Dodaj do ulubionych

Siła zdradzonych

    • kochanka3 temat kochanki 30.08.03, 21:22
      samego artykulu nie bede komentowac, bo nawet nie wiem czy jest co komentowac.
      czytalam go w papierowym wydaniu WO i odnioslam wrazenie ze to jakis
      rozrywkowy, wakacyjny felieton. w kazdym razie to chyba jakas kpina
      a nie powazny artykul, powaznego psychoterapeuty.

      chcialabym poruszyc inny temat ktory w tym watku, od czasu do czasu, sie
      pojawial. temat kochanki. ktos pytal tu co mysli kochanka, czy czuje wyrzuty
      sumienia, itd.

      otoz - czuje potworne wyrzuty sumienia, wobec zony, wobec dzieci i nawet wobec
      faceta. Mysli ze mu rujnuje zycie, ze to przez nia on musi oklamywac zone.
      nawet jesli facet decycuje sie na rozwod i zwiazek z kochanka to ona wpada w
      panike i boi sie ze dla niej zmienil swoje zycie i przeraza ja to ze ten
      zwiazek kiedys moze sie rozpasc ale cena jaka
      przyszlo temu mezczyznie zaplacic za to zeby mogli byc razem jest ogromna.
      strach przed tym czy zwiazek sie uda czy nie jest zawsze wtedy gdy dwoje
      doroslych, odpowiedzialnych ludzi pragnie razem dzielic zycie. ale w sytuacji
      gdy mezczyzna rozwodzi sie dlatego aby zwiazac sie z kochanka strach ten jest
      duzo, duzo wiekszy.

      poza tym kochanka strasznie cierpi, zwlaszcza w weekendy, swieta i kazdego dnia
      gdy budzi sie sama i nie ma przy niej czlowieka ktorego kocha. chwyta wtedy za
      telefon i zdaje sobie sprawe ze nie moze do niego tak po prostu zadzwonic.
      odwraca wzrok gdy na ulicy widzi obrazek pod tytulem: mama, tata, dziecko,
      pies.
      Jesli jest wierzaca a jej kochanek jest juz zwiazany slubem koscielnym ze swoja
      zona to cierpi zawsze wtedy gdy widzi slub oraz gdy jest w niedziele na mszy
      sw.

      cierpi takze wtedy gdy czyta wypowiedzi na forum w stylu: "kochanka to suka" i
      tym podobne... tyle ze tu ciepi troche mniej bo zdaje sobie sprawe ze czasami
      ludziom zdarza sie komentowac cos czego nigdy nie doswiadczyli. i wie ze sama
      rok, dwa, trzy (wstawic odpowiednia liczba w zaleznosci od tego jak dlugo jest
      w zwiazku z zonatym mezczyzna) sama nie miala najlepszego
      zdania o kochankach i tez uwazala ze to zimne, pozbawione uczuc kobiety ktore
      odbieraja meza zonie a ojca dzieciom.

      kochanka czuje, mysli i placze tak samo jak kazda zakochana kobieta. z ta
      roznica ze czesciej placze. a nawet jesli jest szczesliwa, jesli sie smieje to
      najczesciej sa to krotkie chwile szczescia po ktorych za godzine, dwie znow
      sama w pustym domu placze i teskni.

      skoro tak cierpi to dlaczzego w tym tkwi? bo KOCHA. nie moze odejsc, jest to
      silniejsze od niej. od czasu do czasu przychodzi kryzys, jest zla na siebie i
      na niego. mowi sobie: DOSC!!!, odchodzi i pozniej wraca bo KOCHA, bo zycie bez
      niego traci blask, bo nie ma dla kogo zyc, bo tesknota jest silna, bo nie ma
      po co rano wstac z lozka....

      Jak kazda zakochana, zauroczona kobieta bezgranicznie ufa swojemu mezczyznie,
      chce mu za wszelka cene dac chwile szczescia, chce z nim byc. tak po prostu byc
      jak dwoje ludzi. nie moze z nim wyjsc na spacer, do kina, zakupy dlatego
      najczesciej jest z nim po prostu w lozku, bo tylkko taka bliskosc moze mu dac i
      tylko taka dostac od niego.

      Poza tym kochanka czasami wraca myslami do tych lat kiedy sama zle myslala o
      kochankach i kiedy mowila ze za nic w swiecie nie zwiazalaby sie z zonatym
      mezczyzna. zastanawia sie jak to wszystko moglo sie stac, dlaczego zycie tak z
      niej zadrwilo, dlaczego los postawil na jej drodze tego wlasnie czlowieka?
      i zaraz potem przestaje tak myslec, uwaza ze ta milosc jest najlepsza rzecza
      jaka w zyciu jej sie przytrafila.

      kochanka kocha troche inaczej niz niektore kobiety - kocha BEZWARUNKOWO. Za
      swoja milosc dostaje tylko milosc nic wiecej. i..... marzy (tak marzy) zeby
      prac, prasowac, sprzatac i gotowac dla czlowieka ktorego kocha.
      • Gość: aiszka4 Re: temat kochanki IP: srv1:* / 192.168.1.* 30.08.03, 22:21
        kochanka3 napisała:

        >
        > otoz - czuje potworne wyrzuty sumienia, wobec zony, wobec dzieci

        > poza tym kochanka strasznie cierpi, zwlaszcza w weekendy, swieta i kazdego
        dnia gdy budzi sie sama

        > cierpi takze wtedy gdy czyta wypowiedzi na forum w stylu: "kochanka to suka"

        > kochanka czuje, mysli i placze tak samo jak kazda zakochana kobieta. z ta
        > roznica ze czesciej placze. a nawet jesli jest szczesliwa, jesli sie smieje
        to
        > najczesciej sa to krotkie chwile szczescia po ktorych za godzine, dwie znow
        > sama w pustym domu placze i teskni.


        Skoro to taka ciężka dola, to po co kobieta decyduje się związać z już zajętym
        mężczyzną i DOBROWOLNIE przyjmuje rolę kochanki?
        Nie dopuszczać do takiej sytuacji i problem z głowy.
        Sorry, ale nie współczuję. Kochanka sama wie, na co się godzi, a dla żony to
        cierpienie, które zafundował jej ktoś inny.



        Za
        > swoja milosc dostaje tylko milosc nic wiecej. i..... marzy (tak marzy) zeby
        > prac, prasowac, sprzatac i gotowac dla czlowieka ktorego kocha.

        A czy kochanka nie bierze pod rozwagę tego, że jak zacznie prać, prasować,
        sprzątać i gotować dla ukochanego faceta, to przestanie się różnić od jego
        byłej lub aktualnej żony i facet znajdzie sobie nową kochankę?
        • kochanka3 Re: temat kochanki 30.08.03, 22:45
          Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

          > Skoro to taka ciężka dola, to po co kobieta decyduje się związać z już
          zajętym
          > mężczyzną i DOBROWOLNIE przyjmuje rolę kochanki?

          tak mozna mowic tylko kierujac sie rozumem. ale milosc, zakochanie to cos co
          przychodzi czasami nawet wtedy gdy tego nie chcemy i trudno tu mowic o
          decydowaniu sie na cos.
          dlaczego dobrowolnie przyjmuje role kochanki? juz odpowiedzialam: bo KOCHA i
          chociaz w taki sposob chce go miec.

          > Nie dopuszczać do takiej sytuacji i problem z głowy.

          oczywiscie :-) kochanka zanim zostala kochanką tez tak myslala.

          > Sorry, ale nie współczuję.

          a ja wspolczuje, wspolczuje kazdej zdradzanej zonie. z ta tylko poprawka ze
          moglabym powiedziec (cytujac ciebie) "Nie dopuszczać do takiej sytuacji i
          problem z głowy", bo uwazam ze zona tez jest (w pewnym sensie) przyczyna
          zdrady.
          zatem: "nie dopuszczac do zdrady"
          Jednak pisze te slowa z wielka... no nie wiem jak to okreslic... pokora, i
          raczej z punktu widzenia osoby obserwujacej swiat i nie majacej w tym temacie
          wiele doswiadczenia gdyz nigdy nie bylam zona.
          jezeli te slowa cie rania i uwazasz ze to bzdura kompletna i zona nie
          przyczynia sie do zdrady to bardzo cie przepraszam, byc moze masz racje.

          > A czy kochanka nie bierze pod rozwagę tego, że jak zacznie prać, prasować,
          > sprzątać i gotować dla ukochanego faceta, to przestanie się różnić od jego
          > byłej lub aktualnej żony i facet znajdzie sobie nową kochankę?

          bierze to pod uwage. tak samo jak kazda kobieta ktora decyduje sie zostac
          czyjas zona powinna brac to pod uwage. pod tym wzgledem chyba kochanka nie
          rozni sie od innych kobiet, tak samo jak inne kobiety chce dac facetowi
          szczescie, chce byc dla niego atrakcyjna, budowac z nim dojrzaly zwiazek.
          stara sie pracowac nad tym zwiazkiem i zdaje sobie sprawe ze ogien milosci (tak
          jak kazdy ogien) nie plonie wiecznie tylko trzeba drew dokladac gdy przygasa...
          • Gość: aiszka4 Re: temat kochanki IP: srv1:* / 192.168.1.* 31.08.03, 09:43
            kochanka3 napisała:

            > Gość portalu: aiszka4 napisał(a):
            >
            > > Skoro to taka ciężka dola, to po co kobieta decyduje się związać z już
            > zajętym
            > > mężczyzną i DOBROWOLNIE przyjmuje rolę kochanki?
            >
            > tak mozna mowic tylko kierujac sie rozumem. ale milosc, zakochanie to cos co
            > przychodzi czasami nawet wtedy gdy tego nie chcemy i trudno tu mowic o
            > decydowaniu sie na cos.
            > dlaczego dobrowolnie przyjmuje role kochanki? juz odpowiedzialam: bo KOCHA i
            > chociaz w taki sposob chce go miec.

            Chce go mieć? - z własnego egoizmu - ani rozum, ani serce, ani tym bardziej
            zwykła uczciwośc tu głosu nie mają. Nie byduje się szczęścia na cudzej
            krzywdzie.

            >
            > > Nie dopuszczać do takiej sytuacji i problem z głowy.
            >
            > oczywiscie :-) kochanka zanim zostala kochanką tez tak myslala.

            Między spotkaniem zajętego faceta, a zakochaniem się w nim mija chyba jakiś
            czas?
            Czy Ty jesteś tak niedojrzała, że spotykasz żonatego i dzieciatego faceta i od
            razu wiesz, że to jest ten jeden jedyny i musisz się od razu dać ponieść temu
            zauroczeniu - bo w miłość od pierwszego wejrzenia w takim przypadku nie
            uwierzę.


            >
            > > Sorry, ale nie współczuję.
            >
            > a ja wspolczuje, wspolczuje kazdej zdradzanej zonie. z ta tylko poprawka ze
            > moglabym powiedziec (cytujac ciebie) "Nie dopuszczać do takiej sytuacji i
            > problem z głowy", bo uwazam ze zona tez jest (w pewnym sensie) przyczyna
            > zdrady.
            > zatem: "nie dopuszczac do zdrady"
            > Jednak pisze te slowa z wielka... no nie wiem jak to okreslic... pokora, i
            > raczej z punktu widzenia osoby obserwujacej swiat i nie majacej w tym
            temacie
            > wiele doswiadczenia gdyz nigdy nie bylam zona.
            > jezeli te slowa cie rania i uwazasz ze to bzdura kompletna i zona nie
            > przyczynia sie do zdrady to bardzo cie przepraszam, byc moze masz racje.

            Nie musisz mnie przepraszać. Twoje współczucie odbieram jak litość do tej
            naiwnej żony, która nie umie "upilnować swojego męża" - to słowa kochanki
            mojego męża.
            Ale nie pisz, że masz wyrzuty sumienia. Gdybyś rzeczywiście je miała, to
            zrobiłabyś coś, zeby się skończyły. A Ty tylko je zagłuszasz, w imię "wyższego
            uczucia".
            Jeśli chcesz, to mogę Ci na priva napisać, dlaczego mam takie stanowcze i
            pewnie okrutne dla Ciecie, poglądy.

            >
            > bierze to pod uwage. tak samo jak kazda kobieta ktora decyduje sie zostac
            > czyjas zona powinna brac to pod uwage. pod tym wzgledem chyba kochanka nie
            > rozni sie od innych kobiet, tak samo jak inne kobiety chce dac facetowi
            > szczescie, chce byc dla niego atrakcyjna, budowac z nim dojrzaly zwiazek.
            > stara sie pracowac nad tym zwiazkiem i zdaje sobie sprawe ze ogien milosci
            (tak
            >
            > jak kazdy ogien) nie plonie wiecznie tylko trzeba drew dokladac gdy
            przygasa...

            Nie, kobieta, która zostaje żoną faceta, który wcześniej nie zdradzał z nią
            swojej poprzedniej żony, wierzy, że jak będzie dokładać do tego ognia, to
            wszystko będzie dobrze. A że tak nie jest, to inna sprawa, ale to już nie jest
            wina żony.
            W tym trójkącie tylkie dwie osoby są dobrowolnie, które - już pisałam.
            • megxx Re: temat kochanki 31.08.03, 11:47
              Czytając powyższe posty przyszło mi do głowy, że kochanka póty jest "kochanką",
              dopóki chce tylko dawać. My żony chcemy też czegoś dla siebie, dzieci, mamy
              wymagania, nie udajemy, że nic sie nie stało gdy mąż nie postępuje jak byśmy
              chciały, nie robimy słodkiej minki na idiotyczne tłumaczenia. Nam by to nie
              przeszło(tzn. mąż raczej nie ustępowałby tak łatwo) bo to cechy pierwszego
              etapu miłości, zauroczenia, ta olbrzymia tolerancja. Ale codzienność z
              wybrankiem niejedną kochankę zgasiła.
              • olek_m Oto jak mozna rozmawiac o niczym! 01.09.03, 10:10
                Ja mysle, ze fascynujacy temat:
                meza-zony-kochanki mozna wyjasnic calkiem prosto

                Mezczyzna odczuwa pozadanie do wszystkich kobiet naokolo, nie tylko swojej
                zony. To, ze sie ogranicza wymaga od niego wielkich poswiecen... Kobieta zas
                odczuwa gleboka potrzebe posiadania mezczyzny na wlasnosc (zona) albo ulagania
                mu (kochanka). To jest wszystko bardzo naturalne.

                Zamiast udowadniac kochance, jak zle robi (co ona sama dobrze wie, ktoz z nas
                zawsze robi dobrze?), albo na wyrzucaniu facetowi, ze ulegnie czasami pokusie
                (co wiekszosc facetow, wie ze nie powinna, ale ilez to razy robimy co nie
                powinnismy?), moze lepiej sie starac zrozumiec, co czuja osoby zaangazowane w
                takie zwiazki?

                Chociaz sie nam horyzonty powieksza i bedziemy moze lepiej przygotowani, gdy
                sami sie znajdziemy w takiej sytuacji. Powtarzanie komunalow nie wydaje mi sie
                ani odrobine tworcze.

                W koncu tak to zostalo wlasnie zaprojektowane, ze kobieta chce miec cos na
                wlasnosc, gdy mezczyzna wlasnie wolalby cos od nowa i od nowa...Podobno wynika
                to z odmiennych rol seksualnych kobiety i mezczyzny...
                • goshka Re: Oto jak mozna rozmawiac o niczym! 01.09.03, 12:58

                  >
                  > Mezczyzna odczuwa pozadanie do wszystkich kobiet naokolo, nie tylko swojej
                  > zony. To, ze sie ogranicza wymaga od niego wielkich poswiecen... Kobieta zas
                  > odczuwa gleboka potrzebe posiadania mezczyzny na wlasnosc (zona) albo
                  ulagania
                  > mu (kochanka). To jest wszystko bardzo naturalne.

                  Absolutnie sie z Toba zgadzam, z tym, ze Twoja teoria dziala w obie storny.
                  Kobieta rowniez pozada nie tylko swojego meza, ale i innych atrakcyjnych panow,
                  ktorych nie brakuje. To, ze powstrzymuje sie od skokow w bok, tez jest nie lada
                  poswieceniem. Z tym, ze to raczej panowie maja wieksze poczucie wlasnosci i
                  rzadko chca sie dzielic zona z innym panem. Ale Ty oczywiscie jestes inny. Przy
                  swoich szerokich horyzontach, na pewno przymykasz oczy na zdrady swojej zony
                  badz partnerki, a moze nawet ja do tego zachecasz. W koncu to takie ludzkie ...


                  >
                  > Chociaz sie nam horyzonty powieksza i bedziemy moze lepiej przygotowani, gdy
                  > sami sie znajdziemy w takiej sytuacji. Powtarzanie komunalow nie wydaje mi
                  sie
                  > ani odrobine tworcze.
                  • olek_m Re: Oto jak mozna rozmawiac o niczym! 01.09.03, 13:37
                    goshka napisała:

                    > Absolutnie sie z Toba zgadzam, z tym, ze Twoja teoria dziala w obie storny.

                    Niestety Twoja ironia trafia prosto w plot. Miedzy kobieta a mezczyzna nie ma
                    symetrii.

                    > Kobieta rowniez pozada nie tylko swojego meza, ale i innych atrakcyjnych
                    panow,

                    Absurd, Pierwsza potrzeba kobiety, jest posiadanie mezczyzny. Druga jest bycie
                    obiektem meskiego pozadania. Jesli kobieta nie jest zadowolona, ze swego faceta
                    (tzn. na przyklad jest bezrobotnym fujara ), a zjawi sie jakis inny facet, o
                    wysokiej pozycji spolecznej, ktory raczy zwrocic na nia swoja uwage, kobieta
                    moze sie mu oddac.
                    Zauwaz, ze mechanizm jest tu dokladnie odwrotny do meskiego pozadania.

                    > ktorych nie brakuje.
                    Tego zawsze brakuje. Nigdy nie ma wystarczajacej liczby facetow dla kobiety.

                    > To, ze powstrzymuje sie od skokow w bok, tez jest nie lada poswieceniem.
                    Bynajmniej. Kobieta nie czuje napiecia, ktore musi periodycznie uwalniac. Co
                    nie zmienia faktu, ze wyglodzona kobieta moze byc zdobyta bez trudu.

                    Biologia jest odpowiedzialna za roznice. Niestety, poslugujac sie falszywymi
                    analogiami daleko w zyciu nie zajdziesz. Nie tu jest droga do prawdziwej
                    madrosci.


                    • Gość: kaska do olek_m IP: 62.233.197.* 01.09.03, 19:11
                      olek_m napisał:

                      > Nie tu jest droga do prawdziwej madrosci.
                      >
                      >

                      hle hle hle
                      madry sie znalazl
                      tos walnal olek jak chory w...
                      ales mnie rozbawil

                      hle hle hle
                    • goshka Re: Oto jak mozna rozmawiac o niczym! 01.09.03, 19:35
                      > Absurd, Pierwsza potrzeba kobiety, jest posiadanie mezczyzny. Druga jest
                      bycie
                      > obiektem meskiego pozadania.

                      Nie wiem skad u Ciebie taka wiedza o kobietach, ale na pewno nie z autopsji.
                      Wydaje mi sie, ze jako kobieta chyba jednak wiem troche lepiej niz Ty, czego
                      potrzebuja i pragna przedstawicielki mojej plci.


                      > a zjawi sie jakis inny facet, o
                      > wysokiej pozycji spolecznej, ktory raczy zwrocic na nia swoja uwage,

                      Popatrz, a mnie sie zawsze wydawalo, ze to facet jest gotowy zrobic wszystko,
                      byle tylko zwrocono na niego uwage, czego Twoje wypowiedzi na tym forum sa
                      najepszym przykladem.

                      > Bynajmniej. Kobieta nie czuje napiecia, ktore musi periodycznie uwalniac.

                      Kobieta nie odczuwa napiecia, pozadania, popedu? Dobre sobie!
                      Ty naprawde wiele sie jeszcze musisz nauczyc o kobietach i ich seksualnosci.




                      > Niestety, poslugujac sie falszywymi
                      > analogiami daleko w zyciu nie zajdziesz. Nie tu jest droga do prawdziwej
                      > madrosci.

                      Ty rowniez, poslugujac sie stereotypami, ktore z nauka nie maja nic wspolnego,
                      tudziez uogolnieniami i innymi domoroslymi teoriami na pewno nie grzeszysz
                      madroscia. Nie dziwi Cie fakt, iz wiekszosc wypowiadajacych sie tu osob Twoje
                      rewelacje dotyczace relacji damsko-meskich traktuje w najlepszym razie
                      poblazliwie, z ironia? A jesli to, co Ty tu wypisujesz ktos mialby uznac za
                      przejaw prawdziwej madrosci, to ja wole byc cale zycie glupia.
            • kochanka3 Re: temat kochanki 31.08.03, 12:12
              Gość portalu: aiszka4 napisał(a):

              > Nie musisz mnie przepraszać. Twoje współczucie odbieram jak litość do tej
              > naiwnej żony, która nie umie "upilnować swojego męża" - to słowa kochanki
              > mojego męża.

              To nie byla litość. A "upilnowac" to można co najwyżej kotkę w trakcie rui.
              Prosze cie nie generalizuj.
              Ja nigdy nie powiedziałabym żonie mojego faceta że nie upilnowala
              swojego męża. Widzę tu pewnien wpływ pani Milskiej, gdy tylko wspomniałam
              że żona jest przyczyną zdrady to od razu dajesz przykład na "upilnowanie".
              Ja piszac że żona jest przyczyną zdrady nie miałam na myśli ze go "nie
              upilnowala".
              I ty zapewne tez o tym wiesz.

              Widzisz dyskusja z Toba jest bardzo ciekawa ale jednocześnie bolesna.
              dla mnie bolesna i mysle ze dla ciebie też.
              Ja chcilam tylkkko opisac co czuje kochanka.
              Myśle że tak naprawde to nie ma szans na to zebysmy obie się zrozumialy.
              Ja nigdy nie bylam żoną a ty nigdy nie bylaś kochanką. Mamy zupelnie odmienny
              punkt widzenia na tą sprawę.
              Życze Ci abyś odzyskała spokój, wiarę w miłość. Abyś jeszcze spotkała w życiu
              kogoś kogo pokochasz i kto pokocha Ciebie. Po prostu życzę Ci jak najlepiej.
              Ale nade wszystko nie życzę Ci abys była kochanką. Jestem w 100% pewna że w tej
              chwili pomyslalas sobie ze nigdy nią nie bedziesz.
              Ktos juz tu napisal: "sami o sobie wiemy tylko tyle na ile nas sprawdzono".
              W tej roli Cię jeszcze nie sprawdzono...
              • Gość: Olga Re: temat kochanki IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.09.03, 12:07
                przeczytalam uwaznie wasze listy na temat kochanek i uwazam ze "kochanka 3" ma
                bardzo duzo racji i jej slowa sa przemyslane i madre,mimo tego ze nie wiem ile
                ma lat.Nie mozemy kazdego problemu mierzyc jedna miara,zawsze obiektywnie
                powinnismy spojrzec na wszystkie strony,zony, meza, kochanki czy
                kochanka.Madrze myslacy czlowiek kobieta czy mezczyzna,bedzie darzyl do tego
                aby znalesc przyczyne zdrady,najpierw spojrzec na siebie i swoje podworko potem
                siegnac dalej.Nigdy nic nie dzieje sie bez przyczyny,zdrada tez.
                Miedzy zona,a kochanka jest jedna roznica,zona pojawila sie pierwsza, a
                kochanka druga.Niestety status zony jest duzo wyzszy niz kochanki,ale dokladnie
                jestesmy takie.Poprostu jestesmy kobietami, umiemy kochac,dawac siebie byc
                szczere,otwarte.
                Czy kochanka chcialaby byc kochanka? napewno nie, ale jesli sie kocha to nalezy
                sie przed tym bronic? kazda kobieta chce kochac i byc kochana,a cierpiec na
                wlasne zyczenie chyba zaden czlowiek nie chce.
                Nie mam juz 30 lat,od kilkunastu lat jestem mezatka niestety w nieudanym
                zwiazku, mam dzieci i wszystko czego potrzeba do szczescia,oprocz milosci.
                Nigdy jej nie szukalam, bo wydawalo mi sie ze juz moj czas minal i sa
                wazniejsze sprawy.I tu sie pomylilam,On pojawil sie jak grom z jasnego
                nieba,normalny dojrzaly facet,zonaty,dzieciaty, z bagazem roznych
                doswiadczen.Zwykla znajomosc,zaczela sie przeradzac w uczucie.Czy tego chcialam?
                nie chcialam,bronilam sie,tlumaczylam sobie ze jestem dorosla kobieta, ze nie
                moge pozwolic sobie na taki krok, ze jesli to wszystko sie kiedys skonczy
                znienawidze siebie i bede miala do siebie wilki zal i wyrzuty sumienia.Niestety
                nie bylo tutaj mojej winy, to On nalegal to On robil wszystko zebysmy byli
                razem,wycofalam sie po kilku miesiacach znajomosci, On wrocil pierwszy,jego
                dowody milosci byly tak wielkie, ze chyba zadna kobieta nawet ta najtwardsza z
                zasadami, nie potrafilaby sie wycofac.Nigdy nie bylo mowy o tym ze On odejdzie
                od swojej zony,chcielismy byc razem, a czas pokaze co dalej bedzie.Dalam mu
                swoje serce,swoja milosc,sama siebie, od niego dostalam dokladnie to samo.
                Odnalezlismy sie na tym wielkim swiecie,ale dlaczego tak pozno,kiedy kazdy z
                nas ma juz swoje zycie.Nie zbadane sa wyroki boskie, nie znamy swego
                przeznaczenia i drogi po ktorej stapamy.
                Wiele godzin przegadalismy na nasz temat,wiele razy podejmowaliscmy decyzje, ze
                sie rozstajemy, ale po kilku tygodniach wracalismy do siebie.Cierpielismy
                oboje, ze nie mozemy byc tak czesto razem jakbysmy chcieli.Co bedzie dalej nie
                wiem i staram sie o tym nie myslec,zyje dniem dzisiejszym.
                Wiem jedno, chce zeby byl szczesliwy.
                Tu na forum nie wstydze sie tego ze jestem kochanka,bo jestem kobieta kochana i
                wiem ze dla niego najwazniejsza,a On jest moim kochankiem, tworzymy trzeci
                zwiazek.I tu nasuwa mi sie pytanie, co o tym mysla Panowie ktorym mezczyzna
                odbiera zone,czy tez mozna go oczerniac, wyzywac.
                Przyznam szczerze ze trudno jest pisac na ten temat bo wiele slow nasuwa mi sie
                do glowy.Ale jestem podobnego zdania jak kochanka3.


              • Gość: Gosia Re: temat kochanki IP: *.ipt.aol.com 01.09.03, 18:35
                kochanka3 napisała:

                > Gość portalu: aiszka4 napisał(a):
                >
                > > Nie musisz mnie przepraszać. Twoje współczucie odbieram jak litość do tej
                > > naiwnej żony, która nie umie "upilnować swojego męża" - to słowa kochanki
                > > mojego męża.
                >
                > To nie byla litość. A "upilnowac" to można co najwyżej kotkę w trakcie rui.
                > Prosze cie nie generalizuj.
                > Ja nigdy nie powiedziałabym żonie mojego faceta że nie upilnowala
                > swojego męża. Widzę tu pewnien wpływ pani Milskiej, gdy tylko wspomniałam
                > że żona jest przyczyną zdrady to od razu dajesz przykład na "upilnowanie".
                > Ja piszac że żona jest przyczyną zdrady nie miałam na myśli ze go "nie
                > upilnowala".
                > I ty zapewne tez o tym wiesz.
                >
                > Widzisz dyskusja z Toba jest bardzo ciekawa ale jednocześnie bolesna.
                > dla mnie bolesna i mysle ze dla ciebie też.
                > Ja chcilam tylkkko opisac co czuje kochanka.
                > Myśle że tak naprawde to nie ma szans na to zebysmy obie się zrozumialy.
                > Ja nigdy nie bylam żoną a ty nigdy nie bylaś kochanką. Mamy zupelnie
                odmienny
                > punkt widzenia na tą sprawę.
                > Życze Ci abyś odzyskała spokój, wiarę w miłość. Abyś jeszcze spotkała w
                życiu
                > kogoś kogo pokochasz i kto pokocha Ciebie. Po prostu życzę Ci jak najlepiej.
                > Ale nade wszystko nie życzę Ci abys była kochanką. Jestem w 100% pewna że w
                tej
                >
                > chwili pomyslalas sobie ze nigdy nią nie bedziesz.
                > Ktos juz tu napisal: "sami o sobie wiemy tylko tyle na ile nas sprawdzono".
                > W tej roli Cię jeszcze nie sprawdzono...
                Jestes bardzo madra kobiet. Ja staram sie byc zona i kochanka mezowi i mam
                nadzieje, ze mi sie to udaje . jestesmy razem juz 18 lat.
                szczerze pozdrawiam Gosia
                • Gość: Seule Re: temat kochanki IP: *.internetdsl.tpnet.pl 13.09.03, 22:05
                  Nigdy nie można zarzekać się, że czegoś się nie zrobi. Ja też potępialam
                  kobiety romansujące z żonatymi mężczyznami. Dziś wiem, że nie można być
                  niczego pewnym. Wiem, co mówię. Jestem dojrzałą, 45-letnią kobietą,
                  rozwiedzioną od 13 lat. Mam dorosłą córkę. Po rozwodzie byłam obolała,
                  sponiewierana, upokorzona, m.in. z powodu licznych zdrad b. męża, ale
                  jednocześnie silna i dumna, że podjęłam decyzję o zakończeniu fikcji, jaką
                  było moje małżeństwo. Zbudowałam sobie i córce spokojne życie. Dobra praca,
                  niezła sytuacja finansowa, żadnych wzlotów i upadków. Nie czułam się samotna.
                  Nie szukałam nowych znajomości. Wręcz przeciwnie, byłam bardzo nieufna. A
                  główną zasadą było nie dopuszczać do bliższej znajomości z żonatymi
                  mężczyznami. Nie chciałam, aby jakakolwiek kobieta przeżyła to, co ja kiedyś.
                  I tak sobie żyłam spokojnie i szczęśliwie wierząc, że zawsze tak będzie. Aż
                  nagle, jak grom z jasnego nieba, zakochałam się w ... żonatym mężczyźnie.
                  Nigdy wcześniej nie uwierzyłabym, że może mi się to przytrafić. Znaliśmy się,
                  co prawda od 10 lat, pracowaliśmy razem. Traktowałam go jak dobrego
                  przyjaciela. Wiele o sobie wiedzieliśmy. Przy okazji służbowych imprez mówił
                  nieraz przy innych, że zawsze się we mnie podkochiwał. Traktowałam to jako
                  żart i nigdy nie stwarzalam dwuznacznych sytuacji. Jednak dwa lata temu zaczął
                  tak o mnie zabiegać, adorować i uwodzić. Długo się opierałam, gdy dotarło do
                  mnie, że go kocham. Zaczęliśmy się spotykać. Było cudownie, a jednocześnie
                  strasznie. Odżyłam, poczułam się atrakcyjna i kochana. Każda chwila z nim to
                  było święto. Z drugiej strony rozum podpowiadał, że to niedobre, niemoralne.
                  Dużo rozmawialiśmy na nasz temat. On żony nie zostawi, zresztą nie wiem, czy
                  tego bym chciała. Są małżeństwem od ponad 20 lat, dużo ich łączy, on czuje się
                  bardzo odpowiedzialny za rodzinę. Ja również nie jestem pewna, czy po tylu
                  latach samotnego życia, potrafiłabym z kimś mieszkać. Wiele razy
                  zastanawialiśmy się, co dalej. Żadna decyzja nie wydaje się dobra. Kilka razy
                  próbowałam z tym skończyć. On nie pozwala, dzwoni, smsuje. Dopiero przy nim
                  uświadomiłam sobie, jak bardzo jestem samotna. Z jednej strony żałuję, że tak
                  głupio się zakochałam, bo cierpię, gdy go nie ma, tęsknię. Najgorsze są
                  weekendy, święta. No i to okropne poczucie winy wobec kobiety, która nic złego
                  mi nie zrobiła. Z drugiej strony, gdy myślałam, że już nic dobrego w życiu
                  mnie nie spotka, poczułam się znowu kobietą wartą zainteresowania i miłości. I
                  nie chodzi tu tylko o seks. Rozumiemy się doskonale pod każdym względem, mamy
                  wspólne zainteresowania, takie same poglądy na wiele spraw, podobne
                  usposobienia i temperamenty, możemy godzinami rozmawiać i nigdy się sobą nie
                  nudzimy. Żałujemy tylko, że nie spotkaliśmy się wiele lat wcześniej. To już
                  trwa dwa lata, a nasze uczucia nie słabną, lecz pogłębiają się z każdym dniem.
                  Nie wiem, jak długo to będzie trwało. Boję się o tym myśleć. I ciągle nie mogę
                  uwierzyć w to, że ja taka dojrzała kobieta z żelaznymi niegdyś zasadami,
                  zachowuję się jak głupia nastolatka. Może mnie ktoś potępiać, tak jak ja
                  kiedyś potępiałam kochanki, dopóki sama się nią nie stałam.
              • aiszka4 Re: temat kochanki 03.09.03, 10:47
                kochanka3 napisała:

                > Ktos juz tu napisal: "sami o sobie wiemy tylko tyle na ile nas sprawdzono".
                > W tej roli Cię jeszcze nie sprawdzono...

                To ja napisałam i WIEM o czym pisałam.
                Nawet nie wiesz, w jakim jestes błędzie...
    • mojra10 Re: Siła zdradzonych 01.09.03, 17:43
      Poczulam sie zdradzona gdy dowiedzialam sie ze moj maz kocha
      inna kobiete. Nie bylo juz dla mnie istotne czy laczylo sie to z
      fizyczna zdrada - tesknil za nia, bal sie o nia, martwil i
      chcial spotykac. Zyjemy z tym dalej razem. Na ile starczy mi -
      man sil aby nasze malzenstwo przetrwalo? - walczymy aby jak
      najdluzej dla naszych dzieci. Czasem brakuje sil i wiary w misje
      malzenstwa. Pozdrawiam i prosze aby kobiety nie robily krzywdy
      innym kobietom zakochujac sie w ich mezach.
      Bezsilna M
      • bukfa Re: Siła zdradzonych 01.09.03, 17:54
        mojra10 napisał(a):

        > Poczulam sie zdradzona gdy dowiedzialam sie ze moj maz kocha
        > inna kobiete. Nie bylo juz dla mnie istotne czy laczylo sie to z
        > fizyczna zdrada - tesknil za nia, bal sie o nia, martwil i
        > chcial spotykac. Zyjemy z tym dalej razem.

        MOjra, to tak jak u mnie. Jak chcesz pogadac, to napisz (bukfa@gazeta.pl)
        Trzymaj sie. Zycze duzo sily.
    • Gość: Nastka Re: Siła zdradzonych IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 02.09.03, 17:08
      Teorie na temat zdraty sa tak rozne i jest ich tak wiele jak ludzi na
      swiecie,wszyscy w zyciu popelniamy bledy i bedziemy je popelniac az do
      smierci.Z kazdym z tych listow sie zgodze,ze zraniona zona pragnie ratowac
      malzenstwo roznymi metodami,ze kochanka kocha zonatego mezczyzne,ze zonatemu
      facetowi zakrecila w glowie inna kobieta,ze zameznej kobiecie zawrocil w glowie
      inny mezczyzna i tak dalej i tak dalej.Zdrada jest i bedzie i zadna rozsadna
      kobieta wychodzaca za maz (rowniez mezczyzna)nie powinien sobie brac do serca
      ze on /ona bedzie mi wierna do smierci.
      Chyle glowe przed tymi mezczyznami i kobietami ktore zdradzaja tak ze nikt
      nigdy sie nie dowie, ze zdrada pozostaje tajemnica.To sa ludzie ktorzy mysla
      glowa, sa dyplomatyczni, umieja wykorzystac kazda sytuacje zeby spotkac sie z
      ukochana osoba ,potrafia krecic,klamac,ich slowa i czyny budza zaufanie
      partnera.Z tym chyba trzeba sie urodzic, ale z drugiej strony potepiam ich ze w
      taki paskudny sposob oszukuja kogos kto im zaufal kto im powierzyl swoje zycie
      swoja milosc.
      I w tym wypadku bardzo i to bardzo szkoda mi zdradzanych partnerow, zyja w
      niewiedzy,nieswiadomosci, maja wyidealizowany portret wiernego, kochajacego
      partnera.I zastanawiam sie co bym wolala,dowiedziec sie ze dziele zycie z
      niewiernym facetem, czy zyc nieswiadomosci i byc oklamywana przez rok dwa trzy.
      Mozna by sie zastanawiac nad tym i walkowac ten temat zdrady przez cale wieki
      bo i zdrada byla odwiecznym problemem odkad zaistnial czlowiek na ziemi.
      A na marginesie nie potepiajmy kochanek i kochankow,bo sami mozecie kiedys tak
      sie nazywac pozdrawiam
      • megxx Re: Siła zdradzonych 03.09.03, 09:22
        Wolałabym nie być zdradzaną przez mężą, ale dopóki tego nie wiem nie zakładam,
        że on taki wierny. Raz, że nie wiem jak na prawdę jest(można w 100% ufać i
        tkwić w niewiedzy, że tak nie jest), a dwa, że dla własnego zdrowia psychcznego
        zakładam mały ułamek niepewnośći. Jeżeli miałby zdecydować się na jakiś skok w
        bok (nie mówię o romansie dłuższym, bo taki prowadzący do rozwodu mogłabym
        wybaczyć, gdyby zawierał zasady: mąż w kimś sie zakochuje, odchodzi z domu,
        jest jasna sprawa), to zdecydowanie wolałabym nic nigdy o tym się nie
        dowiedzieć. Gdyby coś takiego(jednorazówki) wyszło na jaw, nie wiem, czy
        znalazłabym siłę na kontynuowanie związku.
        Gdyby tkwił w dwóch związkach i ja o tym dowiedziałabym się, to natychmiastowe
        żegnaj...
        Zdrady utajnione mogą nie ranić dopóki ich nie widać, a takie ściśle tajne
        kochanki, ich osoby, nie podlegają dyskusji, bo ich nie widać....
        Nie istnieje wtedy temat siły zdradzonych, bo dopóki się nie wie, że jest się
        zdradzonym, nie wie się , że ma się jakąś siłę w tym względzie.
        Z tego wynika, że siła zdradzonych jest oparta tylko o wiedzę, że partner
        zdradza, postępowanie po tym też wynika ze zdrady. Tylko jej odkrycia może
        uczynić nas silnymi, więc, albo szpiegujmy, albo żyjmy w słodkiej
        nieświadomośći, albo po prostu nie chciejmy nigdy zostać obdarzeni taką
        obciążającą siłą. I to by było na tyle:):)
    • komandos57 Re: Siła zdradzonych 02.09.03, 22:14
      happ,happ,pojebie
    • Gość: KARO Re: Siła zdradzonych IP: *.zab.citynet.pl / 10.5.12.* 04.09.03, 10:32
      Tak to prawda że zdradzone żony odzyskuja wiarę w siebie dopiero gdy odkryja
      zdradę męża. tak jest w moim przypadku.nakryłam męża , odczytałam sms w
      telefonie po moim przyjeżdzie z wakacji z dziecmi.treśc dla mnie była
      jednoznaczna.zadzwoniłam przy starym do dziwy nupychałam jej . stary był w
      szoku co ja robię . na drugi dzień dziwa oddzwoniła i tłumaczyła że sms nie był
      do mojego męża, że niby do narzeczonego.. starego wzięłam w obroty powiedział
      tylko że dziwe poznał w na imprezie służbowej rok temu. Przyniósł kwiaty
      przepraszał. Ja mu nie ufam . Nie wiem skąd ta dama jest .Bo jeśli nie z mojego
      miasta to kij jej w plecy gorzej jak jest tutaj. ja nie mogę się dowiedziec od
      nikogo gdzie mieszka znam jej numer komórki . tak bardzo chciała bym jej
      poprzeszkadzać w życiu . karę musi ponieść.Narazie komórkę ma wyłaczoną . nie
      wiem czy kontaktują się ze starym w inny sposób.staram się być ponad
      wszystkim przyjęłam twarz pokerzystki.Mężą to trochę martwi (jak widzę )nie
      jestem taka jak zawsze wesoła uśmiechnięta jak dotąd.Narazie wypruwam mu ,,ki
      chy,, robię pranie mózgu. ON stara sie bardzo bym była taka jak przed jego
      numerem. POzdrawiam wszystkich
      • Gość: Dawo Re: Siła zdradzonych IP: *.wlop.ppp.polbox.pl 04.09.03, 18:40
        Wyrazy współczucia dla dzieci.
      • Gość: Wanda Re: Siła zdradzonych IP: *.proxy.aol.com 04.09.03, 20:26
        Kobieto, ales ty glupia!! Czy ty tego nie widzisz?
    • cookiedesp Re: Gdzie to wyczytalas?? 01.05.19, 00:35
      Jak wyszedłem ze szpitala, mieliśmy najpiękniejszy dzień. Zadbała o to, żebym żył. Powiedziała, że wybacza.
      Mieliśmy cudowny wieczór, noc i poranek. Robiliśmy plany, śmialiśmy się. Kupiliśmy kwiaty do rozsadzenia, tańczyliśmy na środku ulicy, a ludzie się patrzyli i uśmiechali.
      I dostaliśmy telefon ze szkoły syna, że upadł i rozbił sobie głowę. I wiozą go do szpitala, tego samego, w którym była tydzień na psychiatrii, leczona na depresję (wypisała się sama, bo w domu źle się działo). W którym była po moich i jej próbach samobójczych (faktycznych). Po moich atakach epilepsji.
      I skończyło się. Załamała się. Po tym jeszcze wiele złego się działo, ale za długo by pisać. Ja się zmieniłem, nie ma już tamtego skurwysyna. Ale jej też już nie ma. Cierpią wszyscy.
      Tyle tragedii w jednym domu...
      Faktycznie, udało się...


      Wstęp ma zachęcić do dalszego czytania wszystkich tych ogierów zainteresowanych małym skokiem w bok, stąd taki styl. Mam nadzieję, że reszta łamie wam serce. Mojej żonie złamała.

      Ku przestrodze!
      • opiump Re: Gdzie to wyczytalas?? 01.05.19, 08:15
        idź się wyspowiadaj do KK ha ha ha może Ci ulży. Przeraża mnie fakt, że takie bezmózgi rządzą światem.
      • kod_matrixa Re: Gdzie to wyczytalas?? 01.05.19, 09:24
        cookiedesp napisał(a):

        > Jak wyszedłem ze szpitala, mieliśmy najpiękniejszy dzień. Zadbała o to, żebym ż
        > ył. Powiedziała, że wybacza.
        > Mieliśmy cudowny wieczór, noc i poranek. Robiliśmy plany, śmialiśmy się. Kupili
        > śmy kwiaty do rozsadzenia, tańczyliśmy na środku ulicy, a ludzie się patrzyli i
        > uśmiechali.
        > I dostaliśmy telefon ze szkoły syna, że upadł i rozbił sobie głowę. I wiozą go
        > do szpitala, tego samego, w którym była tydzień na psychiatrii, leczona na depr
        > esję (wypisała się sama, bo w domu źle się działo). W którym była po moich i je
        > j próbach samobójczych (faktycznych). Po moich atakach epilepsji.
        > I skończyło się. Załamała się. Po tym jeszcze wiele złego się działo, ale za dł
        > ugo by pisać. Ja się zmieniłem, nie ma już tamtego skurwysyna. Ale jej też już
        > nie ma. Cierpią wszyscy.
        > Tyle tragedii w jednym domu...
        > Faktycznie, udało się...
        >
        >
        > Wstęp ma zachęcić do dalszego czytania wszystkich tych ogierów zainteresowanych
        > małym skokiem w bok, stąd taki styl. Mam nadzieję, że reszta łamie wam serce.
        > Mojej żonie złamała.
        >
        > Ku przestrodze!



        Co z tym wszystkim ma wspólnego wypadek syna w szkole?
        • kod_matrixa Re: Gdzie to wyczytalas?? 01.05.19, 09:30
          kod_matrixa napisał:

          > cookiedesp napisał(a):
          >

          > > uśmiechali.
          > > I dostaliśmy telefon ze szkoły syna, że upadł i rozbił sobie głowę. I wio
          > zą go
          > > do szpitala, tego samego, w którym była tydzień na psychiatrii, leczona n
          > a depr
          > > esję (wypisała się sama, bo w domu źle się działo). W którym była po moic
          > h i je
          > > j próbach samobójczych (faktycznych). Po moich atakach epilepsji.
          > > I skończyło się. Załamała się. Po tym jeszcze wiele złego się działo, ale
          > za dł
          > > ugo by pisać. Ja się zmieniłem, nie ma już tamtego skurwysyna. Ale jej te
          > ż już
          > > nie ma. Cierpią wszyscy.
          > > Tyle tragedii w jednym domu...
          > > Faktycznie, udało się...
          > >
          > >
          > > Wstęp ma zachęcić do dalszego czytania wszystkich tych ogierów zaintereso
          > wanych
          > > małym skokiem w bok, stąd taki styl. Mam nadzieję, że reszta łamie wam s
          > erce.
          > > Mojej żonie złamała.
          > >
          > > Ku przestrodze!
          >
          >
          >
          > Co z tym wszystkim ma wspólnego wypadek syna w szkole?
          >
          >
          >
          >

          Zdrady były, są i będą. Jednym z ich powodów jest błąd złego dobrania się ludzi, ich powierzchowność, infantylność młodego wieku (i nie tylko), głupota etc.

          Reszta to farmazony na poziomie gimnazjum.
          • opiump Re: Gdzie to wyczytalas?? 01.05.19, 09:32
            kod_matrixa napisał:



            >
            > Zdrady były, są i będą. Jednym z ich powodów jest błąd złego dobrania się ludzi
            > , ich powierzchowność, infantylność młodego wieku (i nie tylko), głupota etc.
            >
            > Reszta to farmazony na poziomie gimnazjum.
            >
            >
            >
            >
            >
            >
            Tak jak myślałam ty jedyny mądry - reszta to debile i idioci : łacha cha cha cha cha cha.
            • kod_matrixa Re: Gdzie to wyczytalas?? 01.05.19, 09:57
              opiump napisał(a):

              > kod_matrixa napisał:
              >
              >
              >
              > >
              > > Zdrady były, są i będą. Jednym z ich powodów jest błąd złego dobrania się
              > ludzi
              > > , ich powierzchowność, infantylność młodego wieku (i nie tylko), głupota
              > etc.
              > >
              > > Reszta to farmazony na poziomie gimnazjum.
              > >
              > >
              > >
              > >
              > >
              > >
              > Tak jak myślałam ty jedyny mądry - reszta to debile i idioci : łacha cha cha ch
              > a cha cha.

              I znowu ćpasz.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka