Dodaj do ulubionych

"Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocznia:/

23.03.08, 07:40
Nie bardzo wiem co o tym myslec i jak sobie poradzic z ciagle
powracajacymi myslami. Wiec prosze was o swoje opinie.

Jak kazda chyba para ja i ona, mielismy tzw; "nasza piosenke". Junko
spiewala mi ja ze swoja przyjaciolka w klubie Kareoke w Osace, zaraz
po tym gdy ja spotkalem.

Potem gdy musialem wracac do Stanow, mialem mieszane odczucia
wzgledem niej, bo miala swoje "humory" ataki zlosci juz na samym
poczatku, ale tez przeblyski uczucia oraz ciepla. Ale ja o tym
zapomnialem, i czekalem na nia jak glupi.

Ona potem przyslala mi CD z nagraniem tej Japonskiej pop-owej
piosenki, tytul; "1 1/2" Troche tajemniczy tytul, to prawda, ale
chodzilo o to ze w teledysku do tej piosenki, dziewyczyna spiewa o
swoim chlopaku. Zawsze jakims cudem mija sie ze swoim wybrankiem. A
to cos w pracy wypadnie, i spozni sie na spotkanie, a jego juz nie
ma. A to zlamie obcas na krzywym chodniku, i biegnie biedactwo,
spozniona, a on z daleka widac patrzy na zegarek, i zawiedziony
wsiada do autobusu, nie slyszac jej cichutkiego wolania...

Chodzi o to ze jak sie okazalo, pomimo moich staran, czekalem na nia
1 1/2 roku.... w tym czasie zdarzylem ja zupelnie znienawidzic, za
to ze byla wzgledem mnie taka chlodna i nie interesowala sie wogole
moimi potrzebami. Niby miala przyjechac juz po pol roku ale nie
brala pod uwage ze ja bylem w wojsku i nie moglem wziasc wakacji
wtedy kiedy jej pasowalo, potem poklucilismy sie. Ona pisala jeszcze
mniej. W koncu, po pol roku nie pisania (gdy minelo juz) 1 1/2 gdy
ostatnie raz bylismy razem, pisze ze przyjezdza studiowac na
przeciwlegle wybrzeze do Seattle, zamiast do Polnocnej Karoliny
gdzie ja wtedy mieszkalem, no i ze zobaczymy sie moze za pol roku
gdy bedzie miala ferie. I do tego mialem czekac na nowy adress.

Ale w tym czasie juz wogole nie oczekiwalem nic od niej, i bylem w
stanie apatii, dalej ja kochalem ale nienawidzilem jeszcze bardziej.
Nie chcialem juz duzej byc na jej lasce, bo nie wiedzialem kiedy ja
wkoncu zobacze, i czy bedziemy kiedys naprawde razem, codziennie a
nie tylko na krotkie wakacje...

Tak sie zlozylo ze ja rowniez musialem sie przeprowadzic, a ona nie
przyslala mi jeszcze swojego nowego adresu. Nie poinformowalem jej o
zmianie, bo w jakims sensie mnie oszukala, do samego konca obiecujac
ze przyjedzie studiowac w moich okolicach, a wybrala sie na drugi
kraniec USA. Wiec nie chcialem sie dluzej meczyc, i nie wyslalem jej
nowego adresu, bo nawet nie wiedzialem gdzie. Bo mialem tylko czekac
na nia, po 1 1/2 roku, nastepne pol roku, i jeszcze czekac na jej
list zeby wiedziec gdzie mam pisac, i dalej czekac?

Najlepszym rozwiazaniem bylo uwolnienie sie od tego wszystkiego, i
jak w tej "naszej piosence" po 1 1/2 roku mialem dosc jej egoizmu i
braku zrozumienia, i wszystko sie skonczylo a ona pewnie jak w tej
piosence uwazala ze to ona byla "biedna" ktorej wiatr ciagle wial w
twarz... Nawet gdy po latach gdy mi sie przysnila postanowilem
napisac do niej nie odpisala. Zupelnie nic, zadnego; sorry, za
klamsta. Nic.





Obserwuj wątek
    • lacido Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 23.03.08, 14:39
      abstrahując od tematu czy Ty to ten sam co na FM???
      • polska_potega_swiatowa Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 24.03.08, 06:20
        lacido napisała:

        > abstrahując od tematu czy Ty to ten sam co na FM???


        Nie jestem pewnien o co sie pytasz? Pisalem wczesniej o mojej ex,
        ale nie dokladnie na ten temat ani nie z tej perspektywy, jak teraz.
        • shangri.la Re: Miło , że jesteś Waldi...:) 24.03.08, 07:08
          Szkoda tylko, że znów wraca temat Junko:(
          Waldi, to była, zła kobieta, która Cię okłamywała, oszukiwała, zwodziła i w
          konsekwencji skrzywdziła.
          Źli ludzie nie zasługują na pamięć.
          Trzymaj się:)
          • polska_potega_swiatowa Re: Miło , że jesteś Waldi...:) 24.03.08, 09:16
            shangri.la napisała:

            > Szkoda tylko, że znów wraca temat Junko:(
            > Waldi, to była, zła kobieta, która Cię okłamywała, oszukiwała,
            > zwodziła i w konsekwencji skrzywdziła.
            > Źli ludzie nie zasługują na pamięć.
            > Trzymaj się:)


            Wiesz, ja zawsze wierzylem w ludzi, dlatego chyba mialem za bardzo
            idealistyczne oczekiwania wzgledem Junko. Inaczej nie potrafie. Ja
            sie poswiecalem dla niej, a ona tak sobie robila absolutnie minimum.

            Gdybym wymagal od niej minimum to pewnie bez problemu przetrwal bym
            to dlugie beznadziejne czekanie, w koncu ona by przyjechala,
            znudzila by sie jej ta iluzoryczna "wolnosc" i docenila by wkoncu
            moje oddanie wzgledem niej.

            Wystarczylo by zeby powiedziala, raz "Nie" ale ona wolala trzymac
            mnie jako kolo zapasowe, chlopaka na wakacje, kogos na pozniej...

            Ale ja nie potrafilem zgodzic sie na taka proze zycia, zbyt bardzo
            mnie zranila. Wiec odeszlem. Potem przez jakies 5 lat nie myslalem o
            niej wiele, bo zbyt bardzo mnie do siebie zrazila. Potem zaczalem
            zalowac ze sie poddalem bo jakby nie bylo bardzo ja kochalem. I
            zalowalem ze nie zgodzilem sie na to jej minimum, moze bylby przelom
            w koncu. Ale teraz juz nigdy sie o tym nie przekonam :(

            Pozdrawiam Ciebie Sangrila, Ty rowniez trzymaj sie mocno!

            • gapuchna Re: Miło , że jesteś Waldi...:) 25.03.08, 23:59
              Wiesz, bywa też odwrotnie - kobieta czeka, niestety, na próżno.
              • polska_potega_swiatowa Re: Miło , że jesteś Waldi...:) 27.03.08, 05:16
                gapuchna napisała:

                > Wiesz, bywa też odwrotnie - kobieta czeka, niestety, na próżno.

                Ale mnie pocieszylas...
                • shangri.la Re: Miło , że jesteś Waldi...:) 27.03.08, 10:19
                  Przecież ty nie piszesz chyba tutaj , prosząc o radę, ani też szukając pocieszenia?
                  Masz potrzebę wylania swojego żalu, który wraca i to chyba wszystko...(?)
                  Większość ludzi tutaj kieruje się podobną potrzebą, więc nie uważam Twoich
                  postów za szczególnie oryginalne:)
                  Trzymaj sie miło i staraj się zapomnieć o złych ludziach z przeszłości, bo , jak
                  napisałam powyżej, NIE ZASłUGUJą NA TWOJą PAMIęć (!)
                  • polska_potega_swiatowa Moja i jej historia jest oryginalna, niestety.. :) 27.03.08, 10:42
                    tutaj chyba nie o oryginalnosc idzie, ale raczej o ...proste
                    zwrocenie sie o rady do innych ludzi, ktorzy byc moze mieli podobnie
                    przezycia poza soba, lub wiedzi w jaki sposob sobie z nimi poradzic.

                    Chociasz, jesli o ta "oryginalnosc" to mysle ze moja historia jest
                    wlasnie taka...ale bynajmniej tutaj o chwalenie sie chodzi.

                    Spotykamy sie na koncu swiata, w Japoni, ona spiewa dla mnie
                    piosenke pod tajemniczym tytulem; "1 1/2" choc to prosta japonska
                    pop-owa piosenka o dziewczynie ktorej nie wiedzie sie w milosci,
                    spoznia sie na kazda radke, i facet odchodzi.

                    To byla nasza piosenka, ona nawet wyslala mi potem CD z nia, potem
                    nic sie nie uklada pomiedzy nami, choc niby planujemy spotkac sie/
                    byc razem. No i ja po... 1 1/2 roku zrywam z nia wszelki kontakt, bo
                    ona sie spoznia non stop, przeciaga, troche egoistycznie zajmujac
                    sie najpierw swoja kariera, myslac ze Waldek zawsze bedzie gdzies
                    czekal... A ja nie chce juz czekac.


                    • shangri.la Re: A Waldek czeka....:) 27.03.08, 10:50
                      Sorry Waldi, Twoja historia JEST ORYGINALA , ale tylko pod względem szerokości
                      geograficznej i typu urody Twojej wybranki:)
                      Poza tym, na wszystkich krańcach świata zakochani ludzie czekają na cud, tak jak
                      Ty czekasz.....:)
                      Pozdrawiam:)
                    • mar.celia Re: Moja i jej historia jest oryginalna, niestety 27.03.08, 10:53
                      A co zrobiłeś poza czekaniem?
                      Wiesz , jak kobieta się naprawdę zakocha , to zrobi wszystko, żeby
                      te okresy rozstania były jak najkrótsze i żeby jak najczęściej być
                      razem.Niestety mężczyzn często stać tylko na czekanie.

                      Obserwowałam często ludzi , którzy się w życiu mineli tylko dlatego
                      że i jedno i drugie na coś czekało.Ale daleka jestem od interwencji
                      w czyjeś życie czy udzielania rad.Każdy ma swoje życie do przeżycia.
                      (Tak mi się przypomniała jedna moja koleżanka.)
                      • polska_potega_swiatowa Re: Moja i jej historia jest oryginalna, niestety 27.03.08, 12:19
                        mar.celia napisała:

                        > A co zrobiłeś poza czekaniem?
                        > Wiesz , jak kobieta się naprawdę zakocha , to zrobi wszystko, żeby
                        > te okresy rozstania były jak najkrótsze i żeby jak najczęściej być
                        > razem.Niestety mężczyzn często stać tylko na czekanie.


                        Ja odwiedzilem ja w Japonia, a ona miala odwiedzic mnie w USA,
                        czekalem i czekalem, i wkoncu przyjechala ale na przeciwlegle
                        wybrzeze (ja mieszkalem w stanie North Carolina, ona przyjechala do
                        Seattle w Stanie Washinghton)...i dopiero o 1 1/2 roku, a zamierzala
                        miec czas zeby sie ze mna spotkac za nastepne pol roku. W
                        miedzyczasie bardzo malo pisala, i raczej tylko o sobie. A ja
                        pisalem jej listy milosne. Ona dziekowala za nie...ale nie napisala
                        nic od siebie. Choc gdy ja spotkalem powiedziala ze chce byc "ze
                        mna" ze " chce byc moja dziewczyna/kochanka" i zebym "na nia
                        czekal"... A potem gdy ja wrocilem do USA, to pisala jak do
                        przyjaciela, choc prosila zebym wciaz na nia czekal, chyba tylko
                        jako kolo zapasowe, albo chlopak na wakacje...

                        > Obserwowałam często ludzi , którzy się w życiu mineli tylko
                        > dlatego że i jedno i drugie na coś czekało.

                        My z Junko na pewno sie minelismy, mysle ze tez nie sprzyjaly nam
                        okolicznosci...
                        • mar.celia Re: Moja i jej historia jest oryginalna, niestety 27.03.08, 13:03
                          Co zrobiłeś podczas tych odwiedzin , żeby się w Tobie zakochała?
                          • polska_potega_swiatowa Re: Moja i jej historia jest oryginalna, niestety 28.03.08, 05:02
                            mar.celia napisała:

                            > Co zrobiłeś podczas tych odwiedzin , żeby się w Tobie zakochała?

                            Wszystko co moglem, traktowalem ja jak dzentelmen tkraktuje dame, i
                            to wlasciwie z jej incjatywy poszlismy do lozka. Powiedzialem ze ja
                            kocham, spalismy ze soba, i ona wygladala na bardzo szczesliwa. Ale
                            to bylo wyrachowane szczescie.

                            Niemniej jednak masz racje to co wczesniej powiedzialas ze :"jak
                            kobieta kocha to zrobi wszystko dla tej milosci"... Wychodzi na to
                            ze ona mnie po prostu nie kochala. Miala inne priorytety, choc jak
                            najbardziej uwazala mnie za "swojego chlopaka". Ale miala bardzo
                            mgliste pojecie jak powinnien wygladac zwiazej dwojga ludzi.

                • gapuchna Re: Miło , że jesteś Waldi...:) 28.03.08, 21:17
                  Jak umiałam, tak pocieszyłam....:(
        • lacido Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 27.03.08, 14:18
          ohhhh
          pierwszy raz czytam Twój wątek, który nie jest napastliwy, obraźliwy czy ogólnie
          naładowany negatywnymi emocjami - takie na ogół są Twe watki na FM stad moje
          zaskoczenie :) pozytywne rzecz jasna
          Co do Twojej eks to niestety nie jestem w temacie
          • polska_potega_swiatowa Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 28.03.08, 05:05
            Wiesz, kobiety zwykle oczekuja od mezcyzn tlumaczenia sie za swoje
            zachowanie, a nie oskarzen pod swoim adresem, nawet jesli te maja
            bardzo mocne podstawy.
            • lacido Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 28.03.08, 14:30
              tłumaczenia i oskarżenia to trochę jak z sali sądowej :)
              Według mnie to logiczne, że oczekuje sie wyjaśnienia gdy nie wiadomo o co chodzi
              albo trudno odczytać intencje natomiast, oskarżenia do niczego nie prowadzą
              nawet jeśli ma się mocne podstawy to najważniejsze jest zrozumienie motywów i
              jeśli ktoś w swym postępowaniu kierował się egoizmem to wtedy trzeba podjąć
              zdecydowany kroi i tyle
              • polska_potega_swiatowa Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 06:15
                lacido napisała:

                > jeśli ktoś w swym postępowaniu kierował się egoizmem to wtedy
                > trzeba podjąć zdecydowany kroi i tyle

                Tak, tylko zawsze pozostaje zawod w stosunku do tej osoby.
                • lacido Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 14:44
                  zawód !!!!!!??????
                  złamane serce, depresja, nienawiść do reszty przedstawicieli tej płci i takie
                  tam :))) ale wszystko to mija i nie warto oglądać sie za siebie.
                  najgorsze jest jak się to zrobi po paru latach i człowiek sobie myśli jak to
                  jest że dopiero teraz to zauważyłem/am. I jakby nie było świadomosc straconego
                  czasu tez nie jest zbyt miła
    • spinline Re: generalnie na ludzi nie ma regul... 27.03.08, 12:50
      Nawet po 30-40 latach spotykaja sie i chca byc razem.

      Czesto sie o tym mowi.

      fakt,ze ciagle wracasz myslami do przeszlosci ma zwiazek z
      przyszloscia. Cos nie tak jest ALE TERAZ.
      To co dzieje sie teraz nie daje ci satysfakcji z zycia. Inaczej bys
      do niej nie wracal myslami.

      Powinienes sie zastanowic co teraz nie daje ci spokoju.
      • mar.celia Re: generalnie na ludzi nie ma regul... 27.03.08, 13:16
        Na ludzi nie ma reguł.
        Moja koleżanka sie rozwiodła (bo mąż w odpowiedznim momencie nie
        zrobił nic zeby ją przy sobie zatrzymać)
        Zamieszkała z człowiekiem w którym się zakochała , nie jest z nim
        szczęśliwa i przewiduję że to sie rozpadnie.W złych chwilach poznała
        kogoś przez internet.Spotkali się kilka razy i ten człowiek nie
        zrobił nic , żeby się w nim zakochała.On czeka aż będzie sama.Się
        nie doczeka , bo ona jak twierdzi nie potrafi być sama(zresztą
        obawiam się że nie poradziłaby sobie).
        Przyjdzie jak przypuszczam i taką mam nadzieję, kiedyś taki dzień że
        do tego dorosnie , będzie sama i znajdzie sobie kogoś z kim będzie
        szczęśliwa.
        I na koniec : żaden z trzech mężczyzn , którym jak twierdzą zależy
        na niej nie zrobił i nie zrobi dostatecznie dużo żeby chciała z nim
        być.
        • spinline Re: Nikt na niej nie zrobil wrazenia 27.03.08, 14:19
          bo i ona na nich tez takiego nie zrobila.

          Poza tym aby szukac milosci i ja spotkac trzeba byc wolnym od
          poprzednich zwiazkow.
          • rosario_t_t_38 Re: Nikt na niej nie zrobil wrazenia 27.03.08, 15:07
            spinline napisała:

            > bo i ona na nich tez takiego nie zrobila.
            >
            > Poza tym aby szukac milosci i ja spotkac trzeba byc wolnym od
            > poprzednich zwiazkow.
            >
            >
            Własnie chodzi o to że zrobiła i to duże.Dziewczyna jest naprawdę
            ładna , inteligentna i młoda.
            Z tego co mówi to wszyscy trzej cierpią i chcą z nią być.

            Ale nie są w stanie wyjść poza swój własny egoizm.(to już trochę
            moja ocena)

            Ja też uważam że trzeba być wolnym ale nie każda potrafi być sama.
            • spinline Re:To sie kupy nie trzyma:=) 27.03.08, 16:07
              No bo jezeli zrobila, to by odczula, czy jak?
              To sie widzi po ludziach kiedy im na kims zalezy.
              • mar.celia Re:To sie kupy nie trzyma:=) 27.03.08, 16:45
                spinline napisała:

                > No bo jezeli zrobila, to by odczula, czy jak?
                > To sie widzi po ludziach kiedy im na kims zalezy.
                >
                >
                Mężowi zależy ale już za pózno.Wtedy gdy był na to czas nic nie
                zrobił , żeby dziewczynę zatrzymać , bo był pogrążony we własnych
                żalach i kompleksach.Może i jeszcze nie byłoby za pózno gdyby sie
                postarał ale nie kiwnie palcem , będzie tylko płakał.
                Ten z którym jest, ma jeszcze większe kompleksy i zatruwa jej życie
                choć ona jeszcze go kocha podobno.

                Ten , którego poznała prawi komlementy i czeka aż ona będzie sama.
                Tylko czeka.

                Ja bym ich wszystkich trzech wysłała na kurs do mojego byłego męża.
                Jej niczego nie doradzam , bo to jej życie i jej wybory.
            • mar.celia Re: Nikt na niej nie zrobil wrazenia 27.03.08, 16:35
              > Ja też uważam że trzeba być wolnym ale nie każda potrafi być sama.

              Ale w Polsce, nie każda jest rosario_t , zwłaszcza jak się ma
              dziecko na utrzymaniu i nie każda zdecyduje się mieszkać sama
              wiedząc że się nie utrzyma.

            • polska_potega_swiatowa Re: Nikt na niej nie zrobil wrazenia 28.03.08, 05:22
              rosario_t_t_38 napisała:

              > Własnie chodzi o to że zrobiła i to duże. Dziewczyna jest naprawdę
              > ładna, inteligentna i młoda.

              Ha ha... mlodosc, uroda oraz inteligencja to nie wszystko co
              potrzeba do szczescia. Wlasciwie w milosci, te rzeczy sa najmniej
              wazne. Ale przeciez ty podchodzisz do milosci interesownie, ze niby
              mloda piekna i inteligentna kobieta zasluguje na milosc, i dla
              ciebie wogole nie liczy ona potrafi kochac i czy wogole zasluguje na
              milosc.

              > Z tego co mówi to wszyscy trzej cierpią i chcą z nią być.

              tak, z akcentem na "z tego co mowi"..:)

              > Ale nie są w stanie wyjść poza swój własny egoizm.(to już trochę
              > moja ocena)

              Pewnie, a ona jest perfekt...bo niby mloda, piekna i inteligentna..
              ha ha. A czy ona wogole potrafi kochac???

              > Ja też uważam że trzeba być wolnym ale nie każda potrafi być sama.

              Znam taki typ kobiety, chce byc "wolna", jednoczesnie chce
              kontrolowac swojego partnera pod kazdym wzgledem, zeby byl na
              zawolanie. I nie widzi nic w tym zlego, bo przeciez "ona jest taka
              jedyna w swoim rodzaju" i "przeciez to nie o mezczyzne chodzi tylko
              o szczescie kobiety"...
              • mar.celia Re: Nikt na niej nie zrobil wrazenia 28.03.08, 12:24
                Nie podchodzę do miłości interesownie.Nie widzę powodu , dla którego
                miałaby na te miłość nie zasługiwać.
                Dla Ciebie jak rozumiem kobiety są złe , mężczyzni pokrzywdzeni i
                niekochani.
                Znam te kobiete i dwóch mężczyzn , trzeciego tylko z opowiadań.


                > tak, z akcentem na "z tego co mowi"..:)


                A wnioski że im na niej bardzo zależy wyciągnełam z tego co wszyscy
                trzej jej mówią czy mówili.No chyba że udawali lub kłamali.
                • mar.celia Re: Nikt na niej nie zrobil wrazenia 28.03.08, 20:54
                  Czasami wystarczy jak mężczyzna nie jest upierdliwy i żeby nie
                  trzeba go było bez przerwy pocieszać.A uroda jest bardzo ważna i nie
                  powiesz mi że nie.
                  • polska_potega_swiatowa Re: Nikt na niej nie zrobil wrazenia 29.03.08, 05:20
                    mar.celia napisała:

                    > Czasami wystarczy jak mężczyzna nie jest upierdliwy i żeby nie
                    > trzeba go było bez przerwy pocieszać.

                    Ta zasada chyba tyczy sie zarowno kobiet jak i mezczyzn. Ale
                    zwykle "upierdliwosc" to kobieca wada...


                    > A uroda jest bardzo ważna i nie powiesz mi że nie.

                    uroda to jest bardzo dyskusyjna sprawa, jednym podoba sie to, innym
                    tamto. Mysle ze to dobrze. Jedynie ludzie o ekstremalnej brzydocie
                    ale rowniez osoby ze zbyt "perfekcyjnym" typem urody... czesto maja
                    problem z brakiem zainteresowania. Brzydota zniecheca ludzi, zbyt
                    perfekcyjna uroda tez sprawia wrazenie niedostepnosci i chlodu.
    • kozica111 Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 28.03.08, 21:39
      I znow ta sama melodia...Czy ty bedziesz zyl przeszloscia sto lat?
      Przyjmij wreszcie do wiadomosci ze panna mial cie centralnie w jelicie i bawilas
      sie toba...mily adorator zza oceanu....
      A ty ciagle sie nakrecasz jak sprezyna, ile mozna?

      Uwazasz ze jakbys cos zrobil wiecej, inaczej to by bylo co innego?
      Nie byloby.Byloby jeszcze wieksze g...z twoim wiekszym wkladem i cierpieniem.

      Zajmij sie terazniejszoscia, bo tak podchodzac jak ty podchodzisz mozna sobie
      cale zycie spieprzyc, a jestes na dobrej drodze.

      Boisz sie powiedziec ze to sucz byla i cala frustracje na "rod kobiecy" zwalasz
      bo tak latwiej.



      • mar.celia Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 28.03.08, 22:00
        Chodzi o to że może warto zrobić coś więcej w przyszłym związku , bo
        zakładam ,że nie będzie żyć przeszłością całe życie.
        • mar.celia Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 28.03.08, 22:03
          I nie prawdą jest że jak się zrobi coś więcej to się bardziej potem
          cierpi.Tak myślę.Mi świadomość ,że w przeszłości zrobiłam o wiele
          więcej niż trzeba było pomogła w nie cierpieniu po rozstaniu.
          I nie mam żalu również do tego z którym sie rozstałam.
      • mar.celia Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 28.03.08, 22:39
        kozica111 napisała:

        > Boisz sie powiedziec ze to sucz byla i cala frustracje na "rod
        kobiecy" zwalasz
        > bo tak latwiej.
        >
        >
        >
        Miejmy nadzieję że za kilka lat dojdzie do wniosku ,że to nie była
        sucz jak piszesz, tylko była jaka była i że to już przeszłość.
        Robienie na siłę z kogoś kto nas zostawia potwora ma taki sam skutek
        jak robienie sobie samemu wyrzutów.
        Daje się z siebie jak się jest w związku ,potem to już nie ma co
        rozpamiętywać.W większości przypadków jesli miłość jest dojrzała po
        obu stronach poprostu się udaje i ludzie są ze sobą.
        • polska_potega_swiatowa trafilas w samo sedno... 29.03.08, 06:12
          mar.celia napisała:

          > W większości przypadków jesli miłość jest dojrzała po obu stronach
          > poprostu się udaje i ludzie są ze sobą.

          Chyba trafilas w samo sedno; nie twierdze ze moja milosc do niej
          byla doskonala, ale na pewno bylem wstanie zrobic dla niej bardzo
          wiele, i to nie bylo proste zauroczenie, zakochalem sie w niej.
          Ona natomiast potrzebowala mnie jedynie dla zaspokojenia swojego
          ego.

          Problem w tym ze zmylila mnie jej czulosc i wyrozumialosc gdy bylem
          z nia, potem na odleglosc niby pisala ale glownie o sobie. Na moje
          potrzeby odpowiadala milczeniem, zero empati do mnie.

          Studiujac mentalnosc i kulture japonska teraz wiem ze w cztery oczy
          okazywala sympatie i czulosc tylko dlatego zeby uniknac
          nieprzyjemniosci, i konfrontacji, bo oni tego bardzo sie boja. To by
          bylo dopiero gdyby ktos w oczy powiedzial jej oczy ze jest egoistka..

          Na odleglosc, byla bardzo oschla i powsciagliwa, choc pisala zebym
          na nia czekal...ale okazalo sie ze nie po to dlatego ze mnie kocha,
          ale ze bylem jej przydatny. Gdy wkoncu napisalem jej ze "jest
          egoistka, jest samolubna, i rozmowa z nia jest jak rozmowa ze
          sciana" wsciekla sie i to bardzo. Ale mialem racje. I ty rowniez
          masz racje :)
        • shangri.la Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 07:47
          Ludzie nie rozstają ze sobą bez powodu.
          Waldi cierpi,bo zrobił wszystko, aby uratować ten związek, a sam został
          potraktowany instrumentalnie i bezkompromisowo , został wykorzystany i oszukany.
          Z takich ludzi jak Junko nie trzeba "robić potworów", bo już nimi są.
          Nie wolno okłamywać, oszukiwać, zwodzić drugiej osoby. Nie wolno "bawić się"
          uczuciami drugiego człowieka. Nie wolno krzywdzić (!)
          • polska_potega_swiatowa Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 08:11
            shangri.la napisała:

            > Ludzie nie rozstają ze sobą bez powodu. Waldi cierpi, bo zrobił
            > wszystko, aby uratować ten związek, a sam został potraktowany
            > instrumentalnie i bezkompromisowo, został wykorzystany i oszukany.
            > Z takich ludzi jak Junko nie trzeba "robić potworów", bo już nimi
            > są. Nie wolno okłamywać,oszukiwać,zwodzić drugiej osoby. Niewolno
            > "bawić się" uczuciami drugiego człowieka. Nie wolno krzywdzić (!)

            Mowisz tak jakbys znala to z autopsji...prawda? Ciesze sie ze mnie
            rozumiesz. Wiesz, ja mam duza wiare w ludzi, nie wszystkich ale od
            najblizszych oczekuje bardzo duzo, wiec tak bylo i z nia. Niestety
            ten zwiazek jesli mozna by to wogole tak nazwac byl zbyt
            jednostronny. Ona nie widziala potrzeby angazowania sie zbytnio,
            zachowywala sie tak jakby miala mnie jak w Szwajcarskim banku, a ja
            mialem tylko laskawie czekac.
            • shangri.la Re: Znam potwora z autopsji.... 29.03.08, 08:26
              ....swego czasu korespondowaliśmy na ten ten temat, Waldi:)
              Ty sam również wymieniałeś z nim (uhm) argumenty na forum, kiedy Cię zaatakował.

              P.S. Jak długo to trwa? Jestem na tym forum dwa lata i tak samo długo czytam
              Twoje posty o Junko, ale rozstałeś sie z nią chyba kilka lat temu(?)
              • polska_potega_swiatowa Re: Znam potwora z autopsji.... 29.03.08, 09:26
                shangri.la napisała:

                > ....swego czasu korespondowaliśmy na ten ten temat, Waldi:)
                > Ty sam również wymieniałeś z nim (uhm) argumenty na forum, kiedy
                > Cię zaatakował.

                Tak, pamietam...poznalas go poprzez internet, prawda?


                > P.S. Jak długo to trwa? Jestem na tym forum dwa lata i tak samo
                > długo czytam Twoje posty o Junko, ale rozstałeś sie z nią chyba
                > kilka lat temu(?)

                raczej blizej....9 lat temu. Beznadziejna sytuacja byla z ta Junko,
                niby poczatek calkiem fajny, ale wkrotce potem samo czekanie. W
                rezultacie okazalo sie ze czekalem 2 lata na 7-9 dniowe spotkanie z
                Junko, w celach turystyczno-seksualnych. W miedzyczasie zdarzylem ja
                znienawidzic, i nie chcialem wiecej czekac na co?

                A w perspektywie bylo nastepne 3 lata znajomosci na odleglosc, ale
                tez zadnych gwarancji na to ze wogole sie z nia spotkam, i ile razy.
                Wkurzam sie na sama mysl o tym. Ale mysle ze jedyna rzecza ktora
                moglem zrobic to odejsc. I tak to bylo malo, jako moj rewanz za jej
                chamstwo.
                • shangri.la Re: Znam potwora z autopsji.... 29.03.08, 09:30
                  Tak, potwora poznałam na forum Samotni. Dlaczego? (nieistniejące już,na szczeście:)
                  Dziewięć lat?! Waldi.....szkoda życia na pamięć o wredocie(!)
                  Trzymaj się;)))
            • mar.celia Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 09:37
              Tak naprawdę to o związku można mówić wtedy jak się ze sobą mieszka
              lub widuje dość często.Dla mnie to jakiś mit który sobie tworzysz
              żeby rozpamiętywać.Kobieta mogła nie kochać juz ,albo jeszcze, ale
              od razu potwór?
              A jeśli była taka zła to dlaczego nie zapomnisz i nie zakochasz się
              w innej?

              Ja też mój pierwszy związek przeżyłam bardzo bolesnie a dziś wiem że
              facet nie był nic wart i że nie warto było cierpieć ani tęsknić.
              Oczywiście gdyby nie zrobił tylu bolesnych rzeczy pewnie dalej
              bylibysmy razem i bym go kochała ale zrobił wszystko żeby miłość
              zniszczyć.Dziś bym go nawet spotkać nie chciała.
              Ale potem zakochałam się w innych, aż spotkałam mojego byłego męża.
              • mar.celia Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 09:50
                O miłości można mówić wtedy gdy sie przeżyje razem kawałek życia.
                Na odległość to tylko marzenie o miłości.Moje znacznie młodsze
                koleżanki i koledzy już patrzą na to tak:nie obiecują sobie nic albo
                wręcz zrywają gdy mają być daleko od siebie.Zresztą młodzi ludzie
                dziś widzą wszystko o wiele prościej i mniej skomplikowanie.Nie w
                Polsce oczywiście.
                • shangri.la Re: Ech.... 29.03.08, 09:57
                  Na szczęście, na całym świecie są też normalni, młodzi i starzy ludzie, którzy
                  nie bawią się innymi, nie kłamią , nie krzywdzą i nie traktują innych
                  instrumentalnie.
                  Subkultura "easy come, easy go" to moralny margines.
                  • mar.celia Re: Ech.... 29.03.08, 10:02
                    shangri.la napisała:

                    > Na szczęście, na całym świecie są też normalni, młodzi i starzy
                    ludzie, którzy
                    > nie bawią się innymi, nie kłamią , nie krzywdzą i nie traktują
                    innych
                    > instrumentalnie.
                    > Subkultura "easy come, easy go" to moralny margines.

                    O tych w moim wieku i starszych nie piszę , bo wszyscy są w udanych
                    związkach.
                    Nie nadaję sie do pocieszania innych.Zastanawiam sie tylko czy ma
                    sens pocieszanie w tym przypadku?To chyba nic nie zmieni.
                    • polska_potega_swiatowa Re: Ech.... 29.03.08, 10:12
                      mar.celia napisała:

                      > O tych w moim wieku i starszych nie piszę , bo wszyscy są w
                      > udanych związkach.

                      Jesli oni naprawde sa ze soba wg zasady "wszystko prosto i nie
                      skomplikowane", pozostaje jedynie zyczyc im zeby ktores nie
                      zachorowalo na przewlekla chorobe, lub mialo powazne klopoty,
                      zdrowotne, prawne czy tez finansowe...

                      Bo wtedy dla partnera/ki "latwiej i mniej skomplikowanie" bedzie po
                      prostu odejsc a nie meczyc sie z druga osoba i dla niej poswiecac.


                      > Nie nadaję sie do pocieszania innych.Zastanawiam sie tylko czy ma
                      > sens pocieszanie w tym przypadku? To chyba nic nie zmieni.

                      Nie chodzi o pocieszenie, chodzi o motywacje (ze to co sie zrobilo
                      bylo dobre) i spojrzenie na ta sytuacje z perspektywy (innych).
                      Czesto pomaga.
                      • mar.celia Re: Ech.... 29.03.08, 10:16
                        polska_potega_swiatowa napisał:

                        > mar.celia napisała:
                        >
                        > > O tych w moim wieku i starszych nie piszę , bo wszyscy są w
                        > > udanych związkach.
                        >
                        > Jesli oni naprawde sa ze soba wg zasady "wszystko prosto i nie
                        > skomplikowane", pozostaje jedynie zyczyc im zeby ktores nie
                        > zachorowalo na przewlekla chorobe, lub mialo powazne klopoty,
                        > zdrowotne, prawne czy tez finansowe...
                        >
                        > Bo wtedy dla partnera/ki "latwiej i mniej skomplikowanie" bedzie
                        po
                        > prostu odejsc a nie meczyc sie z druga osoba i dla niej poswiecac.
                        >


                        >
                        Nie rozumiem o czym piszesz.



                        > > Nie nadaję sie do pocieszania innych.Zastanawiam sie tylko czy
                        ma
                        > > sens pocieszanie w tym przypadku? To chyba nic nie zmieni.
                        >
                        > Nie chodzi o pocieszenie, chodzi o motywacje (ze to co sie zrobilo
                        > bylo dobre) i spojrzenie na ta sytuacje z perspektywy (innych).
                        > Czesto pomaga.
                        >
                        >

                        Nie lepiej poprostu zapomnieć?
                        • polska_potega_swiatowa Re: Ech.... 29.03.08, 10:31
                          mar.celia napisała:

                          > polska_potega_swiatowa napisał:
                          > > Jesli oni naprawde sa ze soba wg zasady "wszystko prosto i nie
                          > > skomplikowane", pozostaje jedynie zyczyc im zeby ktores nie
                          > > zachorowalo na przewlekla chorobe, lub mialo powazne klopoty,
                          > > zdrowotne, prawne czy tez finansowe...
                          > > Bo wtedy dla partnera/ki "latwiej i mniej skomplikowanie" bedzie
                          > > po prostu odejsc a nie meczyc sie z druga osoba i dla niej
                          > > poswiecac.

                          > Nie rozumiem o czym piszesz.

                          No tak, to samo powiesz swojemu perfekcyjnemu "bezproblemowemu"
                          chlopakowi jak juz z sobie bedziecie pare lat, a ze ludzie sie
                          zmieniaja i zycie zwykle sie bardziej komplikuje z uplywem lat a nie
                          robi prostrze.


                          > Nie lepiej poprostu zapomnieć?

                          Tak, na pewno jest lepiej, ale czy latwiej? Swoja droga jak bylem
                          mlodszy i bardziej naiwy to tez wydawalo mi sie wszystko "proste i
                          bezproblemowe"...

                          • mar.celia Re: Ech.... 29.03.08, 11:48
                            polska_potega_swiatowa napisał:

                            >
                            > No tak, to samo powiesz swojemu perfekcyjnemu "bezproblemowemu"
                            > chlopakowi jak juz z sobie bedziecie pare lat, a ze ludzie sie
                            > zmieniaja i zycie zwykle sie bardziej komplikuje z uplywem lat a
                            nie
                            > robi prostrze.
                            >

                            Każdy jest skomplikowany.Życie jest skomplikowane.
                            Jeśli czegoś nie rozumiem to zapytam.Nie zawsze mam odwagę.
                            >
                            > > Nie lepiej poprostu zapomnieć?
                            >
                            > Tak, na pewno jest lepiej, ale czy latwiej? Swoja droga jak bylem
                            > mlodszy i bardziej naiwy to tez wydawalo mi sie wszystko "proste i
                            > bezproblemowe"...
                            >
                            Nic nie jest proste i bezproblemowe.Staram się szukać prostych
                            odpowiedzi na proste pytania i prostych rozwiązań na skomplikowane
                            problemy.To moj sposób na przetrwanie.Żeby się nie pogubić i nie
                            cierpieć.
                            • polska_potega_swiatowa Re: Ech.... 29.03.08, 12:10
                              mar.celia napisała:

                              > Nic nie jest proste i bezproblemowe.Staram się szukać prostych
                              > odpowiedzi na proste pytania i prostych rozwiązań na skomplikowane
                              > problemy.To moj sposób na przetrwanie.Żeby się nie pogubić i nie
                              > cierpieć.

                              Mysle ze moja ex miala dokladnie podobny do Twojego sposob myslenia,
                              jesli trzeba bylo cos zdecydowac to zawsze zadecydowala tak zeby jej
                              bylo latwiej, a ja mialem sie do tego dopasowac.

                              Bo ona wcale nie rezygnowala z naszej znajomosci, tylko niestety
                              nasza znajomosc przechodzila na dalszy plan, liczyla sie dla niej
                              tylko jej kariera, wyjazd z Japoni do USA, szkola, i oczywiscie
                              wszystkie poswiecenia w naszym zwiazku mialem ponoscic ja...


                              > To moj sposób na przetrwanie. Żeby się nie pogubić i nie cierpieć.

                              Cierpiec osobno jest bardzo zle, cierpienie razem wogole nie jest
                              cierpieniem...


                              • mar.celia Re: Ech.... 29.03.08, 12:22
                                polska_potega_swiatowa napisał:

                                > mar.celia napisała:
                                >
                                > > Nic nie jest proste i bezproblemowe.Staram się szukać prostych
                                > > odpowiedzi na proste pytania i prostych rozwiązań na
                                skomplikowane
                                > > problemy.To moj sposób na przetrwanie.Żeby się nie pogubić i nie
                                > > cierpieć.
                                >
                                > Mysle ze moja ex miala dokladnie podobny do Twojego sposob
                                myslenia,
                                > jesli trzeba bylo cos zdecydowac to zawsze zadecydowala tak zeby
                                jej
                                > bylo latwiej, a ja mialem sie do tego dopasowac.
                                >
                                > Bo ona wcale nie rezygnowala z naszej znajomosci, tylko niestety
                                > nasza znajomosc przechodzila na dalszy plan, liczyla sie dla niej
                                > tylko jej kariera, wyjazd z Japoni do USA, szkola, i oczywiscie
                                > wszystkie poswiecenia w naszym zwiazku mialem ponoscic ja...
                                >
                                >
                                > > To moj sposób na przetrwanie. Żeby się nie pogubić i nie
                                cierpieć.
                                >
                                > Cierpiec osobno jest bardzo zle, cierpienie razem wogole nie jest
                                > cierpieniem...
                                >
                                >
                                A ja myslę że mi przypisujesz cechy , których nie mam.
                                Kompromis polega na uwzględnieniu tego czego chcą obie strony a nie
                                tylko jedna ze stron.
                                • polska_potega_swiatowa Re: Ech.... 29.03.08, 12:28
                                  > A ja myslę że mi przypisujesz cechy , których nie mam.

                                  Sorry, nie mialem zamiaru, ale opieralem sie jedynie na tym co
                                  mowilas.

                                  > Kompromis polega na uwzględnieniu tego czego chcą obie strony a
                                  > nie tylko jedna ze stron.

                                  takiego slowa niestety nie bylo w slownictwie mojej ex. No
                                  compromise, just what Junko wants. If Waldek want's something, it
                                  not good ;)
                  • polska_potega_swiatowa Re: Ech.... 29.03.08, 10:07
                    shangri.la napisała:

                    > Na szczęście, na całym świecie są też normalni, młodzi i starzy
                    > ludzie, którzy nie bawią się innymi, nie kłamią , nie krzywdzą i
                    > nie traktują innych instrumentalnie.
                    > Subkultura "easy come, easy go" to moralny margines.

                    Dokladnie, podpisuje sie pod tym co napisalas dwoma rekoma :)
                • polska_potega_swiatowa tzw: "wszystko prosto i mniej skomplikowanie" 29.03.08, 10:04
                  mar.celia napisała:

                  > O miłości można mówić wtedy gdy sie przeżyje razem kawałek życia.

                  Pewnie, a przezywasz go z kims kto "wsiadl przypadkiem do tego
                  samego pociagu". Wszystko latwo, bezproblemowo...


                  > Na odległość to tylko marzenie o miłości.Moje znacznie młodsze
                  > koleżanki i koledzy już patrzą na to tak:nie obiecują sobie nic
                  > albo wręcz zrywają gdy mają być daleko od siebie.Zresztą młodzi
                  > ludzie dziś widzą wszystko o wiele prościej i mniej
                  > skomplikowanie. Nie w Polsce oczywiście.

                  Tak, znam takich ludzi (moich znajomych Amerykanow). Dziala to mniej
                  wiecej tak: Ja jestem Johny ty jestes Jane. Mieszkamy w sasiedztwie,
                  chodzimy do tej samej szkoly. Ja mam peniska, ty masz mala. Jestesmy
                  dojrzali seksualnie. Wiec jestesmy razem, slub, a potem, rzeczy sie
                  komplikuja, np klopoty finansowe, albo seks nie jest juz taki
                  pasjonujacy, wiec dowidzenia. Wszystko "prosto i mniej
                  skomplikowanie" :)
                  • mar.celia Re: tzw: "wszystko prosto i mniej skomplikowanie" 29.03.08, 10:11
                    Nieprawda.
                    Jest zupełnie , zupełnie inaczej.Ale nie ważne.Nie będę sie
                    rozpisywać.Jak bym tak chciała opisać w kilku zdaniach każdą z osób
                    które poznałam , nie starczyłoby miejsca na forum.
                    Ludzie nie są zli.Trzeba umieć na nich patrzeć.
                    • polska_potega_swiatowa dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?:) 29.03.08, 10:25
                      mar.celia napisała:

                      > Nieprawda.
                      > Jest zupełnie , zupełnie inaczej.Ale nie ważne.Nie będę sie
                      > rozpisywać.Jak bym tak chciała opisać w kilku zdaniach każdą z
                      > osób które poznałam , nie starczyłoby miejsca na forum.
                      > Ludzie nie są zli.Trzeba umieć na nich patrzeć.

                      No chyba łaski mi nie robisz ze wogole ze mna rozmawiasz...:)
                      Przeciez po to jest forum, zeby rozmawiac dobrowolnie, zwykle z
                      zupelnie obcymi ludzmi na drugim krancu kraju lub swiata..

                      Moja droga, jesli masz takie "proste i niespomplikowane" podejscie
                      do zycia i do zwiazkow miedzy dwoja ludzmi, to pozostaje mi tylko
                      zyczyc tobie zebys kiedys nie byla w potrzebie. Wiem, tobie wydaje
                      sie ze wygoda i zbierznosc celow to podstawa zwiazku, problem w tym
                      ze ludzie i priorytety sie zmieniaja. Czasami ktos zaczyna zle a
                      potem jest z tego trwaly i wartosciowy zwiazek, a czaczami ktos
                      zaczyna perfekcyjnie "prosto i nieskomplikowanie" a potem z tego nie
                      ma nic.

                      • mar.celia Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 11:15
                        polska_potega_swiatowa napisał:

                        > No chyba łaski mi nie robisz ze wogole ze mna rozmawiasz...:)
                        > Przeciez po to jest forum, zeby rozmawiac dobrowolnie, zwykle z
                        > zupelnie obcymi ludzmi na drugim krancu kraju lub swiata..

                        Nie chciałam zalewać Twojego wątku moimi opisami.To wszystko.


                        > Moja droga, jesli masz takie "proste i niespomplikowane" podejscie
                        > do zycia i do zwiazkow miedzy dwoja ludzmi, to pozostaje mi tylko
                        > zyczyc tobie zebys kiedys nie byla w potrzebie. Wiem, tobie wydaje
                        > sie ze wygoda i zbierznosc celow to podstawa zwiazku, problem w
                        tym
                        > ze ludzie i priorytety sie zmieniaja. Czasami ktos zaczyna zle a
                        > potem jest z tego trwaly i wartosciowy zwiazek, a czaczami ktos
                        > zaczyna perfekcyjnie "prosto i nieskomplikowanie" a potem z tego
                        nie
                        > ma nic.

                        Życie jest tak skomplikowane i niesie ze sobą tyle trudnych
                        problemów , że należy na nie patrzeć w sposób jak najprostrzy.
                        Za proste i nieskomplikowane uważam podejście do każdego człowieka z
                        osobna w sposób otwarty.Np. Jeśli kogoś nie znasz to nie narzucaj mu
                        swoich schematów myslenia i widzenia świata.Możesz się nimi z kimś
                        dzielić , albo zrozumie albo nie , albo cos wezmie z tego dla siebie
                        albo nie.

                        Nie ma perfekcyjnych ludzi i perfekcyjnych związków.
                        Tak jak nie ma złych ludzi.Kazdy ma i wady i zalety.
                        Jeżeli kolega , którego znałam wie że nie nadaje sie do związku , bo
                        często zmienia kobiety , to nie komplkuje żadnej kobiecie życia ,
                        tylko żyje sam i ma coraz to nowe kobiety.(To jeden z przykladów)
                        Jesli dwoje bardzo młodych ludzi wie że nie będą się widziec przez
                        rok lub dwa , to ze sobą rozmawiają i kończą relacje.Boli , ale nie
                        ma potem czekania , rozczarowań i zdrad.
                        Jesli dwoje młodych ludzi jest już ze sobą rok lub dwa i sie kochają
                        to a jedno wyjeżdza na pół roku w ramch studiów do innego kraju , to
                        ustalają że będą się widywać raz w miesiącu.Ona nie może pracować ,
                        bo studiuje i w ramach woluntariatu opiekuje sie upośledzonymi
                        dziecmi , więc on po wyjeżdzie studuje i znajduje sobie pracę żeby
                        stać ich było na te comiesięczne spotkania.
                        I to są przykłady prostych rozwiązań , które znalezli ludzie ,
                        których znałam osobiście.

                        • polska_potega_swiatowa Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 11:39
                          mar.celia napisała:

                          > Nie chciałam zalewać Twojego wątku moimi opisami.To wszystko.

                          Bez przesady po to jest forum...

                          > Za proste i nieskomplikowane uważam podejście do każdego człowieka
                          > z osobna w sposób otwarty. Np. Jeśli kogoś nie znasz to nie
                          > narzucaj mu swoich schematów myslenia i widzenia świata.Możesz się
                          > nimi z kimś dzielić , albo zrozumie albo nie , albo cos wezmie z
                          > tego dla siebie albo nie.

                          Latwo powiedziec, gorzej zrobic...
                          Na przyklad, ja sadzilem ze to Junko narzuca mi swoj chlod i
                          powsciagliwosc, choc sama z nieukrywana radoscia konsumuje moja
                          milosc do niej, wiec powiedzialem jej ze "(o uczuciach) rozmawia sie
                          z nia jak ze sciana". A ona uznala to jako maja ingerencje w jej
                          wolnosc, i jako jako nadmierna zaborczosc z mojej strony.

                          Choc, wcale sie nie narzucalem, bo jakby nie bylo to z jej incjatywy
                          poszlismy do lozka. Ona powiedziala mi ze "chce zebysmy byli razem,
                          byli kochankami/chlopakiem i dziewczyna". Gdy wyjezdzalem pytala sie
                          mnie czy na nia poczekam, i prosila mnie o to zebym czekal. Po tym
                          jak powiedzialem ze ja kocham, a ona nic, tylko ze chce wyjsc za maz
                          dopiero jak bedzie miala 27 lat, czyli 8 lat pozniej. Choc wcale nie
                          prosilem przeciez jej o reke, ale widocznie co kraj to obyczaj... :)

                          I jak tutaj nie narzucac sie drugiej osobie gdy oboje strony
                          wykazuja chec bycia razem, jesli ona prosi mnie zebym na nia czekal
                          2-5 lat, spotykajac sie tylko na krotkie wakacje, to chyba trudno
                          jest nic nie oczekiwac w zamian...
                          • mar.celia Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 12:04
                            polska_potega_swiatowa napisał:

                            >
                            > Latwo powiedziec, gorzej zrobic...
                            > Na przyklad, ja sadzilem ze to Junko narzuca mi swoj chlod i
                            > powsciagliwosc, choc sama z nieukrywana radoscia konsumuje moja
                            > milosc do niej, wiec powiedzialem jej ze "(o uczuciach) rozmawia
                            sie
                            > z nia jak ze sciana". A ona uznala to jako maja ingerencje w jej
                            > wolnosc, i jako jako nadmierna zaborczosc z mojej strony.
                            >
                            > Choc, wcale sie nie narzucalem, bo jakby nie bylo to z jej
                            incjatywy
                            > poszlismy do lozka. Ona powiedziala mi ze "chce zebysmy byli
                            razem,
                            > byli kochankami/chlopakiem i dziewczyna". Gdy wyjezdzalem pytala
                            sie
                            > mnie czy na nia poczekam, i prosila mnie o to zebym czekal. Po tym
                            > jak powiedzialem ze ja kocham, a ona nic, tylko ze chce wyjsc za
                            maz
                            > dopiero jak bedzie miala 27 lat, czyli 8 lat pozniej. Choc wcale
                            nie
                            > prosilem przeciez jej o reke, ale widocznie co kraj to
                            obyczaj... :)
                            >
                            > I jak tutaj nie narzucac sie drugiej osobie gdy oboje strony
                            > wykazuja chec bycia razem, jesli ona prosi mnie zebym na nia
                            czekal
                            > 2-5 lat, spotykajac sie tylko na krotkie wakacje, to chyba trudno
                            > jest nic nie oczekiwac w zamian...

                            Dwa i pół roku to długo.W takich sytuacjach lepiej jest szukać
                            kompromisu , wypracować kompromis , żeby widywać się częściej.
                            Pójście do łózka przyćmiewa często obraz drugiej osoby , utrudnia
                            poznanie.Widzimy to co chcemy widzieć.Ale nie ma na to regół.
                            Z moim byłym mężem poszliśmy do łózka pierwszego dnia jak się
                            poznalismy , nie od razu , po całym pięknie spędzonym dniu i długich
                            rozmowach.Nie wiedzieliśmy czy się spotkamy jeszcze czy nie , a
                            bylismy ze sobą 9 lat.I lat potrzebowałam żeby go poznać.On do dziś
                            mnie nie zna , bo nie zadał sobie trudu poznania mnie , opierał sie
                            tylko na schematach.
                            • mar.celia Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 12:18
                              Ps. Pierwsze dwa lata to było życie tu i teraz.Liczyłam się z
                              tym ,że w każdej chcwili może się to skończyć i wiedziałam, że jak
                              się skończy to będę cierpieć.Ale wiedziałam ,że chcę żeby był ciąg
                              dalszy.
                              On też chciał i nawet gdy sie rozstawaliśmy i on był na drugiem
                              końcu świata , była bliskość.Telefony , listy , kwiaty.

                              • polska_potega_swiatowa Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 12:23
                                mar.celia napisała:

                                > Ps. Pierwsze dwa lata to było życie tu i teraz.Liczyłam się z
                                > tym ,że w każdej chcwili może się to skończyć i wiedziałam, że jak
                                > się skończy to będę cierpieć.Ale wiedziałam ,że chcę żeby był ciąg
                                > dalszy.
                                > On też chciał i nawet gdy sie rozstawaliśmy i on był na drugiem
                                > końcu świata , była bliskość.Telefony , listy , kwiaty.

                                "Moglo sie skonczyc" ale jednak to bylo 2 lata, byliscie razem...
                                U nas nie bylo nawet tych 2 lat, anie tez bliskosci emocjonalnej, z
                                jej strony. Cala jej uczuciowosc gdy bylismy razem blisko, to byla
                                gra, Japonczycy to takie malpki, wiedzi jak powinni sie zachowywac,
                                ale tego nie robia. Z uprzejmosci i w celu unikniecia konfrontacji i
                                nieprzyjenych dla siebie sytuacji, w kontaktach z ludzimi z zachodu
                                zachowuja sie po zachodniemu, ale gdy nikt nie patrzy to juz sa
                                soba, zimni i wyrachowani jak skala.
                            • polska_potega_swiatowa Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 12:18
                              no tak Junko wlasciwie sama zaciagla mnie do lozka bo wiedziala ze
                              jestem typem ktory latwo sie uzaleznie od kobiety. I sie uzaleznilem
                              od niej, zakochalem sie w niej.

                              Ona miala mnie na smyczy, i myslala ze to wystarczy, ale ja
                              potrzebowalem prawdziwej milosci, a ona jej nie miala, dla mnie.
                              Chyba wszystko jasne. Jej plany o naszym wspolnym kiedys, gdzies,
                              moze, znowu...sie nie ziscily, bo planowala nasza przyszlosc bez
                              zemnie.

                              • mar.celia Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 12:26
                                polska_potega_swiatowa napisał:

                                > no tak Junko wlasciwie sama zaciagla mnie do lozka bo wiedziala ze
                                > jestem typem ktory latwo sie uzaleznie od kobiety. I sie
                                uzaleznilem
                                > od niej, zakochalem sie w niej.
                                >
                                > Ona miala mnie na smyczy, i myslala ze to wystarczy, ale ja
                                > potrzebowalem prawdziwej milosci, a ona jej nie miala, dla mnie.
                                > Chyba wszystko jasne. Jej plany o naszym wspolnym kiedys, gdzies,
                                > moze, znowu...sie nie ziscily, bo planowala nasza przyszlosc bez
                                > zemnie.
                                >

                                Jesli tak , to po co o tym myślisz?
                                Dlaczego nie znalazłeś sobie innej kobiety?
                                Dlaczego nie znajdziesz teraz?
                                Przeszłość jest przeszłością.Ciągu dalszego tej histori już nie
                                będzie nigdy.

                                Chyba powinieneś sobie na te pytania odpowiedzieć zamiast ciągle
                                rozpamiętywać i utwierdzać się w przekonaniu że była zła.
                              • mar.celia Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 29.03.08, 12:50
                                polska_potega_swiatowa napisał:

                                > no tak Junko wlasciwie sama zaciagla mnie do lozka bo wiedziala ze
                                > jestem typem ktory latwo sie uzaleznie od kobiety. I sie
                                uzaleznilem
                                > od niej, zakochalem sie w niej.
                                >


                                Wiesz co to mnie rozsmieszyło.Nie żebym się smiała z czyjegoś
                                nieszczęścia ale nie jestem w stanie sobie tego wyobrazić.


                                > Ona miala mnie na smyczy, i myslala ze to wystarczy, ale ja
                                > potrzebowalem prawdziwej milosci, a ona jej nie miala, dla mnie.
                                > Chyba wszystko jasne. Jej plany o naszym wspolnym kiedys, gdzies,
                                > moze, znowu...sie nie ziscily, bo planowala nasza przyszlosc bez
                                > zemnie.
                                >
                                Wiesz planować to sobie można pracę i studia.I trudno do kogoś mieć
                                żal , że mysli o przyszłości.
                                • polska_potega_swiatowa Re: dobry poczatek... i gwarancja na cale zycie?: 30.03.08, 05:55
                                  mar.celia napisała:

                                  > > Jej plany o naszym wspolnym kiedys, gdzies, moze, znowu,...sie
                                  > > nie ziscily, bo planowala nasza przyszlosc bez zemnie.

                                  > Wiesz planować to sobie można pracę i studia.I trudno do kogoś
                                  > mieć żal , że mysli o przyszłości.


                                  No wlasnie, ona mysla ze ja bede czekal na nia 2 lata az spotkamy
                                  sie na wakacje, a ona bedzie chodzic do szkoly na drugim krancu
                                  USA , bedziemy sie spotykac raz albo dwa razy na rok... przez
                                  nastepne 3 lata, czyli innymi slowy ja bede urozmaical jej zycie
                                  zabierajac ja na wakacje. A ona bedzie sobie "wolna" i laskawie
                                  czasami zadzwoni do mnie zebym zabral ja na wakacje...

                                  Chyba naprawde nie bylo po co sie wogule spotykac...
    • lacido Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 15:34
      Chyba czas na wyciągniecie wniosków
      Przeczytałam ten watek cały, historii znam więc fragmentarycznie ale
      z tego co przeczytałam wynika ze to historia z zamierzchłej
      przeszłości, która powinna leżeć w zapomnianych zakamarkach
      niepamięci i być pokryta grubą warstwą kurzu. Wiem, wiem, łatwo mi
      mówić bo to mnie nie dotyczy, bo to wielkie uczucie było i bla bla
      bla... Nie rozumiem jak możesz w kółko rozpamiętywać to to rodzaj
      samoumartwienia czy psychicznego masochizmu??
      Może wychodzę w tym momencie na ostatnią wredotę ale wg mnie to
      kompletnie bez sensu. Zazwyczaj prawda leży po środku, uważasz że
      dałeś z siebie wszystko, zrobiłeś co w Twojej mocy jednak nie
      spotkałeś sie z odwzajemnionym uczuciem. Znamy tylko Twoją wersję.
      Wiesz chyba gdzie tkwi błąd więc czas wyciągnąć wnioski i więcej
      tego błędu nie popełnić.
      Niestety życie to nie bajka i czasem obrywa się po d..e tak to już
      jest, ale na tym ono sie nie kończy :) wiesz że rozpamiętując to
      tracisz czas i być może okazje do innego, poważniejszego
      związku/zakładam że nie pałasz nienawiścią do wszystkich kobiet :)/
      Chyba tyle :)))

      Pozdrawiam
      • shangri.la Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 16:02
        Waldi "ułożył sobie życie" i chyba jest nawet szcześliwy , a Jego żal i tęsknota
        za miłością sprzed lat dowodza tylko Jego głębi uczuć , wrażliwości i
        odpowiedzialności za drugiego człowieka.
        Gdyby na świecie było więcej takich porządnych facetów , jak Waldi , kobiety nie
        miały by na kogo narzekać na tym forum.
        Trzymaj się , Waldi:)
        • lacido Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 16:06
          to "chyba" jest wielce mówiące jakoś chyba trudno mu sie z tym pogodzić, nie
          uważam zeby to było takie dobre, wyobrażasz sobie życie z mężczyzna któremu tkwi
          w głowie inna kobieta i rozpamiętuje tak przeszłość?
          Nie wiem czy czytałaś jego wątki na FM, ja miałam wątpliwości czy to jedna osoba
          pisała bo wcale nie wskazywały na glebie uczuć(przynajmniej nie tych
          pozytywnych) i wrażliwość
          • shangri.la Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 16:22
            Waldi, wielkorotnie pisał, że "jest szczęśliwy" na męski sposób domowego szczęścia:)
            Od dwóch lat czytuję Waldiego i wiem, że jego uczucie jest przykładem miłości
            ponadczasowej.
            Takich kochanków jak Waldi i Junko znamy z literatury, ale w realnym życiu też
            ich nie brakuje, chociaż swoje uczucie często skrywają głęboko przed światem i
            ludzką zawiścią.
            • lacido Re: "Nasza piosenka"...okazala sie "nasza" wyrocz 29.03.08, 16:26
              literatura lieraturą a życie życiem, Autora wątku zaczełam
              podczytywać na FM i trudno mi traktować Go jako literackiego
              nieszczęśliwego kochanka, dopiero teraz poznaję inne obilcze :)

              chociaż swoje uczucie często skrywają głęboko przed światem i
              > ludzką zawiścią.

              jakoś melodramatycznie to zbarzmiało. wiekszosc ludzi urywa swe
              uczucia przed innymi albo anoninowo wygaduje sie na forum co ma do
              tego zawisć - nie wiem
              • shangri.la Re: Życie jest melodramatem:) 29.03.08, 16:37
                Przynajmniej dla każdej przeciętnej kobiety:)
                Tak na prawdę tylko po to żyjemy, aby kochać, obdarowywać i troszczyć się o tych
                , których kochamy.
                Cała reszta, z "samorealizacją", pracą zawodową i tzw ambicją , to tylko tematy
                zastępcze lub/ i uzupełniające bogactwo życia wewnętrznego jakie kobieta ma do
                zaoferowania mężczyżnie i dzieciom.

                Zawiść ludzka jest ogromna wobec tych , którzy otwarcie przyznają się do
                włąsnych uczuć.
                Zwróć uwagę , jakie odpowiedzi padają pod adresem kochających latami,
                cierpiacych i wrażliwych ludzi, takich jak Waldi.
                • mar.celia Re: Życie jest melodramatem:) 29.03.08, 18:29
                  A Ty piszesz ksiązki i szukasz tamatów?
                  • shangri.la Re: Życie jest melodramatem:) 29.03.08, 20:25
                    Moje życie było tak inspirujące, że wystarczyło by mi tematów na kilka
                    thrillerów psychologicznych z melodramatycznymi wątkami:)
                • lacido Re: Życie jest melodramatem:) 29.03.08, 22:54
                  shangri.la napisała:

                  > Przynajmniej dla każdej przeciętnej kobiety:)

                  wg mnie to przesada, są upadki z wzloty ale trzeba umieć podnieść sie i iść do
                  przodu :) bywa to trudne ale to jedyne skuteczne rozwiązanie

                  > Tak na prawdę tylko po to żyjemy, aby kochać, obdarowywać i troszczyć się o
                  tych, których kochamy. Cała reszta, z "samorealizacją", pracą zawodową i tzw
                  ambicją , to tylko tematy zastępcze lub/ i uzupełniające bogactwo życia
                  wewnętrznego jakie kobieta ma do zaoferowania mężczyżnie i dzieciom.

                  teraz to dołożyłaś do piece :)))
                  każdy żyję przede wszystkim dla siebie, jak mu ze sobą jest i siebie nie
                  akceptuje to nikt inny mu nie pomoże szkoda wtedy wciągać w to drugą osobę.może
                  brzmi to egoistycznie ale dobrze ilustruje to powiedzenie ze dziecko nie będzie
                  szczęśliwe gdy ma nieszczęśliwą mamę :) i to jest całkowita prawda gdy kobieta
                  się poświecą dziecku, całkowicie mu oddaje to prędzej czy później będzie tego
                  żałować podobnie jest z całkowitym oddaniem się mężczyźnie.


                  > Zawiść ludzka jest ogromna wobec tych , którzy otwarcie przyznają się do
                  włąsnych uczuć Zwróć uwagę , jakie odpowiedzi padają pod adresem kochających
                  latami, cierpiacych i wrażliwych ludzi, takich jak Waldi.

                  jeśli ktoś szuka rady na forum to powinien spodziewać sie niejednego kubła
                  zimnej wody i to niekoniecznie musi być spowodowane zawiścią :)
                  Poza tym wydaje mi sie, że autor wątku nie oczekuje głaskania po główce i słów w
                  stylu: jakiś ty biedny, nieszczęśliwy i pokrzywdzony
        • polska_potega_swiatowa dokladnie Shangri- la, czytasz w moich myslach... 30.03.08, 06:15
          shangri.la napisała:

          > Waldi "ułożył sobie życie" i chyba jest nawet szcześliwy , a Jego
          > żal i tęsknota za miłością sprzed lat dowodza tylko Jego głębi
          > uczuć , wrażliwości i odpowiedzialności za drugiego człowieka.
          > Gdyby na świecie było więcej takich porządnych facetów , jak
          > Waldi , kobiety nie miały by na kogo narzekać na tym forum.
          > Trzymaj się , Waldi:)

          dokladnie czuje tak jak mowisz. Nie jest tak ze "ja nienawidze
          Junko", po prostu na niej sie bardzo zawiodlem. Zawsze ja kochalem,
          i chcialem jak najlepiej dla niej, ale ona moja milosc uwazala ze
          zbyt krepujaca. Uwazala ze jednak moze mnie wykorzystac, przymajac
          mnie na dystans, dozujac mi siebie, w malych dawkach, bo przeciez
          ona tez potrzebowala czasami troche milosci, i adoracji. Ale
          niestety nie wyszlo po jej mysli. Nie chcialem poslusznie czekac
          daleko, i zadowolic sie wspolnymi wakacjami raz na rok.
      • polska_potega_swiatowa Jej wersja: 30.03.08, 06:03
        lacido napisała:

        > Zazwyczaj prawda leży po środku, uważasz że dałeś z siebie
        > wszystko,zrobiłeś co w Twojej mocy jednak nie spotkałeś sie z
        > odwzajemnionym uczuciem. Znamy tylko Twoją wersję. Wiesz chyba
        > gdzie tkwi błąd więc czas wyciągnąć wnioski i więcej tego błędu
        > nie popełnić.

        A jej wersja brzmi; "on mi chcial zabrac wolnosc, bo oczekiwal ze na
        jego uczucie odpowiem uczuciem" i "przeciez obiecalam ze przyjade i
        przyjechalam, obiecalam ze spotkam sie z nim kiedys, i chialam
        spotkac za 2 lata w czasie 7-9 wakacji" oraz "preciez zasluguje na
        to"..?

        No wlasnie, czy ja wedlug ciebie mam uczyc sie na bledach
        polelnionych przez nia?
        • lacido Re: Jej wersja: 30.03.08, 15:27
          nie wiem czy ona popełniła błąd ale Ty niewątpliwe powinieneś mieć nauczkę na
          przyszłość, że jeśli ktoś naprawdę chce to nie ma przeszkód a Ty łudziłeś się,
          że ona chce.
          • polska_potega_swiatowa Re: Jej wersja: 31.03.08, 05:55
            lacido napisała:

            > nie wiem czy ona popełniła błąd ale Ty niewątpliwe powinieneś mieć
            > nauczkę na przyszłość, że jeśli ktoś naprawdę chce to nie ma
            > przeszkód a Ty łudziłeś się, że ona chce.

            Fair enough...Nie da sie ukryc, ze taka jest prawda. Przynajmniej mi
            lzej na sercu ze niczego tak naprawde nie stracilem, oprocz troche
            czasu podczas mojej mlodosci...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka