yoko_art
26.04.08, 17:09
Problemy w życiu miałam właściwie zawsze.Z ludzmi,ze szkołą,a w
największym stopniu z rodziną, co spowodowało,że zaczęły się w końcu
problemy ze sobą samą.Bo zawsze byłam dziwna -nadwrażliwa,zamknięta
w sobie i żyjąca w innym świecie niż reszta.Miało to pewne plusy, bo
dzięki temu zaczęłam rozwijać swoje zdolności pisarsko-artystyczne i
pogłębiać zainteresowania w stronę kultury,literatury.Jednak i tak,
nawet jeśli miałam znajomych, nie mogłam się nigdzie znalezc.Takie
wciąż nieustające poczucie,że nigdzie nie pasujesz.Przez pewien czas
myślałam o tym, aby się dostosować do tych śmietanek
towarzyskich.Ale wszystkim, którzy próbują, powiem tyle:to raczej
obniża poczucie wartości i nie warto.Zatem od kilku lat żyję sobie
praktycznie sama z sobą,mając niewielką liczbę znajomych, ale te
poczucie wciąż za mną łazi.
Niestety,pójście na studia niczego nie zmieniło.Co gorsza,moje
rozczarowanie życiem dało się jeszcze bardziej złowrogo we znaki-jak
się okazało po kilku miesiącach, polonistyka okazała się dla mnie po
prostu więzieniem, w którym zwykle się duszę.A przecież wiązałam z
tym kierunkiem zupełnie inne nadzieje, miałam nadzieję,że skończę te
studia z poczuciem spożytkowania twórczych i będę mogła pracować
jako dziennikarka kulturalna lub jako menadżer artystyczny.Jednak na
dzień dzisiejszy nie wygląda mi to na realne-uczę się rzeczy,które
mnie nie motywują do dalszych poszukiwań np.gramatyki,bo f.polska
to w końcu nie tylko literatura i dziennikarstwo.Najsmutniejsze jest
w tym wszystkim to,że polonistyka nie była mym największym marzeniem-
kręciło mnie kulturoznastwo i scenografia,ale będąc pewna,że nie mam
szans z dużą ilością kandydatów, nawet na nie nie złożyłam.Wybrałam
polonistykę, bo od dziecka dużo czytałam i pisałam, poza tym na moim
uniwerku była specjalizacja, która mnie interesowała.
Jednak zawiodłam się.Studiuję co prawda wciąż ten kierunek,ale
zbliża się czas rekrutacji i nie daje mi spokoju myśl,czy nie złożyć
na wymarzone kierunki.W sumie mogłabym-co mi szkodzi,ale moi rodzice
mi zabraniają wyjazdu do innego miasta,ciągle mnie wyzywając, a sama
raczej nie mam szans się utrzymać.Boli mnie to, bo dla taty liczą
się pieniądze, a nie moje szczęście.Tymczasem coś mi się zdaje,że na
polonistyce długo nie powegetuję-kiedyś byłam dobrą uczennicą, teraz
za to bardzo się opuściłam w nauce i brak mi zaangażowania.A studia
to przecież poważna sprawa-jeśli się je wybiera, powinno się starać
wynieść z nich jak najwięcej.Chciałabym znowu uczyć się pilnie, mieć
w to wszystko zaangażowanie i odnosić sukcesy,lecz w przypadku błędu
trudno wymagać motywacji.Poza tym, uczucie pustki i depresja męczy
mnie podwójnie.Próbuję je zapełnić swoją twórczością i walić co o
mnie myślą, lecz w głębi duszy jest mi przykro,że nie mam zbyt wielu
bratnich dusz z którymi mogłabym pogadać o czymś więcej niż tylko o
nauce.Widzę ludzi wokół siebie-wszyscy prawie gadają o ciuchach,płci
przeciwnej,nauce itp i mam dość.Jestem zawsze na tym tle dziwakiem,
którego opinie się nie liczą, nieraz wyśmiewanym i obgadywanym przez
tych wszystkich normalnych ludzików, co też powoduje,że nie lubię
życia w stadzie.W domu również wciąż mnie krytykują, a zwłaszcza w
momentach życiowych wyborów, sprzecznych ze zdaniem rodziców, którzy
nie dość,że czepiają się mnie, to jeszcze wzajemnie się nienawidzą.
Taka atmosfera negatywnie na mnie wpływa-zamykam się w sobie i mam
problem z komunikacją z innymi ludzmi.Oczywiście,mam pewne grona, w
których czuję się swobodnie, ale nie ukrywam,że chciałabym wszędzie
czuć się wyluzowana i mieć większą pewność siebie.A przez obecne
studia, gdzie nie mogę się odnalezc, jakoś o to trudno-muszę się
skupić wyłącznie na nauce,a jednak najlepiej pasję i naukę łączyć,by
być zadowolonym z życia, prawda?Stąd bardzo bym chciała studiować -
może jedynie inny kierunek, bardziej twórczy, z tym,że wciąż nie mam
pojęcia czy zrezygnować,czy mam szansę dostać się na inny kierunek,
bo wszystkie wydają mi się bardzo oblegane.Bo pomysłów mi nie brak -
piszę wiersze,prozę,recenzje, fotografuję,kręci mnie literatura,film
czy teatr, kocham podróże i polskie zamki,zanim poszłam na studia
nieco malowałam i rysowałam,lubię też tańczyć i śpiewać, interesują
mnie różne kultury.Nie ukrywam,że w przyszłości chciałabym się tym
zajmować, mimo,że ktoś pomyśli sobie, że jestem głupią idealistką i
w czasach wyścigu szczurów tak żyć nie można.
Zastanawiam się tylko czy mam szansę te marzenia zrealizować
z moją depresją,lękami,rodzicami,zgubioną drogą życia i błędami
przeszłości.Bo umrzeć już próbowałam i zwyczajnie nie wyszło.Poza
tym,gdzieś w głębi duszy chyba jednak chcę żyć.Tylko jak to ułożyć
od nowa ? Dobre pytanie na sobotnie popołudnie, heh.