Dodaj do ulubionych

brak wyjścia??

IP: 80.48.38.* 17.07.03, 16:42
co zrobić kiedy nie widzi sie wyjscia z sytuacji,kiedy tkwi sie w
zwiazku,który od dawna sie rozpada a z dnia na dzien jest tylko coraz
gorzej,i nie ma odwagi zrobic cokolwiek,kiedy nie dopuszcza sie nawet mysli o
rozstaniu a własciwie dopuszcza ale nie mam siły tego zrobić,przyznac przed
samym soba,ze popełniło sie błąd:(w koncu to moj maz..złudna nadzieja na
poprawe?tchórzostwo czy moze lęk przed samotnoscia do konca zycia??nie wiem
co mam ze soba zrobić,w zyciu takich problemow nie miałam i to naraz,z
mezem,z rodzina, w pracy i jeszcze do tego nauka:(wiem jedno,ze dłuzej tak
nie pociagne chodze całymi dniami znerwicowana(raz nawet okresu nie dostałam)
psychika wysiadła mi juz kompletnie,wszystko przezywam,nic sie nie
udaje,zmuszam sie tylko zeby wstac rano do pracy..jestem taka przybita,ze
szok!nawet nie mam z kim pogadac(jakims trafem brak przyjaciół:()totalna
beznadzieja,jak z tego wybrnac?nie wytrzymam dłuzej!!chętnie bym wyjechała
ale blokuje brak kasy,poprostu nie ma wyjscia:(chyba jedynie sie
pochlastać..poradźcie cos,jak sie odbic od dna??
Obserwuj wątek
    • tea_time Re: brak wyjścia?? 17.07.03, 16:56
      Poczekaj 6 godzin.

      Dawno, dawno temu... na przelomie wiekow XIX i XX zyl sobie malarz. Mial zone i
      dwie corki. Malowal duzo i pieknie, jednak jego obrazy nie znajdowaly nabywcow.
      Rodzina jego cierpiala wielka biede, a on cierpial na widok niedostatku
      rodziny. Ktoregos dnia miara cierpliwosci sie przebrala i ow malarz popelnil
      samobojstwo. Szesc godzin pozniej do drzwi jego mieszkania zapukal marszand z
      dobra nowina, ze zjawil sie kupiec na wszystkie jego obrazy, gotow zamowic
      nastepne. Wystarczylo, zeby poczekal 6 godzin, by zycie odmienilo sie na
      lepsze.

      Kiedy mnie czasem spotyka cos bardzo bolesnego przypominam sobie te historie.
      Mysle sobie: poczekaj, Tea, nie zalamuj sie, poczekaj "6 godzin". Odpowiedz,
      rozwiazanie Twoich problemow, smutkow na pewno jest, na pewno gdzies czeka,
      moze za zakretem i dlatego dzis, z tego miejsca, go nie widzisz, ale to wcale
      nie znaczy, ze nie istnieje,zatem poczekaj...ze zdumieniem odkrywajac, ze
      czasem nie musialam tak dlugo czekac, a czasem zauwazajac, ze odpowiedz nie
      przyszla z zewnatrz, ale ze srodka, kiedy tylko ostudzilam emocje i troche
      powietrza don wpuscilam.

      Bedzie dobrze, poczekaj. I trzymaj sie. To czekanie bywa ( brzydkie slowo:)
      Tea
      • Gość: Malwina Re: brak wyjścia?? IP: *.d1.club-internet.fr 18.07.03, 00:42
        nie zapomnij kupic testu
        • Gość: teresa Re: brak wyjścia?? IP: witnet:* 25.07.03, 15:21
          Jak zawsze Malwina - dobra rada - PONAD wszystkie błahe problemy maluczkich.
          Przerost inteligencji nad człowieczeństwem?
          Zadufanie?
          Brak - całkowity - empatii?
          • Gość: nitna Re: brak wyjścia?? IP: *.prem.tmns.net.au 25.07.03, 15:36
            Gość portalu: teresa napisał(a):

            > Jak zawsze Malwina - dobra rada - PONAD wszystkie błahe problemy maluczkich.
            > Przerost inteligencji nad człowieczeństwem?
            > Zadufanie?
            > Brak - całkowity - empatii?


            nie , problem stawiania znaku rownosci miedzy inteligencja i madroscia.

            Moze ci ona nawet inteligentna, .. z tym, ze nie na pewno...
          • Gość: Malwina Re: brak wyjścia?? IP: *.d1.club-internet.fr 25.07.03, 18:28
            a ty sie malwina nie zajmuj tylko doradz co mozesz.
            La plus belle fille au monde ne peut donner que ce qu'elle a

            czyli : najpiekniejsza kobieta swiata moze dac tylko to co ma.

            Ja wiem co mam , a ty ?
    • lagatta Re: brak wyjścia?? 18.07.03, 01:15
      Radziłabym ci znaleźć czas na to by odpocząć .Czasem nawał kłopotów sprawia ,że
      każdy kolejny kłopocik rośnie do rangi ogromnego kłopotu.Znajdź coś co pozwoli
      Ci się na chwilę wyłączyć z tego wszystkiego ,wyciszyć .Choć na moment oderwij
      się od kłopotów.Jak sama napisałaś Twoja psychika ma już dość .Często decyzji
      podjętych w takim stanie później się żałuje .No i czas ...On naprawde jest
      pomocny.
      • Gość: Biedronka14 Re: brak wyjścia?? IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.07.03, 04:32
        co zrobić kiedy nie widzi sie wyjscia z sytuacji,kiedy tkwi sie w
        zwiazku,który od dawna sie rozpada a z dnia na dzien jest tylko coraz
        gorzej,i nie ma odwagi zrobic cokolwiek,kiedy nie dopuszcza sie nawet mysli o
        rozstaniu a własciwie dopuszcza ale nie mam siły tego zrobić,przyznac przed
        samym soba,ze popełniło sie błąd:(w koncu to moj maz..złudna nadzieja na
        poprawe?tchórzostwo czy moze lęk przed samotnoscia do konca zycia??nie wiem
        co mam ze soba zrobić,w zyciu takich problemow nie miałam i to naraz,z
        mezem,z rodzina, w pracy i jeszcze do tego nauka:(wiem jedno,ze dłuzej tak
        nie pociagne chodze całymi dniami znerwicowana(raz nawet okresu nie dostałam)
        psychika wysiadła mi juz kompletnie,wszystko przezywam,nic sie nie
        udaje,zmuszam sie tylko zeby wstac rano do pracy..jestem taka przybita,ze
        szok!nawet nie mam z kim pogadac(jakims trafem brak przyjaciół:()totalna
        beznadzieja,jak z tego wybrnac?nie wytrzymam dłuzej!!chętnie bym wyjechała
        ale blokuje brak kasy,poprostu nie ma wyjscia:(chyba jedynie sie
        pochlastać..poradźcie cos,jak sie odbic od dna??


        Przykro mi, ze przechodzisz takie katusze. Beznadzieja i frustracja z niej
        wynikajaca jest rzecza gorsza anizeli bol fizyczny, Bol przechodzi. Katusze
        emocjonalne, spadek energii, brak motywacji i ich nasilenie zaleza od naszego
        nastawienia na problemy. To ciagnac mozemy miesiace, nawet lata, bo przeciez
        nie zmienimi naszych latami schematycznie otwazanych rekakcji na prztryk
        palcow. Do tego potrzebna jest sila, i chec zmiany, i takze chyba lekka
        reformacja usposobienia, a to jedynie mozna znalesc w sobie i we wlasnej
        motywacji. Nie dziwie sie, ze jest beznadziejnie, bo emocjonalnie nie stac Cie
        na walke, jestes wypalona, szukasz pomocy, od przyjaciol ich nie dostaniesz, bo
        sie wykruszyli po latach Twojego inwestowania jedynie we zwiazek z mezem, od
        meza tez nie, bo to juz inny czlowiek.

        Beznadziejnie, ale nie bez wyjscia. Z kazdej beznadzieji jest wyjscie. Po Twoim
        poscie wyraznie widac ze walczysz zarowno z problemami jak i z depresja. Zeby
        miec motywacje i sile musisz wpierw wylezc z tego paskudnego stanu, a pozniej
        krok za kroczkiem, wszystko wydawac bedzie sie latwiejsze. Proponuje wizyte u
        psychologa, jezeli nie jest to obcja dla Ciebie, to sproboj odnowic stare,
        zaufane znajomosci i w zaufaniu prosic o pomoc - jestem pewna ze nie
        zbagatelizuja Twojego stanu, jezeli nie oni, to wlasna Matka, dorastajaca
        corka, siostra, i istniejemy takze my, anonimowi, wiec krzycz, wrzeszcz
        przeklinaj. Zlosc i agresja jest lepsza anizeli stagnacja, Zlosc motywuje.

        I bron Boze nie rob nic glupiego, istnieje wyjscie. Na razie tego nie widzisz.
        I prosze Ciebie pisz wiecej.

        Pozdrawiam, Biedronka.

        Bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz:)




    • procesor Re: brak wyjścia?? 18.07.03, 23:48
      Lekarzem to ja nie jestem - ale czy to juz nie depresja? Albo nerwica?
      Nie da sie tak zyć. Sama to juz wiesz.
      Na początek chyba jednak wizyta u lekarza.

      A jak się nie boisz - to pisz tutaj. Ostrzegam jednak że to nie zawsze
      bezpieczne.. :)
    • rubina Re: brak wyjścia?? 19.07.03, 00:07
      Myślę, że jeżeli nie masz ani siły, ani ochoty na wielkie zmiany w swoim życiu,
      to musisz - tak jak Ci tu większość radzi - poczekać. Czas czasami przynosi
      rozwiązanie. Ale nie musisz przeczekać tego wszystkiego biernie - spróbuj coś
      robić, małymi kroczkami, ale spróbuj. Pomyśl, co ci sprawia przyjemność, albo
      postaw sobie jakiś cel, niezbyt odległy, tak, abyś miała czym się zająć. Nie
      możesz się zamartwiać, bo to nic nie da. Na pewno będzie jeszcze dobrze,
      zobaczysz. Głowa do góry. Przecież zawsze po burzy świeci słońce....:)
    • Gość: Kamfora Re: brak wyjścia?? IP: *.icpnet.pl 20.07.03, 18:28
      Gość portalu: zdołowana napisał(a):

      > co mam ze soba zrobić,w zyciu takich problemow nie
      miałam i to naraz,z
      > mezem,z rodzina, w pracy i jeszcze do tego nauka:(wiem
      jedno,ze dłuzej tak
      > nie pociagne chodze całymi dniami znerwicowana(raz
      nawet okresu nie dostałam)


      A te kłopoty z rodziną to na jakim tle?

      :-)
      Ba.
      • Gość: zdołowana Re: brak wyjścia?? IP: 80.48.38.* 25.07.03, 12:11
        Dziękuje wszystkim za posty i z góry przepraszam,ze długo nie odpisywałam(net
        tylko w pracy a właściwie po pracy)
        Od mojego postu wiele sie nie zmieniło,nadal zastanawiam sie czy to małżeństwo
        ma sens,czy sie nie rozstac,ale tak sie boje i nawet nie wiem czego:(moze
        dlatego,ze mi sie nie udało?ze nie umiem jemu(mezowi)sobie pomoc?to boli..i nie
        wiem co mam zrobić.Brak mi odwagi na ten krok,zostane sama i co ja ze soba
        zrobie???wiem jednak ,ze tych fałszywych oskarzen juz nie
        wytrzymam,wyzwisk,awantur,przesiakła nim nienawisc,znienawidzilismy siebie
        nawzajem:(ja juz chyba nic nie czuje..nie moge sie z tym pogodzic..a z drugiej
        strony wiem,ze dłuzej z nim nie wytrzymam..chyba pojde do psychologa..nie wiem
        • Gość: anna Re: brak wyjścia?? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.07.03, 12:57
          Ja też mam podobny problem.Poświęciłam najlepsze lata swojego życia na
          wychowywanie dzieci, żeby mąż mógł spokojnie pracować. Teraz córka ma stale o
          coś do mnie pretensje, to ja jestem ta najgorsza matka, a tatuś dobry, bo na
          wszystko pozwala. Mąż stale się mnie czepia, chociaż to ja powinnam mieć do
          niego pretensje, bo okazało się że narabił długów i zbankrutował. Nie wiem też
          co mam dalej robić, jak będziemy żyć. Gbyby nie dzieci to dałabym mu kopa w
          d...., bo tylko na to zasłużył i sama bym wyżyła ze swojej pensji. Ale nie mam
          za co utrzymać dzieci.Sytuacja beznadziejna. Z nim trudno żyć a bez niego nie
          wyżyję /chociaż na razie i tak jest bez pracy./Też jestem znerwicowana i
          przygnębiona. Najgorsze jest to, że to pieroński milczek i nie można z nim
          porozmawiać, a jak usłyszy prawdę to się obraża. Właściwie to nie mam z kim
          pogadać. Może są jakieś grupy wsparcia i gdzie ich szukać? Zawsze to w "kupie"
          raźniej!!!
        • Gość: aly Re: brak wyjścia?? IP: 62.121.128.* 25.07.03, 12:58
          ;)
          "kazda decyzja jest lepsza od braku decyzji" ... sama chce potrafic te maksyme
          stosowac... . rusz do przodu, bo tkwiac w tym miejscu-ukladzie umierasz.
          powodzenia.
          • Gość: Malwina Re: brak wyjścia?? IP: *.d1.club-internet.fr 25.07.03, 18:31
            no ale brak decyzji tez jest decyzja
            trzeba dojrzec
            i takie kroki jak napisanie na forum przyspieszaja dojrzewanie
        • ha-jo Re: brak wyjścia?? 25.07.03, 18:11

          czytam sobie tak niektore posty, i dziwie sie, jak bardzo dzisiaj czlowiek boi
          sie samotnosci.meczyc sie w toksycznym zwiazku, ciepiec, wypalic sie
          psychicznie to jeszcze nic w porownaniu z byciem samemu.

          sama przyznalas sie do bledu, normalna rzecz sie pomylic, sama twierdzisz, ze
          boisz sie samotnosci, to tez juz cos.teraz wszystko to kwestia tylko odwagi z
          twojej strony, aby cos zmienic.i tejze ci zycze.pamietaj, ze i tak przyjdzie
          dzien, ktory zabierze cie od tego co znajome.
    • Gość: Martyna Re: brak wyjścia?? IP: *.proxy.aol.com 25.07.03, 19:41


      My zawszer mamy wybor - wyjscie . Mozesz zostac z mezem, odejsc, zaakceptowac
      sytuacje na razie, pojsc z mezem na terapie etc.

      Boisz sie samotnosci ale czy Ty teraz nie jestes samotna? Czy sie samotna nie
      czujesz?
    • zly_kwiat Re: brak wyjścia?? 26.07.03, 00:11
      Gość portalu: zdołowana napisał(a):

      > co zrobić kiedy nie widzi sie wyjscia z sytuacji,kiedy tkwi sie w
      > zwiazku,który od dawna sie rozpada a z dnia na dzien jest tylko coraz
      > gorzej,i nie ma odwagi zrobic cokolwiek,kiedy nie dopuszcza sie nawet mysli o
      > rozstaniu a własciwie dopuszcza ale nie mam siły tego zrobić,przyznac przed
      > samym soba,ze popełniło sie błąd:(w koncu to moj maz..złudna nadzieja na
      > poprawe?tchórzostwo czy moze lęk przed samotnoscia do konca zycia??nie wiem
      > co mam ze soba zrobić,w zyciu takich problemow nie miałam i to naraz,z
      > mezem,z rodzina, w pracy i jeszcze do tego nauka:(wiem jedno,ze dłuzej tak
      > nie pociagne chodze całymi dniami znerwicowana(raz nawet okresu nie dostałam)
      > psychika wysiadła mi juz kompletnie,wszystko przezywam,nic sie nie
      > udaje,zmuszam sie tylko zeby wstac rano do pracy..jestem taka przybita,ze
      > szok!nawet nie mam z kim pogadac(jakims trafem brak przyjaciół:()totalna
      > beznadzieja,jak z tego wybrnac?nie wytrzymam dłuzej!!chętnie bym wyjechała
      > ale blokuje brak kasy,poprostu nie ma wyjscia:(chyba jedynie sie
      > pochlastać..poradźcie cos,jak sie odbic od dna??


      utalentowany erotycznie kochanek 3 x dziennie po jedzeniu
    • Gość: mag Re: brak wyjścia?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.07.03, 11:21
      Dokładnie Cie rozumiem, bo obecnie przeżywam to samo co Ty (zreszta nie
      pierwszy raz-niestety). Przetestowałam juz rózne metody i sposoby radzenia
      sobie z tym problemem. Po pierwsze: koniecznie wyrwij sie z tej traumy wyjedż
      gdziekolwiek choć na 2 dni, wyłącz komórke ucieknij tam gdzie jest cisza spokój
      i Natura i zstanów się nad tym czy warto kontynuowac to małżeństwo, a przede
      wszystkim wycisz sie. Nastepnie jak najszybciej udaj się do dobrego
      psychoterapeuty albo psychologa który razem z Toba krok po kroku rozpracuje i
      nazwie problemy. Kiedy juz poczujesz się silniejsza rozmawiaj ze swoim
      partnerem ale NIE POZWÓL aby Cię obrażał. Zanim jednak do tego przystapisz
      radze poczytać mądre książki np. Zuzanny Celmer i "Młość nie wystarczy"
      psychologa Aarona B (niestety, nie pamiętam nazwiska. Jezeli drań jest
      neroformowalny cierpisz przez niego Ty i Twoje dziecko zostaw go sa ludzie
      ktorzy nigdy nioe dorosna do swoich ról, a Ty nie zaznasz spokoju i radości.
      Jęsli jednak ma jakies ludzkie odruchy postaraj sie do nego dotrzeć. Trzymam
      kiuki. Magda
    • Gość: meee Re: brak wyjścia?? IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 29.07.03, 11:36
      Gość portalu: zdołowana napisał(a):

      > co zrobić kiedy nie widzi sie wyjscia z sytuacji,kiedy tkwi sie w
      > zwiazku,który od dawna sie rozpada a z dnia na dzien jest tylko coraz
      > gorzej,i nie ma odwagi zrobic cokolwiek,kiedy nie dopuszcza sie nawet mysli o
      > rozstaniu a własciwie dopuszcza ale nie mam siły tego zrobić,przyznac przed
      > samym soba,ze popełniło sie błąd:(w koncu to moj maz..złudna nadzieja na
      > poprawe?tchórzostwo czy moze lęk przed samotnoscia do konca zycia??nie wiem
      > co mam ze soba zrobić,w zyciu takich problemow nie miałam i to naraz,z
      > mezem,z rodzina, w pracy i jeszcze do tego nauka:(wiem jedno,ze dłuzej tak
      > nie pociagne chodze całymi dniami znerwicowana(raz nawet okresu nie dostałam)
      > psychika wysiadła mi juz kompletnie,wszystko przezywam,nic sie nie
      > udaje,zmuszam sie tylko zeby wstac rano do pracy..jestem taka przybita,ze
      > szok!nawet nie mam z kim pogadac(jakims trafem brak przyjaciół:()totalna
      > beznadzieja,jak z tego wybrnac?nie wytrzymam dłuzej!!chętnie bym wyjechała
      > ale blokuje brak kasy,poprostu nie ma wyjscia:(chyba jedynie sie
      > pochlastać..poradźcie cos,jak sie odbic od dna??

      Kochana zdołowana,
      nie odzywałam się wcześniej, bo sama podejmowałam decyzje dosyć spontanicznie,
      opierając sie na intuicji, a nie do konca byłam pewna czy moja 'metoda'
      radzenia sobie z klopotami zdaje egzamin. Czytając takie posty, utwierdzam się
      w jednym: nie ma co czekac az sie samo rozwiąże.
      Ogólnie to w życiu chodzi o to, by znaleźć szczęście i spokój wewnątrz,
      prawda? :)
      jesli tego nie możesz osiągnąć, bo otoczenie nie sprzyja, należy zebrać się
      do 'kupy' i pójść na calosc, bo życie jest jedno.

      zbyt wiele widziałam kobiet, ktore rozwiodły sie po 20 - 25 latach
      małżenstwa, "ktos" za nie podjął te decyzję, choć tkwiły w chorym układzie
      przez co najmniej dekadę,ale tak okropnie bały się samotnosci, że godziły się
      na wszystko...
      wierz mi: samotnosc we dwoje jest o wiele gorsza od tej wybranej, w pojedynkę.

      Cóż mogę powiedzieć: zgadzam sie z przedmówczynią (wczsniejszych postów nie
      czytalam, przyznaje sie bez bicia) - przejdź się do psychologa,
      psychoterapeuty, sama, a potem -jesli zechce wspolpracowac - to z mężem.
      Zrób coś, bo inaczej, w tej inercji, zginiesz marnie...

      Do boju! :)
      życzę dużo siły, pozdrawiam serdecznie :)
    • walentyna Re: brak wyjścia?? 29.07.03, 13:31
      Czasami to, czego się najbardziej boimy jest też tym, czego najbardziej
      pragniemy. Czy potrafisz na chwilę odłożyć lęk na bok i wtedy zastanowić się,
      czego byś chciała, gdybyś się nie bała?

      Często boimy się czegoś tylko dlatego, że nie wiemy, jak to coś wygląda. "Coś"
      nie jest złe samo w sobie, a jedynie nieznane.
      W "Zaklinaczu koni" jest taka scena, kiedy zaklinacz zmusza konia, by zmierzył
      się z tym, co go naprawdę przeraża. By "wyjrzał poza krawędź przepaści". I
      okazuje się, że to, co przerażające, kiedy się je obejrzy, staje się całkiem
      normalne i akceptowalne.
      Pomyśl o tym, czego nie robisz TYLKO ze strachu. A potem zrób to. Może będzie
      to otwarta rozmowa z mężem. Może wytłuczenie wszystkich talerzy. Może
      wykrzyczenie mu tego, co Cię boli. A może rozstanie. A może jeszcze coś
      innego...

      W.


      • Gość: zdołowana Re: brak wyjścia?? IP: *.gdow.sdi.tpnet.pl 29.07.03, 17:53
        rzeczywiście,czuje sie baaardzo samotna:(bardziej niz kiedykolwiek ale
        niepotrafie zrobic niczego,jestem jak sparalizowana,bo co potem bedzie?24 lata
        i rozwódka???nie przezyje tego,juz nie wiem czyja była wina(pewnie na pól)ale
        zawsze tak jakos potrafi mnie przekabacic,on jest bardziej madrzejszy i moze on
        ma racje a jak zwykle sie myle?nie wiem..przeciez tez chodzi o to co ja mam do
        powiedzenia,co ja czuje,czego ja pragne,co mnie boli itd..czy to egoistyczne?
        tylko czemu tak sie boje własnych uczuc?ich uzewnetrznienia?a moze dlatego,ze
        ktos mnie oskarzy ,ze jak sa problemy to uciekam?albo,ze sie do pewnych rzeczy
        tym zachowaniem przyznam?ze ten ktos miał racje.. moje zycie wyglada na
        udowadnianiu..echhh,poprostu jestem głupia..ratuje mnie chyba jedynie
        psycholog..bac sie własnych kroków..durnota,a jednak..
        • Gość: Ina Re: brak wyjścia?? IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.07.03, 10:22
          Prezczytalam twoj list uwaznie i bardzo dobrze wiem co czujesz,przyechodzilam
          cos takiego kilka lat temu i wyrwalam sie z takiego dreczacego mnie swiata,dni
          i noce zastanawialam sie co zrobic,zapisywalam sobie swoje przemyslenia,
          analizowalam,jednym slowem burza mozgu i wtedy zaswitalo mi w glowie ,dlaczego
          mam caly czas myslec o wszystkich do okola,usmiechac sie,udawac radosc, a w
          srodku jedno wielkie nieszczescie,czy ja juz sie nie licze???nie bylo to
          egoistyczne,podjelam kilka waznych decyzji i wcale ich nie zaluje,ja jestem
          szczesliwa i moi bliscy chyba tez.
          • walentyna Re: brak wyjścia?? 30.07.03, 13:02
            Właśnie, właśnie! Ja też przeszłąm taki etap. Wniosek, do jakiego doszłam jest
            taki, że jeśli sama nie jestem szczęśliwa, to jak mogę dać szczęście innym?
            Ludzie mi bliscy są bardzo ważni, ale ZE MNĄ WŁĄCZNIE, a nie oprócz.
            W.

            Gość portalu: Ina napisał(a):

            > Prezczytalam twoj list uwaznie i bardzo dobrze wiem co czujesz,przyechodzilam
            > cos takiego kilka lat temu i wyrwalam sie z takiego dreczacego mnie
            swiata,dni
            > i noce zastanawialam sie co zrobic,zapisywalam sobie swoje przemyslenia,
            > analizowalam,jednym slowem burza mozgu i wtedy zaswitalo mi w
            glowie ,dlaczego
            > mam caly czas myslec o wszystkich do okola,usmiechac sie,udawac radosc, a w
            > srodku jedno wielkie nieszczescie,czy ja juz sie nie licze???nie bylo to
            > egoistyczne,podjelam kilka waznych decyzji i wcale ich nie zaluje,ja jestem
            > szczesliwa i moi bliscy chyba tez.
            >
            • Gość: Sergiusz Re: brak wyjścia?? IP: 213.17.172.* 30.07.03, 16:09
              To wszystko prawda, w zasadzie mogę się podpisać. Ale nie
              byłbym soba, gdybym nie znalazł małego "ale".

              No bo gdzie jest ta granica, kiedy sytuacja się odwraca?
              Kiedy myślenie TEŻ o sobie delikatnie przechodzi w
              myślenie PRZEDE WSZYSKIM o sobie? I nagle okazuje się, że
              co prawda mnie jest dobrze, ale ktoś obok oberwał
              odłamkiem powstałym przy ciosaniu mojego życia zgodnie z
              moim wyobrażeniem.

              "Gdzie drwa rąbią.."

              ????

              Hm...


              Nie.




              Mam prawo poświęcić siebie, ale nie mam prawa poświęcać
              kogoś.
              To moje zdanie, ale można mieć inne.


              MS.
              • walentyna Re: brak wyjścia?? 30.07.03, 16:22
                Mam prawo poświęcić siebie. Mam też prawo nie poświęcać siebie.

                A najlepiej bez poświęcania kogokolwiek znaleźć punkt równowagi i harmonii
                między dbaniem o dobro własne i dbaniem o dobro innych.
                Zdaje się, że nie jest to żadna stała i na tym znajdowaniu spędzamy całe życie,
                rozwijając i wzbogacając przy okazji swój umysł i duszę.

                A granica? Niektórzy szukają jej we własnym sumieniu.

                W.
                • Gość: Sergiusz Re: brak wyjścia?? IP: 213.17.172.* 30.07.03, 16:36
                  walentyna napisała:

                  > Mam prawo poświęcić siebie. Mam też prawo nie poświęcać
                  siebie.

                  Znowu zgoda, ale prawie. Nie uważam, że człowiek ma
                  obowiązek poświęcania w każdej sytuacji siebie (a więc ma
                  prawo nie poświęcania siebie). Ale nierzadko staje się
                  przed wyborem "ja" albo "ktoś", lub - łagodniej: samo
                  "ja" bez wysiłku, albo wysiłek by i "ktoś" i "ja", bez
                  pewności że to możliwe. (Zbyt) często zostaje wybrana
                  wersja "ja i już".

                  MS.
                  • walentyna Re: brak wyjścia?? 31.07.03, 16:26
                    Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

                    > walentyna napisała:
                    >
                    > > Mam prawo poświęcić siebie. Mam też prawo nie poświęcać
                    > siebie.
                    >
                    > Znowu zgoda, ale prawie. Nie uważam, że człowiek ma
                    > obowiązek poświęcania w każdej sytuacji siebie (a więc ma
                    > prawo nie poświęcania siebie). Ale nierzadko staje się
                    > przed wyborem "ja" albo "ktoś", lub - łagodniej: samo
                    > "ja" bez wysiłku, albo wysiłek by i "ktoś" i "ja", bez
                    > pewności że to możliwe. (Zbyt) często zostaje wybrana
                    > wersja "ja i już".
                    >
                    > MS.

                    Również bardzo często wybierana jest opcja "inni" bez "ja". I to też jest
                    nieszczęście.

                    W.
    • komandos57 Re: brak wyjścia?? 29.07.03, 17:57
      Gość portalu: zdołowana napisał(a):
      > pochlastać..poradźcie cos,jak sie odbic od dna??
      ////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////////
      skacz wysoko.Koniecznie w walonkach.
    • zalamana-zyciem Re: brak wyjścia?? 31.07.03, 17:23
      posluchaj ja mam podobnie. nie jestes sama. mam meza pijaka, nieroba i nie
      wiadomo kogo. mam dzieci. sama pracuje urztmuje siebie, rodzine, splacam dlugi
      po mezu i ledwo chodze. chudne nic nie jem i dobijam sie. nie mam pomocy z
      zadnej strony. wstydze sie przyznac kolezankom gdzie kolwiek co ja mam z mezem.
      ci co wiedza mowia zebym rzuciala a ja juz sama nie wiem. boje sie samotnosci,
      nie wiem czego. martwie sie o dziecko czy bez ojca da sobie rade, ale znowu co
      to za ojciec. mi tez ciezko........nawet nie wiesz jak. mam 30 lat a chce kogos
      miec blisko, kogos zaufanego, ktorego bede kochac a ja jestem sama........i nie
      wiem co robic........... i codziennie pytam dlaczego mi sie to przydarzylo?? i
      ile jeszce to trwac bedzie.
      pozdrawiam,
      • zuzka111 Re: brak wyjścia?? 31.07.03, 22:00
        zalamana-zyciem napisała:

        > posluchaj ja mam podobnie. nie jestes sama. mam meza pijaka, nieroba i nie
        > wiadomo kogo. mam dzieci. sama pracuje urztmuje siebie, rodzine, splacam
        dlugi po mezu i ledwo chodze. chudne nic nie jem i dobijam sie. nie mam pomocy
        z zadnej strony. wstydze sie przyznac kolezankom gdzie kolwiek co ja mam z
        mezem.

        ROZWIEŚĆ SIĘ !!!! WYWALIĆ GO Z DOMU
        on ci nie jest potrzebny, sama sobie radzisz, uwolnisz się i będzie dobrze, nie
        bedzie wynosił rzeczy z domu, nie będzie przepijał Twoich pieniędzy, nie
        będziesz się wstydzić.


        > ci co wiedza mowia zebym rzuciala a ja juz sama nie wiem. boje sie
        samotnosci, nie wiem czego. martwie sie o dziecko czy bez ojca da sobie rade,
        ale znowu co to za ojciec. mi tez ciezko........nawet nie wiesz jak. mam 30
        lat a chce kogos miec blisko, kogos zaufanego, ktorego bede kochac a ja jestem
        sama........i nie wiem co robic........... i codziennie pytam dlaczego mi sie
        to przydarzylo?? i ile jeszce to trwac bedzie. pozdrawiam,

        dziecko bez takiego ojca prędzej sobie poradzi. jaki ma przykład, co widzi, co
        bedzie naśladowało????
        wywal pijaka za drzwi, weź alimenty z funduszu, jak on nie zapłaci i żyj...
        BO ŻYCIE MASZ TYLKO JEDNO , nie da się go cofnąć jak płyty i zacząć jeszcze
        raz. co co mija, mija bezpowrotnie...

        pozdrawiam serdecznie
        • Gość: zdołowana Re: brak wyjścia?? IP: 80.48.38.* 12.08.03, 11:20
          wiecie co,poprostu nie wierze,ze to zrobiłam..poprosiłam go zeby sie
          wyprowadził,o dziwo nie było kłótni,awantur..nic...chyba mu nie zalezy..albo to
          męska duma,a na dodatek dzis jest 3 rocznica,czuje sie ookrooopnie:(((((
          • gioca Re: brak wyjścia?? 12.08.03, 15:02
            Zdolowana odezwij sie na priva!

            Pozdrawiam.
            • maniia Re: brak wyjścia?? 13.08.03, 03:12
              ja zawsze radze seks jako zapomnienie i nie jest to zart!
              • Gość: zdołowana Re: brak wyjścia?? IP: 80.48.38.* 13.08.03, 13:26
                niestety seks odpada:(

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka