25.08.08, 09:02
Jakie zachowania/ sytuacje sprzyjają, powodują powroty i dlaczego?
Jakie mechanizmy?
W tym wątku nastąpił powrót i zaręczyny, po tym , jak Ulka uniosła
się honorem i stała się niedostepna, nie pokzała, że jej na nim
zależy.
forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=29963&w=66843677
Jakie historie,spostrzeżenia mają inni? Nie chcę tu dywagacji czy
powroty mają sens, czy nie, tylko o mechanizmy rodzące powroty.
Obserwuj wątek
    • malakas Re: Powroty 25.08.08, 09:07
      Seks, pieniadze, władza.
      Samotność, naiwność, ciemnota.
    • maureen2 Re: Powroty 25.08.08, 09:11
      nie chce mi się myśleć o bzdetach,nawroty mówisz ?
    • shangri.la Re: Powroty 25.08.08, 10:50
      Dlaczego ludzie wracają do siebie nawet po długim rozstaniu?
      Bo zrozumieli , że razem byli naprawdę szczęśliwi.
      Czasem trzeba dużo czasu i wielu przykrych doświadczeń, aby docenić miłość,
      którą ktoś kiedyś ofiarował nam bezinteresownie.
      Powroty kochających się ludzi to wielkie szczęście, zwycięstwo miłości i
      rozsądku nad złem tego świata:)
      • veroy Re: Powroty 25.08.08, 11:24
        mozna mowic ladnie o docenieniu milosci, mozna powiedziec prosto jak
        nic lepszego nie ma to dobre i to ;)
      • anaisanais Re: Powroty 15.12.08, 14:58
        no albo przyzwyczajenie po prostu, i niechec do szukania i walczenia
    • veroy Re: Powroty 25.08.08, 11:21
      bardzo latwo sklonic kogos, kto porzucil zwiazek do powrotu ,
      szczegolnie latwe jest to w wypadku ,gdy osoba odeszla a nie odeszla
      do kogos innego. najgorszym i najczesciej popelnianym bledem ,jaki
      moze popelnic porzucona polowka pragnaca zejscia jest
      prosba/blaganie o nie, choc moim osobistym zdaniem samym bledem w
      wiekszosci przypadkow jest juz chec powrotu, gdy zostaje sie
      porzuconym a to z tego wzgledu, ze ponowne zejscie rzadko nastepuje
      z "odpowiednich" pobudek (rozsadnego przemyslenia sytuacji) - w
      koncu z reguly nie konczy sie powaznego zwiazku tak ot,ale jest to
      wynik dlugich wczensiejszych przemyslen.

      najczestsze przyczyny powrotu to nieprzewidziane poczucie
      osamotnienia, zapchanie nieznosnego wolnego czasu, ktory wczesniej
      wypleniala porzucona polowka, pozbycie sie zludzen co do szybkiego
      znalezienia nowego partnera, w przypadku odejscia do innej kobiety
      rozzuchwalenie tej kobiety lub jej podwyzszone(ze wzgledu na
      wylacznosc mezczyzny) wymagania badz tez rozczarowanie nowa
      partnerka, z ktora zycie wydawalo sie wczesniej przyjemne.

      wszystkie powyzsze przyczyny funkcjonuja bez wzgledu na zachowanie
      porzuconego/porzuconej partnera/partnerki , niemniej najczestsza
      chyba przyczyna powrotu wynika z zagrania porzuconego partnera na
      dumie porzucajacego. brak tutaj (podswiadomie?) oczekiwanej reakcji:
      łez, błagania , zrozpaczenia. porzucona polowka zdaje sie szybciej
      zapominac o wszytskim od porzucajacego, sytuacja okazuje sie
      inna ,niz jej wyobrazenie w glowie porzucajacego i sprowadza na
      niego >niepewnosc< a takze chec upewnienia sie co do uczuc partnera,
      nie okazujacego w koncu rozpaczy z powodu rozpadu zwiazku.

      mnie osobiscie zadna z powyzszych banalanych przyczyn nie
      satysfakcjonuje. jak wspomnialam, na palcach jednej reki mozna
      policzyc zakonczenia powaznych zwiazkow w wyniku naglego impulsu co
      pozniej daje sie usprawidliwic i powrot w takim wypadku moglabym od
      biedy zaakceptowac.
      wszystkie powyzsze ,bardzo czeste przyczyny powrotow zdradzaja
      jednak brak satysfakcji porzucajacego partnera ze zwiazku, ktora
      bylaby porownywalna z nasza co mnie wydaje sie wystarczajaca
      przyczyna by taki zwiazek olac. poniewaz niemal nigdy nie mozna byc
      pewnym co do stopnia przemyslenia decyzji o rozstaniu i
      pobodek ,ktorymi kierowal sie powracajacy partner ja osobiscie nigdy
      bym sie na pozwolenie partnerowi na powrot nie zdecydowala. nie
      grzesze wyrozumialoscia i takie jedno zwatpienie partnera w sens
      zwiazku wystarczy mi, bym ja zwatpila w sens partnera.

      • mruff Re: Powroty 25.08.08, 12:31
        Veroy bardzo rzeczowy post.
        Moje 2 przyjaciółki, z akadmika, są z mężatkami z facetami, z
        którymi było rozstanie.
        Przypadek I: ona naciskała na ślub, dość mocno, facet wycofał się.
        Zostawił ją po 2 latach bycia razem.Ona uniosła się honorem, dumą na
        zasadzie "nie to nie"
        Po 3 miesiącach zapukał do jej drzwi, w nocy, wypity, z bukietem
        kwiatów. Są małżeństwem.
        Przypadek II:on szybko zaangażował się, koleżanka wystraszyła się
        tej "poważności związku", wycofała się z 2 miesięcznej znajomości i
        wyjechała na rok do innego kraju. Po tygodniu zrozumiała, kogo
        straciła...ale facet unikał kontaktu internetowego. Po powrocie do
        PL (czyli po roku) zawalczyła o faceta, po 3 miesiącach oświadczył
        jej się, są małżeństwem:)
        Niech dziś będzie optymistycznie. To mój 6 dzień od rozstania:)W
        weekend naładowałam akumulatory w górach, znajomi zadbali o humor i
        jakoś uwierzyłam w dobry czas. Jak nie z nim, to ze znajomymi, z
        górami, a nawet sobą samą:)
        • veroy Re: Powroty 25.08.08, 12:41
          moze byc optymistycznie w inny sposob.
          gdyby to tych powrotow nie doszlo, bohaterowien twoich powiesci
          mogliby spotkac inne polowki i byc nimi bardziej usatysfakcjonowani,
          mniej usatysfakcjonowani lub rownie usatysfakcjonowani, mogli
          pozostac samotni albo kupic sobie kota i byc rownie
          usatysfakcjonowanym.
          • dj_dlugi Re: Powroty 25.08.08, 13:13
            veroy napisała:

            > moze byc optymistycznie w inny sposob.
            > gdyby to tych powrotow nie doszlo, bohaterowien twoich powiesci
            > mogliby spotkac inne polowki i byc nimi bardziej
            usatysfakcjonowani,
            > mniej usatysfakcjonowani lub rownie usatysfakcjonowani, mogli
            > pozostac samotni albo kupic sobie kota i byc rownie
            > usatysfakcjonowanym.

            dokładnie tak jak mówisz!
            1. Nigdzie nie jest napisane, że do każdego osobnika jednej płci
            jest przyporządkowany jeden i tylko jedne osobnik płci przeciwnej ;)
            2. Nigdzie nie jest napisane że każdy osobnik ma wiązać się z innym
            osobnikiem - i nawet jak "wydawało się, że to jest to" ale się
            rozpadło to nie znaczy, że ktoś inny siedzi i czeka.
            3. Dwa razy się nie wchodzi do tej samej rzeki ;) bo to już nigdy
            nie jest tak samo jak przedtem - to raz, dwa osoba która "wróciła"
            zawsze ma wymówkę "po jaką cholerę ja wracałem - tyle jest innych
            osób na Świecie, z którymi czułbym się równie dobrze/lepiej" ale na
            tą refleksję jest już z reguły za późno... pojawia się dziecko,
            potem trzeba się rozwodzić....
            4. Piękna miłość jak z bajki zdarza się niesamowicie rzadko, w
            większości przypadków jest to raczej chłodna, acz nieświadoma
            kalkulacja. Tym chłodniejsze i bardziej świadoma im człowiek
            starszy... a im człowiek starszy tym bardziej żyje pod presją, że ma
            się trzymać tego co ma - bo jak to straci... cóż lekko nie będzie z
            następnym związkiem. Więc walczy... często - jak to mówią
            sportowcy "o pietruszkę".
            5. Samotność i pustka to dwie największe "Wroninie" (chyba dobrze
            odmieniłem?) człowieka. prowadzą do różnych dziwnych działań, z
            depresją, utratą poczucia własnej wartości, a ostatecznie (w
            przypadkach skrajnych) do samobójstwa. Dlatego też każdy broni się
            jak umie i stara się wracać... ze skutkiem opisanym wyżej ;)

            ale ogólnie... nie ma recepty ;) i jak mówią kto nie ryzykuje ten
            nic nie ma ;)
            • shangri.la Re: "Oby rozum był przy młodości":) 25.08.08, 14:08
              Moi drodzy młodzi przyjaciele.....może za 10 , 20 lat przekonacie się, że miłość
              zdarza się w życiu raz, przy dużym szczęściu dwa razy w życiu i wówczas
              napiszecie inne posty na powyższy temat:)
              Zdrowego rozsądku życzę i mniej zadufania w sobie, bo nie popłaca. Ale również
              szacunku dla uczuć swoich i tej drugiej osoby.
              • dj_dlugi Re: "Oby rozum był przy młodości":) 25.08.08, 14:21
                shangri.la napisała:

                > Moi drodzy młodzi przyjaciele.....może za 10 , 20 lat przekonacie
                się, że miłoś
                > ć
                > zdarza się w życiu raz, przy dużym szczęściu dwa razy w życiu i
                wówczas
                > napiszecie inne posty na powyższy temat:)
                > Zdrowego rozsądku życzę i mniej zadufania w sobie, bo nie popłaca.
                Ale również
                > szacunku dla uczuć swoich i tej drugiej osoby.

                ale ja się zgadzam ;) i obiema rencyma podpisuję ;)
                szacunek dla uczuć innych przede wszystkim. Tylko pozostaje kwestia
                tego jak on się ma wyrażać? Przecież taka huśtawka (było niedawno,
                tyle że o faceach) to igranie z uczuciami! trzeba podjąć "męską
                decyzję" i jak się powie A to trzeba powiedzieć B... i przede
                wszystkim wreszcie nauczyć się brać odpowiedzialność za swoje
                czyny!!!
              • veroy Re: "Oby rozum był przy młodości":) 25.08.08, 16:10
                shangri, co to ma do rzeczy czy zdarza sie raz, dwa czy 10 razy ?
                w gruncie nie ma to nic wspolnego z nasza "propaganda" ryzyka tj.
                rzucania i nowych poszukiwan. mozna zakladac ,ze rzucana osoba to ta
                wlasnie milosc jedna na jedna w zyciu lub na dwie przy duzym
                szczesciu, lecz to zalozenie bledne gdyz rownie dobrze moze nia nie
                byc a wtedy po co tracic na nia czas ? przebolec, zyc z nia nie
                zdajac sobie sprawy ze przez powrot ta "prawdziwa" milosc przeszla
                nam kolo nosa ?

                a'propos: jestem zwolenniczka porzucania i poszukiwan z teorii i
                praktyki. wiecej rozstan w moim wypadku oznaczalo wiecej zwiazkow a
                to z kolei wiecej punktow odniesienia i porownanie ,ktore pozwala
                na "docenienie milosci" o ktorej pisalas wczesniej. Z mojego
                osobistego doswiadczenia wynika rowniez, ze nie ma tutaj
                posuniec ,ktorych nie mozna odkrecic i jest to nawet zgodne z
                twoja "romantyczna" teoria jednej/dwoch milosci - skoro ja i on
                jestesmy dla siebie taka jedyna lub niemal jedyna miloscia i ja lub
                on zdamy sobie sprawe z tego po 10 latach od rozstania to dlaczego
                by nie odkrecic tego w tym momencie ? ja doskonale wiem i
                przekonalam sie o tym, ze czas nie ma zadnego znaczenia, podobnie
                jak nie ma znaczenia aktualna partnerka mojej niemal jedynej
                milosci, gdyz on zdaje sobie sprawe, ze nic lepszego ode mnie juz go
                w zyciu nie spotka i chetnie zastapi mna te milosc "niejedyna".

                • dj_dlugi Re: "Oby rozum był przy młodości":) 25.08.08, 18:49
                  Veroy!
                  wszystko fajnie, z jednym małym ale... cóż z tego, że ten Twój "były" "tęskni"
                  za Tobą? po pewnym czasie nie ma odwrotu (chyba, że ten "nowy" związek jest dość
                  luźny) bo są dzieci, jest ślub (w Polsce nierzadko Kościelny)... co facet ma
                  zostawić wszystko i wracać do Ciebie? A może ma się katować do końca życia, tym
                  że tkwi w związku, który delikatnie mówiąc "mu nie leży"? oba rozwiązanie złe i
                  tragiczne w skutkach mogą się okazać...
                  Czy może raczej zaakceptować to, że jest na swój sposób szczęśliwi i nie szukać
                  dziury w całym?
                  Ja nie znam odpowiedzi - jedynie prowokuję pytaniami...
                  • veroy Re: "Oby rozum był przy młodości":) 25.08.08, 20:07
                    ja znam odpowiedz. wszystko ma swoje ramy czasowe. trzeba zdazyc
                    zanim beda dzieci i slub, biorac pod uwage wspolczesne realia raczej
                    nietrudna to sztuka - w koncu kilkanascie lat to wystarczajaco duzo,
                    by sie upewnic.
        • malakas Re: Powroty 25.08.08, 12:42
          mruff napisała:

          > Po 3 miesiącach zapukał do jej drzwi, w nocy, wypity, z bukietem
          > kwiatów. Są małżeństwem.

          No proszę...A mówią, że alkohol szkodzi. No to cyk
          • malawinka Re: Powroty 25.08.08, 13:34
            hłe,hłe,nie doczytałam co oni tam w tym akademiku studiowali,marke-
            ting i zarzadzanie żelazkami czy co ?
    • mruff Re: veroy nie wiem czy 27.08.08, 07:16
      ...Twoja metoda zaczyna działać, czy to wytwór mojej wyobraźni.
      Nie odzywałam się. Napisał smsa w sb o 1 w nocy, w nd i wczoraj
      wieczorem. Uderzający sms był z wczoraj. Z troskliwością zapytał o
      moją rękę która za "jego czasów"ucierpiała, napisał,że nie ma
      jakichkolwiek powodów do radości,że nawet w pracy lipa i że ma
      nadzieję,że u mnie lepiej.
      Nie odpisałam, ale chyba zrobię to dzisiaj, z kultury. W nocy
      kiepsko spałam, bolał mnie ten jego smutek.
      • veroy Re: veroy nie wiem czy 27.08.08, 11:48
        nie znam twej sytuacji. w poczatku watku nie wspomnialas nic o
        sobie, w tej chwili jedynie niesmialo wnioskuje, ze zostalas przez
        kogos rzucona. Opisz swa sytuacje jesli chcesz, byc moze cos ci
        doradze.

        narazie tyle :

        '(...)bolał mnie ten jego smutek.'

        tradycyjne zagranie. "popatrz jaki jestem biedny, wszystko jest do
        bani ,jestes jedynym swiatelkiem mego zycia" - nie wiem, na ile
        swiadome jest to dzialanie (nie posadzam wiekszosci mezczyzn o taka
        kalkulacje) ale stosowane powszechnie i niezwykle skuteczne, o czym
        swiadczy twoje powyzsze stwierdzenie. dokladnie taki skutek mialo to
        wywolac.
        zwykla manipulacja - raczej nieswiadoma, intuicyjna, ale nie lap sie
        na to - nie badz galazka, ktora tak sie odchyli ,jak on zawieje.
        Jesli zamierzasz pozwolic mu wrocic to ty musisz byc strona, ktora
        dyktuje warunki.
    • mruff Re: veroy 27.08.08, 14:10
      masz @ ode mnie
    • mruff Re: Powroty 04.09.08, 10:17
      W 2 tygodnie po tym, jak mnie zostawił-prawdopodobnie chce powrotu.
      Te 2 tygodnie były dla mnie naprawdę paskudne. On do mnie pisał
      smsy,że jest mu przykro,że tak wyszło, a ja to miałam w d* i nic mu
      nie odpisywałam. Totalnie nie robiłam nic.
      i on teraz mi pisze,że po fakcie doszedł do wniosków,że byłam dobrem
      samym w sobie

      miło poggadaliśmy
      i na wskutek tego,że byłam miła nabrał optymizmu, może nawet
      pewności siebie i napisał"pakuj się w plecak, pojutrze jedziemy w
      góry za granicę" (bo takie plany urlopowe mieliśmy za bycia razem)
      bez owijania w bawełnę napisałam,że jest niepoważny, skoro myśli, że
      po tym co mi zrobił tak poprostu pójdę z nim w góry skazując się na
      kilkudniowe towarzystwo i wspólne noclegi. O co to to nie!
      przyznał,że mam rację ale nalegał na ten wyjazd, bo chce porozmawiać
      nie o tym co było, a co mogłoby być :)
      powiedziałam,że odpada wspólny wyjazd, ale herbata na mieście
      owszem, w następna środę(postanowiłam mieć możliwość wylania mu tej
      herbaty na głowę i trzaśniećia drzwiami jak przyjdzie taka potrzeba)
      dodałam, że ten weekend też spędzę w górach, ze znajomymi i że chyba
      sobie zdaje sprawę,że ja mam z kim szlajać się po
      schroniskach/ogniskach etc.
      To go chyba wściekło, bo naszedł go wniosek,że ta znajomość się
      urwie i tyle z tego zostanie,bo ja mam swoje towarzystwo, pasje, i
      że on nie chce tylko chodzić ze mną po górach, ale po prostu być
      razem.Jeszcze ścieliśmy się o jego przyjaciółkę, ale uciełam temat
      tekstem 'nieważne,było minęło' i to go już w ogóle pogrążyło...
      Powiedziałam,że muszę kończyć rozmowę i zniknęłam z neta
      Przedwczoraj życzył mi dobrej nocy, a wczoraj już nie...Zatem
      ugryzło go
      Sama nie wiem co to będzie
      owszem, chciałabym z nim być,ale tylko wtedy gdy bardzo postara
      się,wyrazi głęboką skruchę i będę widziała w nim przekonanie,że chce
      ze mną być

      chociaż już kilka ciekawych wniosków wyraził:)CHYBA zrozumiał
      • mruff Re: boję się 08.09.08, 14:16
        boje się,że mu nie uwierzę
        boję się,że sama siebie nabiję w butelkę
        boję sie,że on chce wrócić z nudy, osamotnienia
        boję się,że znowu zaangażuję się a on znowu mnie zostawi

        z drugiej strony wiem,że nie ma takiego czegoś jak pewność
        i boję się,że nie spotkam faceta który tak mi odpowiada:(


        taka karuzela życia i mnóstwo lęku, ech:(

        warto wrócić by dać szansę
        a ewentualne niepowodzenie wytrzeć chusteczką próby i szansy
        i ostatecznego finału
        • mruff Re: aktualności 15.12.08, 12:13
          A więc dałam mu drugą szansę gdy prosił o powrót
          i wczoraj mnie zostawił
          w identyczny sposób jak poprzednio
          wczoraj(4 m-ce od zejścia się), w trakcie fajnego weekendu-klops.
          zaczęło się niewinnie, zapytałam dlaczego nie wdepnie do mojego
          miasta rodzinnego na kilka dni po świętach, odpowiadał,że nie
          chce.Nie naciskałam na ten przyjazd ale chciałam dowiedzieć się
          dlaczego nie chce-wściekł się. No i z miłego poranka zrobiła się
          ciężka atmosfera i powiedział,że odchodzi bo "nie czuje nas"i
          dlatego też nie ma ochoty na ten wyjazd

          Boli jak cholera

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka