twarz_bez_wyrazu
04.10.08, 23:22
a raczej ich brak.
Witam, moj problem jest raczej nietypowy, a przynajmniej nietypowy dla "facetow", ktorzy przekroczyli juz 20-stke.
Otoz nie mam zadnej kolezanki, zadnej znajomej, z ktora moglbym porozmawiac, wyjsc do kina, do pubu, brak w moim zyciu kobiet, sfery uczuciowej, ktora tworza kobieta i mezczyzna, relacji damsko-meskich, czulosci.
Otwieram sie na ludzi, jednak brak obycia w stosunku do kobiet, jest dla mnie nie do przeskoczenia. Zmarnowalem wiele lat, myslac ze sobie z tym poradze, a raczej nie z tym, a bez tego. Jednak im wiecej bywam wsrod ludzi tym bardziej sobie uzmyslawiam, jak bardzo jestem ograniczony, jak duzo trace, jak obumieram, jak samotnosc mnie niszczy, jak bardzo pragne milosci, ktora dla mnie jest nieosiagalna.
Nie wiem jak z kobietami rozmawiac, na jaki temat, w jaki sposob, nie jestem blyskotliwy, raczej malomowny, niesmialy, niedoswiadczony, dla wielu napewno dziwny i nieatrakcyjny w tej sferze(interakcji).
Nie znam regul tej gry, nie wiem jak zainteresowac kobiete(a raczej sie boje dzialac, aby nie strzelic jakiejs gafy - wychodzi brak doswiadczenia), mam wrazenie, ze one wyczuwaja to, iz rozmowa dla mnie jest stresujaca, mimo ze tak bardzo jej pragne nie potrafie sobie z tym poradzic (chociaz juz jest duzo lepiej, niz bylo kiedys). Ciezko mi odwzajemnic usmiech. Boje sie kompromitacji.
Ze wzgledu na moj wiek, nie mam taryfy ulgowej, ale tez na nia nie licze, bo wiem ze jestem sam sobie winny.
Zastanawiam sie co moge zaoferowac kobietom i nic mi nie przychodzi do glowy.
Czy jest z tego jakies wyjscie? Czy raczej liczyc na to, iz moze kiedys ktos mnie zauwazy? Pogodzic sie z wlasna ulomnoscia, bo przeciez nigdzie nie jest napisane, ze kazdy musi kogos "miec"?
Pozdrawiam.