szam12
06.01.08, 20:01
Lee Holloway od dzieciństwa odczuwa kompulsywną potrzebę okaleczania
się, ilekroć coś ją poruszy lub zdenerwuje. Okazji nie braknie, gdyż
ojciec Lee to alkoholik, bijący żonę. Próbując poradzić sobie z
bólem psychicznym, Lee cierpi ból fizyczny: parzy swoje uda gorącym
czajnikiem lub nakłuwa się dziwacznymi narzędziami tortur,
trzymanymi w specjalnym pudełku. Z powodu chorych przyzwyczajeń
kobieta trafia do szpitala psychiatrycznego, a gdy z niego wychodzi,
kończy kurs dla sekretarek. Następnie zatrudnia się w biurze
prawnika, Edwarda Greya (James Spader).Gdy Grey odkrywa tajemnicę
Lee, wciąga ją w relację sadomasochistyczną. Dalej wszystko toczy
się jak w klasycznej bajce z zakończeniem „i żyli długo i
szczęśliwie”, z tym, że bajka ta okraszona jest odrobiną perwersji
oraz paroma scenami seksu w wersji mono.
Akcja Sekretarki toczy się podobnie jak klasycznej, romantycznej
opowieści. Jest tu kobieta, która zakoch*je się w mężczyźnie o
wyższym statusie społecznym, rozdzielenie kochanków, ucieczka panny
młodej sprzed ołtarza (w pewnym momencie Lee ma wyjść za swojego
dawnego kolegę), wreszcie miłosne zjednoczenie dwóch połówek.
Problem w tym, że połówki pasują do siebie mrocznymi stronami, bo za
miłość doskonałą robi tu sadomasochistyczna symbioza. Opowiedziana
przez Stevena Shainberga historia ostatecznie okazuje się raczej
niesmaczna, choć postarano się, żeby była pikantna. By uczynić ją
strawną, możemy potraktować film jako wyrafinowaną, bogatą w
metafory prowokację.
Jeszcze do niedawna sekretarka była typową bohaterką romantycznych
opowiadań, zamieszczanych w amerykańskich czasopismach dla kobiet.
Germaine Greer, popularna niegdyś bezkompromisowa feministka,
uważała, że przyglądając się obowiązkom sekretarki, jak w szkle
powiększającym zobaczymy podrzędny i pomocniczy charakter kobiety w
naszej kulturze. Cechy dobrej sekretarki takie jak posłuszeństwo,
ukrywanie nadmiaru swoich kompetencji przed szefem, służalczość i
schlebianie składają się na obraz doskonałego podporządkowania
kobiety mężczyźnie. Amerykańskie poradniki dla sekretarek uczyły,
jak stać się „wdzięcznym i potrzebnym wyposażeniem biura”, a Greer
grzmiała w roku 1970: „Dlaczego kobieta miałaby tak wiernie służyć
mężczyźnie za jałmużnę posługaczki, zwiększając jego potencjał
finansowy i kamuflując potknięcia? Skoro dość dobrze zna się na jego
interesach, dlaczego nie aspiruje do jego pracy i pozycji?” Steven
Shainberg zdaje się na to mówić: bo zawód sekretarki ma podtekst
masochistyczny.
Sadomasochizm w filmie Shainberga możemy odczytywać jako
wielopiętrową metaforę: pozycji kobiety w kulturze, stosunków szef-
podwładny, stosunków narzeczeńskich (Sekretarka opowiada o
masochistycznej ślepocie zakochania i sadystycznym wymiarze władzy
odrzucania cudzych zalotów; w pewnym momencie Lee robi wszystko, by
zdobyć Greya) oraz stosunków małżeńskich (pod koniec filmu Grey
sadystycznie rozstawia Lee po kątach także w domu, co wygląda na
kpinę z tradycyjnej roli głowy rodziny oraz idei, że żona ma być
posłuszna mężowi). Można dowodzić, że Shainberg nakręcił film
antymieszczański, a także, że obnażył ukryty infantylizm dorosłości
(Lee wydaje się dojrzewać, usamodzielniać i realizować swoje
prawdziwe pragnienia, lecz w rzeczywistości przenosi tylko
nierozwiązane problemy z dzieciństwa na wyższy poziom).
Powyższa interpretacja dzieła Shainberga nie jest jednak jedyną.
Sekretarka może być bowiem zarówno parodią biurowego romansu, jak i
jego inną wersją. Może być głupim żartem z wyczulenia na problem
molestowania seksualnego w miejscu pracy, a nawet apoteozą
psychoanalitycznych teorii Helen Deutsch, według których każda
kobieta jest z natury masochistką. Może być wreszcie po prostu
bardzo niedobrym filmem z morałem w rodzaju: „każdy ma prawo do
realizacji własnej koncepcji dobrego życia”. Niedobrym dlatego, że
uzasadnienie tego morału jest mocno wątpliwe, a masochistyczne
potrzeby Lee czynią z niej postać głęboko tragiczną.
Czy mamy tu do czynienia z prowokacją, kiczem, a może jednym i
drugim? Przyznając Sekretarce nagrodę specjalną za oryginalność,
jury zeszłorocznego festiwalu w Sundance raczej uchyliło się od
rozstrzygania tego dylematu. Tymczasem jeśli w ogóle można
powiedzieć, że film Shainberga jest oryginalny, to tylko dlatego, że
podejmuje niecodzienny w kinie temat S&M. Jako taki temat ów nie
zasługuje jednak na nagrodę, za to bez wątpienia należy się ona
temu, kto zrozumie intencje, kierujące osobami odpowiedzialnymi za
sfilmowanie tej opowieści. Obawiam się, że jedyną rzeczą, która na
dłużej pozostanie w pamięci po seansie Sekretarki, jest lodowaty
błysk w oku Jamesa Spadera. Przejmie on dreszczem każdego, kto
pamięta aktora jako zakochanego młodzieńca z filmu Biały pałac
Louisa Mandokiego.