Dodaj do ulubionych

Koniec po 7 latach

07.09.08, 18:42
Grzeczne, bez emocji, "już Cię nie kocham, ale bardzo szanuję, jesteś moją
przyjaciółką", w nim już wszystko zgasło, nie może się męczyć.Postanowiłam go
nie prosić by został, przeżyłam to już w zeszłym roku, kiedy zgodził się
spróbować raz jeszcze i patrzyłam przez pierwsze tygodnie jak codziennie
najchętniej by uciekł.Bardzo cierpiałam, widać nie można prosić o miłość.
Potem wszystko ucichło, naprawiło się, było dobrze, spędzaliśmy ze sobą dużo
czasu. Bez ogromnych emocji, ale z miłością, jak myślałam. Nawet nie zdawałam
sobie sprawy, jak rozerwie mi to serce. Te chłodne ustalenia: to ja sie
wyprowadzę (bo nie chcę tam mieszkać, każdy kąt mi go przypomina), sprzedajemy
samochód, jak spłacamy kredyt. A to wszystko od wczoraj. Tak szybko, bez
wielkiej rozmowy dlaczego, co które czuje. Przy nim nie płaczę, bo jest tak
obojętny, taki poprawny, zrobił mi rano kawę, zaproponował obiad, a ja
umieram!!! Nie mam siły na to, żeby mieć klasę, zachować się dojrzale, cierpię
i udaję... Wyszedł teraz z domu, wreszcie mogę popłakać, pokrzyczeć. Z nikim
nie mogę porozmawiać, ciązy na nas łatka idealnej pary, związku do końca
życia, nie wytrzymam tego biadolenia ze strony znajomych i rodziny. Jak mam
dać sobie radę sama? Jak mam iść jutro do pracy? Chyba zwariuję. Nie mam siły
wyjść z domu, nie dam rady też siedzieć i czekać aż wróci i będzie do mnie
mówił jak do obcej osoby. Nie pamiętam jak wygląda życie bez niego i nie chcę
sobie przypomnieć. Tylu ludziom się udaje, dlaczego właśnie nie nam??? Jak nie
ozaleć, jak się pozbierać, co mam robić??
Obserwuj wątek
    • kasha101 Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 18:50
      Przetrwasz.
      Czas, czas leczy rany.
      I choc dzis wydaje sie, ze oszalejesz, nie oszalejesz, dasz rade, a
      my trzymamy kciuki za Ciebie!

      Aby moglo przyjsc cos nowego, trzeba czasem pozegnac cos starego.
      • agusja Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 18:52
        beczec sie chce:(((
      • wszystkoch Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 18:58
        Dziękuję, kasha.
        Chodzę już po ścianach. Wyprowadzam się już dziś, na razie do siostry, bo nie
        mam gdzie, powiedziała, że mogę być u niej tak długo aż coś znajdę. Nie mogę
        zostać na noc, obudzić rano jakby nic się nie stało. Tak bardzo potrzebuję się
        ogarnąć żeby mnie nie widział w takim stanie, bo niedługo wróci. Całuję i tulę
        jego rzeczy, wiem, że źle robię, że to mi nie pomoże, ale część mnie się trzyma
        kurczowo mojego mężczyzny, mojego życia, mojej miłości i nie chce tak łatwo oddać.
    • aniek133 Współczucie :( 07.09.08, 18:58
      Ja wiem, że to żadne pocieszenie, ale poczytaj moja historię, jeśli chcesz, jest
      baaardzo podobna do Twojej, ale to na razie jeszcze ten pierwszy etap:

      forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=210&w=83632517&v=2&s=0
      W tej chwili jesteśmy chyba osobami, które najlepiej na świecie się nawzajem
      rozumieją...


      • wszystkoch Re: Współczucie :( 07.09.08, 19:08
        Zazdroszczę Ci tej połowy roku, aniek, a z drugiej strony przeżywaliśmy już etap "spróbujmy jeszcze raz" i jak widać na nic to wszystko. Czuję dokładnie tak jak Ty. Jeteśmy stworzeni dla siebie, znamy się na wylot, kocham go do kości. Tak samo jak Ty nie wierzę w drugą kobietę, a nawet gdyby była, więcej bym zrozumiała, może byłoby mi wygodniej, rozpaliłabym w sobie złość- nie myślałaś o tym? Załamałam się, że identyczne jak Ty- nie chcę mieć dzieci, bo nie, tak samo nie zależy mi na ślubie, a on mówił, że marzy o dzieciach, ślubie i mnie przekona, że jeszcze czas, a potem na pewno zmienię zdanie. Tylko to nie był problem, bo wiedziałam, że jeśli mamy być razem szczęśliwi, to jeszcze to przegadamy, jak przyjdzie czas. Czas się skończył.
        • aniek133 Re: Współczucie :( 07.09.08, 19:10
          Napisałam do Ciebie na priv.
        • leda16 Re: Współczucie :( 08.09.08, 07:16
          nie chcę mieć dzieci, bo nie, tak samo ni
          > e zależy mi na ślubie, a on mówił, że marzy o dzieciach, ślubie i mnie przekona...Tylko to nie był problem, b
          > o wiedziałam, że jeśli mamy być razem szczęśliwi, to jeszcze to przegadamy


          Jeśli marzył o żonie i wspólnych dzieciach, to na pewno kochał. Zraniłaś go tak, jak tylko można, zamieniając jego największe marzenia na bezcelowe mielemie ozorem. Podejrzewam, że kopniak mniej by go zabolał. Za dumny, by drugi raz poprosić humorzastą infantylną egocentryczkę, która za cały argument dla najważniejszej sprawy w życiu każdego człowieka miała - "nie, bo nie". Teraz do pustych ścian będziesz "przegadywać". Jego matka też pewnie chciała przed śmiercią wnuki zobaczyć. Zresztą, gdzieś Ty widziała szczęście poza rodziną? Jak myślisz, po co kobieta i mężczyzna spędzają z sobą czas? Na szczęście czekają? Po prostu jemu w tym Waszym związku brakowało celu. Dla "nie. bo nie" miał z Tobą w nieskończoność czas marnować, dalej się upokarzać błagając, byś raczyła rodzinę z nim założyć? A teraz co, "drugą kobietę' chętnie byś oskarżała, że była dojrzalsza od Ciebie? Pewnie, najlepiej wszystkich obwinniać, byle nie siebie. Takiej jak Ty, młodszej i zapewne ładniejszej ode mnie, 20 lat temu odbiłam wspaniałego faceta. Mamy rodzinę, dwoje dzieci...
          • wszystkoch Re: Współczucie :( 08.09.08, 11:09
            Oj, jaka prosta i krótkowzroczna ocena. Cóż, każdy mierzy według
            siebie. Takie prawo internetu i anonimowości- ja mogę się swobodnie
            wyżalić, a Ty na ślepo nazwać mnie humorzastą i infantylną
            egocentryczką. Nie mam żalu i życzę dużo szczęścia w związku i
            wychowaniu dzieci.
        • gapuchna nie jesteście jedyne! 08.09.08, 12:08
          Z mojej perspektywy - czas naprawdę pomaga. Kilka miesięcy temu sądziłam, ze nie
          dam rady. Dałam. Jest inaczej, jest większa gorycz, strach, żal, rozczarowanie.
          Ale jest i życie. Naprawdę ono jest!!! Jesteś w najgorszym momencie, ale on jak
          wszystko w życiu minie....
    • j-ak Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 19:12
      Boze, jak ja wiem co czujesz!!! :(((
      • meg-gy Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 19:22
        Tak Ci współczuję, że aż nie wiem co powiedzieć. Ty go
        kochasz, a on jest ponadto. Wierz mi, że to minie tylko
        trzeba czasu i teraz nie możesz być sama, bo to
        Cię "zabije". Wypisz sobie + i - tego związku, jego wady i
        zalety i skup się na wadach.Pozdrawiam i trzymam kciuki
      • wszystkoch Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 19:25
        Załamuje mnie to, że jednak świat nie jest taki piękny jak do wczoraj
        myślałam... Przez chwilę czułam się najbardziej zrozpaczona na świecie, Wasze
        reakcje mnie zdziwiły, ale przypomniały, co nie znaczy, że pomogły zrozumieć, że
        w miłości wszyscy cierpią podobnie. Nikt mnie nie poucza, nikt nie atakuje,
        przestałam płakać, może na chwilę, tylko oczy mam opuchnięte i wyglądam
        paskudnie .Dziękuję Wam.
        • sbelatka Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 19:42
          możemy ci tylko powtarzac w kółko i do znudzenia.. pzryjdzie dzien
          kiedy dla Ciebie znowu zaświeci slońce
          choc dzis w to nie wierzysz
          choc dziś w ogole nie wierzysz, ze jest jakiekolwiek słońce..

          po 7 latach, po 5, po 12 czy 17-tu.. Boli podobnie... I podobnie..
          ból mija...
          zpaytasz jak długo będziesz cierpiec.. udzielimy ci różnych
          odpowiedzi.. ale cos kolo 2 lat tzreba sobie zarezerwować.. :-)

          moje 2 lata minęły.. i faktycznie boli znacznie mniej.. a może już w
          ogóle nie boli...

          narazie płacz, płacz i płacz
          a ludzie niech sobie gadają co chcą..

          jedno moge Ci powiedziec ze swojego doświadcznia - gdy juz
          wiedzialam, ze to koniec koniec powiedzialam to wyraźnie - tak żeby
          ludzie sie dowiedzielei jak najszybciej, żeby nie rozpalac ich
          ciekawości
          pozwalałam sobie na łzy.. i to było o wiele łatiejsze niż udawanie,
          ze jest ok.. w naszym idealnym związku..:-)



        • j-ak Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 20:09
          Od odejscia mojego narzeczonego mineły 4 miesiace. Bylismy razem kilka lat. Tez
          mi powiedział, ze jestem dla niego najwazniejsza i ze chce bysmy byli
          przyjaciółmi. Od tamtego dnia jestesmy przyjaciółmi. Moje zycie stoi w miejscu,
          cierpie, płacze, kocham, a on żyje i ma sie dobrze. Opowiada gdzie jedzie, co
          robi, a ja słucham, bo łudze sie ze wrócimy do siebie. Tylko wtedy kiedy znika
          na noc jak gdzies jest np. na grillu u kolezanek i nie odzywa sie do mnie do
          nastepnego poranka dociera do mnie, ze moze kocha sie z inna kobieta. Nie funduj
          sobie czegos takiego!!!! Prosze Cie!!!! Ja wlasnie napisałam do niego maila w
          ktorym poprosiłam o zerwanie kontaktów. Napisałam mu, ze poznałam kogos i ten
          ktos sobie nie zyczy kontaktów miedy nami. To kłamstwo, ale nie chciałam pisac
          mu o milosci i tesknocie i tak ponizałam sie przez ostatnie 4 miesiace. Zycze
          duzo siły!!!
          • aniek133 Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 20:13
            Myślę, ze dobrze robiłaś...
    • sbelatka acha 07.09.08, 19:43
      zapraszam Cie na forum "rozwod i co dalej" :-)
      • wszystkoch Re: acha 07.09.08, 20:51
        Dziękuję, na pewno sprawdzę, poczytam.
        Czy to nie jest z jego strony perfidne, że zdrabnia moje imię jakby nigdy nic,
        dzwoni, że będzie później, bo trafił na oberwanie chmury i wycieraczka mu nawala
        w samochodzie? Zamierzam mu powiedzieć, żeby dzwonił tylko w ważnych sprawach i
        uzmysłowię mu, że nie będę do jego dyspozycji jakby nigdy nic. Ciekawe, czy
        zaboli go pusty dom. Zaraz się zbieram i już tutaj nie wrócę:(
        • aniek133 Re: acha 07.09.08, 21:10
          On nie widzi różnicy. Macie być przyjaciółmi, więc wydaje mu się, że zawsze już
          będzie miał ten punkt oparcia w Tobie...

          Myślę, że każdego by zdołował pusty dom. W końcu razem przeżyliście kawał życia
          i te najpiękniejsze lata...

          Myślę, że jesteś silna jak na te sytuację. Poradzisz sobie. Tylko nadal tak
          trzymać!
          • greengrey Re: acha 07.09.08, 22:08

            jeśli już musi być ten koniec- to przyjmij to z podniesionym czołem

            przecież nie chcesz żeby był z Tobą z musu, ze strachu, nie ma sensu
            też żebrać o wspólne życie

            niech idzie swoją drogą

            a Ty, zapewniam Cię, masz wszystkie siły - W SOBIE SAMEJ- żeby
            unieść ten ciężar i żyć dalej. I wszelkie szanse na to, że kiedyś,
            kiedy przyjdzie czas, znaleźć kogoś, kto będzie Cię chciał taką jaka
            jesteś

            jeśli mozesz, nie kontaktuj się z nim przez jakiś czas

            boleć i tak będzie, ale rozdrapywanie ran przez stały kontakt nic
            nie pomoże, a czas w odosobnieniu pomoże spojrzeć z dystansu i w
            końcu pomoże troche wyciszyć emocje...

            życzę Ci spokoju i tego, byś zadbała teraz o siebie
            wsystkiego dobrego
        • leda16 Re: acha 08.09.08, 07:26
          wszystkoch napisała:


          > Czy to nie jest z jego strony perfidne, że zdrabnia moje imię jakby nigdy nic,


          Ach, więc jeszcze o złosliwość go podejrzewasz. Nie łudź się, to po prostu nawyk, zwykla grzeczność.

          Zamierzam mu powiedzieć, żeby dzwonił tylko w ważnych sprawach i
          > uzmysłowię mu, że nie będę do jego dyspozycji jakby nigdy nic.


          Najlepiej nic mu nie mów, bo i prawa już nie masz żadnego, żeby nakazywać skakać, jak Ty zagrasz


          Ciekawe, czy
          zaboli go pusty dom.


          Och, podejrzewam, że już od dawna go bolał - pusty dom, bez dzieci, bez przyszłości i celu. Plączące się po nim dwa sobki. W tle rodzina generacyjna, wypytujaca, kiedy się wreszcie ożeni, synowa matkę wnukami uszczęśliwi. Przemyśl to, i wyciąg wnioski na przyszłość. Inaczej starą panną zostaniesz, a czym jak czym, ale szczęściem ten stan raczej nie jest...



          • wszystkoch Nie wszyscy muszą żyć tak samo 08.09.08, 09:15
            Ledo, to, że Ty widzisz stabilizację i szczęście poprzez dzieci i
            ślub, nie znaczy, że to obligatoryjne i "każdy normalny człowiek
            powinien to czuć". Na szczęście, ludzie są różni, a mimo to żyjemy
            razem na jednym świecie. Wg jednej informacji- tego, że nie chcę
            ślubu i dzieci- podpinasz mi łatkę egoistki. A wierz mi, może być
            zupełnie odwrotnie, ludzie wchodzą w związki żeby nie być sami- z
            samolubstwa i mają dzieci, żeby kogoś kochać bezwarunkowo, żeby na
            starość ktoś z nimi był. To też egoizm. Zależy, jak się na to
            spojrzy.Poza tym, mam jeszcze mnóstwo czasu na dzieci i ślub, a on
            doskonale wiedział, że gdyby chciał, założylibyśmy taki dom, w
            którym obojgu nam byłoby dobrze, a i na dzieci przyszedł by moment.
            Egoizm to odejść "bo tak", bez próby, bez rozmowy, bez walki,
            ulotnić się po angielsku. Nie mówię, że egoizm jest zły- nie oceniam
            Mówię tylko, że to jest właśnie egoizm.
            • leda16 Re: Nie wszyscy muszą żyć tak samo 08.09.08, 23:22
              Ledo, to, że Ty widzisz stabilizację i szczęście poprzez dzieci i
              > ślub, nie znaczy, że to obligatoryjne i "każdy normalny człowiek
              > powinien to czuć".


              Dalej nic nie rozumiesz. Ja wiem jedno - jeśli mężczyzna prosi kobietę o rękę i chce z nią założyć rodzinę, to znaczy że ją kocha, nie samego siebie. Chciał z Tobą realizować swoje marzenia, miał jasny, konkretny cel w życiu. A Ty? dałaś mu regularny seks i czekałaś "aż będziecie szczęśliwi". Wiesz chociaż, na co czekałaś, wiesz, co to jest szczęście? Wątpię... On miał byc dostarczycielem tego "szczęścia" jak listonosz paczki? I po to zmarnowałaś mu aż 7 lat życia żeby nie być samotną? Nie po to, żeby go uszczęśliwić? A o to powinnaś dbać przede wszystkim, skoro podobno to jego kochałaś, nie samą siebie.


              Poza tym, mam jeszcze mnóstwo czasu na dzieci i ślub, a on


              On już go pewnie nie miał, i cierpliwości brakło na czekanie, aż raczysz się skoncentrować na jego potrzebach. Nie wiedział pewnie nawet czemu go odrzucasz jako męża i ojca Waszych dzieci, myślał, że za niegodnego siebie uważasz. Gdy wypytywał, to sama piszesz, że słyszał infantylne, obelżywe dla każdego myślącego człowieka "NIE, BO NIE" No, tylko współczuć całkowitego braku taktu i wyczulenia na męską dumę. Nie przewidziałaś, że czekać nie zechce w nieskończoność?


              > doskonale wiedział, że gdyby chciał, założylibyśmy taki dom, w
              > którym obojgu nam byłoby dobrze,


              Z Twojej wypowiedzi odniosłam wrażenie, że taki dom już był, mieszkaliscie razem, obojgu było Wam tam dobrze. I oboje czekaliście, tyle, ze każdy na coś innego: On na rodzinę, gwar i smiech dziecięcych głosów, Ty - na enigmatyczne "szczęście".


              a i na dzieci przyszedł by moment.


              A na razie NIE, BO NIE. Cóż, masz to, czego chciałaś. Nadal możesz czekać na szczęście tyle, że bez niego. On uznał, że czekał za długo.


              Egoizm to odejść "bo tak", bez próby, bez rozmowy,


              Nadal nie rozumiesz dlaczego odszedł? cóż, Twoja strata.



              bez walki,
              > ulotnić się po angielsku. Nie mówię, że egoizm jest zły- nie oceniam
              > Mówię tylko, że to jest właśnie egoizm.


              Zginełaś od miecza, którym pierwsza zaczęłaś rzekomo ukochanemu meżczyźnie wywijać przed nosem. To Ty zmarnowałaś mu kilka lat życia, nie on Tobie. Nie zachował się jak egoista. Po prostu poszedł szukać kobiety, z którą mógłby zrealizować swoje marzenia - rodzinę. Ty miałaś inne cele: nie chciałaś być samotna, chciałaś czekać na szczęście...On miał czekać razem z Tobą, jak pies na rzucony pod stół ochłap. Jego duma nie wytrzymała takiego ciosu. Odszedł, "bo tak". Nawet nie mieł już sił jeszcze raz rozmawiać...
    • nom73 Re: Koniec po 7 latach 07.09.08, 22:36
      wszystkoch napisała:
      > Jak mam iść jutro do pracy? Chyba zwariuję. Nie mam siły
      > wyjść z domu, nie dam rady też siedzieć i czekać aż wróci i będzie do mnie
      > mówił jak do obcej osoby. Nie pamiętam jak wygląda życie bez niego i nie chcę
      > sobie przypomnieć. Tylu ludziom się udaje, dlaczego właśnie nie nam??? Jak nie
      > ozaleć, jak się pozbierać, co mam robić??


      Uzależniłaś się od niego a to niedobrze. Ludzie przychodzą i odchodzą, taka jest
      kolej rzeczy i nic na to nie poradzimy. Zamiast cieszyć się, że coś fajnego w
      życiu Ci się przytrafiło to Ty się smucisz, że się skończyło. Niektórzy nie
      mieli tyle szczęścia co Ty i całe życie są sami i co mają przez to być całe
      życie nieszczęśliwi?
      • wszystkoch Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 09:19
        Staram się tak myśleć, ale za świeże to wszystko jeszcze. Dopiero
        pierwsza noc poza domem. Noc przespałam spokojnie, rano wstałam do
        pracy i jakoś funkcjonuję. Nie zgadzam się jednak z
        podejściem "ludzie przychodzą i odchodzą"- po to daję komuś z siebie
        wszystko i nie boję się wzajemności, że mam odwagę myśleć, że to
        będzie nam dane na zawsze i nie wyobrażam sobie lekko podejść do
        tego, że był w moim życiu i nagle odszedł, bo wszystko mija.
        • mruff Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 09:40
          Spokojnie. Jeszcze może facet zmieni zdanie. Jeśli chcesz by wrócił-
          nie bądź jego przyjaciółką. Utnij kontakt.
          Może jak zreflektuje się,że nie może do Ciebie zadzwonić, bo
          wycieraczki, bo to, bo siamto, że nia ma kobiety z która może
          porozmawiać tak jak robił to kiedyś...może wtedy?
          Podstawowy błąd- być koleżanką, do której nadal może pisac smsy
          (uzaleznienie), wpaśc na herbatę itd. bo on wtedy traci "tylko seks"
          a nawet i nie...
          3 tygodnie temu zostawił mnie facet, wprawdzie byliśmy "tylko" 2 m-
          ce ale zaangażowałam się,było dynamicznie.Po rozstaniu myślał,że
          będziemy w przyjaźni, nadal wyjeżdżać fotografować przyrodę itd. Ale
          uciełam wszystko. Nie pisałam do niego nic a nic.No i teraz chce
          wrócić do mnie.
          • wszystkoch Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 11:11
            Nie powinnam się łudzić, że wróci, więc odpędzam tę myśl. Moje
            samopoczucie to istna sinusoida. Teraz jest dobrze, wyciszyłam się,
            ale przerażą mnie, że muszę go wieczorem na chwilę zobaczyć, bo
            zapomniałam z domu ważnych rzeczy, które mi podrzuci. Boję się
            go...co za irracjonalne uczucie:(
            • mruff Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 12:05
              Ja też uznałam,że to definitywny koniec z jego strony:)
              Nie wiesz Ty ani on co będzie czuł,myślał za 2 tygodnie, miesiące...
              • gapuchna Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 12:16
                Powroty nie są dobre. Za każdym takim zdarzeniem będzie już odtąd czaić się
                pytanie - czy nie powtórzy tego ponownie. Lepiej niech nie wraca do ciebie....
            • kryzolia Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 12:21
              zorganizuj to inaczej, może nich CI gdzieś te rzeczy zostawi, nie musiałabyś się
              z nim widzieć.....
              • wszystkoch Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 12:25
                Nie mam za bardzo jak. Nie chcę w to mieszać mojej siostry, a nie
                wiem, gdzie miałby mi to zostawić. U znajomych- odpada, w pracy też.
                Spotkam się z nim na chwilę- dosłownie zejdę do niego pod dom, wezmę
                te rzeczy, podziękuję za fatygę i pójdę. Chyba nie mam innego
                wyjścia. Nie mogę uciekać.
                • mruff Re: wszystko to szajs 08.09.08, 13:17
                  Dziś dowiadujesz się,że po 7 latach facet już cię nie kocha
                  inna,że po 15 latach małzeństwa odchodzi do młodszej cizi
                  inna,że jej 15 letni syn zginął w wypadku samochodwym, na miejscu

                  wszystko to jeden wielki szajs
                  i ta pieprzona nieprzewidywalność życia
                  • wszystkoch Re: wszystko to szajs 08.09.08, 13:25
                    Popieprzone, to prawda, ale w tym całym syfie bywają iskierki, które
                    powoduja uśmiech. Przyszłam dziś do pracy wiedząc, że jak to w
                    poniedziałek będzie dużo roboty i bieganina, a ja w nastroju wiadomo
                    jakim, z trzęsącą się brodą co chwila i zawieszaniem się. Okazało
                    się, że szefowa zrobiła sobie wolne (dziwne, wszyscy w szoku, bo od
                    5 lat nie wzięła jednego wolnego dnia:))i pomyślałam sobie, choć
                    jestem niewierząca, że gdzieś tam dobre energie puszczają mi oko i
                    dają szansę na to, żebym dziś mogła sobie troszkę odpuścić:)
                    Wyszło piękne słońce, a rano tak lało. Może i chwilowo, ale czuję
                    się prawie normalnie.
          • kryzolia Re: Koniec po 7 latach 08.09.08, 12:18
            po co mieszasz dziewczynie w głowie, skoro nastawia sie z takim trudem że to już
            koniec...i lepiej by było żeby to był koniec - bo takie powroty po raz któryś
            mogą wykończyć nawet najsilniejszego psychicznie...
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka