Dodaj do ulubionych

frustracja na maksa

29.07.08, 00:04
mam generalnie wszystko-zdrowie, dobrą sytuacje finansowa, inteligencje, urok
osobisty. nie mam faceta. ten problem stal sie juz moja obsesja i nie daje mi
cieszyć sie z tego co mam. nadzieja na poznanie kosgos sensownego się wypalila
wraz z przekroczeniem 30 i zwiazkiem ktory się zawalił po kilku latach. czuje
sie gorsza od innych kobiet, to taka frustracja na maksa. sama się juz
zastanawiam czy to nie jest jakiś problem ktory sobie stworzyłam. czy są osoby
ktore sobie jakoś z tym poradziły? czy jestem skazana na zupełne
odwartościowanie, zanik kobiecości i dol juz na zawsze?cholera, chcialam miec
swoje zycie, dzieci. czy to moja wina ze wtym kraju jest wiecej kobiet niz
mezczyzn?nie wyobrazam sobie bym mogla byc tak okrutna zeby odbic komus meza,
to nie w moim stylu. czyli co, dol juz na zawsze? jak pozbyc się tej
frustracji? tego widma "i zyli dlugo i szczesliwie"?czy mozna w pelni czuc sie
kobieta nie majac swojego faceta? jak zyc szczesliwie mimo to? naprawde nie
wiem.czekam na jakies rozsadne zdanie. naprawde to przybiera juz forme
frustracji-ide ulica, patrze na kobiety, ladne i nieladne-wszystkie z
facetami. fakt polowy z tych facetow nie chcialabym znac. przykro mi nie umiem
obnizyc moich wymagan. wiec patrze i mimowolnie mowie sobie"cholera, jestes
gorsza od wszystkich tych kobiet". po jakims czasie od takiego myslenia
czlowiek zaczyna autentycznie gorzej wygladac. juz nie pytam jak znalezc
faceta. pytam jak zyc szczesliwie, jak nie dac sie tej frustracji. jak nie
czuc sie gorsza?to silniejsze ode mnie. co ja mam robic? czy mozna z tego
wyjsc, uwolnic się od myslenia , od tego marzenia ktore nie wiem moze jest
tylko czyms wbitym nam do glowy w dziecinstwie... a najgorsze w tym wszystkim
jest to ze mi facet jako taki nie wystarczy . mam straszne wymagania. jak mi
sie facet podoba to zwykle ma taki urok ze leci na niego wiele babek. brak
seksu mnie wykancza, ale seks przygodny niestety wcale mnie nie interesuje.
facetow wkolo zero. nie mam juz sily szukac. chce miec swiety spokoj, uwolnic
sie od ciaglego poczucia ze jestem gorsza. wiem ze nie jestem, ale nie umiem
sie wyplatac od takiej klasyfikacji ze skoro nie mam to jestem gorsza.jak to
zrobic? czy jest ktos kto wie o co mi chodzi i udalo mu sie to przezwyciezyc?
Obserwuj wątek
    • morgianna Re: frustracja na maksa 29.07.08, 07:12
      Nie obraz sie ale jest typ kobiet które odstraszają i wygląda mi na
      to że do nich należysz , piszesz o swoim uroku o tych niby wysokich
      wymaganiach i oczekiwaniach wzgledem faceta tak na prawde tylko po
      to zeby sie lepiej poczuc bo podejrzewam ze gdyby facet-przecietniak
      zwrocił na Ciebie uwage wywołałoby to u Ciebie euforie.Przekrój
      męzczyzn woli ciepłe dostępne otwarte babki spróbuj popracowac nad
      sobą przede wszystkim przestan mówic o kryteriach i uroku wszystkim
      wokół.Mam taką jedną w otoczeniu tez samotna 30, tez o sobie mysli w
      ten spoosb jaka to ładna wykształcona i pokrzywdzona bo najwieksze
      klasowe pasztety mają juz rodziny a ona sama i powiem Ci ze
      faktycznie obiektywnie ładna babka ale nikt nie podejdzie blizej i
      wcale sie nie dziwie wysyła jasny komunikat.
      • mruff Re: frustracja na maksa 29.07.08, 07:55
        Frustracji nie unikniesz dopóki nie znajdziesz faceta
        kobieta przede wszystkim spełnia się przy mężczyźnie
        taka biologia

        facet może być przeciętny ale Ty moglabyś nieprzeciętnie czuć się
        przy nim-bo o to w tym wszystkim chodzi :)
    • mala.mi74 Re: frustracja na maksa 29.07.08, 08:18
      Poranek, nie pisz tak jakbys juz przekroczyła 80-tke, zycie się
      zmienia,nie wiesz co przyniesie jutro. Na pewno znajdziesz jeszcze
      odpowiedniego faceta, badź cierpliwa.
      Niepokoi mnie tylko jedno...Myslę,ze Twoje poczucie wartosci zalezy
      od tego czy masz faceta czy nie, a to jest chore(wbrew temu co
      napisał mój przemówca-zdaje się jakis bawi-damek;) i wokół tego
      układasz sobie zycie.
      Problem jest w tym,ze jak nie bedziesz szanowac samą siebie i nie
      bedziesz miec poczucia własnej wartosci bedziesz determinowac tym,
      czy ktos Cię pozada czy nie (w dodatku musi to byc ktos wybitny,co
      tez by wskazywało ,ze musisz sie kims dowartosciowac) to nigdy nie
      stworzysz prawdziwie zdrowego zwiazku. Zreszta to powszechny
      problem,sama pewnie to widzisz wsrod znajomych.
      Wiec póki jestes sama to bym się zastanowiła nad własnym poczuciem
      wartosci: nad samą soba ,ale nie w perspektywnie pociagam kogos czy
      nie,ale kim jestem sama dla siebie, czy lubie się, jakie mam
      zainteresowania, jak podchodze do ludzi, jakich mam przyjaciół,
      jakie sa moje zalety i wady,czy się akceptuję,jak zyje gdy jestem
      sama ,czy jestem szczesliwa sama ze sobą itd.
      • mglistyporanek Re: frustracja na maksa 29.07.08, 09:40
        dziękuję wszystkim za odpowiedzi.
        morgianna, dzieki, ale nie do końca tak jest jak piszesz. niestety mnie
        przecietny facet nie pociaga. i tu jest problem. pociagają mnie tylko 2 typy
        mezczyzny-chodzacy mozg i inteligencja oraz facet -znawca kobiet. ten drugi typ
        nie nadaje się do zwiazku bo oni zwykle sa strasznymi babiarzami, mialam takiego
        kolege.super mnie rozumial,ale jak zdradzil mi jak traktuje kobiety to trzymalam
        sie z daleka. z kolei facet super inteligencja to dosc rzadki okaz, chętnie
        rozchwytywany. zresztą dla teakiego faceta zmarnowalam pare lat i jestem sama.
        moze nie warto bylo... nie wiem. moze w zwiazku wcale nie trzeba czuć takiej
        fascynacji jak czuję tylko przy tych 2 typach facetow.....moze to powinien byc
        fajny przecietny gosc...ale ja takich szybko kasuję...robię to szybciej niz
        pomyslę..po prostu zmrazam goscia...nie wiem czemu.jestem w tym swietna.
        mruff , trochę się z Tobą zgadzam. tez mi się zdaje ze biologiczne spełnienie
        odgania glupie myslenie.czyli jestem skazana...na frustracje..
        mala.mi74.dziękuję, Twoj post jest pocieszajacy.problem wlasnie w tym ze się
        zafiksowalam - tzn nie umiem odkrecic tej hierarchii wartosci. wiem ze najpierw
        to ja mam poczuc kim jestem. co z tego jak, cytujac morgianne ,widok
        szczesliwego paszteta, sprawia ze mysle sobie-o rany to ja jestem jakims
        potworem...od takiego negatywnego myslenia strasznie sie niszcze.nie wiem jak z
        tym walczyc.ale pomysle otym co napisalas.dziekuje.
        • mariaeva Re: frustracja na maksa 29.07.08, 10:16
          mysle ze
          1.po prostu nie zakochalas sie tak naprawde
          2. szukasz idealu
          ale nie ma takowego
          3.patrzysz na ludzi w pozycji podniesionej glowy a to odstrasza
          bo choc mezczyzni lubia ladne kobiety o dobrej amoocenie
          to w gruncie rzeczy sie ich boja
          4.moze nie patrz na ludzi mierzac ich tak amiara ktora i tak
          wsyzstkich dysklasyfikuje?
          pozdrawiam





          • mglistyporanek Re: frustracja na maksa 29.07.08, 15:16
            1.dzieki.owszem bylam zakochana naprawde, tylko niestety ta bajka nie miala
            happy endu. po paru latach zwiazku on rzekl że "boi sie małzenstwa" i ze
            "zostańmy przyjaciólmi".nic nie pomoglo.po wielu bojach, płaczach zrozumiałam ze
            nie moge nikogo zmusić do zycia razem. odpuściłam sobie.zrozumiałam ze nie
            kochał mnie tak jak ja jego.zanim to przyjełam do wiadomości minęło dużo czasu.
            to mnie strasznie duzo kosztowalo.duzo łez.
            2. nie szukam ideału. ja po prostu widzę że wolnych facetow brak.czuję się
            trochę oszukana.nie wiem przez kogo.los...oczywiscie nie nadaję się do zwiazku
            na siłę. mam kolezanki które wyszły za mąż ze strachu ze zostaną same. mina
            jednej z nich w dniu slubu to byla mina osoby zegnającej się z prawdziwą sobą.ja
            nie potrafię tak.muszę mieć fascynacje. a kim tu sie fascynować.nie wyobrazam
            sobie ze czyjaś zona przeze mnie placze. po prostu nie potrafie tak.wiem ze to
            niedzisiejsze.ale zamierzam sie tego trzymać.
            3. moja samoocena spada proporcjonalnie do czasu gdy jestem sama.
            4.staram sie.
            5.chciałabym po prostu nie uzależniać swojej oceny od bycia w ziązku.nie wiem
            jak się odkręcić z tego pragnienia.
            dziekuje za odpowiedź.pozdrawiam.
        • jan_stereo Re: frustracja na maksa 29.07.08, 23:07
          mglistyporanek napisała:


          > przecietny facet nie pociaga. i tu jest problem. pociagają mnie >tylko 2 typy mezczyzny-chodzacy mozg i inteligencja oraz facet ->znawca kobiet.

          Mozg i inteligencja, to bardzo czesto smetne (a bywa, ze i przecietne) typy, lepiej juz zainstaluj sobie szachy i graj z komputerem dla wymozdzenia sie, a jesli ma byc facet to lepiej taki konkretny w dzialaniach i wizjach, a niekoniecznie wytykajacy umiejetnie nielogicznosci. Dobrze jakby jeszcze nie byl upierdliwy..


          >ten drugi typ nie nadaje się do zwiazku bo oni zwykle sa strasznymi babiarzami, mialam takiego kolege.super mnie rozumial,ale jak zdradzil....

          rozumial czy tez zwyczajnie umial prymitywnie sluchac tego co gadalas i wyciagal proste wnioski ?

          • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: frustracja na maksa 30.07.08, 08:33
            Jan_stereo ma rację - konkretny facet to podstawa! Takie 'chodzące
            intelekty' to jednak zazwyczaj bardzo zimni ludzie, na Twoim miejscu
            bym się skupiła raczej na szukaniu po prostu DOBREGO CZŁOWIEKA.

            I co Wy z tymi szachami? Fajna gierka, ale żeby się wymóżdzyć to już
            lepsze są porządne studia, do których potrzebne jest logiczne
            myślenie.

            Acha, mglistyporanek, facet nigdy nie będzie Cię rozumiał, nie ma
            sensu takiego szukać. Ci, co udają, że rozumieją, to po prostu
            opanowali analizę zachowań kobiecych, takie to trochę na zasadzie tu
            naciśniesz- to ruszysz tym przyciskiem, ale to tylko wyuczone i bez
            zrozumienia. Więc nie daj się na to nabrać ;)
      • mahadeva Re: frustracja na maksa 30.07.08, 00:10
        ja tez mam taka sytuacje, mam 28 lat, niedlugo skoncze 29, troche
        czasu zajela mi walka ze schematem, ze sama znaczy gorsza, bo musze
        kogos miec i co jest, ze nie mam
        wymagania mam ogromne, ale to wynika z moich osiagniec z
        przeszlosci, jest jeden facet, ktory je spelnia, ale on nie chce
        zwiazku ze mna, dzis odmowil nawet seksu (a ja chce tylko z nim),
        czasem spotyka sie z innymi dziewczynami, wiaze, ale ze mna nie...
        kiedys mialam calkiem udany zwiazek, ale sobie nie radzilam i
        zrezygnowalam
        sama czuje sie ok, osttanio na kazdy weekend np wyjedzam i to jest
        fajne :) wyobrazam siebie, ze moge byc sama cale zycie, ale seksu mi
        brak, bo lubie... byc moze mozna rozwiazac ten problem przypadkowym
        seksem :) przykro mi, ze ON mnie nie chce, ale dam sobie rade sama
        • mruff Re: frustracja na maksa 30.07.08, 08:13
          Nie jestem facetem:)
          Od 1,5 m-ca jestem z kimś. Wcześniej 8 lat w związkach, potem 1,5
          roku samotności i wielka pustynia. Też mi się wydawało,że mam
          olbrzymie wymagania w stylu:
          rozsądny,obrotny,pracowity,wykształcony,
          pociągający,romantyczny,uczuciowy, ciepły, chcący rodziny,chodzący
          po górach, starający się o dziewczynę, który nie pcha od razu łap
          pod bluzkę...I nagle go spotkałam. Spełnia wszystkie w/w kryteria.To
          jest niesamowite. Zatem prawdopodobnie nie trafiłyście na
          odpowiedniego faceta.
          A wcześniej myślałam,że świat sfiksował,że faceci to dupy,którzy są
          jacyś nieokreśleni, których trzeba podrywać. Otóż byłam w błędzie.
          Jak byłam sama 1,5 roku przestałam czuć się atrakcyjną kobietą,
          seksowną.
          • mahadeva Re: frustracja na maksa 30.07.08, 10:41
            ja praktycznie cale zycie jestem sama
            osttanio przez 3 lata uzeralam sie z gosciem, ktory mnie potwornie
            traktowal ( nie byl to zwiazek), wczoraj miarka sie przebrala,
            koniec z facetami ;)
            • mala.mi74 Re: frustracja na maksa 30.07.08, 10:54
              mahadeva napisała:

              > ja praktycznie cale zycie jestem sama
              > osttanio przez 3 lata uzeralam sie z gosciem, ktory mnie potwornie
              > traktowal ( nie byl to zwiazek), wczoraj miarka sie przebrala,
              > koniec z facetami ;)

              Hmm...wiesz nie znam Cie,ale jak przeczytałam ten post to
              przypominaja mi się rózne moje znajome,ktore wciaz maja pecha z
              facetami.
              Tylko,ze same podejrzewają u siebie ,ze po prostu mają jakis w zyciu
              schemat poznawania samych gnojków- po prostu ciagnie je do
              facetow,ktorzy je lekko traktuja albo upokarzaja albo odrzucają(np.
              do żonatych).
              Moze warto się przyjrzec jakich Ty masz znajomych wsród facetów-moze
              to powielanie jakiegos złego schematu?
              Z tym przypadkowym seksem to tez niedobry pomysł, to traktowanie
              samej siebie przedmiotowo, bez szacunku i bez zadnych wymagań.
              Tak mi się wydaje,choc nie znam Cię,wiec moze nie trafiałam.
    • malomiasteczkowa.czarownica Też tak miałam... 29.07.08, 15:41
      Dobrze znam to uczucie. Długo byłam sama i obsesyjnie o tym
      myślałam. Zazdrość, gdy patrzyłam na "zajęte" koleżanki, wcale nie
      grzeszące urodą czy inteligencją i zastanawiałam się, dlaczego ja?
      Potem otworzyły mi się oczy i dostrzegłam, że takich jak ja jest
      więcej. Stopniowo przyzwyczajałam się do tego, po pewnym czasie
      zaczęło mi być z tym dobrze, cieszyłam się tym, że mieszkam sama i
      nie widzę brudnych garów, porozrzucanych skarpetek, mogę wstać o 12
      w południe i nikt nie będzie zrzędził. Potem zobaczyłam też drugie
      dno życia moich koleżanek - te rzekomo szczęśliwe użerały się z
      nocnym życiem mężów, dowiadywały się o zdradach, z racji posiadania
      małych dzieci żyły na ich utrzymaniu. Były też takie, które z
      desperacji, żeby być z kimś, próbowały zatrzymać chłopa przy pomocy
      ciąży, a i tak zostały same.

      Reasumując: zaczęłam żyć jako szczęśliwa singielka i patrzyłam na to
      wszystko z boku. Drażniły mnie też samotne koleżanki, które
      narzekały na ten stan i smęciły, że nikt ich nie kocha. Ucinałam
      takie znajomości. Aż pewnego dnia poznałam ciekawego faceta,
      myślałam, że to materiał na kolegę, ale on miał inne plany. Mi było
      dobrze w pojedynkę, a on starał się to zmienić. No i zmienił:)

      Tak naprawdę nigdy nie wiesz, czy następny dzień nie będzie tym, w
      którym spotkasz tego jedynego. Jak przestajesz szukać, to
      znajdujesz. Nie zastanawiaj się nad tym - znajdź sobie dużo zajęć,
      żeby nie myśleć. Zapisz się na studia podyplomowe, choćby były to
      kolejne, które będziesz mieć. Nawiążesz nowe, ciekawe znajomości,
      niekoniecznie kończące się związkiem, ale przyjaźń i nowi, ciekawi
      ludzie to też coś ekscytującego:)

      Pozdrowionka.
      • mglistyporanek Re: Też tak miałam... 29.07.08, 16:01
        dziękuję, że do mnie napisałaś. to miłe poczuć się zrozumianym. i próbować mieć
        nadzieję. właśnie od takiej osoby chciałam usłyszeć radę. też odcięłam się od
        singielek, ktore narzekaja na brak faceta. wytrzymać z nimi nie można. od wielu
        osob musiałam się odciąć bo mi nieustannie wypominają, ze nie mam faceta. mi
        jest przykro z tego powodu i nie mam juz siły wszystkim tlumaczyć czemu go nie
        mam. trudno. trochę się przez to wyalienowalam.
        zapamiętam co piszesz, to daje nadzieję w moim sfrustrowanym mysleniu. dziękuję
        i wszystkiego dobrego.
        • chude_ramie Re: Też tak miałam... 29.07.08, 20:38
          witam mglistyporanku. tak jak i jedna z osób piszących przede mną, czytając twojego posta miałam wrażenie, że czytam o sobie. Choć 30tka stuknie mi dopiero w przyszłym roku i wiele z moich koleżanek jest "singielkami", odczuwam swój stan jako samotność. Właściwie używam tego samego wyrażenia - zafiksowałam się. W pracy, na zebraniu, patrzę, że tylko ja: nie mam męża, nie mam faceta, nie mam dziecka, mieszkam sama - można wyliczać.
          wiem, że dołowanie się to jest droga zgubna. Staram się tego nie robić. Kiedy zaczynam, przypominam sobie jak miałam problem zdrowotny i wyobraziłam sobie, że niewiele zostało. O rety - wtedy o dołowaniu zapominam! albo wczuwam się w sytuację moich znajomych - czy oni chcą o tym słuchać? nie zawsze.
          Planuję wybrać się jesienią na terapię - u mnie jest wiele czynników, które mnie do tego skłaniają, nie tylko to, że nikogo nie mam.
          Przypominam sobie rzeczy, które sprawiały mi radość i je odnajduję. Lubiłam grać w szachy - zaczęłam ponownie i oj jakie to fajne, a partnerów do szachów znajduję w internecie. od września wracam do treningów (kiedyś coś trenowałam i chcę wrócić). Słowem - chcę nie być w domu ale wśród ludzi. Jednak wiem, żeby do ludzi się zbliżyć - potrzebuję terapii - stąd tym wszystkim zajmę sie niedługo.
          jesteśmy w najlepszym okresie swojego życia - pamiętajmy o tym!
          pozdr - chude_ramie
          • mglistyporanek Re: Też tak miałam... 29.07.08, 22:52
            masz racje, nie wolno sie w tym dole pogrążać. rożne techniki wychodzenia z tej
            fiksacji są dobre.przecież nie mozemy ciągle mysleć o tym czego nie mamy.to
            chore.i niszczace. życzę owocnej terapii i cieszę się, że walczysz o siebie.
            pozdrawiam i życzę powodzenia.trzymaj się!!!
        • malomiasteczkowa.czarownica Znajdź dobre strony tego wszystkiego:) 30.07.08, 08:26
          Pamiętam, jak pojechałam na moje pierwsze wakacje w pojedynkę. Myślałam, że będę
          cały czas myśleć o tym, że jestem sama i wszyscy to widzą. A okazało się, że to
          wakacje mojego życia!

          Już w pociągu poznałam sympatycznych ludzi. Potem było coraz lepiej. Sama sobie
          organizowałam czas, decydowałam, co będę robiła (czy pójdę na spacer, czy też
          się pobyczę). Na plaży jakoś też problemu nie było - chciałam się popluskać, to
          prosiłam ludzi obok o przypilnowanie rzeczy. Po chwili była zmiana - dziewczęta
          wpadały do morza i ja robiłam za ochronę:) I wyobraź sobie, nikt nie patrzył na
          mnie jak na kaczkę-dziwaczkę. Też byli pojedyncze egzemplarze wczasowiczów.
          Potem odkryłam, że ludzie w związkach lubią sobie pojechać sami, wcale nie po
          to, żeby kogoś wyrwać! Tylko, żeby nacieszyć się samotnością.

          A najlepsze było to, że przechodząc obok jednego z pokojów słyszałam kłótnię
          parki o to, że jedno z nich nie chce iść na plażę, a drugie owszem. I ryk
          dzieciaka z tego samego powodu - bo już miał dosyć.

          A nieżyczliwymi komentarzami otoczenia i dopytywaniem się o faceta nie należy
          się przejmować. Guzik im do tego, najczęściej dopytują się osoby, których wcale
          nie powinno to interesować. Miałam koleżankę po dwóch poronieniach - mąż
          naciskał, żeby zaszła kolejny raz. Niestety, miała ten zwyczaj dopytywania się
          przy każdej wizycie, czy już kogoś mam. Nie wytrzymałam i zapytałam, czy już
          jest w ciąży. Zrobiła się czerwona i przeprosiła. To jest ten sam kaliber
          nietaktowności pytania. Albo mów, że na pewno się pochwalisz, jak już ktoś się
          zjawi, a póki co prosisz o zamknięcie tematu.

          Tak jest, że kobietę ocenia się przez pryzmat posiadania partnera. Tymczasem
          mężczyzna bez pary postrzegany jako stworzony do wyższych celów. Pozostaje
          podchodzić do tego z uśmiechem i odpowiadać na pytania i komentarze "a do czego
          Ci potrzebna ta informacja?" To zazwyczaj zbija z tropu.

          Pozdrowionka:)
          • mala.mi74 Re: Znajdź dobre strony tego wszystkiego:) 30.07.08, 08:58
            Rady małomiasteczkowej są super.
            Zresztą tez kiedyś byłam długi czas sama i wcale nie uwazam ten czas
            za stracony. Wprost przeciwnie-w samotnosci człowiek moze duzo
            przemyslec, nabrac wartosci i pewnosci siebie,moze dojrzec
            osobowościowo jesli ten czas dobrze spożytkuje.
            Tez byłam na wczasach sama ,a własciwie sama pojechałam na wycieczkę
            za granicę (tzn. z wycieczką organizowana ale bez zadnej bliskiej
            duszy). I co? poznałam bardzo fajnych ludzi, w tym wiele straszych
            ludzi (nie wiedziałam do tej pory,ze potrafię się zaprzyjaźnic ze
            starszymi osobami!). Człowiek wiec odkrywa zuplenie nieznane obszary
            w sobie samym i w zyciu. Dobrze miec tez jakies zainteresowania:moze
            studia ,kurs tanca albo kurs jezykowy-tam gdzie mozna spotkac
            fajnych ludzi.
            Na poczatku to bedzie troche moze bolało(a moze i nie),ale rezultaty
            naprawde mogą byc super, tylko uwierz ze Twoje zycie ma sens samo w
            sobie,nie w zalenosci od zainteresowania faceta.
            Ja tez odciełam się wtedy od wiecznie marudzacych ,zakompleksionych
            na maxa koleżaneczek, dla których jedynym tematem był brak faceta,
            bo takie osobki są po prostu toksyczne.
            I zauwazyłam ,ze najbardziej czy masz faceta wypytuja osoby ktore
            same sa jakos nieszczesliwe w zwiazkach,albo same sa pogubione w
            zyciu, czesto rozwodnicy, rodzice,ktorym się nie ulozyło i rózni
            nieudacznicy którzy chcą się Twoim kosztem dowartosciowac(chca sobie
            udowodnic ze niby inni to maja jeszcze gorzej) ale nie daj sobą
            manipulowac.
            Pozdrawiam Was.
        • malomiasteczkowa.czarownica Teraz przerabiam inny rodzaj pytań:) 30.07.08, 08:53
          Teraz żyję w konkubinacie i ciągle słyszę pytania, kiedy ślub:) W zasadzie już
          wszystko jest zaklepane, ale jeszcze czekam z rozdawaniem zaproszeń. Zamiast
          tego odpowiadam, że wezmę ślub, jak dorobię się wielkiego brzucha, żeby było
          klasycznie i po polsku:) To też powoduje opad szczęki.

          Pytania o dziecko też padają, ale jeszcze nie mam ochoty na macierzyństwo i
          takim ciekawskim odpowiadam, że mam dwa koty i dziecko mi niepotrzebne, bo
          zwierzęta były pierwsze:)

          Grunt to podejść do tego z humorem i odpowiedzieć tak, żeby zamknąć gęby plotkarzom.

          Ludzie z natury są ciekawscy i plotkują. Trzeba się do tego przyzwyczaić.
          • bardzo.grzeczna.dziewczynka Re: Teraz przerabiam inny rodzaj pytań:) 30.07.08, 08:59
            malomiasteczkowa.czarownica napisała:
            Ludzie z natury są ciekawscy i plotkują. Trzeba się do tego
            przyzwyczaić.

            No tak, o czymś przecież trzeba z tymi innymi ludźmi rozmawiać,
            prawda? ;)
    • malomiasteczkowa.czarownica Re: frustracja na maksa 30.07.08, 09:29
      Kobiety bez pary - cieszcie się wolnością! Macie możliwość rozwijania się i
      robienia co wam się podoba! Pomyślcie, że za jakiś czas przytłoczy was
      codzienność szarego życia, zakupy, sprzątanie, odprowadzanie dziecka do
      przedszkola. Zamiast myśleć o następnej książce, którą byście chciały
      przeczytać, będziecie obmyślać menu obiadowe na następny dzień.

      Co do braku seksu - jeszcze zdążycie się go tak nauprawiać, że wam zbrzydnie!
      Cieszcie się wolnością, póki ją macie!

      Ps. Nie mówię o swoich doświadczeniach, to był mój sposób myślenia jako
      singielki:)))
      • mahadeva Re: frustracja na maksa 30.07.08, 11:02
        ja sie ciesze wolnoscia, seksu tez az tyle nie potrzebuje i nie z
        byle kim
        jedyna osoba, z ktora chcialam dala mi kosza
        troche glupio ze moje opalone cialo sie marnuje, ale trudno...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka