watruszka
24.03.07, 00:12
Mam w życiu wiele pasji, trudno zliczyć je wszystkie. Ale żadnej nie umiem i nigdy nie umiałam oddać się bez pamięci. W żadnej z pasji nie osiągnęłam szczytów perfekcji. Bo 50 procent mojego życia i myśli zajmuje jedzenie. Od kilku lat, a dokładnie od momentu, w którym o mały włos nie wpadłam w anoreksje. Obyło się bez lekarzy, po prostu płacz mojej mamy zmusił mnie do jedzenia. Strasznie przykro mi się zrobiło, że moja własna matka płacze nad moim umartwionym, niedożywionym ciałem. I zaczęłam jeść. Miałam wtedy 17 lat. Dziś mam 24 lata - i dalej jem. W tym czasie byłam przez jakiś czas w Moskwie, gdzie poważnie schudłam, ale już z głową. Potem znowu przytyłam. Teraz studiuję. Lubię się uczyć, ale wszystkie akapity, które czytam, kończą się myślą o jedzeniu. Staram się ograniczać. Udaje mi się to, póki jestem na uczelni. Ale gdy tylko wracam do domu, 1000 kalorii, które zjadłam w ciągu całego dnia, zwiększają się do 2500. Średnio. Takie napady mam prawie codziennie. Zauważyłam, że objadam się w nast. sytuacjach:
1. jestem w domu, sama (albo nawet nie sama, bo w ukrywaniu obżarstwa doszłam do perfekcji).
2. muszę się uczyć (tzn. wkuwać coś na pamięć). Ucząc się w bibliotece, gdzie do lodówki dostępu nie ma, nie mam tego problemu.
3. rano, gdy zostaję sama w domu
4. jak tylko jest w kuchni coś słodkiego.Wtedy nie myślę o skutkach:(
5. oczywiście, gdy jestem zestresowana
6. nawet z radości jem:(.
A przy tym jestem beznadziejna, gruba i staram się odchudzić. Ostatnio obżeram się jabłkami, jeżdżę na rowerze 30 minut dziennie, ale schudnąć za nic nie mogę:(
Czy ktoś z Was myśli naprawdę, ale to naprawdę tylko o jedzeniu?