Gość: Ola
IP: *.MAN.atcom.net.pl
31.07.03, 15:43
Cześć,
miałam sen...
Przyśnił mi się znowu ślub Joanny (mojej przyjaciółki).
Byłam w biało - kremowej, ecru sukni, z warstwowej spódnicy i ciasnej góry i
kapelusz warstwowy o szerokim rondzie. Wszyscy się mocno krzątali, było
zamieszanie na początku ale uroczystość się wreszcie rozpoczęła. Kościół był
przystrojony pięknie w jasne kolory, zupełnie jak sukienka moja i Joanny.
Cała ceremonia przebiegała zgodnie z planem do momentu przerwy. W trakcie
ślubu nastąpiła po prostu przerwa!! Na papierosa. No więc wszyscy poszli na
papierosa. Ja razem z jakimiś znajomymi oddaliłam się trochę bardziej od
kościoła i nagle siedziałam na przystanku autobusowym, na którym paliłam tego
nieszczęsnego papierosa.... Podjechał autobus, wsiadłyśmy i nagle okazało
się, że zostawiłam torebkę na przystanku. A było w niej coś bardzo ważnego
(niestety nie pamiętam co dokładnie – ale jakoś obrazem wracają mi te
papierosy), bez czego nie mógł się obyć dalej ślub. Wyskakuję z autobus i
biegnę po torebkę. W końcu wracam do kościoła i nagle widzę że na sobie mam
już czerwoną suknię, taką samą jak poprzednio, tyle, że czerwoną. Ale nie mam
już kapelusza. Do kościoła zaczęłam wracać na piechotę. Zdążyłam jeszcze w
ciągu tej trasy wypalić papierosa, którego zgasiłam przed samym kościołem a
peta wyrzuciłam gdzieś w krzaki.
Weszłam do kościoła, martwiąc się że się spóźniłam bo przerwa na papierosa
już dawno temu się skończyła. Jednak zdążyłam, tylko wszystko wyglądało
inaczej.
Kościół był zapełniony tylko do połowy. Wszyscy siedzieli po prawej stronie a
cała lewa była pusta, stały tam tylko puste ławki. Kolory też się zmieniły.
Wszystko było czerwono bordowe, dywany, światła, ławy były z ciemnego drewna.
Nagle od tyłu zaskoczył mnie ksiądz i powiedział, że za wyrzucenie tego peta
mogę zostać ukarana... ja mu tylko odpowiedziałam, żeby się nie martwił bo
teraz mamy ślub.
Podeszłam do świadka i okazało się, że był to zupełnie ktoś inny. Jednak nie
bałam się, był mi jakoś dziwnie bliski. W tym momencie podszedł do nas ksiądz
i popchnął nas do przodu kościoła, kazał uklęknąć i zamknąć oczy. Wszyscy
musieli zamknąć oczy w kościele.
Uklęknęliśmy. Świadek uklęknął za mną i objął mnie w pasie. Czułam się bardzo
bezpiecznie. Usłyszałam jak obok nas siada ktoś. Podejrzałam go, i zobaczyłam
księdza, który jak oszalały jadł chipsy paprykowe. Świadek zaczął się trząść
ze śmiechu. Bałam się, że też zacznę się śmiać ale udało mi się powstrzymać.
Nagle ksiądz wstał i zaczął biegać po kościele krzycząc w niebogłosy.
Poczułam się dziwnie, nie wiedziałam co się stało. I nagle zobaczyłam, że ten
ksiądz jest opętany przez diabła... Kolega świadek zaczął mnie osłaniać, bo
jakoś wyglądało na to ze właśnie ten ksiądz chce mnie zaatakować. Przytuliłam
się do niego od tyłu, bezpieczna i spokojna. Sen się skończył.
***
czy przychodzą wam do głowy jakieś iterpretacje?
Dziękuję i pozdrawiam!