Dodaj do ulubionych

Jaki widzę Kościół

30.03.13, 11:37
Nieustannie zastanawiam sie nad tak szeroko rozpowszechnionym hasłem - "Żyj i daj zyć innym", bardzo zblizonym do "Róbta co chceta" i jak to sie ma do otaczającej nas rzeczywistości, a konkretnie do odpowiedzi na pytanie czy nalezy reagowac na to, z czym nie zgadzamy sie, na to co uwazam za sprzeczne z zasadami dla mnie waznymi, czy tez po prostu "dac zyc innym". Nawet jezeli to co głoszą jest głeboko sprzeczne z nauczaniem Koscioła do którego, chociazby nominalnie należą.
Chrześcijaństwo rozdarte jest przez nowe podziały. Tym razem nie dotyczą one kwestii dogmatycznych - jak to było w przeszłości - ale stricte moralnych. Chrześcijanie spierają się mianowicie o to, czy dopuścić aborcję, eutanazję a przede wszystkim o to, czy zgodzić się z moralną akceptacją homoseksualizmu.
Nic dziwnego że dzisiejsza wypowiedź abp Hosera jest wręcz dramatyczna:

"- Dramatem polskiego, katolickiego społeczeństwa jest to, że ulega tendencjom przeciwko życiu. Obserwujemy narastający lęk przed życiem, przed przyszłością - mówi "Naszemu Dziennikowi" abp Henryk Hoser, przewodniczący Zespołu Ekspertów ds. Bioetycznych przy KEP. W obszernym wywiadzie porusza też m.in. temat in vitro."

Problem polega na tym, że lekcewazy się wręcz zdanie Koscioła w tych kwestiach. Pomimo tego że to nie tylko wypowiedzi pojedynczych biskupów, o których niektórzy "swiatli" katolicy potrafią lekceważąco wypowiedziec się że to "oszołomy", ale także wypowiedzi zawarte w encyklikach i nauczaniu zwyczajnym Magisterium. Nauczaniu, o kórym można i nalezy dyskutować, ale jak mówi konstytucja "Lumen gentium:

"Wierni zaś winni zgadzać się ze zdaniem swego biskupa w sprawach wiary i obyczajów, wyrazonym w imieniu Chrystusa, i trwac przy nim w religijnej uległości".

Tymczasem mamy do czynienia ze zjawiskiem "kultury wątpienia", obecnej zwłaszcza w świecie mediów. Benedykt XVI w książce "Światlośc świata" bardzo trafnie zdiagnozował takie zjawisko:
"To wszystko są zjawiska, ktore można obserwować jedynie ze smutkiem. Niestety są tak zwani katolicy z zawodu, którzy zyją ze swojego katolickiego wyznania, ale źródło wiary bije w nich bardzo skromnie, to tylko pojedyncze krople. Musimy rzeczywiście się postarać o zmiane tej sytuacji".

Sa to słowa skierowane głównie do świata mediów, ostre ale czy nieprawdziwe? Czy nie jest tak że naciski nawet wobec hierarchii kościelnej nie idą w kierunku splycenia nauczania a wszystko po to aby pokazac światu liberalny wizerunek?

A czego oczekują bardzo często od KOścioła szeregowi katolicy? Liberalizacji nauczania? zgody na szerzone przez tzw. postepowe, laickie środowiska poglądy?

"Bardzo wyraźnie natomiast mogę napisać, że marzy mi się Kościół, który nie będzie bał się nazywać grzechu grzechem, że w imię poprawności politycznej i dominującego (przynajmniej w mediach) światopoglądu nie zrezygnuje ze wspierania mnie, gdy powiem, że uważam, że związki partnerskie nie są dobrym rozwiązaniem, że czynny homoseksualizm to grzech.

Szukam w Kościele ostoi, bo w pracy, świecie już tak łatwo nie mogę tego powiedzieć. Jestem skazana na wyśmianie, oskarżona o ciemnogród, średniowiecze, nietolerancję, homofobię (patrz ostatnia wypowiedź Agnieszki Holland u T. Lisa). "

Tak pisze młoda kobieta w liście o tym jakiego Koscioła oczekuje. To nie jest, moim zdaniem, Kościół funkcjonujący w oparciu o zasadę "żyj i daj innym zyć" to jest Kościół, taki o jakim marzy autorka tego listu. I pod taka wizją Kościoła wiernego zarówno Pismu jak i Tradycji podpisuję się:

"Moim marzeniem jest Kościół, który nigdy nie zrezygnuje z dziesięciu przykazań, który nigdy nie powie: "No cóż, dopuszczamy aborcję, związki partnerskie, homoseksualne, bo świat się zmienia, ludzie się zmieniają, trzeba się reformować, iść z duchem czasu"

Tylko że taka wizja KOścioła jest niesłychanie trudna do realizacji, zwłaszcza jeżeli mamy do czynienia z postawami ludzi będącymi własnie nominalnie chrześcijanami jednoczesnie
posługując się quasi-sloganami chrześcijańskimi, forsują swoje idee, promują antywartości, tolerują, tłumaczą, rozgrzeszają. I to wszystko najczęściej pod przykrywką miłosierdzia, źle rozumianej tolerancji.
Dotyczy to zwłaszcza zagadnien jak najbardziej fundamentalnych moralnie takich jak aborcja, eutanazja, in vitro a szczegolnie moralnej akceptacji homoseksualizmu.
Zwłaszcza w tej ostatniej kwestii nacisk tych środowisk jest tak duży , presja wywierana na Kościół także przez chrzescijan tak potężna, że ludzie wręcz boją sie o tym mowić i to ze strachu przed zaklasyfikowaniem ich jako homofobów.
Przyzwalanie, tolerowanie, i niereagowanie na realizację strategii promocji tęczowego modernizmu, dokonuje się na naszych oczach, nie na zewnątrz, ale wewnątrz.

I na to zgody być nie może.

Obowiązkiem chrześcijanina jest reagować, szybko, efektywnie, nawet ostro, gdy takie zgorszenie wyjdzie na jaw. Bierność i brak reakcji za dużo nas, katolików, kosztowało, Polska goni Hiszpanię, bo na to pozwalamy.

Akceptacja postaw moralnie nagannych staje się coraz bardziej powszechna, wbrew nauczaniu Kościoła. Trzeba rozmawiac i dyskutować o tym co jest niedobre, także i w Kościele, ale właśnie w Kościele, a nie poza nim. Wszyscy tak bardzo zachwycają sie chociazby św. Franciszkiem, ale jakoś ucieka uwadze fakt że on nigdy nie zanegował Kościoła hierarchicznego. Zmieniał Kościół, ale w ramach Kościoła, nie uległ pokusie pychy która skonczyła sie postawieniem się poza Kościołem tak jak wielu ówczesnych reformatorów. Św. Jan od Krzyża spędził sporo czasu w lochach inkwizycji, a jednak nie ulegl pokusie zerwania. Ilu wybitnych teologów przeszło czasem wręcz cierniowa drogę, a pomimo to pozostali w Kościele.
Mnich prawosławny mówi tak:

"Athos nie zajmuje się teologią - jest teologią. Tu nie ma o czym dyskutować. Mnisi nie mają żadnych wątpliwości. Tu się wierzy. Wszystko poza tym jest herezją"

Kościół to nie partia polityczna której zalezy na słupkach popularności. I takim własnie chciałbym go wiedzieć, nie tylko jako instytucję, ale także jako wspólnotę wiernych ktorych celem nie jest ustawiczne podważanie nauczania Kościoła, ale jego tworzenie. Co to bowiem znaczy Kościół postępowy, kościół tradycyjny? ubolewanie nad tymi księzmi ktorzy wyłamują się, bo to oni są tłamszeni, krzywdzeni,?
Nie dostrzeganie obecności sacrum przejawiające się chociazby w lekceważacym odnoszeniu do cudu, relikwii - bo takie to nie nowoczesne. Liturgię traktuje się często jako coś bardzo zewnętrznego, dyskutuje się na oprawą a ucieka sama istota.
O tym mówil także Benedykt XVI, który starał się przywrócić świadomość sacrum, chociażby poprzez to że prosił o przyjmowanie komunii na kolanach, czym także bardzo stanowczo podkreslił znaczenie Tradycji w Kościele.
Myśle że słowa papieża powinny być mottem każdej dyskusji o Kościele:

"Chcę mocno zaakcentować, że powinno być oczywiste: Tu dzieje się coś szczególnego! Tutaj jest obecny Ten, przed ktorym pada się na kolana. Uwazajcie na to!"

Tu się wierzy. Wszystko poza tym jest herezją.
Obserwuj wątek
    • luccio1 Re: Jaki widzę Kościół 30.03.13, 14:09
      > Nic dziwnego że dzisiejsza wypowiedź abp Hosera jest wręcz dramatyczna:
      >
      > "- Dramatem polskiego, katolickiego społeczeństwa jest to, że ulega tendencjom
      > przeciwko życiu. Obserwujemy narastający lęk przed życiem, przed przyszłością -
      > mówi "Naszemu Dziennikowi" abp Henryk Hoser, przewodniczący Zespołu Ekspertów
      > ds. Bioetycznych przy KEP. W obszernym wywiadzie porusza też m.in. temat in vit
      > ro."

      W wypowiedzi ks. biskupa, tak jak ją przytoczyłeś, brak dotkliwie próby odpowiedzi, dlaczego tak jest. Brak nawet samego pytania.

      Jeśli dzisiaj absolwent wyższej uczelni zaczyna karierę zawodową od rejestracji na bezrobociu, jeśli nie ma nawet chwilowego wyjścia w postaci podjęcia studiów na kierunku pokrewnym (bo za drugi kierunek uczelnie każą płacić) - a to akurat mogłoby być dla niego ważnym środkiem pozwalającym zachować wiarę w sens i cel życia;
      jeśli musi pracować za gówniane pieniądze z perspektywą, że to może trwać nawet wiecznie;
      jeśli po studiach nie ma wyjścia jak jechać za granicę i tam budować dalsze życie -

      to nic dziwnego, że niejedni potencjalni rodzice zawahają się, czy w ogóle warto mieć dzieci; czy warto mieć przyszłych bezrobotnych, przyszłych nędzarzy.

      W cytowanej wypowiedzi biskupiej nic z tego nie ma - przynajmniej w Twoim cytacie. Sam problem biskupa nie dotknie - on ma z czego żyć, gdzie mieszkać, ma pozycję społeczną...
      • luccio1 Re: Jaki widzę Kościół 30.03.13, 14:26
        I jeszcze dodatek - do siebie samego wyżej:

        Wypowiedź ks. bpa Hosera, tak jak została przytoczona, jest typowym pokrzykiwaniem. Pokrzykiwaniem - bo tym jest piętnowanie zła bez ujęcia go od korzeni.
        Pokrzykiwanie - oprócz tego, że wyraża pogardę dla ludzi - nie wnosi niczego pozytywnego. Od pokrzykiwania na pewno nikt się nie nawróci.

        Ta wypowiedź stoi w jaskrawym kontraście z tym, co, a przede wszystkim jak mówił Prymas Tysiąclecia. Jeśli On piętnował zło - drążył zawsze jego przyczyny od strony społecznej, od strony warunków, w jakich żyje jednostka, warunków, których sama nie może zmienić.
        Ale to było pokolenie kończące formację za II Rzeczypospolitej.

        Biskupi, jakich mamy dzisiaj, są wychowankami PRL - "krainy cwaniaków".
        Nadzieja w tym, że prędzej lub później przyjdą po nich młodsi, ukształtowani już inaczej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka