Dodaj do ulubionych

duzo mlodszy przyjaciel

27.05.07, 09:56
trafilam tu pare miesiecy temu, w desperacji, zakochana w duzo mlodszym mezczyznie, ktorego
poznalam na polu zawodowym. Wspolna praca, rozmowy glebokie zblizyly nas do sibie, ale nic nie
zostalo powiedziane. Majac rodzine zerwalam wszelkie kontakty dajac do zrozumienia, dlaczego sa
niemozliwe. Od tamtego czasu nie bylo dnia, abym o nim nie myslala, ale od okolo 2 miesiecy
Obserwuj wątek
    • taisy Re: duzo mlodszy przyjaciel 27.05.07, 10:37
      Fakt zakochania na nieszczeslie swiadczy ze w ogole cos tam u ciebie nie jest w
      porzadku. Cos jest w twoim zyciu co sprawia ze zle sie czujesz jednak
      skutecznie to blokujesz. I nagle przychodzi milosc i cala prawda o tobie
      wychodzi na wierzch zwlaszcza o problemach jakie masz.
      Nic nas tak nie odslania jak zakochanie.
      To nie zlosc odslania osobowosc czlowieka to - milosc.
    • ewag52 Re: duzo mlodszy przyjaciel 27.05.07, 11:23
      nie jestesmy na Twoim miejscu.
      Dlatego wszelkie odpowiedzi, to tylko spekulacje
      pozdrawiam Cie
    • piesbaskervill Re: duzo mlodszy przyjaciel 27.05.07, 12:00
      czy tu pisują etatowi pracownicy GW, powielając co jakiś czas te same tematy.
      • ewag52 Re: duzo mlodszy przyjaciel 27.05.07, 12:25
        tak
        • incogn Re: duzo mlodszy przyjaciel 27.05.07, 13:34
          NIE!!!
          Psie z ludzka twarza, dlaczego jestes znow zlosliwy i nieufny. Wiec jednaj stad wychodze... czuje sie
          urazona ....
          Tym razem ostetcznie....
          Pozdrawiam Cie Ewo i Taisy. Zycze Wam szczescia. Nie marnujcie czasu na to forum, jak widac, nie
          warto....
          • lemoniada.cytrynowa Re: duzo mlodszy przyjaciel 28.05.07, 17:39
            incogn napisała:

            > NIE!!!
            > Psie z ludzka twarza, dlaczego jestes znow zlosliwy i nieufny. Wiec jednaj st
            > ad wychodze... czuje sie
            > urazona ....
            > Tym razem ostetcznie....
            > Pozdrawiam Cie Ewo i Taisy. Zycze Wam szczescia. Nie marnujcie czasu na to foru
            > m, jak widac, nie
            > warto....




            Nie odchodź !!! Nie znamy się, nie rozmawiałyśmy ale ja czytałam Twoje
            posty..........są mądre i wyważone.
            Jeśli odejdziesz będę tęsknić za Tobą.
            Zostań !!! pisząc na forum zawsze trzeba się liczyć z mniej lub bardziej
            chamską krytyką...... tak to jest.Na to trzeba się uodpornić a nie obrażać.

            Nie odchodź !!:)))))))))))
    • solaris_38 Re: duzo mlodszy przyjaciel 27.05.07, 18:22
      tak to jest że odganiając przyzywasz
      wypierając umacniasz

      albo to jest dla ciebie dobre albo nie
      jedyne co możesz zrobić to rozpoznać to

      jesli jednak niecierpliwie powiesz sobie że to nie jest dobre ale twoje ciało
      będzie tęsknić za ... (właśnie .. ? za czym ? ) to nic z tego nie będzie

      również twoje ciało i podświadomość musi być przekonane ze to nie jest dobre
      jesli ma ustąpić to pragnienie

      ina sprawa ze to co niekoniecznie dobre (wygodne) dla ciebie może być dobre
      dobre dla świata

      bo w tym (związki pozamałżeńskie choćby z ze znacznie młodszymi np)
      jest coś dobrego
      :)
      wiele nieślubnych dzieci
      które rodząc sie nawet zniszczyły starą rodzinę
      to wspaniali ludzie
    • lily26 Re: duzo mlodszy przyjaciel 27.05.07, 18:23
      rany takich watakow byly juz tysiace!.dziewczyno o czym ty w ogole piszesz
      jakies twoje paranoje z ktorych trudno cokolwiek wywnioskowac.skad my mozemy
      cokolwiek wiedziec o tobie i twoim uczuciu? jak dorosla osoba moze szukac pomocy
      w takiej kwestii u obcych ludzi??
      • incogn do cytrynowej lemoniady 29.05.07, 00:08
        Pewnie zauwazylas, ze mnie tu juz prawie nie ma. Bardzo powaznie zaangazowalam sie w to forum
        jakis czas temu, traktujac je jak kolejny obowizek ... a ze jestem obowiazkowa i solidna, czytalam
        wszystko i odnosilam sie do wszystkiego, a szczegolnie spraw trudnych, ktore inni omijali. W rezultacie
        zaczela mi sie sypac psychika. Jestem silna, ale nie az tak.... Wiec zrozumialam, ze przebywanie tu, w
        poblizu tak wielu problemow, zdrad, dramatow, klamstw, a nawet chorob psychicznych... jest dla mojej
        psychiki zbyt duzym obciazeniem.
        Te energie ktora tu tracimy lepiej zuzyc na jazde na rowerze, prace w ogrodku, telefon do przyjaciolki,
        obejrzenie komedii lub programu animal... wszystko jest zdrowsze dla psychiki niz bywanie tutaj, Ale
        to kreci... oczywiscie, w jakims sensie uzaleznia, dlatego stale jednak, raczej biernie i rzadko, ale tu
        zagladam...
        Zycze wszystkim tu zagladajacym z powodu samotnosci, aby znalezli przyjaznie w swiecie
        prawdziwym, a tym z dramatami, aby umieli poradzic sobie z nimi z pomoca przyjaciol i rodziny. To
        jest prawdziwy swiat....
        • incogn do cytrynowej lemoniady 2 29.05.07, 01:27
          Prosisz abym nie odchodzila.... przepraszam, ze tak pisze, ale czy to nie jest chore. przeciez nie wiesz
          nawet w jakim wieku jestem. gdybysmy spotkaly sie w realu nie umielabys ze mna rozmawiac, bo tak
          pewnie rozni nas wszystko....

          Ale nie ukrywam , to mile... Chyba na codzien moj maz nie dowartosciowuje mnie, stad milo wiedziec,
          ze jest ktos dla kogo to co mowie ma jakas wartosc, ze to sobie ceni. Stad pewnie tez to zauroczenie
          tym mlodszym mezczyzna, bo cenil sobie to co mowilam, poza byc moze innymi moimi walorami.

          A to ze moje posty byly wywazone. Jestem osoba dojrzala, bardzo dojrzala. Mozna powiedziuec, ze w
          zyciu osiagnelam wszystko, lub prawie wszystko, co inteligent moze osiagnac.Jako kobieta, zona,
          matka, i na polu zawodowym, i materialnym. I co z tego. To nie daje szczescia.... Gdy nie ma pelnego
          zrozumienia miedzy malzonkami. Niby z moim mezem rozumimy sie, mamy te same wartosci, te same
          priorytety, poglady, podobne zainteresowania + udany seks
          • lemoniada.cytrynowa do incogn 30.05.07, 21:57
            - Wiem w jakim jesteś wieku... pisałaś. Jestem Twoją rówieśniczką a może
            i nawet..trochę starszą rówieśniczką ;) Więc nie wiem co mogłoby tak nas różnić.
            Mój mąż też mnie nie dowartościowuje (raczej dołuje). Moje małżeństwo trwa no bo
            jest rodzina i jakiś tam wspólny dorobek i nic więcej.
            Mnie też ktoś zachwycił jak i Ciebie... tyle, że nie jest on (jak w Twoim
            przypadku ) ktoś dużo młodszy. Sprawa jest beznadziejna ale miło pomarzyć,
            popłakać... nawet i pocierpieć z miłości bo w naszym wieku osobom będącym nie
            trafia się to często.
            Tak więc nie różni nas wiele.... może tylko podejście do forum.
            Ja nie biorę tego aż tak poważnie... nie przeżywam tych wszystkich cierpień tu
            piszących. Nie chcę doradzać. Bywam złośliwa...

            Na to forum zaglądam jakieś trzy miesiące i zawsze z uwagą czytałam co piszesz.
            Naprawdę !!! wyróżniasz się wśród tutejszych nicków życiową mądrością,
            rozsądkiem, poważnym traktowaniem rozmówców..... ja bym tak nie umiała.
            Podziwiam i pozdrawiam serdecznie :)))))))))
        • incogn do cytrynowej lemoniady 2 29.05.07, 01:27
          Prosisz abym nie odchodzila.... przepraszam, ze tak pisze, ale czy to nie jest chore. przeciez nie wiesz
          nawet w jakim wieku jestem. gdybysmy spotkaly sie w realu nie umielabys ze mna rozmawiac, bo tak
          pewnie rozni nas wszystko....

          Ale nie ukrywam , to mile... Chyba na codzien moj maz nie dowartosciowuje mnie, stad milo wiedziec,
          ze jest ktos dla kogo to co mowie ma jakas wartosc, ze to sobie ceni. Stad pewnie tez to zauroczenie
          tym mlodszym mezczyzna, bo cenil sobie to co mowilam, poza byc moze innymi moimi walorami.

          A to ze moje posty byly wywazone. Jestem osoba dojrzala, bardzo dojrzala. Mozna powiedziuec, ze w
          zyciu osiagnelam wszystko, lub prawie wszystko, co inteligent moze osiagnac.Jako kobieta, zona,
          matka, i na polu zawodowym, i materialnym. I co z tego. To nie daje szczescia.... Gdy nie ma pelnego
          zrozumienia miedzy malzonkami. Niby z moim mezem rozumimy sie, mamy te same wartosci, te same
          priorytety, poglady, podobne zainteresowania + udany seks
          • lsilanow Re: do cytrynowej lemoniady 2 29.05.07, 05:39
            Dlaczego WSZYSTKO to nagle tutaj zrozumiałem? Dlaczego nie jest mi to obce?
            Kim jestes incog? Dlaczego jesteś jakby mym odbiciem, tyle że od drugiej strony? A może wcale nim nie jesteś, tylko mi się tak zdaje...
            Zapytaj Aidoo.
          • lemoniada.cytrynowa Re: do cytrynowej lemoniady 2 30.05.07, 22:15
            "te same wartosci, te same
            priorytety, poglady, podobne zainteresowania + udany seks "
            • incogn Re: do cytrynowej lemoniady 2 02.06.07, 00:37
              Milo mi, ze sie rozumiemy.
              Dlaczego zycie ludzkie jest tak skomplikowane. Moze w glowach nam sie pomieszalo z tego dobrobytu,
              nie musimy walczyc o przetrwanie kazdego dnia, o miske strawy, aby podtrzynamac egzystencje. Nie
              potrafimy jednak decenic tego co mamy, a gonimy za nieosigalnym.

              Bardzo cierpie. Stale w glowie rozwazam rozne scenariusze. W duszy czuje bliskosc tamtego czlowieka,
              stale z nim rozmawiam w myslach, Nie wiedzialam, czy dla niego to tez bylo wazne, ale chyba tak,
              skoro po 7 miesiacach nawiazal kontakt. Miedzy innymi dlatego urwalam te kontakty wtedy, bo chce
              tez jego szczescia, Wiedzialam, ze spotykajac sie ze mna, trudno mu nawiazac przyjazn, milosc z kims
              innym /mial dziewczyne, po moim poznaniu rozstali sie, opowidal mi o tym, namawialam go do
              ratowania tego zwiazku, ale nie chcial/.
              A on jest duzo mlodszy. Powinien zalozyc rodzine, miec dzieci, a nie trwac w jakims chorym ukladzie
              ze starsza kobieta, ktora ma stabilna, pelna rodzine, stabilny uklad materialny razem z mezem, ktorego
              nie chce porzucic
              • mskaiq Re: do cytrynowej lemoniady 2 02.06.07, 06:27
                Milosc to jedyne uczucie ktore nie przynosi cierpienia. To co piszesz to żal
                przeszłych chwil, niespełnionych pragnień albo nie doczekania chwil, na które
                się czekało.
                Zal nie jest miloscia, potrafi przyniesc bardzo wiele szkody, lzy i bol. Jedyne
                rozwiazanie to ignorowac mysli o Nim, po pewnym czasie znikna same. Jak dlugo
                beda z Toba zalezy od Twojej emocjonalnosci i umiejtnosciom ignorwania
                niechcianych mysli.
                Serdeczne pozdrowienia.


                • incogn jeszcze do cytrynowej lemoniady 02.06.07, 07:19
                  Zajelam sie soba, a przeciez Ty napisalas cos o sobie.
                  Dlaczego trwasz w takim ukladzie. Dlaczego nie starasz sie go naprawic, mam tu na mysli chocby seks,
                  ktory jest rzecza stosunkowo prosta, a bardzo istotna w relacjach miedzy malzonkami. Ta sfera rzutuje
                  na inne rzeczy... na te serdecznosc, ktorej brak, na akceptacje... to podstawa malzenstwa, kiedys wrecz
                  nazywana "obowiazkiem malzenskim".

                  A jezeli jest tak zle, ze nie mozna tego naprawic, to moze warto nie zyc w klamstwie. Moze jestem
                  egoistka, ale gdyby nie ta duza roznica wieku, moze nawet rzucilabym sie w te nowa milosc. Bo ja,
                  podobnie jak amerykanie, wierze , ze wszystko jest mozliwe, jezeli tego chcemy. Ze w kazdym
                  momencie mozemy calkowicie zmienic swoje zycie, jezeli poczujemy, ze to wazne. Ze nie ma sytuascji
                  bez wyjscia. Ze w kazdej sytuacji mozna znalezc jakies rozwiazanie, jakis kompromis, jakis sposob na
                  nowa egzystencje. Njawazniejsze, to nie czuc sie winnym. Jestesmy wolni. Mamy prawo kochac lub nie
                  kochac, mamy prawo do bledow.... inni powinni to zrozumiec. Fakt, ze dziecku trudno jest pewnie
                  zaakceptowac taka rewolucje.... ale z kolei zycie w klamstwie...dzieci to obserwuja, czy one tego nie
                  czuja, ze miedzy rodzicami nie ma milosci, nie ma serdecznosci, akceptacji... patrzac ucza sie, ze tak
                  wyglada zycie ... przyjmuja zle wzorce...

                  Widze, ze nie lubisz o sobie mowic. Moze masz ochote napisac do mnie na priv. Moze potzreba Ci
                  kogos, z kim moglabys szczerze porozmawiac. Ja na szczescie mam taka osobe, ktora na dodatek ma
                  teraz podobne do moich problemy. To wspaniale, gdy mozna z kims o swoich przezyciach
                  porozmawiac. Choc to nie daje rozwiazania ich, przynosi ulge, jest na pewno zdrowe dla psychiki...
                  • lemoniada.cytrynowa Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 02.06.07, 18:35
                    Naprawić się nie da. Po trzydziestu paru latach już nic nie jest naprawialne.
                    Moglibyśmy się rozstać ... synowie są dorośli, mają żony, swoje dzieci. Nie
                    sądzę by przejeli się rozwodem "starych". Moglibyśmy się rozstać ale zbyt wiele
                    mamy wspólnych (nazwijmy to.. "interesów" a żadnej motywacji do rozstania.
                    Nie żyjemy w kłamstwie ( jak to określasz), żyjemy obok siebie... każde w swojej
                    części domu, unikając się aby nie trzeba było coś powiedzieć.
                    A ten który mnie zachwycił ? to sprawa beznadziejna, to tyko moje marzenie.

                    Na priv ? Nie wiem. Może kiedyś.
                    • incogn Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 03.06.07, 13:13
                      A jednak bardzo roznimy sie. Dla mnie zycie w takim chlodnym ukladzie chyba byloby trudne.
                      Oczywiscie moje mallzenstwo tez miewalo chwile gorsze, ale zawsze dbalam, aby nie przekroczyc
                      pewnej granicy, kiedy juz nie ma odwrotu, nie ma mozliwosci naprawy.
                      Milosc lub nienawisc, przyjazn lub odciecie sie. Moze to instynkt, moze trwanie w zlych uczuciach jest
                      niezdrowe i dlatego tego unikam.
                      A moze tak zostalam wychowana, ze zgoda, przyjazn sa wartoscia najwyzsza, dla ktorych warto nawet
                      poswiecic kawalek siebie. A poza tym ambicja, potrzeba swiadomosci sukcesu.Jezeli dokonalam
                      wyboru, to chce aby ten wybor byl sukcecem, nie chce zaakceptowac kleski, poddac sie i uznac
                      przegrana.
                      Ale oczywiscie, tak jak na poczatku napisalam, po prostu ludzie sa bardzo rozni... Zycze poczucia
                      szczescia ... mimo wszystko...
                      • lemoniada.cytrynowa Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 03.06.07, 14:24
                        Tak, jednak jesteśmy różne......
                        Ja nigdy nie dążyłam do doskonalości, do sukcesu.
                        Chciałam tylko aby nikt z mojego powodu nie płakał ... tylko tyle.
                        aby nikt z mojego powodu nie płakał, nic więcej i to mi się udało :)
                        A Tobie pozazdrościć bo Twoje małżeństwo jest szczęśliwe.
                        A ten młodszy pan ? Cóż, człowiek nie jest monogamiczny

                        ..ale wybrałaś rozsądnie :)))
                        • incogn Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 03.06.07, 14:42
                          Ten mlodszy pan... coz ... tak sobie mysle, ze badac osoba troche skomlikowana... bylam dla niego
                          wlasnie atrakcyjna ze swoja spontanicznoscia, szczesciem, radoscia zycia.... Ale w moim przypadku
                          zdrada nie wchodzi w gre... zroznych wzgledow... pierwszy.. to lek, ze moze okazac sie cudownie ... i
                          co wtedy... czlowiek traci rozum zupelnie, jest mu wszystko jedno. Ja juz przy nim przezylam rzecz
                          straszna, ktora miedzy innymi kazala mi odciac sie.. A mianowiecie na swoje dzieci, na swoja rodzine
                          zaczelam patrzec jak na obcych ludzi, ktorych los jest mi obojetny... Ktorys sie oglada jak na filmie.
                          Zachowalam tyle rozumu, ze czulam, ze to chore... Gdyby ktos mi taka rzecz opoiedzial o jakiejs
                          matce, nie uwierzylabym...
                          • lemoniada.cytrynowa Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 03.06.07, 14:53
                            Wiesz ja dość sceptycznie podchodzę do miłości gdzie ... on młodszy.
                            Choć znam takie przypadki.... niedaleko szukac - brat mojego ojca miał żonę 18
                            lat starszą. Żyli razem szczęsliwie lat trzydzieści. Przeżyła go o dwa dni.......

                            Ale gdybyś chciała rady to powoli wyciszaj to zauroczenie do mlodszego pana.
                            Powoli wyciszaj... w Twoim małżeństwie nie jest źle, jest dobrze.
                            I tego się trzymaj .... jesli Ci rada potrzebna.
                            • incogn Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 03.06.07, 20:13
                              Ja to zauroczenie wyciszam juz od 7 miesiecy. I wciaz to zyje.
                              Twoja historia rodzinna o parze z roznica wieku 18 lat zadziwlikla mnie.. Nie znalam zadnych takich
                              przykladow, wiec te uczucia swoje i jego traktowalam jako calkowitcie chore, zdegenerowane, do
                              zniszczenia, z definicji niezrealizowalne.../16 lat roznicy/.
                              • e_w_a_g_5 Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 04.06.07, 19:58
                                tak sobie pomyslałam incogn...może sie temu poddaj?
                                Może bedziesz tego żałować?
                                Może nigdy wiecej Cie to nie spotka?
                                Sama nie wiem...masz skrupuły...to świadczy o tym,że nie bujasz w obłokach
                                i etyke, realizm-stawiasz na naczelnym miejscu.
                                Ale...cholera, czy nie szkoda?
                                Nie umiałam i nie chciałam, skazywac na śmierć, takich porywów.
                                • e_w_a_g_5 to było do incogn 04.06.07, 19:59
                                  • incogn do Ewy 04.06.07, 23:11
                                    Wzgledy rozne sklaniaja mnie do rozsadku. Oprocz wspolnej duzej rodziny, z mezem moim laczy mnie
                                    wspolna praca, stanowimy dobry, ceniony tandem zawodowy. Trudno byloby nam funkcjonowac
                                    odrebnie. Pomijam opinie moich dzieci, ich uczucia, przyjaciol, rodzine, ktorzy nic nie wiedza o
                                    sprawie. Wogole, skandal....

                                    A poza tym tamta historia ... to moze tylko moje wyobraznie.... Jedno co kaze mi myslec realnie o
                                    wejsciu w to ... to podejrzenie, ze wtedy mogloby bardzo szybko okazac sie, ze to byla gra wyobrazni.
                                    Poprzez wypieranie sprawa rosla, nadymala sie. Jesli nie masz tego, czego pozadasz, twe pozadanie
                                    rosnie. Ale tez istnieje zagrozenie, ze tak sie nie stanie... i bedzie jeszcze trudniej to zniszczyc...kazde
                                    rozwiazanie jest zle. Najlepiej jest nic nie robic, trwac, czekac az minie, przy pomocy alkoholu,
                                    rozlicznych zajec, zycia towarzyskiego, pracy..... Na szczescie na razie mam duzo zajec, potem bedzie
                                    urlop, potem znow harowka do konca roku.

                                    A milosci poza malzenstwem nie szukalam. Przezylam juz bedac mezatka pare zauroczen moich i
                                    cudzych, wiem ze to sie latwo zdarza, gdy zostaje przekroczona pewna granica obcosci, a ze jestem
                                    osoba bardzo bezposrednia i otwarta, jest to latwe. Majac takie doswiadczenie, trzymam sie na dystans
                                    z mezczyznami. Tutaj bylam beztroska, bo po pierwsze taki mlody, po drugie, mial na poczatku
                                    dziewczyne... no wogole, jakiekolwiek uczucia miedzy nami wydawaly mi sie calkowicie nierealne /
                                    nawet poznajac go pomyslalam sobie, ze na szczescie wogole mi sie nie podoba, wiec nie ma zadnego
                                    niebezpieczenstwa/, no i stracilam ten dystans... Bylam naturalna, radosna,,, w ktoryms momencie
                                    atmosfera stala sie ciezsza, potem jeszcze ciezsza... Cos sie stalo, i nie jest tak latwo z tego wyzwolic
                                    sie...

                                    Troche zal...to prawda...bo rzeczywiscie jakos tak przypadlismy sobie to gustu sposobem patrzenia na
                                    swiat, zainteresowaniami, a i pewnymi przeciwienstwami, roznicami, ktore tez wydaja sie urocze... Zal,
                                    zal... moze to bedzie tak dlugo trwac jak zaloba po bliskiej, ukochanej osobie.. tak moze byc..

                                    Dziekuje za cierpliwosc, ja rozumiem ze to nudne, stale pisze o tym samym, ale to daje mi ulge, mam
                                    na szczescie z kim porozmawiac, ale sporadycznie... ach ten brak czasu ...
                                    Mysle, ze na razie mozna zamknac ten watek... Jeszcze raz dziekuje wszystkim za zyczliwosc i
                                    cierpliwosc dla starej nudziary...

                                    • ewag52 Re: do Ewy 05.06.07, 08:07
                                      realizm. Brutalny realizm.
                                      Sa dwie szkoły. Wg tej krakowskiej, poznać, dotknąć, zapomnieć się i...
                                      nawet rozczarować.
                                      Wg (powiedzmy) poznańskiej, pozwolic na idealizowanie tego, co nigdy nie miało
                                      nastapić.
                                      Która lepsza?
                                      Nie ma lepszej, czy gorszej.
                                      Kwestia decyzji.
                                      Ryzyko, jest tu i tam.
                                      Pytanie, co Ci z której przyjdzie. Które wyjście, bedzie najkorzystniejsze?
                                      Czy to w ogóle o korzyść chodzi?
                                      Ja zawsze, musze wszystko, poznać do końca.
                                      Jeżeli nawet ideał szlag trafi. W każdy ekscytujący zwiazek/niezwiazek,
                                      rzucałam się głową w dół. I wiesz...? nie żałuję.
                                      Pielęgnujesz coś, czego byc może nie ma.
                                      Może przeżyj, skonsumuj, gdybyś nawet miała niestrawności.
                                      Rozczarowania też sa przydatne.
                                      Ale...nie zachęcam.
                                      • lsilanow Re: do Ewy 06.06.07, 03:42
                                        2 szkoły? jakie znów znowu szkoły, tego nikt nie uczy bywa albo tak albo tak albo jeszcze inaczej moze sie to skonczyc nawet samobojstwem nie ma dobrej opcji chyba ja w kazdym razie jej nie widze
                                        czy nigdy nie załowałem nie, zawsze zalowalem i naprawde nie wiem, czy jest wyjscie z takiej sytuacji i tak zle i tak nie dobrze
                                        boze , czemu wyposazyles nas w zdolnosc do wiazania sie z nieodpowiednimi osobami
                                        i czemu jestemy tacy glupi, by nie sluchac przestrog za wczasu?
                                        to nie sa rozczarowania ewag52, to sa tragedie po ktorych czasami nawet cale zycie nie mozna sie pozbierac
                    • tadeuszx Re: jeszcze do cytrynowej lemoniady 06.06.07, 17:16
                      lemoniada.cytrynowa napisała: > A ten który mnie zachwycił ?
                      ---------------
                      Miał nicka Homerowy_beret i był jednym z największych trolli na portalu.
                      Pozdrawiam Antyma
                • incogn Re: do cytrynowej lemoniady 2 02.06.07, 07:34
                  >Jedyne rozwiazanie to ignorowac mysli o Nim, po pewnym czasie znikna same. Jak dlugo
                  > beda z Toba zalezy od Twojej emocjonalnosci i umiejtnosciom ignorwania
                  > niechcianych mysli.

                  To chyba nie takie wszystko proste.... umiejetnosc ignorowania niechcianych mysli. Poza tym dlaczego
                  piszesz niechcianych... Jezeli kogos darzy sie uczuciem to te mysli sa chciane... a poza tym kieruje tym
                  wszystkim jakas chemia, ktora jest poza nasza wola... ktora nie zalezy od naszych decyzji...
                  Ja mysle, ze uczucie to tak jak choroba, potrzeba czasu, aby ja zwalczyc... i tylko czas jest tu
                  lekarzem... wola, decyzjami . .. w sferze uczuc... nic tu nie zdzialamy... chyba, ze umiemy wzbudzic w
                  sobie inne uczucia, np. zlosc, pogarde, agresje ... wtedy one maja szanse wlaczyc z tym poprzednim...

                  Przerazil mnie post, ktory czytalam wczoraj, o dwuznacznej przjazni miedzy ludzmi majacymi swoje
                  rodziny. Ta sprawa ciagnie sie 3 lata. To przerazajace, ze takie historie moga tak dlugo trwac... Ale
                  chyba tak jest gdy ta relacja jest podtrzymywana przez utrzymywanie kontaktu. Absolutne odciecie sie
                  jest chyba konieczne. Co z oczu , to z serca.. to chyba dziala, inaczej nie powstaloby takie
                  powiedzenie...
                  • mskaiq Re: do cytrynowej lemoniady 2 02.06.07, 12:50
                    Jesli chcesz aby te mysli byly to one beda bo bedziesz je tworzyla. Te mysli
                    ktore tworzysz nie maja nic wspolnego z miloscia, jest tam zal, tesknota,
                    poczucie winy.
                    Wszystkie z wymienionych uczuc przynosza cierpienie, milosc nie ma nic z nimi
                    wspolnego bo nigdy nie boli.
                    Piszesz o chemi ktora jest poza nasza wola, mysle ze milosc nie jest reakcja
                    chemiczna. Sptkalem sie z rozmaitymi definicjami milosci sa ludzie dla ktorych
                    jest ona objawem somatycznym, objawia sie palpitacjami serca, motylkami w
                    brzuchu.
                    Sa ludzie dla ktorych miloscia jest podziwem, dla innych zalem albo pycha. Taka
                    milosc boli, przynosi cierpienie.
                    Jesli chcesz kochac to pozbadz sie wszystkiego co przynosi bol, wtedy zobaczysz
                    Swoja milosc.
                    Serdeczne pozdrowienia.
                    • incogn Re: do cytrynowej lemoniady 2 03.06.07, 13:32
                      Nie za bardzo rozumiem sens tego co piszesz.

                      Milosc niespelniona boli. Rozdzielenie ludzi, ktorzy poczuli sie bratnimi duszami - boli. Brak spelnienia
                      fizycznego ... tez boli... Czy milosc niespelniona przestaje byc miloscia... A spelniona byc nie moze, z
                      powodow roznych...

                      Co do chemii to podtrzymuje swoje zdanie, bo to przeciez hormony kieruja wszystkim funkcjami
                      naszego organizmu, rowniez poczuciem szczescia itp. itd. A hormony to jakies zwiazki chemiczne,
                      ktore kraza w naszej krwi, potrafia zmieniajac nam nature, charakter, pewnie nawet temperament. A te
                      objawy somatyczne, to skad???

                      Pisze o chemii, bo rozum na pewno nie mial udzialu w tym moim zakochaniu sie. Stalo sie to poza moja
                      wola...Jest to dla mnie tylko klopot, nieszczescie, ktore zniszczylo na wiele miesiecy moja dotad
                      ustabilizowana, dajaca mi satysfakcje egzystencje... w ktorej mialam swoje przyjemnosci, grono
                      radosnych przyjaciol, meza, oddanego, choc nie zawsze najmilszego, udane zycie seksualne. Marze o
                      powrocie do dawnej beztroski, spokoju wewnetrznego, harmonii ... ktore utracilam. Szcesliwie ogolnie
                      jest ze mna juz duzo lepiej, pracuje znow z radoscia, smieje i swietnie bawie wsrod ludzie, ale ten jakis
                      niepokoj i mysli sa jeszcze we mnie. I te rozmowy z nieobecnym.... idiotka!!!
                    • lemoniada.cytrynowa mskaiq 03.06.07, 14:35
                      mskaiq napisał:


                      >
                      >
                      > Jesli chcesz kochac to pozbadz sie wszystkiego co przynosi bol, wtedy zobaczysz
                      > Swoja milosc.


                      Mógłbyś to zdanie rozwinąć ?... skromnie proszę bo nie rozumiem.
    • mskaiq Re: duzo mlodszy przyjaciel 04.06.07, 14:39
      Milosc nie jest zalem, nie jest rowniez poczuciem winy, strachem, zloscia, itp.
      To sa inne uczucia, negatywne. Te uczucia bardzo czesto wystepuja razem z
      miloscia, dlatego milosc zwykle okreslana jest jako mieszanka tych uczuc,
      dlatego czasem jest zalem, czasem kombinacja uczuc. Dopiero kiedy pozbedziesz
      sie negatywnych odczuc wtedy zobaczysz milosc i zrozumiesz ze milosc nigdy nie
      rani.

      Jesli chodzi o uczucia to jestes w stanie je kontrolowac. Sila ich zalezy od
      emocji, a takze od umiejetnosci kontrolowania siebie.
      Mysle ze to od Ciebie zalezy czy chcesz kogos kochac czy nie. Kiedy
      przestaniesz myslec o osobie ktora kochasz, szybko zapomisz o niej i milosc
      znika.
      Bylas na tej drodze do zapomienia, przestalas myslec, wrocila rownowaga. Teraz
      powrocily mysli, mozesz je podsycac i wtedy bedzie pojawial sie zal, bo zal
      przynosi bol. Wiekszosc ludzi ten zal nazywa miloscia.
      serdeczne pozdrowienia.
      • incogn do Ewy 05.06.07, 21:48
        >realizm. Brutalny realizm.< piszesz....

        Tak milosc, pozadanie to taki stan, kiedy w Twej krwi plynie szampan, unosisz sie nad ziemia, plyniesz,
        potem cierpisz, czujesz sie jakby ktos obciazyl Twe barki workiem piasku, chorujesz fizycznie z bolu,
        wyjesz z cierpienia...
        Ale... jako czlowiek dojrzaly, doswiadczony wiesz, ze najwieksza milosc moze w czasie krotszym lub
        dluzszym zamienic sie w nienawisc, w glupie klotnie o to kto wyniesie smieci, w idiotyczne
        przepychanki slowne ... kto ma racje... Dlatego staram sie zachowac te swiadomosc czlowieka
        doswiadczonego swoim doswiadczeniem, przykladami z zycia i literatury, Kiedy bylam mloda, to
        szokowalo moj idealizm... teraz jestem stara i cyniczna...
        Wiec czy warto rujnowac zycie wielu osobom w imie czegos tak nietrwalego....

        Choc mimo wszystko stale korci mnie, aby to sprawdzic.... Ciagle nie moge calkiem odciac sie
        psychicznie, zamknac sie.... Ale to bylby szczyt glupoty uwierzyc, ze ta sprawa jest tak wyjatkowa, ze
        warto dla niej przeprowadzac rewolucje... Zycie jest bardzo prozaiczne....
        • ewag52 Re: do Ewy 05.06.07, 22:09
          a czy od razu trzeba, wszystko stawiać na jedna kartę?
          Sprowadzac do parteru rzeczywistości -jak sprawa niewyniesionych śmieci?
          Nie bierzesz pod uwage chwil? Choćby kradzionych.
          Nikt specjalnie, nie musi na tym cierpiec.
          Może sie zapalić, wypalic, spłonąc i wygasnąc.
          Jak w życiu
          Jak w życiu...
          • incogn Re: do Ewy 05.06.07, 22:56
            nie wiem. `je naleze do tych odwaznych, ktorzy nie ukrywaja sie, ktorzy jezeli cos robia, to dlategi iz
            wierza, ze racja -
            • lsilanow Re: do Ewy 06.06.07, 03:37
              jestes jak najzupełniej normalna incog(nito), kłamstwo jest straszne, kłamstwo nie pozwala się cieszyc
      • lsilanow Re: duzo mlodszy przyjaciel 06.06.07, 03:46
        jak przestac myslec?
        • incogn do Ewy i innych milych ludzi 06.06.07, 07:53
          Przepraszam Cie Ewo za wieczorny wpis. Jestem falszywa, bo oczywiscie scenariusz pokatnej zdrady
          tez rozwazalam. Wiec niepotrzebnie tak sie unioslam....

          Ale poki co cieszmy sie zyciem , pogoda jest cudowna. Wczoraj oddawalam sie sportom w pieknej
          okolicy, laki, las, szumiacy wiatr, mam wspanialych przyjaciol, duzo pracy, ale ciekawej i wogole dzis
          rano ... che mi sie zyc...
          Pogadalam z kwiatkami na balkonie, slucham spiewu kwiatow, cieszmy sie kazda chwila zycia. Dla mnie
          jest ono tu i teraz i dlatego zal wszelkich chwil spedzonych w bolu i rozpaczy...

          Milego dnia....
          • e_w_a_g_5 Re: do Ewy i innych milych ludzi 06.06.07, 08:39
            nie gniewam się inco, ale poczułam się jak kłamca zachęcający innych, do tego
            samego.
            Pomyślałam "dobrze mi tak".
            Duża część Ciebie, buntuje się p-ko takim rozwiązaniom.
            Nieprawda,że nie ma dobrego. Jest, tylko Twoje ukryte pragnienia, mogą rzucic
            długi cień, na osoby z którymi żyjesz.
            Czyli co? Jak postąpić?
            Zachować siebie, swoje zasady, czy postąpić wbrew i żałować?

            Tylko błagam, nie sprowadzaj takich uniesień do niewyniesionych smieci.
            Tutaj, nie powinno być na to miejsca

            "Serce inaczej chciało,
            stopy szły z trudem- nie tędy.
            Gdybym dawniej wiedziała...Gdybym wówczas umiała!"
            K.Iłłakowiczówna
          • lsilanow Re: do Ewy i innych milych ludzi 06.06.07, 18:05
            Śpieszmy się kochac życie, tak szybko przemija.
            :)
    • ewiku szczerość... 06.06.07, 14:26
      może zacznij od tego, że spytaj sama siebie czego tak naprawdę chcesz (nie
      patrząc na nic ani na nikogo) i jak znajdziesz już tą odpowiedź na 100% to po
      prostu zmień swoje życie i zacznij być szczęśliwa...
      odwagi...:)))


      ----------------------------------------------
      Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • lemoniada.cytrynowa Re: szczerość... 06.06.07, 15:15
        ewiku napisała:

        > może zacznij od tego, że spytaj sama siebie czego tak naprawdę chcesz (nie
        > patrząc na nic ani na nikogo) i jak znajdziesz już tą odpowiedź na 100% to po
        > prostu zmień swoje życie i zacznij być szczęśliwa...
        > odwagi...:)))
        >
        >
        hmmmm........ dobra rada. Tylko , ze ze zmianą np. mojego życia wiąże się zmiana
        życia kilku innych osób. Ja bym się nie ośmieliła im (tym moim) życia zmienić
        dla własnej potrzeby (ułudnej zresztą) szczęścia............
        • ewiku Re: szczerość... 06.06.07, 15:36
          szczęście to nie tylko miłość i życie z ukochaną osobą ale również albo przede
          wszystkim życie w zgodzie z sobą samym...

          i to miałam na myśli bo jeżeli autorka wątku nie jest szczęśliwa w związku w
          którym żyje to co to za życie?... wcześniej czy później, jak nie ten to inny
          powód ponownie wytrąci ją z równowagi i zburzy ten rodzinny ład...

          a tak na marginesie, co można dać swoim bliskim, jeżeli w środku jest się jedną
          wielką łzą?...



          ----------------------------------------------
          Wiem co mówię...ale nie mówię... co wiem...
      • lsilanow Re: szczerość... 06.06.07, 18:13
        Wczoraj słuchałem takiej pewnej piosenki, która dała mi dużo do myślenia, o takim tekście:

        "(x2)
        I'm no longer frightened
        no more sleepless nights
        no more bruises on my soul
        troubles out of sight

        I have no more sorrow
        no more search for light
        got my train of inner thoughts
        back on the tracks of life

        Chorus:(x2)
        Living my life, again
        living my life, again
        swept away by the wind
        i've changed
        taken time to rearrange"

        którą ja rozumiem tak:

        "Living my life, again
        Living my life, again
        swept away by the wind of changes
        Take the time to rearrange"

        A więc potrzeba chwili.

        ("Livin' my life again", Sylver)

        Podobno nic tak nie oczyszcza, jak szczerośc.
        Podobno nic tak nie uspokaja, jak pewna, stanowcza decyzja.
        • incogn Re: szczerość... 06.06.07, 19:52
          Drodzy zyczliwi!
          gdybym pomyslala, ze wiecznie bede nieszczesliwa, pewnie inaczej patrzylabym na sytuacje, inne
          decyzje podejmowala. Ale je wierze, ze stan mojego nieszczescia jest przejsciowy, bowiem milosc mija.
          Przeciez Wy tez pewnie mieliscie pare milosci. Po czasie nie czuje sie nic. To tylko kwestia dlugosci
          tego czasu. Konczac te sprawe pomyslalam, ze moje leczenie bedzie trwalo najdalej 3 miesiace. Nie
          przypuszczalam, ze to tak dlugo potrwa. Tak silny bol.

          No i juz by moze dobrze bylo, gdybym znow nie zostala poddana probie, jak postepowac...

          A moje malzenstwo, coz ... paradoksalnie jest coraz lepsze. Tak jakby moj maz czul (a absolutnie nie
          ma pojecia) moje rozterki.
          Ja tez zaczelam bardziej cenic moje malzenstwo, analizujec je wielokrotnie i patrzac jakim przyjacielem
          byl dla mnie maz w tych trudnych chwilach.. Trudne byly z roznych powodow..., oficjalnie...
          przemeczenie, kryzys wieku sredniego, zmiany hormonalne...

          Bo przeciez trudno nie zauwazyc, ze cos sie dzieje, gdy zona po nocach nie spi, przestala zajmowac sie
          domem, przestala mowic, jest placzliwa, udaje prace... no i pije ponad miare... Moj maz zniosl to
          wszystko z absolutnym spokojem, wspierajac mnie, okazujec serdecznosc, do ktorej z natury nie jest
          sklonny...

          Kochani, czy w imie
          • lsilanow Re: szczerość... 06.06.07, 20:47
            Pa!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka