Wieża melancholii

26.04.08, 17:09
Problemy w życiu miałam właściwie zawsze.Z ludzmi,ze szkołą,a w
największym stopniu z rodziną, co spowodowało,że zaczęły się w końcu
problemy ze sobą samą.Bo zawsze byłam dziwna -nadwrażliwa,zamknięta
w sobie i żyjąca w innym świecie niż reszta.Miało to pewne plusy, bo
dzięki temu zaczęłam rozwijać swoje zdolności pisarsko-artystyczne i
pogłębiać zainteresowania w stronę kultury,literatury.Jednak i tak,
nawet jeśli miałam znajomych, nie mogłam się nigdzie znalezc.Takie
wciąż nieustające poczucie,że nigdzie nie pasujesz.Przez pewien czas
myślałam o tym, aby się dostosować do tych śmietanek
towarzyskich.Ale wszystkim, którzy próbują, powiem tyle:to raczej
obniża poczucie wartości i nie warto.Zatem od kilku lat żyję sobie
praktycznie sama z sobą,mając niewielką liczbę znajomych, ale te
poczucie wciąż za mną łazi.

Niestety,pójście na studia niczego nie zmieniło.Co gorsza,moje
rozczarowanie życiem dało się jeszcze bardziej złowrogo we znaki-jak
się okazało po kilku miesiącach, polonistyka okazała się dla mnie po
prostu więzieniem, w którym zwykle się duszę.A przecież wiązałam z
tym kierunkiem zupełnie inne nadzieje, miałam nadzieję,że skończę te
studia z poczuciem spożytkowania twórczych i będę mogła pracować
jako dziennikarka kulturalna lub jako menadżer artystyczny.Jednak na
dzień dzisiejszy nie wygląda mi to na realne-uczę się rzeczy,które
mnie nie motywują do dalszych poszukiwań np.gramatyki,bo f.polska
to w końcu nie tylko literatura i dziennikarstwo.Najsmutniejsze jest
w tym wszystkim to,że polonistyka nie była mym największym marzeniem-
kręciło mnie kulturoznastwo i scenografia,ale będąc pewna,że nie mam
szans z dużą ilością kandydatów, nawet na nie nie złożyłam.Wybrałam
polonistykę, bo od dziecka dużo czytałam i pisałam, poza tym na moim
uniwerku była specjalizacja, która mnie interesowała.

Jednak zawiodłam się.Studiuję co prawda wciąż ten kierunek,ale
zbliża się czas rekrutacji i nie daje mi spokoju myśl,czy nie złożyć
na wymarzone kierunki.W sumie mogłabym-co mi szkodzi,ale moi rodzice
mi zabraniają wyjazdu do innego miasta,ciągle mnie wyzywając, a sama
raczej nie mam szans się utrzymać.Boli mnie to, bo dla taty liczą
się pieniądze, a nie moje szczęście.Tymczasem coś mi się zdaje,że na
polonistyce długo nie powegetuję-kiedyś byłam dobrą uczennicą, teraz
za to bardzo się opuściłam w nauce i brak mi zaangażowania.A studia
to przecież poważna sprawa-jeśli się je wybiera, powinno się starać
wynieść z nich jak najwięcej.Chciałabym znowu uczyć się pilnie, mieć
w to wszystko zaangażowanie i odnosić sukcesy,lecz w przypadku błędu
trudno wymagać motywacji.Poza tym, uczucie pustki i depresja męczy
mnie podwójnie.Próbuję je zapełnić swoją twórczością i walić co o
mnie myślą, lecz w głębi duszy jest mi przykro,że nie mam zbyt wielu
bratnich dusz z którymi mogłabym pogadać o czymś więcej niż tylko o
nauce.Widzę ludzi wokół siebie-wszyscy prawie gadają o ciuchach,płci
przeciwnej,nauce itp i mam dość.Jestem zawsze na tym tle dziwakiem,
którego opinie się nie liczą, nieraz wyśmiewanym i obgadywanym przez
tych wszystkich normalnych ludzików, co też powoduje,że nie lubię
życia w stadzie.W domu również wciąż mnie krytykują, a zwłaszcza w
momentach życiowych wyborów, sprzecznych ze zdaniem rodziców, którzy
nie dość,że czepiają się mnie, to jeszcze wzajemnie się nienawidzą.
Taka atmosfera negatywnie na mnie wpływa-zamykam się w sobie i mam
problem z komunikacją z innymi ludzmi.Oczywiście,mam pewne grona, w
których czuję się swobodnie, ale nie ukrywam,że chciałabym wszędzie
czuć się wyluzowana i mieć większą pewność siebie.A przez obecne
studia, gdzie nie mogę się odnalezc, jakoś o to trudno-muszę się
skupić wyłącznie na nauce,a jednak najlepiej pasję i naukę łączyć,by
być zadowolonym z życia, prawda?Stąd bardzo bym chciała studiować -
może jedynie inny kierunek, bardziej twórczy, z tym,że wciąż nie mam
pojęcia czy zrezygnować,czy mam szansę dostać się na inny kierunek,
bo wszystkie wydają mi się bardzo oblegane.Bo pomysłów mi nie brak -
piszę wiersze,prozę,recenzje, fotografuję,kręci mnie literatura,film
czy teatr, kocham podróże i polskie zamki,zanim poszłam na studia
nieco malowałam i rysowałam,lubię też tańczyć i śpiewać, interesują
mnie różne kultury.Nie ukrywam,że w przyszłości chciałabym się tym
zajmować, mimo,że ktoś pomyśli sobie, że jestem głupią idealistką i
w czasach wyścigu szczurów tak żyć nie można.

Zastanawiam się tylko czy mam szansę te marzenia zrealizować
z moją depresją,lękami,rodzicami,zgubioną drogą życia i błędami
przeszłości.Bo umrzeć już próbowałam i zwyczajnie nie wyszło.Poza
tym,gdzieś w głębi duszy chyba jednak chcę żyć.Tylko jak to ułożyć
od nowa ? Dobre pytanie na sobotnie popołudnie, heh.
    • anidobraanizla Re: Wieża melancholii 26.04.08, 17:17
      W wielu sprawach, mam podobnie do Ciebie. No, przede wszystkim,
      jestem "inna".

      Jeśli chcesz mieć coś z życia, to MUSISZ robić to, co lubisz.
      Prędzej czy później, osiągniesz co zamierzasz. A rodzice mają
      obowiązek Cię utrzymywać, póki studiujesz.

      I masz rację, że dostosowywanie się do innych, obniża samoocenę.
      Inni Cię nie akceptują? To łaski bez! Lepiej być samemu, niż z byle
      kim, kto pewnie nawet sobą nie jest i żyje pod publiczkę.
      • yoko_art Re: Wieża melancholii 26.04.08, 17:49
        Tak, ja w sumie nauczyłam się żyć z tą samotnoscią.Pewnie,że nieraz
        mi przykro,że jestem 'inna', że dużo osób traktuje mnie jak wariatkę
        chorą psychicznie,ale z drugiej strony nie potrafiłabym chyba żyć z
        dnia na dzień, bez pasji i prawdziwego celu.

        Może w pewnym sensie mam takie typowe marzenia jak studia,paczka
        przyjaciół,miłość,ale zarazem mam trudny charakter, jestem bardzo
        niespokojnym duchem,wrażliwym i impulsywnym, który nie może znalezc
        się wszędzie, a ma tylko wybrane kierunki np.studiów.Być może stąd
        polonistyka okazała się dla mnie kierunkiem zbyt "uporządkowanym" i
        teoretycznym?W końcu zawsze wolałam podróże, twórczość od wkuwania
        regułek.

        Z rodzicami szkoda gadać.Ten dom mnie wyniszcza psychicznie, jest
        toksyczny.Kiedy wszystko jest zgodne z życzeniami rodziców panuje w
        nim sielanka, wystarczy tylko moje inne zdanie i od razu wszystko
        przeradza się w stek wyzwisk, szantaży itp.
        • anidobraanizla Re: Wieża melancholii 26.04.08, 17:56
          Ja jestem bardzo emocjonalna, dlatego inni uważają mnie za "trudną".
          I nietolerancyjną, bo akceptuję w innych właściwie wszystko, oprócz
          fałszu, nielojalności i braku szacunku.

          Nie potrafię robić czegoś, co mnie nie intersuje. Zwyczajnie, tego
          nie zrobię.

          "Jeśli dziesięć osób mówi ci, że jesteś dziwny, to znaczy, że
          naprawdę są idiotami" :)
          • yoko_art Re: Wieża melancholii 26.04.08, 18:07
            Ja kieruję się podobnymi wartościami w życiu jak Ty, zwłaszcza nie
            cierpię fałszu i brak szacunku dla drugiego człowieka.Emocjonalna
            jestem również, choć ostatnimi czasy już nie umiem okazywać po sobie
            co czuję.Może dlatego,że nie ufam ludziom?

            Tak czy siak,serce nadal mam wielkie.Tak samo plany, inspiracje,
            marzenia.Tylko trochę mi ciężko dlatego,że zgubiłam się w drodze do
            celu i skupiłam się na czymś, co w ogóle mnie nie cieszy...
            • anidobraanizla Re: Wieża melancholii 26.04.08, 18:17
              Na samotność niewiele można poradzić, ale o karierę walczymy sami.
              Dlatego, nie zastanawiaj się i rób co kochasz. To jedyny, prawidłowy
              wybór.
    • anaisanais Re: Wieża melancholii 27.04.08, 00:30
      Alez dziwczyno masz ogromne szczescie ze masz w sobie tyle pasji i zainteresowan
      i tyle energii zeby to realizowac. Musisz za tym podazac koniecznie i wierze ze
      ci sie uda. A to ze masz depresyjne mysli - moze twoje pasje wlasnie cie
      wyciagna z tego?
      Mylse ze wrazliwcom i outsiderom jest trudniej ale z drugiej strony ta
      wrazliwosc pomaga ci sie ksztaltowac. Masz swoje grupy przyjaciol i pozostan
      przy nich, mysle ze nie ma co sie szarpac z tym wyluzowaniem wsrod innych ktorzy
      byc moze cie nie rozumieja. Wielu tworczych ludzi, pisarzy i artystow cierpialo
      meki z powodu wrazliwosci i innosci ale to wlasnie ona dala im talent i
      wielkosc. Pielegnuj to w sobie. I nie daj sie.
      Powodzenia
    • elissa2 Re: Wieża melancholii 27.04.08, 00:40
      Między żarem słów , a słów tych cieniem
      między śmiechem a westchnieniem
      między każdą chwilą smutku i radości
      krąży muza pomyślności
      poszukaj , zawołaj ją na kuszenie
      nowych dni , pięknych chwil
      przyniesie taki uśmiech , co da ci natchnienie
      co doda SIŁ, NA WIĘCEJ SIŁ!

      pl.youtube.com/watch?v=z2MJwXDvLmo
      Pomyślności!
    • veroy Re: Wieża melancholii 27.04.08, 10:17
      nic dziwnego ,ze twoje wypociny spotkaly sie w tym miejscu z
      takim "poparciem" - w koncu coraz wiecej jest ludzi, ktorzy widza
      wszytsko przez pryzmat siebie -swego spelnienia i rzekomej
      wrazliwosci a caly swiat jest "toksyczny" i przeciwko nim.

      Nie dziwie sie niezadowoleniu twoich rodzicow , moze faktycznie
      sa "toksyczni", jednak o wiele bardziej pradopodobne, ze jako osoby
      starsze i o wiele bardziej doswiadczone zdaja sobie sprawe, jak
      sytuacja naprawde wyglada i jak powinni sie zachowac - a ich
      zachowanie jest w tym momencie bardzo prawidlowe - dzialaja jak
      inhibitory twojej niekonsekwencji.

      Twoim faktycznym problemem nie jest fakt niezadowolenia ze studiow
      czy przypuszczenia ,ze nie spelnisz sie poprzez nie i nie bedziesz
      robic tego ,czego bys zyciu naprawde chciala. Twoim problemem sa
      niescprecyzowane plany na przyszlosc i wspomniana niekonsekwencja .

      Przyjrzyj sie swojemu zachowaniu : chcialas isc na kulturoznastwo i
      scenografie, uznalas ,ze najwyrazniej sie nie dostaniesz
      (prawdopodobnie slusznie) i ostatecznie wybralas filologie i BYLAS
      ZADOWOLONA z wyboru.

      Poszlas na studia i wielki klops - mialas wielkie marzenia o rozwoju
      i spelnieniu a spotkala cie m.in gramatyka. I twoje marzenia nie
      wytrzymaly zderzenia z szara rzeczywistocia a taka masz na kazdych
      studiach, bez wzgledu na to jak ambitnie brzmi nazwa kierunku.
      Druga rzecz - dlaczego przed wyborem tego kierunku nie wypytalas sie
      dokladnie czego cie tam naucza i jakie masz mozliwosci ? cos
      niewielkie bylo te twoje zainteresowanie a wybor jakbys zwyczajnie
      nie miala co ze soba zrobic.

      kierunek sie nie spodobal i w pelni zgadzam sie ze zdaniem twoich
      rodzicow, ze powinnas go kontynuowac. To byl twoj wybor a kierunku
      studiow nie zmienia sie tak ot - za kazdym razem to jest rok w
      plecy. Kolejnym argumentem jest fakt, ze rodzice juz zdeklarowali
      sie ze nie beda na ciebie lozyc w przypadku studiow w innym miescie -
      dostosuj swoje plany do mozliwosci. Nie sadze , by mieli cos
      przeciko zmianie kierunku w obrebie uczelni a z tym nie powinno byc
      problemow, choc nie sadze by ten nastepny cie zadowalal, biorac pod
      uwage twoja wyidealizowana wizje studiowania i pracy.

      We wszytskim co tutaj napisalam zmierzam do tego by ci uswiadomic,
      ze twoje niezadowolenie jest zwykla konsekwencja twych wlasnych
      wyborow. zadje sobie sprawe ,ze niewielu ludzi wychodzi z liceum ze
      sprecyzowanymi planami - realnymi planami, bioracymi pod uwage
      mozliwosci (czy dostane sie na ten kierunek?), finanse (czy rodzice
      beda lozyc na akademik?) i dalsza przyszlosc (co bede pozniej
      robic ? jakie mam szanse na rynku pracy?) - to sa trzy podstawowe
      pytania jakie powinnas sobie zadac zeby towje plany mialy rece i
      nogi a tymczasem wyglada na to ,ze chcesz wybierac metoda prob i
      bledow i jescze roszczeniowo wymagasz od rodzicow, zeby ci to
      umozliwiali - spojrz tez czasami na swoje postepowanie ich oczyma -
      bedziesz miala obiektywniejszy obraz sytuacji. pozdrawiam.
      • anidobraanizla Re: Wieża melancholii 27.04.08, 12:36
        O to chodzi w życiu, aby robić to, co się lubi. Fakt, że dziewczyna
        była niekonsekwentna do tej pory, ale może się jeszcze poprawić.
        Inaczej, zostanie zgorzkniałą babą, wyładowującą się na
        współpracownikach.
        Rodzice mają obowiązek ją utrzymywać i nie mają prawa wtrącać się do
        wyboru kierunku.
        Przez takie gadanie, że to ci, co czują się odepchnięci, sami są
        sobie winni, usprawiedliwia się też przemoc w szkołach, itp.
        Niestety, ludzie nie są wyrozumiali i akceptują tylko tych, co im
        liżą tyłki. A jak ktoś się szanuje, to od razu zostaje uznany winnym
        swej samotności.
        • ira_07 Re: Wieża melancholii 27.04.08, 14:22
          Rodzice nie mają obowiązku jej utrzymywać. Jest pełnoletnia. To nic, że się jeszcze uczy.
          • anidobraanizla Re: Wieża melancholii 27.04.08, 14:27
            Mają prawny obowiązek. Wyjątek: jeśli nie poszła na studia zaraz po
            szkole lub nie dostała się na dzienne.
            • veroy o prawnym obowiazku utrzymania. 27.04.08, 14:31
              wydaje mi sie ,ze zostal tutaj zle pojety.
              owszem - prawny obowiazek utrzymania pociechy istnieje, dopuki sie
              ona uczy, jednak dotyczy spelniania podstawowych potrzeb. nie jest
              obowiazkiem rodzicow oplacanie akademika jesli ich zyczeniem jest,
              aby dziecko studiowalo w miescie i mieszkalo w domu.
      • anaisanais Re: Wieża melancholii 27.04.08, 13:03
        Mysle ze masz sporo racji w tym co mowisz, choc jestes bardzo surowa dla yoko,
        moim zdanien niekoniecznie slusznie. Nie znamy jej przeciez. Studia sie wybiera
        majac 18 lat - ja bylam sama mloda i glupia i za praktycznie nie myslalam.
        Uwazam ze czlowiek ma prawo popelnic bledy i dokonac zlych wyborow. Zawsze jest
        tez czas aby wybrac inaczej - czasem to jednak kosztuje.
        Yoko, posluchaj veroy i pomysl praktycznie. Jesli teraz chcesz zmienic kierunkek
        studiow to moze warto sie mu blizej przyjrzec - tak z praktycznego punktu
        widzenia? Isc na kilka wykladow, do dziekanatu - jakie przedmioty beda
        wykladane, jakie sa tematy prac magisterskich realizowanych na tym kierunku,
        pogadac z ludzmi itp. 5 lat to duzo. Jak widzisz swoja przyszlosc? W jakim
        zawodzie? Czy po tych studiach bedzie praca?
        A jesli Twoi rodzice nie chca lozyc, a Ty czujesz sie przekonana ze to jest twoj
        wymarzony kierunek, to zawsze mozesz wyjechac i zarobic pienazki. Anglia,
        Irlandia stoja teraz otworem , znam ludzi ktorzy jezdza i sie utrzymuja z tego.
      • ira_07 Re: Wieża melancholii 27.04.08, 14:22
        Bzdury.Mnóstwo osób zmienia po 1 roku kierunek. Nie z powodu niekonsekwencji czy lekkomyślności, ale dlatego, że odkrywają,że to jednak nie to. Ma się dziewczyna męczyć jeszcze kilka lat, bo raz źle wybrała?
        Rodzice powinni ją wspierać. Rok w plecy-co w tym strasznego? Co innego, jak ktoś co 2 lata zmienia studia i dyplom robi po trzydziestce.
        • veroy Re: Wieża melancholii 27.04.08, 14:59
          owszem iro, mnostwo ludzi zmienia kierunek.
          ponadto zwykle na jednej zmianie sie nie konczy. zmieniaja po kilka
          razy i z reguly i tak ostatecznie wracaja na ktorys z poprzednich
          kierunkow i koncza go niezadowoleni, bo ich wyidealizowana wizja
          studiowania byla wizja i niczym wiecej.

          nie mam nic przeciwko zmianie kierunku, jesli osoba jest tej zmiany
          zupelnie pewna, dokladnie to przemyslala i nie buduje kolejnego
          zamku na lodzie.

          tymczasem co do wizji ,ktora prezentuje nam autorka nie mam zadnych
          watpliwosci - to plan bardzo niedojrzaly, nieprzemyslany ,zbyt
          wyidealizowany. Takie beztroskie gdybanie oparte na rozowych
          wyobrazeniach i poboznym zyczeniu ,ze tym razem to bedzie to - ze
          sobie tak pstryknie i spelnia sie jej marzenia.

          nie pomyslala wogole o dalszej przyszlosci ani o nakladzie pracy ,
          nie dowiedziala sie, jak wygladaja te "wymarzone" studia ,jakie
          umiejetnosci dzieki nim zdobedzie, nie potrafi odpowiedziec sobie na
          podstawowe pytanie co dokladnie chce robic w przyszlosci i jakie sa
          jej realne szanse by to robic- statystyki rynku pracy i chyba wydaje
          jej sie ,ze jej "wymarzone" studia maja sluzyc do motywowania jej,
          by rozwijala swoje niesprecyzowane jeszcze zainteresowania i pasje o
          ktorych rozwoj powinna zadbac sama, juz w tym momencie i bez wzgledu
          na to, co faktycznie studiuje.

          Dlatego wlasnie uwazam, ze zmiana kierunku w jej wypadku to fatalny
          pomysl i powinna kontynuowac to, co zaczela. jesli jest do czegos
          powolana to pewnego dnia dojrzeje do realizacji tego i rozplanuje
          sobie tak, zeby to mialo rece i nogi - niech nie strzela po
          kierunkach az trafii, bo nie mozna trafic w 10 jesli ma sie pusta
          tarcze i w dodatku nie ma sie lotek.

          a'propos rodzicow - w pelni zgadzam sie z ich decyzja i uwazam ,ze
          dopuki rodzice utrzymuja pocieche, maja prawo do weryfikowania
          decyzji swoich pociech.

          Dodam w zwiazku z dyskusja ,ze swojego dlugu wdziecznosci do
          rodzicow chyba nigdy nie splace. tez bylam mloda ,mialam nakichane
          we lbie i chcialam zostac artystka. Nie poszlam na ASP, gdyz moi
          rodzice podobnie jak rodzice autorki odmowili lozenia. zamiast tego
          wybrali mi po konsultacji ze mna kierunek, ktory gwarantowal
          doskonale wyksztalcenie i umiejetnosci cenione na rynku pracy. teraz
          mnie to kreci i procentuje, sztuke uprawiam dzieki bogu w ramach
          hobby. Gdyby nie oni prawdopodobnie zdychalabym z glodu na
          bezrobociu.

          Rozsadnych decyzji zycze.
    • ira_07 Re: Wieża melancholii 27.04.08, 14:17
      Rozumiem Cię, ale i rozczaruję. Na każdym kierunku studiów, każdym-znajdziesz przedmiot, który będzie nudny i będzie męczarnią.
      Mam podobne zainteresowania jak Ty. Chcę iść na polonistykę i zaocznie dokończyć prawo. Ty nie możesz tak zrobić? Dokończ tą polonistykę(chyba, że jesteś na 1 roku, tyle można jeszcze zmarnować) a jednocześnie zacznij inny kierunek. Nawet zaocznie. A na pewno złóż papiery! Dostaniesz się, to pomyślisz.
      > Zastanawiam się tylko czy mam szansę te marzenia zrealizować
      > z moją depresją,lękami,rodzicami,zgubioną drogą życia i błędami
      > przeszłości.
      Masz szansę! Jak zaczniesz robić to co lubisz, to zniknie depresja. I radzę ci wyzbyć się trochę idealizmu-wyścig szczurów jest wszędzie...
      Postaraj się znaleźć pracę. Może na wakacje pojedziesz za granicę? Zdobyłabyś trochę pieniędzy i mogłabyś wyjechać do innego miasta.
      Albo, skoro mieszkasz w duzym mieście poszukaj kierunku ze specjalnością, która cię interesuje.
      Dlaczego nie spróbowałaś jednak złożyć podania, albo nie poprawiłaś matury?
      Dziewczyno, ja startowałam na psychologię na UJ, choć wiedziałam, że szanse mam marne. Może UMCS,KUL ale nie UJ...Ale złożyłam. Nie dostałam się, ale nie mam wyrzutów sumienia.
      Złóż na ten wymarzony kierunek i bierz życie za łeb, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi...
    • anidobraanizla Re: Wniski są takie. 27.04.08, 15:11
      1) Zdecydować się, co się chce robić.
      2) Wybrać odpowiedni kierunek.
      3) Nie patrzeć na to, co by się opłacało robić:
      a) w każdym zawodzie można się spełnić - jeśli się go lubi,
      b) najbardziej opłacalny, to prostytutka, więc nie warto pchać się
      na siłę za biurko; artysta też sobie poradzi.
      4) A rodzice niech się nie wtrącają, bo jak są tacy mądrzy, to za
      późniejsze frustracje swojego dziecka, też będą musieli odpowiadać.
      • veroy Re: Wniski są takie. 27.04.08, 17:09
        zdecydowanie nie zgadzam sie z podpunktem 3. idac na studia pod
        katem wylacznie zainteresowan nie patrzac praktycznie pozniej sie
        spelnia na bezrobociu. wystarczy spojrzec na te tlumy na
        psychologii - taki modny kierunek, nagle tylu ludzi odnalazlo swoje
        powolanie a rynek wysycony psychologami na najblizsze 50 lat.
        • anidobraanizla Re: Wniski są takie. 27.04.08, 17:14
          Ale, jak się robi coś, czego się nie chce, to człowiek sam
          zostaje "bezrobotnym na życzenie", albo kradnie, albo znajduje sobie
          krowę dojną, albo wyżywa się na innych. Są ludzie, którym jest
          obojętne co robią, aby pieniądze były, a są tacy, którzy dobrzy są
          tylko w konkretnych dziedzinach.
          • veroy Re: Wniski są takie. 27.04.08, 17:43
            po co popadac skrajnosci ? czy jak sie nie robi tego, co sie lubi to
            od razu musi to byc cos, czego sie nienawidzi ?

            1) w wiekszosci przypadkow istnieje kompromis - wybor zawodu, ktory
            czesciowo pokrywa sie z tym, co faktycznie chcielibysmy robic a
            zarazem jest potrzebny na rynku.
            2) kto powiedzial, ze czlowiek ma jedno powolanie ? jestem
            przekonana, ze wiekszosc ludzi ma predyspozycje do robienia rzeczy,
            o ktore nigdy by sie nie podejrzewali a z ktorych czerpaliby
            porownywalne przyjemnosci. wielu ludzi odkrywa swoje powolanie (lub
            ktores z rzedu powolanie) po pojsciu na studia, ktore wybralo sie
            bardziej pod katem pespektyw. ja jestem tu idealnym przykladem.
            mysle ,ze z mojego "pierwotnego" powolania nie czerpalabym takiej
            przyjemnosci.
            3) ostatecznie - praca to praca, jej glownym celem jest zarabianie,
            ostatnio sie jakas moda zrobila, ze to koniecznie musi byc
            pasjonujace zajecie, tymczasem jest wiele niewdziecznych zawodow. Na
            szczescie jest tez wielu ludzi bez pasji i pomyslu na zycie, ktorzy
            te zawody wykonuja.
            • anidobraanizla Re: Wniski są takie. 27.04.08, 17:54
              I o to chodzi: każdy rodzi się z czymś, do czego się nadaje. Tym
              samym, do każdego zawodu, zawsze znajdą się chętni. Nie ma co się
              pchać tam, gdzie nie chcemy.
              • veroy Re: Wniski są takie. 27.04.08, 20:05
                moje zdanie jest inne. po prostu sa ludzie bez zainteresowan i oni
                jakby sa stworzeni do pracy w zawodach niewdziecznych - sprzataczki,
                kasjerek - mnostwo tego.

                Tak naprawde kazdy niby ma to swoje powolanie albo tak przynajmniej
                mu sie wydaje, przy czym wiekszosc tej masy konczy w zawodach
                posrednich - prace biurowe panstwowe czy w firmach czy inne zawody w
                stylu 'nic nadzwyczajnego' - podobnie ,jak nikt nie odkrywa w sobie
                powolania do bycia babcia klozetowa, tak samo raczej malo kto widzi
                siebie w marzeniach za biurkiej z robota w stylu "kopiuj-wklej".

                Pozostaje mala grupka wybranych - tych, ktorzy nie tylko powolanie
                maja, ale takze sa bardzo zdeterminowani by osiagnac cel. tym sie
                udaje bez wzgledu na wszytsko. moja nawet startowac w zawody,
                ktorymi rynek pracy wymiotuje, ale sa na tyle dobrzy, ze zwyczajnie
                wypchna konkurencje, z tym, ze takie zjawisko to bardziej fenomen.

                powolanie uwazam natomiast za cos, co mozna w sobie wypracowac i co
                sie w czlowieku ksztaltuje na skutek wzorcow, nie jako cos
                narzuconego odgornie czy jakies magiczne przeznaczenie.
    • alexanderson Re: 27.04.08, 16:26
      Łatwo Wam wszystkim udzielać prostych recept i czynić autorce wątku
      wyrzuty, ale są ludzie, którzy po prostu nie wiedzą, czego chcą. Tak
      jak napisałem o sobie w innym wątku:
      Mam 27 lat. Zawsze byłem outsiderem, mieszkam z rodzicami, których
      nie znoszę, nie mam znajomych, prawie nie wychodzę z domu, nic nie
      umiem, nie mam chęci do życia, nie pamiętam już, kiedy się śmiałem i
      bawiłem (chyba na początku podstawówki). Nigdy nie byłem z nikim
      związany, nie trzymałem nawet nikogo za rękę. Studiowałem filologię
      obcą, ale nie znam języków, bo dbałem tylko o oceny, a sam poziom
      uczelni był niski. Pewnie, że trzeba było samemu się o siebie
      zatroszczyć, ale wiem to teraz.
      Nie mam pojęcia, gdzie i jako kto miałbym pracować. Kończę studia
      doktoranckie, ale nie mam napisanej pracy i wiem, że jej nie
      napiszę - cynicznie to ciągnę, bo przynajmniej mam jakiś dochód
      (stypendium). Czuję się totalnie wypalony, zmęczony, pełen
      kompleksów. Nie umiem rozmawiać z ludźmi, wobec kogokolwiek mam
      totalną pustkę w głowie. Wydaje mi się, że nigdy nie zdołam się
      przełamać, na dodatek, że nic nie czuję. Wszystko jest mi obojętne
      lub też wszystko mnie irytuje. Nie widzę wyjścia z tej sytuacji -
      brak mi elementarnych doświadczeń właściwych innym ludziom i brak
      umiejętności współżycia z nimi. Byłem nawet u psychoterapeuty, ale
      po pół roku zrezygnowałem. Czuję, że to już koniec...
      Powinienem się na coś zdecydować, ale nie potrafię - zawsze żyłem
      swoimi oderwanymi od rzeczywistości marzeniami, a teraz zderzam się
      z prozą życia. Gdzie i jak iść, jeśli nie widzi się celu?
      • anidobraanizla Re: 27.04.08, 17:02
        Tak czytam Twój post i widzę: ciężko, ciężko i JEST ŚWIATEŁKO! Bo
        jednak nie jesteś z tych "po co ja żyję, jak tu tak nudno", ale masz
        jakieś marzenia. Twój problem jest taki, że dałeś sobie wmawiać te
        głupoty, że to nierealne, bla bla bla... I nie ma czegoś takiego,
        jak "nierealne". Jakoś na świecie jest wielu ludzi, którym się to
        udało, a udało im się dlatego, że olewali zawistników i prawdziwych
        nieudaczników i robili to, co chieli.
        Straciłeś dużo czasu, ale póki żyjesz, możesz go nadrobić.

        1) Zastanów się, co trzeba zrobić, aby osiągnąć to, co chcesz.
        2) Zrób to!
        3) Olewaj tych, co Cię będą wyśmiewać - im już tylko jad pozostał.
        4) Widzisz, jakie masz życie teraz (bedzie gorzej, jeśli nic z tym
        nie zrobisz).

        Ja, np. nie potrafię robić tego, czego nie chcę. Zawsze patrzę w
        przyszłość i jak widzę siebie niespełnioną, to ta zła energia
        przepełnia mnie, jakby to już się stało. I to mnie mobilizuje do
        uporu i walki.
        • alexanderson Re: 27.04.08, 19:25
          Przykro mi, ale w ogóle mnie nie zrozumiałaś i źle (tzn. zbyt
          dobrze) oceniłaś - moje marzenia od zawsze były nierealne i mało
          konkretne: spotkać bratnią duszę, czytać książki całymi dniami,
          nakręcić "Makbeta" za 200 mln dolarów, pisać wiersze (a nie wiem,
          czym jest natchnienie)...
          Nie mogę się zastanowić, jak osiągnąć to, czego chcę, bo nie wiem,
          czego chcę. Wiem jedno - choćbym był nie wiem jak bogaty i
          szczęśliwy, nie widzę siebie jako pięćdziesięcio- czy
          sześćdziesięciolatka. Czyli długo to już nie potrwa...
      • anaisanais Re: 27.04.08, 20:20
        Dlaczego te terapie przerwales? Moze warto sprobowac jeszcze raz? Wyglada ze
        faktycznie masz dosc glebokie problemy w wielu obszarach.
    • yoko_art Bez szans... 04.05.08, 13:05
      Może i byłam niezbyt konsekwentna, ale nie dlatego,że brak mi
      było pasji.Ja nie wierzyłam w siebie, potwornie zwątpiłam, że mam
      szanse na wymarzone studia po maturze, bo czułam się wtedy dobita,
      tak jakby matura przekreśliła moje szanse na spełnienie się w tym,
      co planowałam i kochałam.Zresztą, tak się stało-już nie było szans
      na wymarzony Kraków, choć wcześniej już miałam nawet plan pracy we
      wakacje by opłacić akademik.To był straszny czas niepewności, smutku
      i wtedy właśnie zaczęło się to, że popadłam w totalną bierność, nie
      umiałam się już w nic zaangażować,a wszystko stało się beznadziejne
      i bez szansy na zmiany.Nie poszłam na kulturoznastwo i od tej chwili
      każda moja decyzja zaczęła się stawać pomyłką.Z każdym dniem czułam
      się coraz bardziej przygnębiona i co najgorsze,spoczęłam na laurach.

      Niestety, przez to zaczęły się też problemy na aktualnych studiach -
      zawalone kolokwia, wieczne poczucie bycia najgorszą i wizja
      zawalenia roku stały się dla mnie czymś, co powodowało u mnie
      paraliż motywacji.Bo stało się ze mną coś, co było wcześniej moim
      zaprzeczeniem.Jestem na tych studiach,ale mogłabym nie być.Zero
      zaangażowania, większej woli.Kiedyś przecież tak nie było - świetnie
      się uczyłam, chodziłam na różne kółka zainteresowań,żyłam czymś i to
      mnie naprawdę kręciło.Miałam problemy,lecz mialam w sobie siłę aby z
      nimi walczyć.Miałam nadzieję,że idąc na polonistykę - a to nie był
      wybór zupełnie przypadkowy,w innym wypadku poszłabym na bankowość-
      będę mogła pracować po tych studiach jako dziennikarz,choć to nie
      jest to taki zawód jak np. nauczyciel i można po nim wylądować na
      bezrobociu.W końcu i tak planowałam jeszcze jeden kierunek, taki
      bardziej przyszłościowy by mieć za co żyć, poza tym jestem zdania,
      że ukończenie dwóch kierunek daje więcej możliwości.

      Teraz już zupełnie nie wiem co robić.Z jednej strony nie uważam
      polonistyki za zły kierunek, bo są na niej również rzeczy, które
      mnie interesują i skłamałabym gdyby nie zależało mi na niej ani
      trochę.Po prostu trafiłam na ten kierunek w złym czasie i nie będąc
      pewna czy zostanę na nim, narobiłam sobie tylko zaleglości.Pewnie i
      tak zawalę ten rok, choć wolałabym odejsć dobrowolnie.To jest chyba
      kolejny powod do rezygnacji ze studiów.Na kulturoznastwo złożę w tym
      roku, choć sama nie wiem, czy mnie przyjmą.Boję się tego,że stanie
      się tak,że zawalę polonistykę, nie uda mi się z kulturoznastwem i w
      przyszłym roku nie będę na studiach w ogóle.A wszystko wskazuje, że
      tak będzie.Mój świat się wali, a ja już nic nie rozumiem.
Pełna wersja