"Wielbię siebie..."

21.09.03, 00:13
Pytam o samozadowolenie.
Kiedy przestaje nam służyć, czyli robić dobrze, a zamieniając się w
samozachwyt czy wręcz samoulwielbienie, zaczyna nam szkodzić.
Czy sami jesteśmy w stanie zauważyć przekroczoną granicę?

zdrowienia
t.))
    • alfika Re: "Wielbię siebie..." 21.09.03, 00:21
      Jeśli mamy w miarę stabilny światopogląd - nie chodzi mi o sztywne przekonania,
      prędzej o w miarę stałe zasady, oczekiwania i cele - i w miarę ustaloy, trochę
      (w zdrowych granicach) samokrytycyzmu i dystansu do siebie - to jesteśmy w
      stanie źle się czuć z własnym przesadzonym niezdrowym egoizmem.

      dobrze jednak zawsze, ale to zawsze brać pod uwagę i przemyśliwać opinie innych
      o nas - nie kierować się nimi, ale przemyśleć i może wtedy okaże się dobrym w
      skutkach wyciagnięcie niewygodnych wniosków.
      Byle nie zawsze pod innych :)
    • Gość: alex Re: "Wielbię siebie..." IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 21.09.03, 00:26
      mozna czasem obudzic sie z ręką w nocniku :)))
      ale moim zdaniem zycie zawsze sygnalizuje nam, coraz natarczywiej, ze tę
      granicę przekroczylismy i brniemy...
      za kazdym razem gdy sie zapedzilem podwijala mi sie noga...
      bardzo mi sie to podoba :)

      dobrze czasem dla otrzezwienia dostac przez łeb;)))
      • Gość: Malwina Re: 'Wielbię siebie...' IP: *.d1.club-internet.fr 21.09.03, 01:33
        jestem bardzo z siebie zadowolona i zapracowalam sobie na to :-)))
    • semmi Re: "Wielbię siebie..." 21.09.03, 15:30
      trzcina napisała:

      > Pytam o samozadowolenie.
      > Kiedy przestaje nam służyć, czyli robić dobrze, a zamieniając się w
      > samozachwyt czy wręcz samoulwielbienie, zaczyna nam szkodzić.
      > Czy sami jesteśmy w stanie zauważyć przekroczoną granicę?
      >
      > zdrowienia
      > t.))

      Nie lubie takich ludzi.
    • Gość: girlfriend nie można być za zdrowym. n/t IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 21.09.03, 15:36
      • semmi Re: nie można być za zdrowym. n/t 21.09.03, 20:58
        Wszystko mozna pod warunkiem ze nie wyrządza sie innym szkody.
    • true-man Re: "Wielbię siebie..." 21.09.03, 20:52
      trzcina napisała:

      > Pytam o samozadowolenie.
      > Kiedy przestaje nam służyć, czyli robić dobrze, a zamieniając się w
      > samozachwyt czy wręcz samoulwielbienie, zaczyna nam szkodzić.
      > Czy sami jesteśmy w stanie zauważyć przekroczoną granicę?
      >
      > zdrowienia
      > t.))

      nigdy nie wie sie kiedy dosyc dopoki nie jest juz za duzo. Wazne zeby przylapac
      sie jak najwczesniej, a najlepiej to miec dobrze rozwinieta wyobraznie.
      • cossa Re: 'Wielbię siebie...' 21.09.03, 21:49
        a kiedy jest za duzo?
        gdzie jest granica?
        czy mozna ja samemu zauwazyc czy tez w oczach ludzi?

        pozdrawiam
        cossa

        true-man napisał:


        > nigdy nie wie sie kiedy dosyc dopoki nie jest juz za
        duzo. Wazne zeby przylapac
        >
        > sie jak najwczesniej, a najlepiej to miec dobrze
        rozwinieta wyobraznie.
        • true-man Re: 'Wielbię siebie...' 23.09.03, 04:53
          cossa napisała:

          > a kiedy jest za duzo?
          > gdzie jest granica?

          dosyc znaczy wlasnie za duzo. Tak jak z poczuciem sytosci.
          Dopoki czegos brak, to sie ciagle czlowiek nasyca,
          a pierwszym znakiem nadmiaru jest chyba poczucie sytosci. Choc to tez nie
          regula, bo w wypadku zdrowego jedzenia, bardziej pomaga swiadomosc
          tego co sie je i trzymanie ciala w lekkim nienasyceniu, niz poleganie na
          poczuciu sytosci.

          Albo samemu sie to zauwazy, albo ktos to zauwazy
          i nam oznajmi, jesli bedzie na tyle uprzejmy
          albo nieuprzejmy, ale zeby sie z tym zgodzic,
          to i tak trzeba samemu to zaakceptowac.
          Dlatego wszelka zmiana charakteru, zauwazenie
          bledu, to taka 'mala' apokalipsa.
          A jesli do tego praktykuje sie rozwijanie wyobrazni,
          to znaczy wczuwanie w rozne sytuacje roznych istot,
          wychodzenie mysla i czuciem poza samego siebie,
          to byc moze mozna uniknac pewnych drastycznych
          doswiadczen, bo potrafi sie przewidziec & przeczuc
          konsekwencje (jak tez doswiadcza sie wewnetrznie to co
          inni musza doswiadczac fizycznie).




    • kwieto Re: 'Wielbię siebie...' 22.09.03, 07:38
      Mysle ze granica miedzy zadowoleniem z siebie a samouwielbieniem
      przebiega gdzies w momencie gdy:
      A) przestajemy dopuszczac do siebie mysl ze mozemy popelniac
      bledy (nawet niechcacy),
      B) stajemy sie "impregnowani na krytyke".

      Rozwijajac temat:
      A)
      Moim zdaniem osoba "samowielbiaca sie" skrywa gdzies w sobie cos
      w stylu kompleksu nizszosci (wyzszosci?). Innymi slowy, w swoim
      mniemaniu "nie moze sie mylic". Zatem z jednej strony, nie rewiduje
      swoich poczynan, nie zastanawia sie czy na pewno postapila w
      jakims momencie slusznie czy nie slusznie, uwaza ze "zawsze jest
      swietna".
      Natomiast zadowolenie z siebie opiera sie jednak na umiejetnosci
      dotarcia do wlasnych bledow, przyznania sie do nich, umiejetnosci
      wyciagniecia wnioskow na przyszlosc.

      B)
      Ktore bezposrednio wynika z punktu A). Skoro osoba samowielbiaca
      sie "nie moze sie mylic", wszelka krytyka skierowana w jej strone jest
      albo ignorowana albo odrzucana na zasadzie "glupoty", "brednie",
      "co ty tam wiesz" i tym podobne. Innymi slowy, ludzie ktorzy
      wytykaja jej bledy "sa glupi" albo "zazdrosni" i "nie maja pojecia"
      (obojetnie o czym).
      Z kolei osoba "zadowolona z siebie" jesli spotka sie z krytyka, raczej
      bedzie starac sie z jednej strony sprawdzic na ile moze ona byc
      sluszna, a z drugiej strony wyjasnic i obronic swoj punkt widzenia,
      tlumaczac dlaczego postapila tak a nie inaczej.

      Bardzo ladnie roznice miedzy "zadowolonymi z siebie" a
      "samowielbiacymi sie" widac na przykladzie dyskusji:

      Zadowoleni potrafia prowadzic ja ciekawie, zbijac argumenty,
      wynajdywac bledy logiczne, dowodzic (czasem z pasja) swoich tez.

      Samowielbiacy beda raczej przypominac "beton" - za wszelka cene
      musza dowiesc ze "sa swietni" i "maja racje". Rozmowa z kims takim
      przypomina bardziej "wywiad z teza" niz rzeczowa dyskusje.


      Podsumowujac - zadowolony z siebie jest w stanie dopuscic do
      siebie mysl ze nie jest idealny i ta "ryse" zaakceptowac. Jest w stanie
      uznac ze nie jest doskonaly i poruszac sie (z pewna uwaga) w
      granicach tej niedoskonalosci.
      Samowielbiacy - musi zawsze i wszedzie byc idealny, bo jakakolwiek
      rysa zniszczylaby w jego mniemaniu wlasna "doskonalosc".


      Chyba o tym mowi mysl Zen: "idealna doskonalosc cuchnie"
      • trzcina Re: 'Wielbię siebie...' 22.09.03, 09:20
        kwieto napisał:


        >
        > Podsumowujac - zadowolony z siebie jest w stanie dopuscic do
        > siebie mysl ze nie jest idealny i ta "ryse" zaakceptowac. Jest w stanie
        > uznac ze nie jest doskonaly i poruszac sie (z pewna uwaga) w
        > granicach tej niedoskonalosci.
        > Samowielbiacy - musi zawsze i wszedzie byc idealny, bo jakakolwiek
        > rysa zniszczylaby w jego mniemaniu wlasna "doskonalosc".
        >
        >

        Piszę bardzo ostrożnie, żeby mnie znowu nie wywaliło na stronę główna forum:)
        Za ogon zaraz złapie tę różnice, między zadowoleniem z siebie (lubię, oj i jak,
        i u siebie, i u innych), a "niezachwianym poczuciem własnej porządności"
        (dodatkowe wstawić : madrości, wyjątkowości, nieomylnosci......)
        Bo ona gdzieś tu, zdrowo i normalnie zadowolony z siebie dopuszcza myśl o
        własnych niedoskonałościach (choć nie napawa się nimi ku pognębieniu).
        Ale wynaturzony samozachwyt, jako "impregnowany na krytykę", w tym samokrytykę,
        byłby nieuleczalny?
        t.))
        • kwieto Re: 'Wielbię siebie...' 22.09.03, 21:04
          Dlaczegoz nieuleczalny?
          Tyle ze wstrzas musi byc bardzo mocny.
          Zwroc uwage jak wiele osob "po przejsciach" mowi o tym, jak
          gleboko zmienilo sie ich zycie (zwykle na lepsze) pod wplywem
          wlasnie tych katastrof.

          Tu wlasnie upatrywalbym roznice. Zadowolony z siebie "widzi i
          reaguje", podczas gdy wielbiacego siebie trza obuchem miedzy oczy
          by nieco wytracic go z granitowej "doskonalosci".
          A i to czestokroc nie pomaga :((
    • gso Re: "Wielbię siebie..." - trochę banalnie 22.09.03, 10:08
      Tak banalnie - cały wic w samoakceptacji, to jest wiem w czym jestem dobry,
      potrafię to wykorzystać, z drugiej strony znam swoje wady i staram się nad nimi
      zapanować. A tak w ogóle to sam siebie lubię. Inne myślenie to najprostsza
      droga do depresji.
    • ta Re: 'Wielbię siebie...' 22.09.03, 21:19
      Samozadowolenie od hormona może zależeć, tak myślę.

      Zauważam bowiem wahania jego poziomu niezależnie od dokonań właściciela
      samozadowolenia.

      Obserwuję nawet zjawisko zdecydowanego zaburzenia proporcji pomiędzy czynami
      obiektywnie mającymi go podnosić, a wzlotami onegoż, a nawet stosunki odwrotnie
      proporcjonalne.

      Samozadowolenie puchnie, bywa, bez przyczyny, ale też bez logicznego
      uzasadnienia upaść może.

      Teraz uwaga. Z obserwacji życia wzięte.

      Napuchniętemu bezprzyczynowo zauważyć braku powodu niesposób, opuchlizna
      ogłupia.
      Czy ogłupnięcie to skutkiem czy przyczyną jest samozadowolenia, idę rozważać na
      osobności.

      Póki co
      Ta_ bez obrzęków
      • Gość: Renka Re: hormon samouwielbienia IP: *.home.cgocable.net 28.09.03, 09:26
        Poziom hormonu zalezy od potrzeb. A potrzeby od czego zaleza?
        • ta Re: hormon samouwielbienia 30.09.03, 20:36
          Gość portalu: Renka napisał(a):

          > Poziom hormonu zalezy od potrzeb. A potrzeby od czego zaleza?

          Potrzeba uwielbienia ( w nim samo_uwielbienie się mieści)
          zależy od głodu miłości.
          Iluż tutaj, na naszym fpsy, głodnych biega.
          I ja, i ja ( manewr wyprzedzający lub, jak kto woli, licentia poetica )

          Ta_
          -----
          Kto w tym poście miłości do bliźnich nie widzi ?
      • vicca Re: 'Wielbię siebie...' 28.09.03, 10:49
        Wielbienie siebie zależy w dużej mierze od ilości zjedzonej czekolady.

        Im więcej tym moje uwielbienie wyższe

        pzdr ciepło Vicca
Inne wątki na temat:
Pełna wersja