Dodaj do ulubionych

Bardzo się boję

14.05.03, 11:29
Jest tak: mam 29 lat, cierpię fizycznie z powodu bólu chorych st. biodrowych
i kolanowych (w biodrach już zmiany zwyrodnieniowe postępujące). Mam bardzo
dużą nadwagę, w dodatku jestem w ciąży - planowe rozwiązanie ma być w
sierpniu, w zależności od dojrzałości płodu, więc nie wiem dokładnie jeszcze
kiedy. Mam już jedno dziecko, bardzo żywe, aktualnie ma 2 latka i 4 miesiące.
Widzę, jak bardzo sobie nie radzę, nie jestem fizycznie zdolna do wychodzenia
z nim na spacery, więc mimo, że jestem już w domu na zwolnieniu, od spacerów
ma opiekunkę, która przychodzi i jest do naszej dyspozycji od 10 do 15. Cały
czas myślę o tym, jak bardzo sobie nie radzę, czuję się naprawdę źle - i
fizycznie i psychicznie. Z przerażeniem myślę o czasie, kiedy wyląduję w domu
po drugiej cesarce z noworodkiem (jeszcze oby zdrowym!) i 2,5 latkiem.
Opiekunki już wtedy nie będzie, bo nie chce być przy dwójce dzieci i jej
prawo. Poza tym już teraz ledwo nas stać na płacenie jej, później przecież
pieniądze będą jeszcze bardziej potrzebne. Moje przyszłe życie z dwójką
dzieci jawi mi się jako straszny koszmar, któremu nie podołam. Po pierwszym
dziecku miałam depresję, ale to jakoś szybko minęło i miałam wiele energii do
spacerków, zabawy z dzieckiem, ćwiczeń fizycznych itp. Na moją mamę nie mam
co liczyć, i to wcale nie dlatego, że jest strasznie zła i okropna (bo nie
jest) - po prostu nigdy się dobrze nie dogadywałyśmy, owszem, przychodzi do
mojego synka raz-dwa razy tygodniowo, w 90% przypadków wtedy, kiedy sama ma
na to ochotę i czas. Ile razy przyjdzie teraz, tyle razy powtarza mi, że na
pewno sobie nie poradzę, żeby już terazzukać płatnej pomocy, nie bardzo
dociera do niej, że na płatną pomoc raczej nas nie stać. Mówi wtedy o tym, że
musimy oszczędzać. Na czym, pytam? Wszystkie pieniądze wydajemy na opłaty i
jedzenie. Nie kupować owoców?? Ile zaoszczędzę i na co to przeznaczę?? Z
mojego punktu widzenia jest to śmieszne (teksty o oszczędzaniu). Jak opanować
ten obsesyjny paraliżujący mnie strach przed dalszym życiem, z dwójką
dzieci?? Strach o własne zdrowie, o zdrowie drugiego dziecka, o byt?? Jak
wykrzesać z siebie siłę i energię do walki o siebie i do codziennego życia?
Może ktoś z Was miał podobny stan, podobne obawy i wyszedł z tego zwycięsko?
Obserwuj wątek
    • farsa Re: Bardzo się boję 14.05.03, 12:27
      aga, cholera, nie wiem, co powiedzieć i pewnie nikt nic szczególnego Ci nie
      powie. najcudowniej byłoby, gdybyś była zdrowa. a na to (skuteczne lecznie) -
      nie ma pewnie szansy do rozwiązania albo jeszcze dłużej.
      wiesz, mnie bardzo pomogła mama po urodzeniu drugiej córki. wiązało się to z
      jej przyjazdem do nas, co nie było najlepszym rozwiązaniem, ale uwierz mi - w
      tamtym momencie było to jedynie słuszne rozwiązanie.
      pomyśl o wsparciu ze strony rodziny. nie namawiam do tego, albowiem są minusy
      takich "wsparć", jednak w tak zwanym ogólnym rozrachunku, czasem warto i trzeba.

      wzruszył mnie Twój list
      • farsa ale jeśli nie mama... 14.05.03, 12:36
        ...to kto pomoże?
        • naturella Re: ale jeśli nie mama... 14.05.03, 13:03
          Aguś, nie potrafię Ci pomóc, nie umiem odpowiedzieć na Twoje pytanie, ale jesli
          mogę Ci coś radzić tak bardzo przyszłościowo, to dla własnego zdrowia
          schudnij... jeśli tego nie zrobisz, to zmiany w stawach będą się pogłębiać... a
          przecież jesteś młodą kobietą, powinnaś biegać z dzieciakami po parku. Aga,
          przepraszam, jeśli Cie uraziłam, nie chciałam tego. Tylko mam przykład koło
          siebie - moja przyszła teściowa jest osobą o dużej nadwadze, jedzącą sporo i
          mającą straszne problemy ze zdrowiem - oprócz zmian w stawach kolanowych i
          biodrowych jeszcze zbyt wysokie ciśnienie - teściowa stale narzeka na swoje
          zdrowie, ale jednocześnie nie robi nic, żeby schudnąć. A jest młodą, 50-letnią
          kobietą...

          Aga, życzę Ci powodzenia, nie będzie tak źle:)
    • tumoi Re: Bardzo się boję 14.05.03, 13:04
      W Twojej sytuacji (choroba, żywe dziecko, brak pomocy i zrozumienia ze strony
      mamy, niebyt duże dochody) wiele kobiet z lękiem patrzyłoby w przyszłośc.
      Wydaje mi się, ze głównie biorą się one z Twojego poczucia osamotnienia i braku
      oparcia w innych osobach, z tego co piszesz tylko opiekunka Ci pomagała. Nic
      nie piszesz o swoim mężu.
      Rozejrzyj się wokół i zastanów się kto z Twojego otoczenia (sąsiedzi,
      koleżanki, dalsza rodzina) mogłby Ci pomóc w opiece nad dziećmi. Nie wstydź się
      o nią prosić. Może nawiązałabyś, dzięki internetowi, kontakt z osobami z Twojej
      miejscowości. Na pewno wśród nich znjdzie się ktoś kto będzie Cię wspierał.
      • Gość: irra Re: Bardzo się boję IP: 130.94.123.* 14.05.03, 13:42
        • irra Re: Bardzo się boję 14.05.03, 13:46
          Ago,mamo,zono.
          Zamiast siedziec i jojczyc nad swa przyszloscia zrob cos
          dla siebie,swoich dzieci i meza!
          Popadasz w marazm ,poddajesz sie mu i ciagniesz za soba
          najpierw meza potem synka i dalej brniesz gmatwajac zycie
          nie podejmujac nawet proby wyjscia z tej sytuacji wrecz
          przeciwnie tyjesz uszkadzajac nastepne stawy ,zachodzisz
          w ciaze i rozpaczasz nad nienarodzonym dzieckiem.
          Obudz sie!!!!Pomysl ze przeszlosci nie ma jest TYLKO
          przyszlosc!Zdajesz sobie sprawe ze
          w twoim przyapdku nie stalo sie nic nieodwracalnego.
          Schudnij /to mozliwe,trzeba chciec/ i zacznij zyc.
          Chodzic na spacery z dziecmi i mezem i cieszyc sie ze
          trzymasz zycie za rogi a nie ono ciebie za gardło.
          Jestes winna to mezowi i dwom zyciom ktore powolalas
          na ten piekny swiat.Zycze ci wiary w siebie i sily do
          prawdziwego odpowiedzialnego zycia.
    • tumoi Re:do Irry 14.05.03, 14:25
      Rady typu "weź się w garść" dawane osobom na pograniczu załamania i depresji
      mozna o dupę rozstrzaskać. Jestem pewna, że Aga doskonale wie, że ma dzieci,
      męża a nadwagę musi zrzucić, ale nie ma teraz sił fizycznych i psychicznych na
      pozytywne spojrzenie na świat. Potrzebuje konkretnego wsparcia.
      • irra Re:do Irry 14.05.03, 14:38
        tumoi napisała:

        > Rady typu "weź się w garść" dawane osobom na
        pograniczu załamania i depresji
        > mozna o dupę rozstrzaskać. Jestem pewna, że Aga
        doskonale wie, że ma dzieci,
        > męża a nadwagę musi zrzucić, ale nie ma teraz sił
        fizycznych i psychicznych na
        > pozytywne spojrzenie na świat. Potrzebuje konkretnego
        wsparcia.

        Sadzisz ze Aga nie wie ze jest osamotniona nie ma
        oparcia w innych?Rada typu "rozejrzyj sie wokol"
        i "zastanow sie" itd pochodzaca od ciebie nadaje sie
        do roztrzaskania o to samo co moja.Aga potrzebuje
        konkretnego wsparcia a kazdy z nas daje jej takie
        wsparcie jakie uwaza za sluszne.
    • cossa Re: Bardzo się boję 14.05.03, 17:11
      podstawowa rzecz: zwalczyc strach. on moze paralizowac,
      wykrzywiac rzeczywistosc, powodowac poczucie bezsilnosci.
      przykre, ze nie mozesz polegac na mamie. ale przynajmniej
      wiesz na czym stoisz. na to nie masz wplywu. ale
      zastanawia mnie czy przypadkiem Twoje przerazenie nie
      wynika z faktu, ze slyszysz to co slyszysz od swojej
      matki. sytacja jest, czy tez bedzie trudna, ale nie
      beznadziejna! ta opiekunka, ktora teraz jest chce odejsc.
      ok, mysle, sie sie znajdzie ktos na jej miejsce. i czasem
      nawet za mniejsze pieniadze. przeciez nie musi
      przychodzic codziennie.. jesli mieszkasz w wiekszym
      miescie mozesz zainteresowac sie wolontariszami. oni tez
      moga pomoc.

      ale najwazniejsza jestes Ty sama. decyzje o dziecku
      powinny byc podejmowane w pelni odpowiedzialne. jestes
      odpowiedzialna za swoje dzieci - Ty i Twoj maz. wydaje mi
      sie, ze z poczucia odpowiedzialnosci mozna czerpac wiele
      sily, tym bardziej, ze jeszcze dluugo bedziesz bardzo
      potrzebna swoim dzieciom. pisano o schudnieciu. zapewne
      probowalas. wiem, ze to nie proste - sama sie z tym
      borykam, ale pomysl o tym, ze jestes komus potrzebna. dla
      dzieci warto zadbac o siebie.

      mysle, ze powinnas wziac zycie w swoje rece. przestac
      sluchac narzekan mamy, ze nie dasz rady. to do niczego
      nie prowadzi.
      wprawdzie to byla inna zupelnie sytacja, ale kiedys, na
      samym poczatku studiow sprezentowalam zalamanej kumpeli
      karteczke na ktoej bobas trzyma papier toaletowy, a pod
      obrazkiem stosowny napis - "zesram sie a nie dam sie!".
      wiesz, ze ma ja do dzisiaj? i ciagle wisi w centralnym
      miejscu. i skutkuje - co najwazniejsze!:)

      sila jest w Tobie:) sila jest w milosci do dzieci. zycze
      Ci bys ja odnalazla:)

      cossa

      pees. i do innych respondentow w tym watku: przestancie
      komentowac rady innych. kazdy radzi jak moze. krytyka
      potrzebna jak najbardziej, ale oby byla konstruktywna.
      • saana Re: Bardzo się boję- ja czasem tez. 14.05.03, 19:29
        Droga Pani
        Kazdy z nas ma chwile w ktorej sie boi. I nie wie jak wybrnac. Niestety im
        wiecej czasu ma sie na rozmyslania tym gorsze czasem sa efekty i wieksza
        depresja. Ja sama mialam chwile kiedy widzialam jak cale moje zalozenia na
        pzrzyszlosc opieraja sie na malych pajeczych nitkach. I w kazdej chwili
        wszytsko moze runac a zaryzykowalam cale swoje zycie. Nowy partner , nowy kraj,
        nowa praca. Nauczylam sie z tym zyc. Czasem trudnosci przede mna sa tak
        wielkie a moje mozliwosci wydaja mi sie tak male ze boje sie i czuje sie jak
        aktor ktory musi przejsc przez przedstawianie . Wstaje rano i mysle zeby ten
        dzien sie skonczyl. I dany dzien biegnie inaczej niz zakladalam. Bardziej
        optymistycznie. To daje motywacje do nastepnego- oczywiscie wtedy dostaje w
        leb , no ale karuzela toczy sie.
        Nie mam odlozonych pieniedzy nie mam emerytury, nie mam wlasciwie gdzie
        wracac.stazeje sie trace przyjaciol na nowych nie moge wciaz liczyc, moj maz z
        ktorym chce zyc moze w kazdej chwili wpasc pod samochod,jego organizm- kazdy
        organizm ludzki jest tak delikatny -ale w czasie tego przedstawienia nie
        pamietam o tym.
        Nie potrafie wczuc sie dokladnie w Twoja sytuacje ale probuje Ci pokazac, ze
        strach siedzi w Tobie, i ze nie jestes jedyna , ktora sie boi. Jednoczsnie,
        jezeli wstaniesz rano usmiechniesz sie to moze podobnie do mnie bedziesz
        aktorka na scenie i zapomnisz o calej sytuacji. Zycze Ci zebys nauczyla sie tak
        zyc bo nie da sie wszystkich probemow rozwiazac.
        Z rad praktycznych, nie potrafie Ci dac innej rady niz naturella . Jak urodzisz
        schudnij. jest mnostwo pastylek wypelniajacych zoladek. i ograniczajcych
        spozycie pokarmow.Koniecznie zrob to pod kontrola lekarza. Choroby stawow mozga
        wynikac z przeciazen.
        powodzenia
    • agacz2905 Re: Bardzo się boję 14.05.03, 21:41
      Dziś byliśmy z mężem u lekarza i na usg. Moje II dziecko waży już prawie
      kilogram i jest "chyba dziewczynką". Jesteśmy zmęczeni, niewyspani (dwulatek-
      explorer plus wieczne niedospanie męża plus moje złe samopoczucie fizyczne),
      ale razem. Moim problemem jestem niestety wyłącznie ja sama i całe ponure,
      nazwijmy to, dziedzictwo, jakim zapewne niechcący "obdarzyli mnie" rodzice.
      Realne problemy fizyczne, fizyczny ból, ale także psychiczne doły z tym
      związane. Miałam w życiu bardzo wiele operacji, stad moja silna fobia przed
      alloplastyką stawów biodrowych... Jedyną operacją na jaką muszę się teraz
      godzić jest druga cesarka, tu już nie mam wyjścia. Chudnięcie - cóż, po
      pierwszej ciąży pięknie schudłam, i to wyłącznie dzięki odstawieniu słodyczy i
      ćwiczeniom aerobowym ważyłam nawet nieco mniej niż przed ciążą. Potem - powrót
      do pracy, słodycze, alkohol, brak ruchu, błyskawiczne tycie...Nie warto o tym
      teraz pisać. Chcę tylko napisać, że nie jestem samotną matką, co sugerowali
      niektórzy, a mąż jest dla mnie dużym wsparciem i wielką wygraną na loterii
      życia. Oczywiście nie załatwi mi to zdrowych stawów (choruję od urodzenia, a
      do okresu dojrzewania byłam wręcz kościotrupem, więc to nie z nadwagi stawy mi
      siadły), ale przynajmniej założyliśmy w miarę fajną i normalną rodzinę, jakże
      różną od tej, w której żyłam 25 lat, czyli do dnia ślubu. Marzyłam o takiej
      rodzinie i mam, marzyłam o dzieciach, nie licząc się bardzo z możliwością ich
      zrodzenia (wg. lekarzy marne szanse) - i za 3 miesiące powitamy już drugiego
      (i ostatniego) dzidziusia. Wniosek: udane życie rodzinne i spełnienie pewnych
      istotnych pragnień nie powoduje automatycznie pokonania życiowych trudności,
      lęków, ograniczeń i realnego cierpienia. Banalne? Chyba tak, w dodatku jakżeż
      mało odkrywcze. Pozdrawiam Was, bądźcie ze mną czasem choć myślami....zwłaszcza
      w I połowie sierpnia :)
      Agnieszka

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka