mam problem ze sobą....

07.05.03, 11:18
Chciałam przedstawić mój problem, który spędza mi sen z powiek. Ostatnio co
wieczór chodzę i płaczę, choć w mojej sytuacji niejedna dziewczyna by się
cieszyła i była szczęśliwa.
Jestem jedynaczką, mieszkam z rodzicami w dość dużym mieście, mam pracę, jest
w miarę stabilnie, choć zarobki marne. Moi rodzice zawsze byli bardzo
gospodarni i oszczędni, do dnia dzisiejszego dorobili się dużego domu z
ogrodem, a wszystko to – bardzo dużym kosztem nie tylko finansowym, ale
przede wszystkim psychicznym. To dorobek ich życia. A wszystko to – z myślą o
mnie, żebym miała łatwiejszy start w życiu niż oni. Dla mnie to wszystko ma
naprawdę ogromną wartość i to przede wszystkim niematerialną. Wiele prac w
tym domu robiliśmy sami... Teraz rodzice mają po 60 lat, zaczynają się
starzeć, nie są już tak sprawni jak dawniej.
Natomiast przede mną – całe życie. Na jesień planuję wyjść za mąż. Mój
wybrany, jest moim spełnionym marzeniem i bardzo go kocham. Chcę wyjść za
niego i być z nim na zawsze. Na dzień dzisiejszy mielibyśmy gdzie mieszkać,
bo on ma własne mieszkanie w bloku. Problem polega na tym, że on chce podjąć
pracę 100 km od naszego miasta. Praca na pewno lepiej płatna, bylibyśmy
niezależni, mielibyśmy możliwość życia na dużo wyższej stopie niż dziś. Praca
byłaby związana z zakładem prowadzonym przez jego rodzinę. Chciałby się
przeprowadzić do nich, na wieś, wybudować tam dom, mieć ogród, jakieś
zwierzaki domowe. Ma swoje marzenia, które ma możliwość zrealizować. Rozumiem
przyczyny, dla których chce tam żyć, mówi się że pieniądze szczęścia nie
dają, ale to nieprawda – dają, tylko jakim kosztem.
Natomiast ja.... ja nie chcę tam mieszkać, nie chcę być z jego rodziną, nie
chcę być tak daleko od mojego obecnego domu. Powiecie, nie jest to daleko
tylko 100 km, ale dla mnie niestety nie. Ja patrzę na życie bardzo
pesymistycznie, moi rodzice się starzeją, trzeba będzie im pomagać, przecież
kocham ich, mam tylko ich, a oni tylko mnie. Nie mam rodzeństwa. Podejrzewam
że załamią się, gdy dowiedzą się o tych planach związanych ze wsią. Natomiast
rodzice mojego przyszłego męża są obstawieni rodziną z każdej strony, mają
zapewnioną opiekę na stare lata. Ja sobie zdaję sprawę że jeśli tam pojadę –
to już na zawsze. Z drugiej strony nie chcę żeby kiedykolwiek praca moich
rodziców poszła na marne, chciałabym kiedyś mieszkać ze swoją rodziną w
mieście, nie na wsi, w domu moich rodziców. Przecież oni nie są wieczni,
kiedyś odejdą... Co będzie wtedy z domem?? Nie chciałabym go sprzedawać
właśnie z powodu wartości jaką on ma dla mnie. Może przesadzam, nie wiem, na
razie nie potrafię się pozbierać... Może patrzę zbyt daleko w przyszłość.
Naprawdę bardzo trudno podjąć mi jakąkolwiek decyzję.
I jeszcze coś, niestety nie ma za bardzo możliwości dojeżdżania z miasta na
wieś, z tego względu że praca jest w godzinach głównie nocnych i porannych.
Poza tym jeżdżenie codziennie 200 km w te i z powrotem byłoby zbyt męczące
nie tylko dla mnie ale i dla przyszłego męża. No i mam przecież marzenia o
dzieciach. Tam nie ma przedszkola, szkoła tylko podstawowa, do lekarza ponad
20 km... Boję się że psychicznie się wykończę taką sytuacją, bo już widzę
jakie mam dylematy w tej chwili..

Co byście zrobili na moim miejscu?
    • Gość: Malwina Re: mam problem ze sobą.... IP: *.abo.wanadoo.fr 07.05.03, 11:24
      boisz sie mysli bo nic z tego wszystkiego jeszcze sie nie zdarzylo
      moi rodzice sa o wiele starsi od twoich i calkowicie samowystarczalni , w
      formie (ktorej czasem im nawet zazdroszcze bo tyle energii ...)
      Wymyslasz pb ktorych nie masz
      zyj
      jutro bedzie futro
      meteoryt na leb zleci
      wypadek trzesienie ziemi samolot w wiezowiec
      kto to wie ?
      a ty sobie upiory w glowie hodujesz
      zyj tak jakby to byl twoj ostatni dzien
    • Gość: Sławek Re: mam problem ze sobą.... IP: *.telpol.net.pl / 172.16.2.* 07.05.03, 11:50
      pesymistka000 napisała:

      > Powiecie, nie jest to daleko
      > tylko 100 km, ale dla mnie niestety nie.

      Dlaczego nie ? To góra 2 godziny jazdy samochodem. Jaki problem odwiedzać
      rodziców w weekendy ?

      > moi rodzice się starzeją, trzeba będzie im pomagać

      Każdy się kiedyś starzeje ale czy to powód żeby przywiązywać dzieci do siebie
      i nie pozwalać im żyć własnym życiem ? Tym bardziej że chorzy nie są.

      > kocham ich, mam tylko ich, a oni tylko mnie.

      Masz tylko ich ? A twój mąż ?


      > że załamią się, gdy dowiedzą się o tych planach związanych ze wsią.

      A co w tym jest załamującego ?

      > Z drugiej strony nie chcę żeby kiedykolwiek praca moich
      > rodziców poszła na marne

      A czemu miała by się zmarnować ? Może rodzice będą sobie doskonale dawać radę
      jeszcze 20 lat. Potem się zastanowicie co z tym zrobić. Po 20 latach możecie
      wrócić ze sporym majątkiem albo weźmiecie rodziców do swojego domu.

      > Co byście zrobili na moim miejscu?

      Wyjechać. Wrócić można zawsze. A może to życiowa szansa której zmarnowania nie
      przebolejesz do końca życia ?
    • tumoi Re: mam problem ze sobą.... 07.05.03, 12:25
      Przecież Twoi rodzice mają dopiero po 60 lat! Nie są niedołężnymi staruszkami i
      na pewno jeszcze przez wiele lat będą sobie nieźle radzić. Rodzinnego domu (po
      śmierci rodziców) nikt Ci nie karze sprzedawać - planujesz dzieci, więc problem
      mieszkania dla nich gdy dorosną masz z grzywki. Zycie na wsi nie jest w
      dzisiejszych czasach takie uciążliwe (samochody, komórki).
      Nie bardzo rozumiem dlaczego mielibyście dojeżdżac codziennie 200 km? Źle
      zrozumiałam, że dom planujecie (no, może na razie planuje tylko Twój przyszły
      mąż)budować w pobliżu nowej pracy?
    • Gość: k Re: mam problem ze sobą.... IP: 80.48.253.* 07.05.03, 13:03
      Rozumiem Cie swietnie sama tkwie w podobnym dylemacie.Jestem jedynaczką
      mieszakam wraz z rodzicami w duzym miescie, zyjemy na poziomie nigdy niczego mi
      nie brakowało.Poznałałam mezczyzne mojego zycia planujemy slub w
      wakacje.Niestety on pochodzi z malenkiej miesciny gdzie nie ma szans na prace
      0 jakichkolwiek perspektyw, to pustynia.Bardzo go kocham ale mysl ze bede
      musiala wyjechac z mojego miasta przeniesc sie na prowincje zostawic rodzicow(
      za ktorych czuje sie odpowiedzialna tak jak kazdy jedynak) sprawia ze
      odechciewa mi sie wszystkiego, cały czas sie dołuje:(jestem przyzwyczajona do
      innego zycia, do duzego miasta gdzie wszytko mam pod reką do moich rodzicow z
      ktorymi jestem bardzo zwiazana maja tylko mnie.Nie chce tak przemeblowywac
      mojego zycia ale nie mam wyjscia:(( chodze i wyje, on nie chce zamieszkac w
      miescie , przeraza go zycie tu, jest szybsze drozsze,nawet nie chce o tym
      słyszec, jestem w kropce kocham go a jednoczesnie chciałabym inaczej czuje ze
      nie mam wyjscia i nie bede szczesliwa mimo ze kocham go nad zycie:((((
      • pesymistka000 Re: mam problem ze sobą.... 27.05.03, 07:54
        troszkę mnie nie było w internecie w ostatnim czasie, ale wracam ponownie do
        tematu. Smutno mi cały czas, naprawdę niewiele mi trzeba żeby się rozpłakać, w
        nocy nie śpię i tylko myślę o tym jednym. Kompletnie sobie nie wyobrażam życia
        na wsi. Ja jestem dziewczyną z miasta, lubię miasto, ruch, ludzi. Mam tu
        rodzinę, przyjaciół, swoje życie... Tam byłabym całkowicie sama, z mężczyzną
        życia i jego rodziną, z którą wcale nie chcę być tak blisko. Jak wyobrazić
        sobie zimę, mrozy, śnieg i nieprzejezdne drogi... a jeżeli zachoruję, a jeżeli
        zajdę w ciążę i będę miała problemy (boję się tego bo nawet teraz mam trochę
        problemów zdrowotnych), a szkoła dla dzieci, autobusy szkolne?? A moi rodzice,
        jak zachorują, co wtedy? Jak ja będę żyć, będę ganiać tam i z powrotem, miasto -
        wieś. Mogłabym sobie jeździć do miasta nawet 3 razy w tygodniu, ale co to za
        życie, jakie małżeństwo by z tego było?? NIe mielibyśmy w ogóle czasu dla
        siebie. Myślę i myślę i nic rozsądnego nie mogę wymyślić...nie wiem, może się
        mylę i wyolbrzymiam sytuację
        co o tym myślicie?
        • alfika Re: mam problem ze sobą.... 27.05.03, 09:17
          pesymistka000 napisała:

          Tam byłabym całkowicie sama, z mężczyzną
          > życia i jego rodziną, z którą wcale nie chcę być tak blisko.

          To całkowicie sama czy z mężczyzną życia?

          Mogłabym sobie jeździć do miasta nawet 3 razy w tygodniu, ale co to za
          > życie, jakie małżeństwo by z tego było??

          Czy Ty czasem nie dramatyzujesz, by przekonać swojego narzeczonego, aby
          zamieszkał z Tobą u Twoich rodziców?

          Po prostu pomyśl, czy chcesz być z tym mężczyzną całe życie, czy bardziej
          zależy Ci na pozostaniu z rodzicami, w mieście (tu nie ma miejsca na ocenianie
          co jest dobre, a co złe - Twój wybór będzie dobry, kiedy pokierujesz się
          sercem, podejmiesz decyzję, z którą będziesz czuła się lepiej - jaka by nie
          była - kiedy to będzie naprawdę TWÓJ wybór).
          Odważ się sama przed sobą przyznać, co wybierasz. Wiesz, że rodziców będziesz
          mogła zabrać do siebie, dom po nich to nie największa wartość, jaką Ci dali -
          jak sądzę :)
          Mam nadzieję, że nie wbijają Cię w poczucie winy, że zmarnujesz i ch dorobek -
          to byłby mało delikatny szantaż.

          I tak naprawdę to nie wiadomo, jak potoczy się dalej życie - nie zaplanujesz
          ani swoich chorób, ani długości życia rodziców, ani problemów, ani radości.
          Trochę można przewidzieć, ale Ty chyba za bardzo szczegółowo próbujesz
          przewidywać zdarzenia.
          Oby życie mile Cię zaskoczyło :)))
        • Gość: ToeToe Re: mam problem ze sobą.... IP: *.ihug.net 27.05.03, 10:36
          Przeczytaj "Toksycznych rodzicow"..
    • heti Re: mam problem ze sobą.... 07.05.03, 14:03
      Doskonale Ciebie rozumiem, chociaz nie jestem jedynaczka,
      to czuje się odpowiedzialna za moich rodziców. Strasznie
      sie boję co bedzie za jakis czas. Juz teraz ze strachem
      patrze na rodzicow, ktorzy juz nie sa w tak dobrej formie
      jak dawniej i gdy widze jak ich twarz pokrywa coraz
      wieksza siec zmarszczek, serce mi sie sciska z zalu ze za
      jakis czas moze ich zabraknac. Kiedy bylam nastolatka
      moje relacje z rodzicami byly bardzo trudne, teraz ten
      czas chcialabym im wynagrodzic, ale jest mi trudno bo
      niestety dzieli nas odleglosc. I bardzo tego zaluje ze
      nie ma mnie przy nich na codzien. Teraz jeszcze nie
      potrzebuja opieki, ale co bedzie pozniej. Nie potrafie
      zyc dniem dzisiajszym i nie myslec o tym co jest nieuchronne.
    • pesymistka000 Re: mam problem ze sobą.... 08.05.03, 14:06
      czyli jedynak ma przechlapane...
      nie ma żadnego dobrego rozwiązania, zawsze ktoś będzie cierpiał

      nie wiem, może się mylę w tym co myślę...
      może nie mam racji...

      na pewno czas rozwiąże sytuację tak czy inaczej
      ja też chodzę po domu i wyję, co wieczór w poduszkę, żeby nikt nie widział
      a przecież mam już swoje lata, nie jestem nastolatką, jestem dojrzałą osobą,
      która też chce być w tym życiu szczęśliwa

      że też życie stawia przed nami takie problemy
      no i po trosze wyzwania

      pozdrawiam wszystkich i dziękuję serdecznie za Wasze wypowiedzi
      • Gość: diabe Re: mam problem ze sobą.... IP: 157.25.126.* 08.05.03, 16:14
        Moja mama też była kiedyś jedynaczką, która bardzo kochała swoich rodziców i
        czuła się za nich odpowiedzialna. Rodzice powtarzali jej często, że jest ona
        ich jedynym oparciem i że liczą na jej wsparcie kiedy będą już starzy i
        niedołężni.
        Pewnego dnia moja mama poznała mężczyznę i zakochała się. Mężczyna chciał
        tworzyć własny dom, ale ona się nie zgodziła. Nie zgodziła się na wyprowdzkę od
        rodziców. Nie wiem czy mój ojciec tak bardzo ją kochał, czy był za słaby żeby
        postawić ultimatum, ale w rezultacie wprowadził się do teściów. Z czasem na
        świat przyszły dzieci. Przez ponad dwadzieścia lat mieszkaliśmy wszyscy razem.
        W domu panował stały konflikt na linii: teściowa - zięć. Z perspektywy czasu
        myślę, że oboje mieli rację. Podziwiam ojca, że przez tyle lat znosił
        uzaleznienie mojej matki od swoich rodziców. Ona nigdy się od nich nie
        uwolniła, nigdy nie rozpoczęła własnego życia. Zawsze, nawet przy okazji
        wakacji powstawał zawsze problem dziadków.
        Dopiero kiedy dziadkowie zmarli, a moi rodzice wyprowadzili się do domu, który
        sami wybudowali zaczęli na prawdę żyć. Stali się zupełnie innymi ludźmi, co nie
        jest tylko moją opinią.

        Nie mówię, że nie należy się opiekować rodzicami, czy utrzymywac z nimi
        kontaktów! Oczywiście, że trzeba; tylko że przy okazji trzeba pamiętać też o
        sobie. O tym, że nie można rezygnować z własnego życia, z własnego szczęścia!

        powodzenia,
        diabe
    • Gość: Meg Re: mam problem ze sobą.... IP: *.smstv.pl / 192.168.10.* 27.05.03, 10:58
      A co na to Twoi rodzice? I czy na pewno chcesz tego ślubu?
    • Gość: Imagine Re: mam problem ze sobą.... IP: *.unl.edu 27.05.03, 16:38
      pesymistka000 napisała:

      > Co byście zrobili na moim miejscu?

      Ja bym zostal tu gdzie jestes. A z drugiej strony ... oboje nie dorosliscie
      by byc w tym zwiazku. Kto tak naprawde dojrzewa do tego ?
      Pozdr, Imagine.
    • Gość: beberka Re: mam problem ze sobą.... IP: *.solar.silesianet.pl 27.05.03, 23:32
      Ja też mam lub raczej miałam podobny problem.Mnie trzyma w moim mieście nie
      tylko rodzina i przyjaciele ale i praca(nienajgorsza).Nasz związek rozpadł sie
      praktycznie bo moj narzeczony nie chciał iść na zadne ustępstwa.Nie chciał
      pracowac w oddziale firmy niedaleko mojego miasta(jestem pewna ze nawet sie o
      to nie starał).On chce mieszkac ze swoimi 50 letnimi rodzicami na wsi pod
      miastem w ich domu wybudowanym z myslą o nim i jego dzieciach.Jest uzalezniony
      od niezbyt madrych opinii matki.Chce jej dogodzić ,aby miała wmuki,synka i
      żródło finansów tzn jego pensję.Podjełam jednak działania,zeby miec tam przce w
      jego mieście.Pracy nie dostalam na razie.Ale on nic nie zrobił,abyśny mogli byc
      razem-zadnego poswiecenia z jego strony(nawet tymczasowego).Chciał mi znalezc
      inna prace -nie pytajac mi sie o zdanie.Gdy powiedziałam nie- on i jego rodzina
      stwierdzili,ze on w mojej okolocy nigdy nie bedzie mieszkać!
      A nasza miłość taka była nidelowa...ale nie pasowała do modelu jego i rodziców.
      odam,ze tez jestem jedynaczka a moi rodzice maja ponad 60 lat ,a on ma
      rodzeństwo.
      Jak mogę mu ufać skoro on wybiera dom i rodziców??
      • Gość: Imagine Re: mam problem ze sobą.... IP: *.unl.edu 27.05.03, 23:38
        Gość portalu: beberka napisał(a):

        > A nasza miłość taka była nidelowa...

        co to znaczy nidelowa. nawet jak pod L podstawimy literke po niej nastepujaca
        nic z tego nie wynika. moze Ci chodzilo o modelowa ? jesli tak mialo byc, to
        chce Cie przestrzec ze nie ma czegos takiego jak modelowa milosc. a juz ta twoja
        to z cala pewnoscia nia nie jest.
        Pozdr, Imagine.
    • Gość: pearl Re: mam problem ze sobą.... IP: *.ld.euro-net.pl 28.05.03, 01:04
      1) Po pierwsze, to jestem przeciwna mieszkaniu z rodzicami. Nigdy w życiu i w
      żadnym razie, chyba że nie ma innego wyjścia.

      2) Po drugie, to żadnego mieszkania w małym miasteczku, czy na wsi. Sama tak
      mieszkałam przez kilkanaście lat ze względu na pracę męża. To był koszmar -
      dzieci dowoziłam do szkoły 20 km do wojewódzkiego miasta. Latem było jeszcze
      nie najgorzej, ale zima, to dopiero była zabawa. Rodzina i znajomi zostali w
      owym mieście wojewódzkim, większe zakupy tez tylko tam. Właściwie, to przez
      cały czas jeździliśmy tam i z powrotem z trudem godząc pracę z potrzebami
      wyjazdowymi rodziny.

      Jeśli możecie, to zostańcie tu gdzie jesteście, bo na przejazdy wydacie
      majątek. Ale starajcie sie o własne mieszkanie, bo wspólne z rodzicami załatwi
      wasze małżeństwo w krótkim czasie.
    • Gość: Ewi Re: mam problem ze sobą.... IP: *.szpitalna.ngo.pl 11.06.03, 16:31
      Cos tu mi pachnie tym, ze ty jestes nadal mala
      dziewczynka, ktora nie wie czego chce. Przyzwyczajona do
      dobrobytu i stabilnosci, a nie do samodzielnosci. Moze
      nie zakladaj rodziny poki nie wydoroslejesz (niestety
      rodzice wtedy beda jeszcze starsi). A moze to oni nie
      widza Ciebie zameznej, wiec wszelkie przeszkody sa z tego
      powodu? Oczywiscie zawsze lepiej jest zyc w miescie niz
      na wsi i do tego jeszcze z rodzina przyszlego meza, ale
      takze zle jest mieszkac obok wlasnych rodzicow, ktorzy
      (niestety) stale beda wtracac sie w Twoje dorosle zycie.
      Dlatego tez NAJLEPIEJ dla Ciebie, to znalexc TRZECIE
      WYJSCIE. Moze sie pojawi?
      Powodzenia
    • smilla.jaspersen Re: mam problem ze sobą.... 11.06.03, 17:11
      Ja też jestem jedynaczką, mieszkałam w dość dużym mieście z rodzicami, wszystko
      dobrze się układało. Poznałam mężczyznę z drugiego końca Polski, zakochaliśmy
      się w sobie i właśnie jestem w trakcie przeprowadzki. Ja, bo mój narzeczony ma
      w swoim mieście dobrą pracę, z której nie może (nie chce?) zrezygnować. Na
      początku nie robiłam żadnych problemów, nawet cieszyłam się, że coś w moim
      życiu się zmieni. Niestety, dopiero teraz, już po podjęciu decyzji, widzę, że
      nie przemyślałam tego dobrze. To wszystko jest o wiele trudniejsze niż mi się
      na początku wydawało: nowe otoczenie, ludzie o zupełnie innej mentalności, zero
      znajomych i własnych spraw- na razie żyję życiem mojego faceta, żadnej
      przyjaznej duszy wokół. Do tego naprawdę trudno się przywyczaić i wiem, że
      czeka mnie długa droga. Na razie walczę, ale nie wiem, czy starczy mi sił.
      Druga sprawa- łatwo wam mówić: zostaw rodziców, nie jesteś dzieckiem, czas
      odciąć pępowinę. Ale czy wiecie jak to jest, kiedy rodzice są najbliższymi
      przyjaciólmi, na których zawsze można liczyć? Naprawdę niełatwo się z nimi
      rozstać.
      Pozdrawiam :)
      • pesymistka000 Re: mam problem ze sobą.... 12.06.03, 07:20
        zdecydowałam się jechać... jest to dla mnie naprawdę trudna decyzja życiowa,
        ale nie decydując się na wyjazd mogłabym bardzo dużo stracić, być może zbyt
        dużo. szkoda tylko że właśnie kiedy zaczynamy nasze życie we dwoje musimy
        podejmować takie decyzje, tak naprawdę wszystko dzieje się za szybko i w dużej
        mierze jest niezależne od nas obojga. Macie rację co do rodziców, ja też o tym
        wszystkim wiem i wcale nie chcę z nimi mieszkać, zgadzam się też i z moją
        przedrozmówczynią która pisze o samotności i obcym środowisku gdzieś tam,
        daleko od rodziny i przyjaciół.
        Chciałabym spróbować, to szansa i dla mnie i dla mojego przyszłego męża,
        podjęłam decyzję.
        Dziękuję wam wszystkim za wypowiedzi i pozdrawiam serdecznie
Pełna wersja