polska_potega_swiatowa
23.03.08, 07:40
Nie bardzo wiem co o tym myslec i jak sobie poradzic z ciagle
powracajacymi myslami. Wiec prosze was o swoje opinie.
Jak kazda chyba para ja i ona, mielismy tzw; "nasza piosenke". Junko
spiewala mi ja ze swoja przyjaciolka w klubie Kareoke w Osace, zaraz
po tym gdy ja spotkalem.
Potem gdy musialem wracac do Stanow, mialem mieszane odczucia
wzgledem niej, bo miala swoje "humory" ataki zlosci juz na samym
poczatku, ale tez przeblyski uczucia oraz ciepla. Ale ja o tym
zapomnialem, i czekalem na nia jak glupi.
Ona potem przyslala mi CD z nagraniem tej Japonskiej pop-owej
piosenki, tytul; "1 1/2" Troche tajemniczy tytul, to prawda, ale
chodzilo o to ze w teledysku do tej piosenki, dziewyczyna spiewa o
swoim chlopaku. Zawsze jakims cudem mija sie ze swoim wybrankiem. A
to cos w pracy wypadnie, i spozni sie na spotkanie, a jego juz nie
ma. A to zlamie obcas na krzywym chodniku, i biegnie biedactwo,
spozniona, a on z daleka widac patrzy na zegarek, i zawiedziony
wsiada do autobusu, nie slyszac jej cichutkiego wolania...
Chodzi o to ze jak sie okazalo, pomimo moich staran, czekalem na nia
1 1/2 roku.... w tym czasie zdarzylem ja zupelnie znienawidzic, za
to ze byla wzgledem mnie taka chlodna i nie interesowala sie wogole
moimi potrzebami. Niby miala przyjechac juz po pol roku ale nie
brala pod uwage ze ja bylem w wojsku i nie moglem wziasc wakacji
wtedy kiedy jej pasowalo, potem poklucilismy sie. Ona pisala jeszcze
mniej. W koncu, po pol roku nie pisania (gdy minelo juz) 1 1/2 gdy
ostatnie raz bylismy razem, pisze ze przyjezdza studiowac na
przeciwlegle wybrzeze do Seattle, zamiast do Polnocnej Karoliny
gdzie ja wtedy mieszkalem, no i ze zobaczymy sie moze za pol roku
gdy bedzie miala ferie. I do tego mialem czekac na nowy adress.
Ale w tym czasie juz wogole nie oczekiwalem nic od niej, i bylem w
stanie apatii, dalej ja kochalem ale nienawidzilem jeszcze bardziej.
Nie chcialem juz duzej byc na jej lasce, bo nie wiedzialem kiedy ja
wkoncu zobacze, i czy bedziemy kiedys naprawde razem, codziennie a
nie tylko na krotkie wakacje...
Tak sie zlozylo ze ja rowniez musialem sie przeprowadzic, a ona nie
przyslala mi jeszcze swojego nowego adresu. Nie poinformowalem jej o
zmianie, bo w jakims sensie mnie oszukala, do samego konca obiecujac
ze przyjedzie studiowac w moich okolicach, a wybrala sie na drugi
kraniec USA. Wiec nie chcialem sie dluzej meczyc, i nie wyslalem jej
nowego adresu, bo nawet nie wiedzialem gdzie. Bo mialem tylko czekac
na nia, po 1 1/2 roku, nastepne pol roku, i jeszcze czekac na jej
list zeby wiedziec gdzie mam pisac, i dalej czekac?
Najlepszym rozwiazaniem bylo uwolnienie sie od tego wszystkiego, i
jak w tej "naszej piosence" po 1 1/2 roku mialem dosc jej egoizmu i
braku zrozumienia, i wszystko sie skonczylo a ona pewnie jak w tej
piosence uwazala ze to ona byla "biedna" ktorej wiatr ciagle wial w
twarz... Nawet gdy po latach gdy mi sie przysnila postanowilem
napisac do niej nie odpisala. Zupelnie nic, zadnego; sorry, za
klamsta. Nic.