. Z góry określiłam, co do nich należy (było
      tego niewiele: porządek w pokoju, nie przenoszenie bałaganu na resztę
      mieszkania, 1 x w tygodniu odkurzenie swego pokoju, 2 x w tygodniu
      posprzątanie łazienki). Ale ona tego nie robi!!!! Więc cóż mogę począć? Od
      najmłodszych lat dzieci wszystko, co wiąże się z wychowaniem spadało na moją
      osobę na mężunie mogłam polegać.
      Wiedziałam, że to źle (o ironio losu jestem z wykształcenia pedagogiem!!!), że
      podstawą jest to,abyśmy razem egzekwowali pewne zachowania. Jednak mąż jest
      nieprawdopodobnie łagodnym człowiekiem a przy tym wygodnym: on woli nie
      wiedzieć i nie widzieć niczego. Wtedy sam siebie okłamuje, że nie na po prostu
      żadnego problemu. W wielu rozmowach przyznaje mi rację, ma świadomość, że na
      dłuższą metę wyrządza im lrzywdę a nie wychowuje, że nie wiedzą w
      konsekwencji, jak mają postępować. One same zaś wspominając swoje dzieciństwo
      śmieją się (ale nie złośliwie, lecz dobrodusznie) z tatusia: mówią, że taki
      niekonsekwentny, że na wszystko można go "nciągnąć" i wszystko ewentualnie za
      nie zrobi. Przykład: przychodzi zmęczony z pracy: jest godz. 19:00 (często
      jest dłużej w pracy), na prośbę dziecka jest gotów wsiąść w samochód (mimo, że
      wcześniej mówi mi, iż ledwie stoi na nogach) i jechać z nią do jakiegoś
      sklepu, bo coś tam sobie upatrzyła kiedyś.... Ja tego nigdy nie mogłam
      zrozumieć. Ja nie dałam się sterroryzować. To mój mąż. Ja toleruję bałagan w
      jej pokoju, ale pragnę aby mi trochę pomagała.
      Bardzo kocham moje dzieci i męża, nie chcę kłótni - ale czasami trudno ich
      uniknąć. Zawsze cały mój świat zamykał się w domu. Wszystko jest dziwne, gdyż
      z jednej strony mam z nimi duży kontakt psychiczny - zwierzają mi się bez
      przerwy ze swoich rozterek duchowych, przychodzą z każdym problemem a
      jednocześnie nie potrafią zrozumieć mnie... Dlatego czuję się rozżalona. Tak
      mało od nich oczekuję. Nie napisałam paru bardzo ważnych rzeczy: mam jeszcze
      dwójkę małych dzieci w domu, więc pracy jest sporo. Jestem także poważnie
      chora: mam zwyrodnienie stawów biodrowych. Dzieci wiedzą, że cierpię, że każdy
      krok sprawia mi ból, że za 5 lat znajdę się o kulach. Ja wiem, że one mnie
      kochają, ale ja pojmuję miłość inaczej: ona powinna być ofiarna, powinna nie
      tylko brać ale i dawać. Boję się o następne dzieci. Mąż wie, że ponieśliśmy
      klęskę wychowawczą jeśli chodzi o starsze córki. Niestety identycznie
      postępuje z młodszymi dziećmi. Wieczorem (od kilku miesięcy nie pracuję) -
      jestem potwornie zmęczona. Nocami i tak nie mogę spać (bolą biodra i nogi).
      Córka porzuciła studia (była na 2 roku). Ma mnóstwo czasu, ale po prostu nic
      nie robi.... Od października chce studiować inny kierunek. Wszystko od
      początku. Pewnie już zawsze będę zdana na siebie, ale mój czas jest policzony.
      Ja go mam niewiele jako normalnie funkcjonujący człowiek. I co dalej????
      Nie wiem. ulaska
      • delfineczek Re: dorastające córki 10.04.03, 13:11
        Witam !

        *Zawsze cały mój świat zamykał się w domu

        Jak długo pracowałaś zawodowo, a jak długo miałaś przerwy w pracy, poświęcając
        się wyłącznie domowi i dzieciom? Czy robisz czasem coś tylko dla siebie albo
        wspólnie z mężem coś tylko dla Was, czy też całe Wasze życie poświecone jest
        dzieciom? Czy wspólnie z mężem gdzieś wychodzicie albo czy Ty sama gdzieś
        wychodzisz dla własnej przyjemności? Czy masz czas tylko dla siebie? Dla
        własnego rozwoju, rozrywki, przyjemności, wypoczynku? Jeśli nie , to myślę, że
        warto o te sprawy zawalczyć. Dzieci muszą wiedzieć, że rodzice też mają jakieś
        potrzeby. I potrzeby rodziców są tak samo ważne jak potrzeby dzieci. Trudno
        zmieniać przyzwyczajenia , ale warto. Dla młodszej dwójki to co się dzieje
        stanowi niedobry przykład. W imię lepszej przyszłości dla Was wszystkich trzeba
        to zmienić. Metodą małych kroków, ale konsekwentnie.

        Pozdrawiam
        delfineczek

        • Gość: ulaska Re: dorastające córki IP: *.to.krakow.pl 10.04.03, 13:54
          Drogi Delfineczku! W sumie pracowałam zawodowo 15 lat - resztę stanowiły przerwy związane z rodzeniem (czwórka) i urlopami wychowawczymi. Mój świat ograniczają mury naszego mieszkania. Tak jet faktycznie. Ale to nie znaczy, że nic nie ma poza tym. Ja zawsze byłam dzikusem, nie bardzo pasowałam do tego świata zewnętrznego. Starałam się dawać z siebie wszystko zarówno w domu jak i w pracy (sumienność, pracowitość, rzetelność, obowiązkowość). Wymagam od siebie sporo ale też i od otoczenia. Dlatego tyle rzeczy mnie przeraża. Wolę swój świat, choć może wydawać się komuś nieco wyimaginowany - znajomi nie mogą zrozumieć, że nie chcemy utrzymywać żadnych kontaktów towarzyskich.
          Nie jestem też smutasem, potrafię cieszyć się każdym drobiazgiem. Kocham przyrodę i wido drzew, zieloniutkiej trawy aprawia mi ogromną radość. Jestem estetką. Piękno ma dla mnie wielkie znaczenie. Reaguję na piękne drobiazgi (ozdoby w domu), na piękno ludzi (w tym wypadku nie może być ono "puste", muszę czuć, że kryje w sobie także wewnętrzne piękno), zwracam uwagą dlatego na piękno otoczenia. A bałagan jest tu wtedy zupełnie nie na miejscu! Dlatego tak mnie drażni.
          Wspólnie z mężem jesteśmy wielkimi domatorami.
          Zainteresowania i pasje? Całe moje życie to oprócz poświęcenia się rodzinie było właśnie to. Interesuję się grafiką komputerową, dużo czytam, maluję, prowadzę kronikę naszej rodziny od 25 lat. Wcześniej był kurs fotografii. Potrafię sporo rzeczy: obróbka zdjęć (ale czarno-białych), szycie (oprócz krawiectwa cięzkiego), haftowanie. Zaprojektowałam nasze mieszkanie, wymiary szafek itd. każdy szczegół.
          Co jakiś czas - gdy stwierdzam, że już czegoś nie pamiętam, powtarzam wiadomości z danej dziedziny: mimo, że czasy uczelniane już dawno minęły, sięgnęłam jeszcze raz do filozofii, j.niemieckiego, geografii, historii Polski.
          Lubię rozwiązywać krzyżówki. To jest dobre ćwiczenie na pamięć. Nie znoszę telewizji. Czasem tylko oglądam jakąś zupełnie zwariowaną komedię - aby się rozładować. Słucham także wiadomości - chcę wiedzieć, co dzieje się na świecie.
          No i nasza największa pasja: turystyka górska. sporo chodziliśmy, głównie po Tatrach, ale jest to już niemożliwe, już nigdy nie pójdę w góry... Ciężko jest się z tym pogodzić, kto je ukochał, wie jaka jest w nich magia i źródło radości. Gdy tylko robi się ciepło jeździmy z dziećmi na wycieczki (w każdą sobotę). Jest łażenie po górach, niekiedy tylko po dolinach. Jest spacer po lesie, ognisko. Zawsze w gronie rodzinnym, nigdy nie ze znajomymi. Tego nie uznajemy. Są też czasami wyjścia tylko we dwoje, wieczorem do centrum. Mieszkam w starym, zabytkowym, cudownym mieście, gdzie każdy zakątek kryje w sobie historię. To się czuje na każdym kroku.
          Jeszcze jedno, byłam zawsze bardzo lubiama. Wiele osób wiedziało, że można na mie liczyć, dzieliła się ze mną swoimi problemami i smutkami. Co jakiś czas mam telefon od znajomych - wtedy jadę do nich, wysłuchuję i radzę. Mówią, że jestem lepsza od psychoanalityka. Ja po prostu umiem słuchać. Sporo sama przeszłam, więc mogę coś poradzić. Ale nie potrafię niekiedy popradzić sobie sama ze sobą. Tak jest teraz. Ja nie mogłabym się nikomu zwierzyć - tutaj czynię to dlatego, że odbywa się to anonimowo, że nikt mnie nie zna.
          Ależ się rozpisałam Delfiniczku! pzdr ulaska
          • delfineczek Re: dorastające córki 10.04.03, 14:53
            Pięknie piszesz o swojej rodzinie, Ulasko. A może jesteś po prostu zmęczona lub
            przygnębiona i sprawy wyglądają w Twoich oczach gorzej niż to jest w
            rzeczywistości. Może to ta wiosna, która nie może nadejść, może to co dzieje
            się wokół zmienia widzenie świata, że wszystko wydaje się być gorsze niż jest w
            istocie.

            Czytając Twój list byłem w najwyższym stopniu zdumiony. Około 80 % z tego co
            napisałaś pasuje jak ulał do mojej żony i mojej rodziny. Jedynie drobne
            szczegóły są inne. Nawet, gdy czasem wracam z pracy o 19 to odwożę swoją córkę
            samochodem, bo np. jest gdzieś już bardzo spóźniona i bardzo mnie prosi, bo
            bardzo jej zależy. A właściwie to powinienem usiąść do mocno już spóźnionego
            obiadu, a córka lepiej żeby pojechała tramwajem.

            Pozdrawiam i życzę dużo zdrowia, sił i optymizmu :-)))
            delfineczek
        • Gość: ulaska Re: dorastające córki IP: *.to.krakow.pl 10.04.03, 14:36
          Jeszcze raz do Delfiniczka:
          Może gdybym miała usposobienie typowej kurki domowej byłoby mi łatwiej....
          Ale ja nigdy nie przepadałam za gotowaniem, sprzątaniem. Marzę, żeby jak
          najszybciej wykonać te obowiązki i żeby znaleźć coś czasu tylko "dla siebie"
          dla moich pasji itd. Ni wyobrażam sobie pójścia spać po całodziennej pracy w
          domu i bez poświęcenia sobie choć odrobiny czasu. dlatego śpię tak mało. Moję
          córki nie mogą zrozumieć, że jest we mnie tyle siły witalnej, że choć padam ze
          zmęczenia, mam ochotę jeszcze podziałać coś przy komputerze lub czytać. One
          prwie w ogóle nie czytają. Nie mają żadnych zainteresowań. Nie lubią chodzić
          po górach (mimo, że brały kiedyś udział w większości wycieczek - te
          poważniejsze wypady w Tatry robiliśmy tylko we dwójkę), całe dnie spędzają
          przed telewizorami, oglądając bzdurne programy typu: "Randka w ciemno". Mogą
          tak siedzieć wiele godzin. Przy tym dużo mówią na temat co by było, gdyby....
          Takie bla, bla, bez sensu. Opowiadają o koleżankach, z kim się ktoś spotkał
          itd. Ogrom rozmów na temat ciuchów. ja nigdy nie cierpiałam tego tematu tak
          jak i tematu gotowania. Nie znoszę chodzić po sklepach, zwłaszcza z ciuchami.
          Pa, pa! ulaska
          • delfineczek Re: dorastające córki 10.04.03, 15:09
            Ulasko !

            To wszystko co piszesz w 100 procentach mogę powiedzieć również o swojej żonie,
            którą wydaje mi się , że dobrze rozumiem.
            Chcieliśmy również dzieci zarazić swoimi pasjami, ale w którymś momencie
            doszliśmy do wniosku, że trzeba to robić bardzo ostrożnie, aby ich nie
            zniechęcić, tym bardziej gdy otoczenie wokół żyje całkiem inaczej.
            Dzieci są innymi ludźmi, muszą samodzielnie obrać swą drogę życiową, przejść
            etap durnych seriali, czasem ostro się przeciwstawić rodzicom, jeśli chcą
            zbudować swoją własną i niepowtarzalną tożsamość. Może kiedyś dołączą do nas i
            razem wyruszymy na szlak.

            Pozdrawiam
            delfineczek

          • Gość: Przemek Re: dorastające córki IP: *.tele.pw.edu.pl 11.04.03, 11:14
            Gość portalu: ulaska napisał(a):

            >Nie lubią chodzić
            > po górach (mimo, że brały kiedyś udział w większości wycieczek - te
            > poważniejsze wypady w Tatry robiliśmy tylko we dwójkę)

            Moje tez nie chca chodzic (jedna, jak byla mala, nosilem w Tatrach na
            nosidelkach przerobionych z fotelika samochodowego), ale nauczylem je jezdzic
            na nartach, co robia b. chetnie. Teraz jezdza lepiej ode mnie i... beze mnie,
            bo oczywiscie wola towarzystwo rowniesnikow. Nie pisze tego tonem pretensji,
            taka jest kolej rzeczy.

            Ja natomiast wole chodzic niz jezdzic na nartach. Zwlaszcza przyjemnie jest
            zima, gdy nie ma tlumu turystow, np lubie wpasc na szarlotke do 5 Stawow
            (tylko, kurcze, w zimie nie zawsze pieką...)

      • Gość: Przemek Re: dorastające córki IP: *.tele.pw.edu.pl 11.04.03, 10:53
        ulaska napisała:

        > One same zaś wspominając swoje dzieciństwo
        > śmieją się (ale nie złośliwie, lecz dobrodusznie) z tatusia: mówią, że taki
        > niekonsekwentny, że na wszystko można go "nciągnąć" i wszystko ewentualnie za
        > nie zrobi. Przykład: przychodzi zmęczony z pracy: jest godz. 19:00 (często
        > jest dłużej w pracy), na prośbę dziecka jest gotów wsiąść w samochód (mimo,
        że
        > wcześniej mówi mi, iż ledwie stoi na nogach) i jechać z nią do jakiegoś
        > sklepu, bo coś tam sobie upatrzyła kiedyś.... Ja tego nigdy nie mogłam
        > zrozumieć. Ja nie dałam się sterroryzować. To mój mąż.

        Tez mam 2 corki i postepuje z nimi tak, jak Twoj maz. Jak trzeba, to i po
        polnocy pojade, zeby corke przywiezc do domu z "imprezy". Alternatywa jest
        pozostanie corki w nocy poza domem, po co jej to :-)
        Czy czuje sie sterroryzowany? Nigdy tak nie myslalem. Ciesze sie z tego, ze
        moge sie corkom do czegos przydac, nadaje mojemu zyciu jakis sens. Czasem
        zartuje z nimi, przypominajac im los ojca Goriot, ktory oddal wszystko corkom,
        a na stare lata stawal przed brama podarowanego im palacu, zeby choc z daleka
        popatrzec, jak sie bawia... smieje sie z tego z corkami do rozpuku.

        Zwroc uwage na jeszcze jeden aspekt sprawy. Corki zawsze pozostana Twoimi
        dziecmi. Twoj maz moze z dnia na dzien odejsc "w sina dal" i wyrzec sie Ciebie
        bez skrupulow, a relacje z dziecmi beda dawac Ci radosc do konca zycia.

        Nie przejmuj sie sprawami drugorzednymi, jak sprzatanie - naucz sie odrozniac
        sprawy wazne od drobiazgow (i nie ripostuj, ze zycie sklada sie z drobiazgow -
        tak nam sie tylko wydaje, gdy stracimy z oczu ustotne sprawy)

        P.S. Moja starsza kuzynka zafundowala sobie proteze stawu biodrowego, wyrzucila
        kule i lata jak fryga...
    • rapatuja Re: dorastające córki 10.04.03, 13:16
      Moi rodzice zawsze mawiali " Nie będziesz się słuchała nas, to będziesz się
      słuchała psiej skóry" hehe, chodzi o to, ze kiedyś ktoś z zewnątrz zwróci
      córkom uwagę i wtedy będzie im wstyd. Nie martw się, czas pokaże.
      Pozdrawiam.
    • xkropka Re: dorastające córki 10.04.03, 13:42
      Mieszkam z bratem, oboje jestesmy balaganiarzami, ale raz na jakis czas
      (przynajmniej raz w tygodniu - na szczescie :) ktoremus z nas przestaje
      odpowiadac ten stan i albo jedno, albo drugie posprzata. Nie zdolalam, co
      prawda, wyegzekwowac od brata dyzurow przy sprzataniu lazienki, natomiast
      podzial obowiazkow kuchennych sprawdza sie doskonale - wie, ze nie bedzie
      obiadu, jesli zastane niepozmywane naczynia w zlewie.
      Moze to jest metoda?
    • Gość: Iza2 Re: dorastające córki IP: *.k.mcnet.pl 11.04.03, 11:45
      Przeczytalam wszystkie posty i mam wrazenie, ze przyjelas
      na siebie role domowej cierpietnicy. Co gorsze wszyscy
      sie tak do tego przyzwycaili, ze przestali wogole zwracac
      na twoje cierpienie uwagi. Nie wyobrazam sobie sytuacji w
      domu pelnym ludzi, w ktorym dzieci czy maz spokojnie
      patrza jak matka po nich sprzata, mimo ze jak piszesz
      kazdy ruch, to dla twoich stawow cierpienie. A co bedzie,
      gdy na prawde przestaniesz sie ruszac. Na twoim miejscu,
      po pierwsze zaczelabym sie intensywnie leczyc,
      rahabilitowac, wziac pod uwage operacje, a po drugie
      zaczac wymagac od dzieci szacunku do twojej osoby i
      twojego bolu. Jak bola cie stawy, to poloz sie i powiedz
      corce, ze musi ugotowac obiad i koniec! Nie prosic,
      blagac, nalegac. Zrob to i to, bo mnie boli biodro.
      Koniec kropka. Jak cala rodzina zejdzie sie do domu i
      bedzie nie ugotowane, nie sprzatniete i nie wyprane, to
      cie dostrzega!
      • monikate Re: dorastające córki 11.04.03, 12:14
        Kochana Ulasko! Ja wiem, że jesteś cudowna dziewczyna! Moja przedmówczyni ma
        rację w 100%. Po prostu jesteś za dobra i za wrażliwa. Ale nie przejmuj się
        takimi rzeczami, spróbuj się nie przejmować. Wszyscy, którzy się wypowiedzieli
        na poruszony przez Ciebie temat też mają rację. Myślę, że jeszcze o tym
        porozmawiamy. Pa,pa, Monikate
        • Gość: ulaska Re: dorastające córki IP: *.to.krakow.pl 11.04.03, 12:37
          Dziękuję MONIKATE! Odezwę się do Ciebie, gdy choć trochę się uspokoję. Jestem
          w kompletnym dołku i nie mogę sobie poradzić sama z sobą. Bądź cierpliwa. Pa,
          pa!
          • monikate Re: dorastające córki 11.04.03, 14:11
            Będzie dobrze, zobaczysz! Myśl teraz o sobie. Na zdrowym egoiźmie jeszcze nikt
            źle nie wyszedł.
            • ypsilon dorastające córki 11.04.03, 15:32
              Czytam te wszystkie posty i muszę stwierdzić, że mało kto zwraca uwagę na
              konsekwencje. Miałam takie same problemy z córką - wieczny bałagan, niechęć do
              prac domowych. Parę razy ją poprosiłam, ostrzegłam, co mogę zrobić, a potem
              pewnego pięknego dnia pozbierałam wszystkie brudne rzeczy oraz te, które były
              wszędzie wokół i po prostu wyrzuciłam. Córa miała wtedy 15 lat, teraz ma 19 -
              utrzymuje porządek w swoim pokoju, regularnie sprząta mieszkanie (odkurzanie,
              podłogi, łazienka, okna), robi zakupy, odprowadza siostrę na zajęcia, jeśli
              trzeba. Ale też ma własne życie, znajomych, zainteresowania. Jeśli trzeba, to
              ją zawożę, gdzie chce, nawet jeśli jestem tuż po pracy.
              Ale w tym wszystkim chodzi mi o dotrzymywanie słowa - powiedziałam, czego
              oczekuję i jakie będą konsekwencje, jeśli nie dostosuje się do wymagań. I nie
              sądzę, że to jest krzywdzące dla dziecka - uczy je wrażliwości - ja pracuję,
              one (dwie córki uczą się). Tak samo brudzimy, tak samo jemy, chcemy sie bawić,
              wyjeżdżać - jedna osoba nie może wszystkich obsługiwać, bo nie jest w stanie, i
              nie po to jest rodzina.
              A teraz widzę, jak starsza córka goni młodszą (o 10 lat) z porządkami. Jednak
              nauka nie idzie w las.
    • pandora_ Re: dorastające córki 11.04.03, 22:16
      Przeczytałam uważnie wszystkie posty. Myślę, że jest sposób na wszystko
      naraz :) Idziesz zapewne do szpitala na tę operację? TO ZRÓB TO JAK
      NAJSZYBCIEJ, a potem jedź do sanatorium. Niech mąż zobaczy teraz córkę z tej
      innej strony, niech się oboje dowiedzą, co może się stać, kiedy nie ma Twojej
      karzącej/głaszczącej/pomocnej dłoni.
      Potraktuj ich trochę tak, jak rodzina powinna potraktować alkoholika - twarda
      miłość (może to niedobre porównanie, ale mnie z racji skrzywienia nic innego do
      głowy nie przyszło) pomaga czasem wiele zrozumieć.
      Mają rację ci, którzy mówią Ci - połóż się, każ dokoła siebie skakać, pokaż, że
      źle się czujesz.
      Ogólnie - A KYSZ poświęcaniu się, bo skończysz jak moja 60-letnia ciotka,
      pastująca u córeczki i zięcia podłogi, kiedy oni wyjeżdżają na weekend. Idzie
      wiosna, sanatoria o tej porze roku są piękne. Polecam Góry Stołowe :)
      _______________________________________
      Don't drink water. You should KNOW why.
    • Gość: Komandos57 Re: Co maja cunt'a IP: *.sympatico.ca 11.04.03, 22:21
      Zapisz je na Forum.Tu otrzymaja wszelaka edukacje.Profesor Baltazar Gabka-
      Procesor,dr imagine dadza im rady na wszystkie dolegliwosci.Tymczasem
      spierdalaj.
      • Gość: Sasha Re: Co maja cunt'a IP: *.vectornet.pl 11.04.03, 22:32
        Gość portalu: Komandos57 napisał(a):

        > Tymczasem
        > spierdalaj.
        Tym razem przesadziles. Czytales chociaz powyższe wypowiedzi? Gdzie można sobie
        robic jaja, to mozna, ale w niektorych momentach nie wypada. A już myslalam, że
        jestes facet z charakterem. I nie odpisuj mi, bo ja nie odepowiadam na
        zaczepki.
    • Gość: Komandos57 Re: Co maja cunt'a IP: *.sympatico.ca 11.04.03, 22:21
      Zapisz je na Forum.Tu otrzymaja wszelaka edukacje.Profesor Baltazar Gabka-
      Procesor,dr imagine dadza im rady na wszystkie dolegliwosci.Tymczasem
      spierdalaj.
    • cossa Re: dorastające córki 12.04.03, 01:19
      i ja wrzuce pare groszy. jestem corka. od mojego 15 roku
      zycia wracalam do pustego domu, gdyz rodzice zaczeli
      prowadzic wlany interes i spedzali cale dnie poza domem.
      niejednokrotnie wracalam kolo 18:00 bez obiadu, robilam
      zakupy do domu, bo lodowka pusta i gotowalam obiad dla
      calej rodziny. nie bylo to proste. po prostu tak musialo
      byc. dzis radze sobie w kuchni, WIDZE balagan (ale tez
      nie jestem pedantka). czesto rozbija sie wlasnie o to, ze
      balaganu sie nie widzi, bo.. ktos zawsze sprzatnie.
      generalnie moj mlodszy brat z racji tego, ze mlodszy i ze
      brat nie byl tak goniony do "roboty" jak ja. gdy
      zostawalismy sami (np. rodzice pojechali na urlop) jakos
      musialam sobie z nim radzic, by wszystko nie bylo na
      mojej glowie. zalatwialam to w ten sposob, ze dawalam mu
      wybor. Albo zrobisz to albo to. Wybieral oczywiscie
      lzejsze zajecie, ale jednak cos robil. cos robilismy
      wspolnie.

      rodzice juz dawno przestali mnie gdziekolwiek odwiozic
      specjalnie. jesli ich poprosze to mi nie odmowia, ale nie
      jest to juz oczywiste.

      dla kontrastu. poznalam teraz rodzine, w ktorej dwie
      corki (duzo starsze od Twoich ulaska) maja dwie lewe
      raczki i moze cos potrafia, ale im sie po prostu nie
      chce. nie maja zreszta takiej potrzeby - mama jest
      wszedzie i wzystko zrobi. nie mowie tu oczywsicie o
      elementarnych zahcowaniach doroslych ludzi:) chodzi
      wlasnie o zajecie sie domem trosze wiecej niz swoim
      pokojenm, zajrzenie do kuchni i wyreczenie mamy w
      przyslowiowym gotowaniu obiadu.

      nie wiem czy ta szkola ktora dostalam jest dobra. wiem,
      ze znam swoje miejsce. wiem tez, ze rodzice moga mi cos
      ofiarowac, bo tego chca a nie musza. kiedys bylam
      strasznie zla, bo uslyszalam - "taka jestes dorosla,
      chcesz wychodzic wieczorami, spedzac noc poza doeme - ok,
      ale pamietaj, ze doroslosc to takze odpowiedzialnosc. i
      sruu.. kolejny obowiazek.:) sa rozne metody. ale wszedzie
      jak widac jest cos za cos:)

      zycze Ci powodzenia
      i wierze, ze dzieki temu, ze nie zapomnialas o sobie w
      tym wszystkim - dasz sobie rade:)

      c.
    • Gość: Tomek NIe wyręczaj IP: 212.160.138.* 12.04.03, 15:45
      Nie wyreczaj nie pomagaj.
      Każdy musi się nauczyć na własnej dupie. Może to wulgarne, ale prawdzwe. W
      Polsce matki są nadopiekuńcze i wychowują leniwych egoistów. Jeżeli w tym wieku
      są tak egoistyczne to żadne słowa nie pomogą. Tylko życie może je nauczyc
      porządku.
    • milucha Re: dorastające córki 16.04.03, 14:10
      A ja Ci dopowiem z tej drugiej strony. ja bylam taka córk ai tak mi zostało.
      tez uważam ze taki mam charakter a uwierz mi że nie bylo to zlosliwe. bardzo
      bylam szczesliwa jak zaczelam mieszkac sama. bardzo szybko, po liceum,ale do
      tej pory jak przyjezdza moja mama mowi ze mam balagan.
      pewnie mam bo juz taka jestem.
      Uwierz mi że córka nie ejst złosliwa a Twoje gadanie odbiera jako zrzedzenie,
      zreszta bardzo nieprzyjemne.
      spróbuj raczej pojsc na kompromis i na pewne rzeczy przymknac oczy a tylko
      pewnych wymgac - ale takich na jakie wspolnie wyraziecie zgode

      pozdr
      milucha
      • Gość: wiktor mnie przeraza mysl o wyuzdanym seksie moich córek IP: *.bredband.skanova.com 18.04.03, 20:53
        ze zgodza sie po silnej perswazji na oralno-analne zblizenia, przez
        niezrównowazonego chlopaka.
        • ukochana Re: dorastajace corki 18.04.03, 23:33
          Gość portalu: wiktor napisał(a):

          > ze zgodza sie po silnej perswazji na oralno-analne zblizenia, przez
          > niezrównowazonego chlopaka.

          czy znasz to z wlasnej praktyki ?
      • ananke42 Re: dorastające córki 20.04.03, 05:38
        bardzo szufladkujesz, po tych Twoich słowach,że taka jest,taka się urodziła,nie
        ma szans na zmianę,na skonstruowanie zdrowej osobowości.Nie dajamy się
        szufladkowac i na tym polegac ma rozwój,Tobie równiez polecam abys uczyniła
        krok do przodu

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka