beznadziejne zycie

15.12.01, 21:33
Zycie jest dla mnie totalnie beznadziejne. Sa chwile kiedy potrafie cieszyc sie
nawet malymi rzeczami ale to sa tylko chwile. Generalnie moj odbior swiata jest
negatywny i smutny. Zle tak zyc:(
Tkwie w wyniszczajacym mnie psychicznie zwiazku malzenskim ale nie mam
mozliwosci wyplatania sie z niego. Ze wzgledu na dzieci, na pieniadze, a takze
ze wzgledu na to ze jestem za slaba. Nie kocham mojego meza a z drugiej strony
jestem od niego uzalezniona psychicznie.
Psychoterapia opada w moim przypadku poniewaz mieszkam w malym miescie.
Moze ktos mi pomoze? Co robic by mniej cierpiec? Cieszyc sie tym co po prostu
jest? Chcialabym zmienic swoje nastawienie do tego co mnie spotyka ale nie
wiem jak. Wiem ze i to pytanie jest beznadziejne ale ja juz nie wiem co mam
robic. Czesto mysle o samobojstwie.
Pozdrawiam
    • planeta Re: beznadziejne zycie 15.12.01, 23:04
      Napisałam do Ciebie na Twoją pocztę,bo dużo było tego.
      Sprawdź i odpisz,proszę.

      Pozdrawiam.planeta
    • sabe-na Re: beznadziejne zycie 15.12.01, 23:14
      lyne napisał(a):

      > Zycie jest dla mnie totalnie beznadziejne. Sa chwile kiedy potrafie cieszyc sie
      >
      > nawet malymi rzeczami ale to sa tylko chwile. Generalnie moj odbior swiata jest
      >
      > negatywny i smutny. Zle tak zyc:(
      Tkwie w wyniszczajacym mnie psychicznie zwiazku malzenskim ale nie mam
      > mozliwosci wyplatania sie z niego. Ze wzgledu na dzieci, na pieniadze, a takze
      > ze wzgledu na to ze jestem za slaba. Nie kocham mojego meza a z drugiej strony
      > jestem od niego uzalezniona psychicznie.
      > Psychoterapia opada w moim przypadku poniewaz mieszkam w malym miescie.
      > Moze ktos mi pomoze? Co robic by mniej cierpiec? Cieszyc sie tym co po prostu
      > jest? Chcialabym zmienic swoje nastawienie do tego co mnie spotyka ale nie
      > wiem jak. Wiem ze i to pytanie jest beznadziejne ale ja juz nie wiem co mam
      > robic. Czesto mysle o samobojstwie.
      > Pozdrawiam

      Dlaczego ze wzledu na dobro dzieci chcesz pozostac w wyniszczajacym zwiazku a
      jednoczesnie rozwazasz ewentualnosc samobojstwa?
      Wydaje mi sie ze zycie kobiety ktora ma dzieci juz z tego tylko powodu NIE jest
      beznadziejne.
      Co to znaczy ze nie kochasz meza? Czy nigdy go nie kochalas czy dopiero od
      jakiegos czasu to sobie uswiadomilas?
      W jakim wieku sa dzieci?
      Czy pracujesz zawodowo? ( piszesz ze mieszkasz w malym miasteczku )

      Ida Swieta. Mam nadzieje ze wszystko bedzie dobrze!
      Zycze tego Tobie i Twoim bliskim.
      Trzymaj sie!
      Sabe-na
    • ilikesee Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 02:17
      Droga Lyne,
      czy oprócz tego,że życie Ci niemiłe coś robisz.Czy masz cel w życiu?
      To wszystko jest trudne i mało zrozumiałe szczególnie dla ludzi,którzy zbyt
      wiele chcieliby zrozumieć.Proszę spróbuj odnależć coś ,co pozwoli CI ODNALeŻĆ
      SIEBIE,coś co spawi przyjemność...Przede wszystkim myśl o sobie...RATUJ
      SIEBIE...PROSZĘ...
      A może spróbujesz zasmakować w pracy charytatywnej?Może życie dla kogoś,kto
      doceni Twoje starania będzie prostsze.Nie pozwól się zabić...ZYJ,BO WARTO
      ŻYĆ...KOCHAĆ I BYĆ KOCHANYM...
      Postaraj się uwierzyć,że nic Cię nie spotyka samo z siebie...Wszystko ma swoj
      cel...jest uzasadnione... i tylko czasem coś się nie udaje...
      Proszę uwierz w siebie...
      Pozwól zaprosić się na psychoterapię...
      • Gość: renka Re: beznadziejne zycie IP: *.home.cgocable.net 16.12.01, 03:29
        Nie mow , ze twoje zycie jest beznadziejne.Masz dzieci, to jest twoje bogactwo
        i duma.Wyglada, ze najbardziej przykre dla ciebie jest uzaleznienie psychiczne
        od meza.Czy to jest tak, ze on jest panem , a ty sluga? Czy tak czujesz? Daj
        wiecej szczegolow, jesli chcesz aby o tym pogadac.
    • ta_mar_ta Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 20:22
      Przeczytaj koniecznie artykuł "Przemoc domowa" w Wysokich Obcasach / dodatku do
      Gazety Wyborczej/ z 15.12.2001. Tam znajdziesz adresy, pod którymi możesz
      uzyskać pomoc, jeśli opisane w artykule sytuacje Ciebie dotyczą. Prawdopodobnie
      znajdujesz się w sytuacji ofiary. Jej stan tak jest opisany w w/wym artykule :
      "U człowieka żyjącego w stresie, który przez długi czas jest ofiarą przemocy
      psychicznej lub fizycznej, pojawiają się objawy charakterystyczne dla ofiar
      innych traumatycznych doświadczeń, na przykład porwań lub zamachów
      terrorystycznych. Składają się one na tzw.zespół zaburzeń stresu pourazowego.
      To depresja, poczucie wyobcowania, przewrażliwienie, zaburzenia snu. Koszmarne
      doświadczenia powracają w wyobrażeniach i snach. Ofiara ma zmniejszoną
      wrażliwość na bodźce, jest bierna, niepozbierana, niekonsekwentna. Próbuje
      uzasadniać działania sprawcy.... Im dłużej trwa stres tym gorzej. Zespół
      pourazowy się utrwala, ofiara traci zdolność do samoobrony, staje się zależna
      od sprawcy "
      Mało napisałaś o swojej sytuacji, rozumiem to...Twoje myśli samobójcze są
      dowodem na to, że sytuacja jest dla Ciebie niezwykle traumatyzująca. Koniecznie
      utrzymuj kontakt z ludźmi, dobrze,że nawiazałas go z "forumowiczami". Nie
      zostawaj z problemami sama. Pozdrawiam Ta_
    • reggina Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 20:41
      Życie jest bez sensu.
      Niestety samobójstwo też jest bez sensu, bo nie ma żadnej gwarancji, że po tym
      będzie lepiej. Jak już żyjemy to poprostu postarajmy się tak sobie to życie
      poukładać, żeby dało sie wytrzymać. I trzeba to zrobić samemu. Zacisnąć zeby i
      ruszyć tyłek. Nikt tego za nas nie zrobi.
      • lyne Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 21:25
        Dzieki Wam za wypowiedzi i slowa otuchy. To wszystko jest bardzo
        skomplikowane. Wiem ze mam dzieci i ze one sa najwiekszym sensem mojego zycia.
        Ale z drugiej strony wciąż mi zle i wciąż nie jestem zadowolona. Czy to
        egoizm? Czy matka która mysli o samobojstwie nie kocha swoich dzieci? Przeciez
        bym za nie zycie oddala. Gdy sa chore to i ja jestem chora. Przeciez dla nich
        wlasnie zyje. Z drugiej strony wciąż to "zyczenie smierci".

        Pomimo ze nie kocham swojego meza, ze zneca się nade mna, to jestem od niego
        uzalezniona!!!!!!!:(((((((( Dlatego dopoki nie wylecze sie z tego, nie zmienie
        siebie to rozwod nie wchodzi w rachube. Pomijajac inne trudnosci np. finansowe,
        mieszkaniowe.
        Pomimo ze zycie z nim pod jednym dachem dostarcza mi mnostwo cierpien to wciąż
        czekam na mile slowo od niego, na jego usmiech. Czuje się zupelnie rozbita gdy
        on mnie odrzuca. Nie potrafie odejsc. Nie umialabym zyc sama, bez meza. Boje
        się swiata:(
        Moja sytuacje pogarsza fakt ze cala rodzina i wszyscy znajomi uwazaja mnie i
        meza za udane malzenstwo. Maz pieklo robi w domu. Na zewnatrz jest bardzo ok.
        Dla rodzicow bylby to szok. Co wiecej dla mojego meza to tez bylby szok. Daje
        mu wciąż sprzeczne komunikaty:raz mowie mu zeby mnie nie ranil bo mi zalezy na
        nim, na drugi raz wykrzykuje mu cos przeciwnego. Jednak wiem w glebi ducha, we
        wlasnym sercu jaka jest prawda. Nie kocham go, nie lubie z nim przebywac. Seks
        budzi we mnie obrzydzenie. I wiem ze on się nie zmieni. I ze nie wybacze mu
        tego co zrobil i jaki zawsze był i jaki jest.

        Mam prace, mam zainteresowania. Ale nie ciesza mnie one. Nic mnie nie cieszy.
        No może wypisanie tych wszystkich zali tu na forum:) Dzieki wszystkim którzy
        przeczytali to co napisalam. Troche mi razniej.
        Pozdrawiam


        • Gość: Candy Re: beznadziejne zycie IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 16.12.01, 21:45
          lyne napisał(a):
          >
          > .... nie kocham swojego meza, ze zneca się nade mna,

          > .... zycie z nim pod jednym dachem dostarcza mi mnostwo cierpien .

          Czuje się zupelnie rozbita gdy on mnie odrzuca.
          >
          Maz pieklo robi w domu.

          Nie kocham go, nie lubie z nim przebywac.

          Seks budzi we mnie obrzydzenie.

          I wiem ze on się nie zmieni.

          I ze nie wybacze mu tego co zrobil i jaki zawsze był i jaki jest.

          Lyne to sa Twoje wlasne slowa, przeczytaj je powoli dziesiec razy. Gdy skonczysz
          zastanow sie czy cos zrozumialas. Jesli nie to przeczytaj nastepne dziesiec razy.

          Jesli dalej nie to powiem- jestes z kims do kogo czujesz obrzydzenie, niechec,
          zlosc. Nie jestes w stanie wybaczyc tylko nurzasz sie w zlych doswiadczeniach.

          Mowisz ze masz prace, zainteresowania, kochasz dzieci. A moze wcale tych dzieci
          nie kochasz? Jak mozna zyc pod jednym dachem z czlowiekiem, ktory wywoluje
          obrzydzenie. Nie do pomyslenia. Wez sie w garsc! A moze Ty tez wywolujesz
          obrzydzenie u niego? Jesli tak to czas przerwac te farse, ktora sobie serwujecie.
          Z samej samotnosci jeszcze nikt nie umarl za to nauczyl sie zyc na nowo.

          Jesli nie chcesz dzieci ja je chetnie wezme!

          Candy
          • lyne Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 22:45
            Dzieci bardzo kochaja mojego meza a on jest dla nich dobry i tez je kocha.
            Nie moge sie rozwiesc. Nie mam dokad pojsc. Nie mam pieniedzy. Mieszkam w malym
            miescie. Poza tym nie mam dosc sily by zrobic taki krok. Dlatego tez tkwie w tym
            bagnie i mam dosc zycia i wszystkiego. Zaciskam zeby i tkwie.
            Bardzo boje sie samotnosci. Nie krzycz na mnie candy bo mi sie chce plakac po
            takich gorzkich slowach.

            • kwieto Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 23:02
              Ale Candy ma racje. Oczywiscie, nie oznacza to, ze masz teraz spakowac walizki i sie
              wyprowadzic. Ale jesli bedziesz caly czas narzekac, ze male miasto, ze jestes slaba, ze nie
              masz gdzie pojsc, ze rozwod nie wchodzi w gre (a wlasciwie dlaczego rozwod nie wchodzi w
              gre?) - i nie bedziesz nic robila aby to zmienic, to chyba rzeczywiscie lepiej sobie w leb
              strzelic. Sproboj cos z tym zrobic, wziac swoje zycie we wlasne rece i powoli, krok po kroku
              wyjsc z tego bagna w jakim tkwisz!
              Jesli chodzi o dzieci, to moge powiedziec z perspektywy dziecka, ktore przezylo rozwod -
              lepiej miec rozwiedzionych rodzicow i bywac to u jednego to u drugiego, niz patrzec na co
              dzien, jak sie oboje nienawidza - to boli o wiele bardziej.
            • Gość: Sławek Re: beznadziejne zycie IP: 213.186.93.* 16.12.01, 23:23
              Wyrwanie się z tego nie będzie łatwe ale pomyśl, że być może to ratowanie życia.
              Skoro myślisz o samobójstwie to jest bardzo źle a pozostawienie rzeczy samych
              sobie jest może dzisiaj łatwiejsze ale powoduje, że będzie tylko gorzej.
              Dziś jeszcze masz siłę wołać o pomoc ale za miesiąc, dwa...
              Skoro rodzina nie może ci pomóc poszukaj kogoś kto może. Przyjaciół, psychologa.
              I nie szukaj usprawiedliwienia dla bezczynności (małe miasto, brak sił). Czy
              nie jesteś tego warta, żeby żyć normalnie ? Jasne, że to trudna decyzja ale
              potem będziesz błogosławić dzień w którym ją podjęłaś.

              Pozdrawiam
    • lyne Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 23:37
      Ciezko jest przekazac w paru linijkach to cale zamieszanie ktore sie ma we
      wlasnej glowie. Tak jak napisalam ja nie moge sie rozwiesc. Podalam juz
      powody. Moze dla Was sa one smieszne i niewystarczajace. Dla mnie nie:(((((
      Jest ich wiele. Chocby ten ze jestem uzalezniona psychicznie od mojego meza. Ze
      jestem za slaba. Wiem ze powinnam sie wziac w garsc. Przeformulowac swoje
      zycie. Wziac dzieci, rzucic prace, wyjechac z miasta. Ale nie stac mnie na to.
      Jestem roztrzesiona i znerwicowana. Nie chce mi sie zyc. Dlatego poprosilam w
      pierwszym mailu o pomoc (jak zmienic siebie, nastawienie). Bo rozwod jest
      niemozliwy. Po prostu niemozliwy.

      Napisanie tu na forum tego wszystkiego to dla mnie juz jest duza sprawa i
      naprawde przezwyciezam niesmialosc i brak otwartosci by tu pisac cokolwiek.
      Pozdrawiam i dziekuje
      :(
    • ta_mar_ta Re: beznadziejne zycie 16.12.01, 23:42
      Lyne ! Trzymaj się . Ja trzymam się ostatkiem sił, w b. podobnej sytuacji...
      Na ostatnie moje urodziny córka przysłała mi życzenia. Kiedy już kompletnie mam
      dość czytam je sobie. Posłuchaj :" Masz szansę urodzić się na nowo, być mocną,
      uwierz w siebie. Bardzo Cię kocham. Tylko od Ciebie zależy Twoje życie. Wiary,
      siły i wewnętrznego spokoju życzy Ci..."
      Przerażenie mnie ogarnia, gdy pomyślę, że także miałam myśli samobójcze. W ten
      sposób opuścić swoje dzieci ?
      Beczę jak to pisze...nie daj się...codziennie zbieraj siły do szukania swojego
      miejsca. Ja staram sie codziennie zrobić "coś" dla siebie. Niech to będzie
      najmniejszy drobiazg...pomaga. No i zaglądam na forum. Tutaj jest dużo
      życzliwości, a tego chyba brakuje nam najbardziej.
      Mój mąż nazywa to zaglądanie na forum szukaniem wsparcia wśród "internetowych
      popaprańców". Niech mu będzie. Kiedyś bronił mi dostępu do internetu; po
      interwencji znajomych zza granicy ( nomen omen poprzez Internet) zaprzestał
      tych praktyk.
      O stosowanej wobec Ciebie przemocy należy mówić!! To nie ty masz się wstydzić.
      Ja milczałam 26 lat! i ginęłam (także uchodzimy za idealne małżeństwo...)
      Ocknęłam się, kiedy myśli samobójcze były już natrętne, szczęśliwie w samą
      porę. Teraz zaczynam mówić o tym , co mnie boli i dojrzewam do rozwiązania tej
      sytuacji. To jest bardzo trudne. Uczestnictwo w forum bardzo mi pomaga.
      Dziękuje Wam, forumowicze za to, że jesteście.
      Zatem witaj wśród "internetowych popaprańców" Lyne :)
      Pozdrawiam Ta_
    • Gość: ida Re: beznadziejne zycie IP: *.csk.pl 17.12.01, 00:30
      Lyne, ja mam wrażenie, że Ty dobrze wiesz co musisz zmienić w swoim życiu, żeby
      je wyprostować. Tylko boisz się zacząć i zaczynasz wymyślać usprawiedliwienia
      na swoją bezczynność.
      To, że jesteś roztrzęsiona i znerwicowana jak piszesz, to moim zdaniem wynik
      tego, że się szarpiesz i nie masz czasu sobie wszystkiego przemyśleć. A sama
      wiem, że jak człowiek zacznie sie tak szarpać to przestaje myśleć racjonalnie i
      zaczyna wszystko wyolbrzymiać. Jeśli to tylko możliwe to wyjedź gdzieś sama
      choć na kilka dni. Będziesz mogła w spokoju parę rzeczy przemyśleć. A bycie
      samą wcale nie jest takie straszne. Wręcz przeciwnie. A Ty przecież nie jesteś
      tak do końca sama bo masz dzieci.

      Tylko, że trzeba zrobić ten pierwszy zdecydowany krok. Ale naprawdę warto i to
      im wcześniej tym lepiej. Ja Ci mówię, że z perspektywy czasu sama zaczniesz się
      śmiać, że wogóle miałaś takie dylematy.

      Dopóki człowiek ma jakiś dach nad głową i coś do jedzenia, to jest dobrze.
      Naprawdę nie ma sensu tkwienie w układzie, który Ci nie odpowiada w nadziei, że
      może uda się Ci go zaakceptować.
      Zacznij coś robić, powoli ale konsekwentnie. Sama się zdziwisz jaka jesteś
      silna. Jeśli się człowiek nie podda, to z takich negatywnych doświadczeń
      wychodzi tylko silniejszym.
      Ja doszłam już do tego, że jak mi wszystko długo idzie za różowo to zaczynam
      się niepokoić i sama ładuję się w jakąś trudną sytuację. Choćby dla samej
      odmiany.

      Trzymaj się bardzo, bardzo ciepło i zrób choć jeden malutki kroczek. Dalej to
      już pójdzie niejako siłą rozpędu i po jakimś czasie będzie po bólu.
    • mroweczka1 do lyne 17.12.01, 08:09
      lyne wczoraj przeczytalam twoj i list i pomyslalam troche podobnie do
      niektorych, ze jesli jest tak zle, beznadziejnie to nie mozna tkwic w takim
      stanie. z racji i ze mnie ostatnio czesciej dopada deprescja) poszukalam w
      swych emocjach i analogii do siebie. Jesli chodzi o mnie ja tej analogii nie
      znajduje. Nie moge zrozumiec ze mozna byc z kims brzydzac sie jego osoby,
      ciala , widoku to znaczy ze jest bardzo zle. Wspolczuje ci ogromnie, ale nie
      zalalmuj sie. Przemysl sobie spokojnie swoje zycie, moze jescze macie szanse
      uratowac zwiazek bez poswiecania sie dla siebie nawzajem. Bedac w trudnej
      sytuacji nieraz stawalam na brzegu przepasci wowczas byla mysl albo krok do
      przodu albo do tylu. Roznie bywalo, dzis umiem zrobic krok do tylu. Lyne
      spokojnie, sprobuj spokojnie pomyslec. Znalam osoby, ktore myslalaly podobnie,
      juz nich nie ma i nic ich nie przywroci.
      Trzymaj sie ! Ja teraz juz musze biec, ale wroce zeby ciagnac cie za uszko do
      gory :)))) Naprawde wspolczuje ci i uwierz mi ja jestem dowodem na to, ze mozna
      wilee zrozumiec, pogodzic sie ze soba choc doly bywaja straszne i strasznie
      niebezpieczne. Masz dzieci. Zadam pytanie czy naprawde brzydzisz sie tak bardzo
      swojej polowy??...
      mr
    • pchelka Re: beznadziejne zycie 17.12.01, 11:40
      A ja bardzo dobrze rozumiem lyne. Tkwię w dokładnie takiej samej sytuacji. Raz
      już odeszłam, związałam się znowu i łup to samo! Czasami zastanawiam się, czy
      coś ze mną nie w porządku, ale analizuję fakty i wychodzi mi, że nie. Lyne,
      jeśli chcesz pogadać i posłuchać paru doświadczeń, napisz na mojego e-maila.
      • Gość: Rita Re: beznadziejne zycie IP: *.cpe.net.cable.rogers.com 18.12.01, 16:46
        Trzymajcie sie kochane kobiety i badzcie silne ! Pozdrawiam Was. Rita
Pełna wersja