Dodaj do ulubionych

30-letnie dzieci

13.02.08, 23:05
no właśnie, gdzie sens mojego istnienia??? Rano wstaję, do roboty, wracam,
tele albo net, i do spania. I w kółko to samo. Mam dość, czuję jak każdy dzień
przecieka przez palce, nic nie wnosi, czas leci a ja czuję że coś jest nie
tak. Mam 29 lat a dziś poczułam się jakbym przeżyła 100 w sposób jałowy i
bierny. Przeraziłam się bo do tej pory widziałam się raczej przez pryzmat
wiecznego dziecka, troche zagubionego, które ma jeszcze czas dorosnąć, nauczyć
się odpowiedzialności, wziąć życie we własne ręce. A tu nagle jak obuchem w
łeb. Tik tak, tik tak...
Znacie 30-letnie dzieci?
Obserwuj wątek
    • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 13.02.08, 23:23
      A co dopiero ja mam powiedzieć? Stary chłop, 27 lat, a nigdy nie miałem pracy (chociaż włożyłem ogromny wysiłek w jej poszukiwanie). Nie potrafię się odnaleźć po prostu. Kiedyś byłem pełen energii, teraz mój umysł działa na mocno zwolnionych obrotach. Czasami rozmyślam, zastanawiam się, czy mógłbym mieć normalne życie, jak inni. Idę ulicą i obserwuję ludzi za szybą, w kafejkach i restauracjach - myślę sobie wtedy: Ach! Jak oni mają dobrze! Stać ich! A mnie nie, w dodatku jestem zmuszony spędzać czas głównie we własnym towarzystwie.
      • veroy Re: 30-letnie dzieci 13.02.08, 23:34
        wlasnie o ty mowie :) posluchaj markusa.
      • kozica111 Re: 30-letnie dzieci 14.02.08, 14:32
        Czemu nie masz pracy?
        • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 14.02.08, 16:18
          Nie mam pracy, bo nie zostałem zatrudniony, to przecież oczywiste.
          • lola0071 Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 22:33
            Ale co konkretnie się Twoim pracodawcom nie podoba?
            • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 22:41
              Nie mam pracodawców, a co za tym idzie również wiedzy w zakresie ich niepodobań.
              • lola0071 Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 22:44
                He he, pomyliło mi się. Miałam na myśli rekruterów. Chodzi mi o to
                na jakim etapie odpadasz? Na rozmowie kwalifikacyjnej czy gdzieś
                dalej?
                • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 22:50
                  Najczęściej na etapie przysłania CV :-/
                  Bywa, że komuś CV doręczam, ale tego nikt prawdopodobnie nie czyta - na akademickie targi pracy przyszedłem wyposażony w 10 kopii swojego CV (myślałem, że to będzie dużo za mało), ale na pytanie, czy mógłbym takową zostawić, wszyscy przedstawiciele pracodawców odpowiadali mi tak samo: "proszę wejść na naszą stronę i odpowiedzieć na konkretne ogłoszenie".

                  Byłem na 11 chyba rozmowach kwalifikacyjnych (przez 3 lata), ale później się do mnie nigdy nie odzywano - tak to się kończyło.
                  • lola0071 Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 23:31
                    To podobno trzeba chodzić na rozmowy dla "sportu". Moze mówisz
                    niezbyt przekonująco. W sumie 11 rozmów to podobno nic, niektórzy
                    twierdzą że po 40 im to zwisać zaczyna i podchodzą do tego na luzie.
                    Pozdrawiam
                    • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 23:44
                      Ten "sport" jest wyjątkowo wykańczający, w dodatku trudno jest go uprawiać, gdy nie ma oficjalnych zawodów z nagrodami, a zawód mogę przeżyć co najwyżej ja, że będę musiał kontynuować uprawianie zawodu bezrobotnego bez prawa do zasiłku.

                      Dla mnie to nie jest żaden sport, tylko raczej sąd jak z "Procesu" Kafki - decyzje podejmowane są bez mojej wiedzy, a o wyroku mogę się dowiedzieć po fakcie, albo (najczęściej) wcale się nie dowiadywać, a jedynie się domyślać. I oczywiście nie mam, jak w normalnym sądzie, żadnej możliwości obrony ani apelacji.
                      • absolwencina do markus kenobii; 20.04.08, 10:05
                        stary - walcz, więcej wiary w siebie i we własne możliwości, nie
                        możesz się poddawać;

                        ja też długo nie mogłem znaleźć pracy, odbyłem ok kilkadziesięciu
                        rozmów, wiele razy przechodziłem momenty załamania, ale nie
                        poddałem się - rób wszystko, wszystko co jest dozwolone prawem i
                        normami społecznymi oczywiście, aby nie wypaść z rynku pracy, aby
                        twoja wartość jako pracownika stale rosła, znajdź branże w której
                        dobrze się czujesz, określ do czego masz predyspozycje i rozwijaj
                        się w tym; n

                        a mój ośli upór i determinacja przyniosły w końcu skutek - byłem na
                        dwóch rozmowach kwalifikacyjnych w odstępie jednego dnia - i w dwóch
                        firmach zaproponowano mi pasadę;

                        walcz, walcz i jeszcze raz walcz;
                        • markus.kembi Re: do markus kenobii; 20.04.08, 10:49
                          Ode mnie zależy tu niewiele. Wszystko w rękach pracodawców. To oni podejmują wszystkie decyzje, a mój wpływ na nie jest bardzo ograniczony. Ten koszmar nie skończy się dopóki ktoś z nich nie da mi szansy, kredytu zaufania. Wielu ludzi taką szansę dostało - mnie żaden pracodawca nie chce okazać łaski.
                          • pani.misiowa Re: do markus kenobii; 20.04.08, 14:11
                            Markus, jest jedna opcja taka ze Twoj pracodawca Cie zatrudni.
                            Sam zostan swoim pracodawca. Otworz firme i wtedy nie bedziesz
                            musial nikomu pokazywac swojego CV i czekac na wynik rozmowy.
                            • markus.kembi Re: do markus kenobii; 20.04.08, 16:29
                              Już pisałem o tym wielokrotnie - żeby prowadzić działalność gospodarczą, trzeba mieć pomysł na biznes. I to dobry pomysł. A nie na zasadzie "a może to, a może tamto, a może się uda".
                              • joanna.syrenka Re: do markus kenobii; 05.05.08, 15:59
                                Markus, bez urazy, ale mam wrażenie, że ci ta sytuacja bardzo
                                odpowiada. Wszystko można zwalić "bo pracodawcy mnie nie chcą",
                                zamiast się zastanowić "dlaczeog mnie nie chcą???". Może po prostu
                                masz beznadziejnie napisane CV?
                                Albo za wysoko mierzysz?
                                Ja też byłam bez pracy, wiem jak to jest. W końcu utkwiłam w jakimś
                                ch*jowym sklepie meblowym, ale traktuję to jako odskocznię wyżej,
                                tymbardziej, że udało mi się awansować.
                                Nawet w jakimś zakichanym - zdawałoby się - miejscu pracy można
                                zdobyć dowświadczenie, a przede wszystkim nie wypaść z obiegu.
                                • markus.kembi Re: do markus kenobii; 05.05.08, 16:52
                                  joanna.syrenka napisała:

                                  > Markus, bez urazy, ale mam wrażenie, że ci ta sytuacja bardzo
                                  > odpowiada. Wszystko można zwalić "bo pracodawcy mnie nie chcą",
                                  > zamiast się zastanowić "dlaczeog mnie nie chcą???". Może po prostu
                                  > masz beznadziejnie napisane CV?

                                  Kolejne pie..mento - a żebyś wiedziała, że mam bardzo dobrze napisane CV, konsultowałem z doradcami zawodowymi i porównywałem z kilkudziesięcioma CV z różnych krajów świata (ściągnąłem przez P2P). Pisałem już kiedyś na ten temat. Ale Ty musisz mi koniecznie dosr...


                                  > Ja też byłam bez pracy, wiem jak to jest. W końcu utkwiłam w jakimś
                                  > ch*jowym sklepie meblowym, ale traktuję to jako odskocznię wyżej,
                                  > tymbardziej, że udało mi się awansować.

                                  Ja już byłem przez 3 miesiące w ch..owym miejscu pracy i nigdy już tego błędu nie popełnię. Wtedy nie miałem wyboru, bo straciłbym ubezpieczenie zdrowotne, ale to był po prostu koszmar - czasami miałem dużo roboty (ganiałem pieszo po mieście - 10 kilometrów jednego dnia), ale czasami musiałem przez kilka godzin siedzieć i czekać, jak w areszcie. Czasami gdy dostawałem coś do napisania albo nawet skserowania to już się cieszyłem, że wreszcie będzie coś do roboty.
                                  • joanna.syrenka Re: do markus kenobii; 05.05.08, 17:08
                                    To pisz szczerze, że po prostu nie chce ci się robić, skoro ci żadne
                                    zajęcie nie odpowiada. Co to znaczy "wytrzymałem tam 3 miesiące" dla
                                    człowieka kompletnie bez perspektyw w żadnej dziedzinie, w dodatku
                                    zadłużonego, z tego co wyczytałam?

                                    I tak, trzeba ci dosr.., bo to jedyna metoda, żeby tobą wstrząsnąć i
                                    żebyś się wziął w garść.

                                    Tobie kopa w tyłek trzeba, a nie pogłaskania po główce.

                                    • markus.kembi Re: do markus kenobii; 05.05.08, 17:21
                                      To nie jest kwestia "wzięcia w garść", bo już o tym pisałem - trzeba nie tylko mieć zapał do działania, ale też wiedzieć co konkretnie trzeba zrobić. Jakieś 2 tygodnie temu, gdyby ktoś mi powiedział "zabij tego a tego, a dostaniesz pracę", to bym zabił. Ale działać w ten sposób, że "spróbuj czegoś tam - może się uda" po prostu nie potrafię, bo dla mnie "może", po tylu latach braku sukcesów i postępów, zyskało znaczenie "na pewno nie".

                                      Ja o swoje potrafię walczyć i się upominać. W ostatnich dniach powysyłałem maile do niedoszłych pracodawców, którzy zapewniali, że ze wszystkimi uczestnikami rekrutacji się skontaktują - jak ktoś nie raczy mnie przyjąć, to niech ma przynajmniej odwagę zadzwonić i mi to oznajmić. Przynajmniej na to zasłużyłem.
                                      • joanna.syrenka heh 05.05.08, 17:39

                                        Pewne w życiu są tylko śmierć i podatki.

                                        Jesteś pewien, że wszyscy samodzielni przedsiębiorcy w dniu
                                        rejestrowania firmy byli na 100% pewnie, co z tego wyjdzie i głowe
                                        by sobie dali uciąć, że interes się powiedzie?
                                        Myslę, że niezrównoważeni psychicznie - owszem ;)
                                        Natomiast trzeźwo myślący człowiek zawsze musi w koszta wkalkulowac
                                        jakiś margines ryzyka.

                                        Myslenie "założyłbym firmę, gdybym miał pewność że wypali" też jest
                                        trochę niedojrzałe.
                                        Chyba jednak nie jesteś tak zdeterminowany jak piszesz.

                                        Acha - napisałeś że "w życiu nie popełnisz drugi raz tego błędu,
                                        żeby pójść do g*wnianej roboty. Spróbuj, może warto. Ja dzięki
                                        posadzie w gó..anym sklepie (polityka firmy bardziej niż kretyńska)
                                        będe mogła sobie wpisac w CV stanowisko kierownicze, i jestem pewna
                                        że kiedyś to w życiu wykorzystam.


                  • the_dzidka Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 11:02
                    Facet, 11 rozmów przez trzy lata? Ciężko aż skomentować.
                    Rozumiałabym frustracje, gdyby to było 11 rozmów na 3 miesiące,i
                    znowu 11 na 3 miesiące, i tak dalej, i nic. Ale tak?
                    Kto cię utrzymuje?
                    • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 11:16
                      Tak naprawdę, to nie wiem, na ilu byłem rozmowach. Wiem, że zaliczyłem 2 konkursy na stanowiska urzędnicze, ale interviews to trudno policzyć. Co mogę poradzić, skoro nie chcą mnie zaprosić na rozmowę - wtargnąć do siedziby pracodawcy z bronią i zażądać spotkania z dyrektorem? Skoro ktoś nie chce, nie wykazuje dobrej woli, to ch** mu w d. Wolałbym, żeby choć jeden pracodawca był otwarty i przyjaźnie nastawiony, wyciągnął rękę, dał szansę, ale co mogę zrobić, jeśli tak nie jest? Mogę kogoś nachodzić i się naprzykrzać, ale to nie pomoże. A już szczytem bezczelności jest wykorzystywanie ogłoszeń o pracę i formularzy na stronach internetowych po to, żeby zdobyć czyjeś dane osobowe i wysyłać mu reklamowe śmieci. Jeśli to adres mailowy, to przynajmniej można zablokować, ale wyobraź sobie, że jeden z banków przysłał mi swoje reklamowe śmieci na adres domowy.
      • spinline Re: czytalam ci markus parokrotnie 14.02.08, 19:32
        i znam Twoja historie. Nie zawsze dane jest nam dostac te prace o
        jakiej marzymy.
        Sa jednak rozne sciezki do Rzymu. Piszesz ze duzo sie uczyles. Wiec
        nie pozwol tej wiedzy sie zmarnowac. Podziel sie nia z innymi. Moze
        szukaj pracy w szkole gdzie nauka odbywa sie na dystans? coraz
        wiecej takich szkol powstaje zagranica.
        • markus.kembi Re: czytalam ci markus parokrotnie 17.04.08, 11:38
          Nie mógłbym pracować odizolowany od innych ludzi. Już na samą myśl robi mi się niedobrze. Paradoksalnie teraz też jestem odizolowany, ale fakt, że nie z własnej woli (tylko raczej właśnie z woli innych ludzi).
          • slubujacy Re: czytalam ci markus parokrotnie 05.05.08, 15:59
            Wymyslasz!!!

            Jestes odizolowany z wlasnej woli. Bo co robisz ze soba ponad
            uzalanie sie ze nikt Ci szansy nie chce dac?
            Chodzisz na jakies kursy, szkolenia? Uczysz sie z netu?
            Jesli nie to tylko i wylacznie Twoja wina ze nie masz pracy ani
            przyszlosci, jestes nieudacznikiem i robisz sie na ofiare...
            • markus.kembi Re: czytalam ci markus parokrotnie 05.05.08, 16:41
              Jeśli sfinansujesz mi jakiś kurs, to z przyjemnością pójdę :-)

              Najbardziej chciałbym zapisać się na kurs języka rosyjskiego, mógłbym też zrobić CPE z angielskiego. Nie pogardziłbym też kursem rachunkowości.
              • karaluchaucha Re: czytalam ci markus parokrotnie 05.05.08, 18:34
                pytam z ciekawości: jakie masz wykształcenie?
                oraz: osoby bezrobotne moga się bezpłatnie zapisywac na kursy doszkalajace lub
                przekwalifikowujace z tego co wiem.
                poza tym masz postawe "dyzia-marzyciela", ktory duzo by chcial, ale niewiele
                robi. Naprawde, uwierz mi, wyslanie paru CV to jeszcze niewiele. Jakbym miala
                kogos zatrudnic na byle jakie stanowisko to wolalabym, zeby byla to osoba, ktora
                doksztalca sie lub ma jakies zainteresowania, ktorym tez sie poswieca- wtedy
                widac, ze dany czlowiek nie bedzie wykonywal roboty byleby wykonac, ale jesli ma
                jakies zadanie to potrafi wykonac je z pasją, potrafi poświęcić się czemuś i
                będzie rozwijal sie, a nie zatrzyma sie w punkcie i bedzie jęczał, ze mu pracy
                nie dają. Poszukaj troche,sa kursy, staże (na ktorych mozna sie wiele nauczyc i
                pracodawcy dobrze na nie patrzą)- niewiele osob dostaje super robote od razu.
              • the_dzidka Re: czytalam ci markus parokrotnie 06.05.08, 11:06
                Ja ci mogę sfinansowac płytę CD z kursem języka rosyjskiego. Jak nie
                miałam forsy, uczyłam się niderlandzkiego z książki i kaset. Całkiem
                nieźle się to udaje.
                No chyba że zaraz napiszesz, że nie umiesz sam się uczyć...
      • paco_lopez Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 11:45
        a to ciekawe, ze ja tez tak miałem, a było to 8 lat temu. pstryk i
        sie pozmieniało. wagoniki przyspieszyły tak, ze od karuzeli zycia
        zachciało mi sie rzygać. teraz nazywam sie ustabilizowany a
        samopoczucie też daje znać o beznadziei. czekam na coś, niby wiem na
        co, ale po co. itd.
        • mruff Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 12:05
          paco_lopez napisał:

          > pstryk i
          > sie pozmieniało.

          Powiesz czym był ten pstryk?
          • paco_lopez Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 13:55
            dostałem pracę i wyprowadziłem się do trzech kolezanek.
            • mruff Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 15:32
              paco_lopez napisał:

              > dostałem pracę i wyprowadziłem się do trzech kolezanek.

              Czyli to wszystko dzięki nam, kobietom :)))
              Ratujemy świat:)))
              • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 16:42
                I za przyjmowanie do pracy odpowiedzialne są też najczęściej kobiety, czyli haerówki.
                • przypadek Re: 30-letnie dzieci 05.05.08, 22:28
                  bajki opowiadasz stary. Zasadniczo decyduje szef działu.
      • pavloos Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 08:27
        Markus, chłopie... jesteś beznadziejny. Jezu, wszedłem tu z głównej i żałuję, bo tak jojczysz, że aż szkoda czytać. Weź się do kupy, wszystko źle, wszystko nie moja wina... Spójrz prawdzie w oczy, stań przed lustrem i powiedz sobie jestem beznadziejna beksa i zacznij coś robić ze sobą.

        Pisałeś o wolontariacie, jest masa organizacji, które przyjmą Cię na początek za free, ale jak się sprawdzisz to na pewno będę chcieli Cię u siebie (i na pewno nie będzie to po 1,5 roku). A jeśli szukasz stanowiska spec. gdzie wymagają 3 lata doświadczenia to to będzie pierwszy krok.

        Każdy może mieć doła. Ja właśnie z jednego wychodzę po tym, jak nie udało mi się coś w czym pokładałem duże nadzieje, straciłem przez to ochotę do pracy. Ale sam nie możesz dopuścić aby trwało to tyle czasu...

        Albo powiedz od razu, że lubisz jak się nad Tobą użalają albo jesteś zwykłym trolem internetowym...
        • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 10:45
          Jesteś tak samo żałosny, jak inne osoby w tym wątku, a Twoje pojęcie o rynku pracy jest zerowe lub prawie żadne. Już nie mówię o tych komunałach w stylu "weź się w garść", "zrób coś", ale o czymś ważniejszym. Otóż uświadamiam Szanownego Pana, że praca za darmo to NIE JEST praca. Pracą może być dla tego, kto pracuje, ale nie dla tego, kto go zatrudnia, bo on nie będzie go traktował jak pełnoprawnego pracownika i nie dla kolejnych pracodawców, chyba że oni również szukają jelenia, który będzie dla nich robił za friko.
          • frank.west Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 11:27
            Jeszcze pół roku temu przyznał bym ci racje bo miałem podobna
            sytuację. Moje poszukiwania pracy zaczynały się i kończyły na
            przeglądaniu ofert i wysyłaniu CV. Potem zrozumiałem, że to lekko
            bezsensu bo zawsze znajdzie się cały tłum ludzi lepszych odemnie.
            Kopnąłem się w tyłek, zacisnąłem zęby i w przeciągu tygodnia
            znalazłem pracę-marzenie. Mój bezrobotny marazm był tylko i
            wyłącznie moją winą i dopóki też tego nie zrozumiesz, bedziesz gnił
            we własnym sosie.
            • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 11:46
              Ja pracę znalazłem przeszło 200 razy, ale co z tego, skoro mnie nie chcą zatrudnić. Żeby tylko o chęć chodziło, ale poczytaj forum praca - tam haerówki piszą, jak to nie chce im się czytać tych wszystkich CV i biorą parę z brzegu.

              Niestety, taka jest prawda, że skoro sam nie mam jakiejś życiowej pasji, a w związku z tym pomysłu na własną działalność, muszę dopraszać się łaski pracodawców. I nie zmieni się moje życie, dopóki któryś z nich nie wyjdzie mi na przeciw. Musi wreszcie tak się prędzej czy później stać, musi któryś być inny.
          • pavloos Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 13:07
            czasami trzeba się popracować za darmo aby potem wyjść na swoje. a praca jako
            wolontariusz daje tak cenne doświadczenie, które potem przekuje się na $. to
            wiem z doświadczenia.

            przestań jojczyć bo umrzesz w samotności i zapomnieniu z pilotem do tv w ręku.


    • likeadrum Re: 30-letnie dzieci 13.02.08, 23:25
      Nie wiem czy cie to pocieszy, ale mam skrajnie odwrotnie :) i też
      nie jest to dobre.
    • veroy Re: 30-letnie dzieci 13.02.08, 23:34
      oj nin, jak tak patrze to mam wrazenie, ze ludzie sie za duzo filmow
      akcji naogladali i teraz wszystkim wydaje sie, ze nie jest dobrze,
      jesli prowadza sobie nudne i ustabilizowane zycie a kazdy dzien jest
      dniem swistaka.

      tymczasem samo osiagniecie takiego poziomu , kiedy w gruncie rzeczy
      nic ci nie grozi i sytuacja jest w miare przewidywalna -jest wielkim
      sukcesem. Ja zrozumialam to niedawno popadlszy w niezle tarapaty,
      kiedy zaczelam prosic los o umozliwienie mi takiego nudnego,
      spokojnego zycia podczas gdy w tym ktore mialam jedyna przyjemnoscia
      bylo polozenie sie do lozka i perspektywa kilku godzin snu. jedyna
      zaleta - bylo ciekawie, co nie zmienia faktu ze normalny czlowiek w
      zbyt urozmaiconym zyciu dlugo nie pociagnie.

      Proponuje docenic to, co masz i zaczac sie cieszyc malymi
      przyjemnosciami . zdaje sobie sprawe ,ze oba te hasla sa dzis do
      znudzania wszedzie powtarzane i dzialaja niemal wymiotnie, ale
      calkiem uzasadnione jest ich stosowanie biorac pod uwage ,ze takie
      niedocenianie jest dzis zjawiskiem powszednim...
      • ollaboga77 Re: 30-letnie dzieci 14.02.08, 17:28

    • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 14.02.08, 19:01
      Pasuję do Twojego opisu, ale po dłuższym zastanowieniu stwierdziłem, że tak naprawdę nie czuję się dzieckiem. Przeciwnie - można mnie nazwać 27-letnim emerytem. Nie tylko dlatego, że nie zachowuję się niedojrzale, guwniarsko, jak wiele lat temu, ale przede wszystkim dlatego, że czuję się już stary, bezsilny, zmęczony życiem. Zastanawiam się, ile lat jeszcze mi zostało do końca i czy w ogóle warto tak dalej żyć. Najbardziej wykończyło mnie poszukiwanie pracy - włożyłem w to naprawdę duży wysiłek, a trudno mówić o jakimkolwiek postępie. Przeciwnie - teraz jest mi znacznie trudniej, tym bardziej, że brakuje mi energii życiowej, a tak dobrze, jak pokazałem się na rozmowach kwalifikacyjnych, trudno mi będzie wypaść, zwłaszcza jednego razu - to był mój najlepszy, po prostu życiowy występ, który był tak dobry, że już nigdy go nie będę w stanie powtórzyć. Uśpiła mnie też monotonia życia, a samotność i odcięcie od znajomych zmieniły moje nastawienie do świata i zmusiły niejako do pogrążenia się w refleksjach i rozmyślaniach.
      • jepetto1973 Re: 30-letnie dzieci 16.02.08, 22:41
        Masz rację markus - to samotnosc cie dobija, mam dokładnie to
        samo.Mam wrażenie że bóg wszystkim dał druga połówkę tylko o mnie
        zapomniał.Ja już nawet ni ełudzę się że kogos sobie w końcu znajdę,
        już nawet nie szukam bo po co?!
        • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 16.02.08, 23:39
          Nie podchodź tak do tego, że ktoś coś rozdaje, ludzie się do niego zgłaszają, a on odhacza na liście i daje każdemu po połówce z przydziału, dla niektórych nie wystarczyło. To żałosne. Ludzie wchodzą po prostu w relacje z innymi i to jest normalne. Czasem tworzą jakieś związki na dłużej, ale to nie jest tak, że jeden związek musi być na całe życie, koniecznie musi i koniecznie jeden - za bardzo chyba pogrążyłeś się w świecie książkowo-filmowym. Niektórzy mają po prostu gorzej rozwinięty zmysł społeczny, mniej atrakcyjności i mniej, o ile tak to można nazwać, "szczęścia".

          Skoro nikogo dotychczas sobie nie znalazłeś, to znaczy, że może widocznie się do tego nie nadajesz. Do tego, żeby znaleźć i oczywiście do szukania. Ja sam znam wiem, że stały związek jest nie dla mnie, bo mój charakter nie pozwoliłby nikomu ze mną wytrzymać. A "niestałe" - no cóż, tak się już złożyło, zwłaszcza przez ostatnie 2 lata. Tak samo jak znajomi mnie opuścili, pracodawcy nie chcą mnie zatrudnić - to na pewno nie jest przypadek, widocznie jest, rozwinęło się we mnie coś takiego (dla mnie niewidocznego, niemożliwego do zidentyfikowania), co tak silnie odpycha innych ludzi.
          • pani.misiowa Re: 30-letnie dzieci 20.04.08, 14:15
            Kurcze, czlowieku. Slyszlaes o czyms takim jak samospelniajaca sie
            przepowiednia?
            Umysliles sobie, ze nic Ci sie juz w zyciu nie uda, nic dobrego Cie
            nie spotka itepe.
            Nie bede Ci serwowac tekstow w stylu 'mysl pozytywnie', 'uwierz w
            siebie' ale powiem Ci tylko- WEZ ZYCIE W SWOJE RECE!

            Nie kazdy musi miec najlepsza prace, nie kazdy osiagnie sukces, nie
            kazdy bedzie szczesliwym malzonekiem i ojcem.
            Tylko nie czekajcie ludzie, az ktos przezyje Wasze zycie za Was.
            To w glownej mierze od Was zalezy jak to zycie bedzie wygladalo.
            • joanna.syrenka Re: 30-letnie dzieci 05.05.08, 16:02
              Dokładnie!
              Mam uraz do pseudopsychologicznych pogadanek i innych bredni, ale w
              tym akurat tkwi spoooooro prawdy. Jak się całe życie jęczy i
              narzeka, to człowiek będzie nieszczęśliwy nawet jak szóstkę w totka
              wygra :)
          • hanzal bingo, trafiłeś w 10-tkę 05.05.08, 21:59
            Nie znam CIę, czytam po raz pierwszy Twoje wypowiedzi i jako
            pracodawca juz Cię mam dosyć i bym Cię nie zatrudnił

            imponują mi ludzie którzy radzą sobie z problemami, którzy nawet
            jeśli im nie wychodzi to idą do przodu

            Ty jak rozumiem w ciągu 2 lat wysłałeś parenaście CV i byłeś na 11
            rozmowach kwalifikacyjnych

            a reszta to wina pracodawców którzy Ci nie dali szansy,
            i jeszcze im pogonisz kota jakim prawem nie odpisują na Twoje maile

            przy takim podejściu, jeśli nie umiesz zmienić swojego nastawienia
            do życia , to i nie dziwne że nikt nie chce takiego pracownika

            Najgorsze jest to, że z tego wynika że Ty wcale go nie chcesz
            zmieniać, wręcz zarzekasz sie że kiepskiej pracy nie weźmiesz

            Znam takiego człowieka w dalszej rodzinie, tyle że on ma ojca
            milionera to może sobie na to pozwolić, że mimo 35 lat nigdy na
            poważnie nie pracował, kilka interesów które mu ojciec uruchomił
            upadło - i zawsze winni są wszyscy dookoła
            Jak znalazł pracę (też z poręczenia ojca) to za chwile sie okazało
            że szef głupi, robota nieciekawa a do tego mało płacą

            I tak wegetuje 35 letni dorosły człowiek, który sam niczego nie
            potrafi , a dokładniej potrafi tylko jedno : mieć pretensje do
            całego świata dookoła.

            Zacząłem sam "z niczego", zaczałem w sytuacji gdy na koncie zostało
            kilkaset złotych, bez kapitału, z paroma kontaktami do firm
            polecamych przez znajomych
            Na takim poziomie - walki o przetrwanie moja mała firma znajdowała
            się przez dobre 3 lata , stopniowo stopniowo szukałem coraz to
            lepszych klientów, lepszych pomysłów i po paru kolejnych latach
            doszedłem do poziomu który sfinansował mi zakup ładnego mieszkania,
            życia na całkiem przyzwoitym poziomie

            Oczywiście dla wielu to będzie śmieszne, bo robią wielo milionowe
            interesy, ale dla mnie to powód do dumy, w przeciwieństwie do wielu
            ludzi osiągnąłem to sam, bez pomocy rodziny, bogatego ojca czy
            wujka, własnym pomysłem własną pracą
            a głownie dzięki temu, że nie jojcyłem, nie płakałem jak mi źle i
            jaki świat jest niesprawiedliwy tylko kombinowałem co zrobić by było
            lepiej
      • leda16 Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 22:27
        Odpowiedz mi na 2 pytania:
        1. Dlaczego nie zatrudnisz się w charakterze fizycznego?
        2.Kto jest Twoim żywicielem?
      • macki Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 00:14
        Ratunku! Ja właśnie szukałem ludzi do pracy, specjalistów w pewnej dziedzinie.
        Na to zgłaszali się, poza niewielkim procentem ludzi odpowiadających
        doświadczeniem stanowisku:
        - osoby, które nie miały żadnego doświadczenie mimo podania wymgane
        doświadczenia w ogłoszeniu
        - osoby, które miały doświadczenie w kierunku zupełnie nie powiązanym. (np
        szukasz doświadczonego kucharza, zgłasza się elektryk, mówiąc że szybko się nauczy)
        - osoby, których CV było takie, jak ma pewnie markus, czyli nie skierowane pod
        konkretną pracę, a ogólne. Jeśli ja szukam np kucharza, to na liście poprzednich
        pozycji nie interesuje mnie:
        - podstawówka i przedszkole do których chodził kandydat
        - doświadczenia w roznoszeniu ulot, pracy na kasie itp
        Jeśli mam do wyboru dwa CV, jedno, gdzie podkreślone są wszelkie doświadczenia,
        kursy powiązane ze stanowiskiem, a drugie, gdzie jest mydło i powidło, to
        wiadomo że wybiorę to pierwsze. Wysyłanie tonami CV do wszystkich jest bez
        sensu. Jeśli ktoś wie, co jest wart, to przygotuje kilka CV pod konkretne
        stanowiska i nie bedzie zglaszal sie na wiecej niz 2-3 ogloszenia naraz. Nie
        interesuja mnie tez hobby kandydata "szybka jazda samochodem". Naprawde nie mam
        ochoty patrzec na bardzo nowoczesne CV, gdzie polowe strony zajmuje zdjecie
        kandydata w wydumanej pozie, a informacje sa małym drukiem. W ogłoszeniu proszę
        o CV, oczekiwania finansowe i portfolio - 90% osób przysyła mi CV i list
        motywacyjny, który jest mi niepotrzebny. 8% CV i portfolio. 2% to co chciałem w
        ogłoszeniu. Czy można to nazwać inaczej niż wtórnym analfabetyzmem? Przeczytałeś
        ogłoszenie zanim wysłałeś CV? Dowiedziałeś się czegoś o firmie do której
        aplikujesz? Przynajmniej takie mam doswiadczenia szukając ludzi do bardzo
        nowoczesnej, rozwojowej firmy IT, zatrudniajacej ok 100 ludzi na calym swiecie.
        • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 00:42
          O właśnie, mamy świetny przykład pracodawcy - pracodawca, zwłaszcza z sektora MSP, zazwyczaj ma wymagania wyśrubowane, np. koniecznie wymagane doświadczenie, nie dopuszcza możliwości, że ktoś mógłby się nauczyć, doszkolić, ale jednocześnie dziwi się, że niewiele osób te wymagania spełnia. A gdzie logika? To zupełnie jak ci obywatele, którzy domagają się obniżenia podatków, a jednocześnie podwyżek dla tzw. budżetówki.

          W tym, co piszesz, zainteresowało mnie jednak, że nie interesuje Cię "doświadczenie w roznoszeniu ulot, pracy na kasie itp" - no patrz, a inne osoby mówią "idź do byle jakiej pracy, zawsze będziesz miał co wpisać w CV". Mam kolejny przykład bycia wziętym w 2 ognie. Tak w ogóle, to zajmowałem się kiedyś rozklejaniem naklejek, ale tego w CV oczywiście nigdy nie umieszczałem, zwłaszcza że to trwało tylko kilka dni, ale nie mam zamiaru czymś takim już się zajmować, zwłaszcza że ulotki i całe to reklamowe badziewie uważam za śmieci, których miejsce jest wyłącznie w śmietniku (a najlepiej w ogóle nie drukować i nie zapychać miejsca na wysypiskach). To nie jest praca i niech mi nikt nie wmawia, że jak nie chcę stać w deszczu i wciskać ludziom śmieci to jest "lenistwo" - niech sam się tym zajmie, skoro tak to chwali.
          • frank.west Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 11:48
            Gość dał ci kilka dobrych rad a ty mu jedziesz. A idz ty w pi*du.
            • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 12:17
              Nie "jadę" tylko dziwi mnie, że pracodawca marudzi, że zgłasza się ktoś, kto ma "doświadczenie w kierunku zupełnie nie powiązanym" - a skąd ma wziąć doświadczenie w kierunku powiązanym, skoro pracodawca nie chce mu dać szansy? Doświadczenie to nie jest coś, co można kupić w promocji w hipermarkecie - trzeba najpierw zostać zatrudnionym, a później utrzymać się na stanowisku.
              • iminlove Re: 30-letnie dzieci 28.05.08, 13:34
                markus.kembi napisał:

                a skąd ma wziąć doświadcz
                > enie w kierunku powiązanym, skoro pracodawca nie chce mu dać
                szansy?

                Jeśli elektryk chce zostać szefem kuchni, to niechże najpierw
                popracuje w tej kuchni na stanowisku pomocy kuchennej. I drogą
                awansu zyska w pewnym momencie potrzebne doświadczenie. A nawet
                jeśli nie awansuje, to będzie przynajmniej wiedzial, jak ta kuchnia
                od środka wygląda. Dlatego na stanowisko szefa kuchni lepsza będzie
                pomoc kuchenna niż wysoko wykwalifikowany elektryk.

                Nikt 'na ladne oczy' nie zatrudni kogoś, kto nie ma w ogóle
                doświadczenia w branży na stanowisku prezesa... A jeśli myślisz, że
                możesz do takiego stanowiska aspirować, to ja się nie dziwię, że nie
                zostaleś nigdy zatrudniony.
                • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 28.05.08, 15:34
                  Gdzie ja k-wa napisałem, że chcę pracować na stanowisku prezesa? Widzę, że nie przeczytałaś moich wszystkich wypowiedzi w tym wątku albo masz problem ze zrozumieniem tego, co czytasz, albo - co gorsza - tego, co piszesz.
                  • iminlove Re: 30-letnie dzieci 28.05.08, 20:58
                    A gdzie ja napisałam, że chcesz na tym stanowisku pracować? :) Poza
                    tym to była metafora (trudne słowo;)). Bo najprawdopodobniej
                    składasz aplikacje na nieodpowiednie stanowiska (o zbyt dużych
                    wymaganiach jak na swoje możliwości). Jakoś nie chce mi się wierzyć,
                    że nie możesz znaleźć pracy, nikt już w Polsce nie ma z tym
                    problemów;) Zawsze można zacząć od pracy jako wolontariusz (wtedy
                    przynajmniej zdobywasz to -jakże cenne - doświadczenie), albo pójść
                    pracować jako pracownik fizyczny. No, i zawsze jest McDonald.
                    • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 28.05.08, 22:01
                      iminlove napisała:

                      > A gdzie ja napisałam, że chcesz na tym stanowisku pracować?

                      iminlove napisała:

                      > Nikt 'na ladne oczy' nie zatrudni kogoś, kto nie ma w ogóle
                      > doświadczenia w branży na stanowisku prezesa... A jeśli
                      > myślisz, że możesz do takiego stanowiska aspirować, to
                      > ja się nie dziwię, że nie zostaleś nigdy zatrudniony.


                      iminlove napisała:

                      > Bo najprawdopodobniej składasz aplikacje na
                      > nieodpowiednie stanowiska (o zbyt dużych
                      > wymaganiach jak na swoje możliwości).

                      Gdybyś przeczytała, co piszę, nie pisałabyś na podstawie własnych domysłów. Pisałem już, że odpowiadam wyłącznie na ogłoszenia, w przypadku których spełniam minimalne wymagania. Wymagań wystarczających do zatrudnienia nie znam, nie wiem nawet w jaki sposób podejmowana jest decyzja - dotychczas nie sprawdzano moich kwalifikacji, a więc oceniano wyłącznie po wyglądzie, nazwisku, no nie wiem, może wróżono z kart (kredytowych) albo fusów po kawie, kto ich tam wie. Na pewno ważne jest to, co robiło się na poprzednim stanowisku pracy - to głównie tego dotyczą pytania na rozmowach.


                      > Zawsze można zacząć od pracy jako wolontariusz (wtedy
                      > przynajmniej zdobywasz to -jakże cenne - doświadczenie)

                      Widzę, że Twoja wiedza o rynku pracy jest znikoma. Liczy się istotnie, doświadczenie, ale nie chodzi o liczbę lat przepracowanych, ale o pracę na podobnym (do aplikowanego) stanowisku i wykonywanie konkretnych czynności. Nie jakieś kserowanie, noszenie pudeł, odbieranie telefonów czy latanie po piwo. Acha - i muszą to być czynności udokumentowane - niedawno miałem taki przypadek, że udałem się po referencje tam, gdzie kiedyś przebywałem na stażu, a wypisano mi tylko gotowiec (szablon dla wszystkich stażystów - a 2 tygodnie musiałem ich molestować, żeby taki dokument wydali), w którym o moim rzeczywistym zakresie obowiązków (zwłaszcza praca z aplikacjami bankowymi) było stosunkowo niewiele. Co z tego, że robiłem więcej, niż zakładał program - nie mam na to dowodu. A nie jest ważne (dla haerówki), co kandydat ma w głowie - tego nikt nie sprawdzi, bo rekrutacja zazwyczaj nie wiąże się ze sprawdzeniem wiedzy i umiejętności.
                      • iminlove Re: 30-letnie dzieci 28.05.08, 22:22
                        markus.kembi napisał:

                        > iminlove napisała:
                        >
                        > > A gdzie ja napisałam, że chcesz na tym stanowisku pracować?
                        >
                        > iminlove napisała:
                        >
                        > > Nikt 'na ladne oczy' nie zatrudni kogoś, kto nie ma w ogóle
                        > > doświadczenia w branży na stanowisku prezesa... A jeśli
                        > > myślisz, że możesz do takiego stanowiska aspirować

                        Ależ 'aspirować' nie znaczy, że na takie stanowisko aplikujesz już
                        teraz.

                        > Gdybyś przeczytała, co piszę, nie pisałabyś na podstawie własnych
                        domysłów. Pis
                        > ałem już, że odpowiadam wyłącznie na ogłoszenia, w przypadku
                        których spełniam m
                        > inimalne wymagania.

                        Ale minimalne wymagania to zbyt mało! I jeśli odrzucają Cię na tych
                        wszystkich stanowiskach, to znaczy, że należy zacząć niżej.

                        Na pewno
                        > ważne jest to, co robiło się na poprzednim stanowisku pracy - to
                        głównie tego d
                        > otyczą pytania na rozmowach.

                        A więc zgadzasz się z tym, że dla potencjalnych pracodawców
                        najważniejsze jest doświadczenie? A więc należy je jakoś zdobyć,
                        prawda?

                        > Widzę, że Twoja wiedza o rynku pracy jest znikoma.

                        Pozwolę sobie nie zgodzić:) Wprawdzie jestem od Ciebie młodsza, ale
                        pracowałam już tu i tam i aktualnie też pracę posiadam - tak więc
                        najwyraźniej mam w tym zakresie większe doświadczenie niż Ty.

                        Liczy się istotnie, doświadc
                        > zenie, ale nie chodzi o liczbę lat przepracowanych, ale o pracę na
                        podobnym (do
                        > aplikowanego) stanowisku i wykonywanie konkretnych czynności.

                        Zgadza się. Dlatego trzech miesięcy spędzonych w Stanach na
                        sprzątaniu szpitala i serwowaniu hamburgerów nawet nie wpisuję do
                        CV. Stanami 'chwalę się' w CV tylko w kontekście znajomości języka.
                        Osób takich jak ja - jeszcze bez dyplomu - ludzie z reguły w moim
                        zawodzie nie zatrudniają, dlatego spędziłam już w sumie 6 miesięcy
                        na bezpłatnych praktykach w swoim zawodzie. Kiedy postanowiłam
                        znaleźć normalną pracę okazało się, że nie ma problemu -
                        doświadczenie już jakieś miałam. I to doświadczenie było sprawą
                        decydującą - a nie znajomość języków obcych, obsługi komputera i
                        tego typu 'podstawowe' umiejętności.
                        • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 28.05.08, 22:47
                          Ty jesteś kobietą, więc możesz się "ładnie uśmiechnąć", mogą Cię zatrudnić -
                          przepraszam za cynizm - za ładne nogi albo biust. Dla większości pracodawców 6
                          miesięcy to doświadczenie śmiesznie krótkie (sam przebywałem przez 7 miesięcy w
                          banku, a wcześniej 3 w organizacji pozarządowej), w ogłoszeniach zazwyczaj
                          pojawia się wymóg 2-3 lat doświadczenia na podobnym stanowisku. W tych
                          nielicznych przypadkach, gdy nie ma tego w wymaganiach minimalnych i tak, na
                          jedno ogłoszenie jest po kilkadziesiąt i więcej odpowiedzi, a w takiej grupie
                          zawsze się trafi ktoś, kto przepracował więcej ode mnie. Ale - jak pisałem już
                          wcześniej - tak naprawdę kryteriów, które decydują o wyborze/odrzuceniu
                          kandydata, nie znam, nie wiem, co naprawdę decyduje.
                          • iminlove Re: 30-letnie dzieci 29.05.08, 05:33
                            markus.kembi napisał:

                            > Ty jesteś kobietą, więc możesz się "ładnie uśmiechnąć", mogą Cię
                            zatrudnić -
                            > przepraszam za cynizm - za ładne nogi albo biust.

                            Wybacz, ale chyba na siłę próbujesz znaleźć jakiś powód, żeby
                            wytłumaczyć posiadanie przeze mnie pracy. Żeby było jasne: nei byłam
                            jedyną kobietą na rozmowie kwalifikacyjnej, z pewnością nie jestem
                            też jakoś specjalnie ładna:))

                            Dla większości pracodawców 6
                            > miesięcy to doświadczenie śmiesznie krótkie (sam przebywałem przez
                            7 miesięcy w
                            > banku, a wcześniej 3 w organizacji pozarządowej), w ogłoszeniach
                            zazwyczaj
                            > pojawia się wymóg 2-3 lat doświadczenia na podobnym stanowisku.

                            Tak, zgadzam się. Ale w moim wieku jest to już jakieś doświadczenie,
                            bo bardzo wcześnie zaczynałam i mam taką przewagę nad rówieśnikami.
                            Teraz jestem na stażu, ale zanim skończę studia będę już miała te 2
                            lata doświadczenia. Generalnie więc trzeba wytrzymać dłużej niż 7
                            miesięcy.

                            Ale - jak pisałem już
                            > wcześniej - tak naprawdę kryteriów, które decydują o
                            wyborze/odrzuceniu
                            > kandydata, nie znam, nie wiem, co naprawdę decyduje.

                            Myślę, że należy zawalczyć o niższe stanowisko. Albo pójść na staż.
                            Albo cokolwiek, a nie siedzieć w domu i narzekać, że nie zna
                            się reguł gry, bo to nic nie da.
                            • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 29.05.08, 11:04
                              iminlove napisała:

                              > (...)
                              > Myślę, że należy zawalczyć o niższe stanowisko. Albo pójść na staż.
                              > Albo cokolwiek, a nie siedzieć w domu i narzekać, że nie zna
                              > się reguł gry, bo to nic nie da.
                              ______________________________________________________

                              Niższe stanowisko to już tylko praktykant. Podczas studiów nie mogłem się nigdzie dostać na praktyki, teraz jest pod tym względem dużo łatwiej, aż trudno uwierzyć, że w tak krótkim czasie tak bardzo to się zmieniło. Tylko że ja już nie jestem studentem, zresztą ile można studiować? Gdy skończyłem studia, chciałem, żeby nabyta podczas studiów wiedza nie została zmarnowana, tymczasem wygląda na to, że będę musiał iść do pracy przy taśmie i tak już będzie dożywotnio, bo z produkcji trudno jest awansować. Najgorzej, że do najbliższej fabryki musiałbym jechać 18 km autobusem, a później jeszcze dojść kawał pieszo, a to i tak lepiej, niż pociągiem (pieszo 4 km).

                              I jeszcze jedno - nie dziw się, ze próbuję wyjaśnić, dlaczego inni mają pracę, a mnie nie chce nikt zatrudnić. Przyzwyczaiłem się, ze podczas studiów był egzamin i przed egzaminem podawano liczbę punktów, która gwarantowała taką, a nie inną ocenę. Ktoś zdobył tyle to a tyle punktów - zdał; nie zdobył - nie zdał. I wszystko jasne i jednoznaczne. Zazwyczaj można było nawet sprawdzić, w którym miejscu się zrobiło błąd. A podczas rekrutacji do pracy nic nie wiadomo. Tajemnica. Gdybym wiedział, jakich wymogów nie spełniłem, mógłbym się starać to zmienić, czegoś douczyć, coś poprawić, ale nie - nie jestem informowany nawet o wynikach rekrutacji, a co dopiero mówić o szczegółach i uzasadnieniu decyzji. Na pewno w jakimś stopniu decyduje kolesiostwo (jak w PRL), pozapracowe układy, ale, o ile nie dotyczy to administracji publicznej, jest to zgodne z literą prawa (co nie znaczy, że moralnie słuszne). Miałem taki przypadek, że nie zachowano nawet pozorów, pisałem co prawda - jedyny raz w życiu (nie licząc konkursów na stanowiska urzędnicze) - test, a konkretnie z rachunkowości, rozwiązałem go bez problemów, a mój kontrkandytat nie pisał go (nawet nie próbował zerknąć na zadania!) bo z rozbrajającą szczerością przyznał się, że się nie zna. "Tak, jak się wcześniej umawialiśmy" powiedziała rekrutatorka i kandydat wyszedł z sali. I kogo przyjęli? No właśnie.
    • solaris_38 Re: 30-letnie dzieci 17.02.08, 15:17
      sens mojego istnienia polega na wstawaniu rano , chodzeniu do roboty, wracaniu
      , oglądaniu telewizji i w kółko to samo
      chodzę tez na tańce co tydzień
      zcasem na wieczorek poezji do kina
      czasem czytam książki
      zcasem przyjmuję gości
      zcasem idę w gości

      i bardzo mnei to cieszy


      twoje niezadowolenie wskazuje ze masz jeszcze dużo siły i potzrebujesz CZEGOś
      WIĘCEJ

      poszukaj
      a nie dołuj sie ;)

      buziaczki
      • wentyl77 Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 10:31
        markus_kembi napisał:

        > Ja sam znam wiem, że stały związek jest nie dla mnie, bo mój
        > charakter nie pozwoliłby nikomu ze mną wytrzymać. A "niestałe" -
        > no cóż, tak się już złożyło, zwłaszcza przez ostatnie 2 lata. Tak
        > samo jak znajomi mnie opuścili, pracodawcy nie chcą mnie
        > zatrudnić - to na pewno nie jest przypadek, widocznie jest,
        > rozwinęło się we mnie coś takiego (dla mnie niewidocznego,
        > niemożliwego do zidentyfikowania), co tak silnie odpycha innych
        > ludzi.

        No widzisz i tu jesteś w błędzie, dla mnie atrakcyjna jest właśnie
        taka samoświadomość :) Skoro wiesz, że istnieje jakiś "antymagnes"
        , który ponoć odpycha ludzi, to znaczy że zrobiłeś pierwszy krok na
        drodze do jego zneutralizowania. Jesteś facet myślący, z dystansem
        do siebie i to wystarczy. Gdzie jest powiedziane, że tylko
        charyzmatyczni ludzie mogą mieć przyjaciół???

        --
        głupi nie wie, że jest głupi, a mądry to wie
        • gapuchna Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 10:38
          Powiedz:
          (.....) Skoro wiesz, że istnieje jakiś "antymagnes"
          > , który ponoć odpycha ludzi, to znaczy że zrobiłeś pierwszy krok na
          > drodze do jego zneutralizowania. Jesteś facet myślący, z dystansem
          > do siebie i to wystarczy. Gdzie jest powiedziane, że tylko
          > charyzmatyczni ludzie mogą mieć przyjaciół??? .... tak napisałeś. Tylko co
          można zrobić dalej? Ja zdiagnozowałam w sobie wiele - ale nie mam siły, by jakoś
          temu wszystkiemu, co jest we mnie złe, przeciwdziałać. W tym jest największy
          problem. Właśnie w tym!
          • wentyl77 Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 11:24
            gapuchna napisała:

            > ale nie mam siły, by jakoś
            > temu wszystkiemu, co jest we mnie złe, przeciwdziałać. W tym jest
            > największy problem. Właśnie w tym!

            Dlaczego zdiagnozowałaś? Bo zaczęłaś dostrzegać własne wady, a może
            z powodu ograniczeń, które dawały na styku z ludźmi? (To wielka
            różnica).
            Dlaczego je dostrzegłaś? Czy na szukanie diagnozy w internecie
            miałaś siłę, lecz nie starczy jej na przeciwdziałanie Twym wadom?
            Skąd wiesz, że nie starczy?

            Ja też nie lubię takich pytań. Ale od jakiegoś czasu są elementem
            mojej autoterapii. Nie mam recepty na życie, trawi mnie (wręcz
            genetyczna i taka polska) nieufnosć, przeżywam kryzys przyjaźni. Ale
            intuicyjnie czuję, że takie "gadanie" ze sobą pomaga. Moja wizja tej
            wielkiej autoterapii opiera się właśnie na zadawaniu pytań
            poprzedzonym uczciwą, prawdziwą analizą osobowości i
            prywatnych "schiz". A to bardzo trudne i pozwól, że domyslę się, iż
            znajdujesz się raczej na tym pierwszym etapie.

            Bo przecież wysoka samoocena nie jest równoznaczna z dobrym
            podejściem do siebie, wewnętrzny monolog nie oznacza wewnętrznej
            analizy, gorące deklaracje nie oznaczają słowności itd. Wielkim
            wrogiem tego etapu jest subtelna mgiełka drobnych kłamstewek, w
            których mnożą się nasze neurozy. I nie zadziwię Cię, jeśli powiem,
            że te kłamstwa wytwarzamy sami, bo system dumy jest potężny i
            potrzebuje pożywki, a karmi się skrzywionymi potrzebami. Tak więc
            wielka droga, piękna droga przed Tobą i życzę Ci powodzenia :)

            --
            głupi nie wie, że jest głupi, a mądry to wie



            • gapuchna Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 11:36
              Hm... nie szukałam diagnozy w internecie, starałam sie o fachową pomoc.
              Usłyszałam: najważniejsze, że pani zrobiła pierwszy krok. Zrobiłam i zamknęłam
              się w sobie. Nie umiem wyjść z moich własnych ograniczeń. Mózg funkcjonuje dość
              sprawnie, ale jakby tylko jakaś jego część - potrzebna do analizy i określeń.
              Działanie fizyczne jest już poza mną. Nie wiem, co za drastyczne błędy
              popełniłam w życiu, ale nie umiem funkcjonować społecznie. Mam sporo lat i
              myślę, że to już jest zamknięte. Koniec. Stało się. Tak bardzo lubię ludzi, a
              tak bardzo nie potrafię wyjść do nich. Żyję, pracuję, uśmiecham się, słucham -
              ale wszystko to jakby pozory życia. Mam uczucie, ze latami żyję w przezroczystym
              pudełku - widzę, słyszę, daję odpowiedzi, ale tak naprawdę mnie nie ma. To tak
              bardzo boli.
              • wentyl77 Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 11:58
                Widzisz, inteligencja w tym przypadku może być wrogiem. Analiza?
                Analizujemy to, co lubimy (przynajmniej ja tak mam), więc jeśli ktoś
                mówi: "Nie rozumiem tego człowieka", to często po prostu NIE CHCE go
                zrozumieć. Niedobrze, gdy analiza polega na kojarzeniu przedmiotu z
                nazwą pod uprzednio sprecyzowane (lecz nie uświadomione) założenie.
                Przedmiot zamienia się w nazwę bo to odpowiada naszym potrzebom (czy
                nie na tym opiera się takie forum?). Ale tu nie ma realnego ryzyka,
                jesteśmy emblematami ze zlepków różnych słów, które wystawiamy na
                widok zależnie od kaprysu woli. W realu często nie możemy zamazać
                wrażenia, jakie zrobiliśmy na kimś elementem pozostającym poza
                kontrolą (np. nie lubię swego profilu i boli mnie, gdy ktoś
                podpatruje mnie z boku).

                A tu okazuje się, że do prawdziwej analizy trzeba nie tylko spojrzeć
                z ukosa, ale z góry, z oddali, od środka. To naprawdę bardzo
                bolesne :(

                --
                głupi nie wie, że jest głupi, a mądry to wie
                • gapuchna Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 12:14
                  Prawda! We mnie jest jeszcze i taki problem, że prawdopodobnie gdybyśmy spotkali
                  się, byłabym miła, uśmiechnięta, delikatna i byłabym STRASZNIE obca w stosunku
                  do siebie. Tez się zastanawiam, czy całkowity brak akceptacji siebie samej aż
                  tak skutecznie mnie wyobcowywuje? ktoś orzekł kiedyś, ze strach przed
                  odrzuceniem spowodował to, że faktycznie zostałam odrzucona. Ech.... nic już nie
                  wiem.
                  • wentyl77 Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 13:00

                    Nie jestem psychoguru, ale zastanów się, ile czasu przeznaczasz na
                    myślenie o sobie. Być może problemy psychologiczne wydają Ci się tak
                    ważne, że wręcz przysłaniają świat taki, jakim jest w
                    rzeczywistości. Mogę zrozumieć, że stopień tego zaabsorbowania
                    wyklucza rozmowę na zasadzie symetrii (podział uwagi) - tu jest o
                    tyle łatwiejm, ze po napisaniu mozemy to dobrze przeczytać.

                    Może myślisz o tym mimowolnie i nawet zdajesz sobie z tego sprawę,
                    ale nie potrafisz przestać (znam to niestety z autopsji). Zachęcam
                    Cię najpierw do wytoczenia armat drobnym, pozornie nieważnym
                    przekłamaniom, w stylu "to jest tylko problem werbalny". Błędna
                    interpretacja czyjegoś zachowania może sygnalizować nasze własne
                    problemy. To jest mnóstwo kroków, mnóstwo prób i kilometry przebyte
                    po omacku. Ale nawet zadanie sobie pytania: "Dlaczego poczułem
                    niechęć do tego płaczącego głośno dzieciaka?" może wnieść nową
                    jakość do myślenia o sobie. To nie jest problem werbalny - to
                    symptom wewnętrznego samo-załgania, które strasznie hamuje rozwój.
                    • gapuchna Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 13:28
                      Nie wiem. Samooszustwo? Tak. Prawda jednak jest mi nieco już znana i nie jest
                      dobrze. Generalnie nie jest dobrze, ale to nie temat do rozważania i nie miejsce
                      po temu. Chyba wcięłam się komuś w wątek. Uśmiech!
    • hazzard Re: 30-letnie dzieci 18.02.08, 22:56
      Rozumiem Cię doskonale! Wiek 30,mieszkam z mamą,codziennie dom-praca-dom, czasem jakieś kino, randka, spotkanie ze znajomymi. I tyle. Nuuuda. Zaczęłam chodzić do bioenergoterapeuty, może uleczy mą duszę:-) wiele naszych problemów wynika ze stanu naszego ciała i umysłu.
    • mruff Re: artykuł 17.04.08, 13:24
      polecam artykuł opisujący ciekawe zjawisko
      wiadomosci.onet.pl/1480708,2678,1,kioskart.html
    • koala_tralalala Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 13:34
      Mialam 27 lat kiedy doszlam do tego samego wniosku co Ty: czeka mnie
      dzien swistaka do konca zycia, dzis wiem jak bedzie wygladal moj
      dzien, tydzien, miesiac i rok za rok... za dziesiec lat... do
      emerytury. Pomyslalam: pora umierac, bo to nie ma sensu. Rok pozniej
      zwolnilam sie ze stabilnej pracy (szalejace w Polsce bezrobocie),
      wyjechalam za granice, skonczylam kolejne studia, przekwalifikowalam
      sie calkowicie, wrocilam do Polski, przeprowadzilam sie do
      wynajetego mieszkanie, w dwa tygodnie dostalam prace, ktora
      codziennie jest inna. Napewno nie wiem jak bedzie wygladalo moje
      zycie za rok... za miesiac... ;))))

      Nie namawiam Cie do takich radykalnych ruchow. Chce tylko pokazac,
      ze mozna, jesli sie chce. I ku przestrodze: nigdy nie wiadomo gdzie
      sie wyladuje. To ogromne ryzyko.

      Moze jednak sprobuj zrobic cos sensownego: pomagac dzieciom z bardzo
      biednych rodzin (dla nich wyjscie na lody lub wycieczka do muzeum to
      jak dla ciebie wyprawa do Japonii), zostan wolontariuszem, w
      hospicjum, w schronisku dla zwierzat. Wtedy praca stanie sie
      dodatkiem, a sens zycia znajdziesz pomagajac innym, sama wtedy
      bedziesz bardzo silna.

      Powodzenia.
    • alexanderson Re: 17.04.08, 19:52
      Tak jak ktoś napisał wyżej - mam 27 lat i czuję się nie tyle
      dzieckiem (choć jestem absolutnie niesamodzielny - dziś uczyłem się
      obsługiwać pralkę), ile emerytem. Mieszkam z rodzicami, nie mam
      znajomych, prawie nie wychodzę z domu, nic nie umiem, nie mam chęci
      do życia, nie pamiętam już, kiedy się śmiałem i bawiłem (chyba na
      początku podstawówki). Nigdy nie byłem z nikim związany, nie
      trzymałem nawet nikogo za rękę. Studiowałem filologię, ale nie znam
      języków, bo dbałem tylko o oceny; nie mam pojęcia, gdzie i jako kto
      miałbym pracować. Kończę studia doktoranckie, ale nie mam napisanej
      pracy i wiem, że jej nie napiszę - cynicznie to ciągnę, bo
      przynajmniej mam jakiś dochód (stypendium). Czuję się totalnie
      wypalony, zmęczony, pełen kompleksów. Nie umiem rozmawiać z ludźmi,
      wobec kogokolwiek mam totalną pustkę w głowie. Wydaje mi się, że
      nigdy nie zdołam się przełamać, na dodatek, że nic nie czuję.
      Wszystko jest mi obojętne lub też wszystko mnie irytuje. Nie widzę
      wyjścia z tej sytuacji - brak mi elementarnych doświadczeń
      właściwych innym ludziom i brak umiejętności współżycia z nimi.
      Byłem nawet u psychoterapeuty, ale po pół roku zrezygnowałem. Czuję,
      że to już koniec...
      • groszek_w_puszce Re: 17.04.08, 21:32
        No wiesz?Przesadzasz.Czytywałam kiedyś Twój blog.Myslę że masz
        talent i powinieneś pisać książki.
        • groszek_w_puszce Re: 17.04.08, 21:36
          Ps.Kiedyś zrobisz ten pierwszy krok w życie i wyprowadzisz się od
          rodziców.To tak jak nauka pływania.A Ty masz 27 lat i jesteś bardzo
          młodym człowiekiem.Całe piękne życie przed Tobą.
          • koala_tralalala Re: 17.04.08, 22:53
            Wiedza i umiejetnosc pieknego formuowania zdan nie swiadcza o
            zdolnosciach interpersonalnych czy tez "inteligencji emocjonalnej".
            Z nimi jest to tak samo jak z miesniami: jak sie nie cwiczy -
            najlepiej codziennie - zanikaja.

            Przypomne tylko prawde ogolnie znana: kontakty w necie i czas tam
            spedzany nie tylko nie ucza zachowan miedzludzkich, ale wrecz
            usmiercaja nasze zdolnosci komunikowania sie z realnymi ludzmi.
            Wszak 70% komunikatu to przekaz ciala, nie slowa.

            Madry czlowieku, Alexandersonie, jak to sie stalo, ze jest... nie
            najlepiej, choc inteligentne z Ciebie stworzenie (zajrzalam na
            bloga)? Skad piszesz? Wroclaw?
            • groszek_w_puszce Re: 18.04.08, 00:37
              Ja pisałam o telencie a nie o wiedzy , umiejętnościach czy samym
              zyciu , rzecz jasna nie mającym nic wspólnego z internetem.
              W internecie rozmawiasz na dany temat.W blogach piszesz cos w
              rodzaju pamiętnika,
              A talent i natchnienie jest zawsze czymś wartościowym.
              To, że ja tego nie posiadam , to nie znaczy że mam to negować w
              innych ludziach.
            • groszek_w_puszce Re: 18.04.08, 00:56
              koala_tralalala napisała:

              > Przypomne tylko prawde ogolnie znana: kontakty w necie i czas tam
              > spedzany nie tylko nie ucza zachowan miedzludzkich, ale wrecz
              > usmiercaja nasze zdolnosci komunikowania sie z realnymi ludzmi.
              > Wszak 70% komunikatu to przekaz ciala, nie slowa.


              Co do tego nie mam wątpliwości.
            • alexanderson Re: 18.04.08, 09:40
              Internet mam od kilku lat, a problem z relacjami międzyludzkimi od
              bardzo dawna, więc to nie w sieci jest przyczyna. Na pewno
              przyczyniła się do tego stanu daleko posunięta nieśmiałość i
              poczucie odrzucenia przez rówieśników w dzieciństwie (dziewczęcy
              wygląd --> oskarżenia o "pedalstwo"). No i wydawało mi się wówczas,
              że nie interesuje mnie nic, czym zajmują się inne dzieci, było w tym
              zapewne jakieś poczucie wyższości. Dziś czuję się "niższy" od
              wszystkich...
              Piszę spod Wrocławia. I nie uważam się za inteligentnego - to tylko
              słowa i cytowane książki na blogu, nie przekłada się to na życie...
              • koala_tralalala Re: 18.04.08, 11:13
                Tez mysle, ze przyczyna lezy gdzie indziej niz w necie. Jednak net
                (wbrew pozorom) nie ulatwia zwyciestwa. Wrecz przeciwnie. Jesli
                wieczorem zamiast gdzies wyjsc, zasiadamy przed kompem, to po paru
                latach nie mamy z kim wyjsc. Kolo sie zamyka.

                Interesuje Cie cos; Inteligentny Czlowieku (tak, upieram sie), co
                mozna przelozyc na kontakty miedzyludzkie? Bo to chyba jedyna droga
                przelamania kola niesmialosci...
                • alexanderson Re: 18.04.08, 17:11
                  koala_tralalala napisała:
                  > Interesuje Cie cos; Inteligentny Czlowieku (tak, upieram sie), co
                  mozna przelozyc na kontakty miedzyludzkie? Bo to chyba jedyna droga
                  przelamania kola niesmialosci...

                  Sęk w tym, że chyba nie - lubię książki i filmy, ale nie umiem i nie
                  lubię rozmawiać o swoich wrażeniach. W ogóle mam problem z mówieniem
                  o czymkolwiek. Wydaję się nudnym ponurakiem, więc odstręczam od
                  siebie nawet tych ludzi, którzy się mną zainteresowali. Nawet
                  internetowych kontaktów nie umiem rozwinąć lub utrzymać.
                  • gapuchna Re: 19.04.08, 14:27
                    A czy uwiera cię twoja samotność?
                    • alexanderson Re: 19.04.08, 16:33
                      Bardzo.
                      • gapuchna Re: 19.04.08, 16:49
                        To może dobrze. Może dochodzisz do ściany i będzie tak źle, że coś pęknie - w tę
                        lub dugą stronę.
                  • bene_gesserit Alexanderson: 20.04.08, 16:09
                    Piszesz o czyms, co znam poniekad z najblizszego otoczenia.
                    Poczytaj:
                    pl.wikipedia.org/wiki/Osobowo%C5%9B%C4%87_unikaj%C4%85ca

                    Pisales, ze rzuciles terapie - moze to po prostu byl nieodpowiedni
                    jej rodzaj? Poczytaj sobie o terapiach poznawczej i behawioralnej,
                    bo to one sa zalecane dla ludzi, ktorych drecza podobne do ciebie
                    problemy.
                    • alexanderson Re: 20.04.08, 18:41
                      Przeczytałem to z dużym zainteresowaniem, oczywiście trudno mi na
                      podstawie krótkiego artykułu się zdiagnozować, ale rzeczywiście,
                      wszystko się zgadza.
                      Nie znam się na psychologii ani na rodzajach terapii - moje
                      spotkania bardzo mi odpowiadały, zaprzestałem wizyt, bo stało się to
                      nieco zbyt kosztowne, a ponadto uznałem, że dopóki nie zmieni się
                      moja sytuacja na podstawowym poziomie - dopóki nie zakończę studiów
                      i nie zacznę szukać pracy - nic się nie zmieni. Potrzebuję zająć się
                      czymś, żeby nie siedzieć w domu i nie myśleć nad tym, jak mi źle.
                      Jeśli znajdę pracę (zacznę szukać od czerwca/lipca), to wrócę na
                      terapię.
                      • bene_gesserit Re: 20.04.08, 22:05
                        alexanderson napisał:

                        > Przeczytałem to z dużym zainteresowaniem, oczywiście trudno mi na
                        > podstawie krótkiego artykułu się zdiagnozować, ale rzeczywiście,
                        > wszystko się zgadza.
                        > Nie znam się na psychologii ani na rodzajach terapii - moje
                        > spotkania bardzo mi odpowiadały, zaprzestałem wizyt, bo stało się
                        to
                        > nieco zbyt kosztowne, a ponadto uznałem, że dopóki nie zmieni się
                        > moja sytuacja na podstawowym poziomie - dopóki nie zakończę
                        studiów
                        > i nie zacznę szukać pracy - nic się nie zmieni. Potrzebuję zająć
                        się
                        > czymś, żeby nie siedzieć w domu i nie myśleć nad tym, jak mi źle.
                        > Jeśli znajdę pracę (zacznę szukać od czerwca/lipca), to wrócę na
                        > terapię.

                        Jesli moglabym ci cos radzic - ale nie jestem specjalista, wiec
                        bierz to w nawias: rozwaz rozgladniecie sie za terapia przed
                        szukaniem pracy. Umiejetnosci zdobyte podczas nawet krotkiego czasu
                        terapii moga ci sie bardzo przydac podczas szukania pracy. Moze uda
                        ci sie znalezc takiego terapeute, ktorego uslugi nie przekrocza
                        twojego budzetu.

                        A w ogole, to wiem, ze ludzie 'unikajacy' moga sobie ulozyc zycie,
                        zdobyc fajna i dobra prace, zakochac sie z wzajemnoscia i w ogole.
                        Powodzenia :)
    • nina9999999 Re: 30-letnie dzieci 17.04.08, 22:59
      oj ........chyba przesadzacie z tym samorozczulaniem się...-nie
      obrażajcie się , ale.......macie o wiele więcej w życiu niż
      niektórzy. ludzie czasem muszą walczyć o każdą 'drobnostkę'-
      typu :zjeść, wyspać się, przeżyć.......itp. dla niektórych każda
      minuta życia jest sukcesem i potrafią to docenić- bo zdają sobie
      sprawę jak jest to ważne i piękne. niektórzy żyją z tak potwornymi i
      wielkimi obciążeniami, patrząc na ukochanych dookoła, którzy cierpią
      i nie ma dla nich nadziei. i jednak nie poddają się. mają tylko
      jedno życie- tak jak wszyscy , którzy czasem myślą , że zamknęli
      się w kole bez wyjścia- tak naprawdę są osobami dla innych niezwykle
      drogimi i cennymi.nie bądźmy egoistami. mamy tylko jedno życie -
      nie spier... lmy tego. człowiek zniesie wszystko prócz jajka- a czy
      wyniesie z tego przyjemność dla siebie.........? postarajmy się bo
      warto. pozdrawiam
      • pani.misiowa Re: 30-letnie dzieci 20.04.08, 14:40
        zgadzam sie!
        takich problemow nie mieli nasi rodzice czy dziadkowie, ktorzy
        borykali sie z pustymi pólkami w sklepie (rodzice) czy
        okropienstwami wojny (dziadkowie)
        umieli sie cieszyc kazdym dniem, usmiechem dziecka czy meza/ zony
        spiewem ptakow czy rozkwitajacym kwiatem

        patrze na ludzi ktorzy maja wszystko i wciaz sa niezadowoleni
        bo mieszkanie za male (kiedys 4 czy 5- osobowa rodzina mieszkala w
        kawalerce)
        bo 4 letni samochod juz stary (kiedys syrena to byl szczyt marzen,
        chocby sie i rozsypywala)
        bo ubranie juz niemodne

        patrze na moja babcie, ktora przezyla w wieku 13 lat smierc matki,
        pozniej wojne i wiele innych ciezkich chwil
        ona potrafi sie cieszyc, ze wnuki przyjada do niej w niedziele na
        obiad
        ze kwiatek kwitnie
        ze dzis jest taka piekna pogoda
        ze prawnuczek narysowal jej laurke

        i to od niej ucze sie cieszenia sie malymi, drobnymi sprawami

        smieje sie czesto, gdy tylko cos mnie bawi
        tancze gdy mam na to ochote- chocby nawet to mialo byc podczas
        sprzatania
        spiewam w wannie, choc wiem, ze falszuje

        jesli wam zle, jesli nie odpowiada wam powtarzalnosc codziennego
        zycia- zmiencie to
        to od was zalezy jak wyglada wasze zycie
    • tynia Re: 30-letnie dzieci 18.04.08, 17:55
      nin4 napisała:

      > no właśnie, gdzie sens mojego istnienia??? Rano wstaję, do roboty,
      wracam,
      > tele albo net, i do spania. I w kółko to samo. Mam dość, czuję jak
      każdy dzień
      > przecieka przez palce, nic nie wnosi, czas leci a ja czuję że coś
      jest nie
      > tak. Mam 29 lat a dziś poczułam się jakbym przeżyła 100 w sposób
      jałowy i
      > bierny. Przeraziłam się bo do tej pory widziałam się raczej przez
      pryzmat
      > wiecznego dziecka, troche zagubionego, które ma jeszcze czas
      dorosnąć, nauczyć
      > się odpowiedzialności, wziąć życie we własne ręce. A tu nagle jak
      obuchem w
      > łeb. Tik tak, tik tak...
      > Znacie 30-letnie dzieci?

      Dla każdego sensem istnienia jest coś innego, nie ma uniwersalnej
      odpowiedzi. Jeden żyje dla swoich dzieci, inny dla flaszki taniego
      wina, ktoś tam dla pracy, dla Boga, dla idei, współmałżonka. Wg mnie
      sens życia m.in. polega na tym żeby takie pytania sobie zadawać i
      próbować na nie odpowiadać. "Miej świadomość" - jak śpiewał Kazik
      Staszewski, to ważne. A dla Ciebie to może być jeszcze coś innego.

      Skoro nudzi Cię Twoje życie i Ci nie odpowiada dlaczego go nie
      zmienisz? Sama wiesz najlepiej jak, nikt Ci nie podpowie.

      Wszystkiego dobrego, pozdrawiam.
      • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 18.04.08, 18:53
        tynia napisała:

        > Dla każdego sensem istnienia jest coś innego, nie ma uniwersalnej
        > odpowiedzi. Jeden żyje dla swoich dzieci, inny dla flaszki taniego
        > wina, ktoś tam dla pracy, dla Boga, dla idei, współmałżonka. Wg mnie
        > sens życia m.in. polega na tym żeby takie pytania sobie zadawać i
        > próbować na nie odpowiadać. "Miej świadomość" - jak śpiewał Kazik
        > Staszewski, to ważne. A dla Ciebie to może być jeszcze coś innego.
        _______________________________________________

        No właśnie, a co jeśli ktoś nie potrafi takiego sensu znaleźć? Można się zastanawiać przez całe lata, a i tak nie dojść do konstruktywnych wniosków. Utknąć w miejscu, w którym się być nie chciało, ale jednocześnie nie wiedzieć, gdzie chciałoby się być.
        • alexanderson Re: 18.04.08, 19:09
          markus.kembi napisał:
          > No właśnie, a co jeśli ktoś nie potrafi takiego sensu znaleźć?
          Można się zastanawiać przez całe lata, a i tak nie dojść do
          konstruktywnych wniosków. Utknąć w miejscu, w którym się być nie
          chciało, ale jednocześnie nie wiedzieć, gdzie chciałoby się być.

          No właśnie, ja zupełnie nie wiem, czego chcę i co zrobić, by zmienić
          to, co jest.
          • anaisanais bo nie wystarczy sie tylko zastanawiac 18.04.08, 19:34
            ale trzeba tez zaczac probowac cos w zrobic, a jak nie wyjdzie to probowac
            nastepne, a jak wyjdzie to isc w tym kierunku
            • alexanderson Re: 19.04.08, 09:57
              Przecież napisałem, że nie mam zielonego pojęcia, co robić, w jakim
              kierunku ruszyć. Łatwo się mówi o działaniu, gdy się nie wie, jak
              odwieczna blokada z przeszłości działa też na przyszłość...
        • gapuchna Re: 30-letnie dzieci 18.04.08, 22:54
          Bardzo mnie przypominasz. Problemy, problemy, problemy. Tylko że czasem można
          mieć pracę, mieć stabilność finansową, być wśród ludzi ( chociaż troszeczkę) i
          umierać. Od miesięcy, a w zasadzie od lat.
        • tynia wyjścia zawsze są dwa 23.04.08, 11:35
          markus.kembi napisał:

          > No właśnie, a co jeśli ktoś nie potrafi takiego sensu znaleźć?
          Można się zastan
          > awiać przez całe lata, a i tak nie dojść do konstruktywnych
          wniosków. Utknąć w
          > miejscu, w którym się być nie chciało, ale jednocześnie nie
          wiedzieć, gdzie chc
          > iałoby się być.


          ---------------

          Jeśli się nie potrafi to można się poddać i stękać, że jest
          beznadziejnie i nic nie ma sensu, albo się nie poddawać i szukać
          dalej, bez pewności, że się znajdzie. Nikt nie mówił, że będzie
          łatwo.
          Ale droga się liczy, nie cel, wg mnie.
          Myślisz, że ja wiem gdzie bym chciała być i co robić? Ciągle tracę
          równowagę i koncepcje mi się zmieniają.
          • markus.kembi Re: wyjścia zawsze są dwa 23.04.08, 11:46
            tynia napisała:

            > (...)
            > Ale droga się liczy, nie cel, wg mnie.
            > Myślisz, że ja wiem gdzie bym chciała być i co robić? Ciągle tracę
            > równowagę i koncepcje mi się zmieniają.
            _____________________________________

            Droga musi prowadzić do wcześniej wyznaczonego celu. Wyobraź sobie, że budowana jest autostrada (ostatnio zaczęli budować, bo się boją, że unijne pieniądze im przepadną) - nie można najpierw zacząć budować, a później wymyślić, dokąd ta autostrada ma prowadzić, albo w ogóle nie wymyślać, albo z góry założyć, że dokądś przecież dojedzie, nieważne dokąd.
            • tynia Re: wyjścia zawsze są dwa 24.04.08, 16:45
              markus.kembi napisał:

              > Droga musi prowadzić do wcześniej wyznaczonego celu. Wyobraź
              sobie, że budowana
              > jest autostrada (ostatnio zaczęli budować, bo się boją, że unijne
              pieniądze im
              > przepadną) - nie można najpierw zacząć budować, a później
              wymyślić, dokąd ta a
              > utostrada ma prowadzić, albo w ogóle nie wymyślać, albo z góry
              założyć, że doką
              > dś przecież dojedzie, nieważne dokąd.

              -------------------------

              Markus, mam inne zdanie w tej sprawie i pozostanę przy nim.
              3m się i owocnych poszukiwań.
    • kama.net do markus.kembi 18.04.08, 22:42
      Napisałeś ze byłes na 11 rozmowach kwalifikacyjnych w przeciągu 3 lat?? To
      przecież średnio 3, 4 rocznie! I to ma być poważne staranie się o pracę? Może
      nie szukaj od razu super pracy tylko czegoś gdzie wymagane są niższe
      kwalifikacje żeby się na początek w ogóle odbić od tej beznadziei
      • markus.kembi Re: do markus.kembi 18.04.08, 23:37
        A skąd Ty możesz wiedzieć, jakie ja mam wymagania? Jeśli chodzi o płacę, to wystarczy mi 1200 zł brutto, najważniejsze jest, żebym mógł się rozwijać i nabywać nowe umiejętności. A jeśli uważasz, że dobrą pracą jest noszenie pudeł albo rozdawanie ulotek, to sama popracuj w takim zawodzie przez parę miesięcy. Kiedyś zresztą tymczasowo się czymś podobnym zajmowałem, ale ulotki uważam za śmieci. Ale przede wszystkim wymagam jednej rzeczy - żeby mnie przyjęli. Czy to są wymagania zbyt duże?

        I jeszcze oceniasz, czy to jest staranie "poważne" czy "niepoważne". Gdybyś wiedziała, ile mnie to kosztowało wysiłku. Co Ty sobie w ogóle wyobrażasz? Że codziennie dzwoni do mnie 100 pracodawców, a ja odmawiam przyjścia na rozmowę?
        • pani.misiowa Re: do markus.kembi 20.04.08, 14:44
          ulotki roznosilam jak mialam 12 czy 13 lat bo chcialam zarobic swoje
          pierwsze pieniadze

          markus, skoro sie doksztalcasz i zdobywasz nowe umiejetnosci, to
          powiedz chociaz z jakiej dziedziny?

          obecnie w polsce jest tak, ze to pracodawcy szukaja pracownikow, a
          nie odwrotnie
          z twoich poprzednich postow pamietam, ze pochodzisz z lodzi
          tam na pewno jest praca!
          • markus.kembi Re: do markus.kembi 20.04.08, 16:42
            Pracuję nad swoją stroną internetową. Ale nie mogę tak siedzieć w domu, odizolowany od innych ludzi. Nie potrafię tego wytrzymać. Gdy jest ciepło, a akurat nie mam nic do załatwienia, chodzę w duże skupiska ludzi, żeby chwilowo poczuć się lepiej.



            pani.misiowa napisała:

            > (...)
            > z twoich poprzednich postow pamietam, ze pochodzisz z lodzi
            > tam na pewno jest praca!

            Noszenie pudeł albo sprzedaż popcornu w kinie to nie praca. Już to sobie wyobrażam: jakiś pracodawca zaprasza mnie na rozmowę, pyta o ostatnio zajmowane stanowisko, czym się zajmowałem, a ja odpowiadam: "Dźwigałem różne pudła, skrzynki, czasem meble. Dzięki tej pracy wiele się nauczyłem, na przykład technik uchwytu albo wnoszenia i znoszenia po schodach".
            • pani.misiowa Re: do markus.kembi 23.04.08, 16:30
              > Noszenie pudeł albo sprzedaż popcornu w kinie to nie praca. Już to
              sobie wyobra
              > żam: jakiś pracodawca zaprasza mnie na rozmowę, pyta o ostatnio
              zajmowane stano
              > wisko, czym się zajmowałem, a ja odpowiadam: "Dźwigałem różne
              pudła, skrzynki,
              > czasem meble. Dzięki tej pracy wiele się nauczyłem, na przykład
              technik uchwytu
              > albo wnoszenia i znoszenia po schodach".

              Daj spokój. Noszenie pudeł czy sprzedaż popcornu to też praca. A
              pracodawcy można powiedzieć na rozmowie, ze pracowałeś tam bo
              potrzebne były Ci pieniądze. Te teksty o technikach sa sarkastyczne
              i naprawde niepotrzebne.
              • markus.kembi Re: do markus.kembi 23.04.08, 17:15
                No chyba kpisz. Rozmawiałem niedawno z panią z sieci kin, tzw. multipleksów i mówiła o tym, jaką to jej firma oferuje ciekawą pracę:

                <<< "praca niezwykle interesująca, codziennie nowe wyzwania" - dzisiaj parzysz kawę, jutro sprzedajesz popcorn, pojutrze przedzierasz bilety. Spytałem, czy nie lepiej byłoby postawić na specjalizację i zamiast nieustannie rotować pracowników, obsadzić stanowiska wysoko wykwalifikowanymi specjalistami (np. starszy specjalista ds. popcornu - 3 lata w zawodzie), na co owa pani odpowiedziała, że tak co prawda u nich jeszcze nie jest, ale "niektórzy już się wyspecjalizowali".

                <<< "elastyczne godziny pracy" - pracować można nawet do 1:00 w nocy.

                <<< "konkurencyjne wynagrodzenie" - 4,50 zł netto za godzinę :-0

                A później się dziwią, że brakuje chętnych do pracy. Ja tam nie jestem pazerny na pieniądze, mógłbym pracować i za 4,50, bo mnie zależy przede wszystkim na rozwoju, uczeniu się, nabywaniu nowych kwalifikacji, ale możliwości rozwoju na takim stanowisku są żadne.
                • pani.misiowa Re: do markus.kembi 25.04.08, 20:16
                  Hmm, nie kpię. Pieniądze faktycznie żadne, dziś widziałam na
                  Poznańskim rynku ofertę pracy za barem za 10 zl za godzinę!

                  Cięzko Ci doradzić, gdzie masz szukać pracy, skoro nawet nie
                  powiesz, w jakiej branży szukasz, czy chciałbyś pracować.
                  Nie mówisz nic o kierunku studiów (przynajmniej ja nie widziałam).

                  A jeśli chodzi o pomysl na biznes, to wystarczy allegro na poczatek-
                  tam ludzie handluja wszystkim, doslownie!
                  • alexanderson Re: 26.04.08, 16:51
                    Ja właśnie powinienem zacząć się rozglądać za jakąś pracą (pierwszą
                    w życiu), a nie mam zielonego pojęcia, co to ma być. Przecież nic
                    nie umiem - w połączeniu z problemami, o których pisałem wyżej, moja
                    przyszłość nie rysuje się optymistycznie...
                    • jednorazowy3 poszukaj pracy biurowej - alew duzych firmach 05.05.08, 20:27
                      ja mam ogromne problemy ze soba, jestem pewien, ze kwalifikuje sie na leczenie, ogromna niesmialosc, zamkniecie w sobie, lek przed spytaniem najblizszych osob o byle pierdolke, prosbe o pomoc ... no tragedia

                      ale odbywalem niedawno praktyki w panstwowym molochu - cala masa ludzi, duzo dziewczyn w wiekszosci mlodych (30 +/- 5). Nidzie nie ma wiecej dziewczyn niz w tego typu firmach. Bylo mi tam bardzo fajnie, ludzie maja dosc luzne podejscie do zycia - wiadomo co panstwowe to niczyje wiec i nie ma takiego stresu, kierownictwo nie cisnie (ogromny przerost zatrudnienia wiec pracuje sie moze ze 3 godzinki dziennie). Generalnie wesole i mile towarzystwo. No i prawde mowiac nic nie trzeba umiec zeby pracowac w takich miejscach :)

                      Teraz niestety zaczalem prace, firma prywatna, ale klimat juz nie ten :|. W zasadzie jego brak, a jestem tak wykonczony jak tam nigdy nie bylem :|

                      Wiec polecam Ci molochy, sa najlepsze, znika sie w tlumie :)
                      • alexanderson Re: 05.05.08, 21:31
                        A mógłbyś podać przykłady takich państwowych molochów, gdzie
                        potrzebują kogoś do biur? Jestem zupełnie oderwany od życia...
    • koala_tralalala Alexanderson 19.04.08, 11:53
      Piszesz, ze nie lubisz rozmawiac nawet o tym co Cie interesuje. OK,
      rozmumiem. Czy w takim razie naprawde potrzebujesz kontaktu z drugim
      czlowiekiem? Moze jednak nie do konca? Kontakty miedzyludzkie
      opieraja sie na komunikacji werbalnej. Nawet zeby doszlo do seksu,
      zwykle najpierw nawiazuje sie bliska wiez psychologiczna. Nie da sie
      tego zrobic inaczej niz przez rozmowe. Jedynym wyjatkiem sa
      prostytutki.

      W pierwszym poscie napisales "Nie umiem rozmawiać z ludźmi",
      teraz: "Nie lubie". To oznacza zupelnie co innego. Ktore zdanie jest
      prawdziwe? A moze: "Nie lubie, wiec nie umiem i tego nie rozwijam"?
      Jednak w takim wypadku powinienes czuc sie dobrze, wlasnie dlatego
      nie musisz. Jest w Tobie jakas sprzecznosc...

      Napisales tez: "Zupełnie nie wiem, czego chcę i co zrobić, by
      zmienić to, co jest". Sam wiesz, ze dopoki nie odpowiesz sobie na to
      pytanie, nie wyjdziesz z zakletego kregu, w ktorym sie znalazles.
      Moze nie wiesz co chcesz robic, bo bardzo malo w zyciu sprobowales,
      wiec trudno Ci powiedziec, co Ci sie podoba a co nie?

      Mam jeszcze jedno pytanie: interesujesz sie wieloma dziedzinami czy
      raczej jestes skoncentrowany na jednej, ktora znasz doglebnie?
      • alexanderson Re: 19.04.08, 16:32
        O sprzecznościach we mnie dobrze wiem. Trudno mi jednoznacznie
        scharakteryzować samego siebie.
        Potrzebuję kontaktu z ludźmi, ale nie mam na tym polu doświadczeń -
        wszystko więc, co robię, zdaje mi się wymuszone, bo nienaturalne.
        Wiem, że od rozmowy zaczyna się budowanie podstawowych więzi - ja
        mam po prostu pustkę w głowie, odpowiadam zdawkowo na pytania i nie
        potrafię ciągnąć tematu. Najważniejsze przychodzi mi do głowy już po
        fakcie. Może dlatego napisałem, że "nie lubię". Nie miałem też
        okazji spotkać interesujących, wrażliwych ludzi, a ci znani mnie
        odstręczali, więc może i o to chodzi.
        Oczywiście, że nie wiem, co chcę zrobić, bo niczego nie
        doświadczyłem - wiem tylko, że wszystkie moje dotychczasowe wybory
        (łącznie ze studiami) i zachowania, były pomyłką.
        Interesuję się pobieżnie bardzo wieloma dziedzinami - nie ma
        niczego, na czym bym się dogłębnie znał.
        • koala_tralalala Re: 20.04.08, 14:47
          Do glowy przychodzi mi tylko: zacznij zatem probowac roznych rzeczy,
          roznych srodowisk... Jednak wyglada na to, ze jestes bardzo
          niesmialy (myle sie?) i to wcale nie ulatwia Ci zadania. Jesli
          niesmialosc jest najwieszym problemem, warto ja przelamac. To sie da
          zrobic, jesli BARDZO bedziesz chcial.
    • lily26 Re: 30-letnie dzieci 20.04.08, 22:09
      Tak jak dla innych przedmowcow i dla mnie problem nudy i monotonii jest trudny
      do pokonania. Widze,ze wszyscy uwazaja ze to tylko od nas zalezy jak nasze zycie
      wyglada.Niestety nie wydaje mi sie to takie proste.Sama nie uwazam sie za osobe
      nudna czy malo kreatywna. Mam duzo zainteresowan i sporo entuzjazmu a i tak
      borykam sie ze znuzeniem i zmeczeniem przewidywalnoscia kazdego kolejnego dnia.
      Tak naprawde mysle ze o tym jak wyglada nasze zycie przede wszystkim decyduje
      praca.A niestety nie kazdy ma mozliwosc wykonywania czegos pasjonujacego.To
      wlasnie ona pochlania nam wiekszosc zycia. Natomiast jak spozytkowac jego reszte
      aby cos zaczelo sie dziac? Ktos powie zapisac sie na kurs, znalesc sobie
      hobby,wyjsc do ludzi.I ja to robie, staram sie nie siedziec zbyt czesto w domu.
      Ale mimo to moje zycie jest koszmarnie bezbarwne i nuzace. Mysle ze dopiero
      musialoby sie cos wydarzyc aby to sie zmienilo. Mi samej naprawde ciezko
      odmienic to szare zycie.Sama nie wiem co mam o tym myslec. Czy zycie po prostu
      na ogol takie jest czy to ze mna jest cos nie tak, a jesli tak to co?:(
      • gapuchna Re: 30-letnie dzieci 20.04.08, 23:06
        Może bak ci miłości? A na to to samemu nic się nie poradzi.
    • maly.jasio znamy :) 23.04.08, 11:49
      nin4 napisała:
      > Znacie 30-letnie dzieci?

      znamy
      i dobrze nam bylo (kiedys)z tym
      szkoda (ze nie z wlasnej woli) to sie skonczylo :)))
    • jasmina_tdi Re: 30-letnie dzieci 25.04.08, 17:09
      markus.kembi napisał
      >> Ja sam znam wiem, że stały związek jest nie dla mnie, bo mój
      >>charakter nie pozwoliłby nikomu ze mną wytrzymać

      Pracodawcy też pewnie nie :D
      Niektórzy tak szukają, zeby przypadkiem nie znaleźć.
      • pani.misiowa Re: 30-letnie dzieci 25.04.08, 20:18
        Chyba cos w tym jest, bo ostatnio czytałam artykuł o bezrobociu w
        Polsce- osiagnelo juz tak niski poziom, ze nie pracuja w zasadzie
        tylko Ci ktorzy nie chcą pracować

        Inna sprawa, ze jesli ktos wypadl 'z obiegu', w sensie, ze minelo
        juz iles tam miesiecy odkad jest bez pracy, to ciezko takiej osobie
        znalezc stale zatrudnienie.
        • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 25.04.08, 20:40
          pani.misiowa napisała:

          > Chyba cos w tym jest, bo ostatnio czytałam artykuł o bezrobociu w
          > Polsce- osiagnelo juz tak niski poziom, ze nie pracuja w zasadzie
          > tylko Ci ktorzy nie chcą pracować.
          _______________________________________________

          A ja czytałem artykuł, że Miś Uszatek był niedobry, bo przed spaniem się nie modlił. No i co z tego? Jest wolność słowa i każdy dziennikarz może napisać co chce.
          • pani.misiowa Re: 30-letnie dzieci 26.04.08, 10:43
            To akurat nie kwestia wolnosci slowa, ale aktualnego poziomu
            bezrobocia i wypowiedzi specjalistow
            • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 26.04.08, 11:37
              To ja jestem specjalistą od rynku pracy, którego realia poznałem przez ostatnie lata doskonale, czyli zdecydowanie za dobrze. Pierdzący w stołek dziennikarzyna, jeśli się wypowiada w sprawie bezrobocia, to zabiera głos w temacie, o którym nie ma pojęcia.
              • pani.misiowa Re: 30-letnie dzieci 27.04.08, 12:42
                Skad wiesz ze nie ma pojecia?
                Nie Ty jeden mozesz miec pojecie o rynku pracy
                • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 27.04.08, 16:03
                  Przecież jestem specjalistą :-)

                  Jeśli ktoś pisze coś sprzecznego z opinią specjalisty, to znaczy, że sam specjalistą nie jest. A więc ktoś - albo ja, albo "kontrspecjalista" - specjalistą nie jest. Ja w tej chwili jestem bezrobotny, a więc jestem chyba bardziej wiarygodny, niż ktoś, komu płacą za wypowiadanie się na temat rynku pracy?
              • jasmina_tdi Re: 30-letnie dzieci 28.04.08, 11:33
                Buhahaha. Taki z Ciebie specjalista jak z koziej dupy trąba.
                Wiesz co Markus, bez obrazy, ale straszna ofiara z Ciebie. Wciąż, na
                roznych formach natykam sie na Twoje posty, w ktorych wylewasz żale,
                i masz pretensje do wszystkich, tylko nie do samego siebie. Zbierz
                sie chlopie do kupy. Czytajac rozne Twoje wypowiedzi i na tej
                podstawie skladajac Twoj obraz - jawi mi się rozmemłana, przekonana
                o wlasnym nieszczęściu i bez krztyny ikry, istota.
                Nigdy nie znajdziesz ani pracy, ani przyjaciol, jesli bedziesz
                zachowywac sie w ten wlasnie sposob. Poczytaj trochę o komunikowaniu
                niewerbalnym - podejrzewam, ze to, co tu piszesz, wylewa sie z
                Ciebie kazdym porem ciala. I ludzie to czują. Pomyśl kiedyś o tym.
                pozdrawiam
                J.

                markus.kembi napisał:

                > To ja jestem specjalistą od rynku pracy, którego realia poznałem
                przez ostatnie
                > lata doskonale, czyli zdecydowanie za dobrze. Pierdzący w stołek
                dziennikarzyn
                > a, jeśli się wypowiada w sprawie bezrobocia, to zabiera głos w
                temacie, o który
                > m nie ma pojęcia.
                • markus.kembi Re: 30-letnie dzieci 28.04.08, 13:43
                  Siebie mógłbym obwiniać, gdybym nie wykorzystał danej mi szansy. Jeśli ktoś mi takiej szansy, takiego kredytu zaufania nie dał, wina leży wyłącznie po jego stronie. Uważam, że wielokrotnie zasłużyłem przynajmniej na sprawdzenie moich kwalifikacji, nie jestem gorszy od innych - wszystko zrujnował wyłącznie brak dobrej woli pracodawców. Nie mogę odpowiadać za cudze decyzje personalne, bo nie ja te decyzje podejmowałem.

                  Wyobraź sobie, że jesteś na przyjęciu, chcesz się z kimś przywitać, wyciągasz dłoń a ta osoba nie chce Ci podać ręki, krzywi się i odwraca - i tak z kolejną osobą i kolejną. A później ktoś mówi, że jesteś nieuprzejma bo się z nikim nie przywitałaś.
                  • panismok Nie od razu zostaje się specjalistą... 29.04.08, 23:31
                    Praktycznie żaden rozsądny pracodawca nie przyjmie Cię na "specjalistyczne" stanowisko bez doświadczenia. Będzie wolał osobę, która już gdzieś pracowała...
                    Poza tym...
                    Zazwyczaj pierwsza praca nie jest tym, co króliki lubią najbardziej. Ale od czegoś trzeba zacząć. Ja zaczynałam od pracy w księgarni i projektowania obrazków do telefonów komórkowych. Nie pogardziłam też stażem z Urzędu Pracy ani dość podrzędną pracą biurową. Jednak teraz - 3,5 roku po studiach - awansowałam, dokształcam się, powoli zbliżam się do statusu "specjalisty", zresztą w innej dziedzinie, niż "wyuczona". I naprawdę nie ominęły mnie bzdurne zajęcia w stylu pakowanie listów, naklejanie metek z cenami, układanie dokumentów.
                    Myślę, że z punktu widzenia pracodawcy lepszy jest kandydat z doświadczeniem "magazynowo-popcornowym", niż taki bez żadnego. Przynajmniej widać, że człowiek się stara, bierze odpowiedzialność za swoje życie (no właśnie - kto Cię w tym wieku utrzymuje, jeśli wolno spytać?), zamiast zalegać w fotelu i narzekać.
                    Miałam okazję kilka razy rekrutować pracowników i najbardziej "trafione" wybory dotyczyły osób aktywnych, otwartych na świat i ludzi, chętnych do nauki. Kandydaci nawet z lepszymi kwalifikacjami, ale bez "ikry", rozmemłani, niezdecydowani - nie sprawdzali się "w warunkach bojowych".
                    Sam dyplom nie czyni z nikogo dobrego pracownika - trzeba jeszcze nauczyć się współpracy z innymi, organizacji własnego czasu, niekiedy nabyć nieco ogłady... a to wszystko naprawdę wymaga treningu (i nie wystarczy przeczytać książkę).
                    Zatem radzę schować dumę do...kieszeni i znaleźć coś pomiędzy 4,50 za godzinę a prezesem banku ;-)))))))

                    ps. a propos alegorii z podawaniem ręki - należy chodzić na więcej przyjęć. I częściej się uśmiechać ;-)
                    • markus.kembi Re: Nie od razu zostaje się specjalistą... 30.04.08, 00:21
                      Tak się składa, że również mam na koncie staż z Urzędu Pracy i podrzędną pracę biurową. Ale dla pracodawców to się nie liczy, bo trzeba mieć doświadczenie na podobnym stanowisku i to powyżej 3 lat. Chociaż tak naprawdę, to nie wiem o co im chodzi, czego chcą - już kiedyś pisałem, że nawet złote runo to chyba jeszcze byłoby mało. Swego czasu próbowałem uzyskać jednoznaczną odpowiedź i zostałem w jednej firmie znielubiany (ale przynajmniej jestem tam dobrze znany), ale i tak nie miałem nic do stracenia. Jak już napisałem powyżej, nie widzę z ich strony dobrej woli.
                      • panismok To może spróbuj... 04.05.08, 21:56
                        ... wolontariatu. Skoro potrzebujesz dokształcenia się w jakiejś specyficznej dziedzinie, poproś o przyjęcie do pracy jako wolontariusz. Nie pogorszy to Twojej sytuacji (bo i tak nie zarabiasz), a zyskasz:
                        - możliwość nauczenia się czegoś i doświadczenie,
                        - umiejętności potrzebne do funkcjonowania w zespole,
                        - a może, kto wie, pracodawca zauważy, że jesteś bystry, i zaproponuje umowę.
                        Tak właśnie dostał pracę mój znajomy, po 1.5 roku bezpłatnej praktyki w Instytucie Europejskim (gdzie "normalnie" niełatwo się dostać). Przez 1.5 roku "wgryzał się" w działanie tej firmy, wykonywał różne prace - składanie dokumentów, obsługa klientów w centrum informacji europejskiej, pomoc w organizowaniu seminariów/konferencji.
                        Wielu moich kolegów ze studiów wybrało bezpłatne praktyki w interesujących dla nich miejscach, i niektórzy zostali zauważeni i zatrudnieni.
                        A wolontariat ma i ten plus, że nie musisz pracować 40h/tydzień, i możesz pogodzić go z jakimś "przenoszeniem pudełek", z którego będzie trochę grosza.

                        Pozdrawiam

                        ps. nasze ograniczenia tkwią przede wszystkim w naszych własnych głowach... Do Twojego celu może prowadzić wiele dróg, nie tylko ta jedna, pt "pójdę na rozmowę, wypadnę świetnie i zatrudnią mnie w mojej branży".
                        Spróbuj pomyśleć "szerzej", może zrób z kimś burzę mózgów na temat Twojej sytuacji - wymyślajcie i zapisujcie wszystkie, nawet szalone rozwiązania (np.: "Napiszę List Otwarty do szefa Mojej Wymarzonej Firmy na Polskę, w którym przedstawię moje zalety jako przyszłego idealnego pracownika. Potem opublikuję list w "GW" ;-)))
                        Rusz głową na wszystkie strony, niech Twój umysł szuka nie tylko standardowych rozwiązań ;-)))
                        • markus.kembi Re: To może spróbuj... 04.05.08, 22:17
                          1,5 roku bezpłatnej praktyki :-D
                          Cha, cha, pusty śmiech mnie ogarnia :-DDD

                          Rzeczywiście, ciekawy to pracodawca - żeby jaśnie państwo łaskawie przyjęli kogoś do pracy, trzeba u nich przepracować półtora roku za darmo. To rzeczywiście typowe dla polskiego (i na pewno nie tylko polskiego) rynku pracy. A jesteś pewna, że tylko półtora roku? Na pewno Twój znajomy nie powiedział "15 lat"?

                          No i właśnie - piszesz o "moich ograniczeniach", ale przecież znacznie więcej ograniczeń jest po stronie pracodawców. Nie mogę nikogo zmusić groźbami, żeby mnie zatrudnił, mogę tylko prosić, starać się i mieć nadzieję, że się zlitują, ale prośby - w przeciwieństwie do gróźb - mają to do siebie, że nic nie wiadomo na pewno. Gdyby stawiali jasne wymagania, które należy spełnić, żeby zostać zatrudnionym, to OK, ale tu działać trzeba w ciemno, a tego kompletnie nie potrafię. I tu jest właśnie moje ograniczenie. Pracodawca jest jak kobieta (tym bardziej, że o zatrudnieniu decydują przede wszystkim haerówki, a więc kobiety) - nic nie powie wprost, tylko strzela focha i trzeba się domyślić, o co chodzi, co jest nie tak ;-)
                          • zdrowy_rozsadek78 A ja myślę, że masz już pracę 05.05.08, 15:59
                            Pracujesz dla GW i płacą Ci za "rozruszanie" forum -zawsze poruszasz tematy
                            wywołujące emocje.
                            Jakiś czas temu w jednym z postów napisałeś, że dostęp do pełnego adresu IP
                            forumowicza mają tylko pracownicy serwisu.
                            Jak widzę znasz sprawę od kuchni.
                            • markus.kembi Re: A ja myślę, że masz już pracę 05.05.08, 16:28
                              Chciałbym, żeby ktoś mi płacił, ale niestety muszę żyć tylko z tego, co zostało mi z kredytu. Nie chciałbym za to pracować dla "GW", dziennikarze tej gazety podkur/wiają mnie dość często swoimi artykułami o tym, że w Polsce nie ma bezrobocia, a kto nie pracuje, ten widocznie jest nierobem albo wyjątkowym debilem. W szczególności niejaki Anuszczyk - to już mój wyjątkowy "ulubieniec", który w swojej głowie (i artykułach) stworzył alternatywną wersję miasta Łodzi i okolic.

                              A co do dostępu do pełnego IP - ten temat wielokrotnie już był poruszany na forum. Czy żeby wiedzieć, że istnieje coś takiego, jak tajemnica lekarska, trzeba być lekarzem?
                    • alonka7 Re: Nie od razu zostaje się specjalistą... 05.05.08, 20:23
                      Zastanawiaja mnie ta dyskusja.
                      Po pierwsze zlosc... pewnie zrozumiala.
                      Po drugie: prosze podaj co umiesz, jakie sa Twoje mocne i slabe strony, jakiej
                      szukasz pracy, jak chcesz przekonac pracodawce...
                      Pomyslimy wspolnie co mozna zrobic.
                      Ale konkretnie>...
                  • joanna.syrenka szansa 05.05.08, 16:17
                    >Siebie mógłbym obwiniać, gdybym nie wykorzystał danej mi szansy.

                    No do k%@^y n$&@y, człowieku, weź się stuknij, teraz to mnie
                    rozeźliłeś.
                    Czy ty jesteś niemowlę, że trzeba ci wszystko podawać? Na szansę się
                    nie czeka, tylko szansy się szuka.

                    Ależ z ciebie naprawdę dupa wołowo-życiowa.
                    Ja się nie dziwię że jesteś sam, skoro masz takie podejście.
                    Uciekłabym z krzykiem od takiej ofiary (ofiary własnych przekonań,
                    podkreślmy, bo raczej nie ofiery systemu, rządu i społeczeństwa...)
                    • markus.kembi Sama sobie zaprzeczasz 05.05.08, 16:37
                      joanna.syrenka napisała:

                      > Czy ty jesteś niemowlę, że trzeba ci wszystko podawać?

                      a następnie:

                      > Na szansę się nie czeka, tylko szansy się szuka.
                      __________________________________

                      No i właśnie - "szuka" a nie "tworzy od zera". Szansy, tak jak wszystkiego innego, można szukać, ale żeby znaleźć, to musi ona gdzieś być. Możesz pojechać do lasu na grzyby i ich szukać, ale jeśli ich nie ma, to nie znajdziesz - do tego muszą być odpowiednie warunki: pora roku, temperatura, wilgotność powietrza. Pracodawcy jednak, w przeciwieństwie do runa leśnego, nie stawiają jakichś konkretnych warunków - mogą co najwyżej w ogłoszeniu opisać wymagania minimalne, ale co do warunków dostatecznych - tego się można co najwyżej domyślać, zresztą często decyduje subiektywna opinia (dzięki temu haerówki mają pracę), bo w przeciwnym przypadku wystarczyłby prosty program komputerowy i jedna osoba do wprowadzania danych.
                      • joanna.syrenka cała prawda o markusie 05.05.08, 16:46
                        Wybacz, ale twój dziecinny bełkot do mnie nie przemawia. Jesteś
                        wygodny, dobrze ci się żyje na cudzym garnuszku, a narzekasz dla
                        niepoznaki i z nadmiaru wolnego czasu.

                        Jak znam życie to częściej pewnie można cię znaleźć na czacie, niż
                        na przejażdżce rowerowej, a na 1000 ogłoszeń o pracę co poniedziałek
                        wyłuskujesz dwa, które w miarę ci się podobają - ale nie chce ci się
                        przerabiać listu motywacyjnego, czekasz z tym do środy albo czwartku
                        (bo może ci się zachce), a w piątek stwierdzasz, że na pewno już nie
                        warto, bo i tak wakat jest objęty.

                        Znam ten typ. Z autopsji i z otoczenia.

                        Otrząśnij się, zanim będzie za późno.
                        • markus.kembi Re: cała prawda o markusie 05.05.08, 17:04
                          I znowu: gó.. o mnie wiesz, ale musisz koniecznie dowalić, bo uważasz, że jesteś najmądrzejsza i wiesz wszystko o wszystkich. Nigdy w życiu nie byłem na czacie, jeśli chcesz wiedzieć. A jeśli chodzi o ogłoszenia, to odpowiadam niezwłocznie na każde, o ile spełniam minimalne wymagania stawiane przez pracodawcę.
                          • joanna.syrenka Re: cała prawda o markusie 05.05.08, 17:12
                            Gdyby to była prawda, to dawno miałbyś pracę.

                            Najwidoczniej spełnia się "myślenie życzeniowe", o którym ktoś tu
                            wspominał - z góry stawiasz się na skreślonej pozycji, więc nie
                            udaje ci się osiągnąć celu.

                            A to że "wiem lepiej" - to z autopsji, kochaniutki. Tak jak palacze
                            kiedy rzucą nałóg, są największymi przeciwnikami palenia,
                            tak "dorosłe dzieci", którym udało się wyrwać z marazmu, na kilometr
                            wyczują pokrewne stworzenie.

                            Masz pecha :)
                            • markus.kembi Re: cała prawda o markusie 05.05.08, 17:49
                              Ech, przyzwyczaiłem się do takiej jak Twoja krytyki, na forum, jak i poza nim:

                              - z jednej strony "więcej pewności siebie, nie stawiaj się na straconej pozycji", z drugiej - "widocznie masz za wysokie wymagania"

                              - jedni piszą "za dużo chcesz zarabiać", inni - "tacy jak ty, którzy zadowalają się 1000 złotych, psują rynek pracy"

                              - jedni mówią "wysyłaj jak najwięcej CV, najlepiej co najmniej 100 dziennie", inni - "musisz mieć jasno sprecyzowany cel, bo inaczej nic ci się nie uda"

                              - od jednych słyszę "idź nawet do byle jakiej pracy" (zwłaszcza od tych, którzy sami tak by nigdy nie postąpili), od innych - "no nie, może być byle jaka praca, ale nie rozdawanie ulotek - raczej jakieś stanowisko asystenckie"

                              Takich przykładów mógłbym podać więcej, ale i tak prawda leży pośrodku, chociaż niekoniecznie w samym centrum.

                              A co do "myślenia życzeniowego" - kiedyś byłem przekonany, że to się ułoży. Gdy kończyłem staż, pamiętam, że nie wiedziałem, czy na siłownię wykupić karnet poranny, bo przecież w ciągu miesiąca znajdę pracę. A najgorsze, co mnie w życiu spotkało - mam tu na myśli problemy zdrowotne w roku 2006, a później 2007 - zaskoczyło mnie zupełnie, nawet w najczarniejszych scenariuszach tego nie byłem w stanie przewidzieć.
                              • joanna.syrenka Re: cała prawda o markusie 05.05.08, 17:58

                                No dobrze, ale przyjąłeś na tym forum postawę "Jestem ideałem - to
                                przez innych mi się w życiu nie układa" - jakiej reakcji ludzi się
                                spodziewałeś? Przecież tak myslą pięciolatki i to te które do
                                przedszkola nie chodzą! :P

                                Żeby spełniła się droga "od zera do bohatera" to trzeba przełamać to
                                zero. Dobrze napisała jedna z użytkowniczek - schowaj na chwilę dumę
                                do kieszeni.
                                I przestań żyć złudzeniami, bo zdaje mi się, że ułożyłeś w wyobraźni
                                jakiś obraz idealnego życia i kurczowo się go trzymasz - bujasz w
                                obłokach, zamiast zejść na ziemię.

                                A poza tym życie to nie tylko praca. I fora internetowe :P
                                • markus.kembi Re: cała prawda o markusie 05.05.08, 18:15
                                  joanna.syrenka napisała:


                                  > No dobrze, ale przyjąłeś na tym forum postawę "Jestem ideałem - to
                                  > przez innych mi się w życiu nie układa"

                                  Przecież nie piszę, że jestem ideałem. Przeciwnie - jestem niedobrym człowiekiem, bywam wredny i podły, mogę być dla kogoś miły, uprzejmy, ale jak uznam, że ktoś mi wypowiedział "wojnę", to nie potrafię po prostu odpuścić (np. jakiś czas temu poszedłem na "krucjatę" z firmami rozklejającymi w mojej okolicy ogłoszenia na drzewach i latarniach).

                                  Nie jestem ideałem, napisałem tylko, że jeśli chodzi o poszukiwanie pracy, wielokrotnie zdarzyło się, że ze swojej strony zrobiłem wszystko, co należało, ale ze strony pracodawcy zabrakło dobrej woli. A to przecież warunek konieczny - jeśli druga strona nie chce porozumienia, to nie mogę nic na niej wymusić.


                                  > Żeby spełniła się droga "od zera do bohatera" to trzeba przełamać to
                                  > zero. Dobrze napisała jedna z użytkowniczek - schowaj na chwilę dumę
                                  > do kieszeni.

                                  Nie chcę być bohaterem. Chcę po prostu mieć normalne życie, takie jak inni. Ale to, co jednym przychodzi bez wysiłku, innym udaje się z wielkim trudem, a jeszcze innym - wcale.
                              • fuckurydzyk Re: cała prawda o markusie 05.05.08, 23:27
                                Markus.Kembi - bezrobotny filozof,a faktycznie pracujacy dla GW
                                dziennnikarz, ktory ma za zadanie swoimi wypowiedziami roruszac
                                forum i wywołac burze wsrod internautow ...
                                szukasz pracy za 1200 brutto i nie mozesz jej znalezc ... ?
                                jesli faktycznie taki jestes jak piszesz to zal mi Ciebie
                                rusz d.pe mazgaju i sie wez za siebie zamiast płakac na forum
                                wstydziłbys sie leniu ;)
    • isabelle7 Są nimi też niektóre mężatki 27.04.08, 16:45
      takie niezdolne do własnych decyzji...Żyją na koszt męża. Nie umieją
      same podejmować decyzji. O wszystko muszą się pytać: a co z włosami
      z robić, że auto nie chce odpalić, że pracy nie ma, więc on ma jej
      załatwić itp. To dopiero kalectwo...życiowe...wiecznie kogoś
      naśladują, cechy charakteru..innej kobiety...takie kobiety są
      żałosne. I wyrachowane. Jak męża braknie syzbko szukają kolejengo
      faceta, na którym mogą się uwiesić i żyć na jego koszt. Wymigują się
      dziećmi, że niby muszą siedzieć w domu, bot to dla dobra dziecka, a
      tak naprawdę dla nich, bonie chce im sie do pracy chodzić. Więc chcą
      być 3 lata w domu albo i dłużej.
      • isabelle7 Re: Są nimi też niektóre mężatki 27.04.08, 16:53
        A potem się chwalą, jak to radykalnie zmieniły życie. Że miały
        mieszkanie i pracę w wawie. Ale nie zrobiły to same, a dzięki
        ludziom, facetom/facetowi, którego wykorzystały, bo wiedziały, że ma
        wtyki, układy więc- mieszkanie, praca będzie:) I start gotowy;)
        • jednorazowy3 dziewczyno? czy nikt Cie nie lubi czy co? 05.05.08, 21:36
          tutaj piszemy krytycznie o samych sobie a nie o kims

          zazdrosc przez Ciebie przemawia, ich sprawa co robia i nic innym do tego

          napisz moze lepiej cos o sobie bo krytykowac innych najlatwiej
    • lily26 Re: 30-letnie dzieci 05.05.08, 09:16
      Skoro jestes zdolny i wyksztalcony to wez sprawy w swoje rece i zaloz firme.
    • bulk1 Re: 30-letnie dzieci 05.05.08, 17:31
      Ja zdecydowanie nie czuje sie jak dziecko (mam 28 lat) ale tez czuje
      jak zycie ucieka mi przez palce..praca dom praca dom impreza etc.
      niby wsyzstko jest zaj...cie: dobra ciekawa praca, kasa, etc. ale w
      dlugoterminowej pespektywie czy to ma byc sens mojego zycia? czasem
      mysle ze tak..zeby isc wyzej dalej "wiecej wiecej wiecej", tylko w
      sumie po co???
    • pawelgiera Re: 30-letnie dzieci 05.05.08, 20:40
      ja podobnie mysle, ale co tu zmienic zeby bylo dobrze ?
    • the_cause Re: 30-letnie dzieci 05.05.08, 20:40
      Ale Was wkręcił troll o ksywie markus kembi.
      • gapuchna Re: 30-letnie dzieci 05.05.08, 21:43
        Dlaczego myślisz, ze to jest troll? Jak to można poznać??????
        • harajukulovers Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 08:44
          Witajcie.. ja co prawda 30-stu lat jeszcze nie mam, a dopiero w tym
          roku skończę 20..Ale czuję się podobnie jak autorka wątku.
          Rok temu zdałam maturę, od czerwca zaczęłam pracę. Najpierw
          przepracowałam 7 miesięcy w pewnej firmie, było ok. jednak musiałam
          odejść, bo była to praca tymczasowa. Od 3 miesięcy pracuje w innej
          firmie i jest tu niestety beznadziejnie. Praktycznie od początku
          mojego zatrudnienia tutaj czuje wypalenie.
          Nie nudzę się, mam co robić, kasa jest większa i jak na studenckie
          życie mi starcza. Jednak mam wrażenie, ze dni przeciekają mi przez
          palce...

          Wiem, wiem - jestem młoda, mam znajomych/przyjaciół, kochającego
          chłopaka. Chodzę na imprezy, spotykam się z ludźmi.. Jednak czuje
          niedosyt. Wracam z pracy i jestem masakrycznie zmęczona. Chcę
          jedynie położyć sie na kanapie i oglądać TV.
          Nie widzę sensu w tym co robię, nie widzę siebie w tym zawodzie.
          Atmosfera w pracy jest beznadziejna, każdy kopie pod każdym dołki.
          Pracuję z ludźmi w wieku +30..traktują mnie jak dziecko, bo przecież
          w sumie nim jestem...

          Ale gdy pomyślę sobie, że tak ma wyglądać moje dotychczasowe życie -
          wstaje rano, potem do pracy, obiad, dom, tv, wstaje rano, praca itd.
          Jestem przerażona...

          Ech.. wiem, że to głupie, ze cale życie przede mną..Że jestem młoda,
          zdrowa, moge studiować.. I w sumie nie mam na co narzekać.. Ale boje
          się przyszłości..

          Wiem, ze sytuacja sie może odmienić, muszę zmienić tę robotę. Jednak
          mam umowę do końca czerwca, chcę a raczej muszę dociągnąć do tego
          czasu.. Co mam robić, zeby nie czuć tego przytłaczającego uczucia? :(
          • zielony_tomek Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 15:48
            Zmien prace. Ja gnilem w firmie o masakrycznejm dołujacej atmosferze kilka lat.
            Kiedy w koncu udalo mi sie wyrwac to potrzebowalem ponad trzy miesiace zeby
            wrocic do normalnosci.

            teraz widze problemy i chore procedury w mocholu ktorym jestem ale to nic w
            porownaniu do tego co mialem.

            Po drugie zecie wlasnie polega na pracy, jedzieniu , spaniu...
            Trzeba znalezc sobie hobby ktore zajmuje ci weekend.
            Masz kochajacego chlopaka wiec nie widze zadnego problemu.
            Potrzebujesz chyba dystansu do wszystkiego. Praca to jedno a zycie poza praca to
            inna sprawa.

            Proponuje wychowywanie dzieci. Moje zycie sie zmienilo na lepsze i teraz nie
            moge sobie wyobrazic jaka mialem wczesniej pustke mimo ze nie zdawalem sobie z
            tego sprawy.
            Chociaz 20 lat to troche czasu jeszcze masz.


    • stadowilqw Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 09:59
      qrwa ale rzygi .... bleee

      mam ćwierć wieku, nudną prace, nie mam kobiety, czekam na weekend i rzygam netem.
      • gekon010 Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 12:14
        ej! "rzygam netem" to moje hasło!
        • stadowilqw Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 12:33
          przeczytałem wątek z góry na dól, twojego postu nie znalazłem i sory ale
          musiałem te rzygi obrzygać
          • gekon010 Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 13:17
            przeszukaj całe forum lub wpisz w google "rzygam netem" znajdziesz
            żródło swego słownictwa :)
            • stadowilqw Re: 30-letnie dzieci 06.05.08, 13:40
              ja wiem że to twoje hasło, ale nie znalazłem go w tym wątku i pozwoliłem je
              sobie pożyczyć ;] pasuje tu jak kij do dupy.
              • gekon010 rzygam netem 06.05.08, 16:41
                Dobrze, rozumię, wybaczam, polecam jagodzianke, zagnieżdżona myszA,
                i takie tam inne że tak powiem kulturalnie małostki, dobranoc.

                rzygam netem ewribady

                swego czasu jak byłem mały trafiłem do celu idąc do tyłu od tego
                czasu sprzedaje wam ludzie iskierke siebie by wasze życie stało sie
                piękne jak kaczuszka byś cie mogli..... Tak wy! dowas mówie
                kochani .. byście mogli żyć by świat był bardziej piękny niż ..aha
                żywopłot kto mi obetnie? płace stówe od metra do domu jak zdążysz
                przybiec w sekunde co ja to miałem powiedzieś moment zagadaliscie
                mnie temat jakiś ty jest to kiedy indziej posadziłem w ogródku
                bakłażanopatisony w imię wolności lecz
                rzygam netem wciąż
                • gekon010 Re: rzygam netem 06.05.08, 16:43
                  chopie naucz sie pisać co za niepatriłota
    • annas1961 Re: 30-letnie dzieci 29.05.08, 21:28
      znam ja mam 47 haha
      • lil79 Re: 30-letnie dzieci 30.05.08, 00:56
        tu sie dopisac musze,bez watpienia.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka