Dodaj do ulubionych

Do Sergiusza, Cossy i Walentyny

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.03, 13:57
Chciałabym jak najkrócej, ale nie wiem czy dam radę???
Dlaczego Wy???
Bo Wasze wypowiedzi utkwiły mi w pamięci jako mądre, przemyślane, pięknie
napisane.
Wiem, że jest tutaj sporo osób z takim oświadczeniem i na ich pomoc także
liczę.
Fakty.
ON:
- po przejściach
- na początku znajomości cudowny, czuły, pomagał w każdej sytuacji
- gotuje dla mnie najpyszniejsze obiady
- często mówi, że kocha
- w ciągu pół roku, jak jesteśmy razem - dostałam od niego dwa bukiety -
jeden z okazji Walentynek, drugi z "pewnej" okazji
- w ciągu pół roku raz powiedział, że ładnie wyglądam
- na imprezach towarzyskich - on z kolegami, koleżankami, wódką - ja sama w
kącie, przechodząc obok mnie - traktuje jak powietrze
- ...ale mówi, że kocha
- nie wysyla sms-ów, nie dzwoni, nie wysyła wirtualnych kartek
- twierdzi, że jest ze mną szczęśliwy
- nieznajoma koleżanka z Wrocławia pisze do niego, że odpisuje na jego liściki

JA:
- po przejściach
- absolutnie zwariowana do szaleństwa na jego punkcie
- całkowicie zakompleksiona wariatka
- ciągle potrzebująca akceptacji
- oszukana na własne życzenie przez własne marzenia i oczekiwania względem
drugiej osoby
- nie potrafiąca uwierzyć, że ktoś kto nie wykonuje gestów - KOCHA
- kocham go, ale boję się, że jego uczucie nie jest szczere:(

Po co to wszystko???
Z pewnych względów mam 2 tygodnie na podjęcie decyzji co dalej:( Mam 14 dni,
żeby zrozumieć, czy ten człowiek naprawdę mnie kocha, a ja robię problem z
jego takiego, a nie innego zachowania, czy rzeczywiście jego uczucie jest za
małe na moje wielkie potrzeby.
Nie wiem co zrobić:((( Wiem tylko, że każda decyzja - tak lub nie -
przekreśli pewną część mojego życia. Nie wiem tylko którą część chcę
przekreślić:( Gdybym tylko potrafiła zaufać???
Oświećcie mnie!!! Czy czepiam się szczegółów???
...a czas leci...:(
Obserwuj wątek
    • kvinna P O M O C Y !!!! 07.08.03, 14:07
      Nie jestem ani Sergiuszem, ani Walentyną, ani Cossą, ale daję głos. UCIEKAJ
      JAK NAJDALEJ!!!
      • Gość: stary Re: P O M O C Y !!!! IP: *.acn.pl / 10.72.2.* 07.08.03, 14:12
        kvinna napisała:

        > Nie jestem ani Sergiuszem, ani Walentyną, ani Cossą, ale daję głos. UCIEKAJ
        > JAK NAJDALEJ!!!

        Tak jest. W krzaki, schowaj sie, przysiądź, odetchnij i spokojnie pomyśl.
        • kvinna Re: P O M O C Y !!!! 07.08.03, 14:17
          Wyłącz komórkę na parę dni. Aaaa..on nie dzwoni. Hmm..jeśli mieszkasz z kimś,
          ktoś ma mówić, że Ciebie nie ma, a Ty z pokoju masz potwierdzać. Głośno.
          • Gość: JA Re: P O M O C Y !!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.03, 14:21
            kvinna napisała:

            > Wyłącz komórkę na parę dni. Aaaa..on nie dzwoni. Hmm..jeśli mieszkasz z kimś,
            > ktoś ma mówić, że Ciebie nie ma, a Ty z pokoju masz potwierdzać. Głośno.


            nie mogę.......mieszkam z nim........i z tym jest związane te 14 dni......
            • Gość: JA Re: P O M O C Y !!!! IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.08.03, 14:24
              Gość portalu: JA napisał(a):

              > kvinna napisała:
              >
              > > Wyłącz komórkę na parę dni. Aaaa..on nie dzwoni. Hmm..jeśli mieszkasz z ki
              > mś,
              > > ktoś ma mówić, że Ciebie nie ma, a Ty z pokoju masz potwierdzać. Głośno.
              >
              >
              > nie mogę.......mieszkam z nim........i z tym jest związane te 14 dni......

              Może to być dla kogoś niezrozumiałe - jak ma dzwonić, skoro mieszka z Tobą:)))
              śmiesznie wyszło - i fakt:)
              Kiedy wyjeżdżam - kiedy jestem na delegacji, kiedy on spędza weekend ze swoją
              rodziną, a ja ze swoją, wtedy - kiedy dłużej się nie widzimy
            • kvinna Re: P O M O C Y !!!! 07.08.03, 14:24
              Oświeć nas, włącz światło. O co chodzi z tymi czternastoma dniami? To wyjedź
              gdzieś samotnie. O, zachorowała babcia (dla babci dużo zdrowia). Wymyśl coś.
    • arek_cz Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 07.08.03, 14:35
      Mysle ze tej decyzji sama podjac nie mozesz bo ona
      dotyczy was obojga. Porozmawiaj z nim, powiedz co Cie
      boli, czego oczekujesz od niego, zapytaj sie czy tak
      wyglada wg niego bycie z druga osoba?
      Nie wymagasz wiele od niego, tylko troche ciepla, dobrego
      slowa, naglego przytulenia, usmiech...
      Tych drobnych gestow ktore poekreslaja wzajemna milosc,
      oddanie.


      Pozdrawiam
      Arek
      • kvinna Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 07.08.03, 14:46
        Prosić kogoś o czułość, wiedząc, że ma w swoim repretuarze zachowania imprezowe
        z gatunku "przyszedłem tu sam", a przecież jest z nią..? Nie liczyć się z nią
        kompletnie? Z tym, jak się czuje? Pomocy!!!
        • arek_cz Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 07.08.03, 14:52
          kvinna napisała:

          > Prosić kogoś o czułość, wiedząc, że ma w swoim
          repretuarze zachowania imprezowe
          >
          > z gatunku "przyszedłem tu sam", a przecież jest z
          nią..? Nie liczyć się z nią
          > kompletnie? Z tym, jak się czuje? Pomocy!!!

          Dlatego napisalem zeby z nim porozmawiala.
          Nie pisalem o proszeniu o czulosc.
      • kvinna Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 07.08.03, 14:53
        >Nie wymagasz wiele od niego, tylko troche ciepla, dobrego
        slowa, naglego przytulenia, usmiech...

        Może trochę mnie ponosi, ale kojarzy mi się to z czekaniem na ochłapy, które i
        tak "z przyjemnością zjem". A potem otrę łezkę i będę znów czekać na
        wielkopański gest, psia jego melodia. Wiać, potem może być tylko gorzej!!! Znać
        własną wartość, nie szaleć na jego punkcie, zacząć szaleć na własnym punkcie i
        na własną rękę!!! na nogę też :)
    • Gość: Sergiusz Od Sergiusza, tymczasem bez Cossy i Walentyny IP: 213.17.172.* 07.08.03, 15:29
      Za bardzo miłe słowa pięknie dziękuję, ale mam prośbę...
      mogę?
      Lepiej się czuję, gdy jestem po prostu takim-sobie-kimś,
      który ot, czasem coś-tam, gdzieś-tam napisze, bo mu
      akurat tak w duszy zagrało. Dookoła jest mnóstwo pięknie
      myślących i pięknie piszących ludzi, nie czuję się żadnym
      wyjątkiem.

      -------------

      Radzić Ci wprost się nie odważę. Problemy tak osobiste,
      jak Twój, każdy musi rozwiązywać samodzielnie. Każdy
      "przypadek" jest zupełnie inny i ma swoje własne, nikomu
      obcemu nie znane korzenie. Nam, czytającym Twój list,
      może się wydawać, że wszystko wiemy i jesteśmy uprawnieni
      do dawania rad na "tak" albo na "nie, ale przecież to nie
      jest prawda. W rzeczywistości nie wiemy prawie nic.

      Ja się "przyczepię" tych dwóch tygodni. Nie wiem, co to
      są za "pewne względy", ale wydaje mi się, że nie ma
      takich względów, które nakazywałyby podejmować bardzo
      ważne życiowe decyzje praktycznie z dnia na dzień.
      Rozumienie czyjegoś kochania może trwać... nawet całe
      życie, przy tym czternaście dni to tylko chwilka.
      Czternastodniowe terminy sa w urzędach, sądach, na
      poczcie, ale nie w życiu.
      Więc, mimo iż >>nie podoba mi się<< opis zachowań Twojego
      partnera, nie odważyłbym się powiedzieć temu "układowi"
      stanowczego NIE. Ale czternastodniowemu terminowi - tak.
      To znaczy - NIE!

      Wiesz jak np. urządzam mieszkanie? Póki nie jestem
      absolutnie pewien, że akurat tak chcę, póki mam
      jakiekolwiek wątpiliwści czy coś mi pasuje i gra -
      czekam. I w pewnym momencie rozwiązanie przychodzi samo.
      Czasem takie, jak od początku myślałem, ale czasem
      całkiem inne.

      No więc - pomyśl i poczekaj. Pośpiech jest wskazany
      wyłącznie przy łapaniu pcheł.
      Właściwie... to Ci nie życzę, żebyś kiedyś, na tym forum,
      miała powód spotkać jakiegoś Sergiusza... ;-)

      MS.



      • kvinna do MS, ale nie tylko 07.08.03, 16:01
        Podoba mi się to o urządzaniu mieszkania - ładna metafora...

        Ja się zdaję też na odczucia z ciała. Przy niektórych ludziach np. nieznośnie
        boli nas głowa. Albo czujemy się skrępowani. Ciało cudownie wysyła sygnały (nie
        mylić z feromonami). Pozdrawiam.
    • cossa Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 07.08.03, 20:15
      na poczatek - podobna prosba jaka mial Sergiusz
      z tym, ze sie czerwienie jak widze siebie w tytule watku,
      wiec prosze .. no more ;)

      milosci przychodzi kiedy chce i nie mozemy jej powiedziec
      - okresl sie w te czy wewte w ciagu 14 dni. zdaje sobie
      sprawe, ze to cos istotnego. gdybym miala 14 dni na
      zdecydowanie i wyczucie czy to to czy nie - nie robilabym
      niczego. myslenie, analizy moga zapedzic Ci na manowce.

      kiedys kochalam sie w jednym chlopaku, ale za chiny nie
      moglam sobie wyobrazic nas razem. no i oczwiscie nie
      bylismy razem i nawet nie wiem czy bym tego chciala
      (ech.. czy ktos tu pytal o skoplikowanie kobiet?:)
      zreszta to mala dygresja. wyobraz go sobie w Waszym
      przyszly domu, za kilkanascie lat. wyobraz sobie czy
      chcesz budzic sie kolo niego, co czujesz? wyobraz sobie
      powroty do domu, wspolne spedzanie czasu. czy chcesz by
      byl to ten wlasnie czlowiek?

      a z tego co piszesz to teraz w skrocie:
      piszesz - on:
      - w ciągu pół roku, jak jesteśmy razem - dostałam od
      niego dwa bukiety -
      jeden z okazji Walentynek, drugi z "pewnej" okazji

      to i tak duzo, gdyby dawal raz na miesiac by wystarczylo?
      (bez ironi:) to moze byc kwestia jego wyobrazni a nie
      watpliwosc w uczucie:)

      - w ciągu pół roku raz powiedział, że ładnie wyglądam

      a jak patrzy na Ciebie? mezczyzni nie lubie sie powtarzac
      i nie potrafia pojac jak to jest, ze my to ciagle chcemy
      slyszec:) na komplementach swiat sie nie konczy (tez bez
      ironii:)

      - na imprezach towarzyskich - on z kolegami, koleżankami,
      wódką - ja sama w
      kącie, przechodząc obok mnie - traktuje jak powietrze

      a moze bys nie szla z nim na takie imprezy? dlatego, ze
      on moze potrzebowac potrzebuje takiej rozrywki - nie bez
      Ciebie, ale sam w towarzystwie - to roznica. ja tez
      niechetnie ide z moim chlopakiem w niektore miejsca, bo
      wiem, ze z nim bedzie inaczej i nie tak jak bym chciala i
      nie mam "niecnych" zamianow. moze po prostu wycofaj sie z
      tego typu wyjsc. poswiec ten czas dla siebie:)

      - nie wysyla sms-ów, nie dzwoni, nie wysyła wirtualnych
      kartek

      moze nie czuje takiej potrzeby? to tez moze byc kwestia
      jego potrzeb a nie tego, ze Cie "olewa"

      ach.. i ta kolezanka w Wroclawia.. mezczyzni inaczej
      traktuja "swoje" kobiety a inaczej kolezanki, ale z tego
      co widze tez nie musi byc w tym nic zlego

      wszystkie komentarze powyzej sa z zalozeniem, ze ma wobec
      Ciebie uczciwe zamiary, ze Cie nie oszukuje. sprobuj
      spojrzec na to z tej strony ;)

      a teraz o Tobie:
      osobiscie wierze, ze nie wskazane jest pozbawianie sie
      ufnosci w zyciu. przynajmniej wobec najblizszych.
      doswiadczenia (szczeglnie te bolesne) pozostawiaja trwaly
      slad, ale to tylko od Ciebie zalezy czy bedziesz patrzyla
      w przyszlosc przez pryzmat przeszlosci, czy kazdego dnia
      rano bedziesz budzic sie niczym Ania z Zielonego Wzgorza
      i mowic - dzis jest nowe i czyste od bledow. codziennie
      mamy mozliwosc rozpoczecia czegos od nowa. nie jest to
      proste, ale tez nie niemozliwe.

      i jeszcze jedno - jakie to niesprawiedliwe bywa
      traktowanie nowego partnera z nieufnoscia, bo ktos
      wczesniej wyrzadzil nam krzywde. starajcie sie o tym
      pamietac.

      no i oczywiscie ROZMOWA w ciagu najblizszych 14 dni.
      odwagi i dokonania wlasciwego wyboru zycze:)

      cossa
      • komandos57 Re: Do Cossy 07.08.03, 20:21
        Witam i pozdrawiam.Nie odzywaj sie do mnie.Mozesz byc wychlostana.Ta_ jaest na
        czatach.
        • cossa Re: Do Cossy 07.08.03, 20:40
          yes sir!
    • Gość: JA Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 08.08.03, 09:43
      Hmmm
      Dziękuję za wszystkie wypowiedzi:) W ogóle nie jest mi lżej:))
      Te magiczne 14 dni:) Nie chciałam podawać większych sczegółów, bo znajomi
      bywają na forum, ale dla dobra sprawy:)???
      14 dni dlatego, żeby uratować moją psychikę, która powoli odmawia mi
      posłuszeństwa. Jestem zdenerwowana i zestresowana do granic możliwości. Te
      stresy sprawiają, że nie tylko nie mogę skupić się na pracy ( a mam
      odpowiedzialne stanowisko ), ale powoli zaczynam odczuwać ból żołądka, jest mi
      słabo, tracę przytomność - to są nerwy:)) Znam ten stan i nie mogę sobie
      pozwolić na to, żeby trwało to jeszcze dłużej:(((
      Dlaczego???
      FAKTY.
      ON:
      - jest po rozwodzie ( ex zostawiła go dla zamożniejszego i bardziej wpływowego )
      - ma dziecko ( jest z matką )
      - ma swoje mieszkanie, w którym aktualnie oboje mieszkamy
      - jedyne czego potrzebuje to świadomość, że jest obok niego, ktoś kogo kocha i
      kto kocha jego
      JA:
      - kiedyś byłam związana z rozwodnikiem - kochałam bardzo
      - moi rodzice ( zagorzali katolicy ) dowiadując się o tym związku załatwili mi
      L4, żebym nie mogła chodzić do pracy i nie mogła się z nim spotykać
      - wybrałam jego, a późniejsze rozmowy telefoniczne z rodzicami wyglądały jak
      załatwianie spraw urzędowych
      - on się pomylił:) odwiózł mnie do miejscowości gdzie pracuję i zostawił samą
      sobie - z jedną torbą, bez pieniędzy, bez mieszkania, bez perspektyw
      - dużo czasu zajęło mi, żeby rodzice mnie zaakceptowali i pozwolili wrócić
      - rodzice nie wiedzą o przeszłości mojego mężczyzny ( bałam się, że znowu każą
      mi odejść )
      - wyprowadziłam się z domu rodzinnego pod pretekstem, że mam dużo pracy i do
      późna pracuję. Sama wynajmowałam mieszkanie.
      - po miesiącu wprowadziłam się do niego
      - rodzice przeżywają, że "tam" jestem sama, że pewnie nie starcza mi do
      pierwszego, a w domu mam wszystko i 7 pokoi do wyboru, pytają kiedy wrócę -
      przecież "tu" przy nich jest mój dom
      - od pół roku tkwię w kłamstwie, muszę uważać na każde słowo, żeby nie wydała
      się moja tajemnica - ale dłużej nie daję rady!!! Muszę powiedzieć z kim jestem
      i czego oczekuję od życia.........i tu zaczyna się problem
      Którą stronę wybiorę - drugą skreślę
      Jeżeli teraz dowiedzą się, że jestem z rozwodnikiem, który ma dziecko i z
      którym już mieszkam ( wszystko to czego nie chcieliby ode mnie usłyszeć:)) )-
      stracę ich. Nie będę mogła ich odwiedzać, dzwonić ( znam to z autopsji ). Wiem,
      że nie z rodzicami będę żyć, ale ciężko jest człowiekowi, kiedy nawet nie może
      z własnymi rodzicami porozmawiać o problemach:(( czy podzielić się radościami
      No i on. Biorąc pod uwagę co do niego czuję i jak bardzo mi na nim zależy -
      jestem skłonna dla niego zrezygnować z kontaktów z rodzicami. Problem w tym, że
      nie jestem w 100% pewna jego uczucia:(
      Dlatego prosiłam, żebyście mnie oświecili - czy mam do tego co się dzieje
      przykładać wagę, czy po prostu czepiam się szczegółów????:(((
      Boję się tej samej sytuacji - on stwierdza, że to była pomyłka, a ja znowu
      zostanę sama jak palec. Drugi raz sobie z tym nie poradzę.
      Dlatego mam tylko 14 dni na wyremontowanie mojego serca, bo moje nerwy mnie
      ponaglają:))
      Po kilku Waszych wczorajszych wypowiedziach próbowałam z nim porozmawiać - że
      potrzebuję więcej czułości, więcej pewności. On natomaist twierdzi, że...po
      prostu się czepiam:)), że we wszystko widzę w czarnych kolorach ( moze ma
      rację??? ), że....wolałby, żebym kochała go mniej, bo wtedy nie miałabym w
      stosunku do niego tak wygórowanych oczekiwań:)
      No i rozmawiałam:) No i znowu jestem w punkcie wyjścia:)))
      Wiem, że moje problemy w porównaniu z niektórymi problemami omawianymi na forum
      są błahe, ale dla mnie są wielkie - bo moje???;)))
      • kvinna Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 08.08.03, 09:58
        To znowu ja. Możesz moje posty olać :) Przez 14 dni trochę ochłoniesz i
        zobaczysz sprawę tak, jak ona wygląda. Jeśli chodzi o rozmowę z nim - nie
        czepiasz się nic a nic. I nie wymagasz zbyt dużo. Trzymam mocno kciuki. Przez
        14 dni bądź tylko dla siebie. Bo i prawdą jest, że druga osoba nie zaspokoi
        wszystkich naszych potrzeb itd. I o kochaniu go mniej jest też sporo racji.
        Zmień proporcje i przesuń akcent na siebie. Wektor tej energii, którą kierujesz
        teraz tak mocno w jego stronę, skieruj teraz ku sobie. Trzymam z Tobą :)
        • nadinek Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 08.08.03, 10:51
          ...że....wolałby, żebym kochała go mniej, bo wtedy nie miałabym w
          stosunku do niego tak wygórowanych oczekiwań:) ....

          Niepokojące jest to zdanie....
    • walentyna Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 08.08.03, 17:06
      I ja dziękuję za miłe słowo, choć nie czuję się mądrzejsza od innych.

      Muszę sobie pomyśleć o tym, co napisałaś i co później napisali inni. Nie sądzę,
      żebym mogła Ci podarować coś niebywale odkrywczego. Ale pewnie w próżności i
      gadulstwie swoim skrobnę o efektach weekendowych rozważań.

      W.
    • walentyna Do Cossy i Sergiusza 08.08.03, 17:08
      Czuję się niezwykle wyróżniona "zaliczeniem" mnie do jednego grona razem z
      Wami.
      Ukłony uśmiechnięte po uszy :-3
      • Gość: Sergiusz Re: Do Cossy i Sergiusza IP: 213.17.172.* 08.08.03, 17:15
        Ach, Walentyno, to ja się czuję wyróżniony i zaszczycony.

        :-3

        MS.
      • Gość: Sergiusz Re: Do Cossy i Sergiusza IP: 213.17.172.* 08.08.03, 17:18
        Ale tak poważnie(j).

        Nie ma nic cenniejszego nad mądrą rozmowę.

        :-)

        MS.
        • walentyna Re: Do Cossy i Sergiusza 08.08.03, 19:20
          Gość portalu: Sergiusz napisał(a):

          > Ale tak poważnie(j).
          >
          > Nie ma nic cenniejszego nad mądrą rozmowę.
          >
          > :-)
          >
          > MS.

          To prawda. Niech więc trwa, póki kolejne myśli będą ją podsycać.
          W.
          • Gość: Sergiusz Od Sergiusza do... absurdu IP: 213.17.172.* 08.08.03, 22:48
            A co podsyca myśli? I co podsyca to, co podsyca myśli?

            I w ten sposób, rekurencyjnie, dojdziemy do pojęć
            pierwotnych albo do... żołądka.
            ;-)

            MS.
      • cossa Re: Do Cossy i Sergiusza 08.08.03, 21:13
        najlepiej by nie bylo wyroznien

        ale pozdrawiam serdecznie:)
        cossa
    • walentyna Re: Do Sergiusza, Cossy i Walentyny 11.08.03, 09:01
      Gość portalu: Ja napisał(a):

      > Chciałabym jak najkrócej, ale nie wiem czy dam radę???
      > Dlaczego Wy???
      > Bo Wasze wypowiedzi utkwiły mi w pamięci jako mądre, przemyślane, pięknie
      > napisane.
      > Wiem, że jest tutaj sporo osób z takim oświadczeniem i na ich pomoc także
      > liczę.
      > Fakty.
      > ON:
      > - po przejściach
      > - na początku znajomości cudowny, czuły, pomagał w każdej sytuacji
      > - gotuje dla mnie najpyszniejsze obiady
      > - często mówi, że kocha
      > - w ciągu pół roku, jak jesteśmy razem - dostałam od niego dwa bukiety -
      > jeden z okazji Walentynek, drugi z "pewnej" okazji
      > - w ciągu pół roku raz powiedział, że ładnie wyglądam
      > - na imprezach towarzyskich - on z kolegami, koleżankami, wódką - ja sama w
      > kącie, przechodząc obok mnie - traktuje jak powietrze
      > - ...ale mówi, że kocha
      > - nie wysyla sms-ów, nie dzwoni, nie wysyła wirtualnych kartek
      > - twierdzi, że jest ze mną szczęśliwy
      > - nieznajoma koleżanka z Wrocławia pisze do niego, że odpisuje na jego liściki
      >
      > JA:
      > - po przejściach
      > - absolutnie zwariowana do szaleństwa na jego punkcie
      > - całkowicie zakompleksiona wariatka
      > - ciągle potrzebująca akceptacji
      > - oszukana na własne życzenie przez własne marzenia i oczekiwania względem
      > drugiej osoby
      > - nie potrafiąca uwierzyć, że ktoś kto nie wykonuje gestów - KOCHA
      > - kocham go, ale boję się, że jego uczucie nie jest szczere:(
      >
      > Po co to wszystko???
      > Z pewnych względów mam 2 tygodnie na podjęcie decyzji co dalej:( Mam 14 dni,
      > żeby zrozumieć, czy ten człowiek naprawdę mnie kocha, a ja robię problem z
      > jego takiego, a nie innego zachowania, czy rzeczywiście jego uczucie jest za
      > małe na moje wielkie potrzeby.
      > Nie wiem co zrobić:((( Wiem tylko, że każda decyzja - tak lub nie -
      > przekreśli pewną część mojego życia. Nie wiem tylko którą część chcę
      > przekreślić:( Gdybym tylko potrafiła zaufać???
      > Oświećcie mnie!!! Czy czepiam się szczegółów???
      > ...a czas leci...:(


      Mam tylko dla Ciebie garść myśli. Ani lepszych, ani mądrzejszych niż mógłby Ci
      dać ktoś inny.

      Piszesz, ze musisz podjąć konkretną decyzję z rodzaju „być albo nie być”. Nie
      masz wiele czasu na jej przemyślenie, więc tym bardziej Ci trudno. Ale – tu
      powtórzę to, co już kilka razy pisałam na forum – wydaje się, że wszystkie
      odpowiedzi nosisz w sobie. Różni ludzie mogą pokazać Ci wątki tych rozważań, na
      które może nie zwróciłaś uwagi. To, co piszemy na forum może wskazać Ci sposoby
      myślenia o tych trudnych sprawach inne, niż stosowałaś dotychczas. Sama wiem,
      że to cenne. Ale tylko Ty możesz sobie wskazać właściwy wybór. I jestem
      przekonana, że w głębi siebie wiesz, jaki być powinien. I chociaż tę swoją
      głębię czasami bardzo trudno usłyszeć – słuchaj.
      Nikt lepiej od Ciebie nie wie, czy Twoje wątpliwości są uzasadnione. U mnie
      zawsze było tak, że jeśli takie wątpliwości miałam, to nie bez powodu. Poprzez
      nie właśnie ta „głębia siebie” próbowała mi coś powiedzieć. Nie zawsze było to
      przyjemne, ale jak dotąd zawsze się sprawdzało. Więc teraz jeśli pojawiają się
      takie upierdliwe myśli, biorę je pod uwagę. Tak jest ze mną. Co nie znaczy, że
      i z Tobą. Nie ma uniwersalnej instrukcji obsługi człowieka.

      Piszesz, że cokolwiek postanowisz, przekreślisz jakąś część swojego życia. Ale
      cokolwiek zdecydujesz – otworzy to też przed Tobą nowe możliwości. Myślałaś o
      tym w ten sposób? Oprócz rachunku strat, może warto też zrobić rachunek zysków?

      To, co mi pomaga w takich sytuacjach to wyjazd gdzieś – samotnie lub w
      towarzystwie niezwiązanym ze sprawą. Odpoczynek od kręcenia się w kółku wciąż
      tych samych myśli przynosi często nowe spojrzenie, pomysł na rozwiązanie lub po
      prostu trochę dystansu.

      I na koniec jeszcze jedno: jeśli czujesz się nieszczęśliwa to nie znaczy, że
      się czepiasz, lecz, że czujesz się nieszczęśliwa.

      W.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka