zbieram_szkielka
19.10.07, 10:58
zapadam się w szarość. poszłam na terapię, ale nie wiem, czy nie za
późno.
bo mnie to już opanowało. obojętność. wziąć książkę, wejść pod
kołdrę, zabrać ze sobą duuuużo czekolady.
nie mam czego złapać. związek letni i "na wykończeniu", ja i tak nie
umiem kochać. w pracy czuję się obco i źle, przestałam cokolwiek
robić, od czasu do czasu nadrobię zaległości i tyle, cały dzień
siedzę w swoim pokoju i nic nie robię. Czytalam jeszcze do niedawna
wiadomości albo coś po zagranicznemu, zawsze jakiś rozwój, ale już
mi się nie chce. czuję, jak mój mózg się rozsprzęga, widzę, jak
tracę umiejętności. Jeszcze niedawno kombinowałam coś z doktoratem,
myślałam o tym, żeby się przebranżowić, chodziłam na kurs tańca,
próbowałam odświeżać przyjaźnie, nawiązywać nowe. Już nie mam
energii, żeby szukać pracy czy wolontariatu. Już nie walczę z
bulimią - a niech tam, j a k ą ś przyjemność w końcu muszę mieć.
Myślę, że wyjście z tego stanu wymagałoby dużo wysiłku - zmiany
myślenia, zmiany zachowania, zmiany pracy. A ja zapadam się w
straszna obojętność. I tylko czasem żal. pozdrawiam