myslewiecjestem
08.05.03, 16:16
W wielu watkach pojawia sie temat bycia tu i teraz, zycia w czasie
terazniejszym, bez ogladania sie za siebie, jesli juz, to wlasnie
przed siebie. Czy w miare uplywu lat nie staje sie jasnym coraz bardziej,
ze ciekawosc jutra, nasze z zapartym tchem oczekiwanie "czegos tam", staje
sie wspomnieniem ? Stad moje pytanie: czy przypadkiem wszystko czym jestesmy,
do czego mozemy sie odwolac nie jest wlasnie schowane w pamieci ?
Chodzimy, czytamy, projektujemy, piszemy tylko dlatego ze w przeszlosci stalo
sie cos, co umozliwia nam te wszystkie czynnosci. Moze jednak nasze zycie
to przeszlosc ? Moze warto rozpamietywac lata, ktore minely, zatapiac sie we
wspomnieniach, saczyc aromat mlodosci ?
Dochodze do wniosku, ze tu i teraz jest jak surowe mieso, ktore dopiero
poddane obrobce (czasu ?)nabierze smaku i "bukietu". Zauwazylem ze wspomnienie
o wakacjach niejako wygladza je, pozbawia malych upadkow, niewygodnosci,
zostawiajac wspomnienie tych jedynych, cudownych chwil.
Moze wiec przeszlosc nie jest taka zla ? Moze tu i teraz musi dojrzec w
pamieci jak wino w chlodnej piwnicy. Im dluzej tym lepiej.
Pozdrawiam.
Myslewiecjestem.