Rozwód...

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.03, 21:26
Czy ktoś z Was może mi poradzić jakie kroki, ew. dokumenty (opłaty) należy
skompletować oraz gdzie je złożyć w przypadku rozwodu. Nie mamy dzieci i
raczej niewielki wspólny majątek....Chyba wreszcie się zebrałem w sobie,
dalsze ,,brnięcie'' będzie jeszcze gorsze dla obydwu stron. Pozdrawiam
wszystkich.
    • myslewiecjestem Re: Rozwód... 19.05.03, 21:34
      Gość portalu: Nico69 napisał(a):

      > Czy ktoś z Was może mi poradzić jakie kroki, ew. dokumenty (opłaty) należy
      > skompletować oraz gdzie je złożyć w przypadku rozwodu. Nie mamy dzieci i
      > raczej niewielki wspólny majątek....Chyba wreszcie się zebrałem w sobie,
      > dalsze ,,brnięcie'' będzie jeszcze gorsze dla obydwu stron. Pozdrawiam
      > wszystkich.

      gratuluje. dobrze, ze nie ma dzieci.
    • saana Re: Rozwód... 19.05.03, 21:35
      najpierw sie sklada pozew do sadu. mozesz pojsc do adwokata zeby Ci pomogl
      napisac taki pozew. Potem sie czeka na rozprawe. Sad zarzada koszty w
      zaleznosci od zarobkow.
    • Gość: nico69 Re: Rozwód... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.03, 21:45
      Czy długo się czeka na rozprawę? słyszałem że są dwie. Domyślam się, że bez
      adwokata się nie obejdzie. Zastanawiam się tylko jak się do tego
      przygotować...brat mojej żony jest prawnikiem i obawiam się że pomimo dobrych z
      nim układów zbyt łatwo nie będzie. Ja ,,teoretycznie'' od września nie mam
      pracy i tylko moja żona pracuje więc mam nadzieję że ,,wystaczy mi na ten cały
      pasztet'' Jakie to mogą być koszty? (sądowe i adwokat).
      A co do dzieci to już zupełnie inna historia, ale chociaż pod tym względem jest
      mi lżej, ale czy łatwiej?.
      • Gość: a Re: Rozwód... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 19.05.03, 22:04
        słuchaj , a może nie warto się rozwodzić ,może warto spróbowąc?
        Pomysl...własciwie prosze zastanow się...
        • myslewiecjestem Re: Rozwód... 19.05.03, 22:36
          Gość portalu: a napisał(a):

          > słuchaj , a może nie warto się rozwodzić ,może warto spróbowąc?
          > Pomysl...własciwie prosze zastanow się...
          przeciez oni juz probowali.
      • Gość: brenda Re: Rozwód... IP: *.de.ibm.com 20.05.03, 09:17
        Gość portalu: nico69 napisał(a):

        > Czy długo się czeka na rozprawę? słyszałem że są dwie. Domyślam się, że bez
        > adwokata się nie obejdzie.
        Oczekiwanie - w zależności od miasta i tłoku w sadzie. W Warszawie np. na
        pierwszą rozprawę czeka się kilka miesięcy. Pierwsza owowiązkowa
        jest "pojednawcza", jeśli nie ma problemów do rozstrzygnięcia, jest szansa, że
        rozwód MOZE być orzeczony już na drugiej, po odczekaniu kolejnych kilku
        miesięcy. Całość przy dobrych układach (i adwokacie, który przyspiesza
        wyznaczanie rozpraw) może trwać około pół roku.

        Bez adwokata można się świetnie obejść, zapewniam, ale do tego potrzebna
        jest "dobra wola" obu stron. Tzn. adwokat nie będzie ci potrzebny, jeśli
        dogadacie się między sobą co do podziału majątku a przede wszystkim samego
        rozwodu. Myślę jednak, że skoro twoja żona ma w rodzinie prawnika, to nie
        pójdzie gładko, bo będzie wynajdywał wszelkie kruczki żeby ją lepiej
        zabezpieczyć (np. poprzez orzekanie o twojej winie - może się to wiązać z
        koniecznością płacenia byłej żonie alimentów, podział majątku)itd.
        Nie piszesz nic, jak na tę sytuację reaguje towja żona, czy też ma dość tej
        sytuacji, czy będzie obstawać przy utrzymaniu tego małżeństwa?


        Jakie to mogą być koszty? (sądowe i adwokat).

        Koszty zależą od widzimisię sędziego - taka jest prawda. Nie jest to jakaś
        prosta zależność z poziomem zarobków, znajomym zasądzono prawie dwa razy tyle
        co mnie, mimo że moje zarobki były znacznie wyższe. Adwokat - znajomy płacić 2
        tysiące za uczestnictwo w 2 rozprawach. Ale rozbieżności na pewno są duże.

    • Gość: Nico Re: Rozwód... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.03, 22:42
      ...wiesz, zastanwiam się już prawie półtora roku, zamęczam wsztystkich dookoła
      i siebie. Ale nie potrafię już być szczęśliwy z żoną(. Wiem że to może brzmi
      okrutnie, ale naprwdę już nie potrafię. Choć zewnętrznie są przesłanki aby było
      ok...ale to coś, a raczej ten ktoś ,,tkwi we mnie''. Może to żałosne, bo pewnie
      tak mówi każy facet który znudził się żoną. Ale ja myślę, że my się poprostu
      zmienilismy i bardzo oddaliliśmy...trudno teraz cokolwiek budować w
      małżeństwie. Tym bardziej że spotkałem kogoś...wiem, że może idealizuję, ale
      bardzo nie chcę zmarnować życia. Tylko nikt nie daje recepty...
      • procesor Re: Rozwód... 19.05.03, 23:23
        A za kolejnych kilka lat nowa żona, bo ta tez już..
        Napisałeś: "Choć zewnętrznie są przesłanki aby było ok...ale to coś, a raczej
        ten ktoś >tkwi we mnie<".

        Własnie - jeśli to tkwi w tobie zmiana żony nic nie da. To czeste zachowanie -
        zamiest zmienic sieie chcemy zmieniac innych - albo starając sie o zmiane
        wewnętrzną albo wymieniając całą osobe.
        A powinnismy zacząc od siebie.

        A co na to mówi twoja żona??
    • Gość: Nico Re: Rozwód... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 19.05.03, 23:46
      Może to prawda co piszesz, a może to przejęzyczenie z mojej strony. Pewnie masz
      troche racji co do mojego postępku, ale uwierz mi nie mogę tak się dłużej
      taplać w błocie. To chyba nikomu nie wychodzi na zdrowie. A może wiesz jak
      zaprogramować uczucia? Wbrew pozorom nie jestem typem ,,z kwiatka na kwiatek'',
      choc pewnie wiele można mi zarzucić.(
      • procesor Re: Rozwód... 20.05.03, 00:00
        Nie moge cię ocenić, choc może odruchowo to czynię.
        Cóż o tobie wiem? pare strzępów informacji.

        Ale zawsze warto zrobic porządek w swoim wnętrzu i wiedziec co tam sie ma i czy
        to równo poukładane. A nawet jak nie poukładane - to wiedziec coe tam jest a
        czego nie ma.
        Nie tylko w takich momentach przełomowych w zyciu.
      • Gość: say Re: Rozwód... IP: *.pwsbia.edu.pl / 172.16.102.* 22.05.03, 18:27
        a przypomnij sobie jak ją kochałeś i dlaczego się z nią ożeniłeś
    • gso Re: Rozwód... 20.05.03, 09:21
      Rozumiem, że decyzję już podjąłeś, podam więc potrzebne ci informacje.
      Należy napisać pozew i złożyć go w sądzie okręgowym właściwym dla miejsca
      zamieszkania. Do pozwu dołącza sie załączniki :
      1. odpis zupełny aktu małżeństwa (nie skrócony), otrzymać go można w USC.
      2. zaświadczenie o dochodach, potrzebne do ustalenia tzw. wpisu tymczasowego.
      W pozwie można wnieść o zwolnienie z kosztów postępowania, samą jego treść
      dobrze byłoby skonsultować z adwokatem, nawet jeśli nie będzie on później
      występował w sprawie.
      Żeby wszystko poszło szybko i w miarę bezboleśnie, obydwie strony muszą być
      pewne, że tego chcą, powtarzam OBYDWIE muszą podjąć decyzję, że chcą się
      rozejść i co ważniejsze w jaki sposób. Wtedy obywają się dwie rozprawy w
      odstępie około 1 miesiąca i jest po wszystkim, jeśli nie ma dzieci to
      niepotrzebni są nawet świadkowie.
      Ze strzępów informacji, które tu wyczytałem wynika, że wyrok będzie z
      orzeczeniem twojej winy, o ile żona w ogóle zgodzi sie na rozwód.
      I to wszystko. Nie życzę powodzenia, bo jakby to gładko nie poszło to zawsze
      paskudna sprawa.
      • Gość: a do procesora IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.05.03, 11:33
        wiesz co prcesor...na zmiane musi byc chęć,ja tak obserwuję i myślę,ze
        odpowiedzialności trochę nam brakuje...widzę często takie zachowanie,jak nie
        wychodzi to trzeba rezygnowac ,bo po co się męczyc...ale mowię o
        małżęnstwach,ktore np były ze soba 10 lat i było dobrze ..a tu nagle cos
        zgrzytnie nie po mysli ,ktorejś ze stron i nie ma rozmowy..jesteśmy byle
        jacy,nie wiem czy satć na s na stablinośc..uczucie nie trawa wiecznie,zawsze
        jesteśmy narazeni na kontakt z innymi ludxmi i na fascynację inna osoba...a
        dane słowo,a pzrysięga?jak ludzie mysla to tragedii nie moze byc...znam
        małżeństwo,ktore pzred rozwodem ani razu nie rozmawiało ze sobą o
        uczuciach...o tym ,że cos sie nieukłada,że cos mozna zmienic,nie było pytania-
        co możemy zrobic,zeby uratowac małżeństwo.Ona raz zła, odmowiła mu łżka,a on
        odebrał to jak policzek i od razu poszedł ją zdardzic,ona potzrebowała
        czułości i tez poszła.Ludzie....może trzeba dojrzeć do małżęństwa ,może do
        zycia?Najbardziej przeraża mnie byle jakość...a Ty Nico...z tego co piszesz
        wynika ,ze żona razcej nie ma ochoty na rozwód...a tamta pannica?Wyjedź Nico
        na wczasy sam ze soba i uporzadkuj swoje życie.Jesli choć raz byłęś szceśliwy
        ze swoja zoną...to widac było warto...Kurcze ja tak bym chciała wierzyć,ze cos
        może byc trwałego...a tak po co pzrysiegać?skoro to tylko miła uroczystośc a
        nie powązna życiowa sprawa.Do dupy tak.
        • Gość: isztar Re: do procesora IP: *.lodz-retkinia.sdi.tpnet.pl 21.05.03, 14:43
          no... moze sprobujcie... nie wiem nie mam zadnego doswiadczenia w tym, ale
          pogadajcie, moze to przejsciowe, moze sie ulozy... Podstawa zwiazku to rozmowa.
          Przeciez mezczyzna i kobieta tak naprawde NIE MAJA O SOBIE POJECIA. Naprawde
          jestesmy z dwoch roznych planet. I trzeba mowic o WSZYSTKIM, bo odbieramy swiat
          zupelnie roznie. Nie wiem jak bylo, moze juz zrobiles wszystko, co mogles, ale
          moze jeszcze nie? Zastanowcie sie obydwoje czego Wam brakuje i powiedzcie to
          sobie. W glebi serca chyba jeszcze nie wszystko wygaslo co? Jesli jest
          jakakolwiek nadzieja, to wykorzystajcie to i zrobcie wszystko, zeby sie Wam
          udalo. Moze powiniscie pojsc do specjalisty, wiem, ze naprawde wiele
          malzenstw "na skraju" w ten sposob ulozylo sobie wszystko od nowa RAZEM.
          Sprobujcie, na pewno warto. Nie mozna isc na latwizne, trzeba zapracowac na
          szczescie. To tak jak z kwiatkami, sa piekne, ale nie podlejesz pare razy i
          wiedna. Ale jak sie nimi zajmiesz, to odzyja z powrotem. Bedzie dobrze. Trzymaj
          (cie) sie! Pozdrawiam.
        • procesor Re: do procesora 22.05.03, 23:34
          a napisała:
          "...znam małżeństwo,ktore pzred rozwodem ani razu nie rozmawiało ze sobą o
          uczuciach...o tym ,że cos sie nieukłada,że cos mozna zmienic,nie było pytania-
          co możemy zrobic,zeby uratowac małżeństwo.Ona raz zła, odmowiła mu łżka,a on
          odebrał to jak policzek i od razu poszedł ją zdardzic,ona potzrebowała
          czułości i tez poszła.Ludzie....może trzeba dojrzeć do małżęństwa ,może do
          zycia? Najbardziej przeraża mnie byle jakość..."

          Procesorka wie że do zmian trzeba dojrzec - a w związku komplikacja jest fakt
          że dojrzec musza do nich dwie osoby. :)
          Ale najlepiej by dojrzałe osoby wstępowały w zwązek małżeński, czyż nie?
          Nie MOŻE trzeba dojrzec do małżeństwa - TRZEBA! A jak jest - widać nawet na
          forum.
          Gdy czytam że małżeństwo przez 10 lat nie rozmawiało ze soba o uczuciach - brrr!
          To o czym? O zakupach i praniu? Nie mówię że trzeba prowadzic zawiłe
          filozoficzne dysputy - ale warto wiedziec co myśli druga osoba. A nie myślec że
          się wie..
    • anna_bella Re: Rozwód... 21.05.03, 10:17
      Nico69,
      a jak radzisz sobie z wyrzutami sumienia?? Masz wogole takie? Napisz na priva,
      jesli masz ochote. Zrobilbys ten krok gdyby nie ktos 3?

      Pozdrawiam.
      • Gość: firanka Re: Rozwód... IP: 212.244.188.* 21.05.03, 16:28
        tak krotko - w kwestii formalnej - orzekanie o winie ma sie nijak do podzialu
        majatku. majatek dzieli sie w taki sam sposob - bez wzgledu na kwestie
        orzekania o winie. Roznica moze dotyczyc kwestii ponoszenia kosztow sadowych.
        Jesli chodzi o alimenty, to faktycznie jest pewien wplyw orzekania badz nie o
        winie na te kwestie (a dokladnie zdaje sie - strona "winna" nie moze domagac
        sie alimentow od tej niewinnej), ale i tak "urzedowo" alimenty naleza sie tylko
        dzieciom. Obowiazek alimentacyjny wobec ex-malzonka istnieje tylko wtedy, jesli
        roznice w statusie materialnym malzonkow sa naprawde znaczne,to znaczy, jesli
        np. jedno z nich z powodu rozwodu pozostaje w ubostwie, a drugie plawi sie w
        luksusie.
        Adwokat raczej nie przyspieszy specjalnie trybu ustalania rozpraw sadowych -
        robia co chca.
        to tyle;)
    • Gość: Nico Re: Rozwód... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 26.05.03, 20:42
      oj, dawno tutaj nie byłem. Co do sprawy uczuciowej i wyrzutów sumienia to
      mógłbym chyba napisać habilitację. Ale ponieważ to dla mnie bardzo trudny krok
      staram się ugryźć to z drugiej strony. Z tego co zrozumiałem aby rozwód był bez
      orzekania o winie to muszą na to zgodzić się obydwie strony. A co w przypadku
      jeśli żona nie będzie chiała dac mi rozwodu a przed sądem zezna że nadal mnie
      kocha?. Wybaczcie te cyniczne pytania, ale zupełnie nie wiem jak się do tego
      zabrać. A żeby jeszcze była pełna jasność...nie mogę powiedzieć że nic już nie
      czuję do żony. Te ponad 10 lat były i są dla mnie ważne, nie jest to czas
      zmarnowany, chcę je zachować w pamięci jako lata udane. Ale czuję że to już nie
      jest Miłość między Kobietą a Mężczyzną...przykro mi to mówić, ale to raczej
      układ przyjacielsko-siostrzany. I nie wiem co z tym zrobić. Wiem, że
      zawiniliśmy Oboje...nie pielęgnowaliśmy należycie Miłości...((...a przecież
      każdy chce kochać, a nie tylko udawać że czuje. Chyba przynudzam.
      • anna_bella Re: Rozwód... 26.05.03, 21:59
        Nico,
        odezwiesz sie do mnie na priva?? Prosze.......

        Pozdrawiam.
    • Gość: Meg Re: Rozwód... IP: *.smstv.pl / 192.168.10.* 26.05.03, 20:53
      Czy wiesz, że musisz udowodnić rozkład łóżkowo-emocjonalno-gospodarczo-
      kuchenny? Jeżeli nie dzielicie łoża co najmniej pół roku sprawa prostsza.
      Jeżeli oboje się zgadzacie na rozwód np.bez orzekania o winie pół biedy. Schody
      zacznają się w innych przypadkach.
    • Gość: amaz74 Re: Rozwód... IP: *.oepd.com.pl 27.05.03, 10:30
      witam
      W sprawie rozwodu polecam link
      www.rzeczpospolita.pl/prawo/doc/Rozwod/tytulowa.html
      oraz proponuje zakup na portalu Gazety prawnej dodatku na temat rozwodu
      koszt ok 10 zł
      Prawnicy sprawy rozwodowe traktuja bardzo ogolnie i pozostawiają je własnemu
      biegowi wiec dobrze jest posiadac jakas wiedze na temat.
      Pozdrowienia i zycze cierpliwosci w załatwianiu

      Cichy jak zawsze
      Amaz
      • anna_bella Do Amaz 27.05.03, 19:13
        A dlaczego jestes taki cichy?
        • amaz74 Do anna_bella 28.05.03, 07:09
          anna_bella napisała:

          > A dlaczego jestes taki cichy?
          Bo naleze do niewątpliwie szerokiego grona czytaczy formum, zadko sie
          wypowiadam poniewaz nie lubie powielac juz wczesniej wypowiedzianych wniosków.
          Pozdrawiam

          Cichy jak zawsze
          Amaz
    • jmx Re: Rozwód... 28.05.03, 00:56
      Taki smutny wątek....
      ;-(
      • Gość: blue Re: Rozwód... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.06.03, 19:27
        Radzisz sobie jakos Nico? Pierwszy krok masz juz za soba?
        • poszukiwaczkaa Re: Rozwód... 08.06.03, 21:18
          Tez dojrzewam do tej decyzji:(
          Ale jesli chodzi o kwestie organizacyjna, to jak sie zabrac do tego? Ile to
          kosztuje?
          Prosze o glos rozwodnikow/czki.
    • Gość: Nico69 Re: Rozwód... IP: *.poznan.cvx.ppp.tpnet.pl 30.06.03, 14:11
      Sorka, za milczenie. Zresztą nie wiem czy mogę tutaj pisać. Ktoś bardzo mi
      bliski zdemaskował mojego nicka, ale nic to. Zbieram ,,papiery'' i chciałem
      podziękować wszystkim którzy do mnie napisali i dodają słów otuchy, że rozwód
      też jest dla ludzi. Choć wiem że to smutne i traumatyczne wydarzenie. Niestety
      kochani, tak to jest jeśli się nie pielęgnuje miłości w każdym calu. Nawet
      najdrobniejsze nierozwiazane probblemy mogą urosnać w końcu to takich rozmiarów
      że nic już nie gra. Ale nie przynudzam już. Chyba trzeba rozwód potraktoać jako
      jedyne wyjście, takie wyzerowanie licznika i bogatsi w doswiadczenia musimy
      bardzo uważać aby nie popęłnić podobnych błędów. Zresztą tak naprawdę to trzeba
      sobie wspólnie z osobą, z którą chcemy być wyjaśnić co jest dla nas ważne,
      jakie są nasze cele, z czego mozemy zrezygnować...inaczej pozostają złudzenia.
      A miłość jednak nie wszystko i nie wszystkich potrafi zmienić, to tak jak ze
      starym przysłowiem, że : ,, po ślubie przestanie pić''. Nie przestanie, nikt
      się nie zmieni jeśli nie beddzie widział i wiedzał że chce być z tą osobą, że
      sie chce z nią zestarzeć, być w dobrych i złych chwilach...a nie tylko wówczas
      jak jest łatwo, miło i przyjemnie. Soraka, nudzę...ale tak mnie wzięło.
      • pastellowa Re: Rozwód... 02.07.03, 23:14
        Milczales, bo miales ku temu powody.
        Ktos Cie zdemaskowal? To nic zlego, pisz szczerze, to nie przestepstwo:)
        Zdobyles juz pozew?
        Tak rozwod jest dla ludzi, nawet bardzo uczy pokory, szacunku do drugiego
        czlowieka.
        > Sorka, za milczenie. Zresztą nie wiem czy mogę tutaj pisać. Ktoś bardzo mi
        > bliski zdemaskował mojego nicka, ale nic to. Zbieram ,,papiery'' i chciałem
        > podziękować wszystkim którzy do mnie napisali i dodają słów otuchy, że rozwód
        > też jest dla ludzi. Choć wiem że to smutne i traumatyczne wydarzenie.
        Niestety
        > kochani, tak to jest jeśli się nie pielęgnuje miłości w każdym calu. Nawet
        > najdrobniejsze nierozwiazane probblemy mogą urosnać w końcu to takich
        rozmiarów
        >
        > że nic już nie gra. Ale nie przynudzam już. Chyba trzeba rozwód potraktoać
        jako
        >
        > jedyne wyjście, takie wyzerowanie licznika i bogatsi w doswiadczenia musimy
        > bardzo uważać aby nie popęłnić podobnych błędów. Zresztą tak naprawdę to
        trzeba
        >
        > sobie wspólnie z osobą, z którą chcemy być wyjaśnić co jest dla nas ważne,
        > jakie są nasze cele, z czego mozemy zrezygnować...inaczej pozostają
        złudzenia.
        > A miłość jednak nie wszystko i nie wszystkich potrafi zmienić, to tak jak ze
        > starym przysłowiem, że : ,, po ślubie przestanie pić''. Nie przestanie, nikt
        > się nie zmieni jeśli nie beddzie widział i wiedzał że chce być z tą osobą, że
        > sie chce z nią zestarzeć, być w dobrych i złych chwilach...a nie tylko
        wówczas
        > jak jest łatwo, miło i przyjemnie. Soraka, nudzę...ale tak mnie wzięło.
Inne wątki na temat:
Pełna wersja