sulamita
13.04.07, 23:45
Ostatnio byłam na mieszanym wyjeździe w plener.Zrobiła się piąta i niemal w
tym samym momencie dwie moje znajome rzuciły do mężów - jedna( dość
apodyktycznie):zrób mi kawę, druga:Miśku, zrobić ci kawę?(zabrzmiało to
intymnie i seksownie, a nie poddańczo).
Zastanowiłam się leniwie jaki to ma przekład na relacje małżeńskie.
U mnie nikt o to nie pyta. Rano kawę robi mąż, bo ja szykuję młodych do
szkoły.Nie uzgadnialiśmy tego.Przed dziećmi kawę robiłam ja.Kawka popołudniowa
(herbatka)zależy od tego, kto pierwszy jest w domu.Częściej ja, ale czasami
mąż.Na wyjeździe - robimy kawę dla dwojga - chcesz, bo robię dla siebie?albo
napijemy się kawki? Kurcze, może zabrnęliśmy w zbytnie kumpelstwo?
Ale pewna grupa moich koleżanek uważa robienie porannego napoju mężowi
(partnerowi) za swój nieodzowny obowiązek.Pewna natomiast uważa to za
obowiązek partnera.Tak ma być!
Ja jestem w grupie trzeciej, poza obowiązkiem.
Czy takie codzienne polecenia(prośby) są jakimś symptomem układów w zwiążku?
Ciekawa jestem Waszych obserwacji!