zazdrosna11
21.05.07, 15:19
Wiem, ze takie watki czasami sie pojawialy na forum. Zakladam go ponownie,
poniewaz nie znalazlam we wczesniejszych odpowiedzi na moj problem.
Jestem w udanym zwiazku z fantastycznym mezczyzna. Bardzo sie kochamy. Moj
problem polega na tym, ze czasami nie radze sobie z moja zazdroscia. Denerwuje
mnie fakt, ze patrzy na inne. Najgorsze jest to, ze jak mu sie jakas kobieta
podobala, to mi o tym prosto w oczy mowil: "ale sliczna dziewczyna". Teraz juz
nie, bo powiedzialam mu, ze jest to dla mnie upokarzajace. Mnie mowil tez
czasami, ale dla mnie to bylo za malo.
Zaraz wszyscy rzuca diagnoze, ze mam nisko samoocena. Wlasnie chodzi o to, ze
nie. Jestem bardzo atrakcyjna i inteligentna dziewczyna. Cale zycie bylam
przyzwyczajona do pochwal. Odkad stalam sie kobieta i bardzo wypieknialam, bez
ustanku slysze komplementy co do mojej urody. Na porzadku dziennym jest, ze
ludzie zwracajac sie do mnie uzywaja tytulu "piekna" - "czesc sliczna",
"dzieki piekna" itd. Ide ulica i faceci sie zatrzymuja mowiac mi "Ale piekna
kobieta". To wszystko jest bardzo mile, pochlebia mi. Po co to pisze? Nie po
to, zeby sie chwalic. Chce podkreslic, ze nie mam poczucia niskiej wartosci
jezeli chodzi o moj wyglad do mojego wygladu. Za cechy charakteru tez czesto
jestem chwalona. Zawsze tak bylo.
Skad wiec bierze sie u mnie ta zazdrosc o partnera? On nie ma prawa mi mowic,
ze inne sa piekne. Tylko ja sie licze! Jestem taka cudowna przeciez! JA JA JA!!!
Pomozcie, bo nie rozumiem siebie.