Gość: ewaj7
IP: *.bredband.skanova.com
18.09.03, 15:15
jestem mloda dziewczyna 28 lat ,zwiazalam sie 6 lat temu z mezczyzna o 22
lata starszym.znalam jego przeszlosc zapewnial mnie ,ze sie zmienil.byl
trzykrotnie zonaty,planowalismy slub,a teraz wszystko stoi w miejscu.mamy
juz wyciagniete papiery,tylko zaniesc je do urzedu,ale ciagle sie
powstrzymuje z podjeciem decyzji.mojemu partnerowi,az tak bardzo nie zalezy
na slubie,robi to dla mnie.mieszkamy w Szwecji ,a tu wiele par mieszka bez
slubu.problem jest taki,ze moj partner nie chce nic slyszec o dziecku,sam ma
2 dzieci z roznych zwiazkow.kontakt utrzymuje tylko z corka,syna nigdy nie
widzil,rozstal sie z jego matka,gdy byla w ciazy.ja bardzo bym chciala miec
dziecko,niby nie mowi kategorycznieNIE !,ale ile mam jeszcze czekac.przeciez
on nie jest najmlodszy.ja tez sie robie coraz starsza.do tego dochodza
problemy z komunikacja.on duzo pracuje.jak przychodzi do domu ,to chce miec
wlasciwie tylko spokoj.siedzi przy kompie ,albo przed telewizorem.prawie
wogole nie rozmawiamy,a jak zaczynamy to sie konczy awantura.ja na pewno nie
chce takiego zwiazku.tysiac razy mowilam,tlumaczylam,ale slysze tylko,ze
narzekam i zrzedze.moze to jest i prawda,ale mam powody.czuje sie
oszukana.przez tyle lat naszego zwiazku nigdy nie poznal mojej
rodziny.chociaz mowi,ze bardzo chce.mam wrazenie,ze oczekuje ,abym byla
mila,slodka,glupiutka i za wiele nie chciala.a mi to nie pasuje.twierdzi ,ze
sie zmienilam. to prawda.przeciez kiedy go poznalam bylam mloda
dziewczyna,ktorej niewiele do szczescia bylo potrzeba.teraz mysle ,zeby
zalozyc rodzine,miec dzieci.a tego chyba nie moze mi dac moj mezczyzna.kiedy
zaczynam rozmowe ,zawsze mi przytakuje i mowi,ze bedzie jak ja chce.to
wtedy ,gdy jest w dobrym nastroju,a jesli jest w zlym , to taka dyskusja
konczy sie awantura,albo cichymi dniami.jego problem jest tez taki,ze ma
problemy z komunikacja.jak jest cos nie tak,to sie oddala,zamyka w sobie.a
ja znowu szybko wybucham,zloszcze sie,mowie cos,czego potem zaluje.kompletny
brak porozumienia.jak rozmawiac?jak wyjasnic to wszystko sobie?kiedy
mielismy kryzys z tych nie do przejscia powiedzialam,ze sie wyprowadze.mam
wrazenie,ze on malo chce z siebie dac,ze musze z zbyt wielu rzeczy dla
niego rezygnowac.a on twierdzi,ze robi to wszystko dla mnie.stad jego ciagle
nieobecnosci w domu,ciagla praca ,nawet jak jest w domu, to tak jakby go nie
bylo.nie mozna ze soba doslownie 10 minut porozmawiac,bo ma wiele pracy do
zrobienia.i ciagle telefony w sprawie pracy.mam wrazenie,ze nawet spie z
komorka ,ktora dzwoni nawet bardzo pozno,a kazdy telefon jest wazny.na
dodatek jego corka,ktora przychodzi do nas kilka razy w tygodniu i jesli
jestesmy same,to zawsze podkresla,ze on mial juz wiele kobiet.one byly i
znikaly,a wazna jest ona.i wszystko czego sie dorobil tez nalezec bedzie do
niej!nie liczy sie z moimi uczuciami.a przeciez ja tez przez te lata nie sie
dze w domu,tylko tez pracuje.wkladam pieniadze w dom.kiedy mu o tym
mowie,zawsze ja broni.to zrozumiale,a ja nie chce walczyc z jego
corka.jestesmy w tym samym wieku prawie.chcialabym to wszystko jakos zebrac
do kupy i naprawic.ale nie wiem jak.