jan_stereo Re: o co chodzi? 20.04.07, 23:19 chodzi o to zeby sie nie wypruc doszczednie w okresach obowiazkowego wysilku izeby dotrwac wypoczynku dajacego satysfakcje i najlepiej jeszcze wypracowac jakies fajne proporcje obu. Odpowiedz Link Zgłoś
salsa90 Re: O co chodzi..?................... 21.04.07, 12:24 O wiosnę, i że jest pięknie, chociaż jeszcze trochę chłodno. Odpowiedz Link Zgłoś
elissa2 Re: o co chodzi? 21.04.07, 13:29 Nie o to chodzi o co chodzi, tylko o to chodzi o co może chodzić. A chodzi o to, o co biega. www.joemonster.org/article.php?sid=5033 Odpowiedz Link Zgłoś
aurelia_aurita Re: o co chodzi? 21.04.07, 20:16 o szczegóły - w których (podobno) tkwi nawet sam Diabeł. Odpowiedz Link Zgłoś
fleuret Re: gdzie 21.04.07, 20:58 solaris_38 napisała: > żeś to bywał czarny baranie ? > > :) raczej: czarna owieczko :) jestem na niebieskiej łące gdzie pasą się białe zające Odpowiedz Link Zgłoś
m.malone Popacz!!! 24.04.07, 14:27 znalazła się. A gdzie bywasz poza niebieską łąką? Odpowiedz Link Zgłoś
m.malone Fleur! 24.04.07, 14:31 zajrzyj tutaj forum.gazeta.pl/forum/71,1.html?f=46713 Bardzo proszę:) Odpowiedz Link Zgłoś
elissa2 "O co chodzi?" 24.04.07, 14:15 Chodzenie jest czynnością niezwykle popularną, zarówno wśród ludzi jak i nie-ludzi. O co chodzi? Ktoś kiedyś powiedział, że chodzi o to, o co biega, ale nie o to mi przecież idzie, bo byłoby to chodzenie w kółko. Tak więc, chodzą ludzie. Ludzie chodzą na nogach, niektórzy potrafią nawet na rękach. Chodzą do sklepów, do kościoła. Chodzą samotnie, z osobą towarzyszącą, czasem grupami. Poza ludźmi chodzą też zwierzęta. Nad strumień, do lasu, na polanę. Bo w końcu gdzie one mogą chodzić? Poza istotami żywymi chodzą także zegarki. Zegarek jest niezwykle pożytecznym urządzeniem, ponieważ możemy, na przykład, użyć go przed spotkaniem z ewentualnym pracodawcą i nie spóźnić się na umówione spotkanie. I od razu mamy u niego "chody”. Przez to między innymi, zegarki są tak chodliwym towarem. Są także samochody, które mimo swej nazwy wcale nie chodzą, tylko jeżdżą. Ale można powiedzieć, że koła są taką "odmianą" nóg, od biedy więc nazwę "samochód” można uznać za poprawną. Oczywiście aby jeździć samochodem, nie wystarczy prawo jazdy. Trzeba mieć także, poza wyżej wymienionym papierkiem, rozum. A rozum każe jeździć w obuwiu. Kto widział kiedyś rozumnego człowieka jeżdżącego boso? Tak więc, najlepszym obuwiem będą chodaki. Chodaki są wygodne i ciężkie, dzięki czemu nie trzeba przemęczać mięśni stóp do ciągłego naciskania, za przeproszeniem, pedałów. Wtedy wszystko idzie jak z płatka, ewentualnie jak po maśle. A kiedy już wyjdziemy z samochodu, wchodzimy na chodnik. Wyjść można jeszcze z wielu innych rzeczy. Można wyjść z siebie, można wyjść z domu, można wyjść z partii. Wyjście z siebie nie jest łatwe. Aby wyjść z siebie musimy się dobrze zdenerwować, ponieważ wychodzenie ze skóry (czyli z siebie) jest bardzo praco - i energochłonne. Wychodzenie z partii zaś, jest ostatnio modne wśród polityków rozpadającego się, pożal się Boże, SLD. Archimedes przed ogłoszeniem swego odkrycia, musiał najpierw wyjść z wanny. I pewnie dzięki temu wyszedł na ludzi. Są też tacy co wychodzą z domu i nie wracają. Ci to się nachodzą! Nachodził się też nasz słynny sportowiec Robert Korzeniowski. Uprawia chód sportowy, więc chodzenie weszło mu w krew. Jego przeciwieństwem był Forrest Gump. Ten, jak wiemy, "zawsze jak gdzieś szedł, to biegł". Ale to był jego wybór. Wychodzić także można, a czasem trzeba, coś w jakimś urzędzie. Znaczy to, że załatwienie jakiejś sprawy wymaga chodzenia od drzwi do drzwi, aby jakaś panna Zosia zrobiła sobie przerwę w porannej kawie (poranna kawa trwa od 7.00 do 12.00. Później urząd jest zamykany) i przybiła pieczątkę na arcyważnym dokumencie. A ta panna Zosia jest bliską krewną baby co to przychodziła do lekarza. Też taka "upierdliwa" (czasem nawet "upiordliwa"). Ta upierdliwość może doprowadzić do omawianego już wyjścia z siebie. A wtedy krzyczymy na pannę Zosię i... wychodzimy na idiotów. Poza chodzeniem i wychodzeniem, jest też wchodzenie. Wejść można w jakiś układ. Układ doprowadzi do tego, że pójdziemy do więzienia (by po pewnym czasie z niego wyjść). Wchodzi się też w związek małżeński. Przeważnie następuje to po tzw. chodzeniu ze sobą. Ale jeśli małżeństwa nie poprzedza chodzenie ze sobą, to możemy na tym nienajlepiej wyjść. I przeważnie dopiero wtedy idziemy po rozum do głowy. Wychodzi więc na to, że chodzenie to sprawa nader ważna w każdej chyba dziedzinie życia. I jeszcze jedno, ale już tak mimochodem: tekst napisany jest ciągiem, z pominięciem akapitów by lepiej oddać monotonię chodu. Bo głównie o to mi chodziło. Odpowiedz Link Zgłoś
m.malone Re: o co chodzi? 24.04.07, 14:28 chodzi o to, żeby nie wpaść w błoto:)))))) Odpowiedz Link Zgłoś
kryskaedka Re: o co chodzi? 24.04.07, 14:41 chodzi o to ...zeby uczucie szczescia osiagac jak najczesciej:))) Odpowiedz Link Zgłoś
wichrowe_wzgorza Re: o co chodzi? 26.04.07, 22:04 chodzi o to, zeby wiedzieć, ze czucie jest dobrem;) o! ;)) Odpowiedz Link Zgłoś