wszystkoch
07.09.08, 18:42
Grzeczne, bez emocji, "już Cię nie kocham, ale bardzo szanuję, jesteś moją
przyjaciółką", w nim już wszystko zgasło, nie może się męczyć.Postanowiłam go
nie prosić by został, przeżyłam to już w zeszłym roku, kiedy zgodził się
spróbować raz jeszcze i patrzyłam przez pierwsze tygodnie jak codziennie
najchętniej by uciekł.Bardzo cierpiałam, widać nie można prosić o miłość.
Potem wszystko ucichło, naprawiło się, było dobrze, spędzaliśmy ze sobą dużo
czasu. Bez ogromnych emocji, ale z miłością, jak myślałam. Nawet nie zdawałam
sobie sprawy, jak rozerwie mi to serce. Te chłodne ustalenia: to ja sie
wyprowadzę (bo nie chcę tam mieszkać, każdy kąt mi go przypomina), sprzedajemy
samochód, jak spłacamy kredyt. A to wszystko od wczoraj. Tak szybko, bez
wielkiej rozmowy dlaczego, co które czuje. Przy nim nie płaczę, bo jest tak
obojętny, taki poprawny, zrobił mi rano kawę, zaproponował obiad, a ja
umieram!!! Nie mam siły na to, żeby mieć klasę, zachować się dojrzale, cierpię
i udaję... Wyszedł teraz z domu, wreszcie mogę popłakać, pokrzyczeć. Z nikim
nie mogę porozmawiać, ciązy na nas łatka idealnej pary, związku do końca
życia, nie wytrzymam tego biadolenia ze strony znajomych i rodziny. Jak mam
dać sobie radę sama? Jak mam iść jutro do pracy? Chyba zwariuję. Nie mam siły
wyjść z domu, nie dam rady też siedzieć i czekać aż wróci i będzie do mnie
mówił jak do obcej osoby. Nie pamiętam jak wygląda życie bez niego i nie chcę
sobie przypomnieć. Tylu ludziom się udaje, dlaczego właśnie nie nam??? Jak nie
ozaleć, jak się pozbierać, co mam robić??