Dodaj do ulubionych

Czy to normalne

02.12.01, 00:26
Mam 26 lat, jestem sama i wciaz nie wiem czego chce. Tak naprawde nie mam
ambicji zawodowych, zycie prywatne mi sie nie ulozylo i co teraz? Z dnia na
dzien coraz czesciej zdaje sobie sprawe, ze jestem nieszczesliwa i nie wiem jak
to zmienic. Czy ktos czuje sie podobnie? Moze juz przebrnal przez taki okres?
pozdro
jr
Obserwuj wątek
    • Gość: renka rozrywka IP: *.home.cgocable.net 02.12.01, 07:39
      Zycie to praca, dom i rozrywka.Praca cie specjalnie nie interesuje. Zycie
      prywatne sie nie uklada, co zatem z rozrywka? Zabaw sie na calego.Moze cos
      kliknie i sie odmieni w tobie?
    • kwieto Re: Czy to normalne 02.12.01, 11:00
      Tak zupelnie nic? Nie wiesz co chcesz zjesc na sniadanie, w co sie ubrac, i tak
      dalej? Wszystko doskonale obojetne?

      Nie wierze - moze przyjrzyj sie samej sobie nieco dokladniej?
      • zdezorientowana Re: Czy to normalne 02.12.01, 14:59
        Kwieto, nie jestem w depresji - wiem co chcę zjeść na śniadanie, ubieram się
        chyba ok, mnóstwo czytam, mam znajomych i przyjaciół, ale nie widzę w tej mojej
        egzystencji wielkiego sensu. I to mnie boli.
        jr
        • kwieto Re: Czy to normalne 02.12.01, 15:19
          no dobrze, a mozesz mi powiedziec, po co Ci sens w zyciu?
          Rozumiem, ze chodzi Ci o jakis ogolny kierunek, ktoremu by Twoje zycie bylo w
          jakis sposob podporzadkowane, tak?
          Mozesz mi napisac, dlaczego taki sens jest Ci potrzebny?

          (to nie jest ironia, sproboj pobawic sie ze mna i odpowiedziec na to pytanie -
          moze wyjdzie cos ciekawego?)
        • Gość: fnoll Re: Czy to normalne IP: 195.150.224.* 02.12.01, 15:24
          sens egzystencji - co to takiego???

          przyjrzyj sie dobrze temu brakowi, ktory masz - bo moze brakuje ci czegos
          calkiem konkretnego

          a jak juz bedziesz wiedziala, czego ci brakuje - to latwiej bedzie to znalezc

          czasami jest tak, ze jakies braki, leki czy tesknoty, ktore mamy w sobie,
          przerazaja nas, budza konflikt ktory jest dla nas nie do uniesienia, i wtedy za
          wszelka cene staramy sie nie myslec o rzeczywistej przyczynie naszego
          dyskomfortu, ale ze dyskomfort zostaje - to sobie musimy go jakos nazwac i cos
          z nim robic

          ale jak rzeczywiste przyczyny naszego dyskomfortu sa poza zasiegiem naszej
          swiadomosci, to raczej marne mamy szanse na dobranie wlasciwych srodkow do jego
          usmierzenia

          poczucie "braku sensu egzystencji", jesli nie jest objawem depresji, jest dla
          mnie wlasnie skutkiem nierozenania we wlasnych potrzebach i zagrzebanych gdzies
          w glebi naszej psyche konfliktach, czy tez stalego niezaspokojenia naszych
          istotnych potrzeb - objawem "wyglodzenia"

          takze zamiast szukac nieuchwytnego "sensu" moze lepiej poszukac odpowiedzi na
          pytanie: "czego mi trzeba?" i "co musze zrobic by to zdobyc?"

          pozdrawiam i zycze udanego polowania :-)

          fnoll
          • kwieto Re: Czy to normalne 02.12.01, 15:35
            Fnoll, a czy przypadkiem szukanie sensu nie jest tozsame z pytaniem "czego mi trzeba?"
            • Gość: fnoll do kwieto o sensie "sensu" ;-) IP: 195.150.224.* 02.12.01, 15:48
              kwieto napisał(a):

              > Fnoll, a czy przypadkiem szukanie sensu nie jest tozsame z pytaniem "czego mi t
              > rzeba?"

              to zalezy :-)

              szukajac "sensu" mozesz znalezc jakis gotowy "sens" w religii, filozofii,
              poswieceniu sie pracy, czy innej aktywnosci, do ktorej zostaniesz przekonany jako
              do "sensu" (ze to wlasnie trzeba robic, by osiagnac satysfakcje, spokoj ducha,
              sukces, zbawienie czy cos innego - i wtedy bedzie juz dobrze) - a to moze byc
              calkiem niezwiazane z twoimi rzeczywistymi potrzebami, dajac ci jednak nadzieje
              (czesto zludna) zaspokojenia - da sie tak zyc, co by nie rzec, goniac przez zycie
              jak osiol za marchewka - korzysc z tego jest taka, ze mamy motywacje do ruchu,
              nie pozbedziemy sie jednak dyskomfortu zwiazanego z niezaspokojeniem

              ale, jasne, szukajac "sensu" mozemy byc tez tak naprawde nakierowani na
              wyklarowanie swoich potrzeb i wynajdywanie sposobow ich zaspokojenia,
              "sprawdzanie sie w swiecie"

              w koncu kazdy moze uzywac slowa "sens zycia" czy "egzystencji" na swoj sposob,
              chcialem tylko wskazac na ryzyko tego, ze uzycie takiego terminu moze nam pomoc
              nie w zblizeniu do naszych potrzeb, lecz w oddaleniu od nich, ucieczke w ogolniki
              i niejasnosci, modele zachowan zapodane z zewnatrz

              tak to widze

              pzdr

              fnoll
            • zdezorientowana Re: Czy to normalne 02.12.01, 15:51
              Dlaczego chcę widzieć sens w moim życiu? Bo wtedy to, co robiłabym codziennie
              sprawiałoby mi satysfakcję, zaspakajałoby mnie. Nadawałoby mojej egzystencji
              koloryt, rzutowałoby na mój nastrój, na moje relacje z innymi.
              Wierzę, że to życie może być piękne, a nie tylko poszczególne w nim chwile. A u
              mnie coraz mniej jest takich momentów, gdy czuję się szczęśliwa.
              jr
              • Gość: fnoll Re: Czy to normalne IP: 195.150.224.* 02.12.01, 16:13
                droga zdezorientowana

                ze tak uparcie powtorze: czegos ci brakuje, ale nie jest to magiczna rozdzka
                "sensu" za ktorej dotknieciem wszystko odzyska kolory, tylko cos w tobie, co
                domaga sie zaspokojenia i co jest bardzo smutne, ze nie dostaje tego, czego mu
                trzeba, i placze, placze, a lzy zmywaja ze swiata kolory

                zarowno w tobie jest zrodlo smutku (ktorego jednym z oblicz jest rezygnacja,
                brak motywacji) jak i zrodlo radosci

                zajrzyj w siebie - co jest glodne?

                pisalas, ze zycie prywatne ci sie nie ulozylo - czy to nie jest powod tego, ze
                zycie stracilo swe barwy?

                co sie nie ulozylo? jakie mialas nadzieje, pragnienia? gdzie sie zawiodlas?

                zdodycie partnera czy partnerki to jedna z wazniejszych potrzeb w naszym zyciu,
                jej niezaspokojenie moze sprawic, ze wszystko inne stanie sie niepociagajace i
                niewazne

                ale gra ciagle sie toczy!

                pzdr

                fnoll
                • kwieto Veto 02.12.01, 16:33
                  Fnoll napisal:

                  "zdodycie partnera czy partnerki to jedna z wazniejszych potrzeb w naszym zyciu,
                  jej niezaspokojenie moze sprawic, ze wszystko inne stanie sie niepociagajace i
                  niewazne"

                  nie zawsze i nie dla kazdego...
                  • Gość: fnoll Re: Veto IP: 195.150.224.* 02.12.01, 19:20
                    kwieto napisał(a):

                    > Fnoll napisal:
                    >
                    > "zdodycie partnera czy partnerki to jedna z wazniejszych potrzeb w naszym zyciu
                    > ,
                    > jej niezaspokojenie moze sprawic, ze wszystko inne stanie sie niepociagajace i
                    > niewazne"
                    >
                    > nie zawsze i nie dla kazdego...

                    no tak, to tylko szczegolny przypadek ogolnego prawa sformuowanego przez Freuda,
                    iz sa generalnie dwie istotne sfery warunkujace "szczesliwosc" czlowieka: milosc
                    i praca

                    i, faktycznie, milosc to nie tylko bycie w parze, jednak dla wiekszosci ludzi
                    jest to wazny czynnik wplywajacy na "realizowanie sie" w milosci i tyle

                    pzdr

                    fnoll
                    • kwieto Re: Veto 02.12.01, 20:08
                      Tu sie dziadek Freud pomylil o 180stopni niestety. Bo praca to jak czasem (co z tymi co nie
                      chca, nie moga, albo nie musza pracowac?)

                      A milosc - wiesz, chyba, ze rozszerzysz definicje o milowanie wszelkiego zywego stworzenia,
                      ale wydaje mi sie, ze akurat nie to mial pan Freud na mysli.

                      Nie popisal sie pan Freud w tym przypadku, nie popisal...
                      • Gość: fnoll Re: Veto IP: 195.150.224.* 02.12.01, 23:01
                        pytanie czy to Freud sie pomylil, czy to ja nie dosc precyzyjnie oddalem jego
                        mysl pozostaje otwarte ;-)

                        a twierdzenie jest tak proste: jakosc naszych bliskich relacji i pracy, jako
                        rzeczy waznych i codziennych, ma fundamentalny wplyw na jakosc naszego zycia;
                        towarzyszy temu zalozenie, dotyczace natury czlowieka, ze potrzebujemy pracy
                        (nie tylko ze wzgledu na nagrody, ale ze wzgledu na samo specyficzne zajmowanie
                        sie czyms, gdzie wklada sie pewien wysilek by osiagnac konkretne skutki,
                        zreszta - trudno mi teraz o dobra definicje pracy) i potrzebujemy bycia w
                        bliskich relacjach (nie bede sie rozwodzil dlaczego i co to znaczy)

                        nie sadze, zeby moglo byc prawda, iz jest to pomylka o 180 stopniach (czyli, ze
                        prawdziwa jest odwrotnosc tego twierdzenia) ;-)

                        choc mysl Freuda, bynajmniej nie wzieta li tylko z duman nad wlasnym
                        doswiadczeniem, ale oparta takze na praktyce klinicysty (i nie spotkalem sie z
                        probami podwazenia jej przez innych klinicystow), prosta jest okrutnie, to
                        jednak w pewien sposob odkrywcza - bo odbrazawia takie rozne incydentalne
                        wydarzenia, ktore zdarza sie nam uwazac za miare szczesliwosci - jak urlop,
                        kupno nowej rzeczy, awans, wypad do kina czy restauracji etc.

                        pzdr

                        fnoll
                        • kwieto Re: Veto 02.12.01, 23:10
                          Ale czy nie jest tak, ze to MY wybieramy prace i tworzymy relacje z innymi? Czyli nie praca
                          wplywa na nas a my wplywamy na prace (stad to 180st.)
                          • fnoll Re: Veto 03.12.01, 00:06
                            jak ze wszystkim w naturze - oddzialywanie jest naturalnie dwustronne :-)

                            a nawet wielostronne!

                            pzdr

                            fnoll
              • kwieto Re: Czy to normalne 02.12.01, 16:31
                Powiedz mi, w takim razie - jaka jest roznica np. w jedzeniu jablka kiedy to ma sens a nie
                ma sensu?
                Czy wycieczka do parku musi byc podporzadkowana jakiemus wyzszemu celowi?
                Czy gadanie z przyjacielem musi miec sens?
                Czy pojscie do kina tez ma byc przejawem wyzszych wartosci?

                Jak dla mnie, znalezienie sensu zycia wlasnie powoduje, ze przestajesz sie cieszyc rzeczami dla
                nich samych - musza czemus sluzyc, a wtedy nie sa radoscia sama w sobie.

                Bo nie dostrzegasz swiata ktory Cie otacza, a tylko "sens" ktory jest niewiadomo gdzie.
                Czy smiech ma sens? Czy sen ma sens? czy czytanie kryminalu ma sens? czy jedzenie ma
                sens?
                Tak naprawde nic nie ma sensu - patrzylas na swiat w ten sposob?
              • fantasia Re: Czy to normalne 02.12.01, 16:45
                zdezorientowana napisał(a):

                > Dlaczego chcę widzieć sens w moim życiu? Bo wtedy to, co robiłabym codziennie
                > sprawiałoby mi satysfakcję, zaspakajałoby mnie. Nadawałoby mojej egzystencji
                > koloryt, rzutowałoby na mój nastrój, na moje relacje z innymi.

                Na pewno?
                A może wcale nie?
                Może nie trzeba tak gdybać, jak to by było pięknie, gdyby było?
                Może jednak - banał! - trochę myślenia pozytywnego? Może włóż trochę wysiłku w
                dostrzeganie tych dobrych, przyjemnych aspektów życia? Nie musi, ale może pomóc.

                > Wierzę, że to życie może być piękne, a nie tylko poszczególne w nim chwile.

                Gdyby nie było tych złych, nie wiedzielibyśmy nawet, że te dobre są dobre...

                > A u mnie coraz mniej jest takich momentów, gdy czuję się szczęśliwa.

                Spróbuj może ich poszukać? Szczęśliwych momentów, nie niepewnego,
                niejasnego "sensu"?

    • Gość: Kati Re: Czy to normalne IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.01, 16:37
      oczywiscie, ze to normalne. przynajmniej wg. mnie. tak naprawde, to zycie nie
      ma sensu (chyba ze jestes idealistka, ktorej celem jest na przyklad udac sie z
      misją pokojową do Afryki). Mam podobny problem - generalnie wszystko jest w
      posrządku - studiuję na dwóch wydzialach, mam pracę, ktorą lubie, dobrze
      zarabiam. Jesdnym słowem, wszystko, czego mogłąbym chcieć. tylko ze wstaję
      codziennie rano i zastanawiam sie, jaki jest sens tego wszystkiego.
      Proponuję, abys zaczela wyznaczac sobie jakies krotkoterminowe cele - ja np.
      planuję sobie (i odkladam kase) na wycieczke do kraju, ktory bardzo chcialabym
      zobaczyc. cel moze prozaiczny, ale daje mi to sporo radosci i zapominam o
      szarzyznie dnia codziennego.
      Powodzenia!
      • kwieto Kati - proponuje kroczek dalej 02.12.01, 16:53
        1. Przestac sie zastanawiac nad sensem zycia
        2. Przestac wyznaczac "sensy", zastapic je celami, ktore niekoniecznie musza byc wypelnione
        (tzn. nic sie nie stanie gdy sie nie uda)
        3. Wynikiem powinno byc przydanie kolorow dniu codziennemu.

        Naprawde wasza codzienna egzystencja jest szara?????!!!!
        Biedni ludzie...
        • fantasia Re: Kati - proponuje kroczek dalej 02.12.01, 17:03
          Oj, chyba się trochę zagalopowałeś, Kwieto...
          U kogoś działa to tak, u kogoś innego inaczej, a u jeszcze innego zupełnie
          odwrotnie. Nie ma uniwersalnych recept.
          I nigdy nie wiadomo tak naprawdę, czyje jest szare, a czyje różowe...
          • kwieto Re: Kati - proponuje kroczek dalej 02.12.01, 20:10
            Ja nie namawiam do bezkrytycznego przyjmowania tego co pisze - raczej malego
            eksperymentu na sobie, ktory moze cos zmienic ale nie musi. Jesli zmieni - to tylko sie
            cieszyc, jesli nie - to probowac czegos innego...
            • Gość: Kati Re: Kati - proponuje kroczek dalej IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 02.12.01, 21:33
              kwieto napisał(a):

              > Ja nie namawiam do bezkrytycznego przyjmowania tego co pisze - raczej malego
              > eksperymentu na sobie, ktory moze cos zmienic ale nie musi. Jesli zmieni - to t
              > ylko sie
              > cieszyc, jesli nie - to probowac czegos innego...

              Na przykład?

              nie uwazam, aby moje zycie bylo szre i nudne. urozmaicam je jak tylko moge, aby
              nie oszalec. ale tak naprawde, to nie ma znaczenia, czy siedze w domu czy jestem
              na trasie kino - impreza - pub - biblioteka. bo wszedzie za mna podaza mysl, ze
              tak naprawde to wszystko nie ma sensu.
              Mam nadzieje, ze kiedys przestane sie nad tym zastanawiac i mi minie :(((

              • kwieto Re: Kati - proponuje kroczek dalej 02.12.01, 21:39
                Ujme to tak - sztuka jest w tym, aby zarowno na trasie pub-kino-impreza-biblioteka, bylo
                tak samo fajnie jak w domu, tudziez, aby bylo kolorowe nawet bez szczegolnego
                urozmaicania - a to wystarczy tylko dostrzec...

                Jeszcze pytanko - skad sie bierze potrzeba postrzegania zycia w kategorii sensu-bezsensu?
                Ja wogole nie czuje potrzeby takich pytan - wystarczy mi, ze zycie po prostu jest.

                No i co by wlasciwie zmienilo gdybys sie dowiedziala: "Tak, zycie ma sens." ?
                • Gość: Toi Czy to normalne IP: *.cm-upc.chello.se 02.12.01, 23:31
                  Mam wrazenie, ze prawie kazdy gada tu do siebie, a jeden ktos wszystko lubi
                  brac doslownie, i to swiadomie... :)

                  Wszyscy ignoruja szalenie wazna uwage fnolla, ze uczucie braku sensu wynika z
                  pewnych niezaspokojonych potrzeb i nalezy zadac sobie pytanie, jakie to
                  potrzeby, moze wlasnie potrzeba metafizyki, filozoficznego lub religijnego
                  ujecia, spojrzenia na istnienie? A moze nie? Bo rzeczywiscie w pewnym momencie
                  moze nam sie wydawac, ze ten sens sie odnalazl, ale poniewaz nie o to tak
                  naprawde chodzilo, to, jak f. zauwaza, jest motywacja, ale nie ma pelni
                  zaspokojenia. I znowu nam zle.
                  • kwieto Re: Czy to normalne 02.12.01, 23:44
                    Tu sie obrusze bo do tego zmierzalem swoimi pytaniami:
                    1. Po co jest sens (jakie potrzeby zaspokaja)
                    2. Czy jest on niezbedny do zaspokojenia tych potrzeb

                    Ale moze to nie jest dosc czytelne...
                  • fantasia Re: Czy to normalne 02.12.01, 23:46

                    "...uczucie braku sensu wynika z pewnych niezaspokojonych potrzeb..."

                    Niekoniecznie :-)
                    Może też wynikać ze słabości. Psychicznej bądź fizycznej. Nieradzenia sobie z
                    rzeczywistością, z przeciwnościami.
                    Albo z depresji czy innych czortów hormonalno-mózgowo-dziwnych.
                    Albo jest tylko chwilowym wrażeniem, które ogarnia pod wpływem jakichś wydarzeń,
                    doświadczeń, nawet książek, filmów...
                    Albo jest założeniem pozytywnym, wynikającym z obserwacji świata (no fakt, nic
                    nie ma sensu, o, jakie to fajne!)
                    Albo jest rozładowującym napięcie psioczeniem na "los", "bezsens", i w ogóle
                    Boga, poezję i samotność człowieka w kosmosie.
                    Albo próbą zwrócenia na siebie uwagi.
                    Albo próbą tłumaczenia sobie jakichś zjawisk.

                    Albo... no i tu jeszcze trochę można by wyliczyć.

                    Nie zawsze jest tak, że poczucie bezsensu to po prostu jakaś niespełniona
                    potrzeba, której nie potrafimy czy nie chcemy zidentyfikować, więc ubieramy ją w
                    twierdzenia o bezsensie. Różne są przyczyny.
                    I różne w związku z tym reakcje, sposoby mówienia o tym, dostępne "środki
                    zaradcze". Może ktoś utrafi w to, co ma Zdezorientowana... :-)
                    i nalezy zadac sobie pytanie, jakie to
                    > potrzeby, moze wlasnie potrzeba metafizyki, filozoficznego lub religijnego
                    > ujecia, spojrzenia na istnienie? A moze nie? Bo rzeczywiscie w pewnym momencie
                    > moze nam sie wydawac, ze ten sens sie odnalazl, ale poniewaz nie o to tak
                    > naprawde chodzilo, to, jak f. zauwaza, jest motywacja, ale nie ma pelni
                    > zaspokojenia. I znowu nam zle.

                    • Gość: Toi Re: Czy to normalne IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 00:23
                      fantasia napisał(a):
                      > "...uczucie braku sensu wynika z pewnych niezaspokojonych potrzeb..."
                      > Niekoniecznie :-)
                      > Może też wynikać ze słabości. Psychicznej bądź fizycznej. Nieradzenia sobie z
                      > rzeczywistością, z przeciwnościami.
                      > Albo z depresji czy innych czortów hormonalno-mózgowo-dziwnych.
                      > Albo jest założeniem pozytywnym, wynikającym z obserwacji świata (no fakt, nic
                      > nie ma sensu, o, jakie to fajne!)

                      Na pewno. Ale to zdaje sie nie dotyczy ani zdezorientowanej, ani Kati.


                      > Albo jest tylko chwilowym wrażeniem, które ogarnia pod wpływem jakichś wydarzeń
                      > doświadczeń, nawet książek, filmów...

                      Tutaj tez sugerowalabym istnienie niezaspokojonej potrzeby, ktorej to
                      doswiadczenie dotknelo, inaczej wrazenie musi byc naprawde chwilowe, i byc tylko
                      wrazeniem, a tak najwyrazniej nie jest w naszym watku.


                      > Albo jest rozładowującym napięcie psioczeniem na "los", "bezsens", i w ogóle
                      > Boga, poezję i samotność człowieka w kosmosie.
                      > Albo próbą zwrócenia na siebie uwagi.
                      > Albo próbą tłumaczenia sobie jakichś zjawisk.

                      A to mozliwe... ;)
                      • fantasia Re: Czy to normalne 03.12.01, 00:39
                        "...Ale to zdaje sie nie dotyczy ani zdezorientowanej, ani Kati..."

                        Ha, i tego właśnie nie wiemy... Same zainteresowane udzielają dość skąpych
                        informacji... :-(

                        "...istnienie niezaspokojonej potrzeby, ktorej to doswiadczenie dotknelo, inaczej
                        wrazenie musi byc naprawde chwilowe, i byc tylko wrazeniem, a tak najwyrazniej
                        nie jest w naszym watku..."

                        A skąd.
                        Wyobraź sobie na przykład, że umiera osoba, która wprawdzie nie była Ci bliska,
                        ale była bliska komuś z Twojej rodziny czy przyjaciół. Pogapisz się na to, co się
                        dzieje z okazji takiej śmierci. Przeżyjesz to w jakiś sposób, dość intensywnie. I
                        siadasz tak sobie potem, spoglądasz w okno i myślisz "cholera, a może to wszystko
                        nie ma sensu? dlaczego pieprzony Iksiński nie żyje? różne rzeczy walą się tak
                        łatwo, cóż tu budować, na co mieć nadzieję..." i tak dalej. I... tak Ci zostaje
                        przez jakiś czas. Dopóki nie wydarzy się coś "cudownego", dopóki ktoś, coś takie
                        przeświadczenie w Tobie zlikwiduje bądź uśpi... Taki stan wcale nie musi trwać
                        chwilę, może się ciągnąć a ciągnąć... Z potrzebami to ma niewiele wspólnego!...

                        Pewnie, można tu dorobić teorię, że odzywa się potrzeba trwałości, stabilności,
                        niezmienności, nieśmiertelności... Ale czy to potrzeba? Ja bym to nazwała raczej
                        urojeniem... potrzeba to zjawisko, które przynajmniej potencjalnie ma szansę na
                        zaspokojenie, a tu ni cholery, panta rhei i rhei...

                        Nie twierdzę, że niezaspokojone potrzeby są żadnym czy nieznacznym źródłem
                        poczucia bezsensu. Cyferek nie znam... :-)
                        Ale na pewno nie są jedynym. Trzeba szukać, pytać...
                        Tak się mnie roi... :-)


                        • Gość: Toi Re: Czy to normalne IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 00:52
                          fantasia napisał(a):

                          > Pewnie, można tu dorobić teorię, że odzywa się potrzeba trwałości,
                          stabilności,
                          > niezmienności, nieśmiertelności... Ale czy to potrzeba? Ja bym to nazwała racze
                          > j
                          > urojeniem... potrzeba to zjawisko, które przynajmniej potencjalnie ma szansę
                          na
                          > zaspokojenie, a tu ni cholery, panta rhei i rhei...

                          Zdecydowane veto. Czy panta rhei czy nie rhei jest odczuciem subiektywnym, o
                          pogladzie na niesmiertelnosc nie wspominajac; zreszta nawet jak panta dla Ciebie
                          rhei to mozesz miec potrzebe, by tak nie bylo, nawet jesli uwazasz, ze nie ma to
                          szansy na zaspokojenie, chocby potencjalne.

                          ;) pzdr
                          • fantasia Re: Czy to normalne 03.12.01, 01:10
                            "...Czy panta rhei czy nie rhei jest odczuciem subiektywnym..."

                            Eeee...
                            Yyyy...
                            Nie kapuję...
                            Że jak? Że mogę sobie sądzić, że właśnie nie rhei, czas nie płynie, nic się nie
                            zmienia, a w dodatku będę żyła wiecznie?
                            No, mogę. Obym się tylko nie przyznawała, bo rękawki na plecach to żadna
                            przyjemność...

                            "...zreszta nawet jak panta dla Ciebie rhei to mozesz miec potrzebe, by tak nie
                            bylo..."

                            W myśl takiego rozumowania i takiej interpretacji słowa "potrzeba" mogę równie
                            dobrze miec potrzebe latania. Choć szybciutko rabne o glebe... Moge miec potrzebe
                            posiadania ośmiu kończyn. Choć mogę się zmartwić, że mi nie rosną... Mogę mieć
                            potrzebę zjedzenia talerza. Choć mogę sobie zrobić ładne kuku... I tak dalej.

                            Nadmierna elastyczność w rozumowaniu nieuchronnie prowadzi do absurdów. To fajna
                            zabawa, ale nic z niej nie wynika konstruktywnego, niestety...

                            A "potrzeba":
                            1. to, co jest potrzebne, okoliczności zmuszające do postąpienia tak, a nie
                            inaczej; to, że coś jest potrzebne, nieodzowne; konieczność, mus, niezbędność;
                            2. rzeczy, bez których trudno się obejść, warunki utrzymania.

                            "potrzebny"
                            taki, bez którego nie można się obejść, którego się potrzebuje; niezbędny,
                            konieczny, nieodzowny.

                            Leksykalne podejście z kolei zbyt sztywne, zbyt jednoznaczne. Bo można odczuwać
                            potrzebę miłości, a jakoś się jednak bez niej obejść.
                            Nie ma co przesadzać, w którąkolwiek stronę.
                            "Nie chcę umrzeć" to nie potrzeba, będę się upierać. To majak. Dużo takich.


                            • Gość: Toi Re: Czy to normalne IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 01:19
                              fantasia napisala:

                              > "Nie chcę umrzeć" to nie potrzeba, będę się upierać. To majak. Dużo takich.

                              Zgadzam sie prawie ze wszystkim, fantasia, z teza o absurdach tez, ale
                              1. nadal uwazam, ze majak moze byc potrzeba. Vide 'Ptasiek'.
                              2. nalezy uwazac z okreslaniem, co jest majakiem, zwlaszcza w kwestiach duchowych
                              i religijnych.
                              • Gość: Toi dopisek IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 01:26
                                To, ze Ptasiek doswiadczyl rekawkow na plecach nie ma nic do rzeczy...
                                Ale oczywiscie my nie po to doszukujemy sie u naszych forumowiczek zrodel
                                uczucia bezsensu, by im cos takiego zafundowac... ;)
                              • fantasia Re: Czy to normalne 03.12.01, 01:33
                                Wiesz co, Toi? Nawet mam ochotę Ci ustąpić, bo nie lubię się "użerać" o jakieś
                                nieistotne drobiazgi... No ale tutaj nie mogę! :-(

                                > 1. nadal uwazam, ze majak moze byc potrzeba. Vide 'Ptasiek'.

                                Primo po pierwsze: co ma wspólnego Ptasiek z realizmem psychologicznym?
                                Primo po drugie: co ma wspólnego fikcja kiepsko-literacka (to "kiepsko" mogę
                                wyrzucić z pytania, jeśli tak wolisz) z poczuciem bezsensu, z jakim stykamy się
                                czasem "namacalnie"?
                                Primo po trzecie: a od kiedy to zaspokajanie potrzeb kończy się w szpitalach
                                psychiatrycznych? Ja tu oczywiście nie neguję możliwości zastosowania
                                pojęcia "potrzeba" do rozmawiania o umysłach ludzi chorych... Ale te potrzeby
                                znad kukułczych gniazd to są nam równie niedostępne jak potrzeba zjedzenia
                                talerzyka. Nie mają one przełożenia na kategorie zdrowych.

                                > 2. nalezy uwazac z okreslaniem, co jest majakiem, zwlaszcza w kwestiach
                                duchowych i religijnych.

                                Święte słowa!
                                I właśnie dlatego unikałam przykładów z religijnością związanych. Celowo użyłam
                                sformułowania "nie chcę umrzeć", nie "mam duszę nieśmiertelną". To zupełnie dwie
                                różne sprawy, i wierzeń intymno-sakralnych nie dotykam ja tu wcale.

                                I w ogóle to nie ma o co kopii kruszyć. Ja się dałam w dyskusję wciągnąć, bo nie
                                lubię jednoznacznego wyrokowania o przyczynach różnych zjawisk. Gdy ktoś
                                mówi "boli mnie ząb", a ktoś inny mu na to "boli cię ząb, bo masz próchnicę", nie
                                mogę się czasem powstrzymać przed wtrąceniem "a może to plomba wypadła? a może
                                ząb się złamał? a może od długotrwałego zaciskania szczęk? a może to dziąsła są
                                chore?..." itp. Nie muszę mieć racji. Ale wolę widzieć kilka potencjalnych
                                przyczyn niż się przejechać na "jedynej słusznej" :-)

                                • Gość: Toi Re: Czy to normalne IP: *.cm-upc.chello.se 03.12.01, 02:47
                                  fantasia napisał(a):

                                  > Primo po pierwsze: co ma wspólnego Ptasiek z realizmem psychologicznym?

                                  Nie wiem.

                                  > Primo po drugie: co ma wspólnego fikcja kiepsko-literacka (to "kiepsko" mogę
                                  > wyrzucić z pytania, jeśli tak wolisz) z poczuciem bezsensu, z jakim stykamy
                                  się
                                  > czasem "namacalnie"?

                                  Nie wiem. ('Kiepsko' nie musisz wyrzucac.)

                                  > Primo po trzecie: a od kiedy to zaspokajanie potrzeb kończy się w szpitalach
                                  > psychiatrycznych? Ja tu oczywiście nie neguję możliwości zastosowania
                                  > pojęcia "potrzeba" do rozmawiania o umysłach ludzi chorych... Ale te potrzeby
                                  > znad kukułczych gniazd to są nam równie niedostępne jak potrzeba zjedzenia
                                  > talerzyka. Nie mają one przełożenia na kategorie zdrowych.

                                  'Zdrowy', 'chory'. Sama w innym watku pytasz, gdzie lezy granica. Ja bym nie
                                  powiedziala, ze potrzeby znad kukulczych gniazd sa nam tak calkiem niedostepne...
                                  Choc rzeczywiscie potrzeba zjedzenia talerzyka jest mi cokolwiek obca. ;)


                                  Nie muszę mieć racji. Ale wolę widzieć kilka potencjalnych
                                  > przyczyn niż się przejechać na "jedynej słusznej" :-)

                                  Oczywiscie. Ja tez. (Nie musze i wole.:) Ale jestem rowniez za zglebianiem tej
                                  najbardziej prawdopodobnej... :) Ale kopii nie kruszmy juz zatem. Zapytajmy
                                  zdezorientowana i Kati o wiecej danych w kwestii problemu. O probe analizy.

                • Gość: Malwina Re: la vie IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.01, 11:37
                  olewam pytanie/odpowiedz czy zycie ma sens, i zdezorientowana prawdopodobnie tez.(?) Chodzi o to
                  jak zrobic aby MOJE zycie mialo sens (wiec psychologia a nie filozofia).
                  Moje, twoje, nasze zycie ma dokladnie ten sens ktory mu nadasz (-my). A co zrobic gdy sie nie
                  potrafi ???????
                  • zet1 Gdy sie nie potrafi... 03.12.01, 16:00
                    Historia chyba obserwuje przypadki, ze jak ktos nie potrafi nadac takiego, czy
                    innego sensu wlasnemu zyciu, to znajduje kogos, kto czyni to za niego.
                    Podejrzewam, ze tu o taka odpowiedz chodzilo.
                    Nie wnikajac w znaczenie slowa sens, utarlo sie uzywac go w znaczeniu "miec
                    kogos".
                    Nie jest takie proste zrozumiec siebie, wiem ze jest to jedna z trudniejszych
                    spraw do wykonania.
                    Czesc z was na pewno wie jak to jest, jak sie wraca do domu i akurat wszyscy
                    znajomi maja cos do zalatwienia, klepac po klawiaturze sie nie chce, litery w
                    ksiazkach sa zlosliwe, TV tylko wkurza itd...
                    Takie dni zdarzaja sie i tym ktorzy po powrocie do domu maja do kogo otworzyc
                    usta, ale jest im latwiej.
                    Zdecydowanie powinno byc tak ze jedyna forma istnienia to przynajmniej 1+1, ale
                    czy na pewno?
                    Trzeba tylko troszke bardziej chciec, bedac samemu, aby swoim smutkiem nie
                    napedzac sie jeszcze bardziej i nie robic z siebie samego meczennika.
                    A i sens da sie jakis wyszukac.

                    PS.
                    Wiecie co robie, kiedy jest mi smutno?
                    Jade na Centralny, siadam na lawce i obserwuje ludzi. Sa tak rozni, i czasami
                    tak zabawni, ze caly smutek znika....

                    Pozdro
                    Z
                    • Gość: Malwina Re: Gdy sie nie potrafi... IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.01, 16:15
                      za nic ! nigdy w zyciu ! nie ma mowy !
                      powierzyc swoje zycie komus !???????
                      ze niby ktos tam ma nadac sens mojemu zyciu ????????
                      cos tyyyy ! to wlasnie o to NIE chodzi !
                      nie uwazasz ze jest dostatecznie trudno zyc wlasnym z. ???????? istnieja ludzie wystarczajaco zadufani
                      i pyszni i dumni, ktorzy sa przekonani ze moga zrobic to na miejsce innego ???????
                      gdzie ??????
                      I sa tacy ktorzy to akceptuja ?????????
                      fiuuuuuuuuuuu ! ale ryzyko !

                      naiwnie,
                      Malwina

                  • kwieto Re: la vie 03.12.01, 16:17
                    Na krotka mete sens mozna nadac chocby szatkujac zycie na kilka(dziesiat)
                    sensow pomniejszych (np. zyje, pracuje, bo chce zarobic na wycieczke na
                    karaiby, albo zyje dla kogos ukochanego), albo mozna bardziej fundamentalnie
                    poswiecic sie jakiejs idei, religii (zycje aby pomagac innym, albo zyje, bo to
                    przedsionek do nieba itd.)
                    ale wg mnie to predzej czy pozniej i tak doprowadzi do jakiegos krachu...

                    Bardziej skutecnie (moim zdaniem) jest dogrzebac sie do pytania "po co mi ten
                    sens?" - i tu zaspokoic dana potrzebe w inny sposob, niekoniecznie zwiazany z
                    sensem.
                    Ja przestalem poszukiwac sensu swojego zycia - zaczalem sie cieszyc nim jako
                    takim, wizja "celu" do ktorego bym dazyl przestala byc potrzebna - i chyba o to
                    tak naprawde chodzi? zeby ze swojego zycia byc zadowolonym, a nie zeby miec
                    "cel", czy "sens"?
                    • Gość: Malwina Re: la vie IP: *.abo.wanadoo.fr 03.12.01, 16:23
                      je vous ai compris jak powiedzial de Gaulle...
                      Rozumiem, rozumiem (ja tez czytuje) ale od rozumienia do wdrazania .................
                      Rzecz musi stac sie realnie twoja aby uwierzyc, nie wystarczy wiedziec, trzeba sobie przywlaszczyc.
                      Mnie rowniez (sila rzeczy) le "gai savoir" uwodzi ale ale ale .......
                      • kwieto Re: la vie 03.12.01, 23:40
                        Blagam, angielski zrozumiem, francuskiego ni w zab.
                        Ja wiem, ze wiedziec to nie wszystko, ze trzeba zrozumiec :"))) i po to niektorzy medytuja
                        siedzac przed pusta sciana - wylacznie po to... :"))))))
                    • fnoll sugestia wniosku 03.12.01, 20:53
                      czlowiek zaspokojony i zadowolony nie potrzebuje "sensu"

                      "sens" to symboliczne zaspokajanie niezaspokojonego, nigdy nie sycace do konca

                      w kolko, w kolko, w kolko

                      zamiast milosci kolejne ciasteczko

                      kolejna impreza

                      kolejny film

                      itd.

                      no i forum zamiast pracy ;-)


                      pzdr!

                      fnoll
                      • onnanohito Re: sugestia wniosku 04.12.01, 00:04
                        Zdziwiona.
                        Zawsze wydawało mi się, że ludzie wierzący w Boga w Nim własnie widzą swój sens?

                        Czy nie jest tak?

                        Dlatego kiedyś chciałam uwierzyć, ale to inny wątek. W każdym razie u mnie było
                        tak, że gdy uznałam za fakt, że Boga nie ma, miałam bardzo kiepski okres w
                        swoim życiu. Bo skoro Jego nie ma - na co to wszystko, za dużo by pisać. Zajęło
                        mi to trochę czasu, ale w końcu (wymagało to ode mnie sporego wysiłku,
                        codziennego) uznałam właśnie, że życie nie ma najmniejszego sensu -
                        jednostkowo. Jakie to ma znaczenie, że JA jestem? W ogólnym znaczeniu -
                        najmniejszego. Była sobie ewolucja, jesteśmy my i inne zwierzątka na tej
                        planecie (niektóre przemiłe inne mniej). Mam to jedno życie. I co ma sens? To
                        żeby było mi dobrze = zaspokajanie potrzeb swoich / innych itd. W każdym razie -
                        pisałam o tym w wątku o śmierci - wydaje mi się, że gdy człowiek uświadomi
                        sobie, ale tak naprawdę USWIADOMI, stanie z nimi twarzą w twarz, dwie rzeczy -
                        że śmierć jest nieunikniona i naprawdę nie znamy dnia ani godziny i że życie
                        nie ma sensu - zaakceptuje je - życie staje się piękne. Może gmatwam, może dla
                        niektórych właśnie przekroczyłam granice zdrowia psychicznego ... Jaki sens?
                        Wieczór, udekorowany świątecznie domek, mąż, którego kocham nad życie chrapie
                        smacznie w drugim pokoju, na kolanach kot mruczy... Albo: wieczór, paskudna
                        pogoda, ja sama w pustym domu, nikt mnie nie kocha, nie mam siły iść do pracy -
                        ale nie szukam w tym sensu, przyczyny, "dlaczego ja?". Dziś ja, jutro ktoś
                        inny, życie ...
                        W najgorszych, najpaskudniejszych chwilach wyobrażałam sobie zawsze siebie z
                        lotu ptaka, coraz wyżej i wyżej, ulica z moim domem, panorama miasta, świat,
                        WSZECHŚWIAT, kompletna cisza. Moje problemy nic nie znaczą. I to jest piękne.
                        Nie dźwigam na swoich barkach niczego co mnie przerasta. Ot, jestem sobie. Do
                        nikogo o nic nie mam pretensji - "dlaczego mnie okradli", "dlaczego ona ma
                        ładnijsze włosy, oczy", dlaczego, dlaczego ... PRZYPADEK, ewolucja. I to jest
                        piękne.
                        CZy ktos to przeczytał? :)

                        Pozdrawiam Was wszystkich
                        • toi Re: sugestia wniosku 04.12.01, 00:29
                          Ja!!! :)))))
                          Ja przeczytalam. Ladne to i nawet wiem, kto ma podobne spojrzenie filozoficzno-
                          egzystencjalne. Bo ja mam inne. Za to podobnie czynie ze spogladaniem z lotu
                          ptaka, zawsze dziala mimo bolesnej czasem grawitacji i ramionek pozbawionych
                          skrzydel. Onnanohito. A ja pozdrawiam CIEBIE. Czy na Mariackiej nadal bialo i
                          migajaco?
                          Buziak :D
                          Toi
                          • onnanohito Re: sugestia wniosku 04.12.01, 00:39
                            Dziękuję Ci, Toi. Myślałam, że Cię tu teraz nie ma. Może sobie pogadamy kiedyś
                            o naszych poglądaćh świato- i innych przypysznej kawce? Kto wie?

                            A! I jeszcze jedno. Czyżby mnie przeczucia nie myliło co do tego, że coraz
                            większy sentyment u Ciebie do naszej Stolicy? :)))))

                            Pa, pa.
                            • toi Re: sugestia wniosku 04.12.01, 01:12
                              Ee-khem
                              Wiesz, onnanohito, przeczucia bywaja zawodne
                              zwlaszcza gdy nie wiadomo skad one
                              ;)

                              Czarna bez cukru lub bez cukru z mlekiem ;)
                              Toi, pakujaca prezent dla o.
                        • fantasia Re: sugestia wniosku 04.12.01, 05:39
                          Ja też przeczytałam! :-)
                          Mnie zamiast "lotu ptaka" podnosiło wielce na duchu stwierdzenie mojego kolegi,
                          którego rzeczony kolega używał niemal na każdym kroku - "no i czego? za sto lat
                          i tak nikt nie będzie pamiętał!"
                          Ale każdy medal ma dwie strony w gruncie rzeczy. Egocentryzm i koncentrowanie
                          się na własnym zadowoleniu, sensie, czy czym tam jeszcze, skutkuje w
                          boleśniejszym dostrzeganiu problemów, bezsensu, bólu. A z kolei nadmierny
                          dystans ma w sobie już zbyt dużo "lekkości"... życie, które wydawało się takim
                          cudem, wartością tak ostateczną dla wszelkich rozważań, okazuje się raptem, ze
                          sztucznie nadanej perspektywy, tylko głupim bieganiem malutkiej mrówki po
                          powierzchni planety, a tych mrówek sześć miliardów, i one tylko w imię
                          przetrwania gatunków...
                          Nie wiem. Ja jakoś nie widzę na horyzoncie postawy, która nie byłaby
                          jednocześnie biała i czarna. Wieczne zadowolenie jest fikcją. Stałe poczucie
                          sensu i wartości życia - też się chyba nie udaje. Każdy, częściej czy rzadziej,
                          poddaje się zwątpieniu, słabości, czarnym dziurom różnego typu...
                          ... ale to wcale nie takie złe, chyba...
                          "czemu ty się, zła godzino,
                          z niepotrzebnym mieszasz lękiem?
                          jesteś - a więc musisz minąć.
                          miniesz - a więc to jest piękne."
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka