wichrowe_wzgorza
05.02.08, 21:58
Drzewo Życia
Owego czasu lubiłem mówić o „otwartym" i „zamkniętym". Pewna
znajoma, która uważała się za wyraźnie „zamkniętą", powiedziała
kiedyś do mnie: „Po wielu dyskusjach z tobą rozumiem teraz różnicę,
którą czynisz między »otwartym« a »zamkniętym«, ale jest to zupełnie
suche intelektualne rozumienie, pojmowanie teoretyczne. Żywe
rozumienie otwartego jest mi obce”.
Któregoś dnia, kiedy znów się spotkaliśmy i rozmawialiśmy o
błahostkach, spojrzała przypadkiem przez okno: stał tam buk, którego
wierzchołek płynął w blasku zachodzącego słońca. I gdy jej
spojrzenie padło na to drzewo, porwało ją głębokie szczęście, że owo
drzewo tam rosło, i przepełniła ją głęboka wdzięczność, że dane jej
było je zobaczyć. Wstrząśnięta, odwróciła się ku mnie, by mi to
powiedzieć. Ale gdy za chwilę znów spojrzała na drzewo - było tam i
jego korona nadal płynęła w świetle zachodu; było to to samo drzewo,
a jednak zupełnie inne. Drzewo, które teraz widziała, było piękne i
budziło estetyczne zadowolenie. W dodatku należało do niej i mogła z
nim zrobić, co chciała: mogła kazać je ściąć lub pozostawić, mogła
być dobra i rozdać drwa ubogim - wysoce etyczne zastosowanie drzewa.
Ale w owej krótkiej, szczęśliwej chwili drzewo to nie należało do
niej i nie było ani piękne, ani brzydkie; było drzewem, które tam
stało i rosło, i napełniało ją szczęściem, że było - po prostu było,
bez żadnych zbędnych myśli.
W tej chwili pochwyciła przebłysk rzeczywistości. Gdyby potrafiła w
niej pozostać, to chwila ta rozpostarłaby się w jej zadziwionym
sercu i widziałaby nie tylko to drzewo określonego gatunku, rosnące
w tym określonym miejscu - widziałaby „Samo Drzewo, stojące pośród
ogrodu", widziałaby drzewo życia, a śmierć przemieniłaby się z
przerażenia w jej sercu w uśmiech na jej ustach.
Pełne wdzięczności szczęście, że rzeczy są tu - nie dla jakiegoś
estetycznego zadowolenia, nie dla jakiegoś pożytku, który można z
nich uzyskać - lecz ponieważ egzystują wraz z nami, a to właśnie
jest oznaką tego, że widzi się samą rzeczywistość.
Gdy nie zapominamy, że te rzeczy, które są nasze, i radość, że
należą do nas, toną w radości z tego, że istnieją, że są - wtedy
płuca wieczności zaczynają oddychać. Wtedy powstaje w człowieku owa
niezamierzona łagodność, która wypływa z jego istoty, bez względu na
osobę. Jest to słońce wieczności, które oświetla sprawiedliwych i
niesprawiedliwych...
Jan Anker Larsen
=========
Ile razy mieliście takie poczucie, w życiu?